Dodaj do ulubionych

Za trzy lata?

26.10.04, 16:13
Tytuł wątku znaczenie ma podwójne. Pierwsze, że mój mąż oznajmił w sobotę, że
za trzy lata to chciałby już poważnie pomyśleć o dziecku. Negocjacje w toku.

Drugie to taki syndrom widoczny u części moich koleżanek, które odkąd
pamiętam planują dziecko za trzy lata. Trzy lata już zdążyły minąć ze dwa
razy od pierwszej deklaracji, a one ciągle za trzy lata...
I tak się zastanawiam, czy to jest taki wykręt na odwal się (rodzina i
znajomi łatwiej łykną "za trzy lata" niż "nigdy"), czy też w miarę upływania
czasu wciąż i wciąż czują, że to jeszcze nie teraz, że jeszcze nie są gotowe,
że jeszcze za mało zarabiają etc. A może faktycznie dobry moment nigdy nie
nadchodzi? Komu się udało takie zaplanowanie "za trzy lata"?
Obserwuj wątek
    • izabellas Re: Za trzy lata? 27.10.04, 12:13
      Po wielu dyskusjach u mnie oststnio stanęło na tym, że za 3-4 lata wrócimy do
      tematu i wtedy się zastanowimy smile
      Pozdrówka
    • lilith76 Re: Za trzy lata? 04.11.04, 16:15
      forum przeglądam co kilka tygodni i lubię dzieci (dawkowane w rozsądnych
      dawkach), ale dorzucę coś od siebie.

      ja akurat bardzo bym chciała mieć dziecko, głodnieję na widok rozkosznych
      bobasków i wiem, że kiedyś będe je mieć. tylko kiedy? tu następuje drobny
      problem. gdyby mój facet (posiadający dwoje z poprzedniego związku i generalnie
      biorący pod uwagę kolejne tylko ze względu na moje marudzenie) nagle
      powiedział "róbmy dziecko!" zakrzyknęłabym "hola!". a co z milutkimi, cichymi
      wieczorami przy lampce, herbatce i książce? co z pracą? co z wypadami na
      weekend w fajne miejsca w kraju i na kontynencie? co z imprezami do rana i do
      wieczora dnia kolejnego? wiem, dzieciak podrasta i jakoś można to wszystko
      zgrać do kupy. ale najgorszy jest ten moment podjęcia świadomej decyzji,
      więc "za trzy lata się o tym pomyśli". ale za trzy lata sytuacja jest podobna.
      jestem po negocjacjach i dziecko będzie za jakieś 4-5 lat. tylko, że mam
      wrażenie, że wtedy zamiast przystąpić do płodzenia (niektóre kobiety zajście w
      ciażę traktują jak kampanię wojenną: fiolik, badania, testy owulacyjne, macanie
      śluzu i seks wydzielony racjami), chyba po prostu poluzuję antykoncepcję i
      nastawię się na "wpadkę". coś mi się wydaje, że gdyby nie te "wpadki" nasza
      populacja już by wyginęła smile

      PS: jestem zaskoczona waszymi ognistymi wątkami i żalami. większość moich
      koleżanek nie ma dzieci i jakoś nie może się zdecydować na jakiekolwiek. to co
      wy opisujecie jest coraz powszechniejszym trendem. znam pary bezdzietne i
      jestem na tyle kulturalna, że się nie dopytuję - nie chcesz, czy nie możesz?
      jeśli ktoś nie chce mieć dzieci, niech ich nie posiada i już.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka