Dodaj do ulubionych

czy jesteście szczęśliwe?

25.11.03, 12:01
No właśnie. Czy zadajecie sobie czasami pytanie, czy to aby na pewno to, co
chciałyście mieć? Czy marzyłyście o tym, żeby wasz związek z ukochanym do
końca życia miał być napiętnowany obecnością obcej baby, która nie wiedzieć
czemu miesza i wtrąca się w WASZE życie? Czy chciałyście tego, żeby OBCE
dzieci łaziły po WASZYM domu, bałaganiły w WASZYM gniazdku, na które
chuchacie i dmuchacie? Tego, żeby małżeństwo z ukochanym mężczyzną oznaczało
dzielenie się pieniędzmi i czasem z kimś, z kim nie chcecie się dzielić? Czy
te nerwy, wątpliwości, zazdrość, złość i nienawiść to jest to, co powinno
występować w normalnym związku? Czy nie myślałyście czasami, że źle
wybrałyście, bo mimo miłości do swojego partnera, nie chcecie żyć takim
życiem? Że zasługujecie na coś więcej?
Jak sobie z tym radzicie? Czy wasz bilans szczęścia wychodzi na plus?
Obserwuj wątek
    • capa_negra Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 12:40
      Powiem tak : widziały gały co brały czyli wiążąc sie z mężczyzną z odzysku
      wiążemy sie z całym dobrodziejstwem inwentarza.
      Ale to chyba na tym miłośc polega???
      Mówi sie trudno , a eks jesli nie da się pokochac to przynajmniej nalezy sie
      przyzwyczaić..
      Na przykład "moja" przed wyjazdem do UK stwierdziła , że mój "zapomniał, ze ma
      dzieci" a dzieci to zonaty syn 27 lat i razem pracuja - wiec raczej trudno
      zapomniec smilewidząc sie codziennie , a zapomniał bo ja nie mam dzieci i go
      odciagam ....
      To że jego "dzieci" zyja ze mna w zgodzie, przychodzą i dzwoną do nas
      ( faktycznie to do mnie bo aktualnie mieszkamy w moim osobistym mieszkaniu) to
      juz pikus smile
      Ale co tam - pokochac sie nie da , ale sie przyzwyczaiłam smile
      • pysia-2 Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 13:26
        Niezupelnie o to mi chodzilo. To oczywiste ze widzialy galy co braly. Sama
        sobie czesto to powtarzam. Tylko... nadzieje, marzenia i wyobrazenia czesto sa
        bolesnie weryfikowane przez zycie. Na poczatku moze sie wydawac, ze bedzie
        dobrze, ze damy rade, ze da sie to wszystko pogodzic. A co, kiedy nasze
        marzenia w zderzeniu z rzeczywistoscia rozbijaja sie o burte? I nagle okazuje
        sie, ze to mialo byc latwe i proste, wcale latwe i proste nie jest. A to, co
        bylo dla nas obiektem tolerancji nagle jest nie do zniesienia.
        • capa_negra Wiem pysiu 25.11.03, 14:02
          Ale generalnie mam dzis dobry humor i stąd ten zartobliwy ton.
          Życie weryfikuje nasze marzenia, ale z drugiej strony daje nowe perspektywy i
          nadzieje.
          Powiem ci pysiu inna sprawę - byłam w "dziewiczym związku" czyli facet bez
          zobowiązań i zycie tez go zweryfikowało.
          W każdym związku sa problemy i upadłe marzenia tylko tyle, ze sa one inne
          Pozdrawiam i głowa do góry smile
          • jayin Re: Wiem pysiu 25.11.03, 18:00
            capa_negra napisała:
            > Życie weryfikuje nasze marzenia, ale z drugiej strony daje nowe perspektywy i
            > nadzieje.
            > Powiem ci pysiu inna sprawę - byłam w "dziewiczym związku" czyli facet bez
            > zobowiązań i zycie tez go zweryfikowało.
            > W każdym związku sa problemy i upadłe marzenia tylko tyle, ze sa one inne

            właśnie. podpisuję się pod tym wszystkimi "ręcyma" smile
            też mam porównanie z "facetem bez zobowiązań".
            teraz jest mi dużo lepiej smile chociaż jakieś tam problemy są. na szczęście nie
            związane obecnie z "przeszłością" i "przychówkiem" Osobistego. i mam nadzieję,
            że takich nie będzie...

            pozdr.
            Joanna
    • asiek25 Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 13:05
      Ja sobie takie pytanie zadaję bardzo często. I trudno mi powiedzieć, żeby
      bilans wydszedł na plus. Ale pod zupełnie innym względem.
      Mi żadna baba się nie wtrąca w życie - eks tego nie robi, bo chyba nie wie, że
      mieszkamy razem. Trudno powiedzieć jak będzie zachowywać się, gdy się dowie.
      Obce dzieci nie łażą mi po domu - powody jak wyżej. Mój M. niedawno dostał
      rozwód, więc dopiero przyjdzie czas na to, aby dzieciom o mnie powiedzieć.
      Ale...
      Kiedy podjęłam decyzję, aby z nim być, nie zastanawiałam się za bardzo nad tym
      czego będę chchiała za kilka lat. A teraz te kilka lat minęło i wiem, że
      chciałabym mieć własną rodzinę: męża, dzieci... I tu się zaczyna problem, bo M.
      za bardzo nie chce. Żonę już miał - nie wyszło. Dzieci już ma dwoje - i na
      razie więcej nie chce mieć. Ale to wszystko jest na razie. Nie zarzeka się, że
      nigdy. Tylko ja nie wiem, czy jak się juz doczekam, to nie będzie dla mnie za
      późno na rodzenie dzieci. Ostatnio dużo na ten temat rozmawiamy. Mój związek
      jest chyba na jakimś zakręcie...
      • femalespirit do asiek 25.11.03, 13:48
        asiek25 napisała:

        > A teraz te kilka lat minęło i wiem, że
        > chciałabym mieć własną rodzinę: męża, dzieci... I tu się zaczyna problem, bo
        M.
        > za bardzo nie chce. Żonę już miał - nie wyszło. Dzieci już ma dwoje - i na
        > razie więcej nie chce mieć. Ale to wszystko jest na razie. Nie zarzeka się,
        że
        > nigdy. Tylko ja nie wiem, czy jak się juz doczekam, to nie będzie dla mnie za
        > późno na rodzenie dzieci. Ostatnio dużo na ten temat rozmawiamy.

        Dobrze, ze rozmawiacie, bo to sa najwazniejsze sprawy w zyciu. Naprawde
        najwazniejsze. I dobrze jest, ze Twoj partner wie, czego pragniesz, dobrze, by
        wiedzial, w jakim czasie chcialabys te pragnienia zrealizowac (nas kobiety
        ogranicza biologia, taka jest prawda). Niedawno bylam na spotkaniu moich
        kolezanek ze studiow. Obie zwiazane ze znacznie starszymi rozwodnikami. Obie
        jeszcze niedawno marzyly o dzieciach i malzenstwie. Ale ich partnerzy nie sa
        zainteresowani. I one dla tych zwiazkow rezygnuja z jeszcze do niedawna
        najwazniejszych dla siebie spraw. Smutne to jest, bo za dwa-trzy lata (obie sa
        po 30.) moze sie okazac, ze zwiazek sie nie ulozyl, a one sa same i nie moga
        miec dziecka, szanse na malzenstwo tez z wiekiem spadaja, nie ma co kryc. Wtedy
        bedzie prawdziwa tragedia. Zastanawiam sie, gdzie jest granica poswiecenia dla
        milosci do ukochanej osoby, czy mozna az tak wiele dla zwiazku poswiecic? Mi
        sie wydaje to niemozliwe, ja od razu powiedzialam swemu M. ze nie wyobrazam
        sobie zycia bez dzieci, a on za naturalne uwazal, ze bedziemy malzenstwem, ale
        wiem, ze to bardzo indywidualna sprawa.
        • pom Re: do asiek 25.11.03, 15:29
          Female, podoba mi siebardzo, co napisałaś.
          Jestem w zbliżonej sytuacji co Asiek z tym, że znamy się z moim naprawdę
          niedługo. Ale już mamy okresloną w pewnych ramach przyszłość. Ślub jako taki
          nie jest mi do szcześcia potrzebny, natomiast dzieci - tak. I mój o tym wie.
          Gdy mu o tym napomknęłam kiedyś, mimochodem, uciekał wzrokiem, nie był tym
          fakten szczególnie zachwycony. Teraz też raczej wzbrania się przed dziećmi...
          zresztą, co mu się dziwić - jest w trakcie rozwodu i ma dwóch synów, 7 i 8 lat.
          Ale decydując się na rozwój wydarzeń między nami, musiał brać pod uwagę
          przyszłe dziecko.
          Pamiętam naszą pierwszą, powazną rozmowę, zaraz na początku, kiedy stwierdził,
          że on już "swoje przezył, więcej nie chce" i nie zdziwi się jak go odrzucę, bo
          przede mna wszystko. Ciezko mi było na duszy ale nie stawiałam go przed ścianą.
          Niedawno sam sie przyznał, że im dłużej mnie zna, tym bardziej spojrzenie na
          przyszłość mu się zmienia. Ostatnio wspominał, że szukając dla siebie
          mieszkania, myśli, że musi nam przecież razem być wygodnie, myśli pod kątem
          przyzłej rodziny.... skuliłam się wówczas ze szcześcia i nic nie powiedziałam.
          Poczekam, pomalutku... nie będę naciskać. Tylko obserwować, co mi zaproponuje
          dalej...
          Tak się chciałam Wam wygadać...
          • asiek25 Re: do asiek 25.11.03, 15:55
            Cóż za miła niespodzianka... Witaj Pom!
            • pom Re: do asiek 25.11.03, 15:57
              Cześć smile Czytam od paru dni, dziś napisałam po raz pierwszy. Udał się weekend w
              Sz.?
              • asiek25 Re: do asiek 25.11.03, 16:14
                Oj, udał się, udał, jak zawsze!
    • femalespirit Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 13:41
      Oczywiscie jestem smile. Moj bilans wychodzi na zdecydowany plus. Troche to tak,
      ze tutaj piszemy glownie jak mamy jakies konkretne klopoty, nie opisujemy chwil
      szczescia, wiec ogolne wrazenie moze byc dosc ponure. A jednak ja uwazam, ze
      wybralam wspanialego mezczyzne. Lepiej, gdyby byl wolny od zobowiazan, ale kto
      wie, czy bylby taki, jaki jest, gdyby nie mial tych wszystkich, dobrych i zlych
      doswiadczen? Watpie. Po rozwodzie spotykalam sie z paroma kawalerami, ale to
      byla jedna wielka katastrofa, bo oni byli jeszcze w zyciowym przedszkolu, nie
      byli w stanie nic zrozumiec z moich przezyc i podejscia. A do do dzieci, to
      jasne, ze czasem mnie denerwuja, ale staram sie w nich dostrzegac osoby i musze
      przyznac, ze sa to ciekawe osoby, zwlaszcza starszy jest niezwykle bystry, a
      mlodszy jest znakomitym obserwatorem z wielkim talentem interpresonalnym. A
      nerwy, zlosc, zazdrosc i watpliwosci sa w kazdym prawdziwym zwiazku. Ja mam
      wrazenie ze w moim duzo mniej niz w pierwszym malzenstwie, ktore bylo bez
      zadnych obciazen. Sa dni, kiedy mam dosc, ale chyba nie czestsze niz przy
      innych ukladach.
      • pysia-2 Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 13:45
        chyba wlasnie takiej odpowiedzi potrzebowalam :o)
        dzieki
        • ka.ga Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 13:54
          A ja jeszcze moge sie dopisac?
          Tak, jestem szczesliwa. To przeciez nie jest tak, ze PRZEZ CALY CZAS mysle o
          tym, ze ex utrudnia nam zycie, ze gdzies jest corka meza, na ktora on lozy
          ogromne sumy, ze byloby lepiej gdyby nie byl obardzony taka przeszloscia...
          Takie mysli trwaja chwile, dwie i nie zatruwaja nam zycia. Zyjemy normalnie,
          borykamy sie z takimi samymi problemami jak malzenstwa bez przeszlosci i - to
          najwazniejsze - cieszymy sie soba, byciem razem, wspolnymi pasjami, pomyslami,
          dazeniami.
          A w kazdym malzenstwie zdazaja sie problemy - finansowe, rodzinne (mozna miec
          np wredna siostre czy szwagierke, o tesciowej nie wspomne). Wiec powtorze, ze
          jestem ogromnie szczewsliwa, ze trafilam na takiego czlowieka jak moj maz.
      • mkatarynka.edziecko Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 14:03
        femalespirit napisała:

        > Oczywiscie jestem smile. Moj bilans wychodzi na zdecydowany plus. Troche to
        tak,
        > ze tutaj piszemy glownie jak mamy jakies konkretne klopoty, nie opisujemy
        chwil
        >
        > szczescia, wiec ogolne wrazenie moze byc dosc ponure. A jednak ja uwazam, ze
        > wybralam wspanialego mezczyzne. Lepiej, gdyby byl wolny od zobowiazan, ale
        kto
        > wie, czy bylby taki, jaki jest, gdyby nie mial tych wszystkich, dobrych i
        zlych
        >
        > doswiadczen? Watpie. Po rozwodzie spotykalam sie z paroma kawalerami, ale to
        > byla jedna wielka katastrofa, bo oni byli jeszcze w zyciowym przedszkolu,
        nie
        > byli w stanie nic zrozumiec z moich przezyc i podejscia. A do do dzieci, to
        > jasne, ze czasem mnie denerwuja, ale staram sie w nich dostrzegac osoby i
        musze
        >
        > przyznac, ze sa to ciekawe osoby, zwlaszcza starszy jest niezwykle bystry, a
        > mlodszy jest znakomitym obserwatorem z wielkim talentem interpresonalnym. A
        > nerwy, zlosc, zazdrosc i watpliwosci sa w kazdym prawdziwym zwiazku. Ja mam
        > wrazenie ze w moim duzo mniej niz w pierwszym malzenstwie, ktore bylo bez
        > zadnych obciazen. Sa dni, kiedy mam dosc, ale chyba nie czestsze niz przy
        > innych ukladach.


        Podpisuję się wszystkimi czterema kończynami !!!
        Szczególnie pod zdaniem o nieprzygotowaniu życiowym kawalerów. Od pewnego
        czasu uważam, że najlepszą kandydatką na żonę jest rozwódka i najlepszym
        kandydatem na męza jest rozwodnik - oni wiedzą na czym polega życie w "stadle"
        nawet jeżeli pierwszy związek im się nie udał.

        Jeszcze raz powtórzę to co już tu kiedyś napisałam - stosunek mojego męża do
        jego córki był jednym z argumentów za tym, żeby się z nim związać. Widząc jak
        bardzo mu na niej zależy wiedziałam, że i nasze wspólne dzieci będą miały
        fajnego, kochającego, wyrozumiałego tatę. Tatę, który umie z nimi rozmawiać,
        umie się z nimi bawić, umie je zainteresować różnymi rzeczami.

        Są chwile, kiedy jestem zła, że jest tak jak jest. Ale po wielu burzach
        wewnętrznych wypłynęłam na spokojniejsze wody i już teraz mogę powiedzieć, że
        jest dobrze. Duży wpływ na moje wewnętrze uspokojenie miały kontakty z Wami -
        macochami - zarówno tutaj, na forum, jak i w realu.

        Dziękuję Wam za to, że jesteście tutaj smile)))
        • rybkavielorybka Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 14:25
          mkatarynka.edziecko napisała

          stosunek mojego męża do
          > jego córki był jednym z argumentów za tym, żeby się z nim związać. Widząc jak
          > bardzo mu na niej zależy wiedziałam, że i nasze wspólne dzieci będą miały
          > fajnego, kochającego, wyrozumiałego tatę. Tatę, który umie z nimi rozmawiać,
          > umie się z nimi bawić, umie je zainteresować różnymi rzeczami.

          U mnie dokładnie było tak samo. Stasunek mojego męża do jego syna utwierdził
          mnie w przekonaniu że możemy byc szczęsliwa rodziną.
          Mamy problemy czasem duże czasem małe, czasem są one związane z ex ale rachunek
          jest zawsze na +, tymbardziej że to ex odeszła, że to mój mąż zaciągnął mnie do
          ołtarza(nie żebym nie chciała ale wydawało mi się zbyt szybko...), to on
          namówił mnie na powiększenie rodziny i finalnie za 2 miesiące będzie nas o 1
          więcej wink.Tak naprawdę to dla niego słowo szczęście to rodzina, której nigdy
          nie miał.Taraz razem ją budujemy a ex jest gdzieś tam w tle....bardzo daleko....
          • mamaadama4 Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 14:30
            Nie wnikając w szczegóły, zdecydowanie bilans jest dodatni. Jestem szczęśliwa i
            to nawet bardziej niz mogłabym jeszcze pare lat temu przypuszczać. Przez te 9
            lat było bardzo różnie, ale wiele spraw mamy juz za sobą. To, że mój mąż ma
            byłą zonę i dzieci utrudnia czasami zycie codzienne, ale nie to decyduje o
            szczęściu w naszym związku.
            Nie mogłam lepeij w zyciu trafić. I on też.! Ha!
            danka
        • jayin Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 18:27
          mkatarynka.edziecko napisała:

          > Od pewnego
          > czasu uważam, że najlepszą kandydatką na żonę jest rozwódka i najlepszym
          > kandydatem na męza jest rozwodnik - oni wiedzą na czym polega życie
          w "stadle"
          > nawet jeżeli pierwszy związek im się nie udał.

          O, tak smile


          > Jeszcze raz powtórzę to co już tu kiedyś napisałam - stosunek mojego męża do
          > jego córki był jednym z argumentów za tym, żeby się z nim związać. Widząc jak
          > bardzo mu na niej zależy wiedziałam, że i nasze wspólne dzieci będą miały
          > fajnego, kochającego, wyrozumiałego tatę. Tatę, który umie z nimi rozmawiać,
          > umie się z nimi bawić, umie je zainteresować różnymi rzeczami.

          dokładnie tak samo "warunkuję" stosunek Osobistego do naszych "przyszłych"
          dzieci - jego stosunkiem do swojego syna.



          > Są chwile, kiedy jestem zła, że jest tak jak jest. Ale po wielu burzach
          > wewnętrznych wypłynęłam na spokojniejsze wody i już teraz mogę powiedzieć, że
          > jest dobrze. Duży wpływ na moje wewnętrze uspokojenie miały kontakty z Wami -
          > macochami - zarówno tutaj, na forum, jak i w realu.

          Nic dodać, nic ująć. Forum i wasze opowieści, wypowiedzi zmieniły wręcz
          diametralnie moje podejście do pewnych spraw. I dzięki za to smile
          (ostatnio jakoś z Osobistym właśnie rozmawiałam nt. naszego forum, oglądał
          nawet stronę, zerknął na forum i stwierdził, że to dobre miejsce i że to
          dobrze, że spędzam mentalnie (bo irlowo nie miałam na razie okazji:/) czas "z
          doświadczonymi i mądrymi życiowo kobietami" smile)

          pozdr.

          Joanna
    • judytak Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 14:38
      A ja marzyłam o tym, żeby podróżować po świecie, uczyć indiańskie dzieci w
      szkółce w dżungli, pracować co roku w innym kraju pewnego odległego
      kontynentu....
      A teraz marzę o tym, żeby mieć czasami wolny wieczór we dwoje z mężem...
      ...i nawet to mi się nie udaje...

      Żadna obca baba nie miesza się w moje życie. Teściowa to próbowała jakiś czas
      temu, ale ja byłam silniejsza.
      Na dom nie chucham i dmucham, przy trójce małych dzieci (własnych) nie mogłabym
      tego zrobić nawet jakbym chciała. A nie chcę.
      Piniędzmi i czasem dzielę się z kim chcę się dzielić (jakbym nie chciała, nie
      wyszłabym za rozwodnika z dziećmi, a jak już raz zadecydowałam, że chcę, to
      przecież się nie wycofam).
      Nerwy, wątpliwości, zazdrość, złość i nienawiść występuje właściwie w każdym
      związku. Tyle że ludzie bardziej doświadczeni lepiej potrafią to wszystko
      kanalizować, utrzymać na poziomie, który jest do wytrzymania.
      Nigdy, ani przez chwilę nie myślałam, że będzie łatwo. Myślałam, że będzie
      pięknie. I jest.
      Mój wybór co do osoby męża się sprawdził.
      I jestem szczęśliwa.
      Pozdrawiam
      Judyta
    • yokono Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 14:45
      pewnie ze jestem szczesliwa.u mnie bylo tak, ze cale zycie zarzekalam sie ze
      nigdy facet po rozwodzie a juz dzieciaty to absolutnie.okazalo sie inaczej , .
      poznalismy sie po jego rozwodzie.dobiegalam wlasnie 30tki, wlasne mieszkanko ,
      dobra praca , 2 razy w roku wycieczka zagraniczna, tylko tak jakos czegos
      zaczynalolo brakowac.po 3 mcach znajomosci zaszlam w ciaze (ups nieplanowana,
      mialam zawirowania hormonalne zwiazane z pobytem za granica -zmiana stref
      czsowych)moj partner zareagowal entuzjastycznie,moja rodzina wrecz przeciwnie.
      balam sie , kilka nocy przeplakalam w poduszke smile ale jest cudownie. jestesmy
      2 lata razem mamy wspanialego synka i kochamy sie z kazdym dniem bardziej. ex
      nie bruzdzi kompletnie, wydaje mi sie ze jest sensowna dziewczyna chociaz nigdy
      jej nie widzialam . ( jedyna jej wada to fakt ze istnieje smile)z synem z 1
      zwiazku uklady sa baaaaaaaaardzo dobre. reasumujac ciesze se ze tak mi sie w
      zyciu ulozylo, sama podejrzewam nie zdecydowalabym sie na ten zwiazek, jestem
      zbyt duzym asekurantem
      pozdrawiam
      • aagacia Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 15:00
        jestem. kazdego dnia kiedy otwieram oczy i budze sie obok mojego g. wiem ze to
        ten wlasciwy czlowiek. nasza sytuacja byla skomplikowana, i wiele osob
        cierpialo - nas wlaczajac tez. ale mam nadzieje ze za pare lat tez powiem -
        bylo warto...
        g. mowi ze jestem fajna macoszka smile ja staram sie zeby tak bylo smile nasza
        coreczka daje nam tyle radosci na codzien smile spelniaja sie nasze marzenia,
        moze za rok pomyslimy o rodzenstwie dla naszych panienek wink

        pewnie ze raz sa gorsze raz lepsze dni.tak chyba jest ze wszystkimi ale
        najwazniejsze jest to ze sie kochamy, ze chcemy kazda wolna chwile spedzac
        razem... to wazne..i dopoki bede niecierpiwie czekac na jego przyjscie z pracy
        dopoty bede wiedziala ze wszystko jest w porzadku smile
        jestem szczesliwa smile bardzo bardzo smile
    • jayin Re: czy jesteście szczęśliwe? 25.11.03, 17:52
      jestem.
      z jego "bagażem życiowym" radzę sobie bez problemu już. początkowe zazdrości i
      niepewności zniknęły. nie mam kontaktu z jego Ex, nie wiem nic o żadnych
      problemach z nią związanych - więc albo ich nie ma, bo Ex jest OK, albo nie
      jestem o tym informowana - skłaniam się raczej do tej pierwszej wersji, tak
      wynika z tego co czasem (rzadko) Osobisty opowiada nt. Ex. PRZYPUSZCZAM, że
      gdybym miała z nią kontakty - też nie byłoby problemów. Przynajmniej z mojej
      strony smile Nie mam JUŻ kłopotów z przyjmowaniem do wiadomości, że jest dziecko,
      że są $ wydawane na dziecko, że Osobisty spędza z nim czas. chociaż, fakt,
      początkowo był taki odruch nerwowy, że "ciągle będzie w naszym życiu ktoś, kto
      nie jest moją rodziną, tylko jego", ale to minęło. na szczęście.
      jest OK.

      A jedynym zgrzytem w niemal idealności smiletego związku jest Jego praca.
      Wrrrr...uncertain ale to już temat na inną bajkę.
      Przyjmę nieznośną Ex w zamian za normalną pracę dla Osobistego! smile))

      pozdr.

      Joanna
    • kasjusz3 Re: czy jesteście szczęśliwe? 26.11.03, 07:45
      Judytak napisała:
      "Nigdy, ani przez chwilę nie myślałam, że będzie łatwo. Myślałam, że będzie
      pięknie. I jest."

      Bardzo podoba mi się to, co napisałaś Judyto.
      Miałam takie same oczekiwania i myslę, ze sie nie zawiodłam.
      Momentami bywa mi ciężko, ale nie zamieniłabym swojego męzczyzny na nikogo
      innego, niezależnie od bagażu, którym obarczył siebie i nasz związek.
      Jest wspaniałym człowiekiem i moim największym przyjacielem, a ja od zwsze
      szukałam miłości, która potrafiłaby byc przyjażnią.
      Nie żałuję niczego, choć wiele nocy przepłakałam, by dojść do tego wniosku.

      pozdrawiam ciepło
      Kasjusz

      • konkubinka Re: czy jesteście szczęśliwe? 26.11.03, 10:54
        A ja chyba sie zawiodlam.I nie z powodu eks i jego corki.To wszystko dawno
        sobie poukladalam.Ale najgorsze jest to ze zaczynam patrzec inaczej na to
        wszystko.Zaczynam widziec ze ona tez miala uczucia.Jezeli choc w jednej
        czwartej robil to co teraz to moge usprawiedliwic jej zachowanie w pewnym
        stopniu.I to jest najgorsze.Czuje ze sie zblaznilam.Walczylam w imie czegos bo
        bylam slepa.Wykorzystal mnie jako narzedzie do odzyskania corki ale teraz widze
        ze napewno tez przyczynil sie do jej straty.Ona patrzyla na mnie jak mu
        ponmagam i napewno w duchu sie smiala, bo wiedziala jaki jest ,w koncu spedzila
        z nim kilka lat.
        • darcia73 Re: czy jesteście szczęśliwe? Do Konkubinki 26.11.03, 13:46
          Kochana konkubinko, tak mi smutno sie zrobiło po przeczytaniu twojego postu :
          ((((( bu......
          Kto jak kto, ale taka osoba jak Ty w pełni zasługuje na szczęscie!
          Zreszta tak jak Ty uważam,z e zycie bez facetów jest nudne a zarazem, pomimo
          stanu zakochania, przezywam gdzies strach przed nowym zwiazkiem, nie w tym
          sensie czy ja sobie poradze, ale czy moj synek będzie szczęsliwy...
    • izams Re: czy jesteście szczęśliwe? 28.11.03, 22:47
      Witam -szkoda , ze większośc nie pisze ile jest lat ze swoim partnerem - taka
      jestem ciekawa. Tak dla informacji ( chyba raz dawno się tutaj wypowiadałam -
      głównie czytam )
      Ale dodam cos od siebie - razem już 12 lat + dwie córki z poprzedniego
      małzeństwa i nasza wspólna. Było różnie - prawda jest taka , że to się zmienia
      bo i my się zmieniamy. Teraz chyba jest więcej kompromisu i zrozumienia ...ale
      mniej spontaniczności. Za to zdecydowanie spokojniej , bezpieczniej i chyba
      lepiej - zwłaszcza ze względu na kontakty między nami wszystkimi.
      poz, Iza

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka