sherlock_holmes
02.02.05, 12:04
Polacy kupili w styczniu niespełna 22 tys. nowych aut. To zdecydowanie mniej niż przed rokiem. Nie pomogły promocje i upusty. Ten rok nie zaczął się najlepiej dla polskiego rynku motoryzacyjnego.
Informacje napływające od producentów wskazują, że Polacy kupili w styczniu niespełna 22 tys. nowych samochodów osobowych. Jeśli dane te potwierdzą się, będzie to prawdziwa klęska. Szczególnie na tle styczniowych wyników sprzedaży w poprzednich latach (patrz wykres). Spadek widzą też zwykle optymistycznie nastawieni dilerzy.
- Nie przypuszczaliśmy, że sprzedaż aż tak spadnie. Liczyliśmy, że początek roku będzie lepszy - mówi Sebastian Pechman z ASO Skoda, diler z Warszawy. - Zanotowaliśmy około 15-proc. spadek sprzedaży w porównaniu ze styczniem roku ubiegłego. Zważywszy na to, co się dzieje na rynku nowych samochodów, możemy to i tak uznać za dobry wynik - dodaje Maciej Stengert z Bemo Motors, diler Forda z Poznania.
Styczniowej sprzedaży wiele nie pomogły liczne promocje i upusty oraz zmasowane kampanie reklamowe prowadzone w mediach. Część potencjalnych klientów zabrał grudzień. Już wtedy bowiem kuszono promocjami aut z poprzedniego rocznika. "U nas styczniowe wyprzedaże już w grudniu" - reklamowali się producenci i importerzy. Nie to jednak głównie zaszkodziło niskiej sprzedaży.
- Ludzie nie mają pieniędzy - twierdzi Roman Kantorski, prezes Polskiej Izby Motoryzacji.
Według niego, rynek nowych aut nadal też psuje masowy napływ samochodów używanych z Zachodu.
- Duża liczba aut z Zachodu przyczyniła się do spadku cen aut używanych. Wiele osób rezygnuje więc ze sprzedaży starego auta, bo za dużo muszą dołożyć do zakupu nowego - mówi Roman Kantorski. To jednak nie wszystko.
- Wielu klientów biznesowych wstrzymywało się w styczniu z zakupami. Czekają bowiem na ewentualne zmiany w ustawie o podatku VAT, umożliwiające większe odpisy podatkowe - podkreśla Paweł Mieszkowski, dyrektor sprzedaży Ford Polska.
Poselska propozycja przewiduje likwidację 50-proc. progu odliczeń i podniesienie kwoty odpisu z 5 na 7 tys. zł przy zakupie samochodu osobowego dla firmy. Projekt ustawy o podatku od towarów i usług czeka na drugie czytanie w Sejmie. Ma się odbyć w połowie lutego.
Zdaniem analityków i ludzi z branży motoryzacyjnej, po wynikach stycznia trudno prognozować poziom sprzedaży w całym 2005 r. - Mądrzejsi będziemy dopiero po pierwszym kwartale. Sądzę jednak, że nie przekroczymy ubiegłorocznego poziomu 318 tys. sztuk. Trzeba podkreślić, że tylko nieliczni importerzy i producenci prognozują wzrost sprzedaży - podkreśla Roman Kantorski.
Już na początku stycznia branża nie była w najlepszym nastroju. W rozmowach z "PB" w wariancie pesymistycznym eksperci przewidywali spadek tegorocznej sprzedaży do 250 tys. sztuk. Jedną z najbardziej optymistycznych prognoz przedstawił FIAT Auto Poland. Zdaniem Enrico Pavoniego, szefa polskiej spółki, sprzedaż może sięgnąć 340 tys. sztuk. Łza się w oku kręci na wspomnienie 640 tys. sprzedanych aut w 1999 r.
motoryzacja.interia.pl/news?inf=588312
No i w końcu ktoś to otwarcie powiedział - ludzie nie kupują nowych samochodów nie dlatego, że lubią jeździć starymi, tylko dlatego że nie mają pieniędzy. Dopóki rząd będzie opierał budżet na zmotoryzowanych, dopóty my będziemy robić na złość, kupująć stare samochody, sprowadzając 20-letniego Golfa za 200€ zamiast nowego za 20 tys. €.
Inna sprawa to, że ceny (szczególnie żywności) rosną wielokrotnie więcej niż wskaźnik inflacji, a pensje większości Narodu poniżej inflacji albo wcale. Mowa tu o tych, którzy mają pracę i dostają wypłaty... Bo przecież tych, którzy pracują i maja nadzieję, że właściciel firmy wypłaci zaległe pensje (chwilowo nie może, bo musiał zmienic samochód na nowego Mercedesa ML albo Jeepa GrandCherokee)...