alimenty....

20.02.07, 15:33
Witam, jestem nowa na tym forum więc w razie czego proszę o wyrozumiałość...
Sytuacja mnie przerosła. Z moim NM jesteśmy już ponad 3 lata, od roku nie jest
on w stanie płacić alimentów. Od tego czasu oczywiście wszystko jest na mojej
głowie. To, że tak jest nie jest problemem, ciężko bo ciężko ale daję radę. Z
uwagi na niepłacenie alimentów mój NM jest na każde "zawołanie" eks, jeśli
chodzi o branie dzieci do naszego domu - całe wakacje, całe ferie, święta i
wszelkie inne sytuacje. Ja pracuję w domu i czasami jest mi ciężko, ale są
wyższe priorytety. Eks zarabia b. dobrze, dzieciom nic nie brakuje, generalnie
jak przynajmniej raz w tygodniu nie ma nowej zabawki, bądź ubrania to jest
krzywda ale to tak na marginesie. Kilka tygodni temu wpadła ona na następujący
pomysł - skoro nie ma w najbliższym czasie szans na spłatę tych zaległości
(mimo, iż ustalone było, że kiedy tylko NM znajdzie pracę bierzemy kredyt i ją
spłacamy) ona chce w rozliczeniu... nasze meble. Ponieważ i tak mój NM z eks
się nie dogadali ona złożyła sprawę do komornika.
Może nie powinnam, ani poruszać tego tematu ani się nim przejmować ale ciężko
mi z tym wszystkim. Mamy trochę zaległości i długów, teraz jakiś komornik
(okropne) - powoli nie wiem jak sobie z tym radzić. Eks z jednej strony
potrafi bez problemu "podrzucić" dzieci na kilka tygodnia z drugiej strony,
wiedząc w jakiej jesteśmy sytuacji i samej nie mając żadnych problemów
finansowych, żadać natychmiastowej spłaty zaległości.
Jeżeli chodzi o mojego NM nie jest on typem pasożyta - przez wiele lat
prowadził on dochodową dział. gosp. jednak po rozstaniu z eks i z dziećmi
stracił chęć do czegokolwiek. Teraz próbuje wrócić na rynek pracy, ale nie
jest to łatwe.
A może to ze mną coś jest nie tak???
    • barbara001 Re: alimenty.... 20.02.07, 17:13
      Witaj.
      Moim zdaniem wszystko z Toba w porzadku a nawet lepiej, gratuluję
      wyrozumiałości przez cały rok. Ja bym juz dawno postawiła warunki, które na
      pewno nie wszystkim przypadły by go gustusmile
      1. Twój M nie jest pasożytem ale popadł w stan stagnacji z powodu klęski
      zawodowej. Zrozumiałe, ale trwa to zbyt długo. Psycholog czy wizyta u innego
      specjalisty nie zaszkodziłaby. Twój M ma dzieci i dom do utrzymania i nie może
      az tak długo sobie ciepieć. "Na kaca najlepsza praca" - nawet jeśli nie jest to
      spełnienie marzeń pozwala wrócić do swiata zywych.
      2. To, że jestes zmęczona częstą bytnością dzieci w domu, przy pracy w tymże
      domu wykonywanej, absolutnie zrozumiałe. Masz prawo WYMAGAĆ, żeby dzieci wtedy
      nie przyjezdzały albo jak już są, to niech ojciec się nimi zajmuje tak, żeby
      ich nie było widać i słychac.
      3.To, że Twój M jest na każde zawołanie eks z powodu poczucia winy, bo nie
      płaci to jego za przeproszeniem głupota. Skoro dzieci finansowo maja się
      dobrze, a on po znalezieniu pracy zobowiązał się do uiszczenia zaległosci nie
      powinien robic z siebie za przeproszeniem szmaciarza, który odrobi w naturze. I
      to musi zmienić w sobie.
      4. Na przyszłość jak będziecie się z eks umawiali na cokolwiek zróbcie takie
      zobowiązanie na pismie. Nie raz miła i fajna eks po czasie jak ja coś ugryzło
      udawała że wczesniejszych ustaleń nie było i pod wezwaniem dobra dzieci robiła
      świństwa.
      5. Wytyczyć zasady odwiedzania dzieci w domu z drobnymi odstępstwami
      sytuacyjnymi i trzymać się tego.
      Nie żyjecie we trójkę tylko we dwójkę z konsekwencjami przeszłości (nie mam na
      mysli dzieci). I tak jesteś dzielna i cierpliwa.
      • kati27 Re: alimenty.... 20.02.07, 19:18
        Dzięki za słowa otuchy. W realu trudno czasami pogadać, a mamy nie chcę
        zamartwiać swoimi problemami. W sumie żadna moja koleżanka nie jest w podobnej
        do mnie, bądź wszystkich nas tu na tym forum sytuacji. Poczekam jeszcze kilka
        tygodni na zmianę sytuacji i przemyślę jak "ugryźć" ten problem... O ile ziejąca
        nienawiścią eks nie rzuci na mnie jakiegoś uroku - póki co bezczelnie pakuje się
        za każdym razem gdy odbiera dzieci do domu i łakomie patrzy na nasze meble...
        Oby do wiosny smile
        • dominika303 Re: alimenty.... 20.02.07, 23:30
          Kati27 ,
          nie jestem prawnikiem, ale skoro twój facet jest NM czyli rozumiem nie mężem, a
          meble twoje jak mniemam to exia nic nie moze !!
          Tzn moze jesli twój facet nie płaci alimentów to sąd moze go skazać na aresztsad(
          Ale skoro wy jesteście wobec prawa dla siebie obcymi osobami to sąd nie moze
          nakazać ci oddac twoich rzeczy na poczet długów NM !! - to tak na chłopski
          rozum.
          W praktyce jak exia udowodni, ze prowadzicie wspólnie gospodarstwo domowe to
          moze od ciebie zażadać pieniędzy za NM na poczet alimentów sad(

          1) wysłac NM do pracy , jakiejkolwiek nawet Mcdonald - ciągle potrzebują
          pracowników, przewracanie hamburgerów nie jest szczytem marzeń ale pozwala na
          zarabianie jakichś pieniędzy
          2) wymeldowac NM z mieszkania , bo wtedy wg prawa przestajecie prowadzic
          wspólne gospodarswto domowe

          Ja obstaję przy 1), i z zatrudnieniem twój NM idzie do sądu i składa wniosek o
          obniżenie alimentów !!
          Jak zacznie lepiej zarabiac to exia już zadba o podwyzkę przez sad.

          I koniec z ustaleniami na gebę !!
          Wszystko co ustalicie niech to będzie na piśmie lub choćby w emeilach - dla
          sadu to tez dowód !!

          Pozdrawiam
          • kati27 Re: alimenty.... 21.02.07, 12:21
            Hej, ja również nie jestem prawnikiem, ale z tego co się orientuję to byłby to
            precedens w prawie polskim, gdybym ja, nie będąc z kimś w związku małżeńskim
            miała odpowiadać za jego zobowiązania. Z tego co się orientuję, to nawet po
            ślubie zaległe zobowiązania z tytułu świadczeń alimentacyjnych nie przechodzą na
            małżonka.
            Ja nie mam takiego podejścia, że skoro dzieci nie moje, to im nie pomogę.
            Pomagam jak mogę. Kupuję prezenty (święta, urodziny itp.) oraz staram się, żeby
            mimo naszej ciężkiej sytuacji nic nie odczuły.
            Jeśli chodzi o nieszczęsne meble, to nie wszystko jest moje. Niemniej uważam, że
            allimente (znaczy jedzenie) służy do zapewnienia dzieciom bytu, a nie jak w tym
            przypadku do realizowania aktu zemstu - jak jest tak wam źle to jeszcze wam dołożę.
            Dołuje mnie ta sytuacja, chyba najbardziej dlatego, że nie lubię być bezsilna.
            Jak wy radzicie sobie z nienawiścią eks? sad
            • dominika303 Re: alimenty.... 21.02.07, 12:32
              Kati27
              zasmuce cię, jeśli exia udowodni, ze NM prowadzi z tobą gospodarstwo domowe i
              że ty go utrzymujesz, to sąd nakaże tobie płacic alimanty sad( co do naleznosci
              w stecz nie mam pojęcia .......... sad(

              Z nienawiścia to exia sobie nie poradziła, ale chciwlowo postanowiła o nas
              zapomniec i żyć swoim życiem z nowym mężem i córka NM, NM postanowił, ze nie
              będzie więcej walczył o kontakty z młodą zebrał materiał z sądów, policji i
              postanowił że kiedyś młodej to da, zeby wiedziała dlaczego on jej nie widywał sad

              Tak więc na chcwilę obecną stałam sie już wolna i nawet chyba straciłam status
              macochy niekontaktowej i chyba zaprzestane tutaj pisać, bo owe problemy
              przestały mnie dotykać !

              Pozdrawiam smile)

            • chalsia Re: alimenty.... 21.02.07, 12:56
              wiadomo, mebli się nie zje, ale można je sprzedać/zlicytować. Być może eks
              uznała, że te meble mają największą wartość.
              Chalsia
    • natasza39 A czyje jest mieszkanie, w którym mieszkacie? 21.02.07, 13:53
      Jesli Twoje, to wszystko co w nim jest jest również Twoje i wiedza exi na temat
      tego czy meble są Twoje czy nie nie za wiele się jej zda.
      Komornika możesz najnormalniej w świecie nie wpuścić.
    • kati27 Re: alimenty.... 21.02.07, 13:58
      a wiecie ja chyba nigdy nie zrozumiem tych ciągłych wojen, ja też jestem
      dzieckiem z rodziny której drogi się rozeszły, tylko że u mnie nie było żadnej
      wojny. Mój ojciec założył sobie nową rodzinę, płacił małe alimenty i w ogóle się
      mną nie interesował, mimo, że moja matka nie utrudniała nigdy kontaktów, nie
      upominała się o alimenty i w ogóle dała mu święty spokój. I tak z perspektywy
      czasu widzę,że najważniejsze są relacje, których nie da się zastąpić żadnymi
      pieniędzmi i poczucie bezpieczeństwa dla dzieci. Tych ostatnich niestety między
      nami nie ma - on nie wie nawet gdzie obecnie mieszam, gdzie pracuje, jak żyję itd.
      Wiem, że pieniądze są niezbędne do wychowywania dzieci, ale kiedy okazuje się,
      że chwilowo, bez złej woli, tych pieniędzy brakuje, ale nie brakuje dobrej woli
      i miłości oraz chęci pomocy w jakikolwiek inny sposób to nie jest chyba najgorzej.
      Kiedy widzę naokoło jak ludzie, którzy kiedyś się kochali, teraz kłócą się i
      używają dzieci jako "oręża", zastanawiam się do czego dążą... A jak słyszę, że
      ojcowie chcą zapomnieć o swoich dzieciach gdy mają "nowe" rodziny, to coraz
      mniej w to wierzę, że sami wpadli na ten pomysł. Bo jaki ma być ten ojciec,
      kiedy z każdej strony jest osaczany przez eks? W końcu każdy miałby tego chyba
      dosyć. Cieszę się też że nie jestem facetem - oni nie mają najlepiej jeśli
      chodzi o tytułowe alimenty, które są w naszym kraju traktowane czasami jako
      kara. I nie ważne z czyjej winy rozpadł się związek. A jak widzę alimenty w wys.
      np. 1000 zł na jedno dziecko, to zastanawiam się czy wychowanie dziecka naprawdę
      kosztuje 2000 tys. miesięcznie (zakładając że oboje rodziców wspólnie łożą na
      jego utrzymanie)? A jeśli tak to ile % Polaków stać na wychowanie dziecka...?
      • babe007 Re: alimenty.... 21.02.07, 14:35
        kati27 napisała:

        > A jak widzę alimenty w wys
        > .
        > np. 1000 zł na jedno dziecko, to zastanawiam się czy wychowanie dziecka
        naprawd
        > ę
        > kosztuje 2000 tys. miesięcznie (zakładając że oboje rodziców wspólnie łożą na
        > jego utrzymanie)? A jeśli tak to ile % Polaków stać na wychowanie
        dziecka...?

        Rozumiem, że własnych dzieci jeszcze nie masz?

        Była tu kiedyś dyskusja (zapewne nie jedna wink ) na podobny temat i tak w
        skrócie. To zależy, czy uważamy, że dziecku należy tylko dać jeść i zapewnić
        kilka metrów kwadratowych pod dachem, czy też zadbać o jego rozwój (i fizyczny
        i intelektualny), zapewnić mu dobre wykształcenie, ubrać schludnie i ładnie,
        zabrać na wakacje, zadbać o zdrowie (np leczenie ortodontyczne - nie mówiąc o
        dzieciach chorych) i.t.d. a to kosztuje.


        • barbara001 Re: alimenty.... 21.02.07, 15:10
          Jeżeli ludziom chodzi tak naprawdę o dobro dziecka to nie przerzucają sie
          kwotami tylko starają się sobie pomóc w ich wychowaniu- przypadek na tyle
          rzadki, ze może nie warto go rozpatrywać.
          Walka o kasę, spotkania, wydzieranie sobie meblismilewyliczanie co do grosza opłat
          za bloki rysunkowe i gumy do zucia dla dzieci jako dodatkowe koszta utrzymania-
          bardzo zyciowe i powszechne i zazwyczaj wynika z tego że to dorosli lubia sobie
          robić świństwa. Z tym że, jedni bardziej i je prowokują a inni mniej i albo sie
          poddają albo stają okoniem i zaczynaja się odgryzac. Generalnie- sytuacja
          beznadziejnasad
Pełna wersja