Witam, drogie panie. Zastanawiam sie, czy ktoras z Was jest moze w
podobnej sytuacji. Otoz jestem zwiazana z obcokrajowcem z krwi i
kosci Francuzem. Jest po rozwodzie, ma dwoje dzieci z pierwszego
malzenstwa. Chlopcy sa u nas, tzn w jego domu na wakacje i wiekszosc
swiat, reszte roku mieszkaja z matka w drugm koncu kraju. Problem w
tym, ze szczgolnie ciezko jest mi je zaakceptowac. Fakt, ze to ja do
wszystkiego musze sie dostosowywac - do nowego domu, nowego jezyka,
nowej kultury. Ciezko, bo wszystko praktycznie co mnie otacza nalezy
do mojego partnera, jest czescia jego zycia (i jego dzieci) od
dawna. No wlasnie, a gdy sa tu dzieci moja psychika siada

Czuje
sie jak intruz, jak gosc. Nie potrafie z nimi nawiazac kontaktu -
bariera jezykowa! I nie potrafie znalezc dla nas miejsca w jednym
domu. Poza tym irracjonalnie irytuje mnie wiele pozornie nic nie
znaczacych rzeczy, np to, ze dzieci wiedza lepiej, jak sie je taka a
taka potrawe, potafia nazwac kazdy gatunek sera, wiedza, gdzie w
domu trzyma sie gumki (!!), a ja sie dopiero ucze, ja sie
dostosowuje. To przykre, nie czuje sie z tym fajnie.