daisy_2810
10.01.11, 13:02
Witam!
Na gazecie nie jestem nowa, jednak na tym wątku piszę po raz pierwszy. Postaram się jak najściślej napisać coś o sobie i prosić Was o pomoc...
W 2008 roku poroniłam swoje pierwsze dziecko w 8tc (przekonana, że będzie dobrze, bo siostra bez najmniejszych problemów urodziła swoje dzieciaki)
W 2009 poroniłam swoje drugie dziecko (też w ok. 8tc). Z tym, że tutaj widziałam już jak biło serduszko, ale ponieważ po drodze zdarzył mi się ogromny stres (pogrzeb w rodzinie) to, tak jak w jeden poniedziałek widziałam bijące serduszko, tak w sobotę już nie biło (a w międzyczasie był właśnie ten duży stres).
Potem zaczęły się badania. Tysiące badań, kupa kasy na nie wydana. Odpuściliśmy sobie z mężem na razie badania genetyczne, bo pani genetyk po naszej rozmowie powiedziała, że 98% przypadków badań genetycznych nic nie wykazują. Tylko czasem płód jest "chory" genetycznie i czasem warto właśnie taki zarodek po poronieniu wysłać na badania genetyczne. Badałam badałam i coś wybadałam.
Okazało się w styczniu 2010 że mam Hashimoto. Dostałam Euthyrox N50, ale nie pomagał więc dostałam 75. I tu zaczęło się wszystko walić ;( Dokąd nie zaczęłam brać euthyroxu miałam bardzo regularne 30 dniowe cykle. Jak w zegarku.Potem posypało się równo. Raz cykl 37 dniowy, następny 24, kolejny znów prawie 40 dniowy i tak sobie różnie bywało. Ginka przepisała mi Duphaston. Brałam go od sierpnia, kiedy to endokrynolog zezwolił wreszcie na starania, bo TSH mi się unormowało. Zaczęliśmy i ciągle nic... dzięki duphastonowi cykle były regularne, ale co z tego jak z ciąży nici. Do tego doszedł pogarszajacy się z zastraszającym tempie stan zdrowia mojego taty, czyli dodatkowy stres. W końcu w listopadzie poszłam do ginki która w 18dc stwierdziła, że dopiero rosną mi pęcherzyki i że znów będzie bardzo długi cykl przepisała mi od następnego cyklu clo. Nie kazała chodzić na monitoring, ale że ja bardzo niespokojna jestem jak nie wiem co się dzieje (zwłaszcza, że z torbielami po poronieniach tez już miała do czynienia) to poszłam w 13dc - piękne 3 pęcherzyki dwa na lewym jajniku i jeden na prawym. Nie dostałam nic na pęknięcie i ginka stwierdziła, że skoro tak dobrze reaguję na clo to w drugim cyklu mogę brać dwie tabletki i tez olać monitoring. Ale brzuch zaczął mi rosnąć i boleć więc poszłam znów i okazało się, że mam już 12 pęcherzyków!!! 8 na lewym i 4 na prawym jajniku. Potem na prawym zrobiła mi się z tego torbiel 3,5cm ale ponoć się wchłonęła po duphastonie i na lewym tez ponoć czysto. Piszę "ponoć" bo byłam na umówionym dużo wcześniej usg i miałam akurat miesiączkę więc ginka zrobiła mi je przez brzuch. Kazała oczywiście kategorycznie odstawić i duphaston i clo i zostałam nadal na euthyroxie którego przestać brać nie mogę. Grudniowy cykl spędziłam na studiowaniu NPR i mierzeniu temperatury. Wybrałam metodę Roetzera. Zdarzyło mi się dość sporo zakłóconych temperatur ze względu na zmianę godziny pomiaru (mimo, że za każdym razem spałam te wymagane min. 3 godz. ) Duży stres, bo tata czuł się coraz gorzej więc wiadomo wszystko się odbiło. Wiem, że zarówno przed wykryciem Hashi jak i wtedy kiedy brałam duphaston moja owulacja się pojawiała, bo byłam kilka razy na usg i nawet raz ginka powiedziała mi, że za ok. 6 dni pęknie pęcherzyk, zrobiłam test owu i faktycznie tak było. Tyle tylko, że to wszystko takie nieregularne na maksa. W zeszłą środę, mój 24dc, zmarł mój tata nad ranem i zaczęłam plamić na brązowo, w czwartek i piątek tak samo, a w sobotę 27dc dostałam @ Przypuszczam, że to przyspieszenie było spowodowane stresem chociaż pewności nie mam. Martwi mnie to plamienie przed samą @ bo naczytałam się, że może być przyczyną niewydolności ciałka żółtego.
Ale do sedna. Mam prośbę, wiem, że nie da się domowymi sposobami bez monitoringu określić czy ma się owulację czy nie. Wiem, że mój ostatni cykl był zakłócony dość mocno. Ale mam do Was gorącą prośbę, abyście spojrzeli na mój wykres i powiedzieli, czy ta owulacja w ogóle mogła wystąpić. Nigdy nie wiem, kiedy dostanę @ i dlatego zrobiłam tez dzisiaj (3dc) badanie hormonów FSH,LH, PRL, estradiol. Wiem, że ciężko jest tak określić coś takiego, ale nie nauczę się NPR jeśli nie będę wiedziała, kiedy ta owu w ogóle mogła wystąpić. A wiem, że patrząc na wykres można na oko stwierdzić czy była czy nie. Pisze się o skoku temperatury, ale jak duży musi być ten PIERWSZY skok?? U mnie zaczęło rosnąć w 15-17dc. ale który wzrost mam potraktować jako pierwszy? Piszą, że ta trzecia wyższa temperatura musi być o 0,2 wyższa od poprzednich, ale co z tym pierwszym? Rozważałam już nawet opcję zakupu Baby Comp ale jest to na razie zbyt drogie dla mnie. Piszą różnie tez co do godziny pomiaru. raz się mówi, że nie ma zakłócenia jeśli spało się min. 3 godz. i temp. mierzyło najpóźniej o 7:30 a innym razem pisze się, że zmiana godziny jest istotna.
Bardzo Was gorąco proszę, zanim uderzę do kliniki niepłodności powiedzcie mi tak na wasze oko czy w tym poprzednim cyklu mogła wystąpić owulacja? Chciałabym przynajmniej umieć przewidzieć kiedy najlepiej wybrac się do gina na ewentualny monitoring. Żeby ona mniej więcej określiła mi, tak jak zrobiła to kiedyś, kiedy będę miała owu. (i pech chciał, że wtedy w tamtym cyklu przez moje wysokie TSH nie mogliśmy się starać :( )
Będę Wam naprawdę bardzo wdzięczna.
Oto link do mojego wykresu: 28dni.pl/Lily26/wykresy/2010-12-13