Dodaj do ulubionych

stępienie afektu

02.11.12, 22:37
usiłowałam odnaleźć w sobie żal, że mojej Babci nie ma już od 3 lat. żalu brak. jest miłość, tak. wdzięczność, ale brak żalu. bardziej poczucie, że Babcia jest. gdy jest dojmująco źle, modlę się do Niej. wstyd, bo nie ma żadnych uczuć po zmarłych 8 lat dziadkach "po mieczu". nie odnajduję w sobie poczucia straty. nie byłam z nimi związana, to inna sprawa.

odeszła Chustka, bloggerka. na pewno wielu z Was czytało jej bloga. krótkie poruszenie, teraz już nic.

sad

nie tęsknię za ludźmi. z powodu samotniczej natury? odzwyczajam się od ludźmi
Obserwuj wątek
      • 39.a Re: stępienie afektu 04.11.12, 12:48
        poczytaj Jej bloga. ona Synka przygotowywała na swoje odejście. łącznie z wyborem odpowiedniego pieska "bo Twój nowy pokój będzie mniejszy" (dreszcze).
        ja mam ogromną nadzieję, że Jaś będzie koniec końców z Babcią B., bo czy z Piotrem, nie mam bladego pojęcia.
          • czubata Re: stępienie afektu 04.11.12, 13:15
            To dobrze że odpuszcza.

            Dziecka Chustki żal, bo całkowicie prawdziwe jest to co pisała w którymś z ostatnich wpisów, że NIKT nie zaopiekuje się nim tak jak ona. To dziecko,wraz z utratą matki, takiej matki, wiele straciło, niestety. Bezcenne jest natomiast to że będzie miało świadectwo miłości matki w postaci bloga. Piotr, Babcia B., nikt nie zastąpi małemu Chustki. Będzie musiał się mały odnaleźć w brutalnej rzeczywistości. Dopiero zaczyna swoją trudną drogę teraz, okropnie jest mi go żal. Żal jest umarłych, a żywych bardziej,tych małych i bezbronnych.
            • 39.a Re: stępienie afektu 08.11.12, 13:06
              w wywiadzie w WO, który czytałam dziś do śniadania smile jest ładne zdanie, że Joanna widziała, iż jej choroba nie zabierała synkowi dzieciństwa. refleksyjny, ale nie smutny. że normalnie miał swoje zabawki, podwodny świat, klocki LEGO, inne chłopięce zabawy, potem szkołę. on wiedział, że niebawem jemu Jej zabraknie. kciuki za niego, aby dał radę.
    • tlenoterapia Re: stępienie afektu 03.11.12, 18:19
      Tak sobie niedawno rozważałam jak to jest z przezywaniem dramatów.
      Zdecydowanie w młodości skala cierpienia była nie do zniesienia, a teraz jak by płycej i krócej dramaty odbieram.
      Nie wczuwam się w cierpienie zwiazane ze stratą.
      A na cmentarzu już nie dziwi, ze wszyscy o grabiach mówią i mleczku cif, witając się ze znajomymi : "hej buźka co słychać ?Jak leci?"
      Z wiekiem jest płycej i to nie przez psychotropy.
      • liberica1 Re: stępienie afektu 03.11.12, 18:25
        Wina leków? Po zejściu z kwetiapiny odzyskałam uczucia. Czułam się dokładnie tak samo, nawet miłości nie mogłam porządnie odczuwać. Płaskie to wszystko było. Teraz na licie jest bardzo, bardzo dobrze.
      • czubata Re: stępienie afektu 04.11.12, 13:34
        tlenoterapia napisała: > Zdecydowanie w młodości skala cierpienia była nie do zniesienia, a teraz jak b
        > y płycej i krócej dramaty odbieram.

        Jest w tym dużo prawdy, natomiast wydaje mi się że to zależy od skali przeżywanego dramatu.Inny jest dramat utraty przyjaciółki, babci, nawet rodzica gdy się jest już dorosłym, inny będzie dramat utraty własnego dziecka. Są rzeczy o których aż strach pomyśleć. Okropnością musi być też świadomość że za chwile zostawi się własne dziecko na pastwę świata, i że się niema absolutnie żadnego wyboru.
    • dr.zabba Re: stępienie afektu 03.11.12, 21:18
      Gdy widzę cyrki, jakie ludzie wyczyniają przy odchodzeniu bliskich w szpitalu, w szczery afekt już nie wierzę.
      Nie rozumiem, jak można nie żyć ze świadomością śmierci, nicości, przemijania...
      Oswojona ze stałym instynktem samobójczym, wiem, że bardziej nas nie ma, niż jesteśmy.
      A dziecka Chustki - żal...
      Dzieci jedynym bodźcem, który trzyma mnie przy życiu.
        • 39.a Re: stępienie afektu 08.11.12, 13:15
          już kilka dni temu pomyślało mi się "ojjjjj, ostro napisane"

          co wtedy, gdy brak tego bodźca? wegetacja przemnożona przez 10 czy wręcz przeciwnie?
          ostatnio kolega kilka lat młodszy przekonywał z zapałem, że potomstwo dużym sensem w życiu. równie gorąco przekonywałam go, że są bardzo różne modele życia, poświęcenie się np. pasji. jeszcze nie wiem, czy mając np. 60 lat człowiek nie budzi się z ręką w nocniku smętnie myśląc, że coś przegapił, czegoś już nigdy nie dozna. ale imperatywu bycia matką we mnie brak. wsłuchuję się w ten osławiony instynkt macierzyński i nic. cisza. z czułością patrzę na małe dzieci i jeszcze mniejsze też, ale za chwilę zapominam. jestem ciekawa, avi_co, jak Ty to postrzegasz, jak inni.

          w depresji dzieci lepiej faktycznie nie mieć. chodzi mi o te dłuższe krótsze fazy zejściowe. nie chcę być oglądana wtedy przez jakiekolwiek dziecko. wtórnie: nie zajmę się wtedy nim. zakładając, że w danym czasie nie miałabym na kogo scedować opieki nad nim. obecnie mam.
          • dr.zabba Re: stępienie afektu 08.11.12, 17:48
            TO ŹLE, że jedynym bodźcem są dzieci. Mam jeszcze męża, pracę, powinnam mieć hobby.
            Poczucie odpowiedzialności za przyniesione przeze mnie na świat dzieci jest jedynym bodźcem.
            Jeśli ktoś ma wątpliwości - to źle.
          • avi_co Re: stępienie afektu 08.11.12, 18:58
            Mój ostry ton jest wynikiem bezsilnego buntu przeciwko anhedonii. Męczyło mnie paskudztwo przez wiele miesięcy, już prawie godziłam się na roślinną formę życia, aż samo stopniowo ustąpiło. Bezczucie stanowiło formę zejścia kilkuletniej depresji. Leków nie zmieniałam. Współczuję wszystkim, doświadczającym totalnego zblaknięcia uczuć.

            Gdybym miała się odnieść do reszty Twojej wypowiedzi, rzekłabym, że sensem życia jest ono samo, do tego w takiej formie i warunkach, jakie są nam dane. Oczywiście, że lepiej być zdrowym i bogatym .... smile
            • eydur8791 Re: stępienie afektu 08.11.12, 22:06
              Po dokonaniu wyboru, że chce mi się żyć, i że jednak będę żył, który został dokonany w ciężkiej depresji, gdy przyłożyłem sobie nóż do nadgarstka, albo gdy wyjmowałem opakowania leków, gdy myślałem czy by nie wpaść pod pociąg, stwierdzam, że życie ma sens samo w sobie i nic mu więcej nie potrzeba/
              Inna sprawa, że czasem się tego sensu nie odczuwa, a życie wydaje się totalnie puste.
              • avi_co Re: stępienie afektu 08.11.12, 22:19
                eydur8791 napisał:

                > stwierdzam
                > , że życie ma sens samo w sobie i nic mu więcej nie potrzeba/
                Dokładnie taksmile

                > Inna sprawa, że czasem się tego sensu nie odczuwa, a życie wydaje się totalnie
                > puste.
                Może to zabrzmi głupio, ale słów: życie jest sensem samo w sobie, wyuczyłam się na pamięć. Wiadomo, jak ona funkcjonuje w głębokiej depresjiwink Na co dzień wspieram się nimi i podpieramsmile
                • dr.zabba Re: stępienie afektu 09.11.12, 08:21
                  Kochani, NIE JEST moją intencją SIĘ CZEPIAĆ.
                  Dyskusja, która tu powstaje, jest dla mnie głęboko wartościowa i, jeśli będzie trwać, będzie to dla mnie cenne.
                  Podzielę się spostrzeżeniem:

                  > Może to zabrzmi głupio, ale słów: życie jest sensem samo w sobie, wyuczyłam się
                  > na pamięć. Wiadomo, jak ona funkcjonuje w głębokiej depresjiwink Na co dzień wsp
                  > ieram się nimi i podpieramsmile

                  Jeśli jest "sensem samo w sobie", to dlaczego musisz na co dzień wspierać się tymi słowami? Gdzie ten sens, którego nie ma i trzeba sobie tak usilnie przypominać, że powinien być?
                  • avi_co Re: stępienie afektu 09.11.12, 13:40
                    dr.zabba napisała:

                    > Jeśli jest "sensem samo w sobie", to dlaczego musisz na co dzień wspierać się t
                    > ymi słowami? Gdzie ten sens, którego nie ma i trzeba sobie tak usilnie przypomi
                    > nać, że powinien być?
                    Jestem z depresyjnych chadowców. Bywa, że zapominam o normalnym nastroju i muszę go w sobie wskrzesić. Czy potrzebowałabym tego, gdybym była zdrowa, nigdy się nie dowiem.
                    • eydur8791 Re: stępienie afektu 09.11.12, 15:54
                      W mojej prywatnej filozofii życie jest najwyższą wartością i wydaje mi się, że trzeba tą wartość odróżnić od całej "nadbudowy", czyli tego jak żyjemy i co się z naszym życiem dzieje. Ta "nadbudowa" czasem przysłania wartość i sens życia samego w sobie.
                      Życie jest dla mnie sensem życia. Doceniam to, że żyję i wszystko, co się z tym wiąże.
                      Żeby nie było też czasem mi się nie chce żyć i nie mówię tu nawet o wizji samobójstwa, po prostu czasem żyć się odechciewa.
                      • czubata Re: stępienie afektu 09.11.12, 19:55
                        Moim sensem życia jest świadomość nieżycia. Nieżycie utożsamiam z niebytem. Prędzej czy później pójdę w niebyt, nie potrafię sobie wyobrazić tego stanu, że mnie najzwyczajniej nie będzie. Nie będę istnieć. Nie chcę tego przyśpieszać bo mnie to przeraża, niebyt, bezczynność, niemożność dalszego doświadczania czegokolwiek. Dlatego pragnę się nachapać życia puki żyję.
                        Świadomość przemijania sprawiła że chcę żyć, i moje wymagania co do życia stały się mniej skomplikowane niż kiedyś. Dbam o to by nigdy więcej nie doprowadzić siebie do takiego stanu w którym znowu zapragnęłabym nie żyć, bo już wiem że to choroba. Ja jeszcze mam to szczęście że nie należę do chadowców częściej depresyjnych, ale kiedy miałam inny pogląd niż ten obecny, na życie i jego sens, byłam częściej skłonna do popadania w stan przygnębienia.
                        • dr.zabba Re: stępienie afektu 10.11.12, 18:32
                          Życie niesie w sobie obietnicę. Decydując się na samobójstwo, pozbawiamy się tej obietnicy, rezygnujemy z tego, co jeszcze może nas spotkać. Czasem trudno jest przerwać oglądanie filmu, nawet jeśli akurat jest nieciekawy, bo chce się wiedzieć, co będzie dalej.
                          • breaker03 Re: stępienie afektu 14.11.12, 23:29
                            Ten wątek był już przerabiany na niejednym forum. Trochę to słabe. Ja się trzymam przekonania o wyjątkowości naszej choroby. Od urodzenia byłem nadwrażliwy, widziałem więcej, czułem mocniej, tworzyłem... Mania jest przeklętym dobrodziejstwem, Depresja jest zabójstwem tworzenia...
                            • 39.a Re: stępienie afektu 16.11.12, 01:36
                              słabe? pewnie i tak. anhedonia to coś znanego dotkliwie w depresji, natomiast ten cholernie pociągający drugi biegun to wręcz paraorgazmiczne odczuwanie Życia, genialne uczucie.

                              ostatnio zmieniła mi się optyka: wybieram eutymię, używając nomenklatury mojego lekarza. równo, spokojnie, czarne dziury się zdarzają, ale szybko z nich wychodzę. jeśli jesteś na tyle twórczy jak myślisz, będziesz tworzył i w remisji. puszczam oko


                              ale....

                              pytam dziś bliskiej koleżanki: jak jesteś w kinie to też drżysz, podniecenie od stóp do głów, błgość, ogólna rozkosz? ona: niee... koleżanka jest zdrowa w sensie psychicznym.
                              • poetkam Re: stępienie afektu 16.11.12, 18:18
                                > ale....
                                >
                                > pytam dziś bliskiej koleżanki: jak jesteś w kinie to też drżysz, podniecenie od
                                > stóp do głów, błgość, ogólna rozkosz? ona: niee... koleżanka jest zdrowa w sen
                                > sie psychicznym.

                                A może to tak jest, że nie każdy chory jest nadwrażliwy, a zdrowy bywa wrażliwy...? Bo chory choremu nie równy, tak samo jak zdrowy zdrowemu... Tak sobie luźno rozmyślam...
                                Ogólnie - błogość, podniecenie, dreszcze, a nawet łzy odczuwam podczas słuchania muzyki, oglądania filmu, czytania książki etc. Ale.. rozmawiając z moją zdrową przyjaciółką usłyszałam, że miewa ona podobne do moich reakcje.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka