Podejscie do zycia

15.09.03, 16:07
pytanie dotyczy tego co w temacie - co jesli podejscie do zycia rodzicow
(rozwiedzionych ) bardzo od siebie odbiega? my widujemy sie z nadia co 2
tygodnie to chyba za malo zeby miec znaczacy wplyw na jej poczucie wartosci,
na jej podejscie do zycia. podejscie nasze rozni sie diametralnie od
podejscia eksi..i nadia zaczyna sie powoli tak samo zachowywac..co wydaje
sie byc w miare naturalne..ale za to jakie smutne!

my jestesmy pelni zycia, otwarci na nowe ciagle w ruchu, ciagle cos nam sie
chce wszystko ma sens..a tu..nadia jest bardzo zywym i rozesmianym dzieckiem
ale jednoczesnie ciagle uwaza ze : cos na pewno sie nie uda, na pewno bedzie
zle, brzydko..nie chce czegos tylko dla samego faktu, nie umie podac
powodu..to smutne bo nadia nie bedzie kims przecietnym bedzie bardzo wysoka,
bedzie sie wyrozniac..bedzie potrzebowac wewnetrznej sily zeby wypiac sie na
ludzi, miec gdzies to co powiedza i traktowac swoja innosc jako swoja zalete
a nie swoj minus...tylko jak mozna miec na to wplyw widujac sie co 2
tygodnie...?mozna..?
    • mkatarynka.edziecko Re: Podejscie do zycia 17.09.03, 16:25
      Witam Cię, Agatko, po urlopie. Brakowało tu Twojego spokoju - zobacz co się
      porobiło w poszczególnych wątkach, ehhh... płakać się chce...
      Ale do rzeczy:

      Czy ja wiem?.... Chyba można mieć wpływ na podejście do życia dziecka mając z
      nim kontakt co dwa tygodnie.
      Ja widzę, że mój mąż ma bardzo duży wpływ na Olę. On ma dużo zainteresowań a
      ona uczestniczy w ich "realizacji" - chodzą razem po górach, obserwują razem
      ptaki, sporo rozmawiają. Jej mama często mówi ponoć, że Ola jest taka sama jak
      jej ojciec. Ma to mieć wydźwięk pejoratywny wink ale Ola sobie z tego nic nie
      robi a nawet po cichu chyba jest dumna.
      Może Nadia jest jeszcze za mała na to, żeby dostrzec ten Wasz wpływ ale on na
      pewno jest. Matki samodzielne pewnie by go nie chciały ale trudno go
      wyeliminować...

      Acha - a podejście do życia przecież i tak sie człowiekowi zmienia. Pewnie
      nawet nie raz. A które lepsze?... Zależy od punktu widzenia smile
    • konkubinka Re: Podejscie do zycia 17.09.03, 17:24
      Wydaje mi sie ze to zalezy od wielu rzeczy- przede wszystkim w jakim wieku jest
      dziecko, a poza tym jak silny wplyw ma na nie matka , ojciec , dziadkowie.U nas
      to jest tak ze narazie Gosia ktorej rodzina jest nastawiona przeciw ojcu w
      calosci (tzn. w sklad tej rodziny wchodza mama , babcia , ciotka wdowa i
      przyjaciolka matki) i kazda z tych osob wyraza sie o ojcu w jeden sposob -
      bluzgajac.Do nas dziecko przychodzi i uczestniczy w zyciu w miare normalnej
      rodziny , a poza tym poszerza horyzonty - zwiedza kraj , miasto , tata zabiera
      ja do pracy a ze serwisuje sprzet w roznych firmach to moze pokazac jej jakie
      zawody oprocz pracy na bazarku w budce mozna uprawiac.Dzieki nam uczy sie
      jezyka , poznaje ludzi , kolegow , kolezanki.Dzieki nam ma siostre i prawie
      brata (mojego synkaz pierw.malzenstwa).I mimo ze sie nam nie przelewa nie
      slyszy ciagle jak to jestesmy biedni.Gosia ma 10 lat i tak jak opisala moja
      poprzedniczka poznaje z tata swiat i nabiera do niego stosunku.Niestety przez
      dwa tygodnie mama musi uwazac zeby nie wyrazic tego stosunku do swiata.Mysle
      ze jej podejscie do zycia bedzie takie jesli to matki wplyw bedzie silniejszy -
      bedzie czula zawsze ze moze czyms ja urazic i to co bedzie dla niej wazne
      bedzie porzucala wlasnie dla matki.Moze troche chrzanie ale moze zrozumiecie o
      co mi biega.
      • konkubinka Re: Podejscie do zycia 17.09.03, 17:27
        jednak chrzanie - poprpstu pisze i jednoczesnie karmie piersia Anielcie wiec
        uciekaja mi watki.sorry......
    • ashan Re: Podejscie do zycia 17.09.03, 18:25
      Wiesz, a może właśnie to, że Wasz styl zycia jest tak różny od tego co Nadia
      ma na codzień, paradoksalnie wzmacnia siłę oddziaływania na dziecko? Wasz tryb
      życia ma stały, określony rytm, przyjeżdżacie, zabieracie ją do domu dziadków
      (mam nadzieję, że nic nie pomieszałam-faktycznie, zbyt długo Cię nie było :-
      )))). Otaczacie ją miłościa i radością, może przebywać ze swoją siostrzyczką.
      I z tego może czerpać wiarę w siebie i siły. Na razie chyba nie należy jeszcze
      przykładać tak dużej wagi do tego, że mała w siebie nie wierzy (albo tylko tak
      to interpretujecie?). U dzieci uczucia zmieniają się jak w kalejdoskopie. I
      powiem Ci, że kiedy czytam Twoje posty to nie wątpię, że dacie jej
      dostatecznie dużo pozytywnych uczuć (albo i więcej), żeby z takich smuteczków
      wyrosła.
      pzdrw
      ashan
Pełna wersja