malwina331
05.01.07, 19:37
Przede wszystkim dziękuję Wam za przyjęcie na forum. Jestem macochą z bardzo
krótkim bo kilkutygodniowym stażem i chciałabym prosić o poradę. Oto moja
historia. Jeszcze dwa lata temu byłam mężatką z 8-letnim stażem, jak mi się
wydawało dość szczęśliwą w małżeństwie. Z moim mężem byliśmy takim studenckim
małżeństwem, mieliśmy 4-letniego synka, dobrą pracę, mieszkanie, samochód. W
sumie niewiele problemów. Nie układało się może sielankowo ale po kilkuletnim
związku wydawało mi się to normalne. I nagle grom z jasnego nieba. Mąż wyznał
mi ze kogos poznał, pokochał i chce odejść. Rozstaliśmy się w miarę pokojowo.
Zostałam sama z dzieckiem. Wydawało mi się że tak pozostanie. Ale poznałam
swojego obecnego partnera. Był w podobnej sytuacji jak ja - od niego też
odeszła żona, sam wychowywał dziecko. Zaczęliśmy się spotykać. Sami i z
dziećmi. Pokochalismy się i naturalne stało się wspólne zamieszkanie. Dzieci
nei były tym zachwycone. Stosunkowo niedawno straciły rodzinę, były związane
zarówno z nami jak i poprzednimi małżonkami. Mimo to po wielu rozmowach
zdecydowaliśmy się spróbować. Zamieszkaliśmy razem i okazało się ze z tych
prób narodziło się nowe życie. Jestem w ciąży. To wszystko skomplikowało.
Zanim wprowadziłam się miałam sielankowe wizje - jednej wielkiej kochającej
się rodziny. Chłopcy się lubili dość więc wyobrażałam sobie że staną sie
braćmi a ja jakąś super - mamą. Pierwsze dni sprowadziły mnei na ziemie dość
mocno. Jakoś w swoich rachunkach nie uwzględniłam exów. W moim przypadku mój
ex ma swoją rodzinę, jego next nie bardzo umie radzić sobie z małym więc m.
spotyka sie z małym u mnie albo na mieście. Mały stopniowo traci z nim
kontakt.W przypadku mojego next dzielą się dzieckiem po połowie, mały jest
trochę u niej, trochę u nas. Mieszkają bardzo blisko więc moze kursować po
kilka razy dziennie. I mam wrazenie że zaczyna być zdezorientowany. Nie wie
chyba już gdzie jest jego miejsce, kto jest kim. I oczywiście z dnia na dzień
nie stalismy się rodziną. Jest trochę tak że ja mimo wszystko zajmuję się
swoim dzieckiem, next swoim. Oczywiście jemy razem, bawimy się ale mały mój
zwraca sie do mnie ze swoimi sprawami, nexta bąbel do niego. Nie wiem czy tak
powinno być i co zrobić aby było jakoś bardziej wspólnie... Nie wiem czy mogę
coś zrobić, zaproponować aby ułatwić ta integrację rodziny. I jeszcze moja
ciąża. Boję się że na wieść o niej a staje się widoczna, Mały nexta uzna że
nie ma miejsca u nas. W końcu jesteśmy dla neigo obcy. A jeśli pójdzie do
matki ... Boję się że mój next dla którego dziecko jest najważniejsze na
świecie będzie świadomie czy nieświadomie mnie obwiniał... Boję się mnóstwa
rzeczy i dlateo jestem tu. Jakie są Wasze doświadczenia? Czy moje obawy są
normalne?