Poradźcie

05.01.07, 19:37
Przede wszystkim dziękuję Wam za przyjęcie na forum. Jestem macochą z bardzo
krótkim bo kilkutygodniowym stażem i chciałabym prosić o poradę. Oto moja
historia. Jeszcze dwa lata temu byłam mężatką z 8-letnim stażem, jak mi się
wydawało dość szczęśliwą w małżeństwie. Z moim mężem byliśmy takim studenckim
małżeństwem, mieliśmy 4-letniego synka, dobrą pracę, mieszkanie, samochód. W
sumie niewiele problemów. Nie układało się może sielankowo ale po kilkuletnim
związku wydawało mi się to normalne. I nagle grom z jasnego nieba. Mąż wyznał
mi ze kogos poznał, pokochał i chce odejść. Rozstaliśmy się w miarę pokojowo.
Zostałam sama z dzieckiem. Wydawało mi się że tak pozostanie. Ale poznałam
swojego obecnego partnera. Był w podobnej sytuacji jak ja - od niego też
odeszła żona, sam wychowywał dziecko. Zaczęliśmy się spotykać. Sami i z
dziećmi. Pokochalismy się i naturalne stało się wspólne zamieszkanie. Dzieci
nei były tym zachwycone. Stosunkowo niedawno straciły rodzinę, były związane
zarówno z nami jak i poprzednimi małżonkami. Mimo to po wielu rozmowach
zdecydowaliśmy się spróbować. Zamieszkaliśmy razem i okazało się ze z tych
prób narodziło się nowe życie. Jestem w ciąży. To wszystko skomplikowało.
Zanim wprowadziłam się miałam sielankowe wizje - jednej wielkiej kochającej
się rodziny. Chłopcy się lubili dość więc wyobrażałam sobie że staną sie
braćmi a ja jakąś super - mamą. Pierwsze dni sprowadziły mnei na ziemie dość
mocno. Jakoś w swoich rachunkach nie uwzględniłam exów. W moim przypadku mój
ex ma swoją rodzinę, jego next nie bardzo umie radzić sobie z małym więc m.
spotyka sie z małym u mnie albo na mieście. Mały stopniowo traci z nim
kontakt.W przypadku mojego next dzielą się dzieckiem po połowie, mały jest
trochę u niej, trochę u nas. Mieszkają bardzo blisko więc moze kursować po
kilka razy dziennie. I mam wrazenie że zaczyna być zdezorientowany. Nie wie
chyba już gdzie jest jego miejsce, kto jest kim. I oczywiście z dnia na dzień
nie stalismy się rodziną. Jest trochę tak że ja mimo wszystko zajmuję się
swoim dzieckiem, next swoim. Oczywiście jemy razem, bawimy się ale mały mój
zwraca sie do mnie ze swoimi sprawami, nexta bąbel do niego. Nie wiem czy tak
powinno być i co zrobić aby było jakoś bardziej wspólnie... Nie wiem czy mogę
coś zrobić, zaproponować aby ułatwić ta integrację rodziny. I jeszcze moja
ciąża. Boję się że na wieść o niej a staje się widoczna, Mały nexta uzna że
nie ma miejsca u nas. W końcu jesteśmy dla neigo obcy. A jeśli pójdzie do
matki ... Boję się że mój next dla którego dziecko jest najważniejsze na
świecie będzie świadomie czy nieświadomie mnie obwiniał... Boję się mnóstwa
rzeczy i dlateo jestem tu. Jakie są Wasze doświadczenia? Czy moje obawy są
normalne?
    • thesmith Re: Poradźcie 05.01.07, 21:33
      jesli chodzi o mnie to moj maz tez ma dziecko z poprzedniego malzenstwa, jednak
      duzo strasze od twojego, mieszkamy razem od niedawna i na szczescie matka
      dziewczynki nie spotyka sie z nia za czesto,juz predzej rozm.z nia przez
      tel.mowie, na szczescie, bo pewnie jakby kontakt byl czestszy to pewnie corka by
      cos przebakiwala ze woli mieszkac z matka(tym bardziej ze niedlugo skonczy 18
      lat i zdanie jej ojca nic by tu nie dalo),bo na pewno tamta namieszala by jej w
      glowie.bo nie wierze, ze jak syn twojego faceta idzie do matki to tamta o nic
      nie pyta, albo ogolnie nie maci mu w glowie.ja nie mam dzieci, wspolnych tez nie
      mamy, a corka mojego juz w sumie duza, ale i tak z kazda pierdola lata do
      swojego ojca,lacznie ze zleceniem zakupu podpaseksmiledla mnie tak jest lepiej,ty
      pewnie wolalabys inaczej...zreszta fajniej jest sie zajmowac sie mniejszymi
      dziecmi.a skoro jestes w ciazy to mi sie wydaje ze bedziecie je obydwoje kochac,
      chyba tu nie ma czego sie obawiac,choc pewnie czasami to pierwsze dziecko bedzie
      faworyzowane przez twojego
      • ywwy Re: Poradźcie 06.01.07, 08:05
        Na początku myslałam ,że stworzymy jedną wielką rodzinę smile Jakże byłam naiwna,
        pierwsze nieporozumienia sprowadziły mnie na ziemię - teraz każde z nas zajmuje
        się własnym dzieckiem, a wspólnie wychowujemy naszą najmłodszą. Tak jest
        wygodniej mniej stresów. Jest tak dlatego, że pasierbica jest starsza(teraz 18)
        i z ojcem dobrze się dogaduje, znosi jego uwagi, ja się nie wtrącam. Potem
        sobie sami bez dzieci rozmawiamy o naszych sprawach.Mój syn jest trochę
        młodszy, ale też pewne sprawy mogę i powinnam uzgadniać tylko z jego ojcem. My
        z M się nawzajem wspieramy, choć czasem też...sprzeczamy, mamy inne zdanie co
        do wychowywania dzieci co widać po naszych starszych pociechach smile
        Po prostu trudno jest stworzyć jedną rodzinę z naszych składanych rodzin,
        potrzeba dużo czasu.
        Na waszym miejscu jak najszybciej powiedziałabym dziecio, że będą miały
        rodzeństwo. Za chwilę dowiedzą się od kogoś innego. U nas Ada jest oczkiem w
        głowie pasierbicy , a syn nie wyobraża sobie życia bez małej. Choć na początku
        kręcił nosem.
        • barbara001 Re: Poradźcie 06.01.07, 10:27
          Gratuluję dzidziusiasmile
          A na dotarcie się w nowej rodzinie potrzeba troche czasu, a Wasza poskładała
          się zaledwie parę tygodni temu, myslę że wszystko się ułozy, dziecko Twojego NM
          nabierze zaufania do Ciebie, przyzwyczai się do nowej sytuaci, Twoje również, i
          nawet jak będzie troszkę inaczej niż sobie wyobrażałaś to nie znaczy, że gorzej.
          A nowa dzidzia wcale nie musi byc przeszkodą w nawiązaniu relacji, wręcz
          przeciwnie.
    • morskie_oko Re: Poradźcie 08.01.07, 11:27
      Twoja sytuacja przypomina mi moją na początku. Mam córkę, mój mąż ma syna z
      poprzedniego małżeństwa, który jest u nas w zasadzie codziennie albo prawie
      codziennie. Poczatki były tragiczne - dzieci nie były tym zachwycone to mało
      powiedziane, one ogłosiły otwarty bunt. Na pociechę powiem Ci, że bardzo krótko
      tworzycie rodzinę, potrzeba czasu aby to wszystko poukładać i aby dzieci
      odnalazły się w tym układzie. I czas, przy wysiłku wszystkich, naprawdę pomaga.
      Ja nie miałam ambicji bycia super mamą, bo syn mojego męża ma mamę, która dla
      niego jest super smile. I do dzisiaj jest tak, że gdy jesteśmy we czwórkę to syn
      zwraca się raczej do swojego ojca niż do mnie, a moja córka zawsze najpierw
      idzie do mnie ze swoimi "sprawami". I moim zdaniem nie ma w tym nic złego. U
      nas róznica jest taka, że nie mamy wspólnego dziecka, ale jeśli mogłabym Ci coś
      doradzić to powiedziałabym dzieciom jak najszybciej. Myślę, że potrzeba Wam
      czasu aby dzieci poczuły się bezpieczne i kochane mimo tak ogromnej zmiany i
      tragedii jaką jest rozwód rodziców oraz konsekwencji w budowaniu więzi w nowej
      rodzinie. Nam to zajęło znacznie dłużej niż kilka tygodni ale się udało
      (odpukać) i Wam też się uda.
      • malwina331 Re: Poradźcie 09.01.07, 13:36
        Dzięki za wszystkie odpowiedzi. Chyba faktycznie powinnam wyluzować i dać sobie
        i dzieciakom czas. My mamy to szczeście że o ile ja z ex męża nei przepadamy za
        sobą to po pierwsze zachowujemy formy grzecznościowe, po drugie coby o niej nie
        powiedzieć to dobra matka dla synka . Powoli dociera do mnie że to dziecko ma
        swoich rodziców i nie powinnam mieć tu za wielkich ambicji. Bo pewnie nie ma
        takiej potrzeby. Staram sie nie wtrącać w kwestie które ustalają między sobą a
        dotyczą ich syna. Chociaż wolałabym aby było ich mniej i generalnie te
        codzienne kontakty mnie denerwują. Chyba jestem zazdrosna, neistety. U mnie
        jest trochę inaczej bo mój ex w sumie nie wtrąca się w sprawy naszego syna
        uważając że my mamy swoją rodzinę a sam ogranicza się do zabawy z synem i to
        sporadycznie. Stosunki między chłopakami są dobre, staram się pozwalać im
        rozwijać je naturalnie. Nie oczekuję że się pokochają ale na razie bawią się
        razem i chyba powoli akceptują całą sytuację. O dziecku powiemy im niedługo bo
        powoli, powoli zacznie być pewnie widać. Obaj byli jedynakami więc trochę się
        boję ich reakcji. Jeden brat doszedł a tu następne rodzeństwo? No zobaczymy jak
        się ułoży...
Pełna wersja