Dodaj do ulubionych

przyszła macocha..???

23.12.03, 10:39
Witam macochy i nie tylko. Zauważyłam kilka nicków z "samodzielnej mamy"...
Niektóre wiedzą, że związałam się z żonatym mężczyzną.
Ma dwójkę dzieci, jest w trakcie rozwodu.
Zajmuje sie nimi bardzo często: rano odwozi do przedszkola wieczorem (5x w
tyg.)kładzie spać.
Ale nie o niego chodzi...
Chodzi głównie o jego córki (6 lat i 1/7 roku).
Jeszcze nic o mnie nie wiedzą i nie wiem, czy powinny a jeżeli tak to kiedy?
Jego żona nie pozwala na to, żeby je brał do nas, ale czy ja sama chcę?
Często myślę o tych dzieciach, zwłaszcza o tym, że żyją w totalnym
zakłamaniu. Ich mama nie chce powiedzieć prawdy o rozstaniu, ani dzieciom,
ani znajomym. On nie potrafi rozmawiać z dziećmi na tyle, żeby dotrzeć do ich
emocji.
Wiem, że to ich sprawa i że sami powinni się uporać z ich problemem.
Cierpią dzieci, bo tatuś nie nocuje u nich, bo ciągle wyjeżdża w delegacje...-
dlaczego?
Powoli pojawiają sie takie pytania. Rodzice nie odpowiadają.
Tłumaczyłam, że powiniem powiedzieć prawdę, bo dzieci biorą winę na siebie za
to co złe.
Jak mówić dzieciom prawdę, jaką prawdę?
Czy powinny mnie poznać?
Jaki powiniem być mój udział w tym wszystkim?
Nie jest to łatwe...
Pozdrawiam i życzę cudownych Świąt
Obserwuj wątek
    • delfina6 Re: przyszła macocha..??? 23.12.03, 11:26
      czesc ziniam
      też zwiazałam sie z żonatym facetem, wzięłam z nim ślub, mamy dziecko i
      niestety ten cudowny wyjatkowy zwiazek zaczyna legac w gruzach, książe stracił
      troche blasku. jesli czytałas poprzednie posty to wiesz ze mam ogromne wyrzuty
      sumienia. i powiem Ci tak, jeśli miałabym, jeszcze raz szanse stanac przed
      wyborem zwiazania się z kimś takim - zrezygnowalabym z tego zwiazku, i upajała
      się swoim cierpieniem, ze spotkalismy sie za późno.
      jesli jednk zdecydowaliscie sie juz na bycie razem, to uwazam, ze dzieci
      powinny najpierw zaakceptowac rozwod rodziców. przyzwyczaic sie dop mysli, ze
      tatus juz nie mieszka z nimi, ale nadaj bardzo ich kocha, i to ze nie jest juz
      z mamusia to nie znaczy, ze one przestały byc jego dziecmi. a dopiero potem z
      czasem powinny sie chyba o Tobie dowiedzieć.
      • ziniam Re: przyszła macocha..??? 09.01.04, 12:55
        Witaj Delfina smile
        Dzieki, że odpisałaś, tylko ty jedna smile
        Reczywiście czytalam kilka Twoich postów...
        Często myślę o tym jak bedzie kiedyś.
        Czy bedziemy potrafili ułożyć sobie nasze życie z jego 2-ką dzieci.
        Nie wiem, czy chcę mieć z nimi cokolwiek wspólnego, a z drugiej strony, wiem,
        że on zawsze musi być dla nich, zresztą nigdy nie odważyłabym sie stanąc na
        przeszkodzie.
        Ale jednak cięzar ojcostwa czuję.
        Jak jesteśmy razem jest cudownie, wyjeżdża - okropnie... nie mieszkamy jeszcze
        razem, i boję się naszego wspólnego zamieszkiwania.
        Może rzeczywiści dać sobie z tym spokój, zanim będzie za późno, tzn.
        zaplanujemy dziecko?
        Tylko czy ja potrafię odejść?
        Kocham go jak wariat i jak na raize nie wyobrażam sobie życia bez tego faceta.
        Kilka razy próbowałam to zakończyc, ale on walczył jak lew o nasz związek...
        jesteśmy nadal razem....
        Pozdrawiam cię i życzę wszystkiego najlepszego w nowym roku!
        P.S. jak wizyta u psychologa?
        • brooklynka Re: przyszła macocha..??? 09.01.04, 14:47
          Witaj Ziniam,
          od niedawna sledze to forum, i jestem w podobnej sytuacji do Ciebie, z tym ze
          dzieci mojego mezczyzny sa w wieku szkolnym i juz wiedza o mnie. Rozwod w
          trakcie, ex walczy jak lwica zeby mnie nie bylo w zyciu dzieci, tzn. zeby nie
          doszlo do jakiegokolwiek kontaktu miedzy nami...swoja droga to jest pytanie do
          wszystkich ex tu obecnych - dlaczego, i czego sie boicie ? Mysle ze to kwestia
          czasu i poniesionych strat emocjonalnych wszystkich stron, alekiedys wszystko
          sie unornuje, ja w to wierze, wiec glowa do gory Ziniam. ja sie nie podddam nie
          i bede trwac przy moim mezczyznie mimo ze ex robi wszystko zeby jego i nas
          zniszczyc, i przy okazji niszczy swoje dzieci zarazajac je swoja nienawiscia i
          uniemozliwiajac kontakty z ojcem.
          brooklynka
    • ashan Re: przyszła macocha..??? 09.01.04, 18:00
      Myślę, że Delfina ma rację, co do kolejności zdarzeń: najpierw dzieci muszą
      oswoić się, na ile to możliwe, z prawdą o odejściu taty, odbudować poczucie
      bezpieczeństwa i wzmocnić wiarę, że tata bardzo je kocha. Dopiero później
      będzie czas na Wasze poznanie się. Jeszcze później na wizyty w Waszym domu. Na
      wszystko potrzeba czasu. Także na to, żeby Twój m. nawiązał kontakt z dziećmi -
      dzieciaki szybko rosną - może będzie mu trochę łatwiej?
      Wg mnie jedyną rolą, jaką masz na razie do spełnienia to wspieranie Twojego
      m., nieprzeszkadzanie w kontaktach. To często niełatwe i niewdzięczne zadanie.
      Ale udaje się!

      wszystkiego dobrego smile
      • kasjusz3 Re: przyszła macocha..??? 10.01.04, 01:11
        Ja również się zgadzam. Wydaje mi się, że oswajanie dzieci z problemem lezy w
        gestii rodziców. Ty nie powinnas czuć się zobowiązana do tłumaczenia im
        czegokolwiek, oswajania ich z sytuacją itd. Kiedy przyjdzie taki czas, gdy
        będziecie gotowe na konfrontację, wówczas powinnaś wyznaczyc sobie priorytety,
        jakimi będziesz kierować się w kontaktach z nimi. Na razie spróbuj pozostać
        jeszcze chwilę w cieniu. To nie Ty tworzyłaś tamten związek i nie Twoim
        obowiązkiem jest radzenie sobie z konsekwencjami jego rozpadu. Jedyne, na co
        możesz miec wpływ, to przyszły wizerunek relacji macocha - pasierbice, ale na
        martwienie się tym, jak wnioskuję z Twojej wypowiedzi, masz jeszcze sporo
        czasu.

        Był taki okres, kiedy starałam się brac czynny udział w kształtowaniu
        kontaktów mojego mężczyzny z jego synem, ale odbiło się to dość poważnie na
        moim zdrowiu psychicznym i przestałam angażować się aż tak emocjonalnie, jak
        miało to kiedyś miejsce. Wyszłam z założenia, że tamto dziecko ma rodziców,
        którzy są za nie odpowiedzialni i, niezależnie od tego, jak bardzo będę się
        starać, moja osoba niewiele ma w tym wszystkim do powiedzenia.

        Radzę poczekać.

        Pozdrawiam gorąco, zycząc cierpliwości i wytrwałości oraz sporo siły.
        Kasjusz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka