Po wielu dyskusjach z M (czytaj: klotniach, bo ten temat zawsze
wywoluje u niego alergiczna reakcje) dalam za wygrana. Szybko
mnie "pokonal" ten pietnastolatek

Tzn zeby bylo jasne, nie winie mlodego, bo on nie jest niczemu
winny, to M i ja nie potrafimy znalesc rozwiazania dobrego dla
wszystkich.
Nie moglam zrozumiec, dlaczego M oczekuje, ze to zawsze ja mam
schodzic na bok, dlaczego moje uczucia sa ignorowane, dlaczego to co
ja czuje sie nie liczy - az mnie olsnilo dzisiaj. M po prostu widzi
sprawe jako 'albo-albo' tzn albo jest ojcem w 100% albo moim mezem w
100%. Nie potrafi znalesc jakiejs drogi posredniej. Ja rozumialam,
ze bede musiala sie nim zaczac dzielic i isc na duze kompromisy ale
wychodzi na to, ze to jedynie ja mam wykonywac wszystkie kompromisy,
bo nie mozna zranic uczuc mlodego, bo inaczej bedzie mu przykro itp.
Ale mi moze byc przykro, mnie mozna zranic, ja nie mam prawa czuc
sie odrzucona itp no bo ja jestem dorosla.
Nie moglam zrozumiec dlaczego M nawet nie sprobuje znalesc troche
czasu tylko dla nas, w koncu mnie chyba kocha no nie? A on nie
zamierza tego robic, bo w jego zrozumieniu, znalezienie czasu tylko
dla nas rowna sie odrzuceniu mlodego, powiedzeniu mlodemu ze nie
chcemy jego towarzystwa na jakis czas co oczywiscie sprawi mu
przykrosc, pograzy w rozpaczy itp. I tak ma byc dopoki mlody sie nie
usamodzielni i sam nie bedzie chcial juz spedzac czasu z ojcem.
Czyli pare lat.
M rzucil mi ochlap nadziei mowiac, ze gdy mlody zacznie szkole moze
znajdzie kolegow i juz nie kazdy weekend i kazda godzine bedzie
chcial spedzac z nami. I byc moze tak bedzie, ale wychodzi mi na to,
ze ja musze czekac na 'pozwolenie' od 15-latka aby moc spedzic 2
godziny sam na sam z mezem. Czuje sie troche ... upokozona.
Wiec dalam za wygrana. Nie bede sie juz starala wytlumaczyc M ze nie
chodzi mi o 'wykopanie' mlodego z naszego zycia tylko o moze JEDNA
GODZINE TYGODNIOWO sam na sam z M bez koniecznosci ucieczki przed
mlodym gdy spi. Nie sadze, zeby to bylo wygorowane zadanie, ale
trudno. Niech sobie bedzie tym ojcem 100% czasu. Pozostaje mi miec
nadzieje, ze gdy znowu raczy chciec byc moim mezem, to jeszcze mi
sie bedzie chcicalo w to bawic.
Tylko do jasnej anielki, nie mogl mi tego wczesniej powiedziec, ze
tak bedzie? Najpierw mialam go dla siebie w 100% a po ich
przyjezdzie poszlam z dnia na dzien w kompletna 'odstawke' i mam nie
miec zadnych negatywnych odczuc 'bo jestem dorosla'. Wiedzialam ze
sie sytuacja zmieni i nie mialam nic przeciwko temu (w koncu
wiedzialam ze ma dzieci od poczatku) ale nie oczekiwalam, ze
zostanie mi powiedziane 'to teraz odsun sie na bok na 5 lat'
noz wkurzona jestem, bo czuje sie oszukana!