Dodaj do ulubionych

no i poddalam sie :(

24.08.07, 17:17
Po wielu dyskusjach z M (czytaj: klotniach, bo ten temat zawsze
wywoluje u niego alergiczna reakcje) dalam za wygrana. Szybko
mnie "pokonal" ten pietnastolatek smile
Tzn zeby bylo jasne, nie winie mlodego, bo on nie jest niczemu
winny, to M i ja nie potrafimy znalesc rozwiazania dobrego dla
wszystkich.

Nie moglam zrozumiec, dlaczego M oczekuje, ze to zawsze ja mam
schodzic na bok, dlaczego moje uczucia sa ignorowane, dlaczego to co
ja czuje sie nie liczy - az mnie olsnilo dzisiaj. M po prostu widzi
sprawe jako 'albo-albo' tzn albo jest ojcem w 100% albo moim mezem w
100%. Nie potrafi znalesc jakiejs drogi posredniej. Ja rozumialam,
ze bede musiala sie nim zaczac dzielic i isc na duze kompromisy ale
wychodzi na to, ze to jedynie ja mam wykonywac wszystkie kompromisy,
bo nie mozna zranic uczuc mlodego, bo inaczej bedzie mu przykro itp.
Ale mi moze byc przykro, mnie mozna zranic, ja nie mam prawa czuc
sie odrzucona itp no bo ja jestem dorosla.

Nie moglam zrozumiec dlaczego M nawet nie sprobuje znalesc troche
czasu tylko dla nas, w koncu mnie chyba kocha no nie? A on nie
zamierza tego robic, bo w jego zrozumieniu, znalezienie czasu tylko
dla nas rowna sie odrzuceniu mlodego, powiedzeniu mlodemu ze nie
chcemy jego towarzystwa na jakis czas co oczywiscie sprawi mu
przykrosc, pograzy w rozpaczy itp. I tak ma byc dopoki mlody sie nie
usamodzielni i sam nie bedzie chcial juz spedzac czasu z ojcem.
Czyli pare lat.

M rzucil mi ochlap nadziei mowiac, ze gdy mlody zacznie szkole moze
znajdzie kolegow i juz nie kazdy weekend i kazda godzine bedzie
chcial spedzac z nami. I byc moze tak bedzie, ale wychodzi mi na to,
ze ja musze czekac na 'pozwolenie' od 15-latka aby moc spedzic 2
godziny sam na sam z mezem. Czuje sie troche ... upokozona.

Wiec dalam za wygrana. Nie bede sie juz starala wytlumaczyc M ze nie
chodzi mi o 'wykopanie' mlodego z naszego zycia tylko o moze JEDNA
GODZINE TYGODNIOWO sam na sam z M bez koniecznosci ucieczki przed
mlodym gdy spi. Nie sadze, zeby to bylo wygorowane zadanie, ale
trudno. Niech sobie bedzie tym ojcem 100% czasu. Pozostaje mi miec
nadzieje, ze gdy znowu raczy chciec byc moim mezem, to jeszcze mi
sie bedzie chcicalo w to bawic.

Tylko do jasnej anielki, nie mogl mi tego wczesniej powiedziec, ze
tak bedzie? Najpierw mialam go dla siebie w 100% a po ich
przyjezdzie poszlam z dnia na dzien w kompletna 'odstawke' i mam nie
miec zadnych negatywnych odczuc 'bo jestem dorosla'. Wiedzialam ze
sie sytuacja zmieni i nie mialam nic przeciwko temu (w koncu
wiedzialam ze ma dzieci od poczatku) ale nie oczekiwalam, ze
zostanie mi powiedziane 'to teraz odsun sie na bok na 5 lat'

noz wkurzona jestem, bo czuje sie oszukana!
Obserwuj wątek
    • reksia Re: no i poddalam sie :( 28.08.07, 12:23
      może niesłusznie traktujesz te zdarzenia w kategoriach przegranej i
      poddania sięwinkpo prostu coś się wydarzyło i tylko tyle, do czasu
      dopóki miałaś siłę i widziałaś sens swego działania -działałaś

      teraz się odsunełaś i masz do tego prawo, czasem odległość w czasie
      i przestrzeniwink daje nam mozliwość innego spojrzenia, złapania
      drugiego oddechu, dystansu

      zdobyłaś nowe doświadczenia, ale na pewno nie przegrałaś

      szkoda że Twój partner nie potrafi znaleźć właściwego rozwiązania
      dla swoich relacji, właściwego chociażby rozdysponowania czasu dla
      Was i swego dziecka, ale moze on potrzebuje dostrzec ten problem ,
      nazwać go i dopiero potem znaleźć rozwiązanie

      masz swoje życie i o nie walcz,o każdy dzień by był piękny,

      a doświadczenia...smile...to tylko doświadczeniawink
      • dominika303 Re: no i poddalam sie :( 28.08.07, 13:10
        Spokojnie smile
        twój mąż faktycznie trochę przesadza, bo 15latek to nie niemowlak i
        jak zostanie w odmu w weekend na 2 godziny to nie umrze od tego.
        Ale skoro już tak postanowił to trudno będzie mu zmienic swój sposób
        myślenia.
        Ale spróbuj . Pogadaj, przeciez chyba planujecie w przyszłosci
        wspólne dzieci? zapytaj go czy jak urodzisz dziecko wasze to on
        chciałby abyś do jego usamodzielnienia się cały czas spędzała tylko
        z dzieckiem ,a olewała go jako męża i partnera życiowego, czy
        chciałby aby wasze dziecko z wami było zawsze i wszedzie nawet w
        wieku lat nastu??
        Może to da mu do myslenia.
        Czasami chłopom trzeba dawać przykłady, bo bez nich ciężko
        przychodzi im pojmowanie naszych słów.

        A to że czyjesz się przegrana , wyczerpana i rożalona to w takiej
        sytuacji jak najbardziej normalny objaw.
        Nie pamiętam dokładnie twojej historii, ale czy w waszej okolicy nie
        ma doprawdy nikogo z kim ten chłopak mógłby się zaprzyjaźnić?
        Bo jeśli on jest z takich odludków do raczej szkoła niczego nie
        zmieni , a jedynie spowoduje jeszcze większa troskę ojca o syna, bo
        15latek ma ciężko w szkole na początku i raczej będzie potrzebował
        jeszcze więcej uwagi niż w tej chwili. I jeśli twój mąz nie zmieni
        nastawinia do syna to wychowa straszną kalekę towarzyską i życiową.

        Ciekawe czy jak synio się ożeni to ojciec będzie mu w noc poślubną
        tłumaczył co i jak? - <żarcik>

        Spróbuj podejść do tego z dystansem, i pamiętaj nie ma tego złego co
        by na dobre nie wyszło.
        Dogadaj się z mężem, że soboty to męskie dni, a niedziele to wasze
        dni - pogadaj też z młodym i przedstaw mu swoją propozycję jak
        dorosłemu, że ty mu ustępujesz w czymś i traktujesz go jak dorosłego
        juz faceta i chcesz aby on ciebie też tak traktował i tobie też
        ustepował - bo na tym polega dorosłe życie. Koniecznie podkreśl , ze
        go lubisz i że absolutnie nie chcesz mu ukraść ojca, ale to twój mąz
        i jako żona chcesz z jego ojcem trochę poprzebywać bez jego
        obecności - i to jest takie samo pragnienie jak jego, zeby jego tata
        poprzebywał tylko z nim , bez ciebie. A ze jesteście wszyscy dorośli
        to najwyższa pora się dogadać i coś uzgodnić.

        powodzenia smile

        • lilith76 Re: no i poddalam sie :( 28.08.07, 13:22
          > Nie pamiętam dokładnie twojej historii, ale czy w waszej okolicy nie
          > ma doprawdy nikogo z kim ten chłopak mógłby się zaprzyjaźnić?
          > Bo jeśli on jest z takich odludków do raczej szkoła niczego nie
          > zmieni , a jedynie spowoduje jeszcze większa troskę ojca o syna, bo
          > 15latek ma ciężko w szkole na początku i raczej będzie potrzebował
          > jeszcze więcej uwagi niż w tej chwili.

          Nie wiem, czy to ta historia, ale "pasierb" autorki zmienił niedawno nie tylko kraj, ale i kontynent. Inna kultura, inny język. Być może ojciec czuje, że syn jest trochę wyalienowany i osamotniony.
          Co nie oznacza, że nie trzeba go trochę do świata "popychać".
        • damiri Re: no i poddalam sie :( 28.08.07, 19:29
          Najsmieszniejsze w tym to to, ze widze, ze M nie docenia swojego
          syna i jego mozliwosci zrozumienia sytuacji. To nie jest glupi
          chlopak.
          W ostatni weekend sie o tym przekonalam. M kosil trawe, ja cos tam
          pielilam a mlody myl samochod. M zabraklo benzyny w kosiarce i
          powiedzial ze skoczy na stacje (5 min samochodem) po wiecej. Mlody
          juz mial rzucic waz z woda, zeby z nim jechac ale ja bylam szybsza
          (bo stalam akurat tuz obok M) i powiedzialam "a to ja sie z toba
          przejade" lekkim tonem. Mlody spojrzal na mnie, ja sie usmiechnelam
          i mlody wrocil do mycia samochodu. A potem wieczorem gdy pomagal mi
          podlewac zapytal sie dlaczego chcialam pojechac z jego tata (bo
          zawsze to on wszedzie jezdzi). Powiedzialam, ze stesknilam sie za
          nim, bo nie widzielismy sie caly tydzien i chcialam pare minut miec
          go dla siebie, bo ciezko sie tak niewidywac calymi tygodniami. I
          mlody pokiwal glowa, powiedzial, "no faktycznie, bo przeciez my tu
          razem z tata jestesmy caly czas a pani nie" i nie wygladal na
          odrzuconego i straumatyzowanego. Caly wieczor i nastepny dzien
          normalnie ze mna rozmawial i zartowal.
          I dlatego mysle, ze problem lezy nie we mnie czy pasierbie tylko w
          moim M, ktoremu sie wydaje, ze musi jak lew wlasna piersia bronic
          syna przed moimi krwiozerczymi zakusami.
          Ale juz nie tlumacze, bo mam dosyc klotni.
          Odpuscilam sobie. Moze M sam kiedys zrozumie, ze przesadza.
    • kicia031 Re: no i poddalam sie :( 28.08.07, 13:22
      sama piszesz, ze dlugi czas mialas meza na 100%. A on na pewno
      tesknil za synami, teraz zachlystuje sie swoim odzyskanym ojcostwem.
      Chce odrobic stracony czas.
      Chlopak jest w obcym kraju, jak rozumiem slabo z jezykiem, nie ma
      znajo,ych, nawet jesli zgrywa twardziela, to na pewno teskni za
      domem i matka... - co z w tym dziwnego, ze ojciec chce mu to ulatwic.
      Sama piszesz, ze jak pojdzie do szkoly, to na pewno to sie zmieni,
      bedzie mial kolegow, przyjaciol, sam nie bedzie chcial spedzac czasu
      z wami.
      Tak trudno wytrzymac te pare tygodni?
      • damiri Re: no i poddalam sie :( 28.08.07, 19:10
        Kicia, ja rozumiem, ze sie oboje za soba stesknili i nie mam nic
        przeciwko temu zeby duzo przebywali razem. Ale mieli juz razem
        prawie 3 miesiace, bo M wzial wolne z pracy i spedzil cale wakacje z
        mlodym (beze mnie, bo ja mieszkalam w tygodniu w miescie i
        dojezdzalam na wies tylko na weekendy) i czy w tej sytuacji nie mam
        prawa chciec choc troche czasu z mezem? Nie chce go zabierac na caly
        weekend lecz jedynie moze na 2 godziny na np wyjazd do sklepu po
        jedzenie. Zaczynam czuc sie tak "wylaczona" z tej rodziny, ze
        nieswiadomie zaczelam mowic "wasz dom" itp mimo, ze to akurat moj
        dom. Powoli odechciewa mi sie nawet tam przyjezdzac. Spokojne
        weekendy w miescie z moimi kotami zaczynaja byc coraz bardziej
        atrakcyjne.

        Tym bardziej, ze we wrzesniu niewiele sie zmieni, no chyba ze mlody
        nabedzie wielu znajomych. Na szczescie jest towarzyski. M wrocil do
        pracy i prace ma taka, ze nie ma go od niedzieli wieczor do piatku
        wieczor, a czasem i w sobote. I teraz oboje z mlodym
        bedziemy "rywalizowac" o te niecale dwa dni weekendu. Oczywiscie w
        przenosni, bo nie zamierzam juz stawac do tej konkurencji. Niech sie
        soba ciesza i cale lata. Ja sie zajme swoim zyciem. Dlugo bylam
        sama, to moge byc sama jeszcze pare lat.
    • nangaparbat3 Re: no i poddalam sie :( 28.08.07, 15:33
      Odpuść, szkoda marnować to dobre, co jest miedzy Wami.
      15 lat to bardzo trudny wiek, przerabiałam to własnie z córka -
      nagle znalazłam się w oku cyklonu, najzupełniej niespodziewanie.
      Wtedy dopiero jej ojciec opowiedział mi, ze dla niego 15 lat to był
      najgorszy rok w zyciu, potem słyszałam o tym jeszcze od innych osob.
      Zajrzyj tez do ksiązeczki andrzeja Samsona "Książeczka dla
      przestraszonych rodziców" - tam 15 rok opisany dokładnie i - jak się
      okazało - bardzo prawdziwie.
      Chłopcu jest teraz bardzo trudno, ale za chwile pójdzie do szkoły,
      jako przybysz z daleka bedzie atrakcyjny dla kolegów (i kolezanek),
      za chwile nie bedzie miał czasu dla ojca. To nie jest kwestia lat,
      tylko tygodni.
      • damiri Re: no i poddalam sie :( 28.08.07, 19:14
        Odpuść, szkoda marnować to dobre, co jest miedzy Wami.

        problem w tym, ze tego co jest miedzy nami jest coraz mniej, bo
        prawie ze soba nie przebywamy. Powoli zaczyna mi to byc obojetne.
        • ewunia92 Re: no i poddalam sie :( 28.08.07, 22:04
          Nie przesadzaj.A jak mielibyście własne dzieci, to czy wyobrażasz sobie że przy np bliźniakach, masz czas przebywać sam na sam z mężem? Raczej nie bo jak już dotrwacie do wieczora końca tygodnia, to padacie jak muchy. Tak to już jest, jak są dzieci, jak małżeństwo trwa parę lat, to przebywa sie razem z M mniej czasu.To chwile samotne są codziennością, jak i wszystkie problemy dzieci, wnuków itp. Poczekaj troche i wszystko jakos ułożycie. Zawsze najtrudniejsze sa wakacje z dziećmi bo albo są za małe albo się denerwujesz co robia bez was. Jak widać młody trochę załapał, że chcesz mieć M też dla siebie i sam na pewno jak zacznie się szkoła, zajmie sie nauką, kolegami i zorganizuje sobie życie i czas. Poczekaj cierpliwie i nie rozczulaj się nad swoją samotnością bo w małżeństwie tak na prawdę po latach jest się samotnym we dwoje.
          • damiri Re: no i poddalam sie :( 28.08.07, 22:52
            Nie uwazam, zebym przesadzala.
            Moze dla ciebie zabrzmialo to jakbym sie rozczulala, ale tylko
            stwierdzalam fakt, ze bylam dlugo sama i potrafie sama byc jeszcze
            troche. Nie jest to dla mnie nowosc ani tragedia. Po prostu mialam
            inne oczekiwania ale widac sie przeliczylam, co sie zdarza. A, ze
            nie lubie byc niemilo zaskakiwana, to sie wkurzylam. I tyle.

            A poza tym przyznasz, ze sytuacja gdy to narodziny wlasnego dziecka
            czy dzieci pozbawiaja cie czasu z mezem jest jednak troche inna od
            tej gdy staje sie to z dnia na dzien za sprawa wprowadzenia nowej
            hierarhii w rodzinie przez M. Bo problem polega na tym, ze czas M
            dzielony jest tylko na 2 sposoby: czas spedzony przez wszystkich
            razem i czas spedzony przez M z synem. Nie ma zadnego czasu
            spedzonego przez M ze mna (no chyba ze liczymy sen). Tylko ten brak
            rownowagi mnie irytuje.
            Ale coraz mniej.
            • kicia031 Re: no i poddalam sie :( 29.08.07, 06:41
              Nie obrazaj sie jak dziecko. Coz to jest 3 miesiace wobec 15 lat. Dzieci sa nam
              dane na bardzo krotko, potem zaczynaja zyc wlasnym zyciem. U was ta chwila
              zbliza sie wielkimi krokami.

              Pozwol mezowi nacieszyc sie synem, za ktorym na pewno strasznie tesknil. Gdybym
              ja miala latami byc odseparowana na codzin od swoich dzieci, chyba bym umarla z
              rozpaczy. Twoj maz pewnie tez cierpial, a moze dopiero teraz zrozumial ile stracil?

              I dziewczyny maja racje, gdy w rodzinie sa dzieci, czas spedzany przez rodzicow
              sam na sam kurczy sie drastycznie. nawet w normalnych okolicznosciach, a wasze
              nie sa normalne.

              Za pare tygodni bedzie Ok - kiedy u was zaczyna sie szkola?
              • damiri Re: no i poddalam sie :( 29.08.07, 18:27
                Kiciu, przeciez sie nie obrazam. Mowie, ze jest mi przykro i jestem
                wkurzona, bo zmiany nastapily bez uprzedzenia, bez konsultacji i bez
                proby wytlumaczenia mi co sie dzieje. Czy tak traktuje sie partnera
                zyciowego?

                I przeciez pozwalam mu sie cieszyc synem. Nawet sie wyprowadzilam,
                zeby mieli czas tylko dla siebie. Co jeszcze mam zrobic? Nie
                przyjezdzac nawet na weekendy? To jakie to bedzie malzenstwo? Od
                roku widujemy sie z M tylko 1-2 dni w tygodniu. Nawet z tego mam
                zrezygnowac?

                Przeciez nie domagam sie wiele. Jedynie moze z godziny tygodniowo na
                np spacer tylko we dwoje.
                Wiem, ze czas w rodzinie z dziecmi sie kurczy, ale przeciez jest to
                decyzja obojga malzonkow, za ich zgoda i zazwyczaj trafia sie im
                jednak ta godzina tu czy tam. Oczekiwalam ze czasu bedzie mniej,
                nawet duzo mniej, ale nie zero!

                Moze i bedzie ok za pare tygodni. Na pewno jakos sie ta sytuacja
                unormuje, ale pozostanie gdzies zal do M o to, ze potraktowal mnie
                na zasadzie 'Murzyn zrobil swoje (tj sprowadzil jego dzieci) Murzyn
                moze odejsc' - bo tak to w tym momencie czuje.

          • e_r_i_n Re: no i poddalam sie :( 29.08.07, 10:50
            ewunia92 napisała:

            > Nie przesadzaj.A jak mielibyście własne dzieci, to czy wyobrażasz
            > sobie że przy np bliźniakach, masz czas przebywać sam na sam z
            > mężem? Raczej nie bo jak już dotrwacie do wieczora końca tygodnia,
            > to padacie jak muchy.

            Bez przesady. Pewnie, ze majac dzieci mniej sie ma czasu sam na sam.
            Ale wrecz taki czas TRZEBA znaleźć, zeby sie nie obudzic z reka w
            nocniku - czyli obcym czlowiekiem, bedacym tylko ojcem dzieci, obok.
            Dwulatkowi nie stanie sie krzywda, jesli na kilka godzin zostanie z
            dziadkami czy nianią, a rodzice pojda do kina czy knajpy, a 15 latek
            bedzie mial traume??
            Rozumiem nadrabianie zaleglosci w kontaktach itd, ale Damiri nie
            chce czasu sam na sam codziennie (zreszta przeciez nie ma jej w
            tygodniu w ogole w domu). Ona mowi o godzinie - dwoch raz na jakiś
            czas.

            > nie rozczulaj się nad swoją samotnością bo w małżeństwie tak
            > na prawdę po latach jest się samotnym we dwoje.

            Dzieje sie tak wlasnie dlatego, ze sie o siebie nie dba. Patrzy sie
            na partnera jak na ojca, wspolutrzymywacza domu, kucharke,
            sprzataczke, hydraulika, a nie kobiete/mezczyzne z ktorym sie chce
            BYĆ.
    • m-jak-magi bez przesady 29.08.07, 08:46
      w przeciwienswie do moich przedmowczyn uwazam ze twoje rozdraznienie
      jest w pelni uzasadnione.
      masz jak najbardziej prawo do intymnosci i prywatnosci z wlasnym
      mezem.
      ty nie masz dzieci ty masz meza i twoim prawem jest spedzac czas z
      wlasnym malzonkiem.
      jestes rowniez macocha ale uwazam ze zrobilas jako macocha bardzo
      duzo i masz prawo oczekiwac ze twoj maz doceni twoje wysilki i
      pomysli o twoich potrzebach.
      jego syn to jest 15 latek a nie dziecko wymagajace opieki i z tego
      co piszesz on doskonale potrafi zrozumiec twoje dylematy - dziwne ze
      takowych zrozumiec nie potrafi twoj malzonek.
      to on ma potrzebe zapsokojenia swoich ojcowskich uczuc - dlaczego
      zatem nie pomysli o twoich potrzebach??
      zgadzam sie ze wobec takiego zaslepienia malzonka jakakolwiek proba
      mediacji nie ma sensu.
      zrobilas bardzo duzo - usunelas sie w cien, jestes gosciem w swoim
      domu a malzonek takich gestow zdaje sie nie dostrzegac.

      narazie odpusc bo moze sie okazac ze twoje potrzeby bycia razem z
      mezem zaczna byc odbierane jako proba odsuwania syna od ojca.
      poczekaj chlopak - z tego co piszesz bardzo rozsadny - z pewnoscia
      znajdzie sobie ciekawe towarzystwo i sam ograniczy kontakty z ojcem
      ( co z reszta jest bardzo naturalne w jego wieku ).

      wtedy wrocilabym do rozmowy z malzonkiem i wyjasnila ze dbajac o
      swoje potrzeby emocjonalne zapomnial o twoich.............

      zycze cierpilowsci i wyrozumialosci
      • nangaparbat3 Magi 29.08.07, 09:59
        Pewnie ze rozdraznienie jest uzasadnione.
        ale z drugiej strony jej maz przezywa teraz sytuacje nadzwyczjną, w pewnym
        sensie kryzysowa, nawet jesli dla niego szczęsliwą. Skupił sie na dziecku, bo
        ono jest w tej chwili dla niego najwazniejsze, i ma prawo oczekiwac od zony nie
        tylko zrozumienia, ale i wsparcia.
        Daimiri tez kiedys bedzie w sytuacji, kiedy skupi sie na kims czy na czyms innym
        niz mąz - i tez wtedy bedzie miała prawo oczekiwac podobnego wsparcia od niego.
        Oczywiscie zakładam, ze aktualna sytuacja jest przejściowa, i ze jak dotąd mąż
        Daimiri dbał o jej potrzeby i zachowywał sie ze wszech miar przyzwoicie.
        • m-jak-magi Re: Magi 29.08.07, 10:07
          uwazam ze sytuacja jest wyjatkowa i szczegolna dla obojga malzonkow
          o oboje maja obowiazek zadbac wzajemnie o swoj komfort.
          damiri zrobila bardzo duzo - praktycznie wycofala sie ze wspolnego
          zycia tylko po to zeby jej malzonek mogl miec nieograniczony czas ze
          swoim synem. stan taki trwa juz 3 miesiace.
          nie rozumiem i uwazam ze damiri nie musi rozumiec dlaczego w ciagu
          calego tygodnia wypelnionego przebywaniem z synem malzonek nie
          potrafi wykroic symbolicznych 2 godzin zeby zjesc ze swoja zona
          lunch czy kolacje we dwoje.
          • nangaparbat3 Re: Magi 29.08.07, 15:13
            Myslę, ze gdyby czuł silna potrzebe wykrojenia tych 2 godzin, to by wykroił.
            Myślę też, że fakt, iz w tej chwili nie czuje dość silnej potrzeby wcale nie
            znaczy, że mniej ją kocha czy mniej mu zależy.
            Myślę, ze znajdowanie tego czasu z poczucia obowiazku (bo powinien) nie
            skończyloby sie niczym dobrym.
          • damiri Re: Magi 29.08.07, 18:16
            No wlasnie drazni mnie to, ze czuje ze M w ogole nie docenia ze dla
            mnie tez ta sytuacja jest trudna a staram sie jednak stanac na
            wysokosci zadania i dac im maksymalnie duzo czasu razem.
            Poza tym, argumentem M na moje proby rozmowy nie bylo to, ze sie tak
            za synem stesknil, tylko, ze nie moze mu powiedziec, ze chce gdzies
            isc/jechac tylko ze mna, bo to sprawi mlodemu przykrosc, bo poczuje
            sie odrzucony. A mlody sam mowi, ze chce z nami jezdzic tylko
            dlatego ze sie nudzi. Otwarcie powiedzial, ze gdyby mial kolegow to
            bysmy go tyle nie widzieli. Wiec tym bardziej nie rozumiem dlaczego
            M nie moze sprobowac znalesc jakiegos kompromisowego wyjscia z
            sytuacji.

            Ale, jak juz ktoras mi sugerowala, odpuszczam sobie ten problem.
            Szkola zaczyna sie 4 wrzesnia i po paru tygodniach mlody pewnie
            znajdzie sobie paru kolegow. Byc moze nawet nie bedzie chcial
            przyjezdzac na kazdy weekend i problem troche sie zminiejszy.

            Co nie zmienia faktu, ze czuje niesmak w stosunku do M. Czuje sie
            oszukana (z braku lepszego slowa), bo bez konsultacji ze mna i bez
            prob wytlumaczenia mi sytucji (tak jak on ja widzi) po prostu
            pokazal mi gdzie jest moje miejsce, z ktorego mam sie nie ruszac
            dopoki M nie stwierdzi, ze juz moze na nowo byc troche moim mezem a
            nie tylko ojcem.

            Nie wiem, czy jasno sie wyrazam (czasem mi sie zdarza gmatwac
            sprawy): nie mam juz nawet pretensji o to, ze on nie potrafi byc
            rownoczesnie ojcem i mezem. Widocznie nie potrafi (no albo nie
            chce). Mam pretensje do niego o to, ze nie obchodzi go to co ja
            czuje odstawiona kompletnie na bok z dnia na dzien bez wyjasnien. Ze
            oczekuje, ze bede sobie cierpliwie stala na poboczu az on stwierdzi,
            ze juz moze znalesc dla mnie ta godzine tygodniowo. Wychodzi na to,
            ze potrzebowal zony dopoki nie mial synow przy sobie. Teraz jestem
            kims w rodzaju 'cioci mieszkajacej przy rodzinie'.
            • m-jak-magi Re: Magi 29.08.07, 20:00
              damiri - jak wczesniej napisalam rozumiem twoje rozczarowane
              podstawa malzonka.
              ja jestem mega jedza i nie popuscilabym. oczywiscie odczekalabym az
              chlopiec sam odetnie pepowine i wtedy porozmawiala z malzonkiem.
              jestes macocha nie matka wiec nie musisz spedzac kazdej wolnej
              chwili z pasierbem. jestes w tym ukladzie przede wszytskim zona i
              masz prawo oczekiwac ze malznonek poswieci ci troche czasu - nie
              wtedy kiedy bedzie chcial ale wtedy kiedy ty tego potrzebujesz.
              zycze jeszcze troche cierpliwosci i sugeruje powazna rozmowe z
              mezem.

              u mnie skonczyloby sie na awanturze ale jak pisalam ja jedza
              jestem smile
              • damiri Re: Magi 29.08.07, 20:18
                Dzieki magi za zrozumienie.
                Jeszcze siedzi we mnie troche buntu smile ale doswiadczenie nauczylo
                mnie, ze z M walka nic nie uzyskam. Dopoki kazda moja probe rozmowy
                na ten temat odbiera jako atak na syna, nie ma sensu poruszac
                tematu, bo tylko on traci w moich oczach a ja zapewne w jego.
                Postaram sie przetrzymac sytuacje do momentu, kiedy pasierb sam
                przestanie wykazywac chec ciaglego przebywania z nami (bo to nie
                jest tak, ze on chce byc tylko z ojcem. Gdy kilka razy wykrecilam
                sie od jakiegos wspolnego wypadu sam przychodzil mnie namawiac zebym
                jednak poszla). Mam nadzieje, ze stanie sie to niedlugo a wtedy M
                przestanie czuc, ze musi bronic mlodego i spojrzy na sytuacje troche
                obiektywniej. Moze wtedy zrozumie o co tak naprawde mam zal do niego.

                A czekajac na ten moment usamodzielnienia sie mlodego zamierzam
                nucic sobie pod nosem 'wlazl kotek na plotek' gdy mnie znowu zacznie
                ogarniac frustracja ta sytuacja smile Moze pomoze smile
                I zajme sie swoimi sprawami smile

                • nangaparbat3 Daimiri 29.08.07, 21:04
                  z tego co piszesz, chłopiec robi wrażenie całkiem normalnego i przytomnego
                  faceta, zobaczysz, jeszcze chwila, a zacznie sie od tatusia opędzać.
      • e_r_i_n Re: bez przesady 29.08.07, 10:51
        Zgadzam sie z Tobą, Magi, w pełni.
        W poświęcaniu się (słusznym, zgadzam się) trzeba jednak znaleźć
        odrobinę egoizmu i zadbać troszeczkę o swoje interesy.
      • zielnaa Re: bez przesady 29.08.07, 18:21
        siem zgadzam smile Tato najwyraźniej nie zauważył, że syn mu ostatnio
        podrósł i traktuje go tak, jak traktował wtedy, gdy miał z nim
        częstszy kontakt. Wychodzi z tego nieco niezdrowy układ
        trwałego "związku" na codzień ojca z synem, a żona ojca jest jak
        zaglądająca do tego miłego stadła raz w tygodniu przyjaciółka domu.
        AlE skoro rozmowy na ten temat nic nie dają i spotykają się z
        niezrozumieniem - odpuść sobie. Smutne, ale chyba nic innego Ci nie
        pozostaje, może niedługo faktycznie sytuacja się zmieni (czyt.
        chłopak nieco się zadomowi się i znajdzie jakieś towarzystwo).
        a.
        • damiri Re: bez przesady 29.08.07, 18:29
          no wlasnie, doszlam do wniosku, ze po prostu musze potraktowac to
          jako kolejna zyciowa lekcje. Czegos sie tam nauczylam: tego ze gdy M
          cos sobie wbije do glowy jest gluchy na logiczne argumenty.
          No coz, pozostaje zrobic tak jak mowisz i odpuscic sobie.
          • ewunia92 Re: bez przesady 30.08.07, 18:57
            Dokładnie jest tak jak teraz napisałaś. To cecha wielu mężczyzn, młodych, starych i tych średnich. Wierz mi mam w tym doswiadczenie i na codzień widzę u swojego M i syna. Oni są jednokierunkowi: jak zona- to zona, jak dzieci-to dzieci, jak praca-to praca. Olej to po prostu ( tak mówi moja przyjaciółka) i rób swoje.Młody pójdzie do szkoły, wyrwie się do rówiesników, a Ty nie rozpamiętuj problemu bo tylko bedzie Ci smutno i trudno. Żal do męskiej mentalnosci, to strata czasu smile
            • damiri Re: bez przesady 30.08.07, 19:26
              ewunia92 napisała:

              > Dokładnie jest tak jak teraz napisałaś. To cecha wielu mężczyzn,
              młodych, stary
              > ch i tych średnich. Wierz mi mam w tym doswiadczenie i na codzień
              widzę u swoje
              > go M i syna. Oni są jednokierunkowi: jak zona- to zona, jak dzieci-
              to dzieci, j
              > ak praca-to praca. Olej to po prostu ( tak mówi moja przyjaciółka)
              i rób swoje.
              > Młody pójdzie do szkoły, wyrwie się do rówiesników, a Ty nie
              rozpamiętuj proble
              > mu bo tylko bedzie Ci smutno i trudno. Żal do męskiej mentalnosci,
              to strata cz
              > asu smile

              no to sprobuje tak do tego podejsc. Nadchodzi dlugi weekend u nas
              wiec bede miala okazje do cwiczenia sie w tym smile
            • nangaparbat3 jednokierunkowość 30.08.07, 19:27
              Moja koleżanka o swoim meżu (skądinąd bardzo inteligentnym):
              Jak kroi chleb, to nie mówi, a jak zaczyna mówic, to przestaje kroić.
              • damiri Re: jednokierunkowość 30.08.07, 21:42
                Usmialam sie, bo wlasnie M tez tylko jedna czynnosc na raz potrafi
                robic. Gdy jedziemy samochodem i zacznie cos opowiadac, zwalnia tak,
                ze prawie sie zatrzymuje. On albo prowadzi albo rozmawia smile
                Cos w tym musi byc smile
                • nangaparbat3 Re: jednokierunkowość 30.08.07, 23:13
                  Pewnie dlatego więcej jest mężczyzn geniuszy - bo geniusz to głównie zdolność
                  koncentracji na JEDNYM.
                  Tak sobie jeszcze o Was myślę - wiesz, ja mam córke, przed chwila skkończyła 16.
                  Jeszcze poł roku temu bałam sie zostwaic ja samą w domu (straszne miała jazdy i
                  po prostu depresje). Teraz wyjechałam na pare dni - została sama, i jest super.
                  W tym wieku wszystko zmienia sie jak w kalejdoskopie, tatus za chwile usłyszy,
                  że jest zbedny - i najlepiej bedzie, kiedy to wyjdzie własnie od młodego.
                  • damiri Re: jednokierunkowość 31.08.07, 02:32
                    No niby wiem, bo jeszcze troche pamietam (mgliscie smile) jak sama
                    mialam 15-16 lat, ale czasami jest mi ciezko, bo dlugo czekalam na
                    mojego M, nie jestesmy 20-latkami i czasami mam wrazenie, ze gonie
                    koncowke mlodych lat i nie chce ich 'przeczekac'. Chcialabym z nim
                    byc teraz a nie za iles-tam, a tu musze stac na boku. Nie wiem, czy
                    rozumiesz o co mi chodzi?

                    No ale masz racje z tym, ze moze chlopak niedlugo na tyle
                    wydorosleje, ze nawet nie bedzie chcial duzo rodzicielskiego
                    towarzystwa. Moze do tego czasu znajdziemy jakies rozsadne
                    rozwiazanie.

                    W ogole ciesze sie, ze moglam sie tu wygadac, bo duzo mi to pomoglo.
                    Czasem latwo tak sie zpetlic we wlasnym rozumieniu problemu, ze
                    traci sie perspektwe i proporcje.
                    Dzieki, dziewczyny smile
    • chalsia a może by tak babskim sprytem :-)) 05.09.07, 12:09
      wychodzi na to, że Młody kumaty i rozumie Twoje stęsknienie za męzem
      i potrzebę pobycia z nim sam na sam.
      No to może w bliskim czasie jest jakas "okazja" np.
      imieniny/urodziny/rocznica dotyczaca Ciebie lub męża? Wtedy z Młodym
      mogłabyś taki "niespodziankowy" spisek zawiązać typu kolacja we
      dwoje a Młody jako "współorganizator" ze swojej strony "funduje" Wam
      czas bez swojej obecności (i idzie sam do kina, na basen,
      przejażdżkę rowerową, etc) - nawet te 2 godziny, o których pisałas.
      Myślę, że przy takim obrocie sprawy Twój mąż raczej by nie oponował.
      • damiri Re: a może by tak babskim sprytem :-)) 05.09.07, 19:12
        Niezly pomysl chalsiu smile)
        Sprobuje go wykozystac gdy sie nadarzy okazja.
        A tymczasem i tak dostalam "prezent" od Mlodego, ktory wczoraj
        zaczal szkole. Oznajmil, ze w ten weekend to on nie chce przyjechac
        na wies, woli zostac w miescie, zeby sie 'ze szkola oswoic'. Nie
        wiem dokladnie jak on sie chce ze szkola oswajac w sobote i
        niedziele ale nie protestuje smile Widze, ze sie szkola bardzo przejal
        (glownie chyba dlatego, ze M zapowiedzial mu, ze jezeli bedzie sie
        lenil i rozrabial i nauczyciele beda sie skarzyc na niego, to go
        sila wsadza do samolotu do Polski a szkoly w Polsce Mlody boi sie
        bardziej niz wszystkiego innego) - i dobrze, moze szybciej sie tu
        zaaklimatyzuje i znajdzie kolegow.

        Hmmmm.... co ja zrobie z tymi calymi dwoma dniami sam na sam z
        M? smile)))))
    • anka26.07 Re: no i poddalam sie :( 05.09.07, 14:07
      Serdecznie i z calego serca wspolczuje
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka