Dodaj do ulubionych

Bo ja nie czuła jestem... Długie

16.03.09, 08:34
Wczoraj mój NM zarzucił mi, że go razi i boli w jaki sposób traktuję jego
Synia. Rzeczywiście, przyznaję się bez bicia, że traktuję go z tzw. życzliwą
obojętnością. Nie zachwycam się, nie szukam na siłę kontaktu, nie wtrącam itd.
Wychodzę z założenia, że to "nie mój cyrk i nie moje małpy". Jednak w moim
mniemaniu ma to swoje podstawy, co z kolei nie trafia do moje NM. Wg NM to ja
się czepiam młodego.

Młody ma prawie 14 lat (I klasa gimnazjum). Jest u nas co tydzień na weekend.
Ma swój własny pokój z którego nikt poza nim nie korzysta. Cały pobyt
sprowadza się do:
- oglądania TV
- grania na kompie
- spania
- jedzenia
- zabaw z kuzynem i u kuzyna (70-80% czasu).
W domu nie interesuje go dosłownie nic. Co najwyżej zadaje pytania kiedy coś
zostanie zrobione (np. przerobione meble w kuchni) bądź kupione (np. TV do
salonu). O własny pokój nie dba. Czasami odnoszę wrażenie, że Mlody zachowuje
się jak gość hotelowy i tak go też traktuję.
Fakt, kiedyś sprzątałam mu (odkurzałam, ścierałam kurze), ale nigdy nie
usłyszałam ani dziękuję ani "pomogę ci" ani od młodego ani od jego ojca, więc
dałam sobie spokój. Tak jakby to się należało w standardzie. .Owszem, jak był
w domu, i poprosiłam go umycie podlogi, to zrobił to, ale w większości
przypadków w porze sprzątania nie ma go w domu.
Pilnowałam porządku Przez wyjazdem do domu kazałam poukładać ciuchy, pościelić
łóżko itp. Ale, kiedy zauważyłam, że ani jemu ani ojcu bałagan nie przeszkadza
dałam sobie spokój i z tym. Wychodzę z założenia, że skoro nikomu poza mną
taki stan rzeczy nie przeszkadza, to i mi nie powinien, zwłaszcza, że ja z
tego pokoju
nie korzystam i 14 lat to chyba wystarczający wiek, żeby dbać o swój pokój. A
skoro on sam nie przejawia ochoty, to czemu ja mam się starać?
Oddałam mu do pokoju swój stary komputer i TV (fakt dość wiekowo), ale nie
usłyszałam nawet słowa dziękuję. Posprzątałam - też nic. Wręcz przecież to
tato mu to załatwił. To ja dziękuję.
Dla NM nie mogę o tym normalnie powiedzieć, tak jak tu, bo on od razu traktuje
to prawie w kategoriach zamachu na biedne dziecko. On ma dość bycia między
"młotem a kowadłem" i jak tak to mogę sobie zabrać swoje rzeczy z pokoju
młodego, jak to ostatnio powiedział.
A to przecież nie chodzi o jakieś podziękowania i w ogóle. Razi mnie,
że Młody przyjmuje wszystko tak jakby jemu się to należało, a od siebie nic. W
domu nic nie pomaga. Nigdy nie nawet nie zmyl naczyń po np. wspólnym obiedzie.
Fakt do zlewu odniesie i to wszystko.
Ale jak weźmie kubek, żeby się napić, to już go nie umyje tylko zostawi w
pustym zlewie. Jak zwracam uwagę, że ma myć po sobie, bo w zlewie nie ma
innych naczyń - jest czysto, tp wg NM czepiam się i zlośliwa jestem.
Buty jak zdejmie na środku wycieraczki w przedpokoju tak zostawi, mimo, że
widzi, że wszystkie stoją w rządku i jego też zawsze są tak przestawione.
Ostatnio straciłam cierpliwość i zawołałam go z góry, żeby przyszedł i ustawił
je tak jak należy. Gdyby NM to widział, to znów by powiedział, że znęcam się
nad biedakiem, bo co to jest przestawić czyjeś buty. Może raz - dwa razy to
nie problem, ale po raz 100, to i świętego szlag by trafił.

Próbowalam z NM o tym rozmawiać, ale nie da się...

Wk...a mnie, że NM stosuje różne standardy. Do mnie bez przerwy ma problemy,
że nie "interesuję się domem" ani "ogrodem", nie pomagam mu itp. Wg niego w
domu wszystko samo się sprząta, pierze, prasuje i w weekendy gotuje, bo
rzeczywiście w tygodniu rzadko gotuję. A Młody nic nie musi. Najważniejsze, że
w ogóle przyjedzie i lekcje odrobi. Do niego nie ma pretensji, że nawet za
sobą nie potrafi posprzątać nie mówiąc już o jakiejś pomocy w domy nawet nie
mi, ale
własnemu ojcu!!! A z drugiej strony później widzę, że boli go, że jak młodego
poprosi o drobną pomoc, to kończy się "oj, taaato nie chce mi się".

Ale na wieczór, kiedy jesteśmy po pracy czy to w domu czy zawodowej, kiedy ja
chciałabym mieć NM tylko dla siebie i święty spokój, jest pierwszy do ojca.
Tak to nie ma go w domu, nie interesuje go co ojciec robi i czy nie trzeba mu
pomóc. Chce oglądać z nami TV wieczorem OK. Ale zwykle wygląda to tak, że bez
przerwy toczy się jakaś dyskusja i ja ani nie mogę oglądnąć filmu ani iść
spać, bo mi to przeszkadza. Jak zwracam uwagę, bo nerwowo nie daję rady, to
znów jestem ta zla. Jak pójdę na dół spać albo czytać - to urządzam sceny. I
tak w kółko.

Tym bardziej mnie to boli, że gdy po raz pierwszy przyjechala do nas na
weekend moja młodsza siostra, która nie dawno zaczęła studiować, mój NM był
bardzo oburzony do mnie, że nie pomaga mi przy obiedzie, tylko oglądała film w
TV. I nie miał żadnych oporów, żeby poprosić ją o pomoc przy sprzątania. A w
stosunku do swojego syna - domownika jakoś nie może się zdobyć. A moją uwagę w
tym kierunku uważa za zamach na dobro dziecka.

Co najdziwniejsze jak jesteśmy sami mój NM jest prawie, jak to się mówi, do
rany przyłóż. We wszystkim się dogadujemy, nie ma problemu z kompromisami.
Jest super. Problemem jest jak pojawia się dziecko. Ale to znów ja robię
problem i przeszkodę z Młodego. I rośnie takie nie wiadomo co...

Dlatego od pewnego czasu traktuję Młodego trochę jak powietrze. Nie angażuję
się w żaden sposób w jego życie, chybą że zostanę o to wyraźnie poproszona. Bo
po co? I tak tego nikt nie doceni, a ja wyjdę na złą babę jagę. Tak to
przynajmniej mi jest łatwiej znieść to wszystko.

Czy w ogóle jest może jakieś inne wyjście z tej sytuacji? Jak zrobić, żeby NM
zaczął normalnie rozmawiać na temat Młodego, a Młody zaczął się zachowywać jak
"w domu" a nie "w gościach"? Macie jakieś rady?
Obserwuj wątek
    • kicia031 Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 09:49
      Ja dl amnie, to twoj chlop ma problem z podwojnym standardem - tzn
      prace domowe to domena kobiety.
      I nawet jesli tego nie ujawnia na codzien, to takie rzeczy czesto
      wychodza przypadkowo, malo tego, czesto nie sa nawet uswiadamiane.
      • blondgirl Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 10:16
        To jest trudne do stwierdzenia. Jeśli chodzi o kuchnie, to w większości
        przypadków gotowanie mnie nie interesuje. NM ugotuje wszystko.
        Ale do porządków, to go nie zaciągnę...sad
    • nsc23 Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 09:53
      Blondgirl,
      Ja i W mieszkamy razem dopiero 2 miesiace, ale powiem Ci, co zadzialalo u mnie -
      mowi Ci, ze nic nie robisz w domu? To nic nie rob. Przez tydzien, dwa, piec,
      dopoki go to nie zacznie wkurzac i nie przyjdzie Ci tego powiedziec - wtedy mu
      powiedz, ze skoro on uwazal, ze nic nie robisz, to postanowilas przestac robic
      cokolwiek, zeby Cie docenil.
      Co do mlodego - nie ruszaj po nim absolutnie nic. Jak tatus zobaczy, ile roboty
      wymaga obsluga mlodego, to moze zmieknie.

      Wizyta siostry i jej zachowanie to super moment, zeby pokazac Twojemu NM, jak
      zachowuje sie jego synek i ze nie mowisz pewnych rzeczy ze zlosliwosci, tylko
      dlatego, ze chlop powinien miec jakies obowiazki - rozumiem, ze mowisz to milym
      tonem, wiec nie powinien sie czepiac, skoro Twojej siostrze sam zwrocil uwage.

      No i jezeli NM uwaza Twoje uwagi za zamach na syna, to moze warto jednak z nim
      przeforsowac rozmowe, w ktorej mu wylozysz tak jak nam tutaj co Ci lezy na
      watrobie, ale wytlumaczysz rowniez, ze nie jestes zlosliwa, tylko jednak 14
      latek spokojnie moze po sobie robic i nie nalezy go chodowac na spolecznego kaleke.

      Powodzenia zycze smile
      • blondgirl Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 10:13
        Wielokrotnie próbowałam rozmawiać..., ale w takich sytuacjach NM staje okoniem.
        Tłumaczyłam - wprowadź mu powoli jakieś drobne obowiązki nawet niech to będzie
        ścielenie łóżka, zmycie naczyń po śniadaniu - coś drobnego i nie za wiele. I
        nic. Kiedyś pisałam, jak przy kolacji, którą jedli sami z ojcem (ja
        przygotowałam), powiedziałam ot tak "to może G. pomyje talerze", na co mój NM od
        razu wypalił, że on to zrobi. Nie jestem też zwolennikiem przeciążania go. Nie
        chce, żeby pobyt u ojca to był obóz pracy, ale coś chyba powinno go interesować
        w tym domu.
        I dlatego od pwenego czasu traktuję G. jak koniecznego gościa, co NM zarzuca mi,
        że traktuję go ozięble. No a jak mam go traktować?

        Z tym nie sprzątaniem całkiem, to nie dam rady, bo pewnie mnie wcześniej szlag
        trafi z bałaganu niż ich.

        Ja po nim nic w zasadzie nie ruszam. Jego pokój jego królestwo. Wchodzę tanm
        jedynie po to, żeby podlać kwiatka. Nie sprzątam, nie odkurzam, kurzy nie
        wycieram od ponad miesiąca (na szczęście kiedyś była u nas siostra NM i wręcz
        przy nim powiedziała, że blondgirl nie jest od sprzątania po Młodym, bo on jest
        na tyle duży, że sam może to zrobić). Zresztą to nie byłby problem, gdyby
        chłopak się garnął do czegoś innego.
        Zakładając - jest sobota, pomaga ojcu w ogrodzie, to co nie posprzątam mu?
        Pewnie, że tak. Ale jak on ma wszystko w d..., to sorry. Zamiast latać z
        odkurzaczem i mopem, też wolę pooglądać film w TV. Poza tym chrzestnemu w
        gospodarstwie jakoś czasami może pomagać przy inwentarzu, a w domu nic. W końcu
        przyjeżdża do nas, a nie do chrzestnego.

        I to zero wdzięczności. Ja pamiętam, jak człowiek coś dostał od rodziców czy
        ciotki/wujka, to dziękował - był wdzięczny. A tu? Nic. Ma TV i komputer w pokoju
        - no należało mu się, za co ma dziękować.

        I to mnie boli, wkurza, denerwuje i powoduje, że traktuję go jak traktuję. Może
        przesadzam i źle robie, ale dla mojego osobistego zdrowia psychicznego taka
        sytuacja jest wygodniejsza.

        Jak na razie zastanawiam się nad dwoma rzeczami:
        - zacznę się poważnie uczyć do egzaminu na aplikację,
        - albo wezmę psa
        albo jedno i drugie i będę mieć wszystko w nosie.
        • blondgirl Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 10:32

          Faktem jest, że chłopak da się lubić. Jest sympatyczny, nie pyskuje, ładnie się
          odzywa. Więc i mi ciężko byłoby burczeć do niego. Czasami mi się zdarza, ale nie
          jest to jakieś nagminne. No wyrwie się, jak mam gorszy humor i nie przypilnuję się.
        • chalsia Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 11:36
          > wycieram od ponad miesiąca (na szczęście kiedyś była u nas
          siostra NM i wręcz
          > przy nim powiedziała, że blondgirl nie jest od sprzątania po
          Młodym, bo on jest
          > na tyle duży, że sam może to zrobić).

          to może spróbuj przez siostrę NM zadziałać - pogadaj z nią na ten
          temat, jesli ona będzie miała taki sam pogląd na sprawe jak Ty, to
          niech ona z bratem powaznie porozmawia. Może od siostry przyjmie
          bez fochów i coś pojmie?
          Powodzenia.
          • blondgirl Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 12:03
            chalsia napisała:

            > > wycieram od ponad miesiąca (na szczęście kiedyś była u nas
            > siostra NM i wręcz
            > > przy nim powiedziała, że blondgirl nie jest od sprzątania po
            > Młodym, bo on jest
            > > na tyle duży, że sam może to zrobić).

            Siostra NM powiedziała to do NM. I nic jak widać to nie dało. NM miał wtedy
            takie wytłumaczenie - Młody nie ma porządnych mebli w pokoju (to fakt, dopiero
            się urządzamy, powoli), tj. szafy i na razie niech ma tak jak chce, tj.
            porozrzucane po pokoju albo niedbale rzucone na krzesło ciuchy. Jak będzie miał
            meble, to będzie dbał. Jej uwagi w stylu, że z meblami czy bez Młody będzie miał
            taki sam stosunek do porządku w ogóle nie trafiły do NM. Bo i sama obu
            pokazałam, że nawet w tej prowizorycznej sytuacji można zachować porządek -
            tylko trzeba chcieć...

            Zresztą nie wiem czy jest sens angażować jego siostrę, bo skoro im to pasuje, to
            ok.
            Mnie razi przede wszystkim brak zaangażowania Młodego w życie rodzinne. Życie
            rodzinne to nie tylko wspólne oglądanie TV. I ona też kilka razy już zwracała na
            to uwagę NM. Bez skutku.

            Chalsia, ty jako matka, powiedz, czy ja za dużo chcę od chłopa i Młodego? Kto ma
            rację w tej sytuacji?


            >
            > to może spróbuj przez siostrę NM zadziałać - pogadaj z nią na ten
            > temat, jesli ona będzie miała taki sam pogląd na sprawe jak Ty, to
            > niech ona z bratem powaznie porozmawia. Może od siostry przyjmie
            > bez fochów i coś pojmie?
            > Powodzenia.
            • chalsia Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 12:26
              > Chalsia, ty jako matka, powiedz, czy ja za dużo chcę od chłopa i
              Młodego? Kto m
              > a
              > rację w tej sytuacji?

              po pierwsze to nie jest kwestia racji - tu nikt nie ma racji. Po
              prostu macie inne spojrzenie na sprawę, inne potrzeby związane z
              porządkiem, inne przyzwyczajenia wyniesione z domu itp, itd. Bo z
              jego punktu widzenia to on ma rację, a z Twojego - Ty. A dla
              każdego jego racja będzie ta jedynie słuszna smile.
              Dlatego - to nie o rację chodzi.

              Po drugie -jak dla mnie - nie chcesz za dużo ani od chłopa, ani od
              młodego.
              • 333a13 Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 13:30
                Wydaje mi się, że tak jak zwykle problem leży po stronie dorosłych a
                nie dzieciaka. To dorośli nie potrafią uzgodnić wspólnego frontu
                działania więc Młody robi co mu się podoba, gdyż nie ma wyznaczonych
                jasno granic. Poza tym on może wcale nie widzieć problemu w
                zostawionych na wycieraczce butach czy też niepozmywanych naczyniach
                gdyż wychowuje się w innym domu o innych zasadach (a zasady chyba
                jakieś ma skoro odkłada do zlewu brudne naczynia). Ponadto w jego
                wieku też miałam okropny bałagan w pokoju i dopóki nie było w nim
                organicznych resztek miałam do niego prawo smile Zwykle po 2 tyg.
                zawieruchy wszystko sprzątałam i znowu zaczynałam wszystko od
                nowa big_grin Nie ma też co oczekiwać od Młodego, że będzie się jakoś
                bardzo angażował w pokój w którym jest tylko od święta i nie jest do
                niego jakoś szczególnie przywiązany... Nie masz łatwej sytuacji z
                mężem... dlatego jeśli spokojna rzeczowa rozmowa nie pomaga myślę,
                że tak jak sugerowały dziewczyny Twój M powienien sam odczuć skutki
                swoich decyzji i wyręczania Młodego... Niech Panowie sobie przez
                kilka dni rządzą sami w domu... Niech tatuś sprząta i zmywa po synku
                jeśli mu to odpowiada... A Ty w tym czasie sobie zachoruj i leż z
                książeczką w łóżku smile
                • 333a13 Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 13:35
                  aha... zapomniałam dodać, że jestem zdecydowanym przeciwnikiem
                  komputera i tym bardziej TV w pokoju dziecka. Co niektórzy dorośli
                  mają problem z oderwaniem się od szkiełka, więc nie oczekujmy tego
                  od dzieci. Może gdyby Młody nie miał "zabawek" w swoim pokoju i
                  byłyby jakieś limity na gry oraz TV więcej czasu spędzałby z rodziną
                  i chętniej (choćby z nudów) angażowałby się we wspólne zajęcia...
                  • blondgirl Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 13:41
                    Może gdyby Młody nie miał "zabawek" w swoim pokoju i
                    > byłyby jakieś limity na gry oraz TV więcej czasu spędzałby z rodziną
                    > i chętniej (choćby z nudów) angażowałby się we wspólne zajęcia...

                    to wtedy jeszcze więcej czasu spędzałby poza domem u kuzyna.
                • blondgirl Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 13:39
                  Z luźnych rozmów wynika, że w domu sprząta, myje naczynia (nie tylko po sobie),
                  brudne rzeczy wrzuca do kosza na bieliznę. Tylko u nas zachowuje się tak jak książę.

                  Poza tym on może wcale nie widzieć problemu w
                  > zostawionych na wycieraczce butach czy też niepozmywanych naczyniach
                  dlatego po którymś razie zwróciłam mu na to uwagę. Co do zmywania często muszę
                  się przypominać. Nie chodzi o to też, że myję po obiedzie i ostentacyjnie
                  zostawiam naczynia po młodym, bo to byłoby dziecinne. Chodzi o zasadę - bierzesz
                  szklankę, to albo ją miej i pij z niej cały czas, a jak odstawiasz i widzisz, że
                  innych naczyć nie ma to umyj po sobie i tak samo z talerzem. To nie jest dużo.
                • blondgirl Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 13:51
                  >A Ty w tym czasie sobie zachoruj i leż z
                  książeczką w łóżku smile

                  Zimą chorowałam - naprawdę. NM opiekował się mną bardzo troskliwie, wszystko
                  miałam podane do łóżka. Po chorobie i tak konieczność nadrobienia sobotnich
                  porządków została.

                  NM czasami pozmywa, umyje podłogę w kuchni i przedpokoju, zadba o kuchenkę, ale
                  na ogół tylko wtedy jak jesteśmy sami. Bo co ja mam innego do roboty w sobotę
                  jak ugotować, posprzątać i pozmywać?

                  NM razi, że sprzątam cały dom, tylko pomijam pokój Młodego.
                  • chalsia Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 14:18
                    > NM czasami pozmywa, umyje podłogę w kuchni i przedpokoju, zadba o
                    kuchenkę, ale
                    > na ogół tylko wtedy jak jesteśmy sami. Bo co ja mam innego do
                    roboty w sobotę
                    > jak ugotować, posprzątać i pozmywać?
                    >
                    > NM razi, że sprzątam cały dom, tylko pomijam pokój Młodego.


                    kobieto, sama na siebie kręcisz bat. Co masz do robienia w sobotę?
                    Jak to , qurna, co? Spa, basen, tipsy, kawka, fajfy, kino, teatr i
                    cholera wie co jeszcze.
                    No dajze spokój.
                    Mnie tez by drażniło JEDNO pomieszczenie ciągle omijane w
                    sprzątaniu.
                    Skoro więc tak - to zaprowadź w domu nowe porządki - podziel
                    sprzątanie sobotnie (czy tez w jakikolwiek inny dzień) tak, by
                    połowę pomieszczeń sprzatał M, a jednym z nic był pokój jego syna.
                    • blondgirl Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 14:55
                      Mnie tez by drażniło JEDNO pomieszczenie ciągle omijane w
                      > sprzątaniu.

                      Ale to się nie wzięło znikąd. Jak się wprowadzaliśmy wypucowałam, wysprzątałam,
                      żeby jak najszybciej Młody miał swój kąt - zero wdzięczności.
                      Później, ponieważ mieszkałam w innym mieście, przyjeżdżałam na weekendy - nie
                      było problemu, sprzątałam i u młodego.
                      Wprowadziłam się stałe. Sprzątałam. Z czasem zaczęłam prosić Młodego o pomoc na
                      ogół, żeby pozamiatał panele (na około dywanu), reszta ja. Potem zauważyłam, że
                      w czasie sprzątania Młodego nie ma. I było tak nie raz i nie dwa razy. OK. Ale w
                      pewnym momencie miarka się przebrała. W sobotę posprzątałam, a w niedzielę
                      wieczorem już po wyjeździe Młodego:
                      1. na biurku i dywanie łupinki po mandarynkach
                      2. na biurku i podłodze kubki po napojach
                      3. smród straszny, bo na podłodze ciuchy po pracy w oborze
                      4. "normalne" ciuchy niednbale porozrzucane, w tym skarpetki i majtki
                      Pokazałam NM. Wg niego to nie problem, bo wszystko można posprzątać. Śmieci do
                      kosza, brudy do prania i w czym problem? Wtedy powiedziałam, że ja nie zamierzam
                      sprzątać po tak dużym dziecku i majtki i skarpetki mogę zbierać co najwyżej po
                      NM, a nie po jego Syniu, bo ja z Syniem się nie wiązałam. I Syniu dobrze wie,
                      gdzie składamy "brudy", bo osobiście mu pokazałam. Jak zgłosi, że ma coś do
                      prania - ma wyprane i wyprasowane, ale ja nie będę chodzić i zbierać.
                      I od tej pory powiedziałam dość. Mój kręgosłup jest ważniejszy.

                      • 333a13 Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 16.03.09, 19:28
                        Przepraszam, ale mam wrażenie że niektóre kobiety same sobie życie komplikują...
                        Opieka nad dzieckiem itp. ciąży na jego rodzicach. W związku z tym nie widzę
                        powodu dla którego miałabyś cokolwiek robić dla i za Młodego. Macocha oczywiście
                        może coś zrobić, ale raczej ze swojej potrzeby a nie z obowiązku. Jeśli Twój M
                        nie potrafi zrozumieć tej delikatnej różnicy to proponuję wzajemny kompromis...
                        Np. Ty zajmujesz się domem w ciągu tygodnia, natomiast M podczas wizyt Młodego.
                        Może na początku nie będzie łatwo, może nie obędzie się bez wzajemnych
                        pretensji... Ale nikt przecież nie mówi, że początki są łatwe.
                      • skleroza55 Re: Bo ja nie czuła jestem... Długie 25.03.09, 20:12
                        blondgirl napisała:

                        > Mnie tez by drażniło JEDNO pomieszczenie ciągle omijane w
                        > > sprzątaniu.
                        >
                        > Ale to się nie wzięło znikąd. Jak się wprowadzaliśmy wypucowałam, wysprzątałam,
                        > żeby jak najszybciej Młody miał swój kąt - zero wdzięczności.
                        > Później, ponieważ mieszkałam w innym mieście, przyjeżdżałam na weekendy - nie
                        > było problemu, sprzątałam i u młodego.
                        > Wprowadziłam się stałe. Sprzątałam. Z czasem zaczęłam prosić Młodego o pomoc na
                        > ogół, żeby pozamiatał panele (na około dywanu), reszta ja. Potem zauważyłam, że
                        > w czasie sprzątania Młodego nie ma. I było tak nie raz i nie dwa razy. OK. Ale
                        > w
                        > pewnym momencie miarka się przebrała. W sobotę posprzątałam, a w niedzielę
                        > wieczorem już po wyjeździe Młodego:
                        > 1. na biurku i dywanie łupinki po mandarynkach
                        > 2. na biurku i podłodze kubki po napojach
                        > 3. smród straszny, bo na podłodze ciuchy po pracy w oborze
                        > 4. "normalne" ciuchy niednbale porozrzucane, w tym skarpetki i majtki
                        > Pokazałam NM. Wg niego to nie problem, bo wszystko można posprzątać. Śmieci do
                        > kosza, brudy do prania i w czym problem? Wtedy powiedziałam, że ja nie zamierza
                        > m
                        > sprzątać po tak dużym dziecku i majtki i skarpetki mogę zbierać co najwyżej po
                        > NM, a nie po jego Syniu, bo ja z Syniem się nie wiązałam. I Syniu dobrze wie,
                        > gdzie składamy "brudy", bo osobiście mu pokazałam. Jak zgłosi, że ma coś do
                        > prania - ma wyprane i wyprasowane, ale ja nie będę chodzić i zbierać.
                        > I od tej pory powiedziałam dość. Mój kręgosłup jest ważniejszy.
                        >

                        Nigdy nie prałabym brudów cudzego dziecka, 14letniego tym bardziej

                        Twoje działania przypominają trochę początkującą gospodynie.. która tak naprawdę
                        nie ma problemu z porzadkami, tylko ze zwiazkiem w ktorym jedna strona ma sowje
                        dizecko. Caly ten watek brzmi trochę niedojrzale.. Jakbyś bawiła sie w dom.

      • alfa36 nsc 28.03.09, 22:09
        Czytalam wątek z coraz większym zdziwieniem, bo to również jakby o mojej rodzinie. Tyle, że my mieszkamy wspolnie (mąż, jego syn i nasz syn). I... chętnie bym zastsoowala się d Twojej rady, ale z kolei moj mąłz i jeg syn twierdzą, ze brudno jest, bo to ja tak brudzę (to w kontekscie mojego nicnierobienia w domu).
        • nsc23 Re: nsc 28.03.09, 22:51
          Alfa, ja generalnie problemu nie mam, bo moj W ma wyzsze standardy higieniczne
          niz ja i jak ma wolne, to potrafi sprzatnac cale mieszkanie od gory do dolu - w
          ogole on wyznaje taka zasade, ze sprzata rzadko, ale porzadnie, co sie w sumie
          sprawdza - ja wole codziennie troche niz na przyklad w sobote dwie godziny ze
          szmata latac, ale niech mu bedzie wink
          Jak mala u nas jest, to rano wyciagamy zabawki z szafy, a wieczorem, przed
          kapiela, mala chowa wszystko do pudla, a ja albo W wrzucamy to do szafy
          (trzymamy w tej szafie farby, wiertarke, etc, wiec mala tam nie zaglada).
          Mala jest wychowana, odnosi po sobie talerze, wyrzuca smieci, etc, generalnie
          jak jest u nas, to ja jestem w szkole, wiec sila rzeczy sprzata W.
          ALE - gdyby W sie buntowal i nie chcial sprzatac, to ja bym sprzatala po sobie,
          tak zeby nie mial mi nic do zarzucenia. Zreszta on potrafi na przyklad uprasowac
          tylko swoje ciuchy w ramach aluzji, ze sie obijam. U nas problemy sa raczej
          odwrotne - to znaczy ja mam wyzsza tolerancje na nieporzadek i czesto wracam ze
          szkoly i musze sie jeszcze uczyc/pisac prace, wiec sprzatanie dla mnie spada na
          dalszy plan - W wtedy sprzata, a mi daje do zrozumienia, ze jak bede miala czas,
          to bede musiala nadrobic wink zazwyczaj po oddanej pracy na uczelni robie hurtowe
          pranie i prasowanie i jakos oboje sie czujemy lepiej, bo jest 'sprawiedliwiej' wink
          W ogole u nas podzial obowiazkow jest taki, ze ja robie zakupy, W sprzata, ja
          prasuje, W pierze, kto gotuje ten nie zmywa, etc. Nie wiem, moze moj W sie czuje
          troche jak gosposia, ale prawda jest tez taka, ze on wraca z pracy i moze sobie
          siasc na tylku, ja wracam z uczelni i musze siasc do pisania/czytania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka