Przejrzałam inne "chore" fora - mają wątek o
mate. To czas na nas.
To wyszuszone i zmielone liście ostrokrzewu paragwajskiego. Pije się
takie listki zalane wodą o temp. 75-80 st., można spróbować i wrzątkiem,
gorzkie jak diabli, wylałam. Używa się
matero: tykwy albo drewnianego kubka
z drzewa palo santo, albo zwykłego porcelitowego kubka.
Sączy się mate przez
bombillę, rurkę z nacięciami - taka jest moja własna
albo z łyżeczką z dziurkami na końcu. Są też rureczki bambusowe, pewnie
mniej trwałe. Sypie się mate do matero nawet i 2/3 objętości - moje naczynko
ma 300 ml poj. Eksperymentuję powoli. Od 2 łyżeczek.
Nie zahartowałam swojej tykwy, odrobinę przecieka, chyba więc
to konieczność.
Działa antydepresyjnie i pobudza, ale w inny sposób niż kawa. Zawiera
mateinę.
Ważne dla mnie odkrycie, bo kawy piję dużo, wczoraj tylko jedna i brak
bólu głowu. I spałam jak dziecko, bez żadnego wybudzania się.
Odchudza - też dla mnie bardzo ważne. Blokuje łaknienie.
Tu opowiadania o "ich" mate dwojga podróżników:
www.beatapawlikowska.com/kitchen,list,0,0,4.html
www.cejrowski.com/rozmaitosci/index.php?p=yerba_mate
Jesli ktoś pije - poproszę o własne uwagi. Może ktoś czytał jakieś
badania mówiące o związku mate z ChAD...
[Inspiracją kiedyś tam była "Gra w klasy" Cortaza

]