Dodaj do ulubionych

co ja mam robić? :(

18.12.06, 08:47
Już kiedyś pisałam o swojej sytuacji - jestem macochą całodobową dla 19-
latka, syn ma 17 lat. Psierb nie dostał się na studia w mieście, w którym
mieszkamy(składał na 4 kierunki!) i udało zanleźc mi się studia jakie chciał,
ale 300 km od domu. Stacjonarne. I zaczęło się. Żal męza, smutek i o mało co
rozpacz, że dziecko tak daleko jedzie, a w domu poza nim, nikt nie
dramatyzuje. Usłyszałam, że powinnam być smutna, załować , że jedzie, żałować
go - że będzie daleko od domu i nikogo z nim nie będzie (mój brat mieszka
około 80 km od miejsca, gzdie teraz studiuje - więc w razie jakiegoś
kataklizmu, zaraz będzie). W każdym razie dramat. Po hiszpańskiej awanturze
powiedzaiłam, że żałuję, ża znazlazłam te studia, bo zaraz uszłyszę od M, że
specjalnie tak daleko, żeby pasierb jak najrzadziej był w domu. M szcżęka
opadła - pewnie chciał to powiedzieć. Facet ma 19 lat, może decydować o
sobie, ale tatuś rozpacza. Sama nie wiem co robić. M 2 razy w tygodniu dzowni
do niego. Facet przyjeżdża do domu średnio do 2,5 tygodnia na tydzień! Dziwne
dla mnie te studia, ale widocznie tak jest. Ostatnio usłyszałam, że
przyjeżdża w piątek - na co powiedziałam, że już do nowego roku - ależ skąd -
na weekend. Na co powiedziałam(idiotka), że to jest bez sensu tak w kółko
jeździć - i znowu afera.Na pytanie, czy M po nowym roku będzie późno wracał
z pracy usłyszałam, że pasierb może wyjedzie już na sylwestra i nie będzie go
w domu.O cokolwiek zapytam M to słyszę, co pasierb zrobi, albo może zrobić.
Całą niedzielę szlag trafił. Nawt nie chce mi się świat przygotowywać.
Wieczni jakieś złośliwości, docinki a potem słyszę, że mnie źle zrozumiał.
Paranoja. Zaczynam się zastanawić jak mam zdania formułować. żeby uzyskać
odpowiedź a nie złośliwośc. Kontakt z pasierbem mam nie najlepszy - weszłam w
jego zycie jak miał 15 lat, a M stwierdził, że od teraz ja będę jego matką -
totalnie nie wyszło. Co mam robić? Nie mam pomysłu. M jest po drugiej
stronie, przeciwko mnie. Z kim mam porozmawić?? sad
Obserwuj wątek
    • dominika303 Re: co ja mam robić? :( 18.12.06, 10:08
      Bez bardzo ci współczuje obecnej sytuacji sad(
      Myślę, że chłop musi dorosnąć do tego, że jego pierworodny jest już dorosłym
      facetem i sam o sobie decyduje! Coś mi się wydaje, że twój chłop nie odciał
      pępowiny łączącącej go z synem i stąd te wszytkie humory i dąsy. Nie wiem czy
      moge radzić, ale mogę podpowiedzieć , sama nigdy nie zaczynaj romowy o
      pasierbie, jeśli wiesz iż ów temat moze twojego męża wyprowadzic z równowagi,
      ogranicz sie jedynie do tematów miłych np czy chłop ci pomoże wybrać prezent
      dla pasierba na gwizdkę itp Nie krytykuj nigdy pod żadnym pozorem zachowania
      pasierba, chćby nie wiem co głupiego zrobił (takie przyjeżdżanie trochę
      bezcelowe to ich sprawa nie twoja, ty masz swoje dziecko i nim sie zajmij, a
      jak pasierb przyjedzie to zrób dla niego jego ulubione danie ). Powinno pomóc,
      choć na chwilę, a jak będziesz miała spokój w domu, to może sama coś wymyślisz,
      lub tez chłop doceni twoje postępowanie i zacznie sie wam układać.
      pozdrawiam
    • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 18.12.06, 11:28
      Bez - pewne rzezy są nieuniknione, tzn. jest za późno by Twój syn i pasierb to
      byli "wasi" synwie, czyli za późno jest byście stanowili jedna wielka rodzinę.
      Tak jak Ty nie będziesz matką dla jego syna tak i on ojcem dla Twojego.
      Dominika dobrze Ci radzi byś nie pytała się o pasierba i ich sprawy z ojcem,
      ale nie a racji byś gotowała pasierbowi jego ulubione danie jak wróci do domu.
      Nie rób dla tego chłopaka nic, bo on tego nie doceni: zje, ale nie uzna tego
      jako extras od macochy, zje bo uzna, że mu się to "należy". Nie rób więc dla
      niego niczego extra. Czy Twoj M. coś dla Twojego syna extra robi? Czy
      interesuje się nim tak ak Ty pasierbem? Jeśli nie to tym bardziej odetnij się
      od pasierba i jego kontaktów z ojcem.
      Co do sudiów pasierba 300 km od domu: niech tatuś tak nie płacze - to są
      konsekwenje tego, że jego syn nie dostał się na żaden z 4 kierunków w Waszym
      mieście, bo ten jego syn to nie orzeł, ale zwykły wróbel - niech się cieszy, że
      on w ogóle studiuje.
    • bez44 Re: co ja mam robić? :( 18.12.06, 11:50
      Dziękuję za słowa wsparcia. Moja intuicja i wewnętrzne przekonanie mówią
      dokładnie to samo. Miotam się między tym, co uważam za dobre i normakne, a tym,
      czego oczekuje ode mnie mój M. Efekt jest taki, że jest mi bardzo źle. Znowu
      przede mną rozmowa - tak bardzo chciałabym isę dogadac, porozumieć. Ale każde
      moje zdanie spotyka się ze sprzeciwem. Tak jak dominika napisała, mogę o
      pasierbie mówić tylko pozytywnie albo wcale. M się ciska, że nigdy go nie
      chwalę (pasierba) - ale naprawdę nie ma za co. Zrtesztą mojego syna też nie
      chwalę i nie wynoszę pod niebiosa. Facet przyjeżdża i przez tydzień siedzi w
      domu i gra na komputerze - jak M wróci z pracy to schodzi na dół, żeby z nim
      porozmawiać - ja wtedy schodzę na ostatni plan. Niby noirmalne,ale efekt jest
      taki, że przez tydzień nie mam kiedy zamienić słowa z M na ososbności. Czasami
      myślę, po co mo to było??
      • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 18.12.06, 12:10
        A czy Twój M. mówi o Twoim synu tylko pozytywnie lub wcale? Chwali go bez
        powodu?


        Co do częstych przyjazdów pasierba do domu: zawsze można tok studiów
        zweryfikować i zadzwonić na wydział, zapytać, czy zajęcie odbywają się
        regularnie co tydzień, czy co dwa tygodnie jest tygodniowa przerwa. Szybko by
        wyszło, że to lipa i pasierb zwyczajnie samowolnie przerwę sobie w studiach
        robi. Ale Ty tego nie rób. Co Cię to obchodzi.


        • bez44 Re: co ja mam robić? :( 18.12.06, 12:23
          Ależ oczywiście, że nie !! Zawsze dołuje - nawet jak przyniesie dobrą ocene, to
          zawsze stwierdza, że mógł lepiej. No pewnie, że mógł, ale ja widze, że czasami
          4 to jest szczyt mozliwosći. Ale M stwierdza, że on jest od ganienia i
          dołowania a ja od chwalenia.
          • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 18.12.06, 13:08
            Ale M stwierdza, że on jest od ganienia i
            > dołowania a ja od chwalenia.



            Jemu się mylą rodzicielskie role: od chwalenia i dołowania jest rodzic, od
            samego dołowania tylko rodzic.
            Tak, że Ty masz prawo dołować swojego syna, on swojego.
            A chwalić nikt nie ma obowiązku, szczególnie jak nie ma za co.
            Bez - musisz porozmawiać z M. jeszcze raz i myslę, że koniecznością będzie
            jednak dokonanie jasnego podziału: on nie ma praw do Twojego syna, Ty do jego.
            Czyli on się nie wtrąca w Twoje wychowanie, Ty w jego.
            Innego wyjścia nie widzę, bo Twój M. ustawia sobie relacje
            rodzinne "tradycyjnie" - jakby obaj synowie byli Waszymi wspólnymi i swoją rolę
            jako ojca tych synów widzi też trdycyjnie: czyli on rządzi, a Ty jesteś tylko
            od dawania i bycia miłą. Niech spada z takimi poglądami do XIX wieku.
            • bez44 Re: co ja mam robić? :( 18.12.06, 13:34
              Masz rację - on tak to widzi. I cięzko się obraził na mnie, jak powiedziałam
              ostatnieo, że mam "jednego syna". On tego nie zrozumie i nie rozumie. Tłumaczę
              od jakiegoś czasu - chce mieć kontakt z moim synem, ale nie wychodzi mu, Czuje
              się wobec tego odzrucony i niepotrzebny. Jak mu tłumaczyć, że chodzi głównie o
              to, żeby między nami się układało i było dobrze??
              • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 18.12.06, 13:56
                Jak mu tłumaczyć, że chodzi głównie o
                > to, żeby między nami się układało i było dobrze??


                Może z literatury psychologicznej na temat rodzin tzw. rekonstruowanych. Może
                da się namówić na wizytę u psychologa, który jako osoba z zewnątrz i całkiem
                obca, ale fachowa ukaże mu jakie tak naprawdę stoją zadania przed takimi
                rekonstruowanymi rodzinami.
                • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 18.12.06, 14:09
                  Poza tym powiedz mu o tym, że Twój syn nie traktuje go jak ojca, a jego syn
                  Ciebie jak matki. I z tym on musi się pogodzić, powiedz mu, że ma
                  nierealistyczne oczekiwania względem Waszego układu, że nigdy nie będziecie
                  tradycyjną rodziną, tylko rekonstruowaną.
                  • dominika303 Re: co ja mam robić? :( 18.12.06, 16:42
                    Podpisuję sie pod ostatnim postem MMM ! Ale on juz chyba po takim czasie sam
                    doszedł do takich wniosków, i może ta bazsilność ,że jednak rodzina
                    rekonstruowana rzadzi sie innymi prawami, niż taka tradycyjna, wyprowadza go z
                    równowagii, i stąd ta nadopiekuńczosc wobec pierworodnego i ganienie twego
                    synka ??
                    I co do tego pichcenia dla pasierba to chyba MMM ma rację sad( pojechałam za
                    daleko .
          • reksia Re: co ja mam robić? :( 18.12.06, 21:01
            qrcze przecież wy macie dorosłe dzieci,
            ten problem jest chyba bardziej problem w Waszej relacji,
            a nie w zachowaniach tych dwóch dorosłych facetów,
            jakimi są juz Wasi synowie,
    • reksia Re: co ja mam robić? :( 18.12.06, 20:51
      Co masz robić?
      Zająć się własnym światem smile))
      Jesli nie potrzebuje Twego wsparcia, to niech tatuś sam radzi sobie
      z "syndromem pustego gniazda";P
      Swoją drogą (a jestem też dzicięciem internatu jak również akademika) sylwek w
      akademitu to super imprezownia, wiec mozliwe iż droga myslenia pasierba jest
      drogą myślenia nastolatka. Zajeffffajna impra, super suczki,trzeba przygotować
      muzę albo gdy chłopiec z gatunku spokojniejszych pierwsza lampka szampana z
      dziewczyną sam na sam bo pokój wolny itd itp
      Trochę sobie późno przypomniał pan tato o "tatusiowaniu".Trochę dziwne jest to
      podejście twojego M do Ciebie. Mam na myśli uszczypliwości i z tego co piszesz
      jakiś jego wewnętrzny żal do Ciebie o to że nie darzysz jego syna sympatią.

      Powinniście to chyba wyjaśnić.
      • bez44 Re: co ja mam robić? :( 19.12.06, 07:26
        Dzięki za wszystkie rady kiss Dopiero teraz dopadłam komputera, bo w domu jestem
        bez szans - koniec semestru i wystawianie ocen:. Akurat wczoraj rozmaiwaliśmy -
        i mówiłam, że najważniejsze jest, aby między nami było dobrze - jest zgoda. ale
        jakaś taka ukryta.M czuje się odrzucony, gdyż mój syn, jak ma jakiś problem czy
        zadanie, referat to pędzi do mnie a nie do niego - a jak już ma zrobione
        (własnymi siłami), to nie pokazuje M, tylko mnie. I w tym problem -
        powiedziałam mu, że dla mnie żaden. Ale jeśli poczuje się z tym lepiej, to na
        pewno przypilnuję, żeby syn zawsze leciał ze zrobionymi pracami do niego. A
        pasierb?? Dla mnie jest człowiekiem, którego w normalnym świecie omijałabym
        szerokim łukiem. Sa racy ludzie, którzy nam nie odpowiadają zupełnie
        psychicznie - i choćbym nie wiem co robiła nie potrafię z nim złapać
        kontaktu.Współczuję mu, że matka go zostawiła, że ma nowe dziecko; że na pewno
        to negatywnie wpłynęło na niego - ale z drugiej strony on kompletnie nic nie
        daje z siebie; brak zwykłej kindersztuby, której ja nie podejmuję się wpajać w
        wieku 19 lat (robię to od 4 lat i jakoś nie wychodzi - gdy zwracam uwagę -
        staram się żartem - że tak się nie je, to słyszę od M, że to nie dwór królowej -
        i co? i diabli biorą to co ja chcę zmienić, jak należy się zachowywać. To
        facet, któremu najlepiej napisać procedury jak się zachowywać w każdej
        sytuacji - bo nie chce, nie potrafi? obserwować życia i uczyć się. Nie
        odpowidada mi psychicznie i czasami mam dość. Niestety trafiło mi się tak, a
        nie inaczej - liczyłam bardzo, że będzie lepiej, że dogadamy się - ale moja
        cierpliwoośc w dawaniu skończyła się. Nie jestem Matką Teresą i nie potrafię
        ciągle udawać, że jest ok, jak nie jest. Ufff
        • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 19.12.06, 08:48
          ale moja
          > cierpliwoośc w dawaniu skończyła się. Nie jestem Matką Teresą i nie potrafię
          > ciągle udawać, że jest ok, jak nie jest. Ufff



          To jest właśnie to o czym trabię bez przerwy na tym forum: dawanie cudzemu
          dziecku ma swoje granice, MUSI być zwrotka emocjonalna - inaczej depresja
          macochy gotowa. Jak zwrotki nie ma - kończy się dawanie.
          Z całych sił popieram Cię Bez jako też wieloletnia całodobowa macocha i
          doskonale Cię rozumiem: bardzo dobrze robisz, że się buntujesz i dając
          pasierbowi oczekujesz czegoś w zamian, a jak nie masz od niego nic w zamian -
          to przestajaesz dawać i słusznie.
          Błąd Twojego męża to nierealne oczekiwania: on musi zrozumieć, że Twój syn go
          nie kocha, tak jak jego syn nie kocha Ciebie. I czym prędzej to zrozumie tym
          lepiej dla niego. Radzę Ci mu to powiedzieć, że musi z tym się pogodzić.
          Kolejna sprawa: Ty nie zwracaj uwagi jego synowi, on nie ma prawa zwracać
          Twojemu. Taki jest układ i koniec. Twój mąż ma wybór: zaakceptować taki stan
          rzeczy, albo zaakceptować - czyli nie ma wyjścia.
          Nie przejmuj się tym, że on czuje się odrzucony przez Twojego syna - Ty też tak
          się czujesz ze strony pasierba. I ten stan trzeba zaakceptować, a nie obrażać
          się na fakty, że nigdy nie będziecie rodziną biologiczną.
          Co do nadopiekuńczości męża wobec jego syna: daj sobie spokój, to jego problem,
          że nie umie zaakceptować tego, że jego syn ma już 19 at jest formalnie dorosły
          i nie ma powodu do takich zachowań zestrony ojca.
          • chalsia Re: co ja mam robić? :( 19.12.06, 11:34
            i nie każ swojemu synowi latać do M by pokazał odrobioną pracę !!!!
            Chalsia
          • reksia do m-m-m 19.12.06, 12:46
            m-m-m wystarczająco głośno trąbisz do mnie trafiło;P))
            Pozdrawiam
            • m-m-m Re: do m-m-m 19.12.06, 13:06
              Wiesz Reksia, generalnie trabię do macoch całdobowych. Bo to one najbardziej są
              narażone na roszczenia rodzica bilogicznego dotyczące dawania jego dziecku jak
              tenże rodzic. Rodzicom biologicznym, szczególnie tym, którzy sami nie
              wychowywali się w rodzinie rekonstruowanej lub którzy nie mają odpowiednio
              dużej wiedzy psychologicznej z zakresu funkcjonowania takich rodzin po prostu
              ne mieści się w głowie, że ktoś z zewnątrz, kto akceptuje ich dziecko
              jednocześnie akceptację tę inaczej pojmuje: nie jako zastępostwo matki/ojca,
              ale jako życzliwość z dystancsem jeśli dziecko (szczególnie w wieku szkolnym i
              strasze, już doorosłe) też niczym pozytywnym się nie odzwzajemnia
              macosze/ojczymowi. Rodzic biologiczny często nie rozumie, że osoba, zk tórą
              jest zwyczajnie tego dziecka nie kocha i to dziecko nie kodchz też tej osoby.
            • anastazjapotocka Też się włączę 19.12.06, 13:11
              Ogólnie wiadomo, że mądrość M-m-m nie zna granic, tak jak żywiołowość Reksi.
              Reksiu!
              Założę się, że puls masz 91-97 w najlepszym wypadku, a powyżej setki - często.
              To wynk numerów, które Ci robi szpik kostny z czeronymi ciałkami. Efekt?
              Rozdygotane serducho w wyniku niedotlenienia i ta żywiołowość za którą Cię
              kocham.
              Ale!
              Uważaj na siebie i tak się nie angażuj emocjonalnie, bo serce swoje wie.
              Moje też wiedziało. I nie dało się dłużej źle traktować i wykorzystywać.
              Uśmiałam się dzisiaj dzięki Wam, Dziewczyny, bo humor mam ostatnio dziwaczny
              dość i śmieszą mnie rzeczy zaskakujące.
              Może i ja Was rozbawię upiorną opowiastką "Dlaczego Anastazja nie umarła?"
              Jak już straciłam przytomność, gdzieś mi się tam kołotała rozpacz mojego Misia
              i było mi go żal. Tak sobie leniwie szybowałam po tym żalu nad Misiem i
              obojętnością do życia, gdy nagle kolnęła mnie świadomość: ja tu sobie umieram,
              ale, cholera W CZYM!? NO W CZYM?!
            • anastazjapotocka Też się włączę 19.12.06, 13:24
              Ogólnie wiadomo, że mądrość M-m-m nie zna granic, tak jak żywiołowość Reksi.
              Reksiu!
              Założę się, że puls masz 91-97 w najlepszym wypadku, a powyżej setki - często.
              To wynk numerów, które Ci robi szpik kostny z czerwonymi ciałkami krwi. Efekt?
              Rozdygotane serducho w wyniku niedotlenienia i ta żywiołowość za którą Cię
              kocham.
              Ale!
              Uważaj na siebie i tak się nie angażuj emocjonalnie, bo serce swoje wie.
              Moje też wiedziało. I nie dało się dłużej źle traktować i wykorzystywać.
              Uśmiałam się dzisiaj dzięki Wam, Dziewczyny, bo humor mam ostatnio dziwaczny
              dość i śmieszą mnie rzeczy zaskakujące.
              Może i ja Was rozbawię upiorną opowiastką "Dlaczego Anastazja nie umarła?"
              Jak już straciłam przytomność, gdzieś mi się tam kołotała rozpacz mojego Misia
              i było mi go żal. Tak sobie leniwie szybowałam po tym żalu nad Misiem i
              obojętnością do życia, gdy nagle kolnęła mnie świadomość: ja tu sobie umieram,
              ale, cholera W CZYM!? NO W CZYM?!
              A w bawełnianej koszuli nocnej mało wytwornej (za to wygodnej) w cukierkowym
              kolorku z dwoma roześmianymi ŻABAMI na brzuchu!!!
              I jeszcze do mnie dotarło, że przez roztargnienie mogą mnie w tych ŻABACH
              pochować, to jak już mnie pochowają, to ja DRUGI RAZ UMRĘ ZE WSTYDU.
              Mój Misio twierdzi, że moja kobieca próżność uratowała mi życie, bo gdybym
              miała na sobie wytworną suknię wieczorową i perfekcyjny makijaż - to bym sobie
              spokojnie umarła i cześć.
              Więc teraz, jak zostaję sama, mam obowiązek noszenia bluzeczki - prezent od
              mojego Misia - w kolorze pomarańczowym z dużą małpą z niebieskimi kamykami w
              miejscu oczu. Małpa trzyma w ręku książkę (dlaczego książkę?) i ogon ma
              zawinięty wokół czegoś, co wygląda na wielką paproć.
              Na pewno w CZYMŚ TAKIM NIE UMRĘ za żadne skarby świata!
              Upss...
              Właśnie przed chwilą udało mi się wystraszyć listonosza...
              Na mój widok zamurowało go, upadł mu długopis i nawt jęknął: "o matko!"
              Swoją drogą, muszę zapytać Misia, gdzie takie bluzeczki sprzedają...
              • reksia Re: Też się włączę 19.12.06, 13:34
                Witaj Anastazjo fantastycznie że już jesteś smile hehe, a apropos żabek to ja
                moze sobie tez sprawię to i te paskudne krwinki nie będą mi straszne wink moje
                krwinki to nic w porównaniu z tym co przeszłaś , ale ja tak profilaktycznie
                sobie takiej piżamki zażyczęwink Ja mam taką z jeżykiem na piersi wcinającym
                jabłuszko, ale ogólnie sypiam naga.Hmm a swoją drogą myślisz ze takie
                niedokrwienie mięśnia sercowego może mieć związek np ze zwiększonym ryzykiem
                zawału?
                • m-m-m Re: Też się włączę 19.12.06, 13:45
                  swoją drogą myślisz ze takie
                  > niedokrwienie mięśnia sercowego może mieć związek np ze zwiększonym ryzykiem
                  > zawału?



                  Nie może, ale ma i to na pewno. Moją śp. mama miała niedokrwienie i zawału nie
                  przeżyła.
                  • reksia Re: Też się włączę 19.12.06, 13:47
                    a ile lat miała wówczas twoja mama?
                    • m-m-m Re: Też się włączę 19.12.06, 13:47
                      55
                • anastazjapotocka Re: Też się włączę 19.12.06, 13:46
                  Ma, Kochana Reksiu. U mnie miało.
                  No, przemęczenie pracą też swoje dołożyło, ale Ty się także nie oszczędzasz?
                  Brak wypoczynku i dłuższa irytacja - w moim przypadku niesolidnym pracownikiem -
                  niby nic wielkiego, ale...
                  Tylko, że ja starsza od Ciebie jestem, więc jak się będziesz szanować i
                  zaczniesz wypoczywać, to Ciebie to nie spotka.
                  Jeżyk wcinający jabłko też jest o.k. Faktycznie... Tylko żyć.
                  • reksia Re: Też się włączę 19.12.06, 13:53
                    mi się ciągle wydaje, że wiesz "dam radę".Pan doktor na ostatnich badaniach
                    stwierdził, że na mój leniwie pracujący szpik (bo już ma wyniki i już wiem że
                    to ten mój nieszczesny szpik nie wyrabia z produkcją krwinek:/)ponoć wpływ mają
                    warunki pracy.Pracy nie zmienięuncertain bo ją kochamsmile)Z tym że zawał kojarzy mi sie
                    ewidentnie z zamknięciem, zablokowaniem jakiegoś naczynia krwionośnegow obrębie
                    mięśnia sercowego a nie z niedokrwieniem.Ale fakt ,faktem medycyna to dla mnie
                    czarna magia
                    • m-m-m Re: Też się włączę 19.12.06, 14:03
                      Mama brała na niedokrwienie lekarstwa kilka lat. Nie zmieniła jednak trybu
                      życia. Kidys szłysmy wieczorem i cos zeszło się nam w rozmowie na dom starców,
                      który akurat koło nas był wówczas budowany. Mama mi wtedy powiedziała, że ja z
                      nią na starość takiego problemu miała nie będę, bo na wie, że za ostro żyje i
                      straości nie doczeka. Tak też się stało.
                      Co do zatkania czegoś w sercu powodującego niedotlenienie tegoż: nie wiem, bo
                      nie zgodziłam się na sekcję. I nie żałuję: tak naprawdę nic mnie to nie
                      obchodzi - ważne, że dawno już jej nie ma i nigdy nie będzie.
                    • anastazjapotocka Re: Też się włączę 19.12.06, 14:08
                      Co prawda, nie jestem lekarzem, ale z racji zawodu mam ze zdrowiem do czynienia
                      na co dzień, więc powinnam być nieco mądrzejsza. Nie od Ciebie, Boże broń,
                      tylko dla siebie.
                      M-m-m ma rację, zawał przy niedokrwieniu jest trudny.
                      A koło się zamyka: masz mało czerwonych krwinek - masz niedotleniony mózg i
                      serce: zbadaj puls. Jeśli jest wysoki, serce jest niedotlenione i wszystkiego
                      nie zniesie.
                      Jesteś bardziej narażona na ryzyko... Niby też o tym wiedziałam i brałam leki,
                      ale...
                      Odbiło mi i postanowiłam znowu być SZCZUPŁĄ Anastazją...
                      Nie dlatego, że wygladałm jak jakiś potwór, w sumie, uczciwie mówiąc było
                      całkiem dobrze. Ale się uparłam: dieta, środki farmakologiczne...
                      Cały czas ciężka praca zawodowa i brak wypoczynku, bo coś tam nie cierpiało
                      zwłoki.
                      Efekt? W ciągu miesiąca garderoba 36 i zawał.
                      Teraz znowu sobie noszę 38 z ogonkiem, opycham się czekoladą i CHOLERNIE SIĘ
                      SOBIE PODOBAM!
                      Listonoszowi chyba też, skoro go tak zamurowało?
                      Sorki, bo wtedy kliknęło mi się przez niego za szybko, za co przepraszam.
                      M-m-m znasz dowcip o tym, jaka jest różnica między czarodziejką a czarownicą?
                      Jakieś 20 lat...
                      To trochę o mnie.
                      Fajnie być znowu z Wami...
                      • reksia Re: Też się włączę 19.12.06, 14:16
                        też się cieszymy że jesteśsmile i już tak gwałtownie nie znikajwink
                  • reksia Re: Też się włączę 19.12.06, 14:12
                    Anastazjo ja teraz też mam okres gdzie nie wyrabiam z pracą w 8 godzinnym
                    trubie i Twój przykład daje mi wiele do myślenia.Boje się jednak zwolnić bo
                    boję się ze "wypadnę", ten czas tak szybko biegnie, a ja nie zrobiłam jeszcze
                    niczego w co wplotło by się moje zycie.
                    By moje życie było jak zycie staruszek z "Twierdzy" Sain-Exuperego które
                    wplotły je w wyplatne przez siebie przecudnej pięknośći gobeliny.Wiesz, by to
                    moje zycie miało sens, by coś dobrego na tym świecie po mnie pozostało.Nie wiem
                    jak Ty ,ale ja nie chce jeszcze umierać smile i nie mam zamiaru daś sie słabości
                    mego szpiku.
                    A poza tym chciałabym jeszcze spokojnie móc któregoś wieczorka Twoją książkę
                    przeczytaćwink
    • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 19.12.06, 13:17
      Oj, Anastazja mnie nie zależy na tym, by ktos uznał to co piszę za mądre lub
      głupie. Dla mnie ważne jest, że to co piszę tutaj jest prawdziwe.
      • bez44 Re: co ja mam robić? :( 19.12.06, 14:12
        Jak to dobrze, że jesteście! Przynajmniej wiem, że nie jestem jakimś dziwadłem,
        które jak zwykle chce źle i niedobrze. A M cały czas mysli, że wszytsko się
        uda, że pasierb pokocha mnie całym sercem a ja jego, że mój będzie latał do
        niego i pokazywał co zrobił - sielsko- anielsko. Nie chce dopuścić do siebie,
        że to niemożliwe i nierealne. Na razie przycichło - lecz pewnie nie na długo.
        Szkoda zdrowia. Czasami zastanawiam się po co mi to było? Fakt, jest mi dobrze
        i bezpiecznie; M mnie kocha - żal tylko, że nie potrafimy się porozumieć w
        ważnych sprawach. Może faktycznie psycholog?? ale jakiś dobry. Może znacie
        kogoś w Krakowie? dobrego? sprawdzonego?
        • reksia Re: co ja mam robić? :( 19.12.06, 14:23
          Ja uwielbiam dzieciaki M,mam też dobry kontakt, ale u mnie jest nieco inna
          sytuacja ,ze względu chyba na to że są to małe dzieci,a ja dostaję
          liczne "zwrotki" o których wspomina m-m-m, co sprawia że dzieciaki M chwytają
          mnie za serducho. Szczególnie młodszy, który pyzate poliki na spokojnie do
          całowania paskudnej macosze-reksi podsuwa.
          Mam jednak świadomość, że kiedy ma się kontakt z młodszymi dziećmi jest o wiele
          łatwiej zbudować zdrowe relacje, niż gdy spotyka się macocha już z
          ukształtowanym nastolatkiem
          • bez44 Re: co ja mam robić? :( 19.12.06, 14:29
            dokładnie - zwłaszcza, jesli jest to typ zamknietego w sobie człowieka, nie
            okazującego uczuc.
        • anastazjapotocka Re: co ja mam robić? :( 19.12.06, 14:44
          Przepraszam Cię, Bez, że wlazłam Ci w wątek, a Ty masz realny problem.
          Ja jestem znana z tego, że byłam raczej kiepską macochą, co nie znaczy, że się
          nie starałm być lepszą... Ale nie udało mi się pokochać pasierbicy, bo nie
          byłam do tego zdolna.
          Wszystko już minęło i tak naprawdę przeszłość nie ma żadnego znaczenia.
          Liczysz się tylko Ty i Twój partner, to, jacy dla siebie jesteście i ile dla
          siebie znaczycie. Czy potraficie poświęcić się dla siebie nawzajem i
          pielęgnować w chorobie. Liczy się tylko dziś i jutro. A to bardzo wiele.
          Cała reszta to tylko... reszta.
          Moja rada: niczym się nie martw, skup się na sobie i swojej przyszłości z Nim.
          Bez kogoś naprawdę bliskiego świat jest pustym koszmarem.
          Ani jego syn, ani Twój nie zastąpi Ci Partnera na dobre i złe.
          Synowie i tak odejdą do swojego życia i swoich marzeń.
          Bo taki mają obowiązek i taka jest kolej rzeczy.
          Nie warto marnować godzin, tygodni, miesięcy na spory o pasierba.
          Pasierb Ciebie nie pokocha, nie chce, nie potrafi - to nie jego wina.
          Jakim będzie człowiekiem, to jego rzecz.
          Najważniejsze, kim Ty będziesz dla swojego Ukochanego i kim Ty dla niego
          będziesz. Życie to Ty i on.
          Czy watro to marnować?
          Nie zwracaj na pasierba uwagi, tak jak mało Cię interesuje sąsiadka. Twój syn
          musi liczyć na siebie i latanie z pracą domową do Twojego chłopa nic nie
          zmieni - nie wiem, może takiego nastolatka wkurzyć i zniechęcić?
          Może Twój chłop, jako starzejący się Lew, obawia się młodego Lwa w stadzie i
          faworyzuje własne dziecko, bo to mu się wydaje mniej groźne?
          Kto by tam chłopa zrozumiał.
          Chłopa się kocha, albo nie.
          To tyle, pozdrawiam cieplutko.
          • reksia do Anastazji:) 20.12.06, 10:08
            anastazjapotocka napisała:

            > Ja jestem znana z tego, że byłam raczej kiepską macochą, co nie znaczy, że
            się
            > nie starałm być lepszą... Ale nie udało mi się pokochać pasierbicy, bo nie
            > byłam do tego zdolna.

            Anastazjo bardzo ostro się oceniasz smile
            Ty potrafisz szczerze kochać swego partnera. Ja nie wierzę, by pewnego dnia
            Twoja pasierbica tego nie zauważyła i nie doceniła smile
        • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 19.12.06, 15:31
          A M cały czas mysli, że wszytsko się
          > uda


          A ja myślę, że już sie udało: w sumie jesteście dobraną parą i o ile Twój M.
          zechce pójść do psychologa by ten rozświetił mu jak naprawdę funkcjonują
          rodziny rekonstruowane - to macie szansę na naprawdę bardzo trwały związek.
          Nie jestem z Krakowa, więc ni poradze Ci nikogo dobrego.
          Ja z M. nie korzystaliśmy z takiego spaecjalisty, bo M. sam zauważł , że jednak
          jego mrzonki o moim matkowaniu jego synowi sa bezcelowe: nie nstapio to od
          razu, ale jakoś sam do tego doszedł i ie upierał się, ze to ja zła kobieta
          jestem, tylko że jego syn zwyczajnie mnie nie kocha jak matki, żebym na uszach
          stawała to i tak kochał nie będzie.
          Ja poznałam pasierba jak miał 8 lat (nomen omen ja swojego ohczyma tez poznałam
          w tym wieku - st wiem jaka jest świadomość takigo dziecka) - było to już
          dziecko nuksztatowane na tyle, że wiedział bardzo dobrze, kto jest jego matką i
          kim ja dla niego jestem.
          Widzisz matka to nie tylko ochrona, ale to tez wymagania, apasierb chciał
          ochrony, ale do wymagań moich tak jakbym była jego matka stosowac sie nie
          chciał: wszystko wcześniej za niego robiła babcia, napiekuńcza, traktowała go
          jak przedszkolaka i nawet jak miał już 12 lat to...złapałam sja na tym jak
          ścieliła mu łóżko.
          Pasierb myślał, ze zajm miejsce babci , będę go rozpieszczała i tylko mu
          dawała. Nic z tego. Musiał trochę się przestawić na moje tory jednakże bez
          naprawde wielkiego zaangażowania jego ojca niczego bym sama nie wskórała. Jego
          ojciec mnie praktycznie we wsystkim popierał, co bylo sprawą kluczową dla tego
          układu: pasierbowi nie udało się przebić przez tę jedność moją z jego ojcem i
          nie miał możliwości manipulacji uczuciami ojca.
          I to był dzieciak lat 8-9, a co dopiero dzieciak lat 15. To już w ogóle jest
          niemożliwe jakiekolwiek wpłynięcie na zachowanie takiej osoby.
          Twój mąż żyje w nierealnym świecie złudzeń. Nie dopuscza innej myśli, bo
          musiaby przyznać wtedy, że się potężnie mylił i między bajki można wsadzić
          oczekiwanie, że jego dziś już podstarzały syn dostanie miłość od obcej kobiety
          jak od matki. Tak jak nierealne jest by Twój syn pokochał go jak ojca.
          • reksia Re: co ja mam robić? :( 19.12.06, 21:08
            M-m-m sprostujmy nieco smile

            > Twój mąż żyje w nierealnym świecie złudzeń. Nie dopuscza innej myśli, bo
            > musiaby przyznać wtedy, że się potężnie mylił i między bajki można wsadzić
            > oczekiwanie, że jego dziś już podstarzały syn dostanie miłość od obcej
            kobiety
            > jak od matki. Tak jak nierealne jest by Twój syn pokochał go jak ojca.


            Sprostowaniesmile
            To nie jest nierealne smile to może się zdarzyć, ALE TO NIE JEST NORMĄ.
            Jednak taka zwykła miłość może się zdarzyć.Fakt, że zdarza się to pewnie bardzo
            ale to bardzo rzadko.
            Natomiast na pewno nie wolno oczekiwać, a już na pewno nie żądać od partnera,
            by kochał nie swoje dzieci i na odwrót.Jeśli natomiast już będą sie
            przyjaźnić,ufać sobie wzajemnie i wspierać to jest to bardzo, ale to bardzo
            dużo.I chyba już taka zwykła przyjaźń między np. ojczymem, a pasierbem
            wystarczy.Czy macochą a pasierbem czy pasierbicą wystarczy.
            • reksia Re: co ja mam robić? :( 19.12.06, 21:13
              a swoj ą drogą m-m-m wskazała na bardzo ważną moim zdaniem rzecz, że partnerzy
              przed dziećmi powinni się zawsze wspierać i prowadzić tzw. wspólną politykę.

              Dzieci muszą wiedzieć, że nie mają prawa wchodzić, a już na pewno nie mają
              prawa manipulować relacjami miedzy macochą a ojczymem, czy macochem a ojczymką;P
              • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 20.12.06, 09:18
                Dzieci muszą wiedzieć, że nie mają prawa wchodzić, a już na pewno nie mają
                > prawa manipulować relacjami miedzy macochą a ojczymem, czy macochem a ojczymką


                To absolutna podstawa, jednakże bardzo wielu biologiczych tego nie rozumie, do
                tego popełniaja podstawowy błąd jakim często jest robienie z dziecka swojego
                powiernika, takiego qasi-zastępcy partnera.
                Może to, że ja z góry wiedziałam jk taki układ macocha-pasierb funkcjonuje, nie
                miałam złudzeń i udało mi się tak pokierować M. jako biologicznym, że zasłona
                dymna w postaci mrzonek o drugiej mamusi dla jego rzopieszczonego syna szybko
                opadła.
                • bez44 Re: co ja mam robić? :( 20.12.06, 10:08
                  niestety, nie miałam takiej siły przebicia; nie wiedziałam, jak mu powiedzieć,
                  że to nierealne - teraz, gdy to mówię - i tak nie jest pzrekonany. uważa chyba,
                  że to moja zła wola, że nie jestem matką dla pasierba, skoro potrafię być
                  swietną matką dla syna.
                  • reksia Re: co ja mam robić? :( 20.12.06, 10:12
                    Bez, czy Ty czujesz jakiś żal do M, za niewłaściwe traktowanie Twego syna? Czy
                    zdarzyło się coś kiedyś co Cie zabolało? Co do Ciebie wraca, gdy zamykasz oczy??
                    • bez44 Re: co ja mam robić? :( 20.12.06, 11:40
                      Dobrze traktuje mojego syna; natomiast mam żal do niego (i mówię mu to), że nie
                      może zrozumieć, że nie potrafię być matką dla jego syna; że nie potrafię złapać
                      kontaktu z jego synem - jak przyjeżdża jego syn, czuję się przytłoczona jego
                      osobowością - wiem, że to brzmi idiotycznie, ale mam wrażenie, jakby wielka
                      chmura wisiała nade mną.To na pewno moje uprzedzenie też - szukam już
                      psychologa dla siebie, dla nas - wyjaśnić to wreszcie - bo ja już nie potrafię
                      jaśniej.
                      • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 20.12.06, 12:11
                        że nie potrafię być matką dla jego syna; że nie potrafię złapać
                        kontaktu z jego synem - jak przyjeżdża jego syn, czuję się przytłoczona jego
                        osobowością


                        Bez, robisz błąd, że tłumaczysz mu się, że czegosie potrafisz - stąd on Cie
                        oskarża. Bo może inna kobieta porafiłaby. NIE. Żadna kobieta nie będzie nigdy
                        kochała 19-letniego pasierba jak własnego dziecka. Nieliczne może kochałyby
                        pasierbów lat 0-5 w porywach do 7. I na tym definitywny KONIEC.
                        Musisz mówić mu inaczej: że nie jest psychologicznie możliwa miłośc kobiety do
                        cudzego dzicka lat naście i więcej. Nie jest to możliwe dla praktycznie
                        wszystkich kobiet, a nie że Ty nie potrafisz.
                        Poza tym nie mów, że pasierb czymś Cię przytłacza: zwyczajnie ma taki charakter
                        że nawet lubić się go nie da.
                        • bez44 Re: co ja mam robić? :( 20.12.06, 12:41
                          to się zgadza. Ale mi się trafiło sad Ale nie poddam się! Trudno, żeby mnie
                          psychicznie terroryzował jakiś nastolatek. Nie dam się! na pewno to wytrzymam.
                          • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 20.12.06, 12:54
                            Bez jaki nastolatek? Facet ma już 19 lat - na 20-rok mu idzie. To dorosły
                            facet, a nie nastolatek. Taraktuj go jak dorosłego, a nie jak dziecko - tym też
                            utwierdzasz swojego M. w tym, że jego syn stale wymaga opieki i taki biedny z
                            niego chłopiec.
                            • bez44 Re: co ja mam robić? :( 20.12.06, 13:00
                              zgoda - jakoś wiecznie słyszę w domu "dziecko to, dziecko tamto" i stąd mi się
                              wzięło - chociaż ostatnio już się cisnełam, że jakie dziecko, skoro ma właśnie
                              20 lat zaraz. Postaram się zmienić swoje nastawienie do faceta, ale nie wiem,
                              czy mi się uda. Brrrrrrr
                              • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 20.12.06, 13:15
                                A niech Twój mąż mówi o nim i "słodki maluszek" - nie zmienia to obiektywnie
                                oceny, że takim jest tylko i wyłącznie dla tatusia. Sama mów o nim Twój syn,
                                albo po imieniu. Podkreślaj też, że dla Ciebie i otoczenia to dorosły facet.
                  • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 20.12.06, 11:12
                    Chyba, czy na pewno on tak uważa? Jakoć dużo między Wami niedomówień.

                    Tak jesteś matką dla SWOJEGO syna, a nie dla pasierba, który nie jest Twoim
                    synem. Tak samo odwrotnie: on jest nadopiekuńczy dla SWOJEGO syna, a nie da
                    pasierba.
                    Bez - facetowi trzeba jasno i bez ogródek i zakładania, że się czegokolwiek
                    domyśli walić prosto w nos prawdę.
                    • bez44 Re: co ja mam robić? :( 20.12.06, 11:42
                      Ja mu walę prosto w oczy, bo zauważyłam, że jak nie powiem to nie zrozumie, Ale
                      facet ma tal;ent do doszukiwania się drugiego dna i czasami mi ręce
                      opadają.Powiedziałam mu, że zaczynam się zastanawiać jak zdania formułować, gdy
                      rozmawiam z nim, żeby nie doszukiwał się podtekstów.
                      • mamaadama4 Re: co ja mam robić? :( 23.12.06, 13:20
                        Jestem całodobową macochą, właściwie od 12 lat. Ostatnio ostro stawiam granice,
                        bo królewiczom do głowy uderza. Wstrząsnęło mna kiedy znalazłam brudne skarpety
                        20-latka w moim łózku w mojej sypialni!!!! Nie uzyskałam wyjasnienia dlaczeo
                        sie tam znalazły. Okres przedświąteczny niestety wyostrza wszystkie problemy.
                        Najbaradziej martwi mnie to, że dopóki obaj (młodszy ma 15 lat) nie
                        usamodzielnią się - żyję nie tak jakbym chciała. Niestety, tatuś królewiczów
                        uważa, że w dalszym ciągu zyja a wielkiej traumie porozwodowej i trzeba z nimi
                        jak z jajkiem. A starszemu nie wolno juz zupełnie stawiać żadnych wymagań, bo
                        nie doś, że trauma to jeszcze jest studentem medycyny i dlatego nie wolnbo go
                        niczym obciążać - nawet zasadami dobrego wychowania. Czekam więc kiedy zrobi
                        kupę do mojego łóżka.
                        • reksia Re: co ja mam robić? :( 23.12.06, 14:48
                          mamaadama4 napisała:
                          >Czekam więc kiedy zrobi
                          > kupę do mojego łóżka.

                          Przy takim wychowaniu, to pewnie będzie to juz niedługo smile Życzenia sie
                          spełniają ;P
                          A świeże chociaż te skarpetki "przyszłego pana doktora"
                          czy "znoszone"? smile))))))))))))))))))
                          • mamaadama4 Re: co ja mam robić? :( 23.12.06, 17:43
                            znoszono, bardziej je chyba było czuc niz widać.wrrrrrrrrrrrrr
                        • bez44 Re: co ja mam robić? :( 27.12.06, 07:35
                          coś wiem na temat "traumy porozwodowej" - u mnie trwa to 5 rok. Szału można
                          dostać! Powakacjach jak wrócilismy to aż mnie cofnęło z łazienki (zamiana
                          umywalki na pisuar) - było mi tak strasznie wstyd za tego ......, że nic nie
                          powiedziałam. Ale jak dalej się powtarzało, to powidziałam mężowi kto jest tego
                          autorem p trudno bylo mu się z tym pogodzić, bo liczył na to, że to mój syn. Po
                          prostu ręce opadają. A swoją drogą, macie może pomysł jak faceta zmusić do
                          używania dezodorantu?? Mąż mu podsuwa, kupuje mu się, ale on uważa, że tak
                          pięlnie pachnie, że nie musi niczego uzywać. A efekt jest taki, że po jego
                          wyjeździe cały czas jest wietrzony pokój. Niektórzy ludzie tak mają i starają
                          się zneutralizować swój zapach, który innych zwala z nóg - ale ona uważa, że
                          jest cud. Ja nie mam pomysłu.
                          • kleo1 Re: co ja mam robić? :( 27.12.06, 07:50
                            tak sobie pomyślałam, o ile kojarzę ów facet ma 17 lat? a chyba w tym wieku już
                            inetersują go panie? niech mu jakas śliczna (podstawiona) panna powie,
                            fuuuuuuuuj umyj się człowieku, użyj dezodorantu.. no nie wiem... brutalne ale
                            co zrobić? skoro uważa, że ślicznie pachnie?
                            • bez44 Re: co ja mam robić? :( 27.12.06, 09:29
                              facet ma 19 lat - i zero dziewczyny. Zadna z nim nie wytrzymała - może ją smród
                              zabijał?? a sugestie, że może mu kupić dezodorant, albo wręcz położenie na
                              buirku przez ojca (już chyba też nie zdzierżył) nic nie daje. I pomysłów brak.
                              • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 27.12.06, 09:59
                                a sugestie, że może mu kupić dezodorant, albo wręcz położenie na
                                > buirku przez ojca (już chyba też nie zdzierżył) nic nie daje. I pomysłów brak.



                                Za delikatnie Bez. Nie wiem, czy to coś u Was da, ale jak mój pasierb miał
                                problemy z higieną to przez tydzień jego ojciec codziennie robił mu karczemne
                                awantury, nie omieszkując nazwać zachowanie pasierba po imieniu, czyli
                                wrzeszczał nań od brudasów i śmierdzieli i że dopóki mieszka z nim - ojcem ma
                                się myć i dezodorować. A jak mu się nie podoba to jako dorosły może zamieszkać
                                na dworcu centralnym - tam taki smród to norma. Może było to mało dla pasierba
                                przyjemne ale bardzo skuteczne. Mój M. wprowadził więc świeży zapach u swojego
                                syna siłą i bez ceregieli.
                                • bez44 Re: co ja mam robić? :( 27.12.06, 10:14
                                  Sposób świetny, tylko mój mąż musi dorosnąc do tego. Jeszcze trochę. na razie
                                  szczelnie zamykam drzwi od jego pokoju, a jak wyjeżdża to otwieram okna i
                                  wietrzę, wietrzę ........................ Po tygodniu można wejśc i oddychać.
                                  Ja wiem, że to strasznie brzmi, ale tak jest.
                                  • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 27.12.06, 12:03
                                    tylko mój mąż musi dorosnąc do tego


                                    Do czego dorosnąć? Do zażądania jawnego od dorosłego faceta, że mieszka w domu,
                                    a nie w stajni Augiasza? I że nikomu jego smród nie odpowiada?
                                    W takie kładzenie dezodorantu i delikatne sugestie to bawić się można wobec
                                    kolegi z pracy, a nie wobec własnego syna.
                                    • anastazjapotocka Re: co ja mam robić? :( 27.12.06, 13:24
                                      Popieram M-m-m.
                                      Jak gościu śmierdzi i sika do umywalki, to delikatność i subtelność nic nie
                                      pomoże.
                                      Ojcu to nie przeszkadza.
                                      Rozwiązanie?
                                      Jak znowu do umywalki facio nasika - kazać ojcu posprzątać.
                                      W ogóle wprowadzić zwyczaj mycia sedesu i sprzatania całej łazienki przez panów.
                                      Ty jesteś jedyną kobietą i schludną, więc po sobie zawsze posprzątasz, a na
                                      babcię klozetową się nie godziłaś...
                                      Facetowi wyrąbać prosto w oczy: wyjdź z salonu bo śmierdzisz, brudasie.
                                      Jak to ma być przyszły LEKARZ to ja mu gratuluję...
                                      • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 27.12.06, 13:36
                                        Anastazja. Pomyliły Ci się osoby: przyszły lekarz to ten od śmierdzących
                                        skarpetek w sypialni Mamyadama, a ten to śmierdziuch pospolity, z dezodorantem
                                        na bakier.

                                        Facetowi wyrąbać prosto w oczy: wyjdź z salonu bo śmierdzisz, brudasie


                                        Tak powinien wyrąbac tatuś chłoptasia. Ale pewnie nie wyrąbie, bo chłoptaś
                                        jeszcze pogłębi swoją traumę po rozwodzie rodziców.

                                        Ps. Przeczytałam Anatazja Twój wątek o przenoszeniu linków - jak ja bym się
                                        przejmowała co o mnie piszą co poniektórzy gdzieś tam to dawno by mi wszystkie
                                        włosy wyszły z głowy - psy szczekają krawana idzie dalej.
                                        • anastazjapotocka Re: co ja mam robić? :( 27.12.06, 14:55
                                          Dzięki Ci, M-m-m, faktycznie mi się pomyliły brudasy.
                                          Wcale nie czuję się przez to lepiej, bo przyszły lekarz w śmierdzących
                                          skarpetkach przechowywanych w małżeńskim łożu macochy to dla mnie zgroza...
                                          Na starość stanę się chyba entuzjastką balsamu kapucyńskiego na wszelkie
                                          dolegliwości... To lepsze od lekarza - śmierdziela...
                                          Swoją drogą, chciałabym kiedyś poczytać wątek o zakochanym w synusiu 20-letnim
                                          tatce i równie rozkochanej w pasierbie 22-letniej macosze...
                                          Za moich prababek takie rzeczy zdarzały się nagminnie...
                                          Świat schodzi na psy, ludziom brak ułańskiej fantazji, a podłą pracę młode
                                          kobiety załatwiają sobie pozując do zdjęć porno, albo dają się dmuchać Stasiowi.
                                          Jak rany!!! Stasiowi!!!
                                          I ja mam w to uwierzyć?
                                          Jak tam święta, M-m-m?
                                          Bo dla mnie od śmierci Taty, to mocno przereklamowana przyjemność...
                                          • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 27.12.06, 16:01
                                            Świat schodzi na psy, ludziom brak ułańskiej fantazji, a podłą pracę młode
                                            kobiety załatwiają sobie pozując do zdjęć porno, albo dają się dmuchać Stasiowi.
                                            Jak rany!!! Stasiowi!!!



                                            Wiesz, Anastazja... z punktu widzenia logiki to owszem jest naganne moralnie. I
                                            takim nagannym moralnie chieliby widzieć to mężczyźni: bo takie widzenie tj.
                                            oskarżycielski ton wobec kobiety jest im wygodny i oczyszcza ich ze wszelkiej
                                            podłości. Zrzuca winę na kobietę. To wygodne.
                                            Ostanio w mojej pracy pewna zamożna dama żona wziętego adwokata w podobnym
                                            tonie się wypowiedziała. Nie byłam dyplomatką i powiedziałam jej na to prosto w
                                            nos, że łatwo jej mówić jak samemu się nigdy nie cierpiało nędzy, nie jest się
                                            samotnym rodzicem i nie mieszka się na prowincji. A biedę zna się z ckliwych
                                            reportaży do Afryki, bo własne dziecko tej pani zawsze miało co jeść.
                                            Pani zamknęła się od razu.
                                            Nie wszystkim Anastazjo udało się w życiu. Wielu wylądowało fatalnie i ich
                                            wybory nie zawsze to objaw zdemoralizowania. To często jedyne wyjście by w
                                            ogóle żyć jako tako godnie. Za to jest cena, ale o godności można mówić dopiero
                                            wtedy, gdy ma się zaspokojone potrzeby podstawowe takie jak dach nad głową i
                                            jedzenie. Co nie znaczy, że jestem zwolenniczką równych żołądków. NIE jestem,
                                            ale sprzeciwiam się zrzucaniu winy na kobiety.


                                            A moje święta - no cóż teściowa jest w coraz trudniejszym stanie, kaprysi jak
                                            małe dziecko, traci pamięć, nie rozumie nic z tekstu pisanego i z TV i nie jest
                                            w stanie podjąć najprostrzej decyzji jaką jest wybór ubrania. Ciągle coś gubi,
                                            nie umie już liczyć, ani pisać. Alzheimer zbiera coraz większe żniwo.
                                            Za to pasierb się uspokaja, starzeje się facio smile i robi się z niego całkiem
                                            sensowny gość.
                                            No tak, od strony rodzinnej dla mnie święta to też czas trudny, bo ciągle widzę
                                            za stołem moich rodziców, a tu figa.
                                            Z drugiej strony tato mój byłby dziś już starszym, prawie 80-letnim panem, być
                                            może wymagałby zainteresowania i nerwów nie mniejszych niż teściowa. Więc
                                            staram się nie patrzeć tylko pod tym kątem - może ojciec by mi już tak dał w
                                            kość swoją starością, że miałabym dosyć?
                                            Po co zresztą starością? Przed świętamoi spotkałam koleżankę - moją rówieśnicę
                                            jej matka ma też Alzahaimera, z tym, że ma dopiero 65 lat, czyli o 17 mniej od
                                            mojej teściowej.
                                            Moja koleżnka jest w szoku i w panice: nie spodziewała się, że tak szybko życie
                                            skarci jej matkę i zrzuci ją na jej barki.
                                            Ja zawsze potwarzam mojemu M. że i tak miał bardzo długo matkę sprawną i
                                            zdrową, bo jak widzi ludzie od niego mlodsi albo rodziców dawno nie mają wcale,
                                            albo też chorhych na zaniki pamięci jak jego matka.
                                            ...Właśnie przed chwilą zadzwonił M., że matka już nawet nie umie odebrać
                                            telefonu, który odbierała od roku...bo komórka to nie telefon.
                                            Szkoda mi go bardzo, z drugiej strony coś za coś: albo ma się tych rodziców
                                            długo co kończy się nieuchronną opieką nad nimi, albo umierają oni dużo
                                            wcześniej i ciągle sobie człowiek roi jak to by było dobrze, gdyby jednak byli.
                                            • anastazjapotocka M-m-m 27.12.06, 19:21
                                              Przepraszam, byłam w sklepie, skończył mi się żwirek dla kotów.
                                              Z mojej winy zaszło tu małe nieporozumienie, bo ja miałam na myśli obecną
                                              asystentkę Stasia i jej siostrę Honoratę, a nie Anetę K.
                                              Tamte dwie to naprawdę ewenement na skalę krajową, zresztą jedna z nich tak
                                              skutecznie kłamała dla swojego szefa, że postawiono jej zarzuty prokuratorskie.
                                              Natomiast owa Honorata jest mimowolną aktorką filmu porograficznego z byłym
                                              posłem Borczykiem.
                                              Pamiętasz Borczyka? To ten pijany prymityw z wiejskich rowów, w których sypiał
                                              po zbytnim spożyciu...
                                              I parę innych jeszcze pań.
                                              Tak się składa, że Stasia i jego szefa znam aż nazbyt dobrze, dziwi mnie więc,
                                              że którakolwiek z tych kobiet miała nadzieję, że ci faceci dotrzymają im słowa.
                                              Łatwo było sprawdzić, co stało się z wieloma wyznawcami Leppera, którzy dawali
                                              mu kasę (dużą kasę): Okrześ, Ferenc, Ogłaza, Witaszek.
                                              I wielu, wielu innych.
                                              Sama jestem ciekawa jak skończy karierę niejaka Sandra Lewandowska - z takim
                                              zapałem broniąca swych szefów. Czarno widzę jej przyszłość.
                                              Szczerze mówiąc, bo nie chcę Cię urazić, ale trudno mi sobie wyobrazić, że
                                              Aneta K z głodu i aby nakarmić swoje dzieci... zrobiła to, co zrobiła.
                                              Na jej dzieci płacić powinien ich ojciec i ja na jej miejscu wybrałabym
                                              koczowanie u komornika (jeśli ojciec nie płacił) niż to, na co ona się
                                              zdecydowała.
                                              Zresztą, nie mam zamiaru jej osądzać, popularność tej kobiety obecnie jest
                                              naprawdę nie do pozazdroszczenia.
                                              Zresztą, widziałam mnóstwo młodych kobiet i młodych mężczyzn przychodzących do
                                              Samoobrony. Nie uwierzysz, jakie były ich ambicje i jak daleko posuwali się,
                                              aby te ambicje zaspokoić.
                                              Ale ja staroświecka jestem i białogłowska cześć ma dla mnie znaczenie - taka
                                              już sobie niedzisiejsza jestem i taka już umrę.
                                              Dla mnie treść i znaczenie ma honor, uczciwość, wstyd.
                                              Dla wielu to puste słowa i przeżytek.
                                              Niech i tak będzie.

                                              Nie wiedziałam, ze opiekujesz się chorą teściową.
                                              To straszna choroba i jej stan jak wiesz bedzie się ciągle pogarszał.
                                              Nie wiem, jak jest u Ciebie, ale we Wrocławiu można otrzymać pomoc pielęgniarki
                                              i wiele innych dodatków na opiekę nad taką osobą.


                                              Nie wiem, czy ja naprawdę pamiętam ojca, czy pamiętam jego zdjęcia i opowieści
                                              ciotek o nim, ale w mojej pamięci żyje jako ciemnooki, szczupły brunet
                                              średniego wzrostu, w ciemnym garniturze, białej koszuli i w śmiesznym,
                                              cieniutkim krawacie - śledziu.
                                              Był podobny do Zbyszka Cybulskiego - tylko bez okularów.
                                              Lubił mnie - może dlatego, że matka mnie nie lubiła i wszędzie ze mną chodził.
                                              Nawet mam takie zdjęcie: gubiutka ja, w sukience z falbankami i z cukrową watą
                                              w tłustej łapce i mój tata - zabójczo przystojny brunet w rozpiętej koszuli i z
                                              marynarką przerzuconą przez ramię - dużo, dużo młodszy niż ja teraz jestem.
                                              Pewnie go sobie wyidealizowałam, sądząc z uszczypliwych uwag mojej matki o ojcu.
                                              Jemu i mnie jest naprawdę wszystko jedno.
                                              A tylko to się liczy.
                                              • m-m-m Re: M-m-m 28.12.06, 09:12
                                                Nie wiedziałam, ze opiekujesz się chorą teściową.
                                                To straszna choroba i jej stan jak wiesz bedzie się ciągle pogarszał.
                                                Nie wiem, jak jest u Ciebie, ale we Wrocławiu można otrzymać pomoc pielęgniarki
                                                i wiele innych dodatków na opiekę nad taką osobą


                                                Nie tyle opiekuję się, co z nią mieszkam. Wobec niej tak jak wobec pasierba
                                                zobowiązany jest jej syn.
                                                Ja mam swoje wszystkie "długi" spłacone: 3 lata opiekowałam się moją babcią lat
                                                90 po śmierci mojej mamy, teściowej nie kocham i nie mam wobec niej żadnych
                                                zobowiązań. Nie ukrywam, że dla babci zrobiłam to z miłości, a tu tego czynnika
                                                brak.
                                                Teściwa wpuściła złodziei w ubiegłym roku i jest nieodpowiedzialna. Od tamtego
                                                czasu M. ma fobię, że znowu ktoś obcy okradnie mu mieszkanie - więc żadnych
                                                obcych tu nie będzie, nawet pielęgniarki.
                                                Wiem, że choroba jest nieuchronna i dlatego obejrzeliśmy ujż kilkanaście domów
                                                opieki, do takowego teściowa trafi - kwestia tylko czasu ile jej syn, a mój mąż
                                                z nią wytrzyma. Bo wbrew różnym martyrologiom ja uważam, że opiekun też ma
                                                prawo do życia, a to, że oa kiedyś go wychowała to żadna łaska - dzieci się na
                                                świat nie proszą i to był jej obowiązek.
                                                Od dwóch lat nie byliśmy na urlopie, nie ukrywam, że dojrzewnie pasierba i jej
                                                starość dała mi już w kość pomimo, że jestem tylko biernym obserwatorem. Nie
                                                mam do niej nawet 10% takiej cierpliwości jaką miałam do mojej babci - nie
                                                urodziłam się na matkę Teresę i tyle. Nie mam też najmniejszych wyrzutów
                                                sumienia - uważam, że dużo w życiu już przeszłam i będę chroniła moją psychikę
                                                przed wstrząsami jak najlepiej umiem.
                                                Jakoś tak się złożyło - że tuż przed wyjściem choroby teściowej na światło
                                                dzienne przyśniła mi się moja mama i powiedziała, że mam zamknąć dokładne drzwi
                                                i nikogo nie wpuszczać.
                                                To oczywiscie przenośnia, ale dla mnie jasna: dostałam informację od mamy, by
                                                dbać o swój stan psychiczny i nie pozwolić obarczyć się staroscią obcej mi
                                                osoby - potem mama śniła mi się wielkrotnie i zawsze sprwdzała te drzwi.
                                                Po tylu latach od jej śmierci wiem, że ona cały czas działa w moim interesie,
                                                mam na to mnóstwo przykładów - nie tylko ten ze snem przewidującym chorobę
                                                teściowej.


                                                Co do polityki - mnie ona nic nie obchodzi.
                                                Natomiast koczowaniem u komornika nie stworzysz chleba dla dzieci.
                                                Ja dzieci nie mam, ale mogę sobie to wyobrazić, tak ak kiedyś moja mama
                                                powiedziała mi, że gdybym ja była tydzień głodna, to ona nie przebierałaby w
                                                środkach by zdobyć dla mnie jedzenie i g... by ją opinia innych w tym temacie
                                                obchodziła.
                                                • anastazjapotocka Re: M-m-m 28.12.06, 12:18
                                                  Co do tej nieszczęsnej Anety K - bardzo nie lubię w tej sprawie zajmować głosu.
                                                  Pewnie masz rację, ale ja widziałam zbyt dużo kobiet niezaradnych, idących na
                                                  łatwiznę. Zresztą, tu nie chodzi o Anetę K, tylko o to, że System stworzył
                                                  możliwość Stasiowi Ł. molestować kobiety za pieniądze podatników.
                                                  I żeby było jasne: gdyby on sobie uprawiał swoje romanase w swojej prywatnej
                                                  firmie, za swoje własne pieniądze - proszę uprzejmie - to sprawa jego i
                                                  molestowanych pań - zawsze mogą zgłosić sprawę w odpowiedniej placówce.
                                                  Ale złości mnie to, że te durne typy są właściwie całkowicie bezkarne z moich
                                                  podatków.

                                                  Co do Twojej teściowej, dom opieki, to pierwsze, co mi się napisało, ale
                                                  wymazałam z obawy, że mnie tu zlinczują: jest parę wyznawczyń teorii o Matce
                                                  Teresie - najczęściej, jak ten problem dotyczy innych.
                                                  Ludzie uwielbiają, jak ktoś inny zarzyna sobie życie w imię niejasnych
                                                  obowiązków, nie mających nic wspólnego z moralnością.
                                                  Jestem tego samego zdania i sama jestem gotowa do KAŻDEGO poświęcenia w imię
                                                  miłości. W moim przypadku to będzie tylko mój mąż.
                                                  Matką nie opiekowałam się, dałam bratu pieniądze na pielęgniarkę i parę razy ją
                                                  odwiedziłam, ale nie było to miłe przeżycie.
                                                  Matka nawet na łożu śmierci szntażowała mnie emocjonalnie, usiłując zmusić mnie
                                                  do obietnicy, że ZAWSZE do końca mojego życia będę się opiekować bratem.
                                                  Nie zgodziłam się - a dlaczego?
                                                  Matka zawsze mnie wykorzystywała, zwłaszcza finansowo, ja nawet nie liczę tych
                                                  pieniędzy, które dałam bratu - bo - były mu potrzebne (na auta, panienki,
                                                  dancingi).
                                                  Mało znam kobiet, które miały tak piękną biżuterię jak moja matka, a mój
                                                  braciszek po jej śmierci nie dał mi nawet kolczyków na pamiątkę.
                                                  Szkoda słów, bo się jeszcze wkurzę.
                                                  Teraz wogóle sytuacja zrobiła sie durna, bo po śmierci brata (matka ustanowiła
                                                  go jedynym spadkobiercą) dziedziczą jego dzieci: jedno z nierozwiązanego
                                                  związku małżeńskiego, jedno pozamałżeńskie, a jedno nowonarodzone przez jego
                                                  ostatnią, osiemnastoletnią panienkę.
                                                  I jest cyrk.
                                                  Do mieszkania po bracie wprowadziła się z 14-letnią córką bratowa (nie zdążyli
                                                  się rozwieść, bo brat złośliwie nie chciał jej dać rozwodu! choć sam złożył
                                                  pozew - więc właściwie sąd nie bardzo wie, co z tym fantem zrobić).
                                                  Pozamałżeński syn (brat zawsze zaprzeczał, że jest jego ojcem, chłopak nie nosi
                                                  nawet jego nazwiska) dochodzi swoich praw - ma 23 lata. No i pojawiła się
                                                  panienka z dzieckiem - ale czyim? - i też z roszczeniami do spadku.
                                                  Jestem jedyną najbliższą żyjącą krewną i mogłabym podpisać decyzję o ekshumacji
                                                  w celu pobrania materiału genetycznego, ale odmówiłam kategorycznie. Nie oddam
                                                  też własnego materiału genetycznego do badań, co mogłoby pomóc panience.
                                                  Niech się sami kotłują, mnie nic do tego.

                                                  Mówiąc szczerze, bratową pamiętam z liceum, a jej dziecka nigdy na oczy nie
                                                  widziałm. Tamtego chłopaka też nie, a jego matkę też pamiętam z liceum. Nowej
                                                  panienki nie chcę oglądać, wystarczył mi raz jej widok jak do mnie przyszła z
                                                  żądaniem zgody na ekshumację: miała na ręku bransoletkę mojej babki.

                                                  Pokrecone losy, pokręcone życie (nie moje).
                                                  Ja nareszcie czuję się absolutnie wolna.

                                                  Wyobraź sobie, że pasierbica nie wysłała mi życzeń, ani urodzinowych, ani
                                                  imieninowych, ani świątecznych. Mój mąż natomiast dostał od niej kartkę z
                                                  życzeniami zaadresowaną wyłącznie do niego. Było mu tak strasznie głupio...
                                                  Tym bardziej, że przed świętami wysłał córce kurierem kosmetyki za ponad 3 tys.
                                                  (mam umowę barterową i nie wiem, co z tymi kosmetykami robić, więc mu dałam dla
                                                  córki). Nawet nie podziękowała. A może podziękowała?
                                                  Mąż w końcu zadzwonił do niej na komórkę, żeby zapytać, czy kurier dostarczył
                                                  paczkę i usłyszał: a tak, przywieźli rano, dziękuję, to już nie muszę ci pisać
                                                  maila.

                                                  Tak mnie ucieszyło, że pasierbica się w ogóle nie zmieniła, że kupiłam dla niej
                                                  zarypiaście drogie perfumy - mąż bedzie w styczniu w Warszawie, to się spotkają
                                                  i jej wręczy - w swoim imieniu. Co prawda, chłopisko mi się odgraża, że do
                                                  rynsztoka wyrzuci, jak córka nie docenia - ale mu pewnie przejdzie. A w ogóle
                                                  to nikt nie wyrzuca takiej kasy do wychodka.

                                                  Ale się rozpisałam.
                                                  Jak dobrniesz do końca, to masz ode mnie całuchy.
                                                  Ja jestem
                                                  • m-m-m Re: M-m-m 28.12.06, 16:41
                                                    Co do Twojej teściowej, dom opieki, to pierwsze, co mi się napisało, ale
                                                    wymazałam z obawy, że mnie tu zlinczują: jest parę wyznawczyń teorii o Matce
                                                    Teresie - najczęściej, jak ten problem dotyczy innych.
                                                    Ludzie uwielbiają, jak ktoś inny zarzyna sobie życie w imię niejasnych
                                                    obowiązków, nie mających nic wspólnego z moralnością.



                                                    Skąd ja to znam?
                                                    Ale ja się nie przejmuję tym tak samo jak się nie przejmuję opiniami, że jestem
                                                    złą macochą, bo bez hipokryzji mówię, że nie kocham mojego pasierba tak jak nie
                                                    kocham teściowej. Matka i syn mojego M. to nie matka i syn mój. Dla mnie to
                                                    jasne i oczywiste bez owijania w bawełnę. I absolutnie nic złego nie widzę w
                                                    tym, że tak uważam i czuję.




                                                    Wyobraź sobie, że pasierbica nie wysłała mi życzeń, ani urodzinowych, ani
                                                    > imieninowych, ani świątecznych. Mój mąż natomiast dostał od niej kartkę z
                                                    > życzeniami zaadresowaną wyłącznie do niego. Było mu tak strasznie głupio...


                                                    A czego on się spodziewał? Że ona za cokolwiek będzie Ci wdzięczna?
                                                    Jego to może zaskoczyło, ale mnie nie. A co on zrobił by ją nauczyć tego, że i
                                                    Tobie życzeia powinna wysłać?
                                                    Z reala znam bardzo starą, dziś juz 80-letbnią macochę, która przeżyła swoją
                                                    exową i swojego męża. Ma ona czwórkę dziś już ponad 50-letnich pasierbów i oni
                                                    z nią utrzymują doskonałe konstakty, ale ona zawsze podkreślała, że jej mąż
                                                    włożył niewiarygodną pracę w to by ich nauczyć szacunku do niej i
                                                    zneutralizować to co sączyła im ich matka do głowy na temat macochy. Podobno od
                                                    zawsze wymagał od nich dla niej szacunku, wymagał tego od samego początku i nie
                                                    pozwolił na ani jedno złe słowo wobec niej. Miał u swoich dzieci autorytet,
                                                    którego nie udao się zachwiać jego pierwszej żonie.
                                                    Dziś ta stara macocha jest zabierana przez tych swoich pasierbów na święta,
                                                    pamietają też oni o wszystkich jej okazjach, bo on - ojciec wiele lat tego od
                                                    nich wymagał. Wymagał, a nie ich prosił.




                                                  • reksia Re: M-m-m 28.12.06, 21:03
                                                    1,2,3 ...próba mikrofonu
                                                  • anastazjapotocka M-m-m 29.12.06, 12:40
                                                    Niczego się oczywiście po pasierbicy nie spodziewałam, ale mój mąż "myślał", że
                                                    to się chyba samo zrobi? Córki nigdy nie wychowywał, bo najpierw kochał ją
                                                    histerycznie i wszystkim był zachwycony, a teraz się wstydzi i złości...
                                                    Samej chce mi się śmiać, bo eksia reprezentuje typ "polskiego chama" świetnie
                                                    znanego z literatury francuskiej, więc niby jak miała wychować własną córkę?
                                                    Przykład macochy-staruszki wzruszający, ale ja wolę liczyć na luksusową
                                                    odpłatną opiekę - o ile w ogóle dożyję takiego wieku.
                                                  • m-m-m Re: M-m-m 02.01.07, 11:48
                                                    Przykład macochy-staruszki wzruszający, ale ja wolę liczyć na luksusową
                                                    odpłatną opiekę - o ile w ogóle dożyję takiego wieku.



                                                    Niestety jest to jedyny znany mi taki przykład z reala. Inne mu zdecydownie
                                                    przeczą.
    • sylklika Re: co ja mam robić? :( 27.12.06, 21:43
      a mogę zapytać w jaki jesteście wieku,tzn twój M i Ty?
      Pozdrawiam
      • bez44 Re: co ja mam robić? :( 29.12.06, 09:25
        pewnie - połowa 40
        • bez44 Re: co ja mam robić? :( 28.05.07, 11:54
          Odświeżę trochę mój wątek.
          Prawie rok studiów za synem męża. Tak się porobiło, że jesli nie zapytam co u
          niego słychać, to mąz słowa nie powie. Podobno będzie chciała go przenieśc do
          naszego miasta, ale ja o tym nic nie wiem. pasierb "wrzuca" mi totalnego
          ignora - rozmawiając zwraca się tylko i wyłącznie do ojca (mówiąc, że gdzieś
          wychodzi - a ja siedzę obok; albo przy stole - jakby nikogo poza nimi nie
          było); gdy wchodzę do pomieszczenia, w którym rozmawiają - to milknie i czeka
          aż wyjdę. Gdy zaczął pzrywozić bieliznę z dwóch tygodni to się cisnęłam i
          powiedziałam, że bieliznę to powienien sam prać - przywozi nadal, ale pierze
          mąż.Nie mam zupełnie o czym z nim rozmawiać; już nie chce mi się dawać i dawać
          nic w zamian nie dostając - nawet głupiego "dziękuję".
          W zeszłym roku mąż "zorganizowal" Dzień Matki i zyczenia dostałam od syna i
          pasierba - w tym roku syn sam się postarał, po prostu pamietał bez żadnej
          interwencji - życzenia składał w obecności męża i pasierba - pasierb udał jakby
          mnie nie było. Wiem, że nie jestem jego matką, ale również nie jestem jego
          służącą, kucharką itd. Mąż uważa, że tak jest, bo ja go nie trakyuję jak
          własnego syna i on to widzi; za każdym razem ja mam ustępować, być tą
          wyrozumiałą i mądrą. Ale ja mam dość. facet ma 20 lat - chyba powinno się
          wiedzieć jak się zachować?
          Wiem, że to strasznie chaotyczne, ale mam strasznego doła i jest mi przykro.
          • anastazjapotocka Re: co ja mam robić? :( 28.05.07, 13:01
            Bez, spokojnie. Właściwie wcale nie jesteś w najgorszej sytuacji. I Ty i
            dorosły pasierb nie musicie już niczego udawać.
            On nie dostrzega Ciebie, Ty nie musisz zauważać jego osoby.
            Mąż zachowuje się w sposób zupełnie rozrywkowy: pierze dorosłemu chłopu! Tego
            nawet Mrożek by nie wymyślił. Ty masz dorosłego, obcego (aroganckiego i
            niechlujnego mężczyznę) traktować jak własne dziecko. To znaczy jak? Ale
            konkretnie. W punktach.
            A czy Twojemu synowi mąż też pierze? Bo może jest fanem prania?
            Jak lubi się spełniać w dziedzinie pralniczej to mu nie żałuj. Dorzuć pościel,
            ręczniki, ścierki, koce i firanki.

            Przypomina mi to trochę turniej, gdzie dwie przeciwne drużyny rywalizują ze
            sobą. Oby nie nie palmę... głupoty. Tak można przegrać związek.
            Współczuję i nie zazdroszczę.

            Moja dorosła pasierbica także nie pała do mnie płomienną miłością, ale nigdy
            nie odważyłaby się jawnie lekceważyć mnie w obecności swojego ojca.
            Przypuszczalnie byłoby to ich ostatnie spotkanie.
            Zresztą, nie wyobrażam sobie, abym ja z kolei miała zachować się arogancko w
            stosunku do pasierbicy. To byłby brak taktu. Po prostu.
            A w tym czasie maluj paznokcie.
            • bez44 Re: co ja mam robić? :( 28.05.07, 13:26
              Pomalowałam smile A swoją drogą, nie raz była sytuacja, że ewidentnie zlapałam
              syna męża na klamstwie, a mąż - przy nim! - pytał mnie, czy aby na pewno tak
              było. Zawszw stoi murem za swoim synem. I jeśli coś zrobi źle, czy niegrzecznie
              się do mnie odezwie, to zwraca ?? mu uwagę za jakiś czas - natomiast ja,
              idiotka, gdy moje dziecię nie tak potraktuje mojego męża, od razu przy nim
              zwracam mu uwagę. Nawet mi się nie chce z nim rozmawiać, bo wiem co usłyszę.
              • anastazjapotocka Re: co ja mam robić? :( 28.05.07, 14:31
                Odnoszę wrażenie, że Twój mąż ma wiele zalet, bo inaczej pewnie nie byłabyś z
                nim. Te zalety z pewnością równoważą tę jego drobną ułomność: jakąś
                nadopiekuńczość w stosunku do dorosłego syna. Lepiej Ci to wytłumaczy M-m-m, bo
                ona nie takie numery przechodziła z pasierbem (ale uczciwie mówiąc, mąż M-m-m
                mógł mieć nieco inne poglądy na stosunki w poskładanej rodzinie).
                Jeśli kochasz męża i chcesz z nim być, po prostu traktuj jego drobną słabość
                jako pewnego rodzaju ułomność (na przykład brak ręki). Zdarza się i ten model
                tak ma. Minimalizuj własny stres i staraj się umacniać Wasz związek, jak
                pasierb jest na studiach. A potem sama zobaczysz. Przecież nie będzie z Wami
                mieszkał do końca życia...
                Jeśli Cię to pocieszy: mój mąż był zapalonym hodowcą księżniczek i mu przeszło.
                Teraz jest bardziej przyjacielem niż ojcem dla swojej córki. Spotykają się
                kiedy chcą, piszą do siebie kiedy chcą. Każde z nich ma swoje życie i jedno nie
                wtąca się do życia drugiego. A ja nie wtrącam się w życie pasierbicy, ani w ich
                kontakty ze sobą. I jest bezstresowo. Czego i Tobie życzę.
                • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 28.05.07, 15:10
                  ale uczciwie mówiąc, mąż M-m-m
                  mógł mieć nieco inne poglądy na stosunki w poskładanej rodzinie



                  ???
                  Powiem Ci, Anastazjo, że mnie zaskoczyłaś.
                  Mój M. to trzeba mu oddać, przeszedł sporą ewolucję w poglądach i już dawno
                  temu pogdził się z tym, że nigdy nie zastapię matki jego synowi, ani ten syn
                  nie będzie mnie jak matki traktował, żebym nie wiem co zrobiła dla niego.
                  A to, że M. wziął za niego sam odpowiedzialność, gdy matka okazała się
                  dysfunkcyjna to tylko plus dla mojego M.
                  • anastazjapotocka Re: co ja mam robić? :( 28.05.07, 15:17
                    No mnie właśnie o to chodziło, M-m-m. O to, że Twój mąż nie prałby niewymownych
                    (ani niczego innego) DOROSŁEMU synowi. I nie pozwoliłby potraktować Cię
                    niegrzecznie. Twój mąż po prostu WYCHOWUJE syna, bez zrzucania
                    odpowiedzialności na Ciebie.
                    Mąż naszej przedmówczyni tego, niestety nie chce. I nie potafi.
                    • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 28.05.07, 18:15
                      Twój mąż po prostu WYCHOWUJE syna, bez zrzucania
                      > odpowiedzialności na Ciebie


                      Bo sobie nie dałam tej odpowiedzialności zrzucić na plecy, bo powalczyłam kilka
                      lat o takie traktowanie mojej osoby jakie jest stosowne do mojego wieku i
                      urzędu.
                      Poza tym w sukurs przyszło mi dojrzewanie pasierba, kiedy to tatuś zobaczył
                      swoje błędy wychowawcze w całej okazałości.
                      A mąż przedmówczyni ubzdurał sobie wygodną dla siebie wersję i jak rzep jej się
                      trzyma, bo inne postawienie sprawy oznaczałoby, że właśnie sam musiałby
                      zobaczyć swoje błedy wychowawcze, za które on jako ojciec jest odpowiedzialny.
              • jayin Re: co ja mam robić? :( 28.05.07, 14:41
                bez,

                Nie oczekuj, nie wymagaj - nie będziesz rozczarowana.

                Ale nie daj też innym "wymagać" od siebie samej.
                Rób to, co chcesz dla innych zrobić. Nic z przymusu, albo dlatego, że "oni oczekują i ja MUSZĘ...".

                I nie jesteś idiotką inaczej wychowując/traktując swojego syna i zwracając mu uwagę na pewne rzeczy. Po prostu masz inne podejście do tego, jak nalezy traktowac ludzi - domowników i obcych. Rób swoje. I nie "zaniżaj poziomu" własnego syna tylko dlatego, że inne dziecko jest/było wychowywane (? smile inaczej.

                Ostentacja pasierba w pewwnych sytuacjach jest raczej nie do przeskoczenia. Daj sobie spokoj po prostu z zastanawianiem się, czemu "tak cię traktuje".

                A co do klamstw - jesli tylko nie dotyczą ciebie, to machnij ręką. Ktoregos dnia w koncu się kłamczuszkowi noga powinie. Zawsze tak jest.

                A od męża szacunku się wymaga dla siebie. I od innych ludzi.
                I o ile do ojca pasierb niech mowi co chce, niech mu kłamie co i rusz, ale jeśli jest niegrzeczny w stosunku do ciebie (niesprowokowany przez ciebie...) - to twardo domagaj się od męża reakcji na to. I nie za rok, nie za pol, tylko od razu po incydencie.

                Nie wyobrażam sobie, żeby moj wlasny mąż pozwalal komukolwiek traktować mnie niegrzecznie... Serio... Wściekłabym się na niego za brak empatii i reakcji smile
                Od tego w koncu jest między innymitongue_out Żeby mnie bronić przed wszystkim smile W końcu mężczyzną jest, czy myszą?tongue_out
                • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 28.05.07, 15:05
                  Ostentacja pasierba w pewwnych sytuacjach jest raczej nie do przeskoczenia. Daj
                  sobie spokoj po prostu z zastanawianiem się, czemu
                  "tak cię traktuje".


                  Tym bardziej, że zastanawiając się tak naprwdę rozpatrujesz...swoją winę w
                  swoim postępowaniu względem niego. On Cię "karze" pokazywaniem, że dla niego
                  nie istniejesz, Ty masz się z tym źle czuć i masz czuć się przywołana do
                  porządku. To taki dosyć wysublimowany sposób pasierba na wychowanie swojej
                  macochy. To zachwianie proporcji i tego, że on nie jest już dzieckiem, a jedyne
                  ogniwo jakie Was łączy to Twój mąż, a jego ojciec. Tak jak teściową i synową
                  łaczy tylko syn i mąż w jednej osobie. Nie ma tego mężą/syna, nie ma też
                  rzadnych kontaktów między obcymi sobie ludźmi jakimi dla siebie są synowa i
                  teściowa.
                  Zapytaj się męża, czy kochałby tak samo teściową, jak on wymaga tego od Ciebie
                  względem jego syna.
                  Poza tym jest jeszcze jeden drobny szczegół: być może pasierb zazdrości Twojemu
                  synowi, że ten ma matkę, czyli Ciebie i tak naprawdę on jako pasierb już na
                  starcie ma konkurencję do Twoich uczuć w osobie Twojego własnego syna.
                  • bez44 Re: co ja mam robić? :( 29.05.07, 07:40
                    I m-m-m, i anastazjapotocka o jayin macie rację,. Dopiero jak znalazłam forum
                    okazało się, że nie jestem odosobniona w odczuciach. Na pewno gdzieś tam czuję
                    się „winna”, że nie wyszło tak jak sobie mąż wyobrażal – rodzina 4-osobowa,
                    wszystko razem, wspólne rozmowy przy stole. Ale zaraz na początku założył, że
                    ja będę świetną matką dla jego syna i wycofał się z wychowania. A ja? Zero
                    kontaktu z facetem; niemożność dotarcia – po roku szarpaniny powiedziałam, że
                    mogę być przyjaciółką, doradzić, ale nie potrafię być matką. Matką jestem tylko
                    dla mojego syna. Niby zrozumiał, ale nie do końca. Zawsze gdzieś jest w
                    podtekście, że syna traktuję inaczej, inaczej jego syna inaczej. Tylko, że nie
                    chce widzieć, że on robi dokładnie to samo! Nie widziałam jeszcze
                    tak „nawiedzonej” samotnej matki, jaką jest mój mąż. Zawsze mu powtarzam, że
                    tygrys szablozębny, to łagodny kociak, gdy chodzi o obronę jego syna przede mną
                    w każdej sytuacji. I powtarzam mu, że nie musi go bronić przede mną. Przykre
                    jest to, że jak złapałm jego syna na kłamstwie dotyczącym moich rzeczy to
                    zaczął dochodzenie – potem się zorientował, że musi być tak jak ja mówię, i
                    prosił błagalnym tonem syna, żeby mnie przeprosił. Oczywiście – odmowa.
                    Słyszałam tę rozmowę, bo akurat byłam w pobliżu i powiedziałam, że jeszcze raz
                    tak się do mnie odezwie i tak mnie potraktuje z taką pogardą i ironią, to tak
                    dostanie w dziób, że się zdziwi – choćby miał to być ostatni mój dzień w tym
                    domu. Dawni nie widziałam tak zdziwionego faceta. I od tego czasu omija mnie
                    szerokim łukiem i nie zauważa. Jakakolwiek rozmowa z mężem nic nie daje  On
                    uważa, że syn jest biedny, poszkodowany przez los i należy go zrozumieć. I
                    ustąpić. Bo mądrzejszy zawsze ustępuje. Ale nie w tak ważnych sprawach.
                    Wszystkie problemy biorą się z relacji macocha – pasierb-ojciec. W każdej!!!
                    Sytuacji ojciec jest za synem. A gdy coś źle zrobi – to tłumaczy jakoś
                    pokątnie. Że mnie nie walnęły w głowę dzwony, które się rozdzwoniły gdy
                    usłyszałam, że „szuka matki dla syna”.
                    A poza tym facet jest całkiem normalny.
                    • poxywka Re: co ja mam robić? :( 29.05.07, 09:25
                      bez ale to nie jest sytuacja beznadziejna a Twoj chlop nie zachowuje sie
                      dziwnie i niestandardowo; wiekszosc samotnych, calodobowych (ze sie tak wyraze)
                      rodzicow wychodzi wlasnie z takiego zalozenia , ze ich nowy partner wejdzie w
                      role rodzica; i u niektorych do pewnego stopnia bywa to mozliwe ale potrzeba
                      checi i pracy obu stron; w tym momencie nie bylo zadnego wsparcia Twojego M i z
                      Twojego opisu wynika ze dokladnie sam jest sobie winien; w moim odczuciu on sie
                      wcale nie wycofal z wychowania swojego dziecka tylko ingerowal za kazdym razem
                      gdy uwazal ze Ty za ostro traktujesz jego syna; zrobil najgorsze z mozliwych
                      posuniec - podwazal Twoj autorytet; zebys stanela na rzesach to nie mialas
                      szans powodzenia nawet przy odpowiedniej dawce dobrych checi; jesli oczywiscie
                      w ogole chcialas wchodzic w taka role bo moze zostalas jedynie zmuszona ?
                      teraz trudno bedzie przekonac go ze to on zle pojmuje relacje w rodzinie nie
                      mowiac juz o zmianie nastawienia pasierba; w moim odczuciu nie dojdziecie do
                      prawdziwego porozumienia bez pomocy z zewnatrz bo dla M zawsze bedziesz
                      stronnicza; pewnie daloby sie uzdrowic relacje na tyle aby nie bylo takich
                      napiec;
                      tak sobie mysle, ze nawet ciezko sie dziwic Twojemu M; co wie przecietny
                      czlowiek wchodzac w takie ralcje ?? nic... jaka ma szanse ze ktos mu wyjasni na
                      czym polega zycie w takiej rodzinie ? marne; w naszym spoleczenstwie jedynie
                      sluszny jest tylko jeden model rodziny; nie uczy sie ludzi jak utrzymywac
                      dobre relacje w rodzinie standardowej a co dopiero w rekonstruowanej - o ktorej
                      lepiej nie rozmawiac, bo kloci sie z idealem zycia obywatela tego kraju; kobita
                      to jeszcze znajdzie sobie forum, pogada, poczyta gazetki, czegos sie zawsze
                      nauczy a facet ? jesli nie trafi sie taki bez poczucia misji aby dziecko
                      chronic przed swiatem to male szanse ze czegos sie sam dowie na ten temat
                      pozdrawiam
                      poxywka
                      • bez44 Re: co ja mam robić? :( 29.05.07, 09:56
                        M ma wyidealizowane pojęcie o rodzinie - o tym wiem; zapomina, że dzieci nie
                        mają 4-6 lat tylko 18-20 i raczej na jakieś mocne modyfikacje (bez chęci
                        zmiany) są znikome. A gdy rozmawiamy o kłopotach to czasami słyszałam, żebym
                        poszła do psychologa, po pomoc z zewnątrz jak mam sobie radzić. Nie widzę w tym
                        nic złego, ale dlaczego na Boga tylko ja?? Na propozycję wspólnego - cisza.
                        Swoją drogą, kiedyś w Rozmowach w toku usłyszałam stwierdzenie psycholog Doroty
                        Krzywickiej, że pasierb(ica)/macocha(ojczym) są dla siebie obcymi osobami nie
                        ma musu ich lubić. Natomiast nie ma powodu ich lekceważyć.
                        • poxywka Re: co ja mam robić? :( 29.05.07, 10:37
                          tylko sie nie poddawaj bez; wierc dziure bo w tym momencie nadzieja w Twojej
                          wytrwalosci; nie daj sie zbyc, nie daj przemilczec; co prawda pasierb
                          faktycznie duzy to i wyprowadzi sie kiedys ale w pewnym stopniu problemy
                          zostana; szkoda zycia na nerwowke
                          w mojej rodzinie to ja bylam mamusia wyobrazajaca sobie nowa rodzinke wiec wiem
                          ze nic nie stanie sie od razu bo to nastawienie do zycia zmienia sie powoli ale
                          da sie; natomiast jak uwazalam ze NM ma bledne pojecie o wychowaniu dzieci (bo
                          nie mial skad go miec) upieralam sie ze dopoki nie przeczyta czegos na temat
                          rozwoju dzieci nie bede rozmawiac jak rowny z rownym bo ja czytam; jest
                          internet i sa ksiazki; jesli mamy negocjowac postawy obie strony musza miec
                          jakies podstawy oprocz wlasnego widzimisie bo trudno sie do konca zycia uczyc
                          wylacznie na wlasnych bledach skoro inni sie juz przez to przegryzli; nie wiem
                          kiedy i gdzie ale czytal; po jakims czasie bylo to zauwazalne; i tak kazde ma
                          swoje zdanie ale dyskusje jesli sie nie zgadzamy sa rzeczowe;
                          moze jak poprosisz 50 raz to pojdzie z Toba do psychologa dla swietego
                          spokoju ? skoro mowisz ze chlop fajny to pewnie warto
                          pozdrawiam
                          poxywka
                    • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 29.05.07, 09:45
                      Że mnie nie walnęły w głowę dzwony, które się rozdzwoniły gdy
                      usłyszałam, że „szuka matki dla syna”.


                      Ja też to usłyszałam, dzwony mnie nie walnęły, ale od razu wiedziałam z racji
                      swoich osobistych doświadczeń, że to bzdura. Postanowiłam jednak zawalczyć
                      wykorzystując całą moją wiedzę z czasów, gdy sama byłam pasierbicą, bo facet
                      poza mankamentem typu klapki na oczach w związku ze swoim synem była naprawdę
                      fajny i takim pozostał do dziś, a problem "matki zastępczej" udało mi się
                      pokonać.
                      • bez44 Re: co ja mam robić? :( 29.05.07, 09:59
                        Ja też nie mam powodu do narzekań na mojego M (własnie oprócz klapek). Chciałm
                        wczoraj porozmawiać i kilka razy robiłam podchody o co chodzi - bo widziałam,
                        że coś go gryzie. Ale oczywiście usłyszałam, że wszystko ok. Po 4 razie dałam
                        sobie spokój.
                        • ewunia92 Re: co ja mam robić? :( 29.05.07, 13:19
                          Wiesz ja to tez mam na codzień w identyczny sposób.Te typy tak mają! a my stresujemy sie i będziemy sie stresować bo chcemy aby była normalna rodzina w której jest miejsce dla każdego. A pani psycholog mowi bzdury: niech poczyta kodeks rodzinny. Pasierbowie sa w pierwszej grupie dziedziczenia, maja prawa jak dzieci i nawet jesli by życie sie różnie ułożyło, to ojczym np nie może ożenić sie z pasierbicą. Zbyt bliski stopien pokrewieństwa, nie raz były juz takie problemy. A my wychodząc za mąż za rozwodnika z dziećmi chcemy miec normalna rodzinę i normalne kontakty z dziećmi. Złe macochy, czarownice z brodawka na nosie to bajki ( choc ja nią podobno jestem) Mój M tez jest dobrym człowiekiem z klapkami na oczach w sprawach rodziny.
                          • m-m-m Re: co ja mam robić? :( 29.05.07, 13:42
                            Pasierbowie
                            sa w pierwszej grupie dziedziczenia, maja prawa jak dzieci

                            Póki co - jeszcze nie są. Są zakusy na zmianę tego prawa.
                            Pasierbowie nie dziedzicza po macosze/ojczymie na równi z dziećmi biologicznymi
                            macochy/ojczyma. Nie dziedziczą wręcz wcale jeśli dzieci biologiczne są lub
                            inni bliscy krewni macochy/ojczyma.
                            Pasierbowie - macocha/ojczym są dla siebie tylko powinowatymi (a nie krewnymi).
                            Pasierbowie dziedziczą po swoich rodzicach, a nie po macosze/ojczymie.
                            • bez44 Re: co ja mam robić? :( 29.05.07, 15:01
                              I całe szczęscie. Zresztą i tak mam zamiar napisać testament, żeby (dziwnie to
                              zabrzmi, a jednak) tylko i wylącznie syn mial rawo do majątku, ktory miałam
                              przed ślubem. Wiem, że zgodnie z prawem to i tak nie wchodzi do majątku
                              wspólnego, ale strzeżoneho Pan Bóg strzeże. smile
                              • anastazjapotocka Re: co ja mam robić? :( 30.05.07, 11:40
                                Jeśli to Was pocieszy, mnie też się nic nie rozdzwoniło i nie rozbrzęczało. A
                                miałam weselszy tekst: chciałbym, żebyś była dla mnie taka, jak moja śp. BABCIA.
                                To znaczy taka wszystkorobiącaikochająca bez żadnych wstępnych zastrzeżeń i
                                warunków. Ale żywa.
                                Mojemu się upiekło, bo obsługę perfekcyjną wpojono mi w domu i to od 9 roku
                                życia, więc przeszło bezboleśnie.

                                Ja nawet nie wiem, dlaczego mój mąż nagle zrobił się tak rozsądy w kwestii
                                córki. Nie pracowałam nad nim (brawo, M-m-m), bo nawet nie wiedziałam, że
                                należy. Jak tak sięgam pamięcią wstecz, to nachodzi mnie sugestia, że to męża
                                choroba i zachowanie - wówczas - jego córki tak mi go radykalnie zmieniło.
                                Może po prostu przekonał się, na kogo może w życiu liczyć.

                                Ale nie myśl Bez, że życzę Twojemu mężowi chorby!!! Odpukać!!! Tfy, tfy, tfy...
                                • bez44 Re: co ja mam robić? :( 30.05.07, 12:33
                                  smile Ale miał juz parę razy "występ", gdy o coś poprosił i jakoś nie nauczyło go
                                  to jeszcze. Może jest po prostu niereformowalny pod tym względem??
                                  • anastazjapotocka Re: co ja mam robić? :( 30.05.07, 12:51
                                    Czasem wydaje mi się, że męża (jak w ogóle jest fajny) to się kocha POMIMO
                                    wszystko. Może i nie jest specjalnie reformowalny, ale kropla drąży skałę.
                                    Nie trać więc nadziei i skup się na jego zaletach.
                                    Ale nie daj sobą pomiatać, oczywiście. Należy Ci się szacunek. Jak psu miska.
                                    Przecież i tak w końcu zostaniecie tylko Ty i On. Fajnie, co?
                                    • bez44 Re: co ja mam robić? :( 30.05.07, 13:44
                                      I na to właśnie czekam smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka