Dodaj do ulubionych

prawdziwych harcerzy już nie ma..

05.02.13, 22:25
kiedyś był tutaj temat o obecnym harcerstwe, że to parodia dawnych obozów. Bo dzieciom nie wolno gotować (HAACP, czy jak tam), nocą opuszczać łóżeczka itd.
A dziś mamy aferę w Bieszczadach, szkoła przetrwania wrocławskich licealistów. Zrobiło się groźnie bo młodzież wezwała GOPR. 22letni opiekun ma zarzuty, rodzice go bronią.
Co o tym sądzicie? 2 śmigłowce, 50 osób zaangażowanych w akcję ratowniczą -moim zdaniem rodzice lekceważą zagrożenie, zarówno dzieci jak i "darmowych" goprowców.
Obserwuj wątek
    • qqbek Sądzę... 05.02.13, 23:59
      ...że powinno w Bolandzie być jak w cywilizowanym kraju.
      Tj. za akcje i narażanie życia ratowników, spowodowane Twoim własnym zaniedbaniem, bulisz sam, albo ten, kto był na tyle lekkomyślny, by sprzedać Tobie polisę od takich zdarzeń. Za akcje z powodu nieszczęśliwych wypadków - buli NFZ lub twój zagraniczny ubezpieczyciel.
      I skończyłoby się łażenie w początkach czerwca (jak jeszcze śnieg leży) na Zawrat czy Świnicę w sandałkach (sam widziałem! - dziunia z podobnie ubranym "miszczem" zablokowali na kilkadziesiąt minut szlak z Zawratu na Świnicę, bo dziunia spanikowała-> a ja chciałem zejść z Kasprowego na nogach... a późno się już zaczynało robić - Orla trochę więcej czasu zabrała, niż się spodziewałem).
      Albo inne "szpilki na Giewoncie".

      Co do gówniarzy w Bieszczadach - strach pomyśleć, że rodzice mają podobnie nawalone we łbach. Bo młodość i hardość ma swoje prawa, ale rodzice, skoro dzieci w zimie w góry puszczają (wiem, wiem Bieszczady to nie góry - przynajmniej dla knajpianych "górali" z Karpacza czy Krupówek) powinni wiedzieć co robią i czym to potencjalnie grozi... a nie bronić "organizatora" z bożej łaski.

      Trochę się po górach w życiu nałaziłem i zdecydowanie szybciej wolałbym się zimą w Tatrach niż w Bieszczadach w podbramkowej sytuacji znaleźć. No, ale, Bieszczady to nie góry przecież... i weź tu kołtunom tłumacz.
      • tomek854 Re: Sądzę... 06.02.13, 00:18
        Wiesz, ale weź pod uwagę, że to nie były byle dzieciaki w sandałkach. To byli młodzi ludzie, którzy od dłuższego czasu pod opieką starszych jeździli po górach. Jak dla mnie całe te "obozy przetrwania" to tylko śmieszny chwyt marketingowy, natomiast nastolatkiem będąc po niejednych górach chodziłem, w Bieszczadach akurat pod namiotem na śniegu nie spałem, ale w Pieninach i Beskidach to i owszem, a w Karkonoszach spałem we własnoręcznie zbudowanym igloo.

        Więc jeżdżenie po dzieciakach, rodzicach i organizatorach uwazam za przesadę. Natomiast zgadzam się w 100% co do ubezpieczeń, oraz co do tego, że taki organizator zimowej eskapady w Bieszczady powinien wybulić za ubezpieczenie znacznie więcej niż ktoś, kto kolonię prowadzi w słoneczny dzień na Ślężę.
    • tomek854 Re: prawdziwych harcerzy już nie ma.. 06.02.13, 00:15
      NIe wiem, czy o to Ci chodzi, ale ja wtedy napisałem tak:

      Młodym harcerzem będąc jadłem z menażki kupionej z demobilu grochówkę z
      wojskowej kuchni siedząc przy własnoręcznie zbudowanym stole. Może mnie trochę
      dupa bolała jak za długo posiedziałem, ale za to było zabawnie. Srało się do
      dziury w ziemii i przysypywało się wapnem, spało się na krzywej pryczy gdzie co
      drugi dzień trzeba było naciągać sznurki, bo tak się ją zbudowało, ale się ją
      zbudowało samemu i miało się z tego satysfakcję! Ratownikiem był starszy druh
      który wyrobił sobie odpowiednie uprawnienia, kucharzami były druhny z
      odpowiednimi sprawnościami i jakoś się ŧo kręciło, nikomu się krzywda nie
      działa, wszyscy byli zachwyceni i świetnie to wspominam. Jedzenie przechowywało
      się w wykopanej przez poprzedników ziemiance i nikt się nigdy nie otruł. O
      zaopatrzenie dbał druch kwatermistrz jeżdżąc codziennie do sklepu czy też do
      chłopa po ziemniaki hufcową nyską.

      Tymczasem juz niecałe 10 lat później będąc drużynowym przekazałem drużynę w
      dobre ręce i odszedłem. Dlaczego?

      Bo obóz wyglądał tak:
      Na tydzień przed obozem zajeżdżały do lasu trzy ciężarówki sprzętu kompletnie
      rozorując okolicę. Gromada wynajętych kolesi stawiała obóz, kuchnie, szpital...
      Potem kolejne cięzarówki zwoziły sprzęt - toj toje, zmywarki, obieraczki do
      ziemniaków (bo przecież dzieciaki nie mogą w kuchni pracować, bo trzeba mieć 18
      lat i książeczkę sanepidu). Obok obozu powstawał mały kemping dla załogi
      "cywilnej" - kucharki, pielęgniarki, lekarki, ratownicy, pomoce kuchenne,
      konserwator sprzetu, kierowca zaopatrzeniowiec i mnóstwo przyległości. W
      rezultacie praktycznie codziennie odbywały się tam jakieś pijackie libacje, bo
      ludzie Ci z harcerstwem mieli tyle wspólnego co ja z Polskim Związkiem Baletowym.

      Zamiast niehigienicznych latryn ukrytych gdzieś w lesie mieliśmy śmierdzącego
      toj toja na środku obozu (bo przecież musiałbyć dostępny dla ciężarówki z pompą
      do szamba) którego musiała czyścić kadra, bo dzieciom nie wolno. Co drugi dzień
      przyjeżdżała szambiarka, robiąc łomoty przez pół godziny i zarywając się po osie
      w błocie.

      Menażki zostały zakazane i dzieci musiały jeść z plastikowych talerzyków
      jednorazowych, dzięki czemu musieliśmy zamówić także duże kubły na śmieci i
      śmieciarka była bardzo częstym gościem.

      Cała tradycja naszego szczepu czyli budowanie wielkich bram do obozu w stylu
      "Mirmiłowo" albo "warownia zbójcerzy" poszła w zapomnienie, bo to niebezpieczne,
      wysoko, gwoździe i w ogóle.

      Dzieciaki nie mogły nawet same sobie zbudować pryczy, bo to złe dla kręgosłupa a
      w dodatku gwoździe, młotek, drzazgi, i musiały spać na składanych kanadyjkach,
      które ciągle się rozpadały i wątpię żeby były zdrowsze.

      Dzieciaki nie mogły nawet postawić sobie przed namiotem totemu, bo przecież
      któreś mogłoby się potknąc po ciemku, uderzyć, i zrobić sobie kuku.

      Obozów nie można było otaczać zeribą, bo przepisy p-poż, zresztą i tak nie było
      takiej potrzeby, bo i podchody zostały zakazane jako niebezpieczne (kto to
      widział, żeby dzieciaki się po lesie po nocy czołgały bez opieki, powinne iść
      parami za rączki i mieć pewnie kamizelki odblaskowe na sobie).

      O wszelakich zajęciach typu "bieg patrolowy" czy "gra strategiczna" można było
      zapomnieć bo przecież dzieci same w lesie no jak.

      Zajęcia sportowe - nie. Przecież nie można grać w piłkę w lesie, gdzie pełno
      patyków i szyszek, ktoś może sobie zrobić krzywdę!

      W rezultacie lądowałeś w lesie na trzy tygodnie z gromadką dzieci, z którymi nic
      Ci nie było wolno zrobić. Cięzko prowadzić propagandowe zajęcia o ekologii (co
      jest teraz takie modne) skoro co chwila za plecami przejeżdża śmieciarka
      wywożąca hałdy jednorazowych talerzyków... Ciężko zdobywać sprawności, skoro
      polegają one na tym, że dziecko ma za zadanie zrobić coś, czego mu robić nie
      wolno z racji przepisów BHP (pracować w kuchni, coś zbudować, przeżyć
      samodzielnie dobę w lesie...). No a przecież nie będę ich trzymał przez trzy
      tygodnie na piosenkach o Szarych Szeregach i wykładach z teorii... To co mam z
      nimi zrobić - szyszki mam im kazać liczyć? Jeszcze któremuś szyszka spadnie na
      głowę, i będę miał problem że nie dopilnowałem.

      Oczywiście w rezultacie cały obóz polegał na szukaniu kruczków prawnych,
      przymykaniu oczu i instruowaniu wartowników że ich głownym i najważniejszym
      zadaniem jest przetrzymanie jak długo się da na szlabanie inspekcji z Sanepidu,
      żeby obóz zdążył wyciągnąć z plecaków białe prześcieradła które na mocy wymysłu
      BHP miały być na każdej pryczy i miały być przez cały czas obozu (przypominam:
      las, błoto, kurz!!!) nieskazitelnie białe...

      A przecież wystarczy założyć że rodzice wysyłający dzieci na obóz harcerski
      wiedzą jakie ryzyko się z tym wiąże, ale uważają że nauka samodzielności, która
      jest istotą takiego obozu, jest tego warta...

      A co do sytuacji w Bieszczadach:
      Ja harcerzem będąc jeździłem stopem, moim dzieciakom też się raz zdarzyło (ale ze mną). W Szkole średniej jeździliśmy na obozy w góry, spaliśmy w namiotach na śniegu, łaziliśmy po górach bez opieki nauczycieli i tak dalej.

      Wszystko opierało się na zaufaniu, które wypracowywało się latami. Jesli chodzi o Hobbita to znałem tam kiedys paru ludzi, którzy własnie zniechęceni takimi a nie innymi klimatami w ZHP przenieśli się tam, i jest to naprawdę fajna instytucja.

      Z tego co się mówi w tych kręgach to sytuacja była taka, że oni schodzili w dół, ale złapało ich nagłe załamanie pogody. Opiekun nakazał rozbić namioty, ale niestety wichura je zdarła - dlatego wezwano GOPR. Natomiast cała sprawa jest rozdęta do nieskończoności a gazety bzdury piszą - nikomu nic się nie stało, kilka osób było wyziębionych i miało otarcia na nogach dlatego opiekun zdecydował, że lepiej by było, żeby ich sprowadzili profesjonalici niż żeby ich znosili koledzy.

      GOPR oczywiście wytoczył wszystkie armaty - i w sumie dobrze, bo oni nie wiedzieli jak zła jest sytuacja, i woleli być przygotowani na wszystko.

      Jak dla mnie jedynym wnioskiem z tej całej historii jest, że GOPR powinien kasować za takie akcje, a ludzie idący w gory wykupywać na takie okazje ubezpieczenie. Bo wypadki się zdarzają, szczególnie w górach.
    • sven_b Re: prawdziwych harcerzy już nie ma.. 06.02.13, 10:08
      Całkiem realne, że sytuacja, faktycznie będąca pod kontrolą, po przefiltrowaniu przez media, zakrzywiła rzeczywistość. Sprzeczne informacje dot. zarówno wieku uczestników jak i tego, czy byli hospitalizowani (4 lutego tak, 5-go nie) sugerują, że przekaz nie trzyma faktów.
      • franek-b Re: prawdziwych harcerzy już nie ma.. 06.02.13, 11:09
        Też mam podobne zdanie.
        Widziałem relację w polsacie jak jakiś grubas (reporter) opisywał dzielnie zagrożenia, odmrożenia, i wszystkie inne niebezpieczeństwa. By uwiarygodnić skalę zagrożeń powiedział, że przejdą się z kamerą w kierunku skąd ewakuowano 'wycieczkę'. Przez parę sekund było słychać sapanie grubasa (reporter), po czym spotkali parę turystów (ok. 60 lat), i pyta jak warunki? odpowiedź: ciężkia ale daje się przejść (sic!). I cała koncepcja, że jest super niebezpiecznie legła w gruzach...
        Dodam, że jak wynikało z relacji, wycieczka napotkała na niespotykane warunki tj. wichurę, która poprzewracała namioty. Cóż, na tym polega tego typu zabawa, a służby są od tego, żeby pomagać w takiej nadzwyczajnej sytuacji.
      • mrzagi01 Re: prawdziwych harcerzy już nie ma.. 06.02.13, 11:17
        Jestem dokładnie tego samego zdania.
      • qqbek Tego nie brałem pod uwagę... 06.02.13, 11:31
        sven_b napisał:

        > Całkiem realne, że sytuacja, faktycznie będąca pod kontrolą, po przefiltrowaniu
        > przez media, zakrzywiła rzeczywistość. Sprzeczne informacje dot. zarówno wieku
        > uczestników jak i tego, czy byli hospitalizowani (4 lutego tak, 5-go nie) suge
        > rują, że przekaz nie trzyma faktów.

        ..."zaszczuty" już i "zaimpregnowany" przez media.
        Nie zmienia to faktu, że góry w zimie to nie "pitu-pitu" i chodzić w nie powinni ludzie przygotowani. Ktoś, kto rozbija namiot pod samym szczytem (albo przy grani) a potem biadoli, że mu go wiatr porwał, przygotowany nie był. Dobry sprzęt to podstawa, ale nawet on nie zastąpi zdrowego rozsądku i podstawowej wiedzy.
        • tomek854 Re: Tego nie brałem pod uwagę... 06.02.13, 15:00
          A gdzie wedlug Ciebie powinno sie rozbic namiot, jak pogoda jest taka, ze nie mozna isc, nic nie widac i jest zagrozenie lawinowe? :)
          • strongwaz Re: Tego nie brałem pod uwagę... 06.02.13, 16:05
            Kucze nieczytałem waszych komentarzy ( sorry są za długie). Mój jest taki:
            Jeżeli grupa idiotów ( z racji wieku ) jest kierowana przez osobę w wieku nieco bardziej zaawansowanym (22 lata - przewodnik/opiekun grupy - chyba jakieś popłuczyny ) i mimo ostrzeżeń Gopru wychodzi w góry, to według mnie, Gopr nawet nie powinien przyjąć zgłoszenia o kłopotach tejże grupy. Selekcja naturalna - jestem gorącym zwolennikiem. Nie widzę powodu aby ratownicy mieli narażać swoje życie. Na miejscu ratowników odnalazłbym same trupy i byłby święty spokój.
            PS. Od kilku osób słyszałem że w takich przypadkach jak ten, ratownicy spuszczają solidny wpierdol odnalezionym - mam nadzieję że to prawda.
          • qqbek Re: Tego nie brałem pod uwagę... 06.02.13, 17:53
            tomek854 napisał:

            > A gdzie wedlug Ciebie powinno sie rozbic namiot, jak pogoda jest taka, ze nie m
            > ozna isc, nic nie widac i jest zagrozenie lawinowe? :)

            Na grani?
            Ty chyba w górach nie nocowałeś jednak.

            (odpowiedź prawidłowa: w miejscu możliwie osłoniętym od wiatru - podpowiedź: zagrożenie lawinowe istnieje tylko przy zboczach o odpowiednim nachyleniu, dodatkowo w Bieszczadach wystarczy w najbliższe drzewa wleźć [i modlić się przy tym, żeby wilków nie było-ale te jak zechcą, to i na polanie i na grani Ciebie wytropią, z resztą grupy 10 osób by nie tknęły])
            • tomek854 Re: Tego nie brałem pod uwagę... 06.02.13, 19:03
              Obóz nie był rozstawiony na samej grani a nieco poniżej. Ale jak rozumiem, ty sugerowałbyś schodzenie po zboczu niżej? Przedzieranie się przez zasypane głębokim śniegiem krzaczory?

              www.przemysl24.pl/img/galerie/rd/wedrowki-rd/bukowe-berdo-023_1024.jpg
              No to gratuluję, wydało się, w górach byłem tylko na górce Gomułki we wrocławiu, a resztę zmyślam :P
              • wujaszek_joe Re: Tego nie brałem pod uwagę... 06.02.13, 19:16
                jeżeli GOPR coś odradza to każdy człowiek posiadający rozum powinien ich posłuchać.
                Bezczelne gnojki odtajały i zaczęła się żenująca awantura z goprowcami. Ci to mają głupią robotę..
                • mrzagi01 Re: Tego nie brałem pod uwagę... 06.02.13, 20:04
                  > Bezczelne gnojki odtajały i zaczęła się żenująca awantura z goprowcami. Ci to m
                  > ają głupią robotę..
                  Byłeś? Widziałeś? Odnosisz się do faktu medialnego.
                • tomek854 Re: Tego nie brałem pod uwagę... 06.02.13, 20:14
                  GOPR wszystkim odradza, bo GOPR zakłada, że w góry idą kompletni kretyni. I słusznie, bo oni, w przeciwieństwie do opiekunów grupy, nie wiedzą, w jakim stopniu przygotowani są uczestnicy wyjazdu.

                  Myśmy kiedyś ze szkolna wycieczką wynajęli sobie przewodnika - zwykle dzieliliśmy się na dwie grupy po 9 osób z jednym nauczycielem każda i chodziliśmy bez przewodnika, bo było to bez sensu. Ale chcieliśmy isć bodaj na Rysy czy gdzieś tam na przełęcz pod Chłopkiem, już nie pamietam, w każdym razie poważniejsza trasa w śniegu, więc na taką trasę załatwiliśmy sobie przewodnika, który był także GOPRowcem. I on wtedy powiedział, że on nas tam nie weźmie i zamiast tego pójdziemy sobie na Szpiglasową przełęcz. Nasz prowadzący nauczyciel był wściekły, bo na Szpiglasową to sobie poprzedniego dnia poszliśmy na spacer wieczorem oglądać zachód słońca. Ale kiedy przewodnik zobaczył, że nie jesteśmy pierwszą lepszą szkolną wycieczką (bo był to taki klub górski, a z 1/3 grupy stanowili członkiwie szkolnego koła speleologicznego) a jednoczesnie było mu zasugerowane, ze skoro nie podjął się zadania do któregośmy go wynajęli to stawka będzie renegocjowana, zmienił zdanie i poszliśmy kopczykowaną trasą na tyły Mnicha i gdzieś tam dalej już nie pamiętam gdzie.

                  Ale ja wcale go nie winię za to, że nie chciał prowadzić nieznanej sobie grupy w poważną trasę. Tylko tu jest właśnie ta różnica - on grupy nie znał, nasz nauczyciel jeżdżacy z nami od lat w góry, znał.
                  • wujaszek_joe Re: Tego nie brałem pod uwagę... 06.02.13, 20:57
                    jeżeliby mnie służby musiały ratować, i to na moje wezwanie, to jedyne co pozostaje, to podziękować, przeprosić i zamknąć się.
                    A nasi surviwalowcy w pretensjach.
                    • tomek854 Re: Tego nie brałem pod uwagę... 07.02.13, 00:46
                      Inna sprawa, że służby są od ratowania, a nie od rozpętywania medialnej nagonki.
                      • mrzagi01 Re: Tego nie brałem pod uwagę... 07.02.13, 22:02
                        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13363213,Ratownik_GOPR_o_bieszczadzkiej_akcji__Hartujmy_ducha.html#Cuk
                        I dobrze chłop powiedział....
                        • tomek854 Re: Tego nie brałem pod uwagę... 07.02.13, 23:01
                          +1

                          przy czym z tymi kosztami - ja bym był jednak za tym, żeby za takie akcje GOPRu płaciło ubezpiecznie.
                • sven_b Re: Tego nie brałem pod uwagę... 06.02.13, 20:33
                  Tam gdzie GOPR odradza, zaczyna się survival. Od początku o to im chodziło.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka