Dodaj do ulubionych

Noc poslubna

18.06.05, 19:54
KOchane dziewczyny.MOze to troche bedzie nie na temat, nie o naturalnym
metodach. Ale czytam to forum od jakiegos czasu i mysle ze jest tu wiele
dziewczyn, ktore mogly by mi cos powiedziec. Jestem mezatka od tygodnia.
Bardzo kocham mojego meza. Nie wspolzylismy w okresie narzeczenskim i dlatego
czekalismy na ten moment z utesknieniem. I ten wyczekany, wymarzony moment
nadszedl i to jest jak cos miedzy nami co powoduje cien smutku. Dla mnie to
bylo tak bardzo bolesne ze w ogole nie moge sie pozbierac.Czuje z jestem jedna
wielka rana i ciagle jest we mnie strach przed nastepnym zblizeniem. Nie chce
opisywac szczegolow oczywiscie ale prosze dajcie mi jakies slowo wsparcia, jak
dlugo to potrwa i czy powinnismy wspolzyc zanim to sie zagoi. Probowalismy
drugi raz a to tak boli. I ciagle jeszcze troche krwawie. Teraz mam
nieplodnosc poowulacyjna i tak sie cieszylam ze bedziemy miec siebie "do bolu"
no i przewrotnie tak jest. Przepraszam ze pisze tak chaotycznie ale mam metlik
w glowie. Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • kocio-kocio Re: Noc poslubna 18.06.05, 20:51
      Poczekać aż się zagoi.
      A potem powoli próbować.
      I absolutnie się nie bać, bo jeśli się za bardzo będziesz spinała będzie
      jeszcze gorzej: stres może spowodować napięcie mięśni tak duże, że w ogóle może
      Wam nic z TEGO nie wyjść, nie mówiąc już o bezbolesnym kochaniu się.
      No i niech Ci mąż poświęci duuużo czasu. Musisz być absolutnie zrelaksowana i
      bardzo mokra zanim zabierzecie się za konkrety :o)
      Ale najpierw poczekajcie aż się zagoisz. To nie powinno trwać dłużej niż kilka
      dni.
      Powodzenia!
    • edytka73 Re: Noc poslubna 18.06.05, 21:17
      Jeśli dobrze Cię rozumiem, to współżycie było tydzień temu (noc poslubna) a Ty
      nadal krwawisz. lec dziewczyno do lekarza, bo krwawienie związane z defloracją
      powinno ustać po kilkunastu najpoźniej! godzinach. Chyba, ze to krwawienie
      wynika z próby podjęcia kolejnego współżycia.
      Generalnei powinno się odczekać ok. tygodnia od "pierwszego razu", żeby się
      wszystko zagoiło. I potem próbować. Ale sa tez takie dziewczyny, u których
      błona dziewicza nie zostaje wystarczająco naderwana i defloracja
      jest "rozłożona na raty", wtedy przy kilku pierwszych stosunkach może pojawiać
      się ból i krwawienie.
      Tyle od strony biologicznej.
      Od strony ważniejszej - duuuuużo pzrytulania i pieszczot (to nawet bywa
      przyjemniejsze niż sam stosunek!), rozmów z mężem, kochającym mężem. Nie masz
      żadnego "obowiązku" współżycia dopóki coś tam jeszcze Cię boli. Na szczęście
      pobyt w sypialni to nie tylko - sorrki za wyrażenie - kopulacja. Umówcie się,
      ze Ty pzrejmiesz inicjatywę i posunie się tak daleko, jak Ty będziesz chciała.
      Na ten moment to chyba konieczne.

      A za parę tygodni będziecie mieli co ze śmiechem wspominać :))
    • osieuek Re: Noc poslubna 19.06.05, 11:09
      Miałam podobne problemy. Od zawsze mam pewną nadwrażliwość śluzówki przy wejściu
      do pochwy. Lekarze nie potrafią jej wyjaśnić. Sprawę załatwia solidne nawilżenie
      i wypracowanie najwygodniejszej pozycji do "wejścia". Bo później już dyskomfort
      znika, tym szybciej, im więcej przyjemności.

      Dlatego uważam, że totalna wstrzemięźliwość przed ślubem i natychmiastowe
      przechodzenie do rzeczy po jest bez sensu. Trzeba najpierw trochę nauczyć się
      mieć przyjemność z pieszczot i nauczyć organizm odruchu nawilżenia. Hm, gdybym
      tego nie robiła przed ślubem, to po ślubie umarłabym z nerwów, że nie nadaję się
      do seksu. Trzeba powoli próbować i - bez przesady, lecz jednak - nie zrażać się
      bólem. Często jest tak, że po chwili pod wpływem przyjemności przestaje boleć.

      KONIECZNIE! kup sobie żel nawilżający Feminum albo Durex albo Johnson. Najlepiej
      kup też oliwkę lub wazelinę. Najbardziej poślizgowo działa taka kombinacja:
      najpierw nałożyć substancję tłustą, a potem żel.

      • beastyja Re: Noc poslubna 19.06.05, 20:44
        A ja sadze, ze takie "ulatwiacze" to tylko kolejny powod, by sie zestresowac. I
        to jest takie techniczne... a przeciez nie o to chodzi... Dziewczyno, lec do
        zaufanego lekarza, a przy nastepnym razie sie nie boj. Przeciez to Twoj
        kochany, na zawsze, Maz. Najblizsza Ci osoba. I to jest najwazniejsze, a by byc
        jeszcze blizej moze musicie jeszcze troszke poczekac (co przeciez umiecie ;)).
        Trzymam kciuki i miej do siebie cierpliwosc, nie zlosc sie na swoj organizm. On
        ma do tego prawo. Chyba dla sporej czesci z nas ten pierwszy raz jest na jakis
        sposob bolesny, ale potem przychodzi czas, kiedy sprawia to duuuzo radosci.
        Wierz mi! Powodzenia
    • direta Re: Noc poslubna 19.06.05, 21:54
      Spójrz na to trochę inaczej. Macie taraz czas by się powolutku siebie uczyć.
      Reakcji swoich ciał. Poznawać się. I wcale nie musicie iść na całosć. Jeśli
      podróżnik wybiera się odkryć nieznany ląd, to idiotą, a nie podróżnikiem będzie
      ten, kto zamiast odkrywać tę krainę metr po metrze, dzień po dniu, krajobraz po
      krajobrazie, pogoda po pogodzie, zapach po zapachu, wsiądzie w samolot i od
      razu doleci do końca podrózy. Owszem zaliczył trasę, a po co?
      macie mnooostwo czasu, całe lata na eksplorację tej cudownej krainy i nuda jak
      na razie wam nie grozi.
      My też czekaliśmy do dnia ślubu. Ale to nie znaczy, że przed ślubem to jest
      zakon, a po slubie dom publiczny ;-)
      Czeka Was jeszcze wieele niespodzianek. I to jest najpiękniejsze.

      A swoją droga kupiłabym żel KY. To na tym forum dowiedziałam się o jego
      zaletach i rzeczywiście warto. Na przykład w dni, gdy mąż z powodu jakichs prac
      ma szorstkie ręce, albo kiedy ja ogólnie mam bardziej suche dni.

      Polecam Ci do czytania "Akt małżeński" autorstwa chyba La Haye (moge jutro
      sprawdzic) a z rodzimych, rzeczy Wołochowiczów
      • lilith76 Re: Noc poslubna 19.06.05, 23:09
        direta bardzo fajnie to opisała.
        pomyśl, że przed wami całe życie i tyle czasu żeby powoli się oswoić, nacieszyć sobą :). jak nie ta niepłodność poowulacyjna to kolejna :)
        też miałam ciężkie początki, ale z czasem, przy kochanym i cierpliwym facecie robi się wspaniale :)
    • wierzgalska1 Re: Noc poslubna 21.06.05, 11:44
      Pierwsza rada: na razie kochajcie się jak najrzadziej, organizm musi się
      przyzwyczaić do nowej aktywności :). Miesiąc miodowy nie musi być miesiącem
      stanów zapalnych. Bardziej sprzyjającym inicjacji seksualnej są chyba dorywcze
      spotkania narzeczeńskie.
      Ja miałam na początku tak , że chociaż podczas stosunku nie odczuwałam bólu, to
      po... jak opadł poziom naturalnych znieczulaczy... to czułam dyskomfort i
      wielką, wielką tkliwość. W tym czasie wolałam poprzeżywać ten pierwszy raz z
      przyjaciółką, z mamą, a z chłopakiem przez telefon, niz wskakując z powrotem do
      wyra.
      Wy macie okoliczności bardziej kuszące i wiszącą nad wami aurę
      tradycji "miesiąca miodowego". Wcale on nie musi obfitować w rekordową ilość
      aktów małżeńskich. Na to przyjdzie czas ... :). To, że dochawaliście jednej
      tradycji, nie znaczy, że musicie kolejnej...
      U mnie okres tkliwości pomiędzy zbliżeniami pomału się skracał, aż całkowicie
      tkliwość zniknęła. Ile czasu to trwa, pytasz, - osobnicza zależność, ale nie
      latami...
      Zresztą na początku nosiła mnie "pamięć zmysłów" z tego pierwszego razu i na
      razie mimo, że się spotykaliśmy to nam wystarczało na jakiś miesiąc. Nie
      sugeruj się, że doradzono Ci odczekać tydzień "na wygojenie". Po prostu
      tradycja "miesiąca miodowego" jest chora. Sama będziesz wiedział kiedy jesteś
      gotowa. Fakt, że czasami trzeba przegryźć się przez moment "dyskomfortu" zanim
      zaczną działać endorfiny i "ślizgacze", ale z czasem "tkliwość wstępna" też
      odchodzi w niepamięć. Przerabiałam to bardziej po dziecku niż na początkach.

      A "ślizgacze"? Żele, żele... Również optuję za wersją żele to tylko udziwnienie
      w sztuce. (I nabijają kabzę firmom farmaceutycznym).
      Skupienie się na takim technicznym myku oddala moim zdaniem podniecenie i
      starania (z dwóch stron) o naturalne przygotowanie. Z autopsji: dają mierny
      rezultat(chyba, że się wypaprze bardzo dużo - nie dla oszczędnych) w porównaniu
      z naturalnym nawilżaniem (to drugie ma też oddźwięk psychologiczno-
      znieczulający).
      Samo nałożenie żelu powoduje nastawienie, że już nie powinno boleć, a tu kicha,
      bo przecież fizjologia (organizm sie musi przyzwyczaić do nowej aktywności)
      robi swoje.
      Tu gra rolę też psychologia i znieczulający poziom endorfin, który mąż może
      wypracować u Ciebie odpowiednią grą wstępną, a przede wszystkim może popracować
      nad odpowiednim naturalnym nawilżeniem. Technika dowolna, ale...

      Tam na dole, u przedsionka pochwy jest takie magiczne miejsce, co się zwie
      gruczołami Bartholina. "Przewody wyprowadzające wydzielinę produkowaną przez te
      gruczoły mają swe ujście między błoną dziewiczą a wargą sromową mniejszą.
      Wydzielina pojawia się w chwilach podniecenia płciowego i ma za zadanie
      zwilżenie i wygładzenie przedsionka pochwy."

      Natomiast jeżeli w chwilach podniecenia "psychologicznie-automatycznie" to
      naturalne nawilżanie nie działa jak trzeba, można to wspomóc niejako
      mechanicznie pobudzając te miejsca. Pod wpływem dotyku, masażu, mechanicznej
      stymulacji miejsca dostają impulsu "na rozruch" i zaczynają produkować tę
      poślizgową wydzielinę.

      Dobry mąż może zdziałać wszystko :).

      A z czasem wsio się zmienia tylko na plus.

      (Mechaniczne pobudzenie gruczołu Bartholina do wydzielania można też
      wykorzystać jako czynnik ułatwiający samobadanie. :))



      • osieuek Gruczoły Bartholina 21.06.05, 17:49
        Mam pytanie na temat tych gruczołów. Może ktoś wie.

        U mnie występuje właśnie taki problem, że samo dotykanie ujść tych gruczołów
        powoduje pieczenie. Problem niepamiętny, od dziecka. Pieczenie i ból występuje
        przy badaniu wziernikiem, wkładaniu tamponu, jakimkolwiek dotykaniu. Wpadłam na
        pomysł masażu, tak jak opisała w poprzednim poście wierzgalska. Tylko, że w moim
        przypadku masaż, nawet delikatny, powoduje ból i jakiś taki obrzęk. A jeśli
        masuję mimo to, robią się jakieś otarcia, ranki? (tak to czuję). Lekarze
        zupełnie nie mają pomysłu, co to jest i co z tym fantem zrobić. Przy badaniu nie
        widać żadnego stanu zapalnego, zmian typu kłykciny, nic.

        Czy ktoś z was może wie, o co z tym chodzi? U mnie pomaga tylko duże nawilżenie,
        czy to żelem, czy naturalne. Ale często naturalne nie starcza, niestety.

        • wierzgalska1 Re: Gruczoły Bartholina 22.06.05, 10:31
          Taka wrażliwość. I tyle.

          Dziwne, u mnie całkiem odwrotnie, dół przedsionka pochwy jest raczej mniej
          wyczulony na jakieś niemiłe doznania, a tam sa przecie ujścia tych gruczołów.
          (już bardziej jestem wrażliwus na górną część wewnątrz pochwy)
          U mnie już pierwsze muśnięcie ujść tych gruczołów (np. pod prysznicem)
          automatycznie powoduje wydzielanie i to dyskwalifikauje możliwość otarć.
          Jakieś pieczenie, ból czy obrzęk - rozumiem po jakimś "roznamiętnionym"
          współżyciu, ale przy d e l i k a t n y m dotyku czy masażu - ???

          Jak żele komuś pomagają, to chwała.
          U mnie jak coś bolało, to żel wcale nie pomagał- był jak woda,
          może "technicznie" ułatwiał wejście, ale nie o to chodzi, żeby było łatwiej
          tylko równie przyjemnie z obu stron. Na chopski rozum, żel niby zmniejsza
          tarcie, ale dyskomfort wcale nie spadał. I moje (może subiektywne) wtedy
          odczucie otarć :(. Z czasem przeszło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka