Dodaj do ulubionych

Czy musimy się ukrywać ?

21.11.03, 15:54
Czy to prawda, że dla sądu nie ma znaczenia to, że poznaliśmy się z M. kiedy
już nie mieszkał z ex ?
Podobno jeśli ex się o nas dowie = powie w sądzie na następnej rozprawie to
M.może zostać uznany winnym rozpadu ich małżeństwa.

Gdybym miała nadzieję na to, że sprawa rowodowa się wkrótce zakończy nie
zawracałabym Wam głowy, ale zapowiada się, że jeszcze długo potrwa, bo jak
dotąd sąd nie kwapi się do szybkiej pracy ani ex nie jest zainteresowana
zamknięciem sprawy. Ja natomiast czasami czuję się tak jakbym spotykała się z
żonatym facetem. No wiem,że M. oficjalnie jest nadal żonaty ale czy dlatego
ma/ mamy zawiesić życie na kołku na parę lat aż do końca rozwodu ?
Zresztą mniejsza o moje odczucia. Nie chciałabym być mimowolną sprawczynią
kłopotów.

Jak to jest z tą winą wg sądów ?
Obserwuj wątek
    • pysia-2 Re: Czy musimy się ukrywać ? 21.11.03, 16:04
      Niestety jest tak, jak moowisz. Tzn. w momencie, kiedy jeszcze rozwood nie
      zostal orzeczony, a mezczyzna mieszka z inna kobieta, to moze zostac oskarzony
      o porzucenie zony (+ ew. dzieci) na rzecz innej kobiety - jesli tylko owa zona
      sie o to postara. A to pociaga za soba sprawe z orzekaniem o winie, a to
      pociaga za soba ew. alimenty na rzecz zony itd....

      Moja znajoma byla w identycznej sytuacji, niestety sprawa ciagnela sie dlugo i
      caly czas musieli sie ukrywac, a kolega na rozprawach musial klamac, ze mieszka
      katem u kolegoow... Na szczescie wszystko skonczylo sie dobrze i teraz juz moga
      oficjalnie byc ze soba, planuja tez slub.
    • mikawi Re: Czy musimy się ukrywać ? 21.11.03, 16:14
      wiele mówiące jest orzeczenie Sądu Najwyższego wyrok z dnia 28 września 2000
      r., IV CKN 112/00 który przytaczam w całości wraz z uzasadnieniem (poniżej).
      Orzeczenie to jest obowiązujące dla sądów niższej instancji, jednak jak wiesz w
      sądzie są tylko ludzie i nie można wykluczyć, że jakaś sędzina uzna że jednak
      mimo wszystko związek z tobą był przyczyną rozpadu malżeństwa, które można by
      jeszcze ratować. Orzecznictwo orzecznictwem, ale wiadomo jak jest w sądzie. Ex
      może się upierać że gdyby nie ty on wróciłby do niej itp.

      A oto orzeczenie o którym mówię:

      "Wyrok z dnia 28 września 2000 r., IV CKN 112/00

      Związek jednego z małżonków z innym partnerem w czasie trwania małżeństwa, lecz
      po wystąpieniu zupełnego i trwałego rozkładu pożycia między małżonkami, nie
      daje podstawy do przypisania temu małżonkowi winy za ten rozkład.

      Przewodniczący: Sędzia SN Iwona Koper (sprawozdawca)
      Sędziowie SN: Elżbieta Skowrońska-Bocian, Tadeusz Żyznowski

      Sąd Najwyższy po rozpoznaniu w dniu 28 września 2000 r. na rozprawie sprawy z
      powództwa Józefa W. przeciwko Danucie W. o rozwód, na skutek kasacji powoda od
      wyroku Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z dnia 26 marca 1998 r.,
      oddalił kasację.

      Uzasadnienie

      Sąd Wojewódzki w Białymstoku wyrokiem z dnia 29 września 1997 r. rozwiązał
      przez rozwód małżeństwo powoda Józefa W. z pozwaną Danutą W. z winy obu stron,
      przyjmując za jego podstawę następujące ustalenia i wnioski.
      Strony pozostają w separacji od 1991 r., tj. do czasu kiedy powód wyjechał do
      USA, gdzie nadal przebywa. Co najmniej od 1992 r. małżonkowie nie utrzymują
      kontaktów osobistych ani gospodarczych. W 1991 r. powód związał się z inną
      kobietą, z którą po uzyskanym w USA rozwodzie jego małżeństwa z pozwaną, zawarł
      tamże w 1995 r. związek małżeński. Pozwana spotykała się z innym mężczyzną od
      lutego 1994 r.
      Długotrwała rozłąka stron w sytuacji, gdy powód ułożył sobie życie w innym
      kraju i nie zamierza powrócić do Polski, powodują znikome prawdopodobieństwo
      reaktywowania małżeństwa, a zupełny rozkład pożycia, jaki nastąpił między
      małżonkami ma także charakter trwały i spełnia przesłanki z art. 56 § 1 k.r.o.
      dla orzeczenia rozwodu.
      Winę za rozkład pożycia ponoszą oboje małżonkowie. Powód przez to, że
      wyjeżdżając za granicę bez uzgodnienia z pozwaną faktycznie porzucił rodzinę a
      następnie związał się z inną partnerką, zaś pozwana przez nawiązanie w czasie
      trwania małżeństwa bliskiej znajomości z innym mężczyzną. W ocenie Sądu
      Wojewódzkiego, obowiązek dochowania wierności trwa przez cały czas istnienia
      małżeństwa i małżonek dopuszczający się zdrady jest współwinny za rozkład nawet
      wtedy, jeżeli uprzednio rozkład ten już nastąpił z przyczyn związanych z
      zachowaniem drugiego małżonka.
      W apelacji od powyższego wyroku pozwana, wnosząc o jego zmianę w części
      orzekającej o winie, zakwestionowała przytoczony pogląd i podniosła, że w
      ustalonych okolicznościach faktycznych sprawy nie może być uznana za współwinną
      rozkładu pożycia, skoro nastąpił on zanim miało miejsce przypisane jej
      postępowanie, ocenione jako tzw. pozory zdrady małżeńskiej.
      Podzielając stanowisko apelacji, Sąd Apelacyjny w Białymstoku zaskarżonym
      wyrokiem z dnia 26 marca 1998 r. zmienił wyrok Sądu Wojewódzkiego w ten sposób,
      że orzekł rozwód z winy powoda. Z dokonanych przez sąd pierwszej instancji
      ustaleń faktycznych, które w całości zaaprobował, wyprowadził wniosek, że już w
      1991 r. rozkład pożycia między stronami stał się trwały i zupełny. Powód
      porzucił pozwaną i zaledwie w dwa tygodnie po przyjeździe do USA nawiązał
      pożycie fizyczne ze swoją obecną partnerką, zawierając z nią związek małżeński
      w 1995 r. Postępowanie pozwanej datowane na 1994 r., z którym Sąd Wojewódzki
      wiązał jej winę, nie miało już wpływu na pogłębienie się rozkładu pożycia
      między małżonkami.
      Powód w kasacji opartej na obu ustawowych podstawach zarzucił naruszenie art.
      385 w związku z art. 382 i 233 § 1 k.p.c. i art. 57 k.r.o. i wniósł o uchylenie
      zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy Sądowi Apelacyjnemu w Białymstoku do
      ponownego rozpoznania.
      Sąd Najwyższy zważył, co następuje:
      Zarzuty kasacji skierowane przeciwko ustaleniom faktycznym sądu drugiej
      instancji są wynikiem błędnego odczytania motywów zaskarżonego wyroku, w
      których, ponad wszelką wątpliwość Sąd przyjął za decydujący dla ustalenia daty
      rozkładu pożycia między stronami, fakt związania się powoda z inną kobietą po
      przyjeździe do USA. Ta bowiem niekwestionowana przez skarżącego okoliczność,
      świadcząca o zamierzanym przez powoda założeniu nowej rodziny – co też
      zrealizował, gdy tylko z przyczyn formalnych stało się to na gruncie
      tamtejszego prawa możliwe – a nie jego twierdzenie przed wyjazdem, że do kraju
      raczej nie wróci, stała się przyczyną zerwania ostatniej łączącej strony więzi –
      deklarowanego przez powoda związku emocjonalnego z pozwaną. Niewątpliwym jest
      także w świetle ustaleń Sądu Apelacyjnego, że już w 1992 r. strony nie
      utrzymywały ze sobą żadnych kontaktów, nie podejmowały żadnych starań o
      podtrzymanie małżeństwa. W przytoczonym stanie rzeczy trafne było ustalenie, że
      z momentem, gdy powód przestał swe plany życiowe wiązać z pozwaną, powrót
      małżonków do pożycia – w świetle zasad doświadczenia życiowego – stał się
      niemożliwy, a rozkład pożycia nabrał cech trwałości.
      Stwierdzenie w wyroku rozwodowym winy małżonka w powstaniu rozkładu nie jest
      konsekwencją określonej oceny dowodów, lecz stanowi wniosek prawny z
      poczynionych ustaleń, wyrażający zarazem negatywną ocenę jego postępowania,
      które do tego rozkładu doprowadziło.
      Przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego nie definiują pojęcia winy, jego
      znaczenie wyjaśnia ją doktryna i orzecznictwo. (...)
      Na gruncie przepisów kodeksu rodzinnego i opiekuńczego o rozwodzie, za
      zawinione uznaje się działanie lub zaniechanie będące wyrazem woli małżonka,
      które – naruszając wynikające z przepisów prawa lub zasad współżycia
      społecznego obowiązki – prowadzi do zupełnego i trwałego rozkładu pożycia, a w
      konsekwencji do rozwodu.
      W przyjętej definicji wina pozostaje w związku z takimi naruszeniami obowiązków
      małżeńskich, które stanowiły przyczynę (współprzyczynę) rozkładu pożycia
      określonego w art. 56 § 1 k.r.o. W relacji między przyczyną – tu naruszeniem
      obowiązków przez małżonków – a skutkiem, to jest zupełnym i trwałym rozkładem
      pożycia, przyczyna z oczywistych względów poprzedzać musi skutek. Jeżeli zaś
      ten już nastąpił, to żadne uchybienie obowiązkom małżeńskim nie może być
      kwalifikowane jako przyczyna rozkładu pożycia. Ze względu na powyższe związanie
      się jednego z małżonków z innym partnerem w czasie trwania małżeństwa, lecz po
      dacie, w której nastąpił już zupełny i trwały rozkład pożycia między
      małżonkami, nie daje podstawy do przypisania temu małżonkowi winy za ten
      rozkład.
      Stanowisko Sądu Apelacyjnego, aprobujące wskazaną wykładnię, nie narusza
      przepisu art. 57 § 1 k.r.o. Przy jej uwzględnieniu i w przyjętym za podstawę
      zaskarżonego wyroku stanie faktycznym, niepodważonym skutecznie opartymi na
      podstawie z art. 3931 pkt 2 k.p.c. zarzutami kasacji, uzasadniona była ocena ,
      że przyczyny rozkładu pożycia małżeńskiego stron leżą wyłącznie po stronie
      powoda, a rozkład ten został zawiniony tylko przez niego.
      W tym stanie rzeczy pozbawiona uzasadnionych podstaw kasacja podlega oddaleniu
      stosownie do art. 39312 k.p.c."
    • ka.ga Re: Czy musimy się ukrywać ? 21.11.03, 18:18
      Zdecydowanie ukrywac. My bylismy w takiej sytuacji - poznalismy sie, kiedy moj
      maz nie mieszkal ze swoja jeszcze-zona jakies pare lat (wyprowadzil sie do
      innego miasta w 95, my poznalismy sie w 99). Po jakims czasie on zlozyl pozew
      o rozwod, zamieszkalismy razem, nie ukrywalismy tego. I oczywiscie zostalo to
      natychmiast wykorzystane na rozporawach rozwodowych (rozwod tez sie ciagnal),
      przy ustalaniu kwoty alimentow (bo przeciez skoro facet mieszka z kobieta, to
      koszty jego utrzymania sa mniejsze). Zapadl wiec wyrok - rozwod z winy meza.
      Wiem, ze to trudne i meczace, ale jesli mozecie, ukrywajcie fakt, ze jestescie
      razem.
    • kasjusz3 Re: Czy musimy się ukrywać ? 21.11.03, 18:48
      Niestety, polskie sądownictwo rządzi się zazwyczaj "widzimisiem" sędziów (boze
      broń sędzin!) i mimo faktu, ze taki zapis istnieje, zdarza się, że wina
      zostanie zasądzona małżonkowi, który odszedł i związał się z innym partnerem,
      nawet jesli nastąpiło to po faktycznym rozkładzie małżeństwa.

      Ale rzeczywistość bywa też bardziej optymistyczna.
      W moim przypadku, mój mężczyzna, kategorycznie zaznaczył, że poznalismy się po
      tym, jak on podjął decyzję o rozstaniu i pani "niewinna żona" niewiele miala w
      tym względzie do powiedzenia. Żadnych dowodów, zero listów, smsów czy innych
      bzdur, z datami, które mogłyby interesowac sąd.

      Mój znajomy na przykład, ewidentnie odszedł od zony do innej kobiety.
      Zona przez prawie 3 lata nie zgadzala się na rozwód (poniekąd z czystej
      złośliwości, ponieważ sama zdąrzyła już poznać sobie kogoś).
      W końcu to on złożył pozew o rozwód bez orzekania o winie.
      Jego nowa partnerka była z nim na rozprawie, a jako jednego z argumentow użył,
      że chce założyć nową rodzinę i państwo nie ma prawa mu tego utrudniać.
      Rozwód dostali.

      Brzmi to nieco nierzeczywiście i bezczelnie, wiem, ale tak było.
      Wydaje mi się, że wiele zależy od okoliczności.
      Jeżeli Twój facet ma na sumieniu tylko tyle, że w młodości nie miał gustu i
      związał się z nie tą, co trzeba, wy zamieszkaliście razem już po ich
      rozstaniu, moim zdaniem nie warto tez z tego robic farsy pod tytulem ukrywanie
      się po kątach. Bez sensu. To nie wasza wina, ze polskie sądy działają
      karygodnie.
      Rozumiem, że gdyby panna, od której odszedł Twój partner związała się z kimś
      również, to byłoby to normalne, tak? Bo to "nie jej wina" przecież, a biedna
      kobiecina ma sobie prawo zycie ułozyć, po tym, jak zostawił ja wstrętny drań?

      Moim zdaniem - robic swoje z umiarem i klasą i nie dawać drugiej stronie
      żadnych argumentów do ręki.

      pozdrawiam
      kasjusz



      • chalsia Re: Czy musimy się ukrywać ? 21.11.03, 22:11
        No bo przy rozwodzie bez orzekania o winie to naprawdę nie ma znaczenia.
        Chalsia
    • la.felina Re: Czy musimy się ukrywać ? 21.11.03, 22:50
      Kochane dziewczyny,
      dziękuję Wam z całego serca za odpowiedzi.
      Szczególnie dzięuję mikawi. Dobrze wiedzić o przytoczonym przez Ciebie
      orzeczeniu.

      Wprawdzie wychodzi na to, że lepiej (bezpieczniej dla M.) będzie nadal ukrywać
      nasz związek - bez wpadania w przesadę, od czego jestem daleka - ale wiedząc,
      że to faktycznie ma sens zacisnę zęby i będę dalej znosić.
      Jak radzi kasjusz – postaramy się nie dawać drugiej stronie żadnych argumentów
      do ręki.
      Mam nadzieję, że w razie czego nie bez znaczenia dla sądu będzie fakt, że ja i
      mój M. nie mieszkamy razem. Przynajmniej oficjalnie.
      M. ma swoje mieszkanie ja swoje i tak zostanie przynajmniej do końca rozwodu.
      Można wprawdzie widywać nas razem, ale niech no nam ktoś udowodni, że łączy nas
      coś ponad przyjaźń. No chyba, że nas jakiś Rutkowski ciągle śledzi...
      wink

      Pozdrawiam Was gorąco.
      F.
    • femalespirit Re: Czy musimy się ukrywać ? 22.11.03, 18:17
      Lepiej sie ukrywajcie. Bo w Polsce niezawisly sad ma pelna swobode w ocenie
      dowodow i nawet jesli udowodnicie czarno na bialym, ze Wasz zwiazek datuje sie
      na czas po rozkladzie malzenstwa Twojego M. to sad nie musi wcale tego brac pod
      uwage. Poza tym orzeczenie Sadu Najwyzszego w praktyce moze byc bez znaczenia -
      oczywiscie ciaglymi apelacjami zmusicie w koncu sad, by przyjal te wykladnie,
      ale wydluzy to rozwod o pare lat. Jesli trafi sie Wam jakas obronczyni czy
      obronca wartosci rodzinnych to mozecie naprawde wpasc w kanal. A orzeczenie o
      rozwodzie z winy Twojego partnera polozy sie finansowym cieniem na Waszym
      wspolnym zyciu byc moze na wiele lat nie mowiac o tym, ile przykrosci moze mu
      ex zrobic grajac niewina ofiare. Lepiej wytrzymaj jeszcze troche. A tak swoja
      droga to sie dziwie, ze to tyle trwa - i ja i moj partner rozwiedlismy sie w
      ciagu najdalej pol roku (nie bylismy jeszcze wtedy razem). Oba nasze rozwody
      byly bez orzekania o winie, jego ex sie nie zgadzala, ale on wtedy grzecznie
      lecz stanowczo oswiadczyl, ze nie chce juz tego malzenstwa i nie widzi
      absolutnie zadnej mozliwosci jego kontynuacji. I mimo sprzeciwu jego zony
      rozwod dostal. By obciazyc go wina nie miala podstaw. Wszystko zatem zalezy,
      jak widac, od skladu sedziowskiego.
      • kasjusz3 Re: Czy musimy się ukrywać ? 22.11.03, 18:43
        Femalespirit ma rację, niestety.
        Wiele zalezy od składu sędziowskiego, ale ja nie rozumiem, dlaczego
        fakt, ze jesteście razem, a facet juz dawno nie mieszka z żoną miałby
        świadczyć o jego winie.

        Jak sama widzisz, każda sprawa jest inna, ale może zdołasz wyciągnąc z tego
        wszystkiego jakies optymalne rozwiązanie.
        Trzymam za Was kciuki.

        Boze, jak ja nie lubie Polski...
        • darcia73 Re: Czy musimy się ukrywać ? 24.11.03, 10:18
          Ja na twoim miejscu ukrywałabym związek z Twoim facetem, zbyt wiele
          ryzykujecie. I myślę, ze nie będzie łatwo przed sądem udowodnić kiedy się
          poznaliście i kiedy nastąpił ten całkowity rozkład pożycia pomiędzy eks a Twoim
          mężczyzną. Na pewno na Waszą korzyść przemawia fakt, ze nie mieszkacie razem
          czyli nie prowadzicie wspólnego gospodarstwa domowego.
          Sądzę, ze dla obu stron jest najlepiej, kiedy rozstanie odbywa się w miarę
          normalnej, bezkonfliktowej atmosferze.
          Mój eks jest ewidentnie winny rozpadowi małżeństwa. Jednak będę pisać pozew o
          rozwód bez orzeczenia winy. Po wielu dyskusjach na temat naszego rozstania
          doszliśmy do jakiegoś porozumienia. Poza tym mój mąż, który niby kocha naszego
          synka, nie chce już być jego ojcem. W te sobotę, oboje z jego dziewczyna
          przekonywali mnie o korzyściach dla dziecka wynikających z takiej sytuacji,
          gdzie nie będzie ono rozbite między dwie rodziny. Podejrzewam jednak, ze sprawa
          rozchodzi się o alimenty. Ponadto dziewczyna mojego eksa twierdzi, że nie chce
          mieć faceta z przeszłością, pomimo, iż w jakiś sposób przywiązała się do
          naszego synka. Ja pomimo wszystko nie rozumiem sytuacji. Nie kłócimy się, wręcz
          żyjemy w zgodzie i przyjaźni. Mój eks jest tymczasowo zwolniony przeze mnie od
          płacenia alimentów. Nie utrudniam mu kontaktów z dzieckiem, przychodzi do nas
          kiedy chce i o której chce, sam lub z dziewczyną, ma klucz od mojego
          mieszkania. Może zabierać synka na spacer, na stancję gdzie mieszkają lub do
          Centrum Zabaw. A jednak... Dostałam od niego oświadczenie, które mam złożyć w
          sądzie przy pozwie a on na rozprawie potwierdzi swoje stanowisko. W
          oświadczeniu tym, mój eks wyraźnie stwierdza, ze nie widzi przeszkód w
          pozbawieniu go władzy rodzicielskiej, a po otrzymaniu rozwodu zamierza złożyć
          przed Sądem opiekuńczym oświadczenie, ze wyraża zgodę na przysposobienie
          dziecka przez przyszłego męża matki. Uzgodniliśmy, ze na świadków powołamy
          naszych partnerów. Zeznają oni, ze są naszymi konkubentami i obie strony chcą
          ponownie zawrzeć związek małżeński. W moim przypadku będzie to bardzo
          naciągane, bo ja nie mieszkam z moim partnerem. Zastanawiam się, czy dobrze
          robię, ale ja tez chce mieć już to za sobą.



          moj adres: daruncia@wp.pl / na "gazetowy" nic nie dochodzi sad
          • kasjusz3 Re: Czy musimy się ukrywać ? 24.11.03, 21:52
            Darciu:

            Nie jestem prawnikiem, ale posługując się zdrowym rozsądkiem, uważam, że
            niezależnie od prawnego statusu ojca lub "nie-ojca" Twój były mąż nie uniknie
            odpowiedzialności płacenia alimentów na syna. Tym samym, nie będąc jego
            prawnym opiekunem, nie angazując się w jego życie itd., ale pozostając ojcem
            biologicznym, czego raczej z papierów wymazac się nie da, zobowiązany będzie
            do lożenia na syna. Pomysl, że kierując się takim rozumowaniem, nie byłoby w
            ogóle odpowiedzialnych za ojcostwo, ponieważ każdy niedojrzały tatuś
            zrzezkałby się praw rodzicielskich.
            Jeżeli jest to więc koronny argument, którym kieruje się mąż (choć
            podejrzewam, że nie), może powinien go rozważyć.

            pozdrawiam ciepło
            Kasjusz
            • mikawi Re: Czy musimy się ukrywać ? 25.11.03, 09:05
              kasjusz, nie do końca
              owszem, zrzeczenie się praw rodzicielskich nie zwalnia ojca z łożenia na
              dziecko, ale jeśli to dziecko zostanie przysposobione przez np. przyszłego męża
              darci, to biologiczny ojciec przestanie nim być z prawnego punktu widzenia.
              Obowiązki ojca (wychowawcze i materialne) przejmnie osoba przysposabiająca
              dziecko i będą ich wzajemnie obowiązywały wszystkie zalezności jak między
              najbliższymi krewnymi - zstępnym i wstępnym. Ojciec biologiczny nie będzie - z
              prawnego punktu widzenia - istniał.
          • la.felina Re: tata kocha synka 25.11.03, 10:21
            Darciu,
            układ jaki proponują Ci ex i jego dziewczyna wydaje mi się b. dziwny.
            Nie znam wprawdzie ich pełnej argumentacji odnośnie korzyści płynących z
            proponowanego rozwązania dla synka, mam jednak wrażenie, że bardziej chodzi o
            tę niechęć dziewczyny ex do "posiadania" faceta z przeszłością.
            Może w takim razie ta pani powinna poszukać kogoś innego zamiast strać się
            wymazać pokrewieństwo między ojcem i synem dla własnej korzyści.
            Co planuje ex po zrzeczeniu się praw rodzicielskich ? Czy ma zamiar zniknąć
            tylko z papierów czy równiez z życia synka ? Jeśli nie to po co ta cała akcja ?
            I tak nie będzie miał "czystego konta".
            Zresztą mniejsza o tę parę. Czy Twój partner wyraża chęć przysposobienia
            chłopca ? Czy synek jest na tyle mały, że zapomni swego biologicznego ojca ?
            Czy też w przyszłości będzie miał pretensje do Ciebie o to, że pozwoliłaś by
            tata przestał być tatą.

            Darciu, nie oczekuję odpowiedzi na te pytania. Chodzi mi o to żebyś zadała je
            sobie. Myśl o synku i jego uczuciach, potem o sobie, a na samym końcu o tym
            czego chce Twój mąż.
            Rozwód bez orzekania o winie - czemu nie. Unikniecie przykrych sytuacji w
            sądzie, ale nad zrzeczeniem się ojcostwa zastanowiłabym się bardzo mozno.
            Może powinnaś skonsultować się z prawnikiem i dowiedzieć jaki są wszystkie
            konsekwencje takiego kroku.

            Życzę Ci wszystkiego dobrego.
            Pozdrawiam serdecznie,
            F
            • mikawi Re: tata kocha synka 25.11.03, 10:29
              wszystko racja, tylko smutna prawda jest taka, że darcia nie zmusi ex męża do
              bycia ojcem, jak nie będzie nim chciał być to nie będzie (i nie chodzi mi o
              nazwisko w papierach czy comiesięczny przelew)
              dla mnie to też trochę dziwne, a w zasadzie smutne strasznie, że ojciec wyrzeka
              się swojego dziecka dla własnej wygody, lepszego samopoczucia nowej partnerki?
              ale z drugiej strony - co darcia może zrobić? nie zgodzić się na to. Tylko co
              to zmieni?
              • la.felina Re: tata kocha synka 25.11.03, 11:47
                Mikawi,
                masz rację. To co planuje mąż darci jest strasznie smutne.
                Zwłaszcza w kontekście opisywanych tu często sytuacji kiedy ojcowie z uporem
                walczą o prawo do miejsca w życiu swych dzieci.

                Wiem, że darcia do niczego go nie zmusi. Zwłaszcza do miłości do dziecka.
                Myślę jednak, że jej synek kiedyś może jej zarzucić, że zbyt łatwo pozwoliła
                tacie na "wypisanie się" z jego życia.
                Co naprawdę zyskają darcia i jej synek jeśli wyrazi ona zgodę na proponowany
                przez męża układ ?
                A może ojciec za jakiś czas zmieni zdanie i jednak zatęskni za synem ?
                Może jednak będzie chciał być "weekendowym tatą".
                No i właściwie dlaczego z automatu zwalanić go z obowiązku łożenia na syna
                gdyby ten został przysposobiony ? Może tak naprawdę właśnie o to chodzi ?
                Może (już ostatnie) jestem zbyt nieufna, ale podskórnie wyczuwam tu jakąś
                pułapkę. Gość namieszał, a teraz chce powiedzieć - ja zaraz zniknę i udawajmy,
                że mnie tu wcale nie było.
                ???
            • chalsia Re: tata kocha synka - do Darci 25.11.03, 11:37
              Tak jak dziewczyny pisały - odebranie (za jego zgodą) praw rodzicielskich nie
              zwalnia go od obowiązku płacenia alimentów do czasu, aż Twój partner
              przysposobi dziecko.
              Ale bez względu na to czy tak się stanie, czy nie, biologiczny ojciec, nawet
              bez praw rodzicielskich MA prawo do kontaktów z dzieckiem (czy z tego będzie
              korzystał, czy nie to juz inna bajka).
              Jest jeszcze jeden aspekt, który poruszyła kiedyś Badia. Jeśli, nie daj Boże,
              coś Ci się stanie (a Twoje dziecko nie będzie przysposobione przez Twojego
              partnera), a ojciec nie będzie miał praw rodzicielskich, to Twoje dziecko
              wyląduje w domu dziecka z potencjałem do adopcji. Oczywiście pozbawienie praw
              rodziecielskich można "cofnąć", ale to trwa, a w tym czasie dziecko jest w domu
              dziecka (a w najlepszym przypadku - w rodzinie zastępczej).

              Mam wrażenie, że ani Ty, ani Twój eks nie bardzo wiecie o jemu chodzi - warto
              chyba szczerze porozmawiać.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
          • femalespirit do darci 25.11.03, 11:40
            Darciu, ja jestem PRZERAZONA tym co przeczytalam. Czy pomysleliscie choc przez
            chwile, jak to wszystko odbierze dziecko? Z dnia na dzien jego tatus zniknie,
            przestanie byc ojcem? Jak to mozliwe? Co bedzie czulo dziecko, jak sie o tym
            dowie, ze tatus sie go zrzekl, bo sie to jego nowej partnerce nie podobalo? Czy
            naprawde uwazasz, ze argumenty o nierozdzielaniu dziecka miedzy dwie rodziny
            jest sensowny? To jakis absurd! Lepiej by dziecko nie mialo ojca wcale i
            wiedzialo, ze sie go dobrowolnie zrzekl? Przestancie na chwile myslec o sobie,
            a pomyslcie o bezbronnym malym czlowieku powolanym na swiat, za ktorego
            szczescie i prawidlowy rozwoj ponosicie calkowita i wylaczna odpowiedzialnosc.
            O tym, jaki jest Twoj (jeszcze) maz to sie nawet nie wypowiadam, ale Ty badz
            madrzejsza i nie zgadzaj sie absolutnie na taki uklad, bo on jest gleboko dla
            Twego dziecka krzywdzacy. No i co to znaczy, ze tatus nie bedzie lozyl, ale
            bedzie chcial widywac dziecko? Dlaczego chcesz przyjac podwojne obowiazki na
            siebie a jego ojcu pozostawic same przywileje? Jestes pewna, ze zawsze sobie z
            tymi obowiazkami dasz rade, przeciez nie zawsze bedziesz miala prace i zdrowie?
            Jak wytlumaczysz sie dziecku ze swej decyzji? Gdzie tu dobro dziecka? Alimenty
            to OBOWIAZEK ojca i dobrowolne go z niego zwalnianie jest dla mnie przejawem
            albo ulegniecia jakiejs manipulacji i nadmiernie dobrego serca albo naiwnosci.
            Zauwaz, ze Twoj maz chce te nieczysta sprawe zalatwic Twoimi rekami - w koncu
            jak jest taki zdecydowany, to niech sam wniesie do sadu sprawe o zrzeczenie sie
            praw rodzicielskich. Dlaczego mu brak odwagi? Bo prawdopodobnie wcale nie jest
            zdecydowany, tylko pod naciskiem kobiety, ktora dzis jest, a jutro jej moze nie
            byc. A ojcem Twojego syna on bedzie juz do konca swoich dni. Zrozum mnie
            dobrze, ja go nie usprawiedliwiam - sam fakt, ze wystapil - niby kochajac
            synka - z takim pomyslem jest juz porazajacy, ale Ty musisz byc od niego
            madrzejsza. Nie pozwol, by Twoje dziecko zostalo polsierota wskutek chwilowego
            kaprysu.

            Przepraszam za te ostre slowa, ale znam wiele przypadkow, gdzie podobna
            niefrasobliwosc rodzicow zaciazyla na calym zyciu dziecka. Nie moge udawac, ze
            jest ok, jak widze, ze wszystko zmierza do psychicznego skaleczenia dziecka byc
            moze na cale zycie.
            • darcia73 Re: do darci 26.11.03, 15:21
              Sprawa wydaję się być coraz bardziej skomplikowana... Wczoraj mój eks spotkał
              się ze mną sam na sam. Powiedział, że po nocach nie śpi, tak ciąży mu jego
              decyzja. Ja pozwu nie złożyłam i na razie nie złożę. Po tym wszystkim
              potrzebuję czasu. Nie jestem wcale mądra i myślę o zwróceniu się o pomoc do
              jakiegoś specjalisty, co zrobić w takim przypadku, może do psychologa
              dziecięcego? Mój eks stwierdził, ze właściwie to on chce się zrzec dziecka
              tylko na papierze i dalej raz na jakiś czas chce widywać synka. Ale mam o tym
              nie mówić jego dziewczynie... Kocha ją bardzo, jest im ze sobą dobrze. Ona nie
              jest zła, kierują nią tylko obawa przez komplikacjami i rodzicami. Rodzice nic
              nie wiedza o przeszłości eksa czyli, ze miał żonę i dziecko... A ja na razie
              nic nie mylę, nie mogę kierować się emocjami. Poczekam aż sprawa trochę się
              zestarzeje. I bardzo dziękuję za rady, naprawdę pomogły mi w spojrzeniu na to
              wszystko z innej strony.
              • aagacia Re: do darci 26.11.03, 15:52
                darcia, napisalam do ciebie maila smile
        • la.felina Re: ja nie rozumiem 25.11.03, 10:55
          Ja też nie rozumiem.
          Wydawało mi się oczywiste, że mój związek z M. ma sie nijak do jego rozstania z
          ex. Dopiero prawnik zasugerował, że M. nie powinien się z nikim pokazywać.
          Jak wynika z większości wypowiedzi - ma rację.
          Na wszelki wypadek życz mi więc aby ex i jej "szpiedzy" nas nie widywali.
          wink

          F.

          PS
          > Boze, jak ja nie lubie Polski...
          A czy gdzie indziej jest naprawdę lepiej pod tym względem ?
      • la.felina Re: Lepiej wytrzymaj jeszcze troche 25.11.03, 11:17
        Dziękuję Female,
        wytrzymam. Wytrzymamy. Wiem już,że tak będzie lepiej dla M.
        Tylko, że to raczej nie będzie "trochę".
        Ja też rozwiodłam się w ok. pół roku. Spokojnie i kulturalnie.
        Ja i mój ex nie widzieliśmy sensu w dalszym trwaniu w papierowym małżeństwie.
        Ale do tanga trzeba dwojga.
        U mojego M. systuacja wygląda tak, że to on wystąpił o rozwód bez orzekania o
        winie, ale jego "żona" nie może dopuścić do tego żeby rozstali się spokojnie.
        Trzeba przecież stworzyć wokół siebie atmosferę ofiary. A nuż uda się w ten
        sposób wyszarpać więcej pieniędzy. Ot tak dla sportu, żeby dokopać M. Teksty
        o "puszczaniu w skarpetkach" już były.
        Sama rozwaliła ich związek kiedy jej kasa uderzyła do głowy, a teraz gra
        porzuconą. Łzy na zamówienie (schną zaraz za progiem sali sądowej).
        Na rozprawie "pojednawczej" M. dowiedział się o sobie takich rzeczy, że przez
        parę dni chodził w szoku zaskoczony tym, że ona aż tak może kłamać.
        Sąd słucha. Sąd nie wie jak było naprawdę. Sądowi się nie spieszy. Sąd jest
        sfeminizowany. No i jak piszesz : sąd ma swobodę w ocenie dowodów.
        Wyć się chce ....
    • asiek25 Re: Czy musimy się ukrywać ? 25.11.03, 11:58
      Witaj Felinko!
      Ja wyłam tak przez dwa lata. Dlatego ukrywajcie się tak bardzo, jak sie tylko
      da. To dla Waszego wspólnego dobra. My się też ukrywalismy. Ale nasza eks
      przyniosła do sądu nasze zdjęcie zrobione gdzieś ukradkiem, jak siedząc w
      samochodzie mój M. całował mnie w policzek. I sąd nie przyjął argumentu, że to
      koleżanka, bo przecież znajomi, przyjaciele też często się całują przy
      powitaniach i pożegnaniach. Ale sąd tak nie uważa. Bo w sądzie najczęściej
      siedzą same kobiety, które mają facetów za największych potworów i z reguły
      słuchają tylko racji kobiet, zapominając, że być może część prawdy leży też po
      tej męskiej stronie.
      Czy naprawdę nie ma jakichkolwiek szans na załatwienie polubownie tej sprawy
      między nimi? Ja za chwilę zacznę nowy wątek w sprawie, która mi spać nie daje,
      to będziesz mogła poczytać co zaproponował mój M. Może znalazłoby się jakieś
      rozwiązanie? Jak wiesz, rozwód mojego M. trwał 2 lata i kosztował go jakies 15
      tys. zł. (koszty 8 spraw, sprawa apelacyjna, jego adwokat + zwrot kosztów za
      adwokata żony). Ale dużo więcej kosztowały nie tylko jego, ale też mnie,
      stresy, napięcie psychiczne, nerwy i awantury między nimi. Na szczęście ten
      koszmar się już skończył. Jeśli Wy będziecie musieli przejśc przez to samo to
      musisz mieć dużo siły, nie tylko dla siebie, ale też by wspierać swojego M., bo
      Twoje wsparcie i ciepło będzie mu bardzo potrzebne. Życzę Wam obojgu, aby ten
      rozwód trwał jak najkrócej i nie poddawajcie się!
      Trzymaj się cieplutko!
      Asia
      • la.felina do asi 25.11.03, 12:35
        Cześć Asiu,
        prawdę mówiąc to co napisałaś o Waszych doświadczeniach, kosztach (!), zdjęciu
        nie napawa optymiznem ale skoro wy to przetrzymaliście może i nam uda się nie
        zwariować.
        Na polubowne załatwienie czegokolwiek z ex nie mozna liczyć. Ona chyba wogóle
        nie zna takiego pojęcia. Skoro reakcją na pozew bez orzekania o winie było jej
        żądanie o uznanie całkowitej winy M. to o czym tu rozmawiać. Zresztą trudno
        rozmawiać z automatyczną sekretarką, a czasu podczas nielicznych widzeń z
        dziećmi szkoda na awanturę. Ona tylko tak "rozmawia" gdy brak jej argumentów.
        Mam nadzieję, że znajdę w sobie dość siły dla nas obojga. Wiem jak ważne jest
        dla M. moje wsparcie. Staram się jak mogę.

        Dziękuję Ci serdecznie za słowa otuchy !
        Ściskam,
        F

        PS Asiu, czy powinnam napisać znaczkowi coś o sobie ?
        Wysłałam jej krótki post powitalny (do wszystkich) i jak dotąd nic sad
        Nie jestem pewna jak to ma wyglądać - czy to co napisałam ma być jakowątek do
        wrzucenia na forum czy raczej mail tylko do znaczka ?
        Jak Ty zrobiłaś ? Gdybyś mogła to odpowiedz jeszcze dziś, bo do końca tygodnia
        będę bez łączności.











        • asiek25 Re: do asi 25.11.03, 13:14
          Już tak dobrze nie pamiętam, ale ja chyba nie pisałam do niej prywatnego maila.
          Zdaje się, że chciałam na forum dopisać się do jakiegoś wątku i wtedy pokazał
          się komunikat, że muszę wysłać zgłoszenie. Kliknęłam i postępowałam zgodnie z
          instrukcjami. Po kilku dniach na moja skrzynkę "gazetową" przyszedł mail od
          Znaczka, że potwierdza zgłoszenie. Spróbuj zrobic podobnie lub tak samo, tylko
          pamiętaj, że Znaczek jest w wysokiej ciązy i to moze jej zająć kilka dni. Jeśli
          Ci się nie uda, to daj mi znać. Będę wtedy głośno wrzeszczeć "Pomocy!" na
          trzydziestkach. Któraś na pewno pomoże.
          • la.felina Asiu - dzięki. Buziaki. n/txt 25.11.03, 13:59

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka