Dodaj do ulubionych

po tygodniu bycia macochą całodobową

12.09.06, 11:11
No cóż jest, jak to wyrazić dość ciekawie . Z mojego punktu widzenia i
siedzenia rzecz jasna smile.Poprawnie, ale dziwacznie bo praktycznie się do
mnie nie odzywają nawet jak z uśmiechem na ustach pytam choćby o szkołę.
Fazę skakania przerabiałam jakieś 2 lata temu i się z niej wtedy skutecznie
wyleczyłam. Mój M po dwóch dniach jak to nazywam "syndromu spikiego" wziął
się do normalnego nazwijmy to ojcowania. Kłopoty są i owszem pierwszy typowo
porządkowy ,bo dziewczyny były przyzwyczajone,że sprzątała, zbierała, etc za
nich wszystko mama a w wakacje babcia więc tu spotkała ich przykra
niespodzianka, bo ja wymagam grzecznie ale stanowczo jak i mój M sprzątania
po sobie. Kwestia więc czasu, bo muszą się do tego przyzwyczaić podobnie jak
i do robienia sobie śniadań. Obiady zresztą to w tej chwili dla mnie totalny
koszmar, bo mlodsza wymysliła sobie ostatnio,że nie jada mięsa , starsza nie
je surówek , mięsa mielonego pod żadną postacią, obie jak się okazuje nie
jedzą ryb, każda z nich nie je zup,które je druga, etc. Proszę o rady na
dania bo naprawdę idzie zwariować . Podobnie jak z zakupami , na samym
początku rozmawiałam i z jedną i drugą,że ich nie znam i niejako muszę się
nauczyć ot choćby co która lubi tak więc pytałam o sugestie i propozycje . No
i nie powiem trochę się wkurzyłam bo zgodnie z wytycznymi kupiłam
jogurty ,jakie chciały i nagle słyszę,ze to nie to smile Żeby było ciekawie
młodsza,której nagle nie pasuje fantazja truskawkowa parę miesięcy temu
zrobiła o tą fantazję straszny raban bo chciał ją zjeść nasz synek a mój M
nierozsądnie kupił wtedy jedną , bo nasz jakoś do tamtego dnia nie wykazywał
ochoty. Tak więc momentami to ręce trochę opadają, ale cóż nazywam to okresem
adaptacyjnym i podchodzę do tego spokojnie . Kolejny problem mamy ze starszą
i to niestety dość poważny palenie papierosów i jak się mocno wydaje mojemu M
w piątek przyszła ( zresztą dokładnie po całym dniu nieobecności bez
sygnału,że nie wróci na obiad )po alkoholu. Tak więc dobrała sobie jak
widać "świetne" towarzystwo w nowej szkole i zintegrowała się już na całego.
No i to już nie jest ciekawe niestety, choć jak twierdzę demonizować też nie
należy. Mój M natomiast ściga ją bezwzględnie i zapowiedział jej w piątek,że
jak znajdzie czy poczuje fajki albo się od kogoś dowie,że paliła to ma
szlaban na wyjazdy do Krakowa. No i w niedzielę wieczorem( na weekend
pojechały do dziadków ) po powrocie strasznie musiały wyjść do sklepu mój M
grzecznie zapytał ja po co jej torebka a w torebeczce paczka fajek ,
zarekwirował , wczoraj po szkole ( scysja też zresztą,bo przyszła 4 godziny
po zakończeniu lekcji a dodzwonić się nie sposób do niej było ) pyta ją czy
znajdzie kolejne ... znalazły się . Tak więc ma szlaban więc czeka nas cięzki
zapewne weekend. Ja się nie wtrącam a i mój M wziął sobie jak widzę moją
sugestię do serca,że sytuacja w której objeżdża nazwijmy to dziewczyny przy
mnie jest niefajna zarówno dla mnie a przede wszystkim dla nich . Reasumując
to zobaczymy co będzie i jak będzie. Ot zwyczajnie przyzwyczaić się do siebie
nawzajem musimy i tyle. Mój M nagle stwierdził,że zupełnie nie zna w
zasadzie swoich córek i chyba mu z tym ciężko bo chyba nagle widzi
niekoniecznie to co mu się bardzo podoba. Z drugiej strony ja widze to tak,że
usiłuje zmienić pewne rzeczy i nawyki na które niejako w jakiś sposób jako
weekendowy Tata przyzwalał bądz z wygody nie widział. Nie da się ot tak i od
razu . Trochę się więc miota i wścieka . Mnie minęło, choć pierwsze dwa dni
to ciche furie mnie momentami ganiały i pilnować musiałam żeby światła
dziennego nie widziały smile. Teraz spokojnie podchodzę sobie do tematu . Z
fajnych i radosnych rzeczy to mój debiutujący przedszkolak kazał mi wczoraj
przyjść po leżaczkowaniu ( zabierany był po obiedzie ) co cieszy mnie
bardzo,bo pracować wreszcie będę mogła normalnie a nie latać po niego 0 13.
Generalnie dobrze się zaadoptował przedszkolnie i jest zadowolony . Chwała,
bo przedszkole o niebo tańsze od niani smile. Reasumując zaś całokształtowo to
gorzej to chyba wszystko widziałam dwa miesiące temu, nie jest żle a mam
sporą nadzieję że będzie dobrze .
Obserwuj wątek
    • agnese_1 Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 12.09.06, 11:22
      Strasznie cie podziwiam Mamaiko za twoj optymizm (nie odstapilabys mi troche?).

      Wiesz ja sie na dzieciach nie znam, ale z wlasnego doswiadczenia pamietam, ze
      wiele rzeczy robilo sie doroslym na przekor, aby im troche zycie utrudnic i
      mysle, ze jak dziewczyny oswoja sie z sytuacja, ktora dla nich tez musi byc
      nieslychanie trudna, to znowu polubia te zupy i jogurty wink

      Ze starsza moze byc trudniej, musicie bardzo uwazac, zeby nie wpadla w niedobre
      towarzystwo. Nie pamietam, ile dokladnie ma lat ale to brzmi jak bardzo trudny
      wiek.

      Trzymam kciuki, wierze, ze sobie poradzicie.
    • geos Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 12.09.06, 11:33
      Miło czytać :o))
      Powiem tak, prawie wszytsko znam z autopsji :o))) Oprócz fajek, alkoholu i
      późnego wracania ze szkoły - za małe jeszcze.
      Początki moich obiadów dla moich dziedziaków były takie same. Ten nia jada tego
      a ta tamtego, surówki są bleee, ziemniaki sa bleee, marchewka to jedno jada
      gotowane drugie surowe. Gotowanie obiadu zaczęło byc stresem normalnie sie
      denerwowałam co tego dnia usłyszę ;o))) Aż mąz postawił sprawe jasno - jedzą to
      co jest na stole i koniec! Staram sie dopasowac z daniami pod ich gusta ale i
      uwzględniam swoje. Przestało mni eto ruszać jak sie okazało, że po jednym
      obiedzie kiwdy cos było pyszne, wspaniałe rób tak jeszcze nastepnym razem
      usłyszałam, że jest bleeee. Pytam dlaczego bo ostatnio smakowało - no bo już nie
      lubie :o))) To sobie dałam spokój ze zgadywankami co lubia a co nie i robie co
      uważam. Pzonałam gusta więc w miare sie spasowalismy. A że jeden tydzień lubia
      to a drugi tamto no to trudno ja jasnowidzem nie jestem :o)) Mąz stwierdził, że
      fochów nie bedzie tolerował.
      Ze sprzataniem było to samo, babcia sprzatała po nich dosłownie wszytsko, nawet
      szklanki porozstawiane po pokojach, ogryzki walające sie dosłownie wszedzie.
      teraz sprzątaja sami choc trzeba mocno o tym przypominac a i czasem sie obrażą.

      Mam jedno uniwersalne danie mięsne, stosuje ten sposób do każdjego miesa -
      oprócz mielonego, tu sie nie da - i zajadaja bez protestów.
      Mięsko kroję w kostkę - jeśli to filet z kurczaka, polędwica, sznycel, jak schab
      to rozbijam mięso i tez kroje albo całe kotlety - dodaje sos sojowy, jak nie mam
      to magi - 2-4 łyżek, sok z cytryny 1-2 łyzki, czosnek pokrojony w plasterki -
      jak kto lubi, zioła czaber, tymianek, prowansalskie - co mam to daję. Chwile to
      czeka i na patelnię. Daje ciut oleju na patelnie. Każd emięso podane w ten
      sposób zjedzą.
      nauczyłam sie, że wszytsko co przyprawie jarzynką zjedzą.

      Z jogurtami była taka sama jazda. Teraz kazde wybiera samo - mówimy ile maja
      sobie wybrać - to ich częśc i to jedzą. Ostatnio zaczełam kupować sama i jakoś
      przestali wybrzydzac. Myśle, że znudziło im sie :o))

      Mąz po takich jazdach z jogurtami tez stwierdził, jesz to co jest, nie pasuje,
      to nie jedz. Bo płaczów i marudzenia było mnówstwo

      Czasami jak zdrowo dokuczyli pod wzgledem marudzenia jedzeniowego to.. kazde
      dostawoało część listy zakupowej w supermarkecie i miało przynieśc do koszyka to
      co tam napisane. Wybierali wtedy to co lubią. Jednoczesnie nagle stwierdzali, że
      to nie tak prosto się zdecydowac na dżem jak półka pelna wszelkich smaków :o)

      Dotrzecie sie, a z paleniem to sobie myśle, ze to taki bunt i chęc postawienia sie.

      Poczekaj az pójdziecie na zakupy ciuchowe to jest dopiero jazda :o))))
      Ostatnio przerabiałam chyba 8 sklepów za butami dla 10 latka.
      A najgorzej jako cos sobie wybierze a potem powie, że nie będzie tego nosic :o))

      życzę dużo cierpliwosci :o)
    • lilith76 Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 12.09.06, 11:45
      Takie bywa docieranie smile
      Dobrze, że starasz się nie zwariować przy tym smile
      Podziwiam!
    • khaldum o posiłkach 12.09.06, 11:46
      mamaika, język polski jest zbyt ubogi/albo ja nie znam odpowiednich słów, aby
      wyrazić szcunek i podziw dla Twojego zachowania w sytuacji w jakiej się znalazłaś.

      co do posiłków, jestem co prawda tylko macochą weekendową, ale posiłki były i
      jeszcze czasami są problemem z jakim się borykamy.

      Pierwszym powodem jest to, że chłopcy nie są nauczeni że posiłek to nie tylko
      zupa, czy ziemniaki, ale RYTUAŁ wspólnego siedzenia przy stole. W naszym domu
      kładziemy na to nacisk, zarównio NM jak i ja. Niestety na codzień chłopcy tego
      nie mają. Ale jest coraz lepiej smile Odnaleźli magię celebrowania sobotniej
      jajecznicy wink

      Kolejnym problemem były potrawy. Ja tego nie lubię, ja tego nie jem, nie będę
      jeść itd. Odchodzili od stołu odmawiając posiłków, ale NM postanowił, że nie ma
      kanapek pół h po obiedzie. Bo obiad jest DLA WSZYTKICH. Raz są potrawy, które
      się lubi i zjada z apetytem, raz te za którymi nie przepadamy. Nikt nie zmusza
      nikogo do jedzenia czerniny, czy wątróbki.

      Na lodówce powiesiliśmy listę marzeń i każdy wpisuje na nia na co miałby ochotę.
      To ułatwia mi również rozwiązanie problemu co zrobić na obiad. Dziś spełniamy
      zachciankę jednej osoby, w inny dzień innej. (to nic, że nie przepadasz za
      mielonymi, jutro będą Twoje ulubione zrazy, których siostra nie lubi - nie
      zatrujesz się tym, poza tym kuchnia to nie restauracja i jadłospis jest jeden
      dla wszystkich)

      Przypomina mi się również okres wegeterianizmu mojej siostry, mama zgodziła się
      na jej wegetarianizm, ale kiedy posiłki składały się tylko z ziemniaków i
      surwówek zarządała aby sama gotowała sobie soję, kotlety z kasz itp. Kiedy
      siostra nie robiła potraw zastępczych na jej talerzu lądowała pierś z kurczaka.
      Dość szybko zrezygnowała z tych fanaberii.

      Nie wiem ile Twoje pasierbice mają lat, ale jeśli to nastolatki, to spróbuj je
      włączyć do przygotowania posiłków. Prawda jest taka, że w każdym regionie kraju
      np mizeria inaczej smakuje. Może mają inne przyzwyczajenia smakowe.

      powodzenia
      • natasza39 Re: o posiłkach 12.09.06, 12:18
        khadum ma rację.
        Nie może tak być, że jeden lubi to, drugi tamto, a Ty siedzisz w kuchni pół
        dnia i spełniasz marzenia.
        Mój młody został tak rozuszczony przez babcię. Głowę daję, że u pasierbic tez
        do rozpasania w kuchni przyczynili się dziadkowie.
        Moja matka jest tak zboczona, ze potrafi każdemu co innego na obiad
        przygotowywać. W dodatku robiła swojemu ukochanemu wnusiowi to co on lubił. W
        rezultacie wpieprzał na okrągło kotlety schabowe i frytki.
        W wakacje powiedziałam koniec!
        Młody był zobowiązany do samodzielnego przygotowywania obiadów, a w przypadku
        skomplikowanych potraw, jego części.
        Okazało się, że nie chce juz źreć pierogów, jak się okazało, ze to tyle roboty
        przy tym.
        Okazało się ze jednak lubi ryby, lubi gulasz i potrafi zjeść tysiąc innych
        rzeczy, których u babci nie jadał.\
        Na początku będzie cięzko, ale nie pękaj.
        A sposób khadum jest bardzo dobry. Raz rozbimy to co lubi jedna, a raz to co
        lubi druga. Ale wszyscy jedzą to co jest.
        Pierwszy miesiąc to droga przez mękę ale potem zobaczysz, że będzie z górki!
    • bez44 Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 12.09.06, 12:02
      Powodzenia, cierpliwości - podziwiam i zyczę, żeby wszystko się dobrze ułozyło.
    • mamaika Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 12.09.06, 12:49
      Dzięki dziewczyny ale bez podziwiania, optymizmu mam z natury dany, odstąpić
      trochę mogę ( ale uwaga w doły cierpienia i rozpaczy też popadam na szczęście
      krótkotrwałe ). Pomiotać się pomiotałam wcześniej, nastolatki to generalnie
      trudny czas i wiem co mówię bo moja ukochana siostrzenica też swojego czasu
      dała nam nieżle popalić . Najtrudniejsze dla mnie to taka ich postawa pt.
      jesteś i cię nie ma, ot takie milczące siedzenie i zdawkowa odpowiedz, dzień
      dobry i do widzenia czy fakt iż młodsza nagle zwraca się do mnie zamiast
      dotychczas używanego przez nią ciociu pani. Takie to dziwaczne i przykre i
      szczerze mówiąc też sama nie wiem jak z nimi rozmawiać . Trudno mi to
      precyzyjnie wytłumaczyć . Pasierbicą byłam więc pamiętam jak trudno mi było na
      początku . Ot czasu trzeba i tyle. A jak będzie - dobrej myśli jestem ale to
      nie znaczy,że tak będzie. Tydzien to strasznie krótko. Podzielić się musiałam ,
      bo mocno się czuję związana z Wami smile. Mnie to forum pomogało i pomaga ,
      czasem zwyczajnie spojrzeć na coś z innej strony.
      • geos Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 12.09.06, 12:54
        Twoje posty dzisiejsze, mnie tez troche pomogły.
        Upewniły mnie, że to co się dzieje u nas jest jak najbardziej normalne i było.
        Więc pocieszam sie, że najgorsze za mna i teraz czekam co bedzie dalej.
        Pozdrawiam sedecznie
        • wiola101 a ja pewnie macocha będę za chwilę 12.09.06, 15:23
          22 wrzesnia podejrzewam że odbędzie sie ostatnia sprawa i stane sie macocha
          całodobową. twoje posty zawsze czytam z zaciekawieniem bo po trosze utozsamiam
          sie z TObą. podziwiwam Cie bardzo bo ja czym blizej tym większy strach mnie
          ogarnia jak poradze sobie z swoja dwójka i jeszcze młodym. Do tego zajecia
          domowe, praca i niezbyt dobre stosunki z moja mama z która mieszkam na tle
          młodego. Moja mama nie akceptuje młodego a tym bardziej nie wyobraza sobie
          mieszkania z nim pod jednym dachem. Jednak życie tak sie ułozyło że
          dobudowalismy dom do domu moich rodziców ( jedno wjście) a później wyszła
          sytuacja w której pojawiła sie szansa na zamieszkanie młodego z nami. Problem
          jest na tyle duży że jeszcze nie mieszkamy na swojej części a sprawa tuż, tuż i
          nie bardzo sobie wyobrażam aby młody zamieszkał z nami gdy jeszcze nie jestesmy
          na swoim.
          Podziwiam Cię jak sobie ztym wszystkim radzisz, jaki masz zdrowy dystans do
          wielu spraw. A w jakim są wieku dziewczynki?
          • mamaika Re: a ja pewnie macocha będę za chwilę 12.09.06, 22:32
            13 i 15 lat , dystans staram się mieć i zachowac spokój ducha. Miotałam się
            przed .I wiesz ja tak czy siak myślę,że naprawdę jeszcze wiele przed nami, za
            krótko by coś wyrokować.
            • tropicana Re: a ja pewnie macocha będę za chwilę 13.09.06, 00:29
              Pamiętam, jak mojej 14-letniej kolezance umarła mama. Rozpacz straszna - mimo,
              że została we własnym domu, z kochającym ojcem i bardzo opiekuńczą, już
              pracującą, starszą siostrą. 13 i 15 lat, to jeszcze dzieci, nie umieją poradzić
              sobie z emocjami i nie dziwię im się że są rozżalone na świat. Ale pamiętam, że
              ja w tym wieku uważałam się za dorosłą i każdą uwagę przyjmowałam jako zamach
              na moją godność osobistą. (Moja Mama mówi wprawdzie, że byłam miłą nastolatką -
              więc już serdecznie współczuję mamom i macoszkom tym mniej miłych).
              Myślę, że nawet, gdy dziewczynki trochę ochłoną, to będą się wstydziły, jedna
              przed drugą, okazywania Tobie bliskości.Przynajmniej przez pewien okres.
              Wydaje mi się, że dobrze by było tak rozporządzać czasem, żeby raz jedna, raz
              druga mogły być z Tobą i Maluchem. (A Tata w tym czasie organizuje
              zajęcie "wolnej" córce).
              Poradzicie sobie!!!
    • bez44 Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 13.09.06, 12:43
      ja zostałam macochą dla 15-latka, bez wsparcia ze strony NM - załozył, że dam
      sobie świetnie radę, bo daję sobie radę z 13-latkiem. tylko, że to były 2 rózne
      osobowości. Zostałam rzucona na głeboką wodę i - utonęłam, Nie dałam sobie
      rady. NM potzrebował matki dla swojego syna - niestey, bez jego wsparcia to
      wychodzi bardziej niż kulawo. Mam nadzieję, że masz oparcie w swoim NM - jest
      bardzo potrzebne!!! I że on rozmaiwa ze swoimi córkami, nie zostawiając tego
      tylko i wyłącznie Tobie.Naprawdę zyczę szczęscia - żeby wszytsko było ok.
    • mangolda Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 13.09.06, 14:59
      Trudno jest naprawić zdemoralizowane dzieci, ale moze sie uda. Trzymam kciuki.
    • kasian27 Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 13.09.06, 15:04
      witam. zycze Ci duzo cierpliwosci, ja rowniez mam 3 pasierbice, ale tylko
      najstarsza mieszka z nami. dwa lata temu mialam wielki zapal i checi zeby
      stworzyc jej prawdziwy dom. teraz poprostu akceptuje jej obecnosc.na palenie i
      picie juz nawet nie reaguje, bo M mowi, ze zaczal palic jak mial 14 lat. moj M
      wraca do domu tylko na weekendy, wiec zupelnie nie wie co ona robi. ja
      popelnilam blad bo bardzo chcialam byc przyjaciolka jego corek i pozwolilam
      wejsc sobie na glowe, teraz juz nie reaguje bo nie chcem cichych dni w te dwa
      dni kiedy jestesmy razem. nie chcem nikogo straszyc, bo sa tez dobre chwile i
      dni. ciesze sie, ze jest to forum bo zawsze kiedy mam gorsze dni moge tu
      zajrzec. powodzenia
      • wiola101 Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 13.09.06, 15:44
        Dzuiewczyny,
        jak was czytam to coraz bardziej sie boję?! Dlaczego nie piszecie że jest
        super,dzieciaki tarktują Was z szacunkiem, są mile, pogodne a problemy
        stwarzaja nie wieksze niz nasze własne.? - chciałabym bardzo żeby tak było więc
        z Tąd mój optymizm.
        Czytajac Was, coraz wiekszy dopada mnie lęk i strach czy dam radę. Młody jak do
        tej pory nigdy nie był w stosunku do mnie niegrzeczny. Jednak wizyty
        kilkudniowe to nie całe życie.
        • geos Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 14.09.06, 17:58
          Bo każdy potzrebuje wygadania jak jest źle. Jak jest dobrze to poprostu
          delektuje sie tymdobrem i nie rozgłasza.
          To ja cos dobrego napiszę.
          Młody do tej pory miał problemy z umieszczeniem mojej osoby w swoim swiecie.
          Przynajmniej tak to mozna było zorzumiec.
          Obserwowałam to lokowanie mojej osoby na rysunkach szkolnych dotyczacych rodziny.
          Zazwyczaj mama zawsze tam była, ja nie (dla niewtajemniczonych mama nie zyje od
          3 lat) Tak jakby bał sie pokazac, że jestesmy rodziną posklejaną. Pierwszy krok
          ku akceptacji stanu takieog jaki jest zauwazyłam rok temu kiedy przyszedł
          zapytac czy może narysowac mnie jako mamę. Nie napisac , że to ja tylko taka
          wiedza dla niego, że ja tam jestem ale podpisane "mama'
          A dziś w zeszycie od religii wśród wymienionych osób które go kochaja i lubia
          jest jak wół napisane moje imię!
          Nie potrafie opisac co czuję
          A tak poza tym to klopoty dziecięco nastolatkowe dalej sa w domu :o))))
          Pyskowanie złosliwości, drobne utarczki
          życze wszystkim powodzenia :o)))
          • kornikuno Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 14.09.06, 18:35
            Mamaikasmile
            jestes wpsaniala Kobieta i zapewne poradzisz sobie i z tym problemem!
            Bije ogromne cieplo z tego co piszesz pomimo, ze zapewne latwo Ci nie jest,
            i masz ogromne obawy zwiazane z terazniejszym macoszkowaniem h24...
            I tak jak juz dziewczyny pisaly, prawdobodobnie na wszystko potrzebny jest czas
            i zdrowy rozsadek...
            Pozdrawiam serdecznie, zyczac aby wszystko tak sie ulozylo jak tego Ty i Twoj
            malz sobie zyczycie!
            IzaBella
            • kasian27 Re: MAMAIKA? 14.09.06, 19:49
              jak juz pisalam, jestem tu od niedawna. prawie we wszyskich watkach, stawiacie
              za wzor Mamaike, moze ktos w kilku zdaniach strescic jej historie? czytam to co
              pisze i rzeczywiscie jest w tym duzo madrosci.
              • kornikuno Re: MAMAIKA? 14.09.06, 19:56
                Kasian,
                jezeli chcesz poznac osoby poczytaj starsze watki....
                Pozdrawiam
                IzaBella
              • geos Re: MAMAIKA? 14.09.06, 20:03
                Nie chodzi o madrości tylko o to co dał jej los.
                I jak nieoczekiwanie zmieniła sie stytuacja i jak sobie z nia dziewczyna radzi.
              • mamaika Re: MAMAIKA? 14.09.06, 20:57
                Kasian ja tu głupia jestem a dzisiaj to i oglupiała już i tyle. Mnie się chyba
                musi walić i palić, a jeszcze dziś jak się okazało mój M raczej stawia mnie
                jako kucharkę i sprzątaczkę, dziewczynki są świętę nawet jak zzmieniają co 3
                sekundy wersję tego co jedzą a co nie jedzą. Teraz generalnie obrażony na mnie
                po tym jak na mnie wyjechał z mówiąc brzydko mordą,że śmiałam się odezwać.
                Odechciewa mi się być niewidzialna we własnym domu . I szczerze mówiąc niemile
                zaskakuje mnie jego zachowanie. Najchętniej to poradziłabym mu,żeby kupił tonę
                chipsów, 2 tony słodyczy , pistacje koniecznie felixa i hektolitry fanty i
                wtedy z pewnością będą jadły. Ja rzecz jasna będę wszyściutko sprzątała,dam
                wszystko czego panny sobie zażyczą i będę generalnie starała się maksymalnie
                znikać im z oczu co by tak nie drażnić swoją obecnością. Może najlepiej się
                wyprowadzę no ale wtedy kto by robił ?
                • kasian27 Re: MAMAIKA? 14.09.06, 21:20
                  ja mam to samo. jak mowie mu zeby znalazl ochotnika do zmywania po obiedzie, to
                  boi sie zwrocic im uwage, a jak ja zaczynam gderac to mowi, ze czepiam sie ,
                  wiec czesto koniec jest taki, ze zmywam sama. ale zawsze znajde na niego sposob
                  i za kilka dni dopiero wracam do danej sytuacji i zazwyczaj przyznaje mi racje.
                  w sobote ja sprzatam, maly placze (4 miesiace), M spi i udaje , ze nie slyszy,
                  ajego corka maluje paznokcie. ubralam malego i wyjechalismy na pol dnia, ale M
                  i tak nie wiedzial o co chodzi.
                  • mamaika Re: MAMAIKA? 14.09.06, 22:36
                    To zacznij robić tak jak ja zaczęłam, po prostu zostawiam i tyle . Pierwszy
                    tydzien liczyłam na domyślność i tzw. zwyczajowośc raz ja raz kto inny, ale
                    niestety innego nie było smile . W tym tygodniu radośnie myję po sobie, Bąblu i
                    jak mi się chce to po M reszta zostawała łacznie z jakimiś skrawkami wędlin,
                    okruchami a nawet wyciśniętą herbatką na blacie kuchennym co zresztą
                    podsumowałam krótko i treściwie,że jest to już przegięcie . No i jakoś zaczęły
                    zmywać po sobie, bo Tatusia ruszyło .Teoretycznie mój M rozmawiał z nimi na
                    temat i zmywania i sprzątania ale jakoś dziwnie mam wrażenie,że jest na mnie
                    obrażony,że właśnie tak zaczęłam postępować . Acha od jutra też nie odkurzam i
                    nie myję łazienki smile. Tydzien pierwszy był nazwijmy to adaptacyjno-
                    przyzwyczajeniowy i problemu nie robiłam ,ale też normy z tego uczynić nie
                    zamierzałam.
                    • ywwy Re:Początki nie są łatwe 15.09.06, 07:47
                      No, Kochana, pierwsze koty za płoty smile
                      Generalnie radzę robić swoje i nie przejmować się ! Mężowi dawać
                      krótkie " instrukcje", uważam, że ważne jest abyście nie stracili ze sobą
                      teraz kontaktu - jemu też jest nielekko ! Pamiętaj, to jest Wasz dom i nie
                      możesz sobie pozwolić, żeby dziewczyny wam weszły na głowę, choć należy im
                      pomagać w aklimatyzacji. Moja pasierbica także na początku zmieniała zdanie co
                      do jedzenia, krytykowała wystrój domu ( ! ) hmm, być może cbie jeszcze czekają
                      porównania z ich mamą ( u mnie - jak mama wszystko świetnie robi, ma najlepsze
                      itp ). Udało mi sie to jakoś przeczekać, teraz po ponad roku dziewczyna jest
                      potulna jak baranek, stara się ,sprząta, pomaga przy dziecku, grzecznie sie
                      wita, żegna... Jest o wiele lepiej !
                      • emparia Re:Początki nie są łatwe 15.09.06, 11:04
                        poczatki nie bywaja łatwe a i koniec często jest tragiczny.
                        " potulna, jak baranek" a wewnatrz urazy kumulują się i kiedys muszą znaleźc
                        ujście.
                        Niektórzy stosują tzw. kontestację wewnętrzną zamiast czynnego i jawnego
                        oportunizmu .
                        Ale nic w przyrodzie nie ginie.
                        • lilith76 Re:Początki nie są łatwe 15.09.06, 11:12
                          Zaczynam rozumieć stereotyp mówiący, że psychologią interesują się osoby mające własne problemy emocjonalne i psychiczne.
                      • mamaika Re:Początki nie są łatwe 15.09.06, 21:26
                        O czym Ty mówisz , mój M to w zasadzie ma do mnie tylko wielkie ale . I mam
                        skakac i być happy. A nie rozmawia ze mną wcale , w zasadzie wielkim intruzem
                        jestem we własnym co najśmieszniejsze domu. Fura szczęścia , doprawdy mój M
                        spisuje się na całego ale niekoniecznie jako partner.
                        • ywwy Re:Początki nie są łatwe 16.09.06, 20:54
                          To niedobrze, że nie rozmawiacie ze sobą, porozumienie to podstawa. Jak nie
                          będziesz rozmawiać to rzeczywiście poczujesz się obco we własnym domu. My
                          zawsze rozmawialiśmy, czasem były to po prostu kłótnie, ale dzięki nim jeszcze
                          lepiej sie poznaliśmy. Teraz także rozmowy odzieciach wzbudzają w nas sporo
                          emocji, lecz umiemy juz o tym rozmawiać i dochodzimy czasami do zaskakujących
                          wniosków.
                          A któż z nas nie ma problemów emocjonalnych ?
                        • m-jak-magi Re:Początki nie są łatwe 17.09.06, 10:52
                          mamaika - nie uwazasz czasem ze powinnas wlasnie w tym momencie zareagowac ??
                          zdaje sie ze twoj m troche sie pogubul w sytuacji i zapomnial kto dla kogo
                          powinien byc wsparciem. nie sugeruje absolutnie rewolucji francuskiej przy
                          dzieciach ale ...... rozmowa w 4 oczy bylaby potrzebna. mysle ze poczatek nowej
                          sytuacji w twoim zyciu powinien byc od razu zdefiniowany. im dluzej bedziesz
                          czekac tym trudniej bedzie przywrocic normalne relacje i ... moze sie zdarzyc
                          ze zostaniesz sprowadzona do roli kucharki, praczki i sprzatakczki we wlasnum
                          nomen omen domu.
                          zadbaj o siebie i swoj komfort. sytuacja jest niezwykle trudna zwlaszcza dla
                          dziewczynek ale nie znaczy to ze na ciebie ma spadac calosc obowiazkow i
                          stresu.
                          zyjecie wszyscy pod jednym dachem i musiecie zaczac koegzystowac ze soba.
                          zycze ci powodzenia i trzymam kciuki.
                          • tropicana Re:Początki nie są łatwe 17.09.06, 11:20
                            Słuchajcie, trzeba rozmawiać, chociaż najchętniej nie otworzyło by się buzi.
                            Mówię to na podstawie rodzonego dziecka, które nagle zaczęło dojrzewać. Raz,
                            drugi zwracałam uwagę, a potem chodziłam strasznie urażona i czekałam, aż się
                            samo czegoś domyśli i "samo z siebie" poprawi. A skąd! Dzieciak czuł się
                            nieszczęśliwy, wiedział, że jest mu źle z powodu mamy, a o prawdziwych
                            przyczynach dawno zapomniał. Mąż nie pomógł, bo przez kilka miesięcy go nie
                            było. Jakoś się wszystko ułożyło, ale gdy raz o tym rozmawiałyśmy, to włos mi
                            się jeży, co dziecko chciało zrobić. To, że dziecko (czy nastolatek) bywa wręcz
                            bezczelne, wcale nie oznacza,że ma z tego satysfakcję.
                            Jedno jest pewne, trzeba ustalić granice. Żeby było ciekawiej - "rodzonemu"
                            czasem musiałam o nich przypominać, a niby "obcemu" - nigdy.
                            • kasian27 Re:Początki nie są łatwe 17.09.06, 19:35
                              dziewczyny poradzcie cos, bo mi juz rece opadaja. od 2 lat mieszka ze mna
                              najstarsza corka mojego M. wczesniej mieszkala ona z babcia, poniewaz nie mogla
                              zgodzic sie z ojczymem. miala straszne problemy w szkole a do tego jej wojka,
                              ktory mieszkal tez u babci, zaczela scigac policja, bo byl podejrzany o
                              handlowanie prochami. jego corke znalam wczesniej bo odwiedzala mnie kilka
                              razy, ale dala sie poznac z nieciekawej strony, bo zawsze jak odjezdzala to
                              ginela mi kasa, albo ciuchy, kosmetyki. jak M powiedzial mi o jej sytuacji to
                              pomyslalam sobie, ze moze ona kradnie mi te rzeczy, zeby zwrocic na siebie
                              uwage. (dodam jeszcze, ze okradala jak sie pozniej okazalo i M i swoja matke no
                              i babcie). wspanialomysnie zaproponowalam M zeby zamieszkala z nami, on byl
                              szczesliwy i plakal z radosci. teraz po dwoch latach czuje sie calkowicie
                              przegrana, wydaje mi sie, ze jest jej tu w miare dobrze, ale ona ciagle robi to
                              samo. najgorsze jest to, ze M jest tylko w weekendy i mi juz nie chce sie na
                              dzien dobry gadac mu co wziela mi w tym tygodniu. oboje z M chowamy portwele w
                              sypialni, wszystkie wartosciowe rzeczy, on zupelnie juz nie reaguje, a ja sie
                              wkurzam. mloda bardzo chciala isc na prawo jazdy, wiec M dal jej kase. w piatek
                              okazalo sie, ze wplacila tylko 400 zl, a reszte wydala. zaczepila mnie
                              instruktorka, ze wyjezdzila godziny a nie zaplacila do konca. M nie powiedzial
                              jej ani jednego slowa, ona przesiedziala weekend w swoim pokoju, a ja pewnie
                              bede musiala oddac kase. jak zapytalam M dlaczego nie rozmawia z nia to
                              powiedzial, ze wymyslil ze powie jej ze kupil jej samochod a teraz bedzie
                              musial sprzedac. rece opadaja!!! co ja mam robic, jak z nimi postepowac? ja
                              teraz we wlasnym domu zle sie czuje
                              • kasian27 Re:Początki nie są łatwe 17.09.06, 19:39
                                oj sorki za bledy
                                • mamaika Re:Początki nie są łatwe 17.09.06, 22:16
                                  No to podobnie się czujemy we własnym domu. Mój M teoretycznie był dobry ale w
                                  praktyce wygląda to zupełnie inaczej. I nie mam już naprawdę sił .Jest to po
                                  prostu niewyobrażalnie przykre .
                                  • kornikuno Re:Początki nie są łatwe....Mamaiko... 18.09.06, 01:37
                                    ...
                                    Wiem...przykro ci jest okrutnie...przede wszystkim dlatego, ze M...wedlug
                                    Ciebie nie stanal na wysokosci zadania...!
                                    Masz racje...z jednej strony...On z tej drugiej...
                                    Nic nie pozostaje jak spokojne dogadanie sie...co nie jest latwym
                                    zadaniem...dla Was obojga....
                                    Masz caly dom (poza praca) na glowie (bez tak zwanej, po rpostu...)...
                                    Jego corki, bedac w sytuacji bez wyjscia ( prawda? ) staraja sie za wszelka
                                    cene "umilic" Wam zycie ( i to wcale nie musi byc premedytacja...one nie
                                    zgadzaja sie z tym co sie wydarzylo...po prostu!)...i dluga droga przed
                                    Wami...jedyna droga to wspolny front....
                                    Bez tego "frontu", Mamaiko bedziesz "macocha"............
                                    Mysle, ze wiele zalezy od twojego M.....
                                    Zrobilas wiele, ale bez Jego konkretnej pomocy/postawy....niczego nie zdzialasz!
                                    Nie badz Don Kichotem....zacznij wymagac!
                                    Wszystko na spokojno/zimno..im wiekszy Twoj spokoj/chlod w omawianiu spraw,
                                    tym wieksze bedzie Jego zaangazowanie...krzyki/zlosci na facetach wiekszego
                                    wrazenia nie robia...( nie insynuuje absolutnie, ze to ma miejsce w Waszym
                                    domu...).....
                                    Odwagi i cierpliwosci zycze!
                                    Wiem jak trudno jest zyc w takiej sytuacji!
                                    IzaBella
                                    • mamaika Re:Początki nie są łatwe....Mamaiko... 18.09.06, 07:24
                                      Ależ stanął na wysokości zadania tyle,że jako li i wyłacznie Tatuś . I wiesz mi
                                      trudno się rozmawia z kimś kto rozmawiać nie chce .Ja oczywiście też święta nie
                                      jestem , ale już trudno mi taką sytuację zwyczajnie znieść .I naprawdę nie chcę
                                      mi się nawet tego wszystkiego opisywać ,bo i za długo i za bardzo to
                                      przeżywam , a stałam się w ciągu tygodnia kłębkiem nerwów .I zastanawiam
                                      się,czy pierwsszy tydzien,kiedy jakoś tak optymistycznie patrzyłam nie był
                                      zwyczajnie adaptacyjno-testujący , a drugi już wybitnie testujący ile zniosę.
                                      Ja bardzo rzadko mimo cięzkich sytuacji ,które w życiu mi się zdarzały
                                      patrzyłam w przyszłość pesymistycznie . A teraz niestety jakoś tak , no chyba
                                      że stanę się przymilną służącą, która nie ma nic do gadania za to perfekcyjnie
                                      skupia się na obsłudze i nadskakiwaniu . Tyle,że to niestety absolutnie nie
                                      leży w mojej naturze
                                      • poxywka Re:Początki nie są łatwe....Mamaiko... 18.09.06, 09:12
                                        mamaiko, faktycznie moze to optymistyczne podejscie na poczatku troche Cie
                                        uspilo; spojrz na fakty; taka sytuacja jaka masz jest trudna dla wszystkich
                                        trzech stron; i nie ma w sumie takiej mozliwosci, zeby obylo sie bez nerwow,
                                        spiec, stresow i opadania rak; mysle, ze po prostu trzeba sie na to przygotowac
                                        i zaakceptowac ,ze przez jakis czas bedzie ciezko; szczerze mowiac nie
                                        wyobrazam sobie tego inaczej; pocieszajace jest to, ze masz wplyw na to jak
                                        dlugo bedzie ciezko; ale jest na pewno jakis okres czasu, ktorego nie da sie
                                        skrocic; niektorych rzeczy nie da sie przeskoczyc bo to doswiadczenie i
                                        przezycie pewnych emocji uczy kazda ze stron jak zyc dalej; wazne jest jedynie
                                        na co sobie pozwolisz w tym czasie; jesli bedziesz spokojnie czekala z
                                        nadzieja, ze kiedys zauwaza, ze uklad Ci nie pasuje to sie nie doczekasz; nie
                                        doczekasz sie tez na moment kiedy M bedzie chcial w koncu porozmawiac; on jak
                                        sadze nie chce, bo boi sie kolejnego stresu; probuje stworzyc uklad, w ktorym
                                        on i corki sie jakos odnajduja i zalozyl, ze one sa dziecmi wiec musi im pomoc
                                        a Ty jestes dorosla wiec sobie poradzisz; a tu chyba nie ma osob, ktore moga
                                        sobie same poradzic; jesli nie chce rozmawiac to go zmus; musi czuc, ze chcesz
                                        mu pomoc i nie masz problemow jego corek w glebokim powazaniu, ale Twoje
                                        odczucia sa TAK SAMO wazne; nie mozesz siedziec cicho dla swietego spokoju - to
                                        najgorsze wyjscie; stanowczo mow, jakie rzeczy sa dla Ciebie nie do
                                        zaakceptowania a do jakich po prostu potrzebujesz czasu; w tym wszystkim jest
                                        jeszcze Wasze dziecko, ktore niewiele rozumie z napiecia w domu, ale na pewno
                                        je odczuwa;
                                        trzymaj sie, mysle ze wlasnie Ty sobie poradzisz
                                        pozdrawiam
                                        poxywka
                                      • claairee Re:Początki nie są łatwe....Mamaiko... 18.09.06, 13:54
                                        Mogę sobie tylko wyobrazić, jak bardzo jest Ci trudno.
                                        Może jednak udałoby się zamiast aluzyjnego zachowania i dawania do zrozumienia,
                                        porozmawiać z partnerem o ustaleniu konkretnych zasad funkcjonowania Waszego
                                        domu i zrobić potem naradę z całą rodziną o prawach i obowiązkach wszystkich
                                        osób.Obawiam się, ze jeżeli mama robiła wszystko za nastolatki- nawet góra
                                        naczyń w zlewie z chodzącymi stadami karaluchów nie zrobią na nich wrazenie -
                                        one po prostu tego nie zauważą.
                                        Warunkiem powodzenia jest przekonanie ojca, ze nie jestes przeciko jego dzieciom.
                                        Może to naiwne myslenie, ale jestem przkonana, ze tylko omówienie problemów,
                                        moze przynieść jakąś poprawę sytuacji.
                                        pozdrawiam , życzę powodzenia
                                        (prawie macocha)
                              • kornikuno Re:Początki nie są łatwe 18.09.06, 01:21
                                Kasiu...
                                napisz o Twoich problemach w Twoim watku...zalozyc nie jest trudno!
                                W ten sposob osoby majace chec na podzielenie sie wlasnym zdaniem/obserwacjami
                                nie beda mialy wink " rozdwojenia jazni"wink
                                Sorki...ale to jest watek Mamaiki....dotyczacy problemow Jej Rodziny...
                                OK???

                                IzaBella
                                • anastazjapotocka Droga Mamaiko, 18.09.06, 14:00
                                  Bardzo Cię podziwiam i NIE ZAZDROSZCZĘ. Znalazłaś się w sytuacji, której mi
                                  Dobry Bóg zaoszczędził.
                                  Oczywiście, rozumiem wszystkie słowa pociechy i otuchy, które przekazują Ci
                                  życzliwe dziewczyny, ale odnoszę wrażenie, że gdzieś tu Ciebie zgubiłam,
                                  zabrakło Ciebie i Twojego szczęścia.
                                  Ty masz być jakąś wzorową macochą dla dziewczyn (może normalnych, palących,
                                  pijących, bałaganiar, kłamczuch). Nastolatki bywają trudne i okropne - ale
                                  dlaczego to ma być Twój problem?
                                  Wiem, matka dziewczyn zmarła, straszna tragedia. ICH TRAGEDIA. NIE TWOJA. To
                                  nie wojna, nie zagłada i kataklizm, które dotykają całą populację. Tragedia
                                  dotyczy Twoich pasierbic, nie Ciebie...
                                  Sytuacja nie wróży najlepiej dla Twojej przyszłości (mąż i tak obwini Cię za
                                  wszystko, za każde niepowodzenie, bo mężczyźni już tacy są, nawet mój własny -
                                  choć jest naprawdę wyjątkowy -). Odpowiesz za każdy zły stopień, poprawkę,
                                  powtarzaną klasę, nie dostanie się na studia, powrót do domu nad ranem "w
                                  stanie wskazującym", tabletki ekstazy, skrobankę... JAK DŁUGO? Jak długo to
                                  będzie trwać? Jak długo będą z Tobą mieszkać pasierbice ze swoimi problemami?
                                  Ty jesteś na przegranej: to od ich matki odszedł ojciec, to ich matka zmarła.
                                  Gdzie jest miejsce dla Ciebie?
                                  Założę się, że w tej sytuacji bardzo ucierpiało Twoje (wybacz wścibstwo, ot,
                                  dziennikarki są już takie) życie erotyczne. Przez cały dzień żal. Tłumiona
                                  złość, co to za noc przed Wami...
                                  Nie ma też miejsca na spacery we dwoje jesienną aleją, knajpkę, drobne
                                  prezenciki: perfumy, koronkową koszulkę. (Kwiatów nie wymieniam, bo jak mawiały
                                  z obrzydzeniem moje prababki "żadnego z nich pożytku, ani zjeść, ani założyć
                                  tego nie można, a i kot jak zeżre, to się może zatruć, a już wazon stłucze na
                                  pewno"). Nie ma w tej sytuacji w ogóle miejsca dla Ciebie, Twoich marzeń i
                                  pragnień, spokoju, harmonii i zwykłego, kobiecego szczęścia. Nie tak miało być,
                                  nie na to się umawiałaś...
                                  Z niecierpliwością będziesz tylko oczekiwać wakacji i OSOBNYCH urlopów, żeby
                                  odpocząć, dojść do siebie, uwierzyć w siebie na nowo, bo zaczniesz mieć problem
                                  z samooceną. Jak chcesz się w ogóle realizować w takich warunkach?
                                  ALEŻ TY DAJESZ SIĘ ŻYWCEM POGRZEBAĆ! I własne szczęście także. Nie masz tyle
                                  czasu, młodość mija nagle, z dnia na dzień, nagle będzie na wszystko za późno.
                                  Oddasz pasierbicom najlepsze lata swego życia i najlepsze lata aktywności
                                  zawodowej.
                                  NIC NIE DOSTANIESZ W ZAMIAN. NIC.
                                  Wybacz, że jestem brutalna.
                                  Może rozpatrzysz wysłanie pasierbic do szkół z internatem? Ze względu na
                                  przeżycia i trudności z ich charakterem, najlepiej do szkół prowadzonych przez
                                  siostry zakonne. Kosztuje tyle samo, co utrzymanie dziewczyn "na miejscu" -
                                  łaszki, papierosy i inne ekstrasy - odpadają.
                                  Dziewczyny z pewnością będą się uczyć, opanują angielski i francuski i z
                                  pewnością dostaną się na studia.
                                  A z Ciebie spadną nie tylko nadprogamowe obowiązki, ale także odium niechęci,
                                  które Cię teraz ze wszystkich stron osacza.
                                  Życzę Ci powodzenia i podjecia mądrej i dobrej - dla Ciebie - decyzji...
                                  • poxywka Re: Droga Mamaiko, 18.09.06, 14:30
                                    Anastazjo to naprawde nie jest w tej sytuacji dobra i wpierajaca postawa. Zlych
                                    emocji jest dosc i nie potrzeba nastepnych. Jedynie konstruktywnych rozwiazan.
                                    Zycie nie polega na marzeniach o koronkowej koszuli a jesli juz to na pewno
                                    mozna ja miec mieszkajac i z tabunem pasierbic. Musi byc jednak ta druga osoba,
                                    ktora na nia popatrzy i z ktora mamaika pojdzie na spacer we dwoje. Przy takiej
                                    postawie jaka jej proponujesz nie sadze aby jej M byl w nastroju do
                                    romantycznych spacerow. Za swoja rozwazna postawe i empatie (ale na pewno musi
                                    byc asertywna) mamaika dostanie znacznie wiecej niz nic; dostanie lepsza
                                    atmosfere w domu i byc moze poczucie, ze postepuje jak czlowiek; bo w zwiazku
                                    jednak tak jest, ze problemy sa wspolne;wazne zeby je rozwaizaca nie zamknac w
                                    szafie i udawac ze nie istnieja; i nie da sie umowic na poczatku zycia na
                                    okreslone warunki smile z kim ? z Panem Bogiem ? troche infantylne nie uwazasz ?
                                    i mnie sie wlasnie wydaje ze problem polega nie na kontaktach z pasierbicami
                                    ale z M - to jest to o co trzeba zawlaczyc; problemy z dziecmi to normalka dla
                                    wszystkich rodzin, ktore sie na te dzieci zdecydowaly; co wiecej, sa ludzie
                                    ktorzy nie oczekuja niczego w zamian; robia cos bo tak trzeba a nie dlatego, ze
                                    oczekuja korzysci
                                    pozdrawiam
                                    poxywka
                                    • anastazjapotocka Re: Droga Mamaiko, 18.09.06, 15:04
                                      Poxywko, to bardzo piękne, co piszesz, ale wybacz, nie zgadza się zupełnie z
                                      rzeczywistością.
                                      Być może, to tylko ja mam takie smutne i brutalne doświadczenia życiowe, ale
                                      niestety, na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że za cierpliwość, miłość i
                                      poświęcenie - dostaje się najczęściej tylko gest Kozakiewicza (zwłaszcza od
                                      pasierbic, własnej rodziny nie wspomnę).
                                      Dla pasierbic Mamaika ZAWSZE bedzie wrogiem, a w najlepszym przypadku - OBCĄ, z
                                      którą nie trzeba się liczyć w ŻADNEJ sytuacji, zwłaszcza, nie daj Bóg, gdyby
                                      musiała liczyć na ich litość i poświęcenie.
                                      Dla męża, za parę lat też będzie stracona - on uczyni ją odpowiedzialną za
                                      wszystkie niepowodzenia swoich córek.
                                      Związek i tak szlag trafi... w takiej atmosferze nie przetrzyma próby...
                                      Postarzała, zgorzkniała Mamaika w wieku zupełnie do tego nie odpowiednim będzie
                                      musiała sobie na nowo układać życie: czyli zdobywać środki na codzienne wydatki.
                                      Pasierbice mają mieszkanie po matce, pewnego dnia w najlepszym razie zrugają tę
                                      okropną i nieempatyczną Mamaikę i wyprowadzą się (dalej dojąc kasę od ojca).
                                      Nikt i nic nie zwróci Mamaice zmarnowanych lat, straconych złudzeń i minionej
                                      szansy na szczęście i zawodową karierę.
                                      A mąż Mamaiki po prostu się wypnie, mówiąc kolokwialnie, a wcześniej zacznie z
                                      takiego "domu z problemami" uciekać. Może do innej kobiety. Bez dzieci i
                                      problemów, w koronkowej koszulce. Mężczyzn nie rajcują rodzinne problemy do
                                      rozwiązywania, tylko zgrabny tyłek kobitki bez problemów.
                                      A takich jest wystarczająco dużo i łatwo znajdują dla siebie
                                      usprawiedliwienie...
                                      Obym była bardzo złym prorokiem...
                                      • poxywka Re: Droga Mamaiko, 18.09.06, 15:38
                                        ale w takim razie co bys zrobila? natychmiast rozwiodla sie z M, bo potem
                                        bedzie za pozno na szukanie drugiego ? bo jesli myslisz, ze wyslanie pasierbic
                                        gdzies, lub zepchniecie ich na margines i nie interesowanie sie zupelnie uczyni
                                        zycie milym, spokojnym i wymarzonym to chyba nie masz racji; Tata owych corek
                                        po prostu sie na to nie zgodzi; wiec i tak skonczyloby sie tym, ze nalezaloby
                                        poszukac sobie ojczyma dla swojego dziecka ?
                                        ja rozumiem, ze dla Ciebie z zalozenia ta sytuacja bylaby koncem swiata i
                                        przegraniem zycia ale i pewnie jakies poswiecenie dla wlasnego potomstwa byloby
                                        Ci nie wsmak;
                                        uogolnianie swoich przezyc na innych nie zawsze dziala; ja swojej matce nie
                                        zaplace niczym za jej poswiecenie; u nas w rodzinie sie mowi:'oddasz to swoim
                                        dzieciom';opiekowac sie nia bede bo ja kocham
                                        pozdrawiam
                                        poxywka
                                        • anastazjapotocka poxywko 18.09.06, 15:59
                                          twoje stwierdzenie, że "byłoby mi nie w smak" jakiekolwiek poświęcenie, a
                                          zwłaszcza poświęcenie dla moich własnych dzieci (których nie miałam, nie mam i
                                          nie będę miała - bo tak zdecydowałam) jest i głupie i niesprawiedliwe.
                                          Nie znasz mnie i nic o mnie nie wiesz. Wyraźnie napisałam, że za moje
                                          poświęcenie dotałam w zamian gest Kozakiewicza, a więc musiałm się poswięcać -
                                          czy to jasne dla ciebie?
                                          Nie oceniaj mnie, bo to nie forum od ocen.
                                          Każda z nas radzi, w miarę własnej mądrości i doświadczeń.
                                          Ja radzę Mamaice nie poświęcać się dla pasierbic.
                                          Mam prawo. Mamaika i tak zrobi, jak jej serce i sumienie poradzą.
                                          Moje poglądy i doświadczenia to nie jest żaden powód, żeby mnie tu
                                          podsumowywać. Do tego aluzyjnie i niegrzecznie.
                                          Trochę kultury osobistej jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
                                          • poxywka Re: poxywko 18.09.06, 16:03
                                            ok Anastazjo, przepraszam - chcialam jedynie zakacentowac roznice charakterow,
                                            bynajmniej nie wartosci czlowieka
                                            aczkolwiek jak myslisz, czy Twoja ocena co do M mamaiki jest w takim razie
                                            ok ?smile
                                            pozdrawiam
                                            poxywka
                                            • anastazjapotocka Poxywko 18.09.06, 16:19
                                              Nie ma sprawy.
                                              NIE WIEM. Nie wiem, czy jest o.k.
                                              Ja, z perspektywy czasu i doswiadczeń tak bym postąpiła.
                                              Teraz. Nie wiem, jak bym się zachowała parę lat wcześniej, kiedy miałam
                                              skłonność do zadręczania samej siebie i kiedy każdy mógł mi wrzucić najcięższy
                                              dodatkowy obowiązek na barki, a ja to przyjmowałam bez szemrania. Bez szemrania
                                              wysłuchałam też w zyciu zbyt wiele zjadliwych uwag i nawet obelg, gdy czemuś
                                              nie udało mi się podołać, bo to było ponad moje siły.
                                              A wszystko to w imię miłości: może mamusia mnie pokocha? Może mnie DOCENI?
                                              ALBO, CHOLERA, CHOCIAŻ ZAUWAŻY!
                                              Powiem Ci tylko, że bardzo mi żal tamtych straconych lat i ciężkiej,
                                              niepotrzebnej? pracy w imię NICZEGO. Satysfakcji nie mam, siły straciłam
                                              bezpowrotnie, parę zmarszczek przybyło mi niepotrzebnie.
                                              Mogłam te lata i siły poświęcić DLA SIEBIE, miałabym dzisiaj parę straconych
                                              złudzeń mniej i kilkaset tysięcy więcej na lokacie - zabezpieczenie na starość,
                                              żeby nikogo nie błagać o szklankę wody i srodek przeciwbólowy... żeby sobie na
                                              starość luksusową opiekę kupić za pieniądze.
                                  • claairee Re: Droga Mamaiko, 18.09.06, 16:01
                                    Rozwiązanie jak z bajek o złych macochach. Gdyby moj partner zasugerował oddanie
                                    dziecka do internatu - bo sprawia problemy, stwierdzilabym , ze to nie mężczyzna
                                    dla mnie. Miłość rozumiem w ten sposob, ze mamy się wspierać, w róznych
                                    sytuacjach, min także w wychowaniu dzieci, szczególnie jesli nie mają matki.
                                    • mamaika Re: Droga Mamaiko, 18.09.06, 16:24
                                      Rozwiązanie anastazji nie wchodzi w rachubę, aczkolwiek akurat w tym momencie
                                      to chętnie wysłałabym dziewczyny na koniec świata smile . Mam nadzieję,że jednak
                                      to wszystko przetrwamy ale dziś tak czy siak odbędę sobie treściwą rozmowę i z
                                      dziewczynami i z moim M . Ja nie lubię chorych sytuacji i relacji. Zarówno
                                      awanturnictwo jak i cierpiętnictwo nie leży w mojej naturze . Pożyjemy,
                                      zobaczymy . Dzięki Wam dziewczyny za rady wszelakie.
                                  • mangolda Re: Droga Mamaiko, 21.09.06, 22:50
                                    Pomysl ze szkolą z internatem DOSKONALY

                                    W Krakowie jest świetne liceum:

                                    www.prezentki.opoka.net.pl/krakow1.htm
                                    sama chodzilam do podobnej szkoly w Warszawie i wlaśnie stamtąd wynioslam
                                    kręgoslup moralny
                                    • natasza39 Re: Droga Mamaiko, 21.09.06, 22:55
                                      mangolda napisała:

                                      > Pomysl ze szkolą z internatem DOSKONALY
                                      >
                                      > W Krakowie jest świetne liceum:
                                      >
                                      > www.prezentki.opoka.net.pl/krakow1.htm
                                      > sama chodzilam do podobnej szkoly w Warszawie i wlaśnie stamtąd wynioslam
                                      > kręgoslup moralny


                                      No to akurat, ze ty mongole kończułeś ta szkołę, to jest ANTYREKLAMA!!!
                                      Na miejscu sióstr prezentek pozwałabym cie za obrazę!
                                    • lilith76 Re: Droga Mamaiko, 22.09.06, 09:44
                                      Mangoldo, pomyliłaś kręgosłup ze sztachetą od płotu.
    • zetla Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 18.09.06, 13:42
      Mamaiko, trzymaj się dzielnie!
      Nie daj się zapędzić w róg przez dziewczyny. Muszą wiedzieć, że nie jesteś
      sprzątającą po nich i schlebiającą im osobą. Muszą wiedzieć, że mają w domu
      obowiązki. Podoba mi się pomysł z niezmywaniem po nich - zobacz, poskutkowało.
      Im pewnie też jest trudno, są w takim głupim wieku, poza tym walczą o swoje
      terytorium i prawa.
      Myślę, że nie powinnaś się tak bardzo wszystkim przejmować, choć wiem, że to
      niełatwe. Spróbuj spojrzeć na to z przymrużeniem oka choć od czasu do czasu.
      Wydaje mi się, że po takim pierwszym trudnym okresie "docierania się" powinno
      być coraz lepiej.
      I jeszcze jedno - pamiętaj, że własne dzieci w tym wieku też potrafią dać nieźle
      w kość.
      Spróbuj nie przerzucać na męża złości na dziewczyny. Przecież to Wasza relacja
      jest najważniejsza. Znajdź dla niego ciepłe słowo od czasu do czasu, jemu też
      jest niełatwo.
      Trzymam bardzo mocno kciuki i wierzę, że będzie coraz lepiej!!!
      • yuka66 Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 18.09.06, 16:07
        Mnie sie rada Anastazji bardzo podoba, tylko jak przekonac ojca, do wyslania
        corek do szkoly z internatem?
        Szkoda, ze m-m-m sie nie odzywa. Ona walczyla o to, by nie byc sluzaca swojego
        pasierba i zeby jego ojciec zrozumial, ze on i tylko on jest odpowiedzialny za
        swojego syna. I wygrala.
        • elf28 Re: po tygodniu bycia macochą całodobową 18.09.06, 17:01
          Tak zgadzam się w 85% z anastazją. Mamaiko nie jesteś niczyją służącą. Tak na
          prawdę to Ty znalazłaś się w najtrudniejszej sytuacji. Nie wiem co Ci
          powiedzieć. Ja pewnie zaciekle bym wojowała, a M fruwałby przez miotłę wink
          chyba jedyne co mogę doradzić to wspólną z M wizytę u terapeuty, który pomoże
          Wam się uporać z trudnymi emocjami: mężowi spojrzeć na twoje emocje i Tobie na
          jego. Bez krzyków i awantur. Może właśnie w tym miejscu znajdziecie złoty
          środek. A potem może wspólnie z dziewczynami??? Rozumiem też ich uczucia.
          Straciły najpierw "całą rodzinę", a potem matkę. Znalazły się na "łasce" obcej
          kobiety... Też jest im ciężko.

          Ech...podziwiam Cię. Ja bym się od razu poddała.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka