Temat, który chcę poruszyć, poruszałam już kiedyś tutaj:
forum.gazeta.pl/forum/w,210,95660035,95660035,Przyjazn_a_dziecko_.html
Teraz trafiłam na to forum i wydaje mi się ono odpowiedniejsze to takiej
dyskusji. Wszystko jak w wątku powyżej. Chciałam po prostu zapytać Was, jak Wy
radzicie sobie z dzieciatymi przyjaciółmi, na których Wam zależy? Czy da się
oddzielić choćby w jakimś nikłym stopniu przyjaźń od macierzyństwa drugiej osoby?
Jak powiedzieć przyjaciółce, że tak naprawdę chciałabym czasem spotkać się z
nią "bez dziecka", bądź siedząc u niej móc choćby chwilę porozmawiać
"normalnie", a nie być wiecznie "wkręcaną" w zabawy z dzieckiem?
Najpierw myślałam, że przecież nic się nie zmieni, gdy Kaśka urodzi. Życie
jednak zweryfikowało to dość szybko.
Czy to takie dziwne, że chciałabym raz na jakiś czas spotkać się na kawie w
mieście bez dziecka, a jeśli "z", to nie lądować po 3 minutach na placu zabaw,
gdzie K. z Małą biega po tych wszystkich drabinkach, a ja czuje się jak
"pilnowacz" siedząc na ławce pod placem z wszystkimi torbami, butami, etc?
Jest mi z tym wszystkim coraz gorzej, do tego stopnia, że zaczynam się
wkurwiać nawet z tego powodu, że K. już chyba całkiem przestała zwracac sie do
mnie normalnie po imieniu, zamiast tego ciągle tytułując mnie "ciocią". Ciągle
mnie coś drażni!
Jak patrzą na to matki, które - jak sądzę - zaglądają tu dość często? A jak
osoby w sytuacji podobnej do mnie?
Pozdrawiam

Mar.