sherlock_holmes
27.04.05, 17:32
Jechałem sobie dzisiaj z interwencji w ZDiK (tak, tak - jeszcze nie dostałem odszkodowania! 3 maja miną równo 3 miesiące...). Na skrzyżowaniu ul. Wielickiej i Powstańców Śląskich/Wielkopolskich wybrałem skrajny prawy pas, bo samochody jadące nim skręcały w prawo, poza tym było pusto. Na środkowym pasie ciężarówki, lewy zaprany samochodami. Prawym nikt nie jeździ, bo za skrzyżowaniem są straszne koleiny :)
Dojeżdżam sobie na luzie, zapala się zielone (jestem ok. 20-30m od skrzyżowania), wrzucam 2 bieg i wciskam gaz, bo zaraz za skrzyżowaniem droga idzie ostro w górę. Mijam ruszającą ciężarówkę i ...widzę że drogą poprzeczną jedzie sobie prosto w moje drzwi maluch. Uciekłem kierownicą ile się dało w prawo, skutkiem czego wyskoczyłem na krawężnik na wysepce, ściąłem znak drogowy, a i tak dostałem w lewy tylny narożnik od malucha. Przyjechała oczywiście policja, sprawca kolizji dostał 400zł (okazało się, że on sobie tam zawracał - na czerwonym i zakazie wyprzedzania) i pewnie 8 pkt.
Straty malucha: urwany zderzak, rysa na pasie przednim, peknięty kierunkowskaz.
Straty moje:
- od uderzenia Malucha: zarysowany zderzak tylny, lekko wgnieciony błotnik tylny lewy.
- od skoszenia wysepki: opona, felga (to ta felga, którą zmieniono po wjechaniu w dziurę...), urwana 1/4 zderzaka wraz z wkładką amortyzującą, zgięty wspornik zderzaka, zgięte ucho holownicze, urwana osłona pod silnikiem, pęknięta rura wydechowa, urwana puszka rezonatora filtru powietrza, pęknięte nadkole, rozbita lampa prawa, listwa pod nią i halogen - i co najgorsze, przestawiona geometria karoserii - błotnik "rozeszedł się" z maską, do tego jest lekko zgięty na nadkolu. Nie wiem jak jest z zawieszeniem, ale pewnie coś się zgięło.
Oczywiście zabrali mi dowód rej, samochód pojechał na "motylu" do ASO Daewoo (Bułat - ma ramę do prostowania i pomiaru geometrii karoserii. Robię bezgotówkowo z polisy OC sprawcy - bo pewnie naprawa koło 8 tys. zł wyjdzie :( Jak dobrze pójdzie, w piątek dostanę coś zastępczego na czas naprawy (koło 2-3 tygodni).
Gdybym jechał wolniej (w momencie uderzenia miałem ok. 40-50km/h), wbiłbym się w bok malucha. Gdybym jechał 90km/h ...nic by się nie stało. Gdybym, jak wszyscy, jechał nie prawym pasem, też nic by się nie stało :(
Na policję czekaliśmy 1,5 godziny, za to pierwsza pomoc drogowa pojawiła się po ...3 minutach, nastepna po 15 minutach. Oczywiście podziękowałem panom :) na szczęście napatoczył się gość z Daewoo (jechał do klienta do naprawy) i sprowadził ich pomoc drogową.
wiem, że to zabrzmi banalnie, ale na drodze można spodziewać się wszystkiego - nawet tego, że mniej więcej 2 sekundy po zapaleniu sie zielonego światła na środku drogi znajdzie sie jadący drogą poprzeczną samochód...
PS. Maluchem jechało dwóch łebków ok. 18 lat - byli z okolic Żywca i nie wiedzieli kiedy można zawracać na skrzyżowaniu, a kiedy nie... Szybko zapomnieli przepisów KD...