Dodaj do ulubionych

Czy ja się czepiam???

13.07.09, 09:28
Kobiety, potrzebuję Waszego trzeźwego osądu, bo sama nie wiem czy
nie przesadzam...
Jestem właśnie po dłuuugim weekendzie z NM i Młodym (prawie 13lat) i
jestem wykończona i zniechęcona do wszystkiego (łącznie z
zapowiadającym się ślubem z NM).
Młody jak już wcześniej wspominałam ma nadwagę oraz masakrycznie złe
nawyki żywieniowe. Na to wszystko nakłada się ciągłe garbienie
młodego oraz umiłowanie TV i komputera oraz niechęć do jakiejkolwiek
aktywności.
Uważam, że za taki stan rzeczy odpowiadają rodzice... Mój NM
ogranicza się do "odgonienia" Młodego on kompa i "wyrzucenia" na
podwórko zamiast wspólnej gry czy przejażdżki rowerowej... To samo
tyczy się jedzenia... Ja jakoś potrafię się poświęcić i
zrobić "kolorowe kanapki", galaretkę z owocami itp. rzeczy, które w
jakiś sposób zmuszają Młodego do zjedzenia warzyw czy owoców... I z
tego co widzę moje metody skutkują. Wciągam go w jakieś prace
domowe, żeby mógł się wykazać i ruszyć z miejsca. Zbuntowałam się
jednak ostatnio i stwierdziłam że pora by tatuś pokazał co
potrafi... I okazało się, że jedyne co potrafi to spełnianie
zachcianek Młodego... Młody basza siedzi cały dzień (tatuś broń boże
nie poprosi go by coś pomógł i zrobił, sam nie wie dlaczego), tatuś
przecedzi rosołek, da ziemniaczki z mięskiem, jarzynki zje sam bo
dziecka nie można zmusić... A młody leży, przewraca się z boku na
bok nudząc się, przerzucając kanały i modląc się by nie musiał wyjść
z 4 ścian. Siedzi zgarbiony non stop czego tatuś nie zauważa bo niby
po co, na wypadek złej pogody Młody bluzy nie zabierze, bo jest
CIĘŻKA i trzeba ją nosić itd...
To nie jest złe dziecko i lubię go, ale mlaskanie, jego bielizna
walająca się po podłodze w całym domu i wszechobecne kołtuństwo jego
i biernego ojca doprowadza mnie do skrajnych uczuć... Nie wiem czy
ojcowie tak mają??? Czy to zwykle matki trzymają w domu wszystko w
ryzach i widzą więcej???
Obserwuj wątek
    • edw-ina Re: Czy ja się czepiam??? 13.07.09, 09:36
      Wiesz co, przechodziłam coś podobnego.Tj. dzieci mojego M
      najchętniej jadłyby lody, a zagryzały je pizzą. Zmiana zaczęła się
      nie od nich, ale mojego M. Tj. tak długo uczyłam go, że to co jemy
      to jak dobra benzyna w baku samochodu zamiast wody, że się nauczył.
      I teraz sam o to dba. Oczywiście raz na tydzień zabierze ich na
      pizzę, ale skończyło się jedzenie chipsów (zamiast tego dostają
      selera naciowego i marchewkę, ponoć smakuje), ściemnianie, że monte
      to jogurt, a jeśli po obiedzie chcą coś słodkiego, to nie są to
      gumisie i inne stworzone na bazie białego cukry "przysmaki" tylko
      kawałek dobrej jakościowo czekolady.
      Moja rada - najpierw twój NM musi sam zacząć dbać o swoją dietę i
      zobaczyć rezultaty, by móc dbać o dietę syna.
      • 333a13 Re: Czy ja się czepiam??? 13.07.09, 09:53
        Mój NM jest bardzo szczupły... Je wszystko... Rozmawiamy dużo na
        pewne tematy... Nie wiem dlaczego tak się zachowuje... Boi się
        ograniczać dziecku wolności, nie wie jak z nim postępować, bo nie ma
        z nim takiego kontaktu jak w pierwszych latach życia... Młody
        ostatnio stwierdził, że woli być u mamy bo tam nic nie musi... Więc
        może to irracjonalny lęk przed ponowną stratą dziecka... Nie wiem co
        o tym myśleć. Chciałabym wierzyć, że to nie lenistwo i kołtuństwo,
        bo nie byłabym w stanie tego zaakceptować. Dziecku dzieje się
        krzywda za przyzwoleniem najbliższych osób i to jest dla mnie nie do
        pojęcia...
        • chalsia Re: Czy ja się czepiam??? 13.07.09, 10:12
          > o tym myśleć. Chciałabym wierzyć, że to nie lenistwo i
          kołtuństwo,
          > bo nie byłabym w stanie tego zaakceptować

          niestety to lenistwo i kołtuństwo, bowiem miał okazję zaobserwować
          Twoje działania i to, że przynoszą one pozytywne skutki.
          Gdyby takiego wzoru nie miał, to można by było myśleć, że to z
          niewiedzy.
        • annjen Re: Czy ja się czepiam??? 13.07.09, 10:14
          faktycznie masz problem, bo w końcu to nie ty powinnaś dbać o prawidłowy rozwój
          dziecka, ale nie dziwię się, że zachowanie całej trójki cię denerwuje. nie
          bardzo wiem, co mogłabyś zrobić poza rozmowami z twoim facetem i zachęcaniem
          młodego tak jak to robisz - atrakcyjnymi zdrowymi przekąskami. tylko bardzo
          trudno jest na trwale zmienić nawyki żywieniowe dziecka (to akurat wiem na
          przykładzie mojego pasierba), jeśli rodzice nie idą jednym frontem. co można
          zrobic jeszcze? zapisać go na jakieś ciekawe dla niego zajęcia sportowe. mój
          trenuje taniec towarzyski, ostatnio dość intensywnie, i teraz jest szczupły,
          choć ma na to wpływ również fakt, że obecnie szybko rośnie. wiesz, chłopak
          wkrótce wejdzie w taki wiek, że będzie mu zależało na wyglądzie, warto to
          wykorzystać. ale tak czy inaczej lekko nie będziesz miała.
        • edw-ina Re: Czy ja się czepiam??? 13.07.09, 11:31
          Doprowadzenie dziecka do otyłości i cukrzycy nie jest "dawaniem mu wolności"
          tylko brakiem odpowiedzialności. Fakt, że twój Nm je co chce i nie tyje, niczego
          nie tłumaczy. Przeciwnie, powinien zadbać o swoją dietę, bo jeśli ma mieć
          kolejną rodzinę, to wypadałoby, żeby dbał o swoje zdrowie.
          Młody
          > ostatnio stwierdził, że woli być u mamy bo tam nic nie musi... - a mi się
          parę razy w podobnym wieku zdarzyło powiedzieć rodzicom, że się na ten świat nie
          pchałam. I co z tego? Dzieci mówią różne rzeczy, czasem z premedytacją, by kogoś
          zabolało.
          Jeśli dieta twojego pasierba jest dla ciebie tak istotna, to przejdź się do
          przychodni dla cukrzyków, zgarnij plik ulotek i rozłóż w całym domu.
          Ale jak dla mnie to masz raczej problem z facetem, który jest totalnie uległy
          dziecku, nie zważając na to, że robi mu tym krzywdę. A przy okazji denerwuje
          ciebie. Więc może ty ustalisz reguły takie same dla wszystkich? W sensie - nie
          ma rzucania ubrań na podłogę, w domu nie ma śmieciowego jedzenie, zamiast coli
          kupujemy wodę i soki itp. Będzie trudno, ale każdemu to wyjdzie na zdrowie.
    • kicia031 Re: Czy ja się czepiam??? 13.07.09, 10:57
      lacze sie z toba w bolu - ja probuje zachecic swojego syna do
      normalnego odzywiania i ruchu, ale jak grochem o sciane. jestem
      fanatyczna zdrowej zywnosci i aktywnosci fizycznej, a tu taka
      wtopa...

      Co do tatusia - nie wiem, co ci radzic, jesli do niego nie trafia,
      ze ronbi dziecku krzywde. jedyne czehgo mozesz sprobowac, to nie
      kupowac smieciowego zarcia i usuwac z domu, kiedy inni kupuja Sitko
      tez schowaj, zeby nie bylo pokusy cedzenia rosolkow wink
      • adela38 Re: Czy ja się czepiam??? 13.07.09, 16:09
        Pogadaj z przyszlym mezem, al moze wytlumacz swoje racje inaczej.Powiedz, ze
        grube dzieci sa przesladowane przez rowiesnikow, a dotego zagrozone jest ich
        zdrowie.Powiedz, ze jako ojciec on powinien dawac przyklad.Ty mu mozesz pomagac
        i podpowiadac, ale to on musi byc ojcem dla syna.Powiedz, ze to lezy tez w twoim
        interesie, bo maly bedzie przykladem dla waszych dzieci...
        Sama jednak zastanow sie nad tym panem jesli oleje twoje rady, czy rzeczywiscie
        chcesz takiego ojca dla swoich dzieci...Moze on sie sprawdza tylko jako
        kochanek? Nie bez przyczyny on jest rozwiedziony i ma takie dziecko jakie
        ma...swoja byla tez sam wybral taka jaka byla...
    • sta.ri Re: Czy ja się czepiam??? 13.07.09, 16:23
      Ja Cie tam rozumiem i nie wydaje mi sie, ze przesadzasz. Ja mialam podobnie na
      poczatku. Zmiany zywieniowe tez zaczelam od ich ojca. Zapytalam go , zeby mi
      pokazal gdzie sa witaminy i wapn w ich diecie. Doszukal sie kilku witamin ale
      niestety byly przywalone przetworami bialego cukru i bialej maki. Zaswiecilo mu
      sie ostrzegawcze swiatelko i stara sie zeby dieta byla bardziej warzywna (ogorek
      i truskawki jak na razie oraz vitaminy i wapn w syropie). No coz...powolutku.

      Co do sprzatania to toczymy nieustanna batalje. Ja lubie czysty dom (co nie jest
      latwe z dwoma wielkimi psami) on nie zauwaza balaganu. Dzieci nie byly wlaczane
      w zadne prace domowe. Po mojej kilkumiesiecznej batalii odnosza brudne naczynia
      do zlewu i skladaja po sobie zabawki (obecnie pracuje nad scieleniem lozka i
      wkladaniem brudnych ciuchow do kosza. Przypomne ze dzieci lat 10 i 12). W
      zwiazku z tym , ze ja bardzo duzo pracuje, nie daje rady jeszcze sprzatac na
      drugim etacie, a moj N jest w zasadzie niereformowalny, postanowilam po prostu
      placic komus za to raz w tygodniu. Taki kompromis. Oboje jestesmy zadowoleni.

      W wielu watkach dziewczyny pisaly, ze wychowanie dzieci to wylaczna sprawa ich
      rodzcow. I tak i nie. Zyjac pod jednym dachem macochy i ojczymowie maja na nie
      duzy wplyw. Z egoistycznego punktu widzenia moje powiedziec, ze bardzo zalezy mi
      na zdrowych i zaradnych dzieciakach. Nie dlatego, ze kocham je nad zycie (bo nie
      kocham. BArdzo lubie-to fajne dzieciaki), ale dlatego, ze ich problemy to po
      czesci i moje problemy. Moj N zaczal pracowac troche nad dzieciakami po moim
      pytaniu: Czy naprawde chcesz miec za kilka lat dwa roztyte, chore, kompletnie
      niezaradne zyciowo dzieciaki?

      Ja mialam na tyle szczescia, ze N uswiadomil sobie problem i powolutku wszystko
      zmienia sie ku lepszemu. Wprawdzie nie nauczyl sie sprzatac (czasem sie stara),
      ale nie ma nic przeciwko jak ja wciagam jego dzieci w jakies prace domowe. I
      jakos wszyscy jestesmy (odpukac) zadowoleni.

      Pozdrawiam
      ewa
    • liz-beauty Re: Czy ja się czepiam??? 13.07.09, 21:18
      Ja sie czesto czuje podobnie... Zwracam uwage na diete, na to, ze Mlody malo
      samodzielny, ze w domu zadnych obowiazkow. I co? "Hucz se ta, hucz"winkTo niewiele
      daje, zakochany rodzic i tak nie widzi problemu. A moze to my, wredne macochy
      jestesmy nadmiernie krytyczne? Ja robie swoje, angazuje Mlodego w rozne
      czynnosci na zasadzie wspolpracy i zazwyczaj jest fajnie i sie da. Tatus nie
      potrafi. Nie potrafi wyegzekwowac od dwunastolatka nawet wynoszenia smieci czy
      odkurzenia swojego pokoju raz na jakis czas. Nie potrafi byc konsekwentny i jak
      Mlody na obozie wydal cala kase w tydzien (wcale nie bylo jej za malo), to
      pozwolil pozyczyc od wychowawcy - kolejny raz, bo na zimowisku i rok temu byla
      identyczna historia. Ale co ja sie bede denerwowac, skoro on uwaza, ze wlasnie
      tak nalezy wychowywac dziecko, to trudno, to jego dziecko.
      • 333a13 Re: Czy ja się czepiam??? 14.07.09, 08:00
        Dzięki dziewczyny za Wasze opinie. Rozmawiałam po raz któryś z NM na
        temat jego zachowania względem Młodego i przyznał mi rację...
        Twierdzi, że od dziecka na codzień się najzwyczajniej w świecie
        odzwyczaił, poza tym pewnych rzeczy to on nie widzi tak jak ja...
        Wczoraj wyciągnął Młodego na podwórko no i ma postanowienie, żeby
        jednak jakoś temu dziecku pomóc na tyle ile może. Zobaczymy jak
        będzie z realizacją... Pozdrawiam
        • liz-beauty Re: Czy ja się czepiam??? 14.07.09, 08:23
          Powodzenia! Moj sie nie odzwyczail, a i tak wyrecza i nianczy. Na szczescie
          jesli chodzi o sport, Mlody jest na razie normalny i pod tym wzgledem jest
          fajnie, mozna z nim pojezdzic na rowerze czy pograc w siatke. Dobrze plywa, ale
          jak jestesmy na basenie, to i tak woli zjezdzac w rurze i co? Przeciez mu nie
          zabronie.
    • 13monique_n Re: Czy ja się czepiam??? 14.07.09, 11:02
      To ja napiszę o moich dzieciach uncertain Moje liczne wojenki z nimi to
      m.in. lata temu wygrana wojna z chipsami. Teraz już nie mają z tym
      problemu. A ja nie mam problemu, jak od czasu do czasu zjedzą torbę
      śmieciowego żarcia. Młodego łatwo sie przyuczyło do warzyw, a z
      córką (własną!) mam problem - głowę mam ochote jej czasem urwać.
      Generalnie jada brokuły, fasolkę szparagową, rzodkiewkę i ogórki w
      każdym wydaniu. Hmmm, to mizerne, prawda? Ale przynajmniej tyle.

      Druga kwestia - uczestniczenie w sprzątaniu. Oni najchętniej
      leżeliby brzuchami do góry i tak zrobię, jesli choćby przez telefon
      nie będę "kopać ich w tyłki". I jakoś tak ze dwa miesiące temu
      pożalili się (sic!!!), że tylko oni są tak "zapracowani" w swoich
      klasach. A teraz powiem co "robią": wyprowadzają psa, wynoszą
      śmieci, wkładają i wyjmują naczynia do zmywarki. Sa gonieni do
      odkurzania i starcia podłóg raz w tygodniu i od niedawna uczestniczą
      w sprzątaniu łazienki. Przy czym tylko te czynności z pierwszego
      zdania mają charakter codzienny.

      Napisałam o tym wszystkim, żeby pokazać, że dzieciaki generalnie
      trzeba kopać w tyłek (broń Boże dosłownie!), by się ruszyły i
      pomogły. W przeciwnym wypadku rodzic i macocha/ojczym zmienią się w
      sprawną służbę rozpaskudzonych leniwców. A jak te leniwce mają potem
      przeżyć w życiu? Sami?
    • reksia Re: Czy ja się czepiam??? 16.07.09, 11:37
      tak wychował tatuś syna, jak i sam pewnikiem został wychowany...
      • ywwy Re: Czy ja się czepiam??? 21.07.09, 07:32
        chcę zwrócić jeszcze uwagę, że NM może podobnie zachować bierność
        wobec waszych wspólnych przyszłych dzieci.
        Nie czepiasz się , ale z tego co piszesz to jako macocha niewiele
        będziesz mogła zdziałać, choć może jak będziesz konsekwentna i pełna
        energii?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka