Jestem tu pierwszy raz bo nigdy nie myślałam, że będę w takiej
sytuacji. Rodziłam w Gdańsku na Zaspie, gdzie wieziono mnie karetką
po 3 tyg. próbie podtrzymania ciąży w mojej miejscowości- 160 km od
Trójmiasta( szkoda słów na to co działo się przez te 3 tyg.jeżeli
chodzi o opiekę med.)
No i stało się...30 kwietnia urodziłam przez cc. synka w ostatnim
dniu 25 tyg.ciąży 750g.wagi i nie mogę sobie z tym poradzić...Błażej
ma już przeszło miesiąc, jest ślicznym, walecznym chłopcem, bardzo
Go kocham, ale coraz bardziej przytłacza mnie ta cała sytuacja. Mały
ma wylewy III stopnia które powoli się wchłaniają, poza tym od razu
załapał zapalenie płuc, ma dysplazję oskrzelową i ciągle jest pod
respiratorem, miał robioną wenesekcję, bo żyłki pękały mu od
wenflonów, 3 razy podawaną krew, ale na tą chwilę najgorsze jest to,
że od samego początku ma problemy z trawieniem.Dzień - dwa trawi a
potem stop, wzdęty brzuch, trudności z wypróżnianiem i kilkudniowa
głodówka. I tak w kółko.Przez cały ten czas waga ciągle oscyluje
wogół tej urodzeniowej

Już myślałam, że będzie dobrze, bo zaczął
po długiej głodówce na nowo trawić, lekarze byli dobrej myśli a tu
znowu niepowodzenie.Pokarm zalega w jelitach - od 2 dni ma podawane
wlewki w celu opróżnienia jelit. Lekarze straszą interwencja
chirurgiczną bo prawdopodobnie Mały ma martwicze zapalenie jelit i
jeżeli pojawi się perforacja to będzie nieciekawie. Jestem ciekawa
czy któraś z Was była ze swoja pociechą w takiej sytuacji???