Dodaj do ulubionych

Też pozytywnie

07.02.09, 19:45
Po okropnym zeszłym roku, świętach - nastąpił przełom (znowu się nagadałam!)
Exiara nie przyjechała (na szczęście) po Młodego. Spędził część ferii w domu,
część u dziadków (nie odwiedził przy okazji matki - ukrywał się, choć do ex
doszło już, że był).
Zanim wyjechał złożył mi życzenia urodzinowe i wręczył prezent, na który wydał
całe kieszonkowe. smile Wrócił do domu trochę zepsuty (rozpuszczony), ale już
został naprowadzony na właściwy tor. Rozmowy, rozmowy... Jak twierdzi - nie
podobają ma się nasze zasady, ale nie ma wyjścia, bo do matki nie chce wrócić.
A dziadkowie, zaślepieni miłością do wnuka, robią nam krecią robotę.
Nie wiemy teraz co to są lekcje (rzadko prosi o pomoc), pomaga w pracach
domowych i to sam z siebie, jest miły. Muszę go jeszcze "wypchnąć" z domu - do
kolegów, nauczyć współżycia społecznego. smile Uważam, że za bardzo się izoluje.
Ale jest już mądrzejszy. Boże, to już trzy lata zmagań...
Obserwuj wątek
    • ataner30 Re: Też pozytywnie 07.02.09, 21:56
      gratuluje i zycze dlaszych sukcesow wychowawczych smile)
    • liz-beauty Re: Też pozytywnie 08.02.09, 08:52
      Ciesze sie, ze idzie ku lepszemu, ale mam kilka pytan (moja sytuacja jest
      troche podobna). Jakie zasady mu sie nie podobaja i jak okazuje niezadowolenie?
      W jaki sposob dziadkowie robia "krecia robote"? Chodzi o nieprzestrzeganie
      ustalonych zasad, czy o rozpieszczanie ukochanego, rzadko widywanego przez nich
      wnuka? No i najtrudniejsze - naprawde uwazasz, ze to dobrze, ze chlopak nie
      chcial sie zobaczyc z mama? Z tego co piszesz, nie jest ona jakas patologiczna
      matka, samotnie wychowuje niepelnosprawne dziecko... Fakt, nie zawsze dotrzymuje
      slowa danego synowi, ale uwazam, ze w sytuacji w jakiej sie znalazla (setki
      kilometrow od Was, sama z niepelnosprawna corka) po prostu jest jej niezwykle
      ciezko tak sie zorganizowac, by po niego przyjechac i potem odwiezc. No ale moze
      jest inaczej... A wiec - czy ograniczenie tych kontaktow bylo konsultowane z
      psychologiem? Pytam, bo u nas sa takie same dylematy (Mlody za kazdym razem
      odchorowuje wizyte u mamy)...
      • marusia1 Liz 08.02.09, 21:28
        W jaki sposob dziadkowie robia "krecia robote"?

        Uważam, że dziadkowie są po to, by rozpieszczać, ale nie mogą podważać naszego
        autorytetu (nie słuchaj taty, nie mów tacie, nie oddawaj tacie, ja ci pozwalam,
        itp.) Do tego mówią głośno, że za dużo od Młodego wymagamy (nauka - Młody jest
        bardzo zdolny, a u matki zbierał jedynki), że każemy mu pomagać w pracach
        domowych, że nie okazujemy mu uczuć, itd. Dziadkowie traktują go tak jakby miał
        3 lata, a on to wykorzystuje. Gdy jest u dziadków narzeka na nas, przymila się
        do dziadków i ciągnie od nich co się da (kasę, prezenty) i może wracać już do
        domu, bo nudno. Ja nie lubię tego i gonię go za to. Co innego pomóc dziadkom,
        porozmawiać z nimi... Oni i tak go obdarują, ale nie można wykorzysywać
        sytuacji, bo on niby taki biedny jest.

        Jakie zasady mu sie nie podobaja i jak okazuje niezadowolenie?
        Zasady to między innymi mówienie prawdy, kary za występki, nagrody za sukcesy.
        Tak jak to jest w domu. Młody dostał od dziadków telefon komórkowy na gwiazdkę 2
        lata temu. Nieszczęśliwie się złożyło, że dziadkowie nie ustalili prezentu z
        moim M. tylko z Młodym. Związali się umową na 3 lata, a Młodemu telefon przestał
        się podobać już po nowym roku. Wytrzymał z tym telefonem 2 lata, oczywiście nie
        szanując go. W końcu specjalnie go zniszczył i nagle okazało się, że dziadkom
        kończy się właśnie umowa (a koniec umowy mija za 4 miesiące) i Młody może sobie
        wybrać telefon. Powiedzieliśmy, że w związku z tym, że zniszczył specjalnie
        telefon może wziąć stary dziadka, a nowy dostanie dopiero na gwiazdkę.
        Oczywiście wrócił z ferii z nowym telefonem i jeszcze dziadek wmawiał nam, że to
        jego stary. Mąż powiedział, że dziadek ma zabrać telefon, bo umowa była inna.
        Dziadek wyjechał obrażony o g. 6:30, nie zrozumiał, że nie można nagradzać
        dziecka za brak szacunku do pieniędzy, rzeczy. Młody burzył się przez pół dnia,
        ale wieczorem zwrócił ojcu telefon. Ma teraz jakiś nasz stary i postanowił czkać
        cierpliwie do gwiadki. Oczywiście dziadkowego już nie chce, bo to będzie stary
        model.
        Młody pyszczył: wy i wasze zasady, ale dostosował się. Przez jakiś czas
        buntował się, że i nie chciał nic w domu robić, bo niby inne dzieci nie muszą.
        Odpowiedziałam krótko: idz do rodziców tych dzieci - może cię zaadoptują. Oby
        nie zapeszyć - jest dobrze. Przede wszystkim ma poczucie bezpieczeństwa i jeśli
        mój M. będzie konsekwentny - będzie dorze.

        Fakt, nie zawsze dotrzymuje slowa danego synowi, ale uwazam, ze w sytuacji w
        jakiej sie znalazla (setki kilometrow od Was, sama z niepelnosprawna corka) po
        prostu jest jej niezwykle ciezko tak sie zorganizowac, by po niego przyjechac i
        potem odwiezc.

        Ex ma postawę roszczeniową. Nie płaci alimentów na MLodego, nie dorzuca się do
        dużych wydatków, nawet związanych ze zdrowiem. Rozumiem, że opiekje się
        dzieckiem niepełnosprawnym, ale: sama doprowadziła do tej niepełnosprawności,
        nie chciala tego dziecka, uważam, że nie dba o nie tak jak powinna. Na pokaz
        rehabilituje, ale efektów jakoś nie widać. Im gorzej dziecko wygląda, tym
        wzbudza większą litość, więcej kasy wyciągnie z różnyc instytucji. Co do
        kilometrów - gdy oddała Młodego mężowi, to postawiła warunek, że ma nie mieszkać
        w domu rodzinnym (parę kilometrów od niej), tylko właśnie 400 km od niej.
        Zawsze, gdy zbliżał się "jej czas" mała stawała się chora i że niby nie może
        albo ona sama miała... kaszel (!!!) Teraz wysłała smsa o godz. 22 dzień przed
        feriami, żeby jej Młodego przywieźć. Miała niby zwrócić koszty w jedną stronę O
        powrocie nie było mowy. W związku z ty, że nie odzywała się wcześniej -
        zapisaliśmy Młodego na Zimę w mieście, poza tym mieliśmy grypę, więc wyjazd nie
        był brany pod uwagę. I tak wyzliśmy na tych złych, bo nie zawieźliśmy go.
        Zresztą - latem Młody był w sanatorium 200 km od niej. Dziadkowie odwidzali go
        co tydzień, ona nie. Ale choroba córki nie przeszkadza jej w weekendowych
        wyjazdach do faceta, w wyjazdach do siostry (tez ok. 400 km) czy nad morze (w
        okresie, gdy Młody miał być u niej, dla niego jednak zabrakło miejsca w domku,
        który wynajęła).

        A wiec - czy ograniczenie tych kontaktow bylo konsultowane z
        > psychologiem? Pytam, bo u nas sa takie same dylematy (Mlody za kazdym razem
        odchorowuje wizyte u mamy)...

        Żeby nibyło niedomówień - my Młodemu nie ograniczamy kontaktów z matką. Poza tym
        jest on na to za duży. Dziakowie go tam pchali, ale my daliśmy mu zawsze wolną
        rękę. Jak jechał do dziadków to powiedziałam mu - jeśli masz taką potrzebę,
        chcesz się zobaczyć z mamą to zadzwoń do niej. Nie zadzwonił przez prawie dwa
        tygodnie. Zadzwoniła oa - dopiero jak się dowiedziała, że był tam. Jeśli matka
        przyjechala po niego na wakacje, czy ferie 2 lata temu - był u niej (z poczucia
        obowiązku i żeby nie robić jej przykrości), ale później my lataliśmy z Młodym od
        psychologa do psychologa. U matki były wyzwiska skierowane od naszym adresem,
        opowiadała historie o tym, co to niby tata robił (a to były jej własne czyny).
        Zapluła Młodego jadem. W nim kłębiły się później emocje i występowały ataki
        agresji. Zazwyczaj pyskował, ubliżał mi, demolował mieszkanie, nie chciał
        chodzić do szkoły, a jak już poszedł - przynosił jedynki (wiedział, że zależy
        nam na dobrych ocenach i to było to, czym mógł nas zranić). Jak zaczęliśmy
        olewać go, poczuł się odizolowany, musiał zapłacić za szkody - zaczął się
        zmieniać. Zrozumiał też, że matka nakręciła go i bardzo dużo na tym stracił. A
        ona jest zazdrostna. Teraz, gdy Młody miał robiony aparat powiedziała mu, że się
        dołoży. A mojemu M. - by się wypchał, a jak nie daje sobie rady, to żeby
        przywiózł Młodego do niej, a ona wystąpi o alimety. Jakby dziecko można było
        zapakować w walizkę i zawieźć ot tak. Jak Młody opowiada jej o szkole, że jest
        fajna, że renomowana... Słyszy - u nas też są szkoły. Odnoszę wrażenie, że każdy
        nasz sukces ją dobija i zaczyna tłamsić Młodego, a najgorsze jest to, że wzbudza
        w nim poczucie winy, że ma chorą siostrę, że ją zostawił. Gdyby można było małą
        zabrać poza mieszkanie ex, też by było inaczej. Mój M. nie lubi tam jeździć, bo
        każde spotkanie z ex odchoruje później (a jest sercowy). Młody chwilę bawi się z
        siostrą, a później ex zabiera go do drugego pokoju i wypytuje o wszystko. W
        sumie nawet z siostrą nie pobędzie. A w naszej rodzinie nerwowa atmosfera
        nastaje zanim się każdy wyciszy... Do doopy to wszystko.
        • liz-beauty Re: Liz 08.02.09, 21:47
          Ukochani dziadkowie to sa rodzice Ex czy M? Nasz Mlody ma przechlapane, bo jedni
          dziadkowie go troche olewaja, a drudzy... calkowicie. sad

          Marusiu, wiem, ze Wy nie ograniczacie kontaktow. Jednak one sie wyraznie
          rozluznily i chcialam zapytac co psycholog na to. Nie dlatego, ze ja potepiam,
          tylko dlatego, ze moj chlop tez sie zastanawia, czy by nie przestac chlopaka
          zawozic (w obie strony, zawsze na jego koszt, to mama chlopca sie wyprowadzila
          100km od dziecka). Z odwiedzaniem go to samo co u Was - a to mlodsze dziecko
          chore, a to nie ma kasy na benzyne albo jeszcze co innego. Alimentow nie placi
          od 10 lat. Zasadzona jest taka kwota, ze nawet nie pisze, bo przypuszczam, ze w
          Warszawie czy innym duzym miescie utrzymanie kota (sorry za porownanie) kosztuje
          wiecej...
          • marusia1 Re: Liz 09.02.09, 13:07
            Ukochani dziadkowie to sa rodzice Ex czy M?
            Oczywiście, że rodzice M! Ich dom, podwórko, wioska - to ta "dobra" przeszłość.
            Exiara wyrowadziła się do swoich rodziców i jak mój M jest z Młodym na widzeniu
            u małej, to dziadkowie nawe nie wychodzą z pokoju żeby się z nim przywitać.
            Zresztą nigdy nie zaznał od nich ciepła, zainteresowania. Młody nie jest im
            dłużny - nawet nie skłąda im życzeń z okazji święta dziadków. Na początku
            kazałam mu wysyłać kartki, ale odpuściłam. Jest on duży i nie zamierzam go już
            do niczego zmuszać. Tym bardziej, że na początku jak pracowałam nad poprawą
            wizerunku jego matki (śmiał się z niej, brzydko o niej mówił, opowiadał o jej
            przywarach, itp.), to później odbiło mi się to czkawką.

            wiem, ze Wy nie ograniczacie kontaktow. Jednak one sie wyraznie
            > rozluznily i chcialam zapytac co psycholog na to.
            Kiedyś zastanawaliśmy się nad wystąpieniem do sądu o kontakty z matką w ośrodku,
            w obecności psychologa. I powiedzieliśy o tym Młodemu, tłumacząc mu, że nie może
            tak być, że po spotkaniu z matką nie daje on sobie rady z emocjami. Nie chcę
            pamiętać tego, co on robił, mówił... Teraz sytuacja zmieniła się już z 10 razy.
            Młody skończył 13 lat, więc jest starszy, mądrzejszy, no i ma prawo głosu. My
            staramy mu się tylko tłuaczyć i co do matki został postawiony warunek - matka ma
            go zabierać i odwozić, a jak nie, to ewentualnie jak się z tatą dogada (i
            zapłaci za benzynę),a my nie będziemy mieć innych planów - możemy go zawieźć.
            Ale, że exiara ma tylko roszczenia i z moim M. w ogóle nie rozmawia - jest jak
            jest. Mamy dziurę w budżecie, to tym bardziej nie zamierzam do niej dokładać.
            Wolę wyjechać do znajomych gdzieś bliżej i odpocząć niż stracić kasę i cały
            weekend spędzić w samochodzie, a później wysłuchiwać u dziadków na temat exiary.
            Kiedyś psycholog stwierdził wzajemą agresję Młody - matka (mieszkał wtedy
            jeszcze z nią i ex zbierała materiały na tatusia). My zliczyliśmy kilku
            psychologów - zawsze po spotkaniu Młodego matką. Żaden psycholog nie stwierdzi,
            żeby ograniczyć kontakty z rodzicem, bo każde dziecko powinno je mieć. Jeden
            tylko mądrze wiedział, że nie jest to problem dziecka, tylko rodziców -
            opiekunów, żeby pomóc dziecku zładować negatywne emocje, żeby nie dusił ich w
            sobie i żeby uniknąć ataku szału agresji. Nie chciał on nawet widzieć Młodego.
            Mój M. więcej do niego nie poszedł, bo Młody przez wakacje nie widział matki,
            zmienił szkołę, środowisko, a tym samym on się zmienił. Ja jednak zastanawiam
            się nad jakimiś warsztatami dla rodziców. Nigdy nic nie wiadomo...
            Co do kasy - pisałam już. Zabiegi ex - np. nie pamiętała o urodzinach, o
            gwiazdce, ale w ostatnim tygodniu przed feriami przysłała Młdemu kasę na prezent
            gwiazdkowy. Trochę późno, ale nie bez przyczyny. Mimo wszystko Młody nie złapał
            się i nie odwiedził jej podczas wizyty u dziadków. A kasę wydał, cóż... Mnie by
            to dało dużo do myslenia...
            • liz-beauty Re: Liz 09.02.09, 19:42
              Ja czasami probuje wyobrazic sobie co bym czula, gdybym byla matka dziecka,
              ktorej sad nie przyznal prawa do opieki nad nim (wiem, ze u Was tak nie bylo,
              ale w przypadku "mojego" Mlodego tak wlasnie sie stalo). I powiem Ci, ze ja
              mamie Mlodego wspolczuje, bo ja bym chyba zwariowala, gdyby mi byly maz zabral
              niespelna dwuletnie dziecko. Mama chlopca wyznala mi kiedys, ze jej bardzo
              zalezy na kontaktach Mlodego z rodzenstwem i ja to bardzo szanuje. Przeciez
              kiedys, gdy rodzicow juz nie bedzie, te dzieciaki beda dla siebie rodzina. Byc
              moze beda sie nawzajem wspieraly, pomagaly sobie. No i teraz pomyslalam o tej
              niepelnosprawnej dziewczynce, siostrze Waszego Mlodego... Dlaczego nie wolno
              wspominac jej imienia??!!
              • marusia1 Re: Liz 09.02.09, 22:57
                No i teraz pomyslalam o tej niepelnosprawnej dziewczynce, siostrze Waszego
                Mlodego... Dlaczego nie wolno wspominac jej imienia??!!

                Źle zrozumiałaś. Młody bardzo przeżywa rozstanie z siostrą, ale mówi o niej
                bardzo rzadko. Myślę, że cierpi. Kiedyś powiedział: szkoda, że mama żyje, wtedy
                siostra mieszkałaby też z nami. Exiara mówi małej, że brata nie ma, bo pracuje i
                nie wiadomo co jeszcze. Faktem jest, że mała jest na Młodego obrażona, a i Młody
                jak jest starszy, to gubi wspólny język z siostrą. Kontakty ogranicza też
                niepełnosprawność. Te dzieci żyją w dwóch różnych światach. Po ostatnich feriach
                Młody wrócił tak wyprany, że też chciał być kaleką (przestał chodzić na
                rehabilitację - kręgosłup).
                Chodziło nam o to, by dziadkowie nie wzbudzali w nim poczucia winy, obowiązku i
                nie zmuszali go do odwiedzin u matki. On czasami woli poświęcić spotkanie z
                siostrą, byleby ominęło go widzenie matki.
                Pamiętam, na początku chcieliśmy, by Młody był też matki w Wigilię (choć ona
                nie brała tego pod uwagę). Umówiliśmy się, że zrobimy wcześniej kolację, by
                zaliczył dwie. Młody zaczął w nocy zwracać, w Wigilię od rana leżał z gorączką i
                zwracał (nic nie jadł). M. napisał ex, że syn jest chory i żeby przyjechała na
                drugi dzień. Nagle zaczęło jej zależeć, zaczęła straszyć Policją. Obiecałam
                Młodemu, że zostanie z nami (nawet nie przebrał się do kolacji, leżał w piżamie
                przy stole), pojedzie dopiero rano. Wtrącił się dziadek zaczął się na nas
                wyzierać, a Młodemu ubrać się i jechać do matki, bo musi. Mój M. słowm się wtedy
                nie odezwał (a powinien!) Młody popatrzył wtedy na mnie tak strasznie. Zawiodłam
                go wtedy. Pojechał z płaczem. U matki było już dawno po kolacji (g. 18, a
                umówieni byli inaczej!), nikt nie podzielił się z Młodym opłatkiem, wskazano mu
                tylko prezent pod choinką. Kiedy wrócił do dziadków drugiego dnia (wracaliśmy
                wtedy do domu) wypytywał co robiliśmy jak go nie było, co go ominęło. Dlatego
                uważam, że Młody powinien mieć w tym zakresie wolną rękę.
                • liz-beauty Re: Liz 10.02.09, 20:29
                  Pewnie kiedys to zrozumiem. Na razie zdumiewa mnie i martwi, ze moj facet dazy
                  do ograniczenia kontaktow Mlodego z matka. Wiem, ze tam jest wszystko
                  niestabilne, niepewne, nietrwale. Ale na milosc boska - Mlody kocha mame, a ona
                  jego. Do tego jeszcze rodzenstwo ze strony mamy. No fakt, jak wraca, to niczego
                  nie mozemy byc pewni, ale takich jazd jak Ty opisywalas, Marusiu, nie bylo. Nasz
                  najwiekszy stres ostatnio - czy bedzie mogl pojechac na zimowisko (bo za kazdy
                  razem po powrocie od mamy rewolucje zoladkowe). Agresji skierowanej na mnie czy
                  na ojca nie bylo, "jedynie" cos w rodzaju katatonii. Biedne te dzieciaki.
                  • chalsia Re: Liz 11.02.09, 15:21
                    >Wiem, ze tam jest wszystko
                    > niestabilne, niepewne, nietrwale. Ale na milosc boska - Mlody
                    kocha mame, a ona
                    > jego. Do tego jeszcze rodzenstwo ze strony mamy. No fakt, jak
                    wraca, to niczego
                    > nie mozemy byc pewni,

                    ja tylko dodam, że większośc samodzielnych mam ma tak samo - powrót
                    z pobytu w domu ojca z reguły wiąże się z mniejszą czy większą
                    niestabilnościa/zaburzeniem zachowania dziecka w jego własnym domu.
                    • marusia1 Re: Liz 11.02.09, 23:08
                      > ja tylko dodam, że większośc samodzielnych mam ma tak samo - powrót
                      > z pobytu w domu ojca z reguły wiąże się z mniejszą czy większą
                      > niestabilnościa/zaburzeniem zachowania dziecka w jego własnym domu.

                      I dlatego ani rodzic spoza miejsca przebywania dziecka, ani dziadkowie, ciocie,
                      itd. nie powinni się użalać nad rozwiedzionymi dzieciakami, tylko je traktować
                      jak każde inne. Dziecko powinno być po prostu członkiem rodziny, domownikiem,
                      który ma swoje prawa, ale i obowiązki. Dzieci świetnie wykorzystują sytucję
                      (pomijając ich emocje). Czymże jest rozwód w stosunku do śmierci obojga rodziców
                      i innych tragedii?
    • betti_domino Re: Też pozytywnie 09.02.09, 17:22
      chyba cięzko jest tak żyć i czekać co jeszcze ex wymysli,albo
      dziadkowie namieszają.
      Pocieszyc się można tym,że młody ma swój rozum i moze juz nie da
      się wykorzystac w wojnie podjazdowej prowadzonej przez ex,oby tak
      dalej zachowywał sie i robił mądrze z waszą pomocąsmile
      • marusia1 Re: Też pozytywnie 09.02.09, 17:45
        Dziękuję za miłe słowa!
        PS. Warunek wizyty u dziadków był jeden - zakazaliśmy mówić o ex,
        małej, a nawet wspominać miasto, gdzie one mieszkają. Mogli
        rozmawiać na te tematy, pod warunkiem, że Młody sam zacznie...
        Dziadkowie byli oburzeni, ale nie pytali. Młody, jak się okazało nie
        wspomniał nawet raz o matce, czy siostrze (za siostrą bardzo tęskni,
        ale musiałby też spotkać się wtedy z matką), co bardzo dziadków
        zdziwiło. Może w końcu coś do nich dotrze?

        Wszyscy dziadkowie mieli szansę, aby sie wykazać wychowując swoje
        dzieci, którym teraz muszą dać szansę w wychowaniu swoich wnuków. W
        końcu dali dzieciom przykład, więc dlaczego niby ich ukochanym
        wnukom miałaby dziać się krzywda? Nieprawdaż? smile
        • czerwonymuchomor Re: Też pozytywnie 10.02.09, 17:24
          > Wszyscy dziadkowie mieli szansę, aby sie wykazać wychowując swoje
          > dzieci, którym teraz muszą dać szansę w wychowaniu swoich wnuków.
          W
          > końcu dali dzieciom przykład, więc dlaczego niby ich ukochanym
          > wnukom miałaby dziać się krzywda? Nieprawdaż? smile


          oj prawda! Ale dziadkowie,a w szczególnosci teściowe tak lubią
          myśleć,że my nic nie potrafimy i dają nam to czasami boleśnie odczuc.
    • elakuz Re: Też pozytywnie 11.02.09, 09:59
      Marusia, silna kobitka z ciebie i z tego, co czytam masz niezle
      jazdy z pasierbem. Podziwiam twoja sile i chec pomocy dzieciakowi.
      Niejedna macocha dalaby sobie spokoj. Ja pewnie tez, zwlaszcza, ze
      to taka praca bez "wynagrodzenia" tzn. rzadko, ktory pasierb
      podziekujewink) Pozdrawiam serdecznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka