Dodaj do ulubionych

Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumieć

13.11.07, 16:07
Opiszę sytuację:

1. Poznaliśmy się po dyskotece. Po dyskotece, na której nie pijąc, wspomagając
się bawiłam się genialnie. Zresztą jak co tydzień od jakiś kilku miesięcy. Lat
wtedy miałam 18.. Krótka gadka, parę biednych textów, sex u Jego przyjaciela w
domu (byłam z koleżankami, On z kolegami), dostał mój nr od kumpeli, powrót do
domu.

2. Odezwał się, spotkania, wielka miłość. Ja rzuciłam dyskoteki, sex z
napotkanymi, On to samo.

3. Ciąża - znajomości 3 tygodnie, poronienie i ból.

4. Zamieszkaliśmy razem. Od czasu poprzedniej ciąży nie potrafiłam o niczym
innym myśleć, ciągle tylko dziecko dziecko dziecko. Udało się mi Go przekonać.
Po niecałym roku znajomości planowana ciąża.

5. Córcia ma 3 miesiące - ślub (wydawał się dla mnie marzeniem, teraz wiem, że
był na szybkiego i po to, bo tak trzeba), Córcia ma 5 miesięcy i wpadka.

6. Zakładamy firmę, jestem w 6 miesiącu ciąży. Zostaję praktycznie bez pomocy
Męża z małym dzieckiem i brzuchem. Jest w domu, ale jakby obok. Sexu
oczywiście brak..

7. Poród, zaczyna się sex. Zaczynają się problemy.

Obecnie Córcia ma 16 miesięcy, Synuś 2. Mąż zrobił mi kilka wyskoków, tzn
pojechał na balety, nie mówiąc nic poszedł do baru i wrócił koło północy
(myślałam, że umrę ze strachu), zamknął się w sobie. Firma ciągnie nas na dno,
brakuje pieniędzy (od początku wiedziałam, że to beznadziejny pomysł, ale
chwaliłam Go i cieszyłam się z Nim, wspierałam). Służbowe spotkanie na
kręgielni, powrót o 6 rano.. Ciągłe moje pretensje o brak pieniędzy, brak
pomocy z Jego strony, brak wsparcia. Zaczyna wyzywać dzieci (słowa typu
"spier..", "wypier..", dużo klnie do dzieci). Finał - rozmowa o rozwodzie.

Rozmowa pojednawcza: On mówi o potrzebach i ja mówię o potrzebach. W nawiasie
podam odpowiedzi.
Jego:
-mało sexu, przytulania, miziania (dobrze, postaram się dać z siebie więcej)
-jestem nieatrakcyjna (nie czuję się kobieco przy Nim, brak jakichkolwiek
komplementów z Jego strony, brak także pieniędzy na moje wydatki, brak
prezentów, kwiatów (nic nie zrobił w naszą rocznicę ślubu, płakałam kilka
godzin, nie dostałam nawet kwiatka, mimo, iż Bratowa przypomniała Mu kilka dni
przed, że ten dzień się zbliża), nie mam czasu na cudowną pielęgnację ciała,
zresztą nie mam na to nawet pieniędzy, ciągle powtarza mi, że są ważniejsze
potrzeby niż bluzeczka dla mnie czy rajstopki, wypracował we mnie poczucie
winy, gdy kupię coś dla siebie, zresztą nie daje mi pieniędzy przeznaczonych
tylko na mnie, a to kobiecie jest potrzebne)
-nie zachęcam Go do sexu (ponownie nie czuję się atrakcyjna przy Nim)
-moje wieczne pretensje (wiem, że źle robiłam, przyznaję się do błędu,
poprawię się)
-brak czasu tylko dla siebie (Kochany - czas tylko dla siebie skończył się z
dniem porodu Córci, ale mimo to, postaram się, byś miał dla siebie czas)
Moje:
-brak czułości (to moja wina)
-brak pomocy przy dzieciach (jest wykończony, ale się postara)
-wychodzenie beze mnie do barów, czy gdziekolwiek (z początku powiedział, że
będzie tak robił, potem, że nie)
-wyzywanie i wyżywanie się na dzieciach za swoje niepowodzenia (mam
interweniować w porę, bo nerwowo nie wytrzymuje On i dlatego tak sie dzieje).

Mija 2 tygodnie:
Obecnie ja staram się wychodzić na dwór z dziećmi, aby Mąż mógł po pracy
odpocząć. Wyszedł sam do baru, nie mam pretensji, wręcz się cieszę z Jego
radości, z Jego relaxu. Staram się odciążać z wszelkich obowiązków przy
dzieciach, aczkolwiek nie hoduję totalnego lenia. Sex jest i to z mojej strony
codziennie, wszystko co lubi, tak jak lubi.

Usłyszałam kilka przykrych słów na moje zachęty:
Ja: Kochanie mam mokro.. On: to wytrzyj się, bo ja idę spać!
Ja: Kochanie, mam ochotę na Ciebie, pokochajmy się, mam taką ochotę na sex..
On: Masturbuj się!

U nas jest tak, że jest dobrze, jeśli Mąż ma dobry humor, wtedy mi pomoże przy
dzieciach, pokochamy się. Czuję się zamknięta, moje wyjście gdziekolwiek bez
dzieci graniczy z cudem. Nigdzie mnie nie zaprasza, nie dostaję żadnych małych
prezencików, choć mówiłam, że chciałabym dostać bieliznę.. Nie dostaję też
pieniędzy na swoje potrzeby, On ma buty za prawie 300zł, ja chodzę w
"trampkach".. Często płaczę, ale wtedy, gdy nie widzi, staram się to ratować,
chyba zbyt mocno się staram, że czasem Go usprawiedliwiam, ..bo jest zmęczony
przecież, bo On musi mieć do pracy, a ja kupię sobie kiedyś..

Jestem na etapie poczucia, że jestem nic nie warta, duszę się w domu, czasem
nawet żałuję, że są dzieci, czasem chciałabym odejść i zacząć nowe życie, sama
z dziećmi, wciąż nie czuję się kobieca, z nerwów zemdlałam, mam zawroty głowy,
oczy podpuchnięte od płaczu i ciągłe wrażenie, że Męża dom nie interesuje.
Czuję się jak nikt.. Dodatkowo sprawdza mi komórkę, jakbym miała coś ukrywać..

Czuję, że dojdzie do rozwodu, że nie dam rady tego uratować. Ja tego nie
wytrzymam, ja odejdę, zabiorę dzieci, tak bardzo nie chcę tego,. Chcę
szczęścia, łez tylko z uśmiechem, wspaniałego sexu, prezencików, wyjścia do
baru, zadowolenia na Jego twarzy, uśmiechów, całusków, wspólnych rozmów..
Jak mam spojrzeć na to wszystko oczami Męża, by zrozumieć, by pomóc naszemu
związkowi ;/
Obserwuj wątek
    • zlosnica100 Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 13.11.07, 16:42
      Dzieci zrobiły dzieci.Za szybko to poszło.
    • gomory Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 13.11.07, 16:45
      On jest rozczarowany swoim zyciem, wcale nie chcialabys popatrzec na nie jego oczami. Obraz pewnie rownie dramatyczny jak Twoj.
      Zal mi was obojga, wspolczuje Ci.
      • aandzia43 Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 13.11.07, 16:56
        A mnie żal dzieci. Dziewczyna dwa razy wspomniała o tym, że mąż
        wyżywa się na dzieciach, wyzywa je. Dupek boi się agresję skierować
        na żonę, bo czuje, że konsekwencje tego mogą być dla niego przykre.
        A pokłady agresji ma niekiepskie. Jeśli wyzywa niemowlęta (zakładam,
        że na razie tylko wyzywa), to za rok będzie je tłukł. Żony może
        długo nie tknie. Ten typ tak ma.
        Masz rację, Gomory, frustrat. Nie chciałabym być w jego skórze.
    • glamourous Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 13.11.07, 17:38
      Nie wiem czy dobrze zrozumialam, ale pierwsza (ta poroniona) ciaza
      przytrafila sie Wam w wieku 18 lat po 3 tygodniach od pierwszego
      spotkania. Potem bardzo szybciutko zaszlas w druga ciaze. Potem
      jeszcze szybciej w kolejna.

      Wydawac by sie moglo ze slowo "ciaza" to jakis leit-motiv waszego
      zwiazku. Poza ciazami wlasciwie niewiele razem przezyliscie. Nie
      mieliscie tak naprawde czasu, zeby zbudowac wlasna relacje we dwoje
      jako para, przekonac sie czy sie naprawde kochacie, cos razem
      przezyc, przetestowac Wasz zwiazek oraz sprawdzic jak ewoluuje w
      czasie. O Waszym mlodym wieku juz nie wspominajac...

      No i masz babo placek. Frustracja siega zenitu, oboje jestescie
      przytloczeni ta sytuacja. Czy Wy sie w ogole kochacie?

      Nie chce tu moralizowac, ale tak to jest, kiedy para
      osiemnastolatkow pomyli zauroczenie z miloscia i zapragnie zabawic
      sie w dom. Trudno tu oczekiwac cudu. Szkoda tylko dzieci...
    • syriana Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 13.11.07, 18:20
      co widzi mąż?

      widzi w domu dziewczynę, którą zna raczej niedługo, a którą związał się
      formalnie i założył rodzinę

      widzi dom, w którym kupa roboty pewnie jest codziennie, maleńkie dzieci, które
      pojawiły się jedno po drugim (pierwsze za Twoimi usilnymi namowami, drugie z
      przypadku - czy któraś ciąża jego pragnieniem w takim razie?)

      a poza domem widzi atrakcyjny świat, zadbane kobiety, ludzi, którzy mu imponują
      w jakiś sposób (pieniędzmi, stylem życia)
      i do takiego życia on też próbuje aspirować

      czy kasa na mazidła do ciała, pończoszki i buty dla Ciebie coś by zmieniła?
      nie sądzę

      facet nie dorósł do takiego życia jakie Ty mu proponujesz po prostu
      i w chwili obecnej znajduje bardziej atrakcyjne formy spędzania czasu

      powtórzę za osobami, które przede mną napisały - jesteście bardzo młodzi,
      sytuacja frustrująca i przygniatająca (przede wszystkim faceta - lekkoducha i
      niemającego w sobie takiego pędu do stabilizacji i rozrodu jak Ty chyba), a to
      kiepsko wróży

      i przykro to mówić, ale chyba smutna perspektywa samotnego macierzyństwa Cię czeka
    • murakami2 Przygnębiające 13.11.07, 19:51
      Ale popieram wszystkich pozostałych - nie wiedzieliście, co to miłość, nie macie
      doświadczeń w zwykłym małżeńskim życiu, poza tym - wybacz, ale to rzeczywiście
      jest małżeństwo z agresją w tle. Dziwne byłoby, gdybyś w nim została. Zwłaszcza
      argument "dla dzieci" odpada, skoro on zachowuje się przy nich nieodpowiedzialnie.
      Poza tym, wybacz, nie chciałabym Cię pouczać, ale - szybki związek z facetem
      poznanym na dyskotece, z którym się przespałaś, jak wcześniej z innymi? Dlatego,
      że zadzwonił, a oni nie? Nie rozumiem takiego romantyzmu.
      • glosatorr Nie ma w tym ani miłości, ani dojrzałości... 13.11.07, 20:39
        Jest pustka.
        Tak - zgadzam się - tragedią jest, kiedy dzieci robią dzieci, by mieć je zamiast
        lalek.
        Zero dojrzałości, za to przerażająca ilość głupoty. U obu stron.
        Proszę wybaczyć - ale masz dokładnie to co chciałaś dziewczyno.
        Chciałaś dzieci? Masz dzieci - trójkę - bo dzieckiem jest też Twój pożal się
        Boże mąż.
        Miłości nie masz - bo nie wiesz ani Ty ani Twój maż co to miłość.
        To jest taka dragifarsa - jak sie kończą przypadkowe znajomości zawarte na
        dyskotece - ku przestrodze - dajcie poczytać swoim dzieciom. Jeśli zrozumieją to
        co pisze Autorka wątku.
        Bo ona chyba sama nie rozumie co zrobiła i czego konsekwencje ponosić będzie
        całe życie.
    • light.t Przestroga! 13.11.07, 20:55
      Wydrukuje ten tekst i pokaze mojej znajomej, ktora wlasnie spotkala "milosc
      swojego zycia" na jednej z imprez, w ktorych czesto bierze udzial.
      I zrobie kopie dla swojej ewentualnej corki.

      PS
      Dlaczego kobiety nie ucza sie na bledach innych kobiet? Toz to historia stara
      jak swiat...
      Autorce postu, szczerze wspolczuje.
    • oczekiwanie-na-aniola Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 14.11.07, 01:47
      Kocham, kocham i to z całego serca. Jest dla mnie wszystkim, całym światem.
      Dzieci są promyczkami, które oświetlają ten świat. Czuję się okropnie, że to
      napisałam, może byłoby lepiej, gdybym dalej płakała wieczorem, kiedy śpi. Dziś
      było wspaniale, napisał, że kocha, wrócił i przytulił dzieci, obdarował mnie
      spojrzeniem, jakiego dawno nie widziałam. Jest ode mnie starszy, równo 4 lata,
      skończył studia, jest inteligentny, pracowity, jest dobrym człowiekiem. Czasem
      mam wrażenie, jakby to wszystko Go przerosło, jakby nie dawał sobie z tym rady.

      Inni dzwonili, ja nie odbierałam..
      Macie rację, gdybym znała przyszłość, chciałabym z tym wszystkim zaczekać,
      chciałabym dać nam tyle czasu, ile nam trzeba, by to zrozumieć.

      Puki 22. ciąża nie była widoczna, rodzina była dla Niego najważniejsza. Dopiero
      później to wszystko uległo takiej zmianie. Nie jest takim tyranem, za jakiego Go
      macie. Nie usprawiedliwiam Go, jedynie chcę Wam pokazać, że jest zdolny do
      uczuć, potrafi kochać i okazywać to. Córcia płacze kiedy wychodzi do pracy,
      kiedy wraca rzuca się dziko na Tatusia i nie odstępuje na krok. Bawią się razem,
      śmieją, gilgoczą, oglądają baje. Do Synka też podchodzi z uczuciem, mniejszym,
      niż przy Córci, a może tylko ja to tak widzę..
      Pamiętam jak płakał ze szczęścia, a potem z niemocy i smutku po stracie, ja
      sobie poradziłam z tym, On chyba nie.
      Zaopiekował się mną, a teraz wszystko się wali, a to jest naszą wspólną winą..
      Dzieci nie zacznie tłuc, nie napisałam, że wrzeszczy codziennie i to cały czas,
      gdy jest w domu. Sporadyczne wyskoki, którym ja powinnam zapobiec, zamiast
      testując Jego wytrzymałość psychiczną na histerię Córci i krzyki Maluszka ot
      tak. Prosił mnie, bym Mu w tym pomogła i gdy traci kontrolę, pokazać Mu, że
      można spokojniej.

      Nie bawimy się w dom, to nie jest plansza z pionkami, które będziemy mogli
      schować do pudełka i wynieść na strych, gdy nam się znudzi. To nasze dzieci.
      Mali wielcy ludzie, którzy wnoszą radość w te zwykłe dni i sprawiają, że każda
      Ich minka, każdy dźwięk przypomina nam, jakie szczęście nas spotkało.

      Dużo psuje "firma", brak pieniędzy, takich jakie wcześniej mieliśmy i brak
      poczucia bezpieczeństwa, które jest dla bardzo ważne. Zbyt mocno napieram
      atakiem na Męża, obwiniając Go o nasze niepowodzenia. On ucieka z domu, woli
      rozmowę o niczym ze wspólnikiem. Tak to dotychczas wyglądało, żadne z nas nie
      starało się zrozumieć drugiej strony. Nie wiem, może wydarzył się cud, ale dziś
      Mąż był dobrym Ojcem i Mężem, głową rodziny. Mam nadzieję, że to poprawa ii
      brnie ku lepszemu, nie jedynie chwilowy wyskok z szarości.

      Dziękuję Wam, zrozumiałam, że warto walczyć, poprostu warto. I nie dla dzieci,
      dla "Ich dobra" jak to zawsze się mówi. Dla nas, dla mnie, dla Niego, dla
      wspólnego jutra. Chyba oszalałam, ale widzę nadzieję na wspaniałe życie. Wiem,
      że nie zrobimy tego w tydzień czy dwa, potrzebujemy do tego więcej czasu, ale
      jestem zdolna ten czas poświęcić.
      Mąż stał się okropnym człowiekiem, każdy jednak dostaje szanse, ja dam ją nam.
      Przecież jeśli się kocha, warto. Dalej myślę o tym, że jestem nic nie warta,
      muszę w sobie wypracować poczucie wartości, dużej wartości, dla dzieci jestem
      przecież światem, jestem najcenniejszą osobą w Ich życiu, ja i On, mój Mąż, moja
      druga połowa jabłka, realnie patrząc, czas pokaże, czy zdolni jesteśmy się
      dotrzeć na tyle, by idealnie tworzyć całość.

      Naprawdę dziękuję.

      Postaram się dla samej siebie.
      • gomory Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 14.11.07, 06:45
        > Dalej myślę o tym, że jestem nic nie warta

        Zmien to myslenie, pracuj nad tym.
        Pamietaj - wmawiasz je nie tylko sobie ale i otoczeniu. Jesli sama nie bedziesz siebie cenic, to i mezowi odbierzesz te szanse.
    • oczekiwanie-na-aniola Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 14.11.07, 01:52
      .. faktycznie nie mieliśmy czasu na zwykłe życie tylko we dwoje. Tego nam obojgu
      brakowało i brakować będzie zawsze.
      • lambert77 Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 14.11.07, 07:57
        No to sobie poczytałem ... tego twojego posta powinno się wydrukować
        i dzieciakom czytać na lekcjach wychowawczych o rodzinie.
        Będę sukinsynem nie współczuję ani tobie ani twojemu mężowi
        popełniliście błąd taki jaki popełnia tysiące par na świecie żal mi
        tylko dzieciaków. Weźcie się w garść i przestańcie patrzeć na świat
        tymi swoimi potłuczonymi różowymi okularkami bo dzieci was potrzebują
        • triss_merigold6 Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 14.11.07, 09:37
          O toto. Qrde wydrukuję dla swojego szczeniaka, 3 lata dopiero ma ale
          w przyszłości tekst będzie jak znalazł. Dzieci żal w tym układzie
          najbardziej, pożal się Boże "dorosłych" nie, na własne życzenie
          schrzanili sobie życie.
          Dziewucho dorośnij. Na marzenia o prezencikach, słodkościach,
          adoracji i kwitnącym uczuciu młodych ludzi był czas zanim zaczęłaś
          kolejne wpady zaliczać. Facet pewnie orze jak może a w domu ma
          zaryczaną laskę, której prawie nie zna i dwoje małych dzieci. Miód
          po prostu.

          BTW jestem bardzo ciekawa dlaczego rodzice panny po pierwszej
          wpadzie i poronieniu, nie wzięli jej za fraki i nie wyjaśnili, że
          rozród w wieku lat 18-19 to idiotyczny pomysł. Trzeba było panienkę
          do psychologa, psychiatry, na terapię etc. zaprowadzić,
          pocierpiałaby ale nie robiła dalszych głupot w postaci "leczenia
          się" kolejną ciążą.
          • your_and Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 14.11.07, 10:25
            triss_merigold6 napisała:
            > Trzeba było panienkę
            > do psychologa, psychiatry, na terapię etc. zaprowadzić,
            > pocierpiałaby ale nie robiła dalszych głupot w postaci "leczenia
            > się" kolejną ciążą.

            Czytasz inne fora, recepta na życie: chrzanić faceta, dzieci (tylko
            moje!) dadzą mi szczęście to dość modna ostanio "domowa" recepta na
            życie i przywrócenie jego sensu..
        • oczekiwanie-na-aniola lambert77 14.11.07, 10:01
          Szczerze, nie potrzebuję Twojego współczucia. Piszę to z pełnym szacunkiem do
          Ciebie, każdy ma prawo do własnej opinii.
          Co do różowych okularów, to chyba każdemu są potrzebne, nie można patrzeć na
          świat przez pryzmat czerni i bieli, gdyby tak było, jaką barwę miałoby
          rozczarowanie..
          Żal Ci dzieci, a czy napisałam, że są bite, głodzone, odparzone, niekochane? Nie
          zmazuję z Męża winy, bo błąd popełnił, wykrzyczał się na dzieci, baa nawet wyżył
          za własne niepowodzenia. To jednak nie dyskryminuje Go jako dobrego Ojca, błędy
          mają to do siebie, że nas uczą. Mało który mężczyzna zajmuje się w takim stopniu
          dziećmi jak On. W klinice to On opiekował się maluszkami, gdy tylko mógł, nie
          ja. Na zmianę spędzamy z maluśkim Synkiem noce, to daje mi możliwość odespania i
          odreagowania nocnego stresu, jaki potrafi zafundować noworodek. Zmienia
          pieluchy, kąpie, karmi, bawi się, uczy. Tak więc żal Ci dzieci, a może to typowy
          szablon kopania leżącej pary, która stara się wstać i żyć normalnie, rodzinnie.
          tak jak piszesz, wzięliśmy się w garść, ale nie tylko dla dzieci, przede
          wszystkim dla nas samych.

          Dziś lepiej się czuję, mam nadzieję na uratowanie i powrót do dobrego związku,
          wszystko idzie ku lepszemu. Czuję się ważniejsza, potrzebna, może zaryzykuję
          stwierdzenie kochana.. lepiej z tym poczekam, pochopnie wypowiedziane słowa mogą
          mnie później mocno boleć.

          Prawda, którą mi tu pokazaliście zabolała, ale dała mi bardzo dużo. Ten kop w
          serce sprawił, że mam więcej sił na zmianę.
          • al9 niestety anioła się nie doczekasz 14.11.07, 10:24
            facet który radzi ci żebys sie wytarła jak Ci mokro....nie jest
            aniołem
            i nigdy nie będzie...
            bo brakuje mu elementarnej wrazliwosci..
            o wrzaskach na maleńkie dzieci nie wspomnę..
            Kilka mądrych osób pokazało Ci w jakim jestes miejscu..
            Nie chcesz tego przyjąć do wiadomosci - trudno.
            To Twoje zycie, Twoje dzieci i Twój mąż....
            jestem dziwnie spokojny, ze niedługo będziesz tu zakłądać kolejne
            wątki. Bardziej dramatyczne.
            Trzymam za Ciebie kciuki! Oby nie!
            al
            • oczekiwanie-na-aniola Re: niestety anioła się nie doczekasz 14.11.07, 10:55
              al, przyjmuję te słowa, myślę o tym i staram się zachować je jako dobre
              wskazówki. Zrozumiałam, jak idiotycznie postępowałam do tej pory, jaka byłam
              głupia i może przez pewien czas nadal będę, usilnie broniąc się przed bolącą
              prawdą, która w sukcesie dotrze do mnie, bym mogła przejrzeć.
              Ochronię swoje dzieci przed moimi błędami, by były zdolne do stworzenia
              prawidłowych relacji między sobą a innymi ludźmi.

              Koniec płaczu, użalania się i szlochania jak mi jest źle. Trzeba działać :) al -
              dam radę, zobaczysz.
              • oczekiwanie-na-aniola Re: niestety anioła się nie doczekasz 14.11.07, 10:58
                btw nick odnosi się do oczekiwania na Córcię :)
              • your_and Re: niestety anioła się nie doczekasz 14.11.07, 10:59
                Ty chyba nie musisz czekać, ty już masz anioła jak to czytam.
                Ale oczekiwać ze anioł bedzie cię jeszcze bzykał jak Cassanowa to
                już chyba gruba przesada :)
              • aandzia43 Re: niestety anioła się nie doczekasz 14.11.07, 14:12
                Zrozumiałam, jak idiotycznie postępowałam do tej pory, jaka byłam
                > głupia i może przez pewien czas nadal będę, usilnie broniąc się
                przed bolącą
                > prawdą, która w sukcesie dotrze do mnie, bym mogła przejrzeć

                Bożżżżeeee!!!!!!!!
                Co za brednie! Bolesna prawda, kobietko, to ma być na początek. A
                potem ewentualnie przyjdzie sukces. Taka jest kolejność rzeczy.


                Koniec płaczu, użalania się i szlochania jak mi jest źle. Trzeba
                działać :) al
                > -
                > dam radę, zobaczysz.


                A możesz wyjaśnić konkretnie, od czego zaczniesz te działania? Bo
                jak na razie bredzisz obficie, a kwieciście. Czyzby osobowość
                histrioniczna? ;-)
          • lambert77 Re: lambert77 14.11.07, 11:38
            :) Cieszę się że nie potrzebujesz mojego współczucia :) z dwóch
            powodów... 1. znak że zrobisz prawie wszystko żeby uratować co jest
            do uratowania 2. Bo mnie to ani ziębi ani grzeje jak mówię sami
            wybraliście swój los i sami za niego odpowiadacie a czyjeś
            współczucie nie jest wam potrzebne co najwyżej dobry kop na rozpęd
            żebyście się otrząsneli.
            Co do dzieci nikt niemówi że je głodzicie i maltretujecie ale
            niepokojącym faktem jest że w stresie zdarza mu się krzyczeć
            niecenzuralnie na bogu ducha winne dzieciaki. Nie neguję tego że
            jest dobrym ojcem bo skoro twierdzisz że jest to znaczy że jest.
            Chodzi mi o to że zaczyna przerastać was sytuacja kłopoty finansowe
            twoje "marudzenie" stawianie go pod ścianą może doprowadzić do tego
            że facet zrobi coś głupiego. Nie wyobrażasz sobie nawet jakimi
            torami podążają myśli zdesperowanego faceta. Musicie usiąśc wyjaśnić
            co się da wyjaśnić bez osób trzecich z interesu uratować ile się da
            gotówki i zacząć życie jak normalny szary obywatel z pracą od 8 do
            16 za psie pieniądze a on swoje ambicje narazie może wsadzić do
            szuflady.
            Co do różowych okularów :) Narazie wygląda na to że każde z was
            siada i na osobności płacze nad swoim "marnym" losem. On ma
            dodatkowy stres rodzine na głowie niespełnione ambicje swoje i
            małżonki i środowisko w jakim się obraca. Cholerna presja spodziewam
            się w najbliższym czasie jakiegoś głupiego posunięcia z jego strony.
            Oby nie narobił większego bałaganu niż już macie.
            • oczekiwanie-na-aniola Re: lambert77 14.11.07, 11:55
              Dziękuję Ci za te słowa.

              Dziś pojechał zamknąć firmę, a raczej zawiesić działalność na pół roku, by pod
              skrzydłami swojego wspólnika wypracować sobie dobrą pozycję, ze stałą pensją i
              możliwością zaistnienia w późniejszym czasie jako odrębna jednostka.

              Przyznaję się - jestem marudna, jestem okropna, gdy coś nie idzie po mojej
              myśli, nie potrafię godzić się z porażką, okropnie znoszę niepowodzenia.

              Muszę częściej dostrzegać szczęście w na pozór błahych sprawach.

              Doceniam, jaką siłę ma rozmowa. Nie mogę, jak dotychczas, siedzieć i czekać, aż
              domyśli się, co mnie boli i przybiegnie na otarcie łez. Otwarcie stawiane karty
              są gwarancją na poprawność w relacjach.

              Od jakiegoś czasu nie usłyszałam ani jednego okropnego słowa skierowanego do
              dzieci. Po tym, jak uświadomiłam Go, jak mocno bolały mnie Jego zdawcze
              odpowiedzi na moje zachęty, przeprosił, zapewnił, że nie chciał mnie tym
              skrzywdzić, a idąc położyć Córcię spać po prostu zasnął razem z Nią. Dziś rano
              spotkał nas nawet wspaniały sex, taki, za jakim oboje tęskniliśmy. Przed chwilką
              przyjechał po papiery potrzebne do wyrejestrowania firmy, dzieci śpią, przesłał
              Im buziaki. Daje mi to wiarę i poczucie, że będzie dobrze.

              Pozdrawiam Was i dziękuję za tego kopa, bolesnego, a zarazem jakże przyjemnego :)
              • lambert77 Re: lambert77 14.11.07, 12:05
                :) nie no bez przesady przyjemności to niech on Ci sprawia :)
              • al9 no proszę 14.11.07, 13:48
                nie minęły nawet 24h a zycie znów jest piękne...
                Trzymaj się bo zakrętów jeszcze wiele..
                Pozdr
                al
                • czerwone_francuskie przestan... 14.11.07, 14:37
                  Sie biczowac, samooskarzac i chowac swoje potrzeby do szuflady.
                  Popracuj nad wlasnym dobrym samopoczuciem, nad poczuciem wlasnej wartosci.
                  Zamiast pary butow dla niego za 300zl, mozna kupic dwie za 150, jedna dla
                  Ciebie, jedna dla niego. Nie zaniedbuj sie jako kobieta, nie badz cierpietnicza
                  Matka-Polka, ktora dobro rodziny, stawia nad swoje wlasne. Szczesliwa rodzina,
                  to taka, gdzie potrzeby kazdego jej czlonka (emocjonalne i wszystkie inne) sa
                  traktowane na rowni...
                  Dialog jest potrzebny Wam obojgu. Madry dialog. Madre rozmowy. Bez pretensji i
                  zali, bez wzajemnego oskarzania sie.
                  Trzymam za Was kcuki.
                • arybka68 Re: no proszę 14.11.07, 15:32
                  Ale dajecie sie wkrecac!!!
                • glamourous Re: no proszę 14.11.07, 15:58
                  Swoja droga znamienne... To juz kolejny taki watek na forum, gdzie
                  autorka najpierw zrobila burze w szklance wody, napisala
                  kilometrowy, lzawy post o tym jak to strasznie zle sie dzieje w jej
                  malzenstwie - po czym, kiedy forumowicze na wyscigi pospieszyli ze
                  wspolczuciem i radami - zaczela sie powoli wycofywac, bronic
                  malzonka, zwiazku... Az na koniec wyszlo na to ze para jest tak
                  naprawde swietna, milosc kwitnie, swiat jest piekny, ona zas miala
                  tylko chwilowa chandre. A my sie tu produkujemy na darmo.

                  Moze i tu na koniec uslyszymy, ze to tylko ankieta socjologiczna ;-)
                  • oczekiwanie-na-aniola Re: no proszę 14.11.07, 16:20
                    Przeczytaj dokładnie, wiele postów zawiera zerowy poziom współczucia. Prosiłam
                    nie o radę, tylko o pokazanie tej sytuacji oczami mężczyzny. Nie oczekuję ani
                    współczucia, ani rewelacyjnych przepisów na szczęście. Mam obawę, małą, że
                    polegnę, że wieczorem stanie się tak jak kilka dni temu. Postaram się do tego
                    nie dopuścić, myślę, że razem się o to postaramy. Świat się nie zmienił z
                    dobrego na zły, ze złego na wspaniały. Nastawienie się zmieniło. Bronię, bo
                    kocham, mam poczucie winy, że wykrzyczałam się na Niego tu na forum, tu było mi
                    prościej. Nie jest idealny, ma wady. Nie jesteśmy wymarzoną parą, daleko nam
                    nawet do dobrej relacji. Popsuło się i nie zmieni się to nagle na lepsze. Mam
                    brnąć dalej w przekonaniu, że upadnę i się poddam, zamiast tego powinnam może
                    wierzyć w poprawę, czekać na nią, budować wszystko takimi pozytywnymi słowami.
    • nemo1968 Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 14.11.07, 14:59
      Moim zdaniem jesteście przytłoczeni codziennością, robotą, kłopotami
      finansowymi, koniecznośią opieki nad dzieckiem...
      Wygląda na to, że twój mąż cię rozumie, ale ucieka od tego (koledzy,
      wyjscia w miasto). Przekleństwa na dzieci to efekt jego frustracji,
      chyba źródłem jest poczucie niespełnienia (zbyt wiele niepowodzeń).
      W to jego "mało seksu" to wierzę, to jest podświadomie
      powiedziane "chcę żeby było tak, jak kiedyś, jak się poznaliśmy -
      bez kłopotów, tylko milosc".
      Spojrzeć oczami męża.....
      Oczy Twojego męża widzą teraz tylko kłopoty, brak pieniędzy, upadek
      i degręgoladę. Wkrótce zacznie uwazać, ze dzieci go nie szanują...

      Co robic?

      On musi odzyskać samodzielnośc i autonomicznośc przy twoim wsparciu.
      Dużo daje rozmowa ze starszymi mężczyznami, z wujem, dziadkiem.
      Jezeli on się przekona, ze trudnosci, to to , co zwykle towarzyszy
      życiu mężczyzny, ze jego życie nie jest wyjątkowe, tylko to standard.
      Że inni tez cięzko pracują, kochaja dzieci, żony ich wspierają. I że
      on to ma, tylko potrzebna jest ciągła dbałośc....
      Warto, zeby ktoś inny, (Nie ty) uswiadomil mu, ze nie Ty i dzieci
      jestescie winni jego trudnej sytuacji obecnie. Moga być rozne
      czynniki: słaby biznes, moze sie do tego nie nadaje...nie wiem.
      Bardzo potrzebne mu jest wsparcie (nie zmuszanie, broń Boże lub
      pohukiwanie) ze strony męskich przyjaciół lub krewnych. Ty juz go
      dostatecznie wspierasz. Proś mężczyzn z których zdaniem on się liczy
      o pomoc. Zrozum - on czuje się samotny, osaczony i zdesperowany.
      Jezeli firma nie ma perspektyw - zamknac.
      Sam pracuję w biznesie, gdzie szefowie mówią - nie ma zysków -
      kończymy i szukamy czegoś nowego. Firma, nawet własna, to nie bożek.
      Ma dawać dobre dochody. Jak nie, to nie ma co się przywiązywac.
      Czasem lepiej isc do normalnej pracy i mieć spokój.
      Pozdrawiam :)
    • oczekiwanie-na-aniola andziaa43 14.11.07, 16:03
      Staram się być milsza dla Niego, okazać to, co czuję, bez zbędnej paplaniny o
      problemach, na które nie poradzę pretensjami. Zapisałam się na basen, kupiłam
      czepek i wygrzebałam z szafy stary jednoczęściowy strój, stanę się kobieca sama
      dla siebie, wtedy i On zobaczy mnie w innym świetle. Zastanawiam się, czy dam
      radę wrócić do poprzedniego koloru włosów, wolał, gdy były jasne.
      Gdy się poznaliśmy wyglądałam zupełnie inaczej niż teraz, 2 dzieci zrobiła
      swoje, muszę to naprawić, stękaniem, że mam dużo tu i tu nic nie wskóram, może
      nawet przekonam Go, że faktycznie jestem beznadziejna. On powtarza mi: że mam za
      sobą 2 porody, czego się spodziewam, że niecałe 2 miesiące po tym wrócę do
      startowej wagi, że dla Niego jestem wciąż atrakcyjną dziewczyną. Wstydzę się
      pokazać nago, przy zbliżeniu ukradkiem przykrywam to, czego wolę nie oglądać,
      widocznie to zauważa. Może to Go zniechęca..
      Zaczynam otwarcie mówić o tym, czego chcę, co jest mi potrzebne, czego oczekuję.
      Powiedziałam - chciałabym pójść na studia, może nie konkretnie teraz - już,
      tylko jak odbijemy się finansowo. Miłe zaskoczenie - poparcie :) Widziałam ładną
      haleczkę, kupię ją i zrobię tym prezent dla Niego, będziemy zadowoleni oboje.
      Jestem w trakcie rozmów z rodziną, kto zajmie się na kilka godzin dziećmi, byśmy
      mogli spokojnie porozmawiać, może gdzieś wyjść razem. Przestałam czepiać się
      butów, których nie schował, ręcznika, który leży na pralce, krzywo złożonych
      spodni czy okruszków na blacie. Lubię, gdy jest po mojemu, ale związek to sztuka
      kompromisu, korona mi nie spadnie, jeśli złożę ten ręcznik, nie wybiję zębów
      przewracając się o buty (nie są rzucone byle jak, tylko położone równo koło
      wózków, ale strasznie mnie zawsze drażniły, na buty przecież mamy szafkę), no..
      nad okruszkami musimy popracować. Po co tracić czas na te bezsensowne czepianie
      się mężczyzny, który jest dla mnie najważniejszy. Aczkolwiek nie zamierzam
      wyhodować lenia, porządek jakiś musi być! Uśmiech - uśmiech na dobry dzień, na
      wyjście i przy powrocie. Słowa, które dają do zrozumienia, jak bardzo Go
      potrzebuję i kocham, w zwykłych "kochanie, misiu, potrzebuję Twojej pomocy
      przy..". Dostaję to samo, nawet nie wiedziałam, że to możliwe, że moja zmiana
      postawy wywoła tak pozytywny efekt w naszych relacjach.

      Osobowość histrioniczna - przeczytałam o tym, faktycznie, chciałabym zwrócić na
      siebie uwagę Męża i często wyolbrzymiam problem, dodając przy tym tragizmu,
      czekając na reakcję, przyznaję się. Powinnam pójść z tym do psychologa, nigdy
      nie myślałam o tym w ten sposób, dziękuję za wskazówkę.
      • nemo1968 Re: andziaa43 14.11.07, 16:15
        Fajna dziewczyna jesteś :). Będzie dobrze....:)
    • murakami2 powodzenia 14.11.07, 21:40
      Życzę ci oczywiście, żebyś sobie poukładała życie, ale:
      - przejawiasz przekonanie, żeś omnipotentna (tzn. że w Tobie tkwi źródło i
      rozwiązanie wszelkich problemów), co nie wydaje mi się rozsądne;
      - podejrzanie szybko problemy ulegają u Ciebie poprawie - co mi i chyba nie
      tylko mi sugeruje, że to mało istotna poprawa
      - ciągle się podświadomie poświęcasz (kupię coś dla siebie czyli haleczkę która
      spodoba się mężowi)...
      To chyba nie przyda się do nowego życia i życzonego powodzenia...

      Poza konkursem dodam jeszcze, że wyjątkowo irytująca, ale rozumiem, że to objaw
      "zakochania", jest stylistyka Twoich wypowiedzi - na przemian słodka, czuła i
      patetyczna, i silnie metaforyzowana. Jakoś ciężko takie wypowiedzi traktować
      poważnie, może też dlatego mało kto tu je tak traktuje.
    • grey55 Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 06.12.07, 16:16
      booziu ... ale smutny post ... kurde ...powodzenia Ci zycze i trzymaj sie ... i
      nie daj sobie wmówic ze to Twoja wina ...badz twarda i stosuj zasade małych
      kroczków... Powodzenia
    • klaris29 Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 06.12.07, 16:30
      Poweim tak, jak by do mojego dziecka maz powiedzial spierd...,
      trzasnelabym go w morde i wyrzucila z zycia, to nie jest normalne, !
      uluz sobie dziewczyno zycie bez niego, NIE BEDZIE LEPIEJ, nie ludx
      sie!!!
    • zelm71 Re: Chciałabym zobaczyć to oczami Męża i zrozumie 06.12.07, 20:21
      Problem to firma i kasa - długi.
      Zaczyna uciekać w świat znieczulenia - alkohol.
      Musicie szybko coś z tym zrobić! Macie problem.
      Pogadaj z nim.
      Problem z alkoholikiem jest taki że obieca ci wszystko.
      Jeśli jeszcze nie wakował się w alkoholizm to jest na dobrej drodze.
      Małżeństwo polega na tym że czasem ty wyciągasz rękę a czasem on.
      "Życie jest jak guw... na kole, raz u góry raz na dole".
      Pozdro
    • misssaigon ku uwadze .... 08.12.07, 08:23
      oczekiwanie- na- anioła
      zawsze- do- przodu
      samotne przemyslenia
      pytanie na sniadanie
      cierpienia nie jest w cenie

      jak myslicie - co łaczy te nicki oprocz opowiedzianych rzewnych historyjek?
      • krissdevalnor100 Re: ku uwadze .... 08.12.07, 13:20
        Tak myślałam, dzięki Misssaigon za cenną uwagę:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka