oczekiwanie-na-aniola
13.11.07, 16:07
Opiszę sytuację:
1. Poznaliśmy się po dyskotece. Po dyskotece, na której nie pijąc, wspomagając
się bawiłam się genialnie. Zresztą jak co tydzień od jakiś kilku miesięcy. Lat
wtedy miałam 18.. Krótka gadka, parę biednych textów, sex u Jego przyjaciela w
domu (byłam z koleżankami, On z kolegami), dostał mój nr od kumpeli, powrót do
domu.
2. Odezwał się, spotkania, wielka miłość. Ja rzuciłam dyskoteki, sex z
napotkanymi, On to samo.
3. Ciąża - znajomości 3 tygodnie, poronienie i ból.
4. Zamieszkaliśmy razem. Od czasu poprzedniej ciąży nie potrafiłam o niczym
innym myśleć, ciągle tylko dziecko dziecko dziecko. Udało się mi Go przekonać.
Po niecałym roku znajomości planowana ciąża.
5. Córcia ma 3 miesiące - ślub (wydawał się dla mnie marzeniem, teraz wiem, że
był na szybkiego i po to, bo tak trzeba), Córcia ma 5 miesięcy i wpadka.
6. Zakładamy firmę, jestem w 6 miesiącu ciąży. Zostaję praktycznie bez pomocy
Męża z małym dzieckiem i brzuchem. Jest w domu, ale jakby obok. Sexu
oczywiście brak..
7. Poród, zaczyna się sex. Zaczynają się problemy.
Obecnie Córcia ma 16 miesięcy, Synuś 2. Mąż zrobił mi kilka wyskoków, tzn
pojechał na balety, nie mówiąc nic poszedł do baru i wrócił koło północy
(myślałam, że umrę ze strachu), zamknął się w sobie. Firma ciągnie nas na dno,
brakuje pieniędzy (od początku wiedziałam, że to beznadziejny pomysł, ale
chwaliłam Go i cieszyłam się z Nim, wspierałam). Służbowe spotkanie na
kręgielni, powrót o 6 rano.. Ciągłe moje pretensje o brak pieniędzy, brak
pomocy z Jego strony, brak wsparcia. Zaczyna wyzywać dzieci (słowa typu
"spier..", "wypier..", dużo klnie do dzieci). Finał - rozmowa o rozwodzie.
Rozmowa pojednawcza: On mówi o potrzebach i ja mówię o potrzebach. W nawiasie
podam odpowiedzi.
Jego:
-mało sexu, przytulania, miziania (dobrze, postaram się dać z siebie więcej)
-jestem nieatrakcyjna (nie czuję się kobieco przy Nim, brak jakichkolwiek
komplementów z Jego strony, brak także pieniędzy na moje wydatki, brak
prezentów, kwiatów (nic nie zrobił w naszą rocznicę ślubu, płakałam kilka
godzin, nie dostałam nawet kwiatka, mimo, iż Bratowa przypomniała Mu kilka dni
przed, że ten dzień się zbliża), nie mam czasu na cudowną pielęgnację ciała,
zresztą nie mam na to nawet pieniędzy, ciągle powtarza mi, że są ważniejsze
potrzeby niż bluzeczka dla mnie czy rajstopki, wypracował we mnie poczucie
winy, gdy kupię coś dla siebie, zresztą nie daje mi pieniędzy przeznaczonych
tylko na mnie, a to kobiecie jest potrzebne)
-nie zachęcam Go do sexu (ponownie nie czuję się atrakcyjna przy Nim)
-moje wieczne pretensje (wiem, że źle robiłam, przyznaję się do błędu,
poprawię się)
-brak czasu tylko dla siebie (Kochany - czas tylko dla siebie skończył się z
dniem porodu Córci, ale mimo to, postaram się, byś miał dla siebie czas)
Moje:
-brak czułości (to moja wina)
-brak pomocy przy dzieciach (jest wykończony, ale się postara)
-wychodzenie beze mnie do barów, czy gdziekolwiek (z początku powiedział, że
będzie tak robił, potem, że nie)
-wyzywanie i wyżywanie się na dzieciach za swoje niepowodzenia (mam
interweniować w porę, bo nerwowo nie wytrzymuje On i dlatego tak sie dzieje).
Mija 2 tygodnie:
Obecnie ja staram się wychodzić na dwór z dziećmi, aby Mąż mógł po pracy
odpocząć. Wyszedł sam do baru, nie mam pretensji, wręcz się cieszę z Jego
radości, z Jego relaxu. Staram się odciążać z wszelkich obowiązków przy
dzieciach, aczkolwiek nie hoduję totalnego lenia. Sex jest i to z mojej strony
codziennie, wszystko co lubi, tak jak lubi.
Usłyszałam kilka przykrych słów na moje zachęty:
Ja: Kochanie mam mokro.. On: to wytrzyj się, bo ja idę spać!
Ja: Kochanie, mam ochotę na Ciebie, pokochajmy się, mam taką ochotę na sex..
On: Masturbuj się!
U nas jest tak, że jest dobrze, jeśli Mąż ma dobry humor, wtedy mi pomoże przy
dzieciach, pokochamy się. Czuję się zamknięta, moje wyjście gdziekolwiek bez
dzieci graniczy z cudem. Nigdzie mnie nie zaprasza, nie dostaję żadnych małych
prezencików, choć mówiłam, że chciałabym dostać bieliznę.. Nie dostaję też
pieniędzy na swoje potrzeby, On ma buty za prawie 300zł, ja chodzę w
"trampkach".. Często płaczę, ale wtedy, gdy nie widzi, staram się to ratować,
chyba zbyt mocno się staram, że czasem Go usprawiedliwiam, ..bo jest zmęczony
przecież, bo On musi mieć do pracy, a ja kupię sobie kiedyś..
Jestem na etapie poczucia, że jestem nic nie warta, duszę się w domu, czasem
nawet żałuję, że są dzieci, czasem chciałabym odejść i zacząć nowe życie, sama
z dziećmi, wciąż nie czuję się kobieca, z nerwów zemdlałam, mam zawroty głowy,
oczy podpuchnięte od płaczu i ciągłe wrażenie, że Męża dom nie interesuje.
Czuję się jak nikt.. Dodatkowo sprawdza mi komórkę, jakbym miała coś ukrywać..
Czuję, że dojdzie do rozwodu, że nie dam rady tego uratować. Ja tego nie
wytrzymam, ja odejdę, zabiorę dzieci, tak bardzo nie chcę tego,. Chcę
szczęścia, łez tylko z uśmiechem, wspaniałego sexu, prezencików, wyjścia do
baru, zadowolenia na Jego twarzy, uśmiechów, całusków, wspólnych rozmów..
Jak mam spojrzeć na to wszystko oczami Męża, by zrozumieć, by pomóc naszemu
związkowi ;/