marekatlanta71
07.09.10, 15:10
Tak się zdarzyło że przez kilka dni poruszałem się w/w pojazdem po drogach i bezdrożach Nevady, Arizony i Utah. Model 2010, dostałem go z przebiegiem 300 mil = byłem pierwszą osobą która go wypożyczyła. Samochód w "najbogatszej" wersji - Limited. Jak na najbogatszą wersję, to samochód był bardzo ubogo wyposażony - manualna klima, badziewiaste radio, zero komputerów (tylko licznik przebiegu), skóra jak ze starej krowy. Przejechałem nim ponad 1000 km i wrażenia mam raczej jednolicie negatywne. Ale najpierw skupię się na krótkiej liście pozytywów:
- niesamowicie cicho w środku. Nawet przy 85 MPH samochód był zdumiewająco cichy.
I chyba na tym kończy się lista pozytywów... Więc teraz negatywy:
- dychawiczny, czterocylindrowy silnik w połączeniu z antycznym, czterobiegowym automatem powoduje że samochód nie ma zupełnie przyspieszenia
- zawieszenie jest nie dość że przeraźliwie miękkie, to jeszcze samochód uwielbia galopować po drodze oraz zmieniać nieoczekiwanie kierunek jazdy na zakrętach z wybojami.
- siedzenia zostały zaprojektowane tak, żeby zmuszać do częstych postoi - dłuższa jazda bez przerw może się skończyć u ortopedy
- samochód był generalnie nieposkręcany do końca - np. w czasie jazdy odpadały różne elementy dekoracyjne nadwozia - zatrzymywałem się i zbierałem je z drogi.
- klimatyzacja nie dawała sobie rady w upale pustyni
Obserwując ten samochód mam wrażenie że Chrysler jest skazany na upadek - nie wyobrażam sobie jak można się utrzymać na rynku produkując takie samochody...