Po okropnym zeszłym roku, świętach - nastąpił przełom (znowu się nagadałam!)
Exiara nie przyjechała (na szczęście) po Młodego. Spędził część ferii w domu,
część u dziadków (nie odwiedził przy okazji matki - ukrywał się, choć do ex
doszło już, że był).
Zanim wyjechał złożył mi życzenia urodzinowe i wręczył prezent, na który wydał
całe kieszonkowe.

Wrócił do domu trochę zepsuty (rozpuszczony), ale już
został naprowadzony na właściwy tor. Rozmowy, rozmowy... Jak twierdzi - nie
podobają ma się nasze zasady, ale nie ma wyjścia, bo do matki nie chce wrócić.
A dziadkowie, zaślepieni miłością do wnuka, robią nam krecią robotę.
Nie wiemy teraz co to są lekcje (rzadko prosi o pomoc), pomaga w pracach
domowych i to sam z siebie, jest miły. Muszę go jeszcze "wypchnąć" z domu - do
kolegów, nauczyć współżycia społecznego.

Uważam, że za bardzo się izoluje.
Ale jest już mądrzejszy. Boże, to już trzy lata zmagań...