Dodaj do ulubionych

Jeszcze ja ...

06.11.03, 15:43
Drogie Macochy,
od 2-3 tygodni odwiedzałam Was dość regularnie, ale tymczasem biernie.
Czytając Wasze listy dowiedziałam się wielu ważynch i nowych dla mnie rzeczy.
Po pewnym czasie zaczęłam się jednak czuć tak jakbym podsłuchiwała czyjeś
prywatne rozmowy. Stąd ten list.
Mam za sobą małżeństwo zakończone (krótkim, spokojnym !) rozwodem i dwa
nieudane związki.
Mój aktualny (mam nadzieję, że ostatni) partner ma dwoje dzieci, ale ponieważ
rozwód jest w toku staramy się rzucać nikomu w oczy i siłą rzeczy nie znam
jeszcze jego pociech. Poznaliśmy się wprawdzie kiedy już mieszkał sam, ale
podobno w sądzie nie ma to żadnego znaczenia. Sprawa rozwodowa ciągnie się
już od blisko 2 lat i niestety nic nie zapowiada rychłego końca :- (
Nie mam własnych dzieci i chciałabym mieć w przyszłości kontakt z maluchami
mojego partnera.
Mam jednak poważne wątpliwości czy to będzie możliwe, bo nawet on sam nigdy
nie wie czy w nadchodzący weekend uda mu się spotkać z dziećmi. Częstotliwość
spotkań wyznaczył sąd, ale Ex mogą praktycznie bezkarnie postanowień sądu nie
przestrzegać.
Ex, która swego czasu uznała, że już męża nie chce / potrzebuje bo będzie
robić karierę teraz pozuje na opuszczoną, samotną matkę, a mąż w tej operze
mydlanej ma odegrać rolę drania, który ją porzucił.

To tyle tytułem przydługiego powitania.
Mam nadzieję, że przyjmiecie mnie do swego grona choć tymczasem "nie macoszę"
ani na codzień ani od święta.
Co ja się naszukałam miejsca, gdzie "next" może liczyć na zrozumienie i radę.
Nawet sama chciałam założyć jakiś wątek, ale nie mam możliwości zbyt długiego
siedzenia w sieci więc uznałam, że nie ma to sensu.
Bardzo chętnie będę odwiedzać Was tutaj i zaglądać na www jak tylko
powstanie. Strona dla macoch to świetny pomysł !

Pozdrawiam serdecznie Was wszystkie
Felina.

PS z całkiem innej beczki :
Macie pomysł na to jak/ gdzie można narobić najwięcej medialnego szumu wokół
najnowszego pomysłu Ministerstwa Zdrowia polegającego na ograniczeniu badań
cytologicznych ? Mają być teraz robione RAZ NA TRZY LATA !!!! Mowę mi odjęło
jak się wczoraj o tym dowiedziałam.
Wiem, że to zupełnie poza tematem Forum, ale uważam sprawę za bardzo ważną.
Obserwuj wątek
    • asiek25 Re: Jeszcze ja ... 06.11.03, 15:53
      Ja też Cię witam, choć sama się też dziś przywitałam z pozostałymi macochami. Z
      tego co napisałaś to jesteś w bardzo podobnej sytuacji jak ja. Chyba mamy ze
      soba wiele wspólnego i będziemy miały wiele wspólnych problemów i tematów do
      obgadania. Już się cieszę!
      Pozdrawiam
      Asia
      • la.felina Re: podobna sytuacja 07.11.03, 15:30
        Asiu,
        dziękuję za Twój serdeczny list.
        Bardzo chętnie nawiążę z Tobą (i nie tylko) bliższy kontakt.
        Przez skórę czuję, że jest masz dużo pozytywnej energii i optymizmu.
        Troszeczkę "zazdroszczę" bo ja akurat powoli zsuwam sie w listopadowy dołek.
        Koniec roku od paru lat bywa dla mnie trudnym okresem i chyba podświadomie
        czekam na kolejną "niespodziankę". Wiem, że tak nie wolno, słyszałam o
        ściąganiu na siebie nieszczęść ale jakoś nie umiem sobie z tym poradzić.
        Ogólnie jestem optymistką, chyba nawet niepoprawną, ale końca roku się boję.
        A więc : Byle do wiosny !

        Pozdrawiam serdecznie,
        Felina
    • jayin Re: Jeszcze ja ... 06.11.03, 16:00
      cześć smile))
      witam serdecznie
      (ja też nie taka de stricto "macocha" na co dzień, ale poczuwam się smile

      a co do tego "szumu" to nie mam pojęcia GDZIE możnasad

      Joanna
    • mkatarynka.edziecko Re: Jeszcze ja ... 06.11.03, 18:12
      Witam, cieszę się, że jest nas tu coraz więcej smile)))
    • la.felina mkatarynko, jayin, asieczku 07.11.03, 15:14
      Dziękuję Wam serdecznie za miłe powitanie smile

      F.
      • asiek25 Re: mkatarynko, jayin, asieczku 12.11.03, 12:43
        Felinko kochana!
        Miło mi, że tak o mnie sądzisz, choć ja mam trochę odmienne zdanie. Pozytywna
        energia - chyba tak, ale to raczej dla innych. Sama dla siebie jestem straszna
        pesymistką i wpadłam w wielki, czarny i baaaardzo głęboki dół juz dawno temu.
        Czasem wyjrzy słońce i jest trochę jaśniej, i dni są trochę weselsze, ale to
        naprawdę na krótko. Znalazłam sie w życiu na zakręcie (coś czuję, że Ty chyba
        też) i nie wiem co mam robić. Powoli zbieram sie w sobie, zeby zwierzyć się
        wszystkim macochom co myślę i czuję, i wysłuchać zarówno dobrych rad jak i
        połajanek. Może Ty też to zrobisz?
        Pozdrawiam cieplutko!]
        Asia
        PS. A z której części Polski jesteś?
        • la.felina Re: głęboki dół 12.11.03, 15:54
          No to ładny pasztet !
          Teraz czuję się w obowiązku z rzeczonego dołu Cię wyciągać albo zginąć
          próbując smile

          Czy jestem na życiowym zakręcie ? Mam za sobą parę, po lekturze niektórych
          wątków obawiam się, że jestem raczej przed zakrętem i to wielkim.
          Czerpię z tego forum b. dużo wiedzy, ale jednocześnie czytając je zaczynam się
          bardzo bać przyszłości.
          Dzieci mojego M. (jak mężczyzna) są jeszcze b. małe i wszystko to o czym piszą
          tu "macochy" dopiero przed nami.
          Na kulturalne układy z ex nie mamy co liczyć. Jak się o mnie dowie to pewnie,
          choć nic jej nie zrobiłam, dopiero rozpęta burzę. Z pewnością też będzie
          nastawiać dzieci przeciw ojcu, bo już to robi, choć one jeszcze właścwie nie
          rozumieją świata. Wychowa dwa małe, skrzywione potworki, a ja będę w to
          wszystko zamieszana.
          Nie uświadomiłam sobie w co się pakuję wchodząc w związek z "facetem z
          dziećmi". Może to i dobrze, bo pewnie bym stchórzyła. Teraz już siedzę w tym za
          głęboko. Gdybym rozstałą się z moim M. z powodu jego ex nie potrafiłabym sobie
          patrzeć w oczy.
          Pomijam już fakt, że w moim wieku (pełnoletnia i to dwa razy) trudno o
          partnera "z czystym kontem", buuuu.

          Pozdrawiam słonecznie z Zach-Pomorskiego
          smile)))))
          F.








          • jayin Re: głęboki dół 12.11.03, 17:25
            oo... rodaczka!smile))
            A z której miejscowości/miasta dołączyłaś l.fellino?

            a co do tego, że forum "uświadamia" - to mam to samo...smile jak tak czytam,
            czytam, poznaję historie, problemy, których jeszcze nie miałam okazji (i oby
            nigdy!) zasmakować - to się boję o przyszłość jakoś, bo nagle rozmyślam,
            roztrząsam sprawy "co będzie gdy..." (tu wstawić dowolny problem, rzucony
            przez "Macochysmile") - nad którymi nigdy nie zastanawiałam się, były dla mnie
            proste i "po prostu". a tu łup! w łeb.. nie ma tak lekko...smile

            ale to chyba dobrze... że się jest świadomym. przecież to nie znaczy, że
            wszyscy będą mieć te same problemy. a świadomość POTENCJALNYCH problemów jest
            zawsze cenna.

            pozdr.

            Joanna
            • la.felina Re: rodaczka!:))) 13.11.03, 09:11
              jayin napisała:

              > oo... rodaczka!smile))
              > A z której miejscowości/miasta dołączyłaś l.fellino?
              Szczecin się kłania, a Ty jayin ?

              > a co do tego, że forum "uświadamia" - to mam to samo...smile jak tak czytam,
              > czytam, poznaję historie, problemy, których jeszcze nie miałam okazji (i oby
              > nigdy!) zasmakować - to się boję o przyszłość jakoś, bo nagle rozmyślam,
              > roztrząsam sprawy "co będzie gdy..." (tu wstawić dowolny problem, rzucony
              > przez "Macochysmile") - nad którymi nigdy nie zastanawiałam się, były dla mnie
              > proste i "po prostu". a tu łup! w łeb.. nie ma tak lekko...smile
              Oj wiem ! Wprawdzie nigdy nie myślałam, że będzie całkiem lekko, bo życie
              ogólnie lekkie nie jest, ale pewnych sytuacji, o których tu czytałam nie
              przewidziałabym NIGDY.
              > ale to chyba dobrze... że się jest świadomym. przecież to nie znaczy, że
              > wszyscy będą mieć te same problemy. a świadomość POTENCJALNYCH problemów jest
              > zawsze cenna.
              Zgadzam się z Tobą. Jeśli wydarzy się coś dziwacznego nie będziemy przynajmniej
              w szoku. STARAM SIĘ jednak za bardzo nie wczuwać, rozmyślać, gdybać.
              Chyba wylądowałabym w wariatkowie.

              Pozdrawiam rodaczkę,
              F.



              >
              > pozdr.
              >
              > Joanna
              • jayin Re: rodaczka!:))) 13.11.03, 09:14
                Rodzinnie - Stargard.
                Szczecin - tam studiowałam smile
                Docelowo i mieszkalnie - Borne Sulinowo. Jak w końcu uda nam się tam
                zainstalować smile

                pozdr.

                Joanna
                • la.felina Re: rodaczka!:))) 14.11.03, 12:25
                  Cześć Jayin,

                  Stargadu nie znam, jedynie dworzec z okna pociągu,
                  a do Szczecina też po wiedzę mnie swego czasu przywiało wink
                  i tak mi się spodobał, że zostałam. Pewnie spore znaczenie miało to, że
                  zakochana po uszy wtedy byłam, ach wspomnienia ...
                  Niedaleko Czaplinka, spędziłam niedawno kilka b. miłych dni.
                  Okolice piękne. Pewnie w Bornym/nem(?) też jest ładnie ?

                  Pozdrawiam,
                  F.


                  • jayin Re: rodaczka!:))) 14.11.03, 12:35
                    Pięknie. Wspaniałe miejsce do życia. O ile ktoś lubi i umie żyć w małym
                    miasteczku z dala od cywilizacji, w lesie i nad wodą smile
    • domali Re: Jeszcze ja ... 12.11.03, 13:17
      Witaj la.felina smile
      Ja też jestem macochą wink tylko z nazwy, nie znam synka mojego męża, ale jakoś
      tak mi tu dobrze i chętnie tu zaglądam.
      Jeszcze raz: miło CIę poznać smile)
      • rybkavielorybka Re: Jeszcze ja ... 12.11.03, 14:22
        jeszcze ja....tutaj się wpraszam. Macocha i przyszła mama. Niektóre Panie już
        mnie znaja z tąd i owąt...

        Lubię być macochą i mam nadzieję lubić być mamą wink. Jeszcze tylko 2
        miesiące...teraz jestem cyborgiem a synek mojego męża mówi : nie jedz tyle bo
        chyba niedługo pękniesz...hihi. Nie mówimy mu o ciaży ale pytamy czy chciałby
        rodzeństwo.On ma 5 lat nie mieszka z nami stale ale jest częstym bywalcem i
        chyba mnie pokochał jak ja jego...

        na razie tyle tytułem mojego przedstawienia się.
        Przepraszam że weszlam w watek ale nie mam zbyt dużo czasu i forum czytam
        wybiórczo.
        • rybkavielorybka Re: Jeszcze ja ... 12.11.03, 14:25
          rany boskie...przepraszam za ortograf! ale wstyd na początek...
          • jayin Re: Jeszcze ja ... 12.11.03, 22:27
            cześć Rybko smile
            witam serdecznie na forum!

            pozdr.

            Joanna
          • konkubinka Re: Jeszcze ja ...- wielorybek 14.11.03, 10:47
            rybkavielorybka napisała:

            > rany boskie...przepraszam za ortograf! ale wstyd na początek...
            Jak sama zauwazasz niektorzy cie juz znaja,wiec wiedza ze myslisz szybciej niz
            piszesz i tu tkwi twoj urok.Dzidziusia bedziesz miac chyba rowno z nasza
            moderatorka.Caluje.........caluje......jak sie ciesze ze wreszcie tu jestes.
            chyba wiesz kto to pisze , co?
        • la.felina Re: Jeszcze ja ... 12.11.03, 16:20

          > na razie tyle tytułem mojego przedstawienia się.
          > Przepraszam że weszlam w watek ale nie mam zbyt dużo czasu i forum czytam
          > wybiórczo.

          Cześć Rybko,
          nie masz za co przepraszać ten wątek nadaje się do "wpraszania" wink
          Ja z kolei zastanawiałam się czy wypada zakładać osobny tylko "na siebie", ale
          pomyślałam, że wypada zapukać zanim zacznę zabierać głos na forum.
          Zresztą chwilkę wcześniej to samo zrobiła Asia i była tak serdecznie witana, że
          moje wątpliwości zniknęły.
          Nie martw się pisownią, każdemu może się zdarzyć literówka w ferworze stukania.
          Duża rośnij i pogłaskaj ode mnie brzuszek.
          Fajnie że masz dobry kontakt z synkiem męża. Chyba im wcześniej tym lepiej.

          Pozdrawiam serdecznie,
          F.
      • la.felina Re: macocha z nazwy 12.11.03, 16:08
        domali napisała:

        > Witaj la.felina smile
        > Ja też jestem macochą wink tylko z nazwy, nie znam synka mojego męża, ale jakoś
        > tak mi tu dobrze i chętnie tu zaglądam.
        > Jeszcze raz: miło CIę poznać smile)

        Witaj Domali !
        wygląda na to, że takich jak my jest tu sporo.
        Może założymy frakcję "emocjonalnych macoch" wink
        Pewnie część z nas choć nie zna dzieci M. osobiście wie o nich całkiem sporo.
        Ja "swoje" polubiłam (z opowiadań). To łatwe, bo są jeszcze małe i emocjonalnie
        czyste. Boję się co w nie wszczepi ex.

        Też chętnie tu zaglądam, więc - do zobaczenia.
        F.



        • chalsia Re: macocha z nazwy 12.11.03, 23:09
          Zabrzmi to niezbyt miło, ale ja jako ex również mogę się bać co next będzie
          wszczepiać mojemu dziecku. Oburza Cię to? Jeśli tak, to nie zakładaj z góry, że
          eks będzie coś wszczepiać.
          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • la.felina Re: wszczepianie 13.11.03, 08:26
            Witaj Chalsiu,
            dlaczego miałyby mnie oburzać Twoje obawy dotyczące TWOJEGO dziecka i TWOJEJ
            NEXT ?
            Choć mamy wiele wspólnego to histora każdej z nas jest inna.
            Każda ma prawo do własnych nadziei i obaw.
            Nie zakładam, że każda ex jest zła ani, że każada next to chodzący ideał.
            Ja pisałam o sobie i swoich obawach. Mam podstawy żeby spodziawać się jednak
            złego wpływu ex na dzieci. Martwi mnie to, bo dzieciaczki są bezbronne, a
            psychiczne ich krzywdzenie praktycznie niemożliwe do udowowdnienia.
            Uważam, że sprawy między dorosłymi to ich tylko rzecz, i nie powinno się
            kilkuletniego maluszka poddawać praniu mózgu typu "Tata jest zły bo Cię
            zostawił". Czemu ma to służyć ? Wybieleniu siebie kosztem emocji dziecka ?
            Sprawienie przykrości mężowi tym samym kosztem ?
            Jak można wikłać dziecko we własne, chore gry zwłaszcza po tym jak osobiście
            rozwaliło się małżeństwo ? ( sic !)

            Pozdrawiam wszystkie mądrze kochające mamy i macochy.

            F.


            chalsia napisała:

            > Zabrzmi to niezbyt miło, ale ja jako ex również mogę się bać co next będzie
            > wszczepiać mojemu dziecku. Oburza Cię to? Jeśli tak, to nie zakładaj z góry,
            że
            >
            > eks będzie coś wszczepiać.
            > Pozdrawiam,
            > Chalsia
            • chalsia Re: wszczepianie 13.11.03, 09:04
              Moje pytanie nie dotyczyło mojego przypadku w szczególności, chodziło mi o to,
              że sytuację można odwrócic. A przede wszystkim chodzi mi o to, by starać się
              patrzeć na ludzi i sytuację bez uprzedzeń.
              Po prostu - czy masz jakiekolwiek - jakie - podstawy, by twierdzić, że "Twoja"
              eks jest/będzie złą matką, psychicznie krzywdzącą dziecko? Napisałaś, że
              dziecko jest bardzo małe, a Ty masz obawy. Co takiego temu dziecku zrobiła,
              mówi byś mogła tak twierdzić. Jeśli wiesz to od swojego partnera, to (z całym
              szacunkiem) warto do tego podchodzić z pewnym dystansem, bo jego opinia nie
              jest i nie będzie obiektywna (i zawsze będzie podszyta wieloma emocjami).
              To, że kobieta może byc denna jako partnerka (i sądzisz ją po jej zachowaniu
              jako eks żony swojego faceta) NIE PRZESĄDZA tego jaką będzie matką. Bo jeśli by
              tak było, to każdy ojciec, który zdecydował się opusćić rodzinę, z automatu
              powinien być również traktowany jako "zły" ojciec. A przecież wiemy, a
              zwłaszcza Wy, macochy wink, że tak nie jest.
              Po za tym wiele kobiet dojrzewa i zmienia spojrzenie na swiat i priorytety w
              jakiś czas po urodzeniu dziecka.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
              • la.felina Re: wszczepianie 13.11.03, 10:02
                chalsia napisała:

                > Moje pytanie nie dotyczyło mojego przypadku w szczególności, chodziło mi o
                to, że sytuację można odwrócic.
                Owszem, ale pamiętaj proszę, że ja jestem next. Czy oczekujesz, że mając własne
                problemy mam teoretyzować, gdybać i stawiać się w sytuacji ex,w liczbie mnogiej
                w dodatku ?

                > A przede wszystkim chodzi mi o to, by starać się patrzeć na ludzi i sytuację
                bez uprzedzeń.
                Ależ Chalsiu, ja staram się tak na ludzi patrzeć. Na dzień dobry każdy ma u
                mnie carte blanche. Na tym potem buduje, a jak to już od niego/niej zależy.
                Kiedy poznałam mojego M. i (WSTĘPNIE) jego sytaucję rodzinną, to w pierwszej
                chwili miałam zamiar przerwać raczkującą zaledwie znajomość. Pomyślałam, że
                facetowi znudziła się zabawa w dom kiedy pojawiły się dzieci i dał nóżkę.
                Uznałam jednak nie powinnam go oceniać na podstawie szczątkowych informacji i
                własnych domysłów. M.okazał się dobrym, wartościowym człowiekiem który po
                prostu wcześniej źle trafił.
                Wiem sprawy nigdy nie są czarno-białe, ale wiem też, że jest sporo złych
                kobiet. Tak jak są źli faceci tylko jakoś oni nawzajem na siebie rzadko
                trafiają.
                > Po prostu - czy masz jakiekolwiek - jakie - podstawy, by twierdzić,
                że "Twoja" > eks jest/będzie złą matką, psychicznie krzywdzącą dziecko?
                Niestety MAM.
                > Napisałaś, że dziecko jest bardzo małe, a Ty masz obawy. Co takiego temu
                dziecku zrobiła,
                > mówi byś mogła tak twierdzić. Jeśli wiesz to od swojego partnera, to (z całym
                > szacunkiem) warto do tego podchodzić z pewnym dystansem, bo jego opinia nie
                > jest i nie będzie obiektywna (i zawsze będzie podszyta wieloma emocjami).
                Chalsiu, ja to wiem o emocjach itd. ale M. jak opowiada o swoich emocjach
                to o tych pozytywnych. Te dotyczą dzieci, jak się im fajnie bawiło, że się
                śmiały, przytulały, mówiły "tato". Nawet o to trzeba "walczyć", bo w słowniku
                ex takie słowo nie istnieje. Tata jest określany jako "on".
                Wybacz Chalsiu, ale z różnych względów nie mogę pisać o szczegółach i
                konkretach, które dają mi podstawy do obaw o wychowanie dzieci. Przekonałam sie
                już nie raz, że świat jet maleńki ...
                Dodam tylko że moje oceny buduję na opowiadaniu przez M. faktów, a nie jego
                odczuciach. Pewnie zaraz powiesz, że "punkt widzenia zależy od itd", ale
                naprawdę zdarzają sie sytuacje boleśnie jednoznaczne.
                Doszło do tego, że oboje cieszymy się kiedy spotkania M. z dziećmi nie są
                zakłócone występami ex. Normalność urosła do rangi wydarzenia sad
                Ja już po jego głosie w domofnie wiem jak przebiegło spotkanie.
                Czasami przychodzi przeraźliwie smutny. Właśnie nie zły, wściekły ale smutny,
                przybity, zrezygnowany, a to normalnie bardzo pogodny człowiek !

                > To, że kobieta może byc denna jako partnerka (i sądzisz ją po jej zachowaniu
                > jako eks żony swojego faceta) NIE PRZESĄDZA tego jaką będzie matką. Bo jeśli
                > by tak było, to każdy ojciec, który zdecydował się opusćić rodzinę, z
                > automatu powinien być również traktowany jako "zły" ojciec. A przecież wiemy,
                > a zwłaszcza Wy, macochy wink, że tak nie jest.

                Ale w tym przypadku "opuszczenie" rodziny wymuszono. Uwierz mi, że można.
                Każdy ma swoją dumę. Sama pewnie radziłabyś poniżanej kobiecie żeby odeszłą od
                męża. Tylko, że owa kobieta może zabrać ze sobą dzieci. Nasze równouprawnienie
                gdzieniegdzie kuleje.

                > Po za tym wiele kobiet dojrzewa i zmienia spojrzenie na swiat i priorytety w
                > jakiś czas po urodzeniu dziecka.
                Oj, daj Boże, ale na razie jakoś się nie zanosi.

                > Pozdrawiam,
                > Chalsia

                Ja też pozdrawiam,
                F.


        • domali Re: macocha z nazwy 14.11.03, 11:00
          Witaj! Ten pomysł nie jest zły smile)) Ja też polubiłam 'z opowiadań' synka
          mojego mężą i mam nadzieję, że w końcu układ będzie taki, że go poznam... Tym
          bardziej, że jest to przecież brat mojego Wiktorka...
          • kamila77 Re: macocha z nazwy 18.11.03, 08:59
            Z całym szacunkiem, co twój mąż mógł opowiadać o naszym dziecku, skoro od roku
            go nie widział?
            • domali Re: macocha z nazwy 18.11.03, 09:54
              Coś tam mógł opowiadać... W końcu mieszkał z nim przez pięć lat...
              • kamila77 Re: macocha z nazwy 18.11.03, 13:07
                No ale to było trzy lata temu, troszkę się zdezaktualizowało.
    • asiek25 Re: Jeszcze ja ... 12.11.03, 16:45
      Oj Felinko, coraz więcej mamy wspólnego ze sobą i to mi się podoba! Zach-
      Pomorskie?! No nie może być?! Jak mi jeszcze powiesz, żeś szczecinianka, to
      trupem padnę (z radości).
      Dzieci mojego M. też są jeszcze małe: 11 i 4 lata. Czasami myślę, że M. raczej
      nie ma ochoty im o mnie powiedzieć, właśnie dlatego, że są jeszcze takie małe.
      Na dobre stosunki z ex ja liczyć nie mogę w żaden sposób, bo to przeze mnie ten
      rozwód. Kiedy ona się w końcu dowie, że my jesteśmy razem, głowę daję sobie
      uciąć, że nie pozwoli na żadne kontakty dzieci ze mną. Będzie jedna wielka
      szarpanina i nerwówka, a do tego dochodzą jeszcze nasze wspólne z M. problemy.
      I stąd ten dół.
      • la.felina Re: Jeszcze ja ... 13.11.03, 08:51
        Asiek !
        usiądź, teraz dwa głębokie odechy i żadnego padania trupem !
        Ja tu nikogo od rana nie będę reanimować. Dziś w Szczecinie pochmurno, ale
        chyba później się przejaśni. Jak myślisz ? smile))

        Dziewczyno, proszę napisz, że to jednak nie PRZEZ Ciebie Twój M. się rozwodzi.
        Bierzesz na siebie tak wielką odpowiedzialność ?!
        Czy wcześniej nie pisałaś, że jak go poznałaś to już się jego małżeństwo
        sypało ? Czy coś pokręciłam ? Same znaki zapytania. Na jeden raz chyba
        wystarczy.

        Pozdrawiam ciepło,
        F.
        • konkubinka Re: Jeszcze ja ... 14.11.03, 10:49
          rybkavielorybka napisała:

          > rany boskie...przepraszam za ortograf! ale wstyd na początek...
          Jak sama zauwazasz niektorzy cie juz znaja,wiec wiedza ze myslisz szybciej niz
          piszesz i tu tkwi twoj urok.Dzidziusia bedziesz miac chyba rowno z nasza
          moderatorka.Caluje.........caluje......jak sie ciesze ze wreszcie tu jestes.
          chyba wiesz kto to pisze , co?



          • rybkavielorybka Re: Jeszcze ja ... 14.11.03, 11:48
            konkubinka napisała:
            > Jak sama zauwazasz niektorzy cie juz znaja,wiec wiedza ze myslisz szybciej
            niz
            > piszesz i tu tkwi twoj urok.Dzidziusia bedziesz miac chyba rowno z nasza
            > moderatorka.Caluje.........caluje......jak sie ciesze ze wreszcie tu jestes.
            > chyba wiesz kto to pisze , co?
            >
            pewno że wiem skarbie smile gdyby nie Twoja spódniczka to bym chyba nago
            chodziła , bo tylko ona na mnie leży jako tako...

            Jestem tu choć nie bez uszczerbku na pracy ale mam to gdzieś- nie chce mi się
            juz pracować!!!
            >
        • asiek25 Re: Jeszcze ja ... 17.11.03, 15:12
          Oj, jak fajnie, że i Ty ze Szczecina. Ja obecnie mieszkam we Wrocławiu od 3
          lat, ale Szczecin nadal bardzo kocham i często odwiedzam. Tam są wszyscy moi
          bliscy.
          Nie mogę napisać, że rozwód nie jest przeze mnie, bo to nie byłaby prawda.
          Kiedy poznałam mojego M. oni byli małżeństwem. Zanim między nami do czegoś
          doszło, minęło pół roku. W tym czasie się przyjaźniliśmy, a potem wybuchł
          wielki romans. Słowo "wybuchł" jest jak najbardziej na miejscu, bo nigdy
          wcześniej czegoś takiego nie przeżyłam. Wiem, że nasz romans nie był tak
          znikąd. Ich małżeństwo przeżywało kryzys (powodów nie będę na razie ujawniać
          publicznie), a nasz związek był skutkiem tego co działo się między nimi. Ja
          wiem, że za rozpad ich związku winę ponoszą oni oboje, ale w tym wszystkim
          pojawiłam się jeszcze ja i jakoś tak czuję, że część odpowiedzialności również
          spada na mnie.
          Pozdrawiam!
          A.
          • la.felina Re: pojawiłam się jeszcze ja 17.11.03, 16:11
            Asiu,
            szczerze i odważnie napisałaś.
            Z pewnością wiesz, że możesz "oberwać po głowie" od jakiejś ex, a może nie
            tylko ex.

            Skoro często bywasz w Sz, to pewnie wcześniej czy później się spotkamy.
            Tymczasem bądź dzielna i nie siedź za długo w dołku. Pogoda wprawdzie nie
            sprzyja optymizmowi, ale macochy i 30-ki potrafią podnieść na duchu.

            Pozdrawiam Cię serdecznie,
            F.
        • asiek25 Re: Jeszcze ja ... 17.11.03, 15:25
          Felinko, przeczytaj mojego posta do Ciebie przy wątku "powitaniowym" Female!
          • la.felina Przeczytałam. Dzięki. n/txt 17.11.03, 16:14
            • konkubinka Re: Kamila77 18.11.03, 14:36
              Kamilko
              Strasznie mi przykro ze twoj synek tak dlugo nie widzial taty.Mam nadzieje ze
              chociaz z dziadkami ma kontakt.Szkoda tez ze nie zna swojego brata i jego
              mamy , bo ona wydaje sie bsrdzo ciepla osoba , rowniez w stosunku do twojego
              dziecka.Naprawde to przykre co piszesz.Moj synek i corka mojego M znaja dobrze
              swoja mala siostre.Sa bardzo z nia zwiazani i z cala reszta rodziny.Nie
              wyobrazam sobie tak okropnej sytuacji jaka opisujesz.Zreszta sama pochodze z
              rozbitej rodziny i nie wyobrazam sobie choc jednych wakacji bez taty i innych
              dni .Bardzo to przykre , bardzo.Niektore dzieci nie maja tyle sily aby
              ppowiedziec czego pragna w glebi duszy chocby dlatego ze z mama spedzaja
              wiekszosc roku i musza uwazac co czuja i mysla.A mame kazde dziecko kocha bez
              wzgledu na cokolwiek.Wiesz o tym?
              • mikawi Re: Kamila77 18.11.03, 14:51
                dodam jedynie, że na wzajemne relacje mają wpływ obie strony, nie tylko ojciec,
                może by tak odrobina dobrej woli kamilo z Twojej strony a nie tylko docinki w
                stronę domali?
                • aagacia Re: Kamila77 18.11.03, 15:04
                  popieram popieram..
                  podobno wszystkie matki powinny si ekierowac dobrem dziecka....
                  warte przemyslenia, kamilo, bo maly mialby wcale niezla macoszke smile
                  • kamila77 Do macoszek :-) 19.11.03, 13:32
                    Miłe moje!

                    Ja się mogę kłaniać we wszystkie możliwe strony, wykazywać oceany dobrej woli
                    itepe itede. Nie twierdzę, że mój syn miałby kiepską macochę, nie oceniam
                    nikogo.
                    Faktem jest, że od roku (przedtem przez dwa lata) moj eks, a domali obecny ani
                    razu z moim dzieckiem sie nie kontaktował - ani telefonicznie, ani osobiscie.
                    Wszystko moge zrozumiec - ze daleko mieszka, ze nie ma kasy na przyjazdy itp.
                    Ale nawet najtragiczniejsza sytuacja finansowa nie usprawiedliwia chociazby
                    braku telefonu w urodziny dziecka. Nic tez nie usprawiedliwia steku bzdur,
                    ktore na moj temat wygaduje, a ktore domali powtarzala na najrozmaitszych
                    forach. Częsc z tego prostowalam, co odebrac mogla za zlosliwosc, potem juz
                    machnelam reka. Mniejsza o to, co on/oni o mnie sądzą, jak same widzicie ja
                    niewiele moglabym zrobic w kwestiach utrudniania wzajemnych kontaktow - bo tych
                    kontaktow po prostu NIE MA. Rodzice eksa tez moim synem sie nie interesuja,
                    chociaz mieszkaja zaledwie 40 km od nas. A nie widzieli go od dwoch lat. Tez
                    nawet nie probowali.

                    I to tyle na ten temat. Pozdrawiam
                    • oligarcha Re: do kamili77 19.11.03, 14:05
                      kamila77 napisała:

                      > Miłe moje!
                      >
                      > Ja się mogę kłaniać we wszystkie możliwe strony, wykazywać oceany dobrej
                      woli
                      > itepe itede.

                      To może w końcu choć "kałużę" dobrej woli??? itepe itede...


                      Nie twierdzę, że mój syn miałby kiepską macochę, nie oceniam
                      > nikogo.


                      Ja bym się tak nie śpieszył z takimi oświadczeniami...


                      > Faktem jest, że od roku (przedtem przez dwa lata) moj eks, a domali obecny
                      ani
                      > razu z moim dzieckiem sie nie kontaktował - ani telefonicznie, ani osobiscie.


                      Czyżby???? Wielokrotnie dzwonił ale z samą słuchawką ciężko sie gada...


                      > Wszystko moge zrozumiec - ze daleko mieszka, ze nie ma kasy na przyjazdy
                      itp.

                      Akurat tego to ty nie rozumiesz!!! Gdyby tak było wniosek o podniesienie
                      alimentów opiewałby na inna kwotę...


                      > Ale nawet najtragiczniejsza sytuacja finansowa nie usprawiedliwia chociazby
                      > braku telefonu w urodziny dziecka. Nic tez nie usprawiedliwia steku bzdur,
                      > ktore na moj temat wygaduje, a ktore domali powtarzala na najrozmaitszych
                      > forach. Częsc z tego prostowalam, co odebrac mogla za zlosliwosc, potem juz
                      > machnelam reka.

                      Może prostowanie zaczniesz od siebie... Bo ciebie to na pewno nic nie
                      usprawiedliwia!

                      >Mniejsza o to, co on/oni o mnie sądzą, jak same widzicie ja
                      > niewiele moglabym zrobic w kwestiach utrudniania wzajemnych kontaktow - bo
                      tych
                      >
                      > kontaktow po prostu NIE MA.


                      Przy twoim znakomitym udziale!!!


                      >Rodzice eksa tez moim synem sie nie interesuja,
                      > chociaz mieszkaja zaledwie 40 km od nas. A nie widzieli go od dwoch lat. Tez
                      > nawet nie probowali.



                      doprawdy??? I rodzice i chrzestni i świety mikołaj... i kogo jeszcze oskarżysz
                      o brak zainteresowania???


                      >
                      > I to tyle na ten temat. Pozdrawiam


                      jak juz powiedziałaś tyle na ten temat!!! Pozdrawiam
                    • domali Re: Do macoszek :-) 19.11.03, 14:40
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=611&w=7021386&a=7636201
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=582&w=7336625&a=7645903
                      To tylko dwa przykłady... sprostowania, czy złośliwość?
                    • mikawi Re: Do macoszek :-) 19.11.03, 14:42
                      z całym szacunkiem, ale wina zwykle nigdy nie leży po jednej stronie i coś
                      spowodowało, że te kontakty są tak marne jak piszesz, a z pewnością nie jest to
                      zasługa wrednej macochy-domali ktorej celem byłoby ograniczanie kontaktu męża z
                      dzieckiem, może i po Twojej stronie leży "małe co nieco" w tej kwestii? wiesz,
                      z własnego podwórka co do kontaktów z ex w sprawie dzieci wiem, że trudno się
                      rozmawia z kimś kto stawia tylko żądania i warunki
                      jedna z macoch pisała kiedyś, że jej mąż nie kontaktuje się z dzieckiem tylko i
                      wyłącznie ze względu na atmosferę nienawiści jaką skutecznie przez lata
                      wykreowała ex żona, może tu jest podobnie?
                      • kamila77 Re: Do macoszek :-) 19.11.03, 14:52
                        Kontakty nie sa marne, ich po prostu NIE MA, powtarzam. I nie chodzi tu
                        przeciez absolutnie o Dominike, eks sie z naszym synem nie kontaktowal nawet
                        wtedy, kiedy nie byli jeszcze malzenstwem, kiedy nie bylo na swiecie ich
                        dziecka. Przeciez osoba Dominiki tu nie ma nic do rzeczy - gdyby eks chcial, to
                        by sie z Miśkiem kontaktowal, wbrew wszystkiemu i wszystkim (gdyby ewentualnie
                        ktos cos mial przeciwko.
                        Nie mam zamiaru udowadniac, ze nie jestem wielbladem. Ostatnia (sprzed roku)
                        rozmowa z eksem na temat odwiedzin byla nastepujaca:

                        - To kiedy moge go odwiedzac?
                        - Kiedy chcesz, tylko uprzedz mnie wczesniej.

                        Gdzież tu ta atmosfera nienawisci?
                        • mikawi Re: Do macoszek :-) 19.11.03, 14:58
                          kamila, ja nie wiem, nie znam prawdy (która z pewnością leży gdzieś pośrodku);
                          wiem tylko, że COŚ wpłynęlo na fakt że tych kontaktów nie ma; facetowi też
                          trudno udowadniać za każdym razem że nie jest wielbładem, choć to
                          niesprawiedliwe względem dziecka - może mieć dość ciągłych oskarżeń i żądań. I
                          unika takich sytuacji, w których ktoś go traktuje jak śmiecia. Piszesz, że nic
                          nie masz do domali - to przepraszam, ale jeśli w tak lekceważący sposób
                          odnosisz się do ludzi do ktorych nic nie masz, to strach się bać być twoim
                          wrogiem.
                        • oligarcha Re: KAMILI 77 19.11.03, 15:02
                          kamila77 napisała:

                          > Kontakty nie sa marne, ich po prostu NIE MA, powtarzam. I nie chodzi tu
                          > przeciez absolutnie o Dominike, eks sie z naszym synem nie kontaktowal nawet
                          > wtedy, kiedy nie byli jeszcze malzenstwem, kiedy nie bylo na swiecie ich
                          > dziecka. Przeciez osoba Dominiki tu nie ma nic do rzeczy - gdyby eks chcial,
                          to
                          >
                          > by sie z Miśkiem kontaktowal, wbrew wszystkiemu i wszystkim (gdyby
                          ewentualnie
                          > ktos cos mial przeciwko.
                          > Nie mam zamiaru udowadniac, ze nie jestem wielbladem. Ostatnia (sprzed roku)
                          > rozmowa z eksem na temat odwiedzin byla nastepujaca:
                          >
                          > - To kiedy moge go odwiedzac?
                          > - Kiedy chcesz, tylko uprzedz mnie wczesniej.
                          >
                          > Gdzież tu ta atmosfera nienawisci?

                          A czy z twojej strony nie padły słowa "jakim prawem go odwiedzasz?"
                          Czysta sympatia!!! Nieprawdaż??? I pewnie sprawa o pozbawienie praw
                          rodzicielskich to też po to aby te kontakty poprawic!!! Nigdy nie mów, że o
                          dobro dziecka ci chodzi, bo czysty egoizm przez ciebie przemawia...
                          W Warszawie bywasz, a to też jest okazja do spotkania... tylko do tanga trzeba
                          dwojga. Cóż...
                          • kamila77 Re: KAMILI 77 20.11.03, 08:53
                            Rzecz, którą uwielbiam - dyskusja na temat moich prywatnych spraw z obcą
                            osobą.

                            1. Z moich ust nigdy nie padły słowa :"Jakim prawem go odwiedzasz?". Z bardzo
                            prostych przyczyn: po pierwsze nie odwiedza, po drugie póki co obowiazuje
                            jeszcze wyrok sadu sprzed dwoch lat, regulujacy zasady kontaktow z naszym
                            dzieckiem. Czego jak czego, ale wyrokow sadu nie kwestionowalam nigdy. Inna
                            sprawa, ze ojcviec mojego syna z dobrodziejstwa kontaktow z nim nie skorzystal
                            i od czasu, kiedy tenze wyrok obowiazuje, odwiedzil go raz, w dodatku poza
                            ustalonymi dniami i godzinami i bez uprzedzenia mnie o swojej wizycie.
                            Najzwyczajniej w swiecie mojego dziecka moglo nie byc wtedy w domu (mnie nie
                            bylo, mimo to zostal do mieszkania przez moich rodzicow wpuszczony i nikt mu
                            zlego slowa nie powiedzial).

                            2. Sprawa o pozbawienie wladzy rodzicielskiej(uzasadniona brakiem kontaktow
                            przez bardzo dlugi czas) ktora odbedzie sie niebawem, ma na celu uregulowanie
                            sytuacji prawnej mojego dziecka. Nie chce, zeby o jego istotnych sprawach
                            wspoldecydowal (to czysto teoretyczne rozwazania, bo nigdy tego nie robil) obcy
                            dla niego czlowiek (wiezy krwi nie maja tu nic do rzeczy).
                            Gwoli wyjasnienia - odebranie wladzy rodzicielskiej nie jest rownoznaczne z
                            zakazem kontaktow.

                            3. Przepraszam najuprzejmiej w swiecie, ale z kim ja mialabym sie spotykac w
                            Warszawie? I po co? Domyslam sie, ze z eksem mialabym sie spotykac. Maila mam
                            mu przez Dominike wyslac, ze bede w Wawie? Poza tym, nie bardzo rozumiem o czym
                            mialabym z nim rozmawiac - dla mnie nadal wiazace jest to co z nim ustalilam
                            ponad rok temu - ze pies drapal wyroki sadowe, moze odwiedzac malego w inne dni
                            czy godziny, bylebym wczesniej o tym wiedziala.

                            Ciekawe, ze ilekroc rozmawialam z eksem o jego kontaktach z dzieckiem, nie
                            ciskal sie tak jak wy, tylko probowal cos w miare rozsadnie ustalic. Ja tam nie
                            mam zamiaru ganiac za nikim ze zdjeciem mojego syna i żebrac: "Noo spotkaj sie
                            z nim, zobacz jaki fajny".

                            No to EOT, mam nadzieje, bo dyskusja jest jakby jałowa.

                            • oligarcha Re: KAMILI 77 20.11.03, 10:02
                              kamila77 napisała:

                              > Rzecz, którą uwielbiam - dyskusja na temat moich prywatnych spraw z obcą
                              > osobą.
                              >
                              > 1. Z moich ust nigdy nie padły słowa :"Jakim prawem go odwiedzasz?". Z
                              bardzo

                              A jednak padły....

                              > prostych przyczyn: po pierwsze nie odwiedza, po drugie póki co obowiazuje
                              > jeszcze wyrok sadu sprzed dwoch lat, regulujacy zasady kontaktow z naszym
                              > dzieckiem. Czego jak czego, ale wyrokow sadu nie kwestionowalam nigdy.


                              Nie ma jak sądem sie podpierać mówiąc, że o dobro dziecka tu chodzi...
                              Czyż nie odmówiłaś mu zabrania dziecka w świeta wielkanocne mówiąc,że sąd
                              zdecydował kiedy i gdzie takowe spotkania maja mieć miejsce i o świątach
                              waszego dziecka może on i jego rodzice wraz z chrzestnymi zapomnieć?

                              >Inna
                              > sprawa, ze ojcviec mojego syna z dobrodziejstwa kontaktow z nim nie
                              skorzystal
                              > i od czasu, kiedy tenze wyrok obowiazuje, odwiedzil go raz, w dodatku poza
                              > ustalonymi dniami i godzinami i bez uprzedzenia mnie o swojej wizycie.
                              > Najzwyczajniej w swiecie mojego dziecka moglo nie byc wtedy w domu (mnie nie
                              > bylo, mimo to zostal do mieszkania przez moich rodzicow wpuszczony i nikt mu
                              > zlego slowa nie powiedzial).

                              Owszem został wpuszczony, bo jak to powiedziałas gdybyś ty była w domu na
                              pewno nie spotkałby sie z dzieckiem!!! A o twojej nieobecności on nie mógł
                              wiedzieć. Jeżeli tak zależy ci na dobru dziecka, to dla czego nie miałaś
                              odwagi powiadomic nikogo z rodziny ojca o tym, ze dziecko znajduje sie w
                              szpitalu w ich rodzinnej miejscowości??? Czemu miały służyc twoje zabiegi aby
                              spotkania z ojcem odbywały sie wyłącznie w twoim towarzystwie i miescu
                              zamieszkania??? Dobru dziecka zapewne.... Jeżeli twoje postepowanie kierowane
                              jest dobrem dziecka, to biedne te dzieci, o których dobro bedziesz dbała...

                              >
                              > 2. Sprawa o pozbawienie wladzy rodzicielskiej(uzasadniona brakiem kontaktow
                              > przez bardzo dlugi czas) ktora odbedzie sie niebawem, ma na celu
                              uregulowanie
                              > sytuacji prawnej mojego dziecka. Nie chce, zeby o jego istotnych sprawach
                              > wspoldecydowal (to czysto teoretyczne rozwazania, bo nigdy tego nie robil)
                              obcy
                              >
                              > dla niego czlowiek (wiezy krwi nie maja tu nic do rzeczy).

                              A dałas mu choć raz szansę???


                              > Gwoli wyjasnienia - odebranie wladzy rodzicielskiej nie jest rownoznaczne z
                              > zakazem kontaktow.

                              Owszem jek to kiedys stwierdziłaś, nie będziesz z nim rozmawiała na temat
                              opieki nad dzieckiem, bo może wyjedziesz z kraju, a o zgode to ty nawet nie
                              zamierzasz pytac...

                              > 3. Przepraszam najuprzejmiej w swiecie, ale z kim ja mialabym sie spotykac w
                              > Warszawie? I po co? Domyslam sie, ze z eksem mialabym sie spotykac. Maila
                              mam
                              > mu przez Dominike wyslac, ze bede w Wawie?

                              a może jakims dziwnym trafem zamiast planować nastepne spotkanie
                              z "przyjaciółmi", w ramach twojej wizyty w stolicy, zaplanowałabyś spotkanie
                              dziecka z ojcem??? Tylko nie mów, że on w tym czasie jest w szkole, bo jeden
                              dzien absencji nic w jego edukacji nie zmieni...


                              >Poza tym, nie bardzo rozumiem o czym
                              >
                              > mialabym z nim rozmawiac - dla mnie nadal wiazace jest to co z nim ustalilam
                              > ponad rok temu - ze pies drapal wyroki sadowe, moze odwiedzac malego w inne
                              dni
                              >
                              > czy godziny, bylebym wczesniej o tym wiedziala.


                              No w końcu mówisz jak człowiek... Pies drapał wyroki... To może w swięta
                              pozwolisz dziecku spotkać się nie tylko z ojcem ale też dziadkami,
                              chrzestnymi, a co najważniejsze może w końcu pozna swojego brata???
                              Trochę dobrej woli i z twojej strony by sie przydało... Tylko nie mów, że moga
                              do niego przyjechać bo nie o to chodzi żeby pół Polski w święta podróżowało,
                              ale o to by dziecko mogło spędzić te swięta z rodziną, którą z musu mu
                              odebrano!!!

                              >
                              > Ciekawe, ze ilekroc rozmawialam z eksem o jego kontaktach z dzieckiem, nie
                              > ciskal sie tak jak wy, tylko probowal cos w miare rozsadnie ustalic. Ja tam
                              nie
                              >
                              > mam zamiaru ganiac za nikim ze zdjeciem mojego syna i żebrac: "Noo spotkaj
                              sie
                              > z nim, zobacz jaki fajny".

                              Owszem, że biegała nie będziesz, bo i po co... Dla dobra dziecka tego nie
                              zrobisz...
                              >
                              > No to EOT, mam nadzieje, bo dyskusja jest jakby jałowa.
                              >

                              Jałowa to jest gaza, a dyskusja może być ciekawa, tylko przy odrobinie chęci z
                              obu stron!!!
                              • kamila77 Re: KAMILI 77 20.11.03, 10:31
                                Panie pozwolą, że o sprawach związanych z moim dzieckiem rozmawiać będę
                                WYŁĄCZNIE z osobami bezpośrednio tym zainteresowanymi.

                                End Of Topic
                                • oligarcha Re: KAMILI 77 20.11.03, 10:39
                                  kamila77 napisała:

                                  > Panie pozwolą, że o sprawach związanych z moim dzieckiem rozmawiać będę
                                  > WYŁĄCZNIE z osobami bezpośrednio tym zainteresowanymi.
                                  >
                                  > End Of Topic

                                  Jasne, ze pozwolimy, ale to kolejny dowód na to, ze nie chcesz spotkań swojego
                                  dziecka z ojcem, bo trudno wycofac sie ze słów wypowiedzianych na forum
                                  publicznym!!! Żadnej deklaracji nie potrafisz złozyć? Wiem, najprościej
                                  krytykować obecną zonę swojego ex i atakować jego osobę, ale co ty zrobiłaś,
                                  aby te kontakty były lepsze??? Pochwal się, może twoje porady pomogą i innym...
                                  I złóz jakąs deklarację.. on tu czasem zaglada...
                                  • kamila77 Re: KAMILI 77 20.11.03, 10:45
                                    EOT
                                    • oligarcha Re: KAMILI 77 20.11.03, 11:03
                                      kamila77 napisała:

                                      > EOT


                                      Czyli potwierdzasz... dyskusja z tobą jest jałowa jak gaza, a jedyne co
                                      potrafisz to kpina, ironia, ataki na osoby których tu nie ma, i kierowanie sie
                                      dobrem dziecka, dobrem, którego na pewno nie rozumiesz!!! Jeśli wasz synek
                                      jest choć odrobine tak inteligantny jak mówi jego ojciec to w przyszłości
                                      czkawką ci się będzie to wszystko odbijało... Odwagi to ci nie brakuje, tylko
                                      szkoda, że wyłącznie do atakowania ojca swojego dziecka i jego obecnej żony...
                                      Może tę energię wykorzystasz w pożyteczny sposób???!!!

                                      A jak widac powyzej, argumenty to ty masz wyłącznie w dyskusji z osobami,
                                      które dokładnie nie zają tematu... Powodzenia, mam nadzieję, że otrzymasz
                                      dobrą lekcję erytrystyki. Przyda sie, bo jeśli brak własnych argumentów trzeba
                                      umieć wykorzystać argumenty drugiej strony...
                                  • kamila77 Re: KAMILI 77 20.11.03, 10:55
                                    oligarcha rozkazał:


                                    > nie chcesz
                                    > nie potrafisz
                                    > Pochwal się,
                                    > złóz

                                    Nie tym tonem.
                                    • oligarcha Re: KAMILI 77 20.11.03, 11:06
                                      kamila77 napisała:

                                      > oligarcha rozkazał:
                                      >
                                      >
                                      > > nie chcesz
                                      > > nie potrafisz
                                      > > Pochwal się
                                      > > złóz
                                      >
                                      > Nie tym tonem


                                      Cóż... Jak argumentów brak to i ton przeszkadza..
                                      jak baletnicy...


                                      • rybkavielorybka Re: KAMILI 77 20.11.03, 11:16
                                        Sorry kamila ale Tobie naprawdę brak jest argumentów.Sprawę przedstawiesz
                                        jednostronnie a jak pojawia się osoba , która najwyraźniej zna temat to
                                        kończysz dyskusję bo jak baletnicy rabek w spódnicy Ci przeszkadza...a poza
                                        wszystkim to mówiąc o ojcu swojego dziecka"obcy człowiek" to juz świadczy o
                                        Tobie niezbyt ładnie. Robisz wielką krzywdę zwłaszcza swojemu dziecku i gdybyś
                                        była prawdziwą matką a nie egoistką to z takim samym uporem jak składasz
                                        wnioski do sądu, dbałabyś o kontakty dziecka z ojcem. Myślisz powierzchownie i
                                        we wszystkich wypowiedziach jesteś "Ty" a dziecko?
                                      • konkubinka Re: KAMILI 77 20.11.03, 11:22
                                        uparta jestes Kamila.Moimm zdaniem pogubilas sie w swoich sprawach .Pomysl
                                        tylko co kiedys powiesz dziecku , czy twoje argumenty przeciw argumentom ojca i
                                        jego bliskich beda silniejsze.Z tego co czytam nie sadze.Pamietaj ze dziecko
                                        potrzebuje swojego miejsca i spokoju i tak naprawde ma w nosie inne rzeczy a
                                        obowiazkiem matki jest mu ten spokoj zapewnic.Pewnie teraz sie bedziesz
                                        burzyc , miec za zle ze ktos cos wtracil.Patrze na to z boku a skoro istniejesz
                                        na forum to osoby tez na nim bedace maja prawo wiedziec z kim maja
                                        doczynienia , bo wielokrotnie mowimy tu o waznych dla nas sprawach.Nie bede ci
                                        prawic moralow , bo jak napisala Mikawi strach z Toba zadzierac.Ale jako osoba
                                        obiektywna pisze do ciebie "opamietaj sie i zacznij zyc nowym zyciem, wlasnym.I
                                        pozwol na to samo dziecku i jego ojcu"
                                        • kamila77 Re: KAMILI 77 20.11.03, 12:23
                                          Jestem uparta, fakt. Złośliwa bywam, fakt. Ale prosze, zrozumcie jedna wazna
                                          sprawe: ojciec mojego dziecka nigdy nie dotrzymywal obietnic zwiazanych z
                                          odwiedzinami u naszego dziecka. To nie jest kwestia jakichs sporow miedzy mna,
                                          nim czy ewentualnie jeszcze Dominika i ich dzieckiem. To, ze do furii mnie
                                          doprowadzila jego wizyta u naszego dziecka po dwuletniej przerwie w kontaktach,
                                          to tez fakt. I naprawde, nie chodzilo tu o sama probe odnowy tych kontaktow, po
                                          ochlonieciu ucieszylam sie z tego. Myslicie, ze podczas rozmow z moim synem o
                                          jego ojcu odczuwam jakas msciwa satysfakcje? Ze przyjemnie jest, kiedy widze w
                                          jego oczach niewiare w moje slowa. kiedy po raz niewiemktory mowie "Tata daleko
                                          mieszka, nie moze do ciebie przyjezdzac"?

                                          Moje dziecko ma swoje miejsce, ma spokoj. I to ja mu ten spokoj zapewniam. Czy
                                          myslicie, ze dodatkowa porcje swietego spokoju zapewnia mu ojciec, ktory zajrzy
                                          raz na rok lub dwa? Czy wy w ogole zdajecie sobie sprawe z tego, jak cierpi
                                          dziecko, ktore zobaczylo ojca po dwoch latach a potem znowu zostalo tego
                                          kontaktu pozbawione? Ktore uslyszalo od ojca "zadzwonie niedlugo" i do dzis na
                                          ten telefon czeka?
                                          Nie mam, konkubinko, za zle, ze sie wtracasz. Bo akurat Ty robisz to
                                          obiektywnie. Nie wiem, co ma znaczyc to "opamietaj sie, zacznij zyc nowym
                                          zyciem". Ja zaczelam nowe zycie trzy lata temu, kiedy moja reakcja na romans
                                          Dominiki z moim męzem byl pozew o rozwod. Cala ta historia byla dla mnie do
                                          niedawna absolutnie zamknieta przeszloscia. Do sierpnia, kiedysmy sie na jednym
                                          z forow spotkaly z Dominika i to, co bylo zamkniete, ponownie sie otworzylo.

                                          Szanowny panie eksie!(bo ponoc zagladasz tu)
                                          Moze zamiast podgladac mnie tu forumowo, zadzwonisz i pogadasz? Dziecko nam,
                                          wyobraz sobie, podroslo, zmeznialo. Czasami o ciebie pyta. Rzadko bo rzadko,
                                          ale jednak.
                                          • ka.ga Re: Powialo optymizmem 20.11.03, 12:59
                                            Przeczytala sobie te dyskusje i mysle, ze sprawanie wyglada chyba tak zle. Maz
                                            domali deklaruje dobre checi, kamila w ostatnim poscie rowniez. To moze
                                            wykorzystac te szanse i sprobowac? Moze zaczac od telefonu? Niech tata
                                            zadzwoni do synka, a kamila niech nie odklada wtedy sluchawki i nie ingeruje w
                                            te rozmowe. Powoli jakos ta wiez ojciec-syn moze sie nawiazac ponownie i
                                            zaciesniac. A na tym chyba zalezy obu stronom.
                                            • kamila77 Re: Powialo optymizmem 20.11.03, 13:25
                                              Niech sobie wieje wink Jeszcze jedno - ja naprawde nigdy nie odkladalam
                                              sluchawki, to juz nawet Sz.P eks tego nie twierdzil nigdy. Raz sie zdarzylo, ze
                                              zadzwonil i z mlodym nie rozmawial, bo akurat Jakobiszon spal juz. Dobrze
                                              pamietam te rozmowy, bo niewiele ich bylo. W zaden ten sposob tez przeciez nie
                                              ingerowalam w te rozmowy, no bo niby jak? Mialabym sie przyklejac do sluchawki
                                              i podsluchiwac? Lekko bez sensu by bylo. Nie robcie ze mnie jakiejs
                                              pieprznietej wariatki, no ja was bardzo prosze wink
                                              No to sie zgadzamy, ze wszystko jest na dobrej drodze. I na tym sie, jak
                                              zawsze, skonczy. Ale moze sie myle. Chociaz watpie.
                                              • oligarcha Re: Powialo optymizmem 20.11.03, 13:32
                                                kamila77 napisała:

                                                > Niech sobie wieje wink Jeszcze jedno - ja naprawde nigdy nie odkladalam
                                                > sluchawki, to juz nawet Sz.P eks tego nie twierdzil nigdy. Raz sie zdarzylo,
                                                ze
                                                >
                                                > zadzwonil i z mlodym nie rozmawial, bo akurat Jakobiszon spal juz. Dobrze
                                                > pamietam te rozmowy, bo niewiele ich bylo. W zaden ten sposob tez przeciez
                                                nie
                                                > ingerowalam w te rozmowy, no bo niby jak? Mialabym sie przyklejac do
                                                sluchawki
                                                > i podsluchiwac? Lekko bez sensu by bylo.

                                                Jasne, że bez sensu, wasz aparat ma zestaw głosnomówiacy, poco uzywać
                                                słuchawki...
                                                Nie robcie ze mnie jakiejs
                                                > pieprznietej wariatki, no ja was bardzo prosze wink


                                                Nikt nikogo z cibie nie robi....


                                                > No to sie zgadzamy, ze wszystko jest na dobrej drodze. I na tym sie, jak
                                                > zawsze, skonczy. Ale moze sie myle. Chociaz watpie.

                                                I znów zwatpienie... to jak to bedzie wygladło również zalezy od ciebie...
                                          • oligarcha Re: KAMILI 77 20.11.03, 13:15
                                            kamila77 napisała:

                                            > Jestem uparta, fakt. Złośliwa bywam, fakt.

                                            i jeszcze egoistyczna, kpiąca i ironiczna... Może normalnie porozmawiasz ze
                                            swoim eks.


                                            >Ale prosze, zrozumcie jedna wazna
                                            > sprawe: ojciec mojego dziecka nigdy nie dotrzymywal obietnic zwiazanych z
                                            > odwiedzinami u naszego dziecka. To nie jest kwestia jakichs sporow miedzy
                                            mna,
                                            > nim czy ewentualnie jeszcze Dominika i ich dzieckiem. To, ze do furii mnie
                                            > doprowadzila jego wizyta u naszego dziecka po dwuletniej przerwie w
                                            kontaktach,
                                            >
                                            > to tez fakt. I naprawde, nie chodzilo tu o sama probe odnowy tych kontaktow,
                                            po
                                            >
                                            > ochlonieciu ucieszylam sie z tego. Myslicie, ze podczas rozmow z moim synem
                                            o
                                            > jego ojcu odczuwam jakas msciwa satysfakcje? Ze przyjemnie jest, kiedy widze
                                            w
                                            > jego oczach niewiare w moje slowa. kiedy po raz niewiemktory mowie "Tata
                                            daleko
                                            >
                                            > mieszka, nie moze do ciebie przyjezdzac"?


                                            A czy zastanowiłas sie kiedykolwiek, co czuje ojciec, który tak bardzo chciał
                                            miec normalne kontakty z dzieckiem, a które to kontakty zostały przez ciebie
                                            ograniczone do wizyt w twoim domu, w twoim towarzystwie... Doskonale wiesz
                                            jaką nienawiscią do siebie pałacie... Spotkania z dzieckiem w takiej atmoserze
                                            to chyba nie jest dobry pomysł...



                                            > Moje dziecko ma swoje miejsce, ma spokoj. I to ja mu ten spokoj zapewniam.

                                            A czy ty to wszystko???


                                            Czy
                                            > myslicie, ze dodatkowa porcje swietego spokoju zapewnia mu ojciec, ktory
                                            zajrzy
                                            >
                                            > raz na rok lub dwa? Czy wy w ogole zdajecie sobie sprawe z tego, jak cierpi
                                            > dziecko, ktore zobaczylo ojca po dwoch latach a potem znowu zostalo tego
                                            > kontaktu pozbawione?

                                            A jak cierpi ojciec, który tego dziecka w koncu tez nie widział???

                                            Ktore uslyszalo od ojca "zadzwonie niedlugo" i do dzis na
                                            > ten telefon czeka?
                                            > Nie mam, konkubinko, za zle, ze sie wtracasz. Bo akurat Ty robisz to
                                            > obiektywnie. Nie wiem, co ma znaczyc to "opamietaj sie, zacznij zyc nowym
                                            > zyciem". Ja zaczelam nowe zycie trzy lata temu, kiedy moja reakcja na romans
                                            > Dominiki z moim męzem byl pozew o rozwod.

                                            romans powiadasz??? Myślę, ze mijasz się z prawdą... Twój eks związał się z
                                            Dominiką po rozstaniu z tobą i ich zwiazek nie był przyczyną rozpadu
                                            małzeństwa, lecz jego skutkiem!!!


                                            Cala ta historia byla dla mnie do
                                            > niedawna absolutnie zamknieta przeszloscia. Do sierpnia, kiedysmy sie na
                                            jednym
                                            >
                                            > z forow spotkaly z Dominika i to, co bylo zamkniete, ponownie sie otworzylo.
                                            >
                                            > Szanowny panie eksie!(bo ponoc zagladasz tu)
                                            > Moze zamiast podgladac mnie tu forumowo, zadzwonisz i pogadasz? Dziecko nam,
                                            > wyobraz sobie, podroslo, zmeznialo. Czasami o ciebie pyta. Rzadko bo rzadko,
                                            > ale jednak.

                                            Jakaz zmiana tonu!!! Czy potrafisz do niego napisać w tonie podobnym do tego,
                                            którym pisałaś do konkubinki??? Czy potrafisz na moment chociaż zapomnieć o
                                            tym, co was dzieli i pomyslec o tym (kimś) co was łączy??? Czy pozwolisz mu
                                            (synkowi) spędzić swięta z bliskimi??? To wy oboje odpowiadacie za to, że te
                                            kontakty wyglądają jak wyglądają!!! Daj mu szansę i pomyśl czasami o tym czego
                                            pozbawiasz obu tych panów... Ze swojaj strony, jak znam Zbyszka, mogę
                                            zapewnić, że jest świetnym tatą. Jego drugi synek po prostu za nim przepada!!!
                                            Daj im szansę odbudować to co zostało zburzone, nieoglądając sie na wyroki
                                            sądowe. A co do twoich przyjazdów do wawki, to też jest okazja do tego aby się
                                            spotkali. I jeżeli nie jestes egoistką i rozumiesz jego trudną sytuację
                                            wycofaj wniosek o pozbawienie praw rodzicielskich... To z twojej strony będzie
                                            olbrzymi gest dobrej woli. Jak to nie pomoże, możesz wtedy wycierac nim nawet
                                            podłogę... ja nie zaprotestuję!!!
                                            • kamila77 Re: KAMILI 77 20.11.03, 13:53
                                              oligarcha napisał:

                                              > i jeszcze egoistyczna, kpiąca i ironiczna... Może normalnie porozmawiasz ze
                                              > swoim eks.

                                              Jak? Telepatycznie?

                                              > A czy zastanowiłas sie kiedykolwiek, co czuje ojciec, który tak bardzo chciał
                                              > miec normalne kontakty z dzieckiem, a które to kontakty zostały przez ciebie
                                              > ograniczone do wizyt w twoim domu, w twoim towarzystwie... Doskonale wiesz
                                              > jaką nienawiscią do siebie pałacie... Spotkania z dzieckiem w takiej
                                              atmoserze
                                              > to chyba nie jest dobry pomysł...

                                              Nie wiem co czuje. Skoro nie odpowiadala mu decyzja sadu ustalajaca zasady
                                              kontkatow z dzieckiem, dlaczego nie staral sie jej zmienic? Dlaczego nie
                                              protestowal w sadzei? Ja nie wiem co on do mnie czuje, ja na pewno nie "palam
                                              nienawiscia". Ostatnio widzielismy sie w lutym, w sadzie. Jakos po wyjsciu z
                                              budynku nie udawalismy, ze sie nie znamy, przeszlismy sie razem kawalek,
                                              pogadalismy, posmialismy sie nawet z czegos. Atmosfera podczas jego wizyt u nas
                                              byla normalna - szlismy we trojke na spacer zazwyczaj, zeby chlopaki mogli
                                              sobie swobodnie pogadac.
                                              >
                                              > A jak cierpi ojciec, który tego dziecka w koncu tez nie widział???

                                              A kto mu bronil zobaczyc?

                                              > romans powiadasz??? Myślę, ze mijasz się z prawdą... Twój eks związał się z
                                              > Dominiką po rozstaniu z tobą i ich zwiazek nie był przyczyną rozpadu
                                              > małzeństwa, lecz jego skutkiem!!!

                                              Daty? Prosze bardzo: lipiec/sierpien rozpoczal sie ich zwiazek. Polowa
                                              sierpnia - wyprowadzam sie. Poczatek wrzesnia - skladam pozew o rozwod. Jezusie
                                              Nazarejski, to nawet eks w rozmowie ze mna nie zaprzeczal tym faktom. Rozwod
                                              tez bezproblemowo uzyskalam z jego winy. Dla mnie to naprawde nie ma teraz
                                              znaczenia. Sadze, ze Dominice zrobiloby sie co najmniej niewyraznie, gdybym
                                              zaczela tu wyciagac sprawy sprzed trzech lat. Przeciez to teraz nie ma
                                              najmnijeszgo znaczenia.

                                              > Jakaz zmiana tonu!!! Czy potrafisz do niego napisać w tonie podobnym do tego,
                                              > którym pisałaś do konkubinki???

                                              A po cholere ja mam do niego pisac? To ponoc on ma do mnie sprawe a nie ja do
                                              niego.

                                              >Czy potrafisz na moment chociaż zapomnieć o
                                              > tym, co was dzieli i pomyslec o tym (kimś) co was łączy??? Czy pozwolisz mu
                                              > (synkowi) spędzić swięta z bliskimi???

                                              Jasne. Od trzech lat spedza swieta z bliskimi.

                                              > Daj im szansę odbudować to co zostało zburzone, nieoglądając sie na wyroki
                                              > sądowe. A co do twoich przyjazdów do wawki, to też jest okazja do tego aby
                                              się
                                              > spotkali.

                                              Luuuudzie! Mam zrywac dzieciaka o 4 rano, wlec go pociagiem 3,5 godziny, dac
                                              tatusiowi, zeby sie nim nacieszyl, po czym znowu zrywac go skoro swit i
                                              zabierac do domu?

                                              >I jeżeli nie jestes egoistką i rozumiesz jego trudną sytuację
                                              > wycofaj wniosek o pozbawienie praw rodzicielskich... To z twojej strony
                                              będzie
                                              > olbrzymi gest dobrej woli. Jak to nie pomoże, możesz wtedy wycierac nim nawet
                                              > podłogę... ja nie zaprotestuję!!!

                                              A propos wniosku - rozmawialam o tym z Dominika w sierpniu. Przekazalam przez
                                              nia panu Zbigniewowi, ze czekam miesiac, do konca wrzesnia, na jakakolwiek
                                              probe kontaktu z malym. Nie doczekalam sie, sprawa jest zamknieta. Coscie sie
                                              tak kolezanko przyczepily akurat do tego wniosku? Moze to i nie brzmi
                                              najlepiej, ze ktos jest pozbawiony wladzy rodziecielskiej, ale po raz n-ty
                                              oswiadczam - to nie ma nic wspolnego z zakazem kontaktow, Boze bron. Wyjasnie
                                              to krotko:
                                              odbywa sie sprawa>zostaje pozbawiony wladzy rodzicielskiej>sklada wniosek do
                                              sadu o ponowne ustalenie zasad kontaktow z dzieckiem>ma je ustalone>odwiedza
                                              Kube i tak kiedy chce, bo ja sie moge dostosowac>albo nie odwiedza>bo tak to
                                              sie jak zwykle skonczy

                                              Czy ja moge miec nadzieje, ze to w koncu EOT?
                                              • mikawi Re: KAMILI 77 20.11.03, 14:02
                                                ja mam tylko pytanie: dlaczego chodzisz z nimi razem na spacery? to ojciec nie
                                                może SAM zabrać syna na spacer, musi miec obstawę? to trochę dziwne - ojciec
                                                przyjeżdża DO SYNA, ale może z nim być tylko w towarzystwie ex? Przecież twoje
                                                dziecko nie jest noworodkiem wymagającym stałej obecności mamy tylko duzym
                                                chlopakiem. Może ojciec chce się spotykac z synem a nie z tobą?
                                                • domali Re: KAMILI 77 20.11.03, 14:05
                                                  Mikawi, bo w wyroku sądu jest napisane, że spotkania odbywają się w obecości
                                                  matki w miejscu jej zamieszkania...
                                                  • mikawi Re: KAMILI 77 20.11.03, 14:13
                                                    no, ale skoro kamila wykazuje tyle dobrej woli ("dla mnie nadal wiazace jest to
                                                    co z nim ustalilam - ponad rok temu - ze pies drapal wyroki sadowe") i kieruje
                                                    się tylko dobrem dziecka, może by nie robiła szopki i pozwoliła ojcu pobyć z
                                                    synem samemu, bez jej straży - to naprawdę nie zaszkodzi dziecku, a wręcz
                                                    przeciwnie. Ja bym się czuła w takeij sytuacji jak złodziej czy bandyta którego
                                                    trzeba pilnować, a nie wolny czlowiek ktory może spędzić czas TYLKO z synem bez
                                                    konieczności oglądania ex. A wiadomo, że ludzie unikają sytuacji w których
                                                    czują się na celowniku (byłej żony na przykład).
                                                  • domali Re: KAMILI 77 20.11.03, 14:15
                                                    Więc mikawi, sama rozumiesz... o ile mi widaomo, Kamila nie wie, czy z tatą
                                                    nie stanie się Kubie coś złego...
                                                    Mam nadzieję, że deklaracje na forum będą dla obojga jakoś wiążące... Ja się
                                                    nie wypowiadam, bo to nie moje dziecko, nie moje obowiązki itd...
                                                • kamila77 Re: KAMILI 77 20.11.03, 14:18
                                                  Kochana, nie chodze no. Cho - dzi - lam. Najzwyczajniej w swiecie stracilam do
                                                  tego czlowieka zaufanie, pod kazdym absolutnie wzgledem, takze jesli chodzi o
                                                  dobro dziecka. To bylo TRZY LATA TEMU!, tuz po naszym rozstaniu. Wtedy eks dwa
                                                  lub trzy razy malego odwiedzil. Mialam prawo postawic warunki i postawilam -
                                                  kilka miesiecy w miare regularnych kontaktow - potem moze z maluchem gdzies isc
                                                  czy pojechac sam. I tak bylo (tzn. mimo sporadycznych jednak kontaktow wzial
                                                  malucha w swieta na jeden dzien).
                                                  Prosze was w tej chwili o jedno: sprobujcie sobie wyobrazic sytacje, w ktorej
                                                  same wychowujecie dziecko. Ojciec sie z nim nie kontaktuje przez 2-3 lata.
                                                  Nagle sie zjawia. Chce wasze dziecko zabrac do swojej rodziny, ktorej to
                                                  dziecko juz nie pamieta. I co? Be slowa wystawiacie dziecko za drzwi? Nie
                                                  obawiacie sie o to, jak ono sie poczuje? Ze bedzie samo wsrod obcych ludzi? Ze
                                                  bedzie musialo mowic "babciu", "dziadku" do osob, ktore kojarzy jedynie ze
                                                  zdjec w albumie? I "tato" do kogos, kogo pamieta jak przez mgle?
                                              • oligarcha Re: KAMILI 77 20.11.03, 14:28
                                                1. Rozmawiać wiele razy miałaś okazja i co???
                                                2. Jak to nie protestował??? To juz pomówienie, a wszystko jest w zapisie z
                                                rozprawy... Nie mów czym nie pałasz, bo "papier" wszystko przyjmie. Co do
                                                ostatniego spotkania, to moze tobie było i zabawnie. A jezeli szli na spacer,
                                                to po co ty z nimi??? Zamordować dziecko chciał??? Czy może za duzo swobody to
                                                przestepstwo???
                                                3. Bez komentarza
                                                4. Jezusa to ty zostaw w spokoju, bo nierychliwy ale sprawiedliwy...
                                                W wyroku sadowym , a właściwie w jego uzasadnieniu znajduja się słowa, ze
                                                zwiazek został rozwiazany z orzeczeniem o winie eksa, bo takie było
                                                orzecznictwo sądu najwyższego (związał sia z inną kobietą przed formalnym
                                                rozwiazaniem małzeństwa a ów zwiazek nie był przyczyna lecz skutkiem rozpadu)
                                                Masz racje nie wyciagaj...
                                                5. ty juz do niego napisałas... nie pamietasz???
                                                6. a ty i twoi rodzice to wszystko... zastanów sie troche nad sobą...
                                                7. może warto dla dziecka.... i nie pociagiem bo polskim expresem jeździsz
                                                8. i znów twój egoizm... czy wszystko ma się odbywać na twoich warunkach???
                                                przy takim podejściu nie wróżę dziecku niczego dobrego...
                                                ty na prawdę nie potrafisz wykazac nawet odrobiny dobrej woli!!!
                                                • ulotna Tak sobie czytam... 20.11.03, 14:39
                                                  i się zastanawiam...
                                                  Po co i na co te ataki? Gdyby nie zdrowy rozsądek to mogłabym pomyśleć, że
                                                  Kamila jest bezwzględną czarownicą, która trzyma swoje dziecko w piwnicy
                                                  zamkniętej na cztery spusty. Bo tak ją tu niektórzy przedstawiają. Jednak
                                                  słusznie ktoś wcześniej zauważyl - wina zawsze leży pośrodku. Może więc
                                                  zamiast z Kamili robić czarownicę a z jej ex- świętoszka, warto zająć się
                                                  swoimi sprawami a deklaracje, decyzje i przyszłość pozostawić rodzicom dziecka.
                                                  Takie osobiste ataki nie budują dobrej opinii temu forum...niestety sad
                                                  • oligarcha Re: Tak sobie czytam... 20.11.03, 14:54
                                                    ulotna nikt z nikogo swiętoszka nie robi, czarownicy tym bardziej, zaczęło sie
                                                    niewinnie, a skonczyło.... szkoda gadać... ja na tym kończę i mam nadzieję, że
                                                    osoby najbardziej zainteresowane dojdą do porozumienia... dla dobra dziecka!!!

                                                    the end...
                                                  • darcia73 Re: Tak sobie czytam... 21.11.03, 09:45
                                                    Jakby tatus tak kochał dziecko, to by nie romansował i inna baba ale szanowałby
                                                    swoja rodzinę , która przeciez założył i nie rozbijałby jej!
                                                  • domali Re: Tak sobie czytam... 21.11.03, 09:54
                                                    Wiesz Darcia... chyba się zagalopowałaś... Nie znasz ani trochę sytuacji, nie
                                                    wiesz, jaka jest prawda, więc jakim prawem coś takiego piszesz? Opierasz się
                                                    oczywiście na słowach Kamili i jako rozwódka oczywiście jej wierzysz...
                                                    Powodzenia!
                                                  • aagacia Re: Tak sobie czytam... 21.11.03, 12:33
                                                    chyab zeczywiscie darciu troszke przesadzilas. zapomnialas chyba ze swiat nie
                                                    jest czarno - bialy..
                                                  • darcia73 Re: Tak sobie czytam... 21.11.03, 15:18
                                                    Droga Aagaciu, bardzo Cię lubię, ale w tym miejscu nie zgodzę się z Tobą. Nie
                                                    wszystko ma odcienie szarości. Są pewne normy, którymi ludzie kierują się w
                                                    życiu. Wierzę w Boga, osobiście przeżyłam moment, kiedy całe moje życie oddałam
                                                    Bogu. Święta nie jestem, bo ze mnie tylko zwyczajny, prosty człowiek, jednak
                                                    wiara zmieniła mój system wartości. Nie jestem katoliczka, wiec może być trochę
                                                    inny niż większości wierzących ludzi w naszym kraju. Dla mnie małżeństwo jest
                                                    świętością, jest nierozerwalne, Pan Jezus wyraźnie powiedział, ze nie powinno
                                                    się rozwodzić. Małżeństwo jest przymierzem (w kościele katolickim to sakrament)
                                                    i to przymierze może być zerwane tylko w przypadku cudzołóstwa i kiedy
                                                    niewierząca strona odchodzi. U mnie jak wiesz tak było. Mój mąż zdradził,
                                                    związał się z inna kobieta. Ja miałam prawo do zerwania tego przymierza i
                                                    powtórnego małżeństwa, niestety wg moich zasad mój mąż będzie pozostawał w
                                                    grzechu. Małżeństwo jest bardzo poważna sprawa, ludzie nie powinni się wiązać
                                                    zbyt pochopnie, bo to decyzja na całe życie. Jesteś z kimś na dobre i na złe, a
                                                    jeśli z różnych powodów musisz odejść, nie możesz wiązać się z inna osobą, może
                                                    za jakiś czas coś się zmieni i taki związek znowu stanie się harmonijny. Znam
                                                    pary, w których tak było. ale mąż nie uciekał od razu w ramiona innej kobiety.
                                                    dali sobie czas, separacja trochę zmieniła podejście każdego z nich do
                                                    partnera. I dzisiaj są wzorowym małżeństwem. Tym bardziej nie mogę zrozumieć
                                                    osoby, która wchodzi miedzy dwoje ludzie i imię tzw. "wielkiej miłości"
                                                    rozwala cudze życie. Ja nie mogłabym budować swojego szczęścia na nieszczęściu
                                                    innej osoby. Nawet nie mogłam odbić chłopaka, dziewczynie z która chodził, to
                                                    było niemoralne. Obcy mąż to tabu, to ktoś nie dla mnie. Choćby nie wiem jak
                                                    był wspaniały. To, ze niektóre eks są zgorzkniałe i wredne może być skutkiem
                                                    zranienia. I nie wiem , czy niejedna z macoch, jakby została za parę lat tez
                                                    eks swojego obecnego, nie byłaby podobnie nastawiona do życia. Nie każdy jest
                                                    silnym psychicznie człowiekiem, nie każdy szybko staje na nogi po czymś tak
                                                    strasznym jak zdrada. Nic dziwnego, ze za największy stres uważa się śmierć
                                                    dziecka lub współmałżonka oraz zdradę i rozwód.
                                                    Dlatego życzę każdej eks, aby znalazła nowego, wartościowego człowieka, z
                                                    którym będzie mogła spędzić resztę życia, naprawdę na dobre i złe, w zdrowiu i
                                                    chorobie, w lepszych i gorszych chwilach. to samo odnosi sie do zostawionych i
                                                    zdradzonych facetów. Tez jestem z nimi całym sercem.
                                                  • darcia73 Re: Tak sobie czytam... 21.11.03, 15:32
                                                    Dodatkowo napisze, ze rozumiem kobiety, które związały się z facetem
                                                    rozwiedzionym lub będącym w separacji, ale nigdy nie zrozumiem tych, które
                                                    wzięły się za cudzego męża. Ja jako podstarzała samotna matka (stuknęła mi 30-
                                                    stka) tez mogłam się liczyć z faktem, ze trafie na jakiegoś rozwodnika i być
                                                    może byłabym macochą wink Trafiłam na kawalera, co oszczędzi mi jak widzę wielu
                                                    kłopotów wink


                                                    --
                                                    moj adres: daruncia@wp.pl / na "gazetowy" nic nie dochodzi sad
                                                  • oligarcha Re: Tak sobie czytam... 20.11.03, 14:57
                                                    i tak juz na zakończenie... niech kamila nie zaczyna awantur, to i czarownica
                                                    nie bedzie

                                                    juz znikam... wink))
    • oligarcha Re: Jeszcze ja ... 20.11.03, 15:05
      Ja macochą mam nadzieje nigdy nie bedę smile), ale wszystkim wam życzę
      wszystkiego dobrego...
      • konkubinka Re: Jeszcze ja ... 21.11.03, 12:18
        to ja chyba rozpoczelam te dyskusje.Ulotna , nie mow ze to zle swiadczy o
        forum bo mnie sie wydaje ze jestesmy tu aby sobie pomagac.Mysle ze dyskusja
        wywiazala sie dlatego ze i jedne i drugiej stronie potrzeba obiektywnego
        spojrzenia innych.Fakt ze to Kamila zaczela ironiczne tresci pod watkami
        Domali.Domali jest czytajac to wszystko co pisze osoba delikatna i wrazliwa i
        tez chyba zdaje sobie sprawe z tego ze wina zawsze lezy po srodku.
        Kamila jesli stac cie rzeczywiscie na ustepstwa a jest tak jak twierdzisz ze
        nie mozesz zaufac jeszcze eksowi to poswiec sie.Chyba nie jest to jednak tak
        daleko zeby zrywac dziecko tak wczesnie.Sprobuj zostawic ich samych.Dziecko w
        tej sytuacji zupelnie inaczej sie bedzie czulo a naprawde ufa ci napewno
        berdziej niz tacie w obecnej chwili wiec napewno powie ci jakby bylo cosa nie
        tak.Do tego powiem ci na swoim przykladzie ze bedziesz po dziecku widziala
        gdy "przyniesie" od ojca jakies dziwne zachowania lub nawyki.
        Wtracam sie bo temat na forum powstal i mnie zainteresowal poniewaz zal mi
        dziecka.
        Acha , pytalas Kamila o co mi chodzilo w tamtym stwierdzeniu.Chodzilo mi o to
        ze mozna stracic duzo czasu ktory mozna poswiecic na siebie.Bardzo czesto
        kobiety w twojej sytuacji (nasza ex takze)sa tak pochloniete walka z eksem ze
        zapominaja o wlasnym zyciu.A lata leca.Eks jakos to wszystko sobie uklada , ma
        nowa rodzine.A kobieta w tej sytuacji ktora tego nie ma bo jest juz za pozno
        wyzwala w swoim dziecku poczucie winy , odpowiedzialnosc za zaistniala
        sytuacje.A to przeciez nie jego wina.
        Zycze powodzenia
        • darcia73 Re: Jeszcze ja ... 21.11.03, 13:31
          konkubinka napisała:

          > mozna stracic duzo czasu ktory mozna poswiecic na siebie.Bardzo czesto
          > kobiety w twojej sytuacji (nasza ex takze)sa tak pochloniete walka z eksem ze
          > zapominaja o wlasnym zyciu.A lata leca.Eks jakos to wszystko sobie uklada ,
          ma
          > nowa rodzine.A kobieta w tej sytuacji ktora tego nie ma bo jest juz za pozno
          > wyzwala w swoim dziecku poczucie winy , odpowiedzialnosc za zaistniala
          > sytuacje.A to przeciez nie jego wina.

          Konkubinko, zgadzam się z Tobą. latka lecą, a samotność w wielu przypadkach
          powoduje całkowite skoncentrowanie swoich wszystkich uczuć tylko na dziecku, co
          jest dla niego dużym obciążeniem. Dlatego ja uważam, ze my samotne matki tez
          mamy prawo do szczęścia i do tego, by stworzyć nowa rodzinę. Ja obecnie jestem
          BARDZO zakochana w facecie, któremu mój eks do pięt nie dorasta i bardzo
          szczęśliwa. Jednak teraz nie jestem już młoda i naiwna, po ciężkim
          doświadczeniu długo się zastanawiałam, zanim zaangażowałam się w nowy związek.
          Ale nie żałuję i czasami myślę, ze gdyby mój eks mnie nie zdradził, nie
          spotkałabym Swojego Szczęścia smile
    • jayin ak81 12.01.05, 12:10
      Post wycięty.
      powód: prywata i - jakby to ładnie nazwać - "obrażanie bab z magla".

      J.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka