rozwod koscielny

18.06.07, 22:48
wiem ze ten temat byl juz niejednokrotnie poruszany, nawet kroras z was
podala mi do siebie gg, a ja niestety nie mialam czasu zeby napisac, a gg
zgubilam.
Wiec prosze was dziewczyn o kontakt jak przez to przejsc, od czego zaczac.
Nie wiem czego sie zlapac.
Moj NM jest po rozwodzie cywilnym, i chcialby teraz uniewaznic malzenstawo w
kosciele. Jednak nie wiemy czy wogole ma szanse.
Prosze o kontakt
    • nsc23 Re: rozwod koscielny 18.06.07, 22:51
      Tak dla scislosci - nie ma czegos takiego czegos jak rozwod koscielny.
      Mozna stwierdzic o niewaznosci slubu koscielnego.
      • natasza39 A tu masz linki. 18.06.07, 22:58
        Z forum tematycznego:

        ekai.pl/forum/?forum_action=read&forum=28&i=2&v=t&t=2
        I do kancelarii prawnej:

        www.kanonista.com/
        Tak jak wrzuciłam w google, to od razu wyskoczyło.
    • marusia1 sprawa o nieważność małżeństwa 28.06.07, 17:59
      jest trudna i przykra (wspomnienia, opowiadanie obcym osobom o najbardziej
      intymnych sprawach małżeńskich). Jeśli Tobą nie kieruje tylko chęć wystąpienia
      w białej sukni w roli bezy i odtańczenia walca wśród kwiatów z Twoim NM, a
      faktycznie występują ku temu przesłanki - warto spróbować. Trzeba mieć dużo
      szczęścia i cierpliwości (niektórzy mówią, że i kasy). Sprawy trwają latami,
      często byli małżonkowie oczerniają się na wzajem. Wiele zależy też od podejścia
      księży (a obecnie nawet osób cywilnych), którzy rozpatrują sprawę. W
      Metropolitalnych Sądach Duchownych można liczyć na pomoc (darmową) przy
      sporządzeniu prośby o stwierdzenie nieważności małżeństwa i ustalenie tytułu.
      Pozdrawiam, M.
      • at.at Re: sprawa o nieważność małżeństwa 29.06.07, 17:03
        Zgadzam sie. Sprawy sa trudne i skomplikowane, dlugo trwaja. A mnie najbardziej
        przerazalo to pranie brudow i wyciaganie wszystkich szczegolow malzenstwa.
        Dlatego pomimo, ze u mojego M byly przeslanki do uniewaznienia malzenstwa, nie
        nalegalam. On sie w koncu nie zdecydowal. Byc moze jestes wierzaca i brak
        sakramentu jest dla ciebie probleme, wtedy to ma sens. Ale tylko po to, zeby
        stanac w kosciele w sukience- chyba za duzo nerwow. Ale decyzja jest wasza.
    • ywwy Re: nierozumiem... 02.07.07, 20:51
      jakie pranie brudów?
      Nie wystarczy samo stwierdzenie, że oboje już nie są i nie będą nigdy w związku?
      Także zależy mi na ślubie kościelnym z M . Nasza exsia jest też ślubowała
      innemu, czy to by nie wystarczyło na unieważnienie małż.?
      Czyli jak dwie strony pragną rozwodu to też jest pranie brudów?
      • at.at Re: nierozumiem... 02.07.07, 22:22
        Bo to nie jest rozwod. To jest uniewaznienie malzenstwa. Nalezy przed sadem
        biskupim dowiesc, ze od poczatku istnialy przeszkody, by uznac ten zwiazek za
        wazny- np. ukrywana impotencja, niechec do posiadania dzieci lub wrecz
        przeciwnie- slub pod presja z powodu ciazy. Istnieje tez kanon o niezgodnosci
        charakterow, ale to tez trzeba udowodnic. Nie wystarczy, ze obie strony
        stwiedza, ze juz sie nie kochaja, nie lubia i wyraza chec uniewaznienia
        sakramentu.

        Rozwod cywilny nie ma nic wspolnego z uniewaznieniem malzenstwa, mozna tego
        dokonac bez rozwodu cywilnego. I fakt, ze eksia drugi raz wyszla za maz nie jest
        argumentem, podobnie jak trwaly rozklad pozycia malzenskiego. A poza tym, jak
        wszedzie wiele zalezy od ludzi. Obie strony nie spotykaja sie na procesie,
        jedynie przedstawiaja swiadkow, a Kosciol wyznacza obronce wezla malzenskiego,
        ktorego zadaniem jest znalezienie argumentow za utrzymaniem sakramentu w mocy.
        Swiadkowie i zeznania- to jest pranie brudow. To jest opowiadanie o intymnych
        szczegolach swojego zycia obcym.
        • betella_30 Re: nierozumiem... 02.07.07, 22:31
          Jestem katoliczka, panna 30 lat, mam NM 40 lat po rozwodzie. Kochamy sie
          nawzajem i bysmy chcieli wziać slub koscielny. nie zalezy mi na bialej sukni.
          zalezy nam byciu razem. Zwiazek mojego NM trwal 15 lat. Niezgodnosc charkterow
          itd. Problem w tym ze byla zona Nm juz w sadzie wymyslala takie bzdury, ze mi
          wlosy deba stawaly, a co dopuero by robila przy uniewaznieniu malzenstwa... az
          sie boje pomimo tego, ze bardzo pragne. Tylko nie wiemy od czego sie zabrac!
          • at.at Re: nierozumiem... 02.07.07, 22:44
            Zajrzyj tu
            forum.wiara.pl/viewtopic.php?t=5123
            www.katolik.pl/index1.php?st=artykuly&id=330
            A wszelkich informacji udzieli ci twoja kuria, gdzie rowniez miesci sie sad
            biskupi. Czesto przy kuriach istnieja biura porad.

            Pozdrawiam i zycze wytrwalosci!
      • lilith76 Re: nierozumiem... 03.07.07, 09:12
        > Nie wystarczy samo stwierdzenie, że oboje już nie są i nie będą nigdy w związku
        > ?

        Bo w kościele katolickim nie ma rozwodów, jest stwierdzenie, że SAKRAMENT NIE ZAISTANIAŁ. Jeśli zaistniał to klamka zapadła, co Bóg złączył i takie tam. No jak księża mogą teraz rozdzielić tę parę? wink
        Oczywiście wachlarz kombinowania jak to sakrament nie mógł zaistnieć rozszerza się z dekady na dekadę.
      • marusia1 Re: nierozumiem... 04.07.07, 23:14
        znam przypadek, gdzie małżeństwo rozwiodło się jako powód podając oczywiście
        niezgodność charakterów. Oczywiście prawda była zupełnie inna - żona była
        znudzona małżeństwem, czuła się zaniedbana, etc. i znalazła się w objęciach
        przyjaciela męża. Po pięknym ślubie (jak oni się kochali!!!), wręcz widowiskowym
        był jeszcze bardziej huczny rozwód. Już ex doprowadziła swojego byłego do ruiny,
        sama na szczęście, czy nieszczęście została żoną przyjaciela domu. Niech im się
        wiedzie. Ale jest jej mało i chce teraz unieważnienia ślubu kościelnego, by
        zostać kościelną żoną a nie ... (było wiele epitetów od rodziny, znajomych).
        Oczywiście swojego byłego męża obrzuciła w "sądzie kościółkowym" błotem. On
        nawet sie nie bronił, bo przecież ożenił się z miłości i starał się być dobrym
        mężem. Więc skąd uniewżnienie? Czekam na finał tej sprawy i ciekawa jestem jaka
        będzie moc pieniądza, bo znając historię nie widzę żadnych podstaw do uznania
        małżeństwa za nieważne.
        W drugiej historii - też była wielka miłość, ale mąż nie widział w swoim domu,
        a nawet w piwnicy miejsca dla dzieci. Doszło do rozwodu w miarę kulturalnego,
        nie licząc strat finansowych. Teraz pan ex poznał młodą panienkę, która była
        nieuważna. Jest dziecko, nie ma ślubu, bo panienka chce mieć suknię i całą tę
        oprawę. Pani next czeka na ślub kościelny, który ma rychło nastąpić po
        unieważnieniu. Powód unieważnienia - pani ex nie chciała mieć dzieci. Z życia i
        materiałów dowodowych wynika zupełnie coś innego. Mam nadzieję, że to pani ex
        poszczęści się, choć jest jej to unieważnienie obojętne. Przecież też wyszła za
        mąż z miłości... A co Bóg złączył... Zatem różne są powody, motywy. I tak
        najważniejszą rolę odgrywa własne sumienie. Ale jak wcześniej napisałam - jeśli
        są faktyczne przesłanki ku temu i jest się praktykującym katolikiem (a mało już
        takich)- warto.
    • mik261 betella_30 06.07.07, 12:52
      Jesli masz jakieś pytania pisz na priva. My z mężem właśnie przechodzimy przez
      ten proces i już wiem bardzo dużo smile
      • kuczman Re: betella_30 09.07.07, 06:29
        Pare dekad temu, koscielnych rozwodow udzielano okolo 600 rocznie.
        Dzis jest to 60,000
        Czyli zaden problem.
        • joanna9969 Re: betella_30 09.07.07, 15:53
          Pare dekad temu, ....
          Rozwodow bylo znacznie mniej , rozwod to byl skandal i straszny wstyd nawet dla
          znanych i bogatych dzis to szara rzeczewistosc a dla powyzszych wrecz sposob
          na przypomnienie o sobie w mediach.
          Rozwodnik czy rozwodka to bylo jak pietno , podobnie jak "panna z dzieckiem"
          dzis pary malzenskie ze stazem ponad 20 lat do rzadkosc (a juz napewno tu w
          Kanadzie) .
          Jesli chodzi o rozwody koscielne to ludzie tez wiecej dzis wiedza o swoich
          'prawach' ja sama do niedawna myslalam ze malzenstwo mozna uniewaznic tylko w
          przypadku choroby psychicznej lub nieskonsumowanego malzenstwa (czyli to co
          gdzies tam slyszalam na religii x lat temu)i ze jest to prawie nie mozliwe
          .Okazalo sie inaczej.Dzisiaj nawet czesto ksiedza widzac rozwodnikow ktorzy
          ulozyli sobie zycie z kims innym namawiaja ich do uregulowania swoich spraw.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja