Dodaj do ulubionych

i znowu ja :(

22.11.04, 21:23
to skupienie na sobie jest najgorsze. mam wrażenie, że choroba zniknęłaby,
gdyby nie "ja i ja i ja".

ale nie o tym. mieliście coś takiego: do południa depresja, lęk, strach, potem
normalne funkcjonowanie? ja mam tak od ok. 10 dni. budzę się przerażony (na
ogół śpię z przerwami, choć zdarza mi się też ostatni kawałek przespać
"ciurkiem"). ledwo wstaję z tego przerażenia. potem jest tylko źle (nie
tragicznie) przez 3-5 godzin i przechodzi. przechodzi całkiem, zostaje tylko
zmęczenie.

napiszcie coś. przeczytałem całe to forum i polubiłem was. wiem, że mam
odstraszającego nicka.

pozdrawia m.
Obserwuj wątek
    • awanturka Re: i znowu ja :( 22.11.04, 23:51
      To znowu ja - awanturka

      To co opisujesz jest bardzo typowe dla depresji endogennej i jest jednym z ważnych objawów po których sie poznaje czy depresja jest endogenna czy nerwicowa (w nerwicowej nie nastepuje zależność samopoczucia od pory dnia).

      Rano lęk, napiecie, czarne myśli a potem emocje sie wyciszaja, nastrój staje się jakby "jasniejszy" i funkcjonuje się normalnie.

      Gdy depresja jest bardzo nasilona nie ma tej popołudniowo- wieczornej poprawy. Z kolei jak wychodzi się z głębokiej depresji ta popołudniowo- wieczorna poprawa wystepuje w coraz wcześniejszych godzinach.

      Oczywiście i wsród ludzi z depresją endogenną zdarzaja się wyjątki, gdzie ten obraz jest inny.

      Najwyraźniej nie należysz do wyjątków wink


      Zaintrygowało mnie to co napisałeś
      > to skupienie na sobie jest najgorsze. mam wrażenie, że choroba zniknęłaby,
      > gdyby nie "ja i ja i ja"<

      Jest to dość ogólnikowe, ale gdybys rozwinął temat to może bym miała coś Ci w tej kwestii do powiedzenia (napisania, raczej). Na razie nic nie napisze bo nie wien czy dobrze rozumiem to co napisałeś a nie chciłabym "strzelać w ślepo".

      awanturka
      • 3s7374 Re: i znowu ja :( 23.11.04, 10:21
        hmm, czy ja wiem, czy to jest takie typowe: sama różnica w nastroju między
        porankiem a popołudniem, tak. ale u mnie jest niesamowita amplituda. od 13-14
        nie czuję nic, jestem kompletnie zdrowy, a rano czuję się gorzej niż
        kiedykolwiek. miałem mniej "nasiloną" depresję, a jednak utrzymującą się cały dzień.

        na pocieszenie dodam, że dziś lęk był słaby, śladowy i właściwie już przeszedł.

        co do skupienia na sobie, to jest dość oczywiste, że depresja jest w dużej
        mierze chorobą naszej świadomości (w końcu jak się ją diagnozuje, to lekarz się
        pyta "jak się pan/pani czuje?". chwila, w której nie myśli się o sobie, nie
        odczuwa się siebie, jest momentem, w którym depresji właściwie nie ma. zdaję
        sobie sprawę, że to co piszę jest "tricky". ale też mam wrażenie, że jednym z
        podstępnych objawów chorób afektywnych jest nakierowanie świadomości na samego
        siebie, co powoduje powstawanie rozmaitych błędnych kół, samopogrążania się i
        samonapędzania. i teraz zaczynam się zastanawiać, czy to wpatrywanie się w
        siebie, ta ciągła samoobserwacje, ciągłe autoanaliza: "teraz czuję się lepiej",
        "teraz czuję się gorzej", nie jest czymś negatywnie wpływającym na
        funkcjonowanie w tej chorobie. czy nie lepiej próbować (wiem, że to trudne)
        wyłączać się jak najbardziej.

        pozdrawia m.
        • jagoda16 Re: a propos pracy i innych strategii 23.11.04, 19:28
          Witaj,
          choc nie zabieram ostatnio glosu, to czytam wszystko co piszesz. We wszystkim
          podpisuje sie pod tym co napisala Ci Awanturka.
          Co do skupienia na sobie: tak ja tez to dokladnie tak odczuwam. Od 14 - tu
          miesiecy ( sad(()jestem w dosc poteznym dole, (choc ostatnio jakby lepiej) i
          nie ma dnia, niestety niemal godziny, zebym nie myslala o tym jak sie czuje. To
          okropne i troche jak jakas fiksacja. Ale to niestety tak jest jakbys chodzil z
          gwozdziem w bucie to tez nie moglbys o tym nie myslec i tego nie czuc. I chyba
          nie nalezy miec z tego powodu poczucia winy. To jakby jeden z objawow choroby.
          Choc ja czasami probuje to oszukac, udawac, ze w depresji zyje jakbym jej nie
          miala. Miedzy innymi dlatego ciagle pracuje, przynajmniej robie cos
          pozytecznego lepiej lub gorzej zależnie jak jestem w stanie i ... zarabiam
          pieniążki. I w pracy dosc czesto zdarza mi sie zapomniec o sobie - to jak
          wybawienie, nie czuc przez chwile objawow depresyjnych - i wtedy one slabną.
          Zdaje sobie sprawe ze pracuje ponizej mojego potencjalu, ale i tak nie jest
          najgorzej w porownaniu z innymi zdrowymi wink)); tylko jak jestem juz w totalnej
          malignie to wydaje mi sie, ze wszyscy to widza jaka jestem okropna i
          beznadziejna i zaraz sie mnie pozbedą. Ale jednak chyba nie widza, nie
          dostrzegaja tez jak ciezki bywa chwilami moj stan.

          Tak to bardzo mądre, ze już w tej chwili myślisz czy i jak powinienes
          modyfikować swoje plany zyciowe i aktywnosci. Ja do tego dochodzilam w bolach
          przez kilkanascie lat. Co nie znaczy ze Ty bedziesz musial jakos szczegolnie
          modyfikowac swoje plany, wszystko zalezy od przebiegu choroby. Coz trzeba s t a
          r a c sie zyc pelnia zycia tylko "uważajac na siebie" i delikatnie sie ze soba
          obchodzac.
          Generalnie jesli chodzi o prace moim zdaniem :
          - trzeba dążyć to pracy niestresujacej ( o ile to w ogole jest możliwe, ja może
          nie jestem najlepszym przykladem bo pracuje akurat w takim miejscu, gdzie
          zawrotne tempo jest czyms normalnym - ale probuje zyc z tym w ten sposob ze
          wykorzystuje to tempo do tego by nie koncentrowac sie na swoich
          dolegliwosciach - ale jest to mozliwe tylko do pewnego poziomu depresji i
          jednoczesnie nie dac sie zwariowac tym ze wszyscy chca czegos na raz.

          - w pracy kontakt z ludzmi powinien jednak koniecznie byc tzn. mysle ,ze
          niedobrze byloby pracowac samemu w domu, przy obnizonym nastroju latwo pograzyc
          sie jeszcze bardziej, nic nie mobilizuje, nikt nie widzi , nikt nie zagada, nie
          doceni, pogrązasz sie w wir depresyjnych mysli i klapa.
          - kontakt z ludzmi jednak bez przesady - tzn. w pewnych zawodach bym nie dala
          rady, tzn tam gdzie wazny czy decydujacy jest dobry kontakt emocjonalny,
          poczucie humoru np. nauczyciel, lekarz, pielegniarka, aktor w depresji byloby
          bardzo trudno markowac. Tu wspolczuje Awanturce, ale ja wierze ,ze ona jest
          WYJATKOWA . ( A propos Awanturko,, nie moglabys sie przekwalifikowac na prace w
          bibliotece szkolnej? )
          - ja bazuje glownie na swoim potencjale intelektualnym, ktory na szczescie nie
          siada mi tak bardzo mimo dlugotrwalej i chwilami dosc ciezkiej depresji. Choc
          oczywiscie mam problemy ze skupieniem sie, podejmowaniem decyzji
          - praca jednak bez zbyt duzej odpowiedzialnosci i koniecznosci podejmowania
          decyzji o znaczeniu dla zycia czy jakis strategicznych , finansowych, tam gdzie
          jeden blad moze oznaczac katastrofe.

          Tak w ogole to wlasnie duzo rozmyslam nad strategiami przetrwania, wytrwania,
          zycia z ta choroba. No bo na jej pozbycie sie calkiem nie mam nadziei. Wiec jak
          zyc z tym co jest nam dane, zeby jak najmniej cierpiec i jak najpelniej przezyc
          to zycie, jak najmniej je sobie komplikowac.

          pozdrawiam serdecznie

          • 3s7374 Re: a propos pracy i innych strategii 23.11.04, 21:53
            Cześć,

            nie mam poczucia winy. tylko po prostu głośno myślę. i też dostrzegam to, co
            piszesz: "Ale jednak chyba nie widza, nie dostrzegaja tez jak ciezki bywa
            chwilami moj stan"... a może on nie jest aż taki ciężki? funkcjonuje się wielkim
            kosztem, ale się funkcjonuje. to tak, jak iść na obiad do restauracji i myśleć
            cały czas o rachunku. tak się staram przestawić myślenie, myśleć o depresji jak
            o chorobie somatycznej. ok, nie zaprzeczę, że źle się czuję. ale jak mam grypę
            też się źle czuję i nie myślę cały czas o tym, że mam grypę, nie analizuje bez
            przerwy... wiem, że to wszystko trudne i nie chcę przez to powiedzieć, że mi się
            udaje. staram się. poza tym innym jest gorzej.

            druga kwestia to praca. heh, w momencie, gdy mnie dopadła depresja, zarabiałem
            dużo powyżej średniej krajowej. kilka razy więcej. to były czasy wink No, ale w
            sumie to nie przez depresję pracę straciłem.

            niestety, teraz pracuję w domu, prowadzę własną firmę. i to nie jest dobre.
            gdyby jeszcze dobrze szło, to może. ale na razie nie idzie dobre, a mi brakuje
            tej agresji, zawziętości, wytrwałości, która jest potrzebna. no i jestem cały
            dzień sam. wstać, usiąść do komputera (ze strachem ostatnio), pozałatwiać
            sprawy, poodpisywać na maile. zmobilizować się, żeby zjeść. ciężko jest. ale z
            drugiej strony nie wyobrażam już sobie chodzenia do pracy. świruję od tego. to
            chyba zresztą już kwestia moich osobistych uwarunkowań.

            ja akurat zauważyłem niestety duży spadek potencjału intelektualnego, ale może
            inaczej go rozumiemy. w każdym razie kreatywność w depresji spada, spada również
            dokładność. dziś np. niewiele mogłem zrobić. na szczeście nie pracuję sam i
            jakoś tak dzielę się pracą w zależności od nastroju. na ogół, jak jest b. źle,
            to mogę sobie w ogole olać dzień pracy. choćby dlatego nie myślę o etacie.

            masz 100% racji z kontaktem z ludźmi, chociaż wcale nie wiem, czy praca taką jak
            ma awanturka, bez możliwości wycofania się (bo spotkanie można odwołać, lekcji
            nie), nie mobilizuje do walki. tak czy owak, walczę jeszcze. już wiem, że
            niektórych rzeczy nie osiągnę w życiu, ale osiągnę inne.

            również serdecznie pozdrawiam
          • awanturka Re: a propos pracy i innych strategii 23.11.04, 22:09
            jagoda16 napisała:

            > Witaj,
            > choc nie zabieram ostatnio glosu, to czytam wszystko co piszesz. We wszystkim
            > podpisuje sie pod tym co napisala Ci Awanturka.
            > Co do skupienia na sobie: tak ja tez to dokladnie tak odczuwam. Od 14 - tu
            > miesiecy ( sad(()jestem w dosc poteznym dole, (choc ostatnio jakby lepiej) i
            > nie ma dnia, niestety niemal godziny, zebym nie myslala o tym jak sie czuje. To
            >
            > okropne i troche jak jakas fiksacja. Ale to niestety tak jest jakbys chodzil z
            > gwozdziem w bucie to tez nie moglbys o tym nie myslec i tego nie czuc. I chyba
            > nie nalezy miec z tego powodu poczucia winy. To jakby jeden z objawow choroby.
            > Choc ja czasami probuje to oszukac, udawac, ze w depresji zyje jakbym jej nie
            > miala. Miedzy innymi dlatego ciagle pracuje, przynajmniej robie cos
            > pozytecznego lepiej lub gorzej zależnie jak jestem w stanie i ... zarabiam
            > pieniążki. I w pracy dosc czesto zdarza mi sie zapomniec o sobie - to jak
            > wybawienie, nie czuc przez chwile objawow depresyjnych - i wtedy one slabną.
            > Zdaje sobie sprawe ze pracuje ponizej mojego potencjalu, ale i tak nie jest
            > najgorzej w porownaniu z innymi zdrowymi wink)); tylko jak jestem juz w totalnej
            >
            > malignie to wydaje mi sie, ze wszyscy to widza jaka jestem okropna i
            > beznadziejna i zaraz sie mnie pozbedą. Ale jednak chyba nie widza, nie
            > dostrzegaja tez jak ciezki bywa chwilami moj stan.
            >
            > Tak to bardzo mądre, ze już w tej chwili myślisz czy i jak powinienes
            > modyfikować swoje plany zyciowe i aktywnosci. Ja do tego dochodzilam w bolach
            > przez kilkanascie lat. Co nie znaczy ze Ty bedziesz musial jakos szczegolnie
            > modyfikowac swoje plany, wszystko zalezy od przebiegu choroby. Coz trzeba s t a
            >
            > r a c sie zyc pelnia zycia tylko "uważajac na siebie" i delikatnie sie ze soba
            >
            > obchodzac.
            > Generalnie jesli chodzi o prace moim zdaniem :
            > - trzeba dążyć to pracy niestresujacej ( o ile to w ogole jest możliwe, ja może
            >
            > nie jestem najlepszym przykladem bo pracuje akurat w takim miejscu, gdzie
            > zawrotne tempo jest czyms normalnym - ale probuje zyc z tym w ten sposob ze
            > wykorzystuje to tempo do tego by nie koncentrowac sie na swoich
            > dolegliwosciach - ale jest to mozliwe tylko do pewnego poziomu depresji i
            > jednoczesnie nie dac sie zwariowac tym ze wszyscy chca czegos na raz.
            >
            > - w pracy kontakt z ludzmi powinien jednak koniecznie byc tzn. mysle ,ze
            > niedobrze byloby pracowac samemu w domu, przy obnizonym nastroju latwo pograzyc
            >
            > sie jeszcze bardziej, nic nie mobilizuje, nikt nie widzi , nikt nie zagada, nie
            >
            > doceni, pogrązasz sie w wir depresyjnych mysli i klapa.
            > - kontakt z ludzmi jednak bez przesady - tzn. w pewnych zawodach bym nie dala
            > rady, tzn tam gdzie wazny czy decydujacy jest dobry kontakt emocjonalny,
            > poczucie humoru np. nauczyciel, lekarz, pielegniarka, aktor w depresji byloby
            > bardzo trudno markowac. Tu wspolczuje Awanturce, ale ja wierze ,ze ona jest
            > WYJATKOWA . ( A propos Awanturko,, nie moglabys sie przekwalifikowac na prace w
            >
            > bibliotece szkolnej? )
            > - ja bazuje glownie na swoim potencjale intelektualnym, ktory na szczescie nie
            > siada mi tak bardzo mimo dlugotrwalej i chwilami dosc ciezkiej depresji. Choc
            > oczywiscie mam problemy ze skupieniem sie, podejmowaniem decyzji
            > - praca jednak bez zbyt duzej odpowiedzialnosci i koniecznosci podejmowania
            > decyzji o znaczeniu dla zycia czy jakis strategicznych , finansowych, tam gdzie
            >
            > jeden blad moze oznaczac katastrofe.
            >
            > Tak w ogole to wlasnie duzo rozmyslam nad strategiami przetrwania, wytrwania,
            > zycia z ta choroba. No bo na jej pozbycie sie calkiem nie mam nadziei. Wiec jak
            >
            > zyc z tym co jest nam dane, zeby jak najmniej cierpiec i jak najpelniej przezyc
            >
            > to zycie, jak najmniej je sobie komplikowac.
            >
            > pozdrawiam serdecznie
            >
            Ta z kolei musze się podpisać obiema rekami pod tym co napisała Jagoda.
            Też mi sie przez lata wydawało, że gdybym przestała się zajmować tym jak się czuję, lekcewazyc te niepokojące sygnały, które przesyła mi moja psychika to byłoby ze mną lepiej. Zresztą to samo sugerowało mi otoczenie (przestań zajmować sie tym jak się czujesz, zajmij się "na siłę" czymś innym!) a ja bardzo sie starałam tak żyć, jakby mi nic nie dolegało. Chwilami, przy lżejszych zaburzeniach ta taktyka się sprawdzała. Ale na dłuższą metę to okazało się zgubne. Teraz wiem, że tego nie da sie poprostu lekcewazyć, a walka z zajmowaniem się własnym samopoczuciem jest skazana z góry na niepowdzenie tak jak walka z mysleniem o gwoździu w bucie , jak o tym pisała Jagoda). Tego poprostu sie nie da zrobić!
            Teraz raczej staram się z tego analizowania moich stanów wyciągać wnioski i budowac na podstawie tych wniosków swoista strategię przetrwania.

            awanturka
            • 3s7374 Re: a propos pracy i innych strategii 23.11.04, 22:51
              > Teraz raczej staram się z tego analizowania moich stanów wyciągać wnioski i bud
              > owac na podstawie tych wniosków swoista strategię przetrwania.

              może i masz rację.

              m.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka