Dodaj do ulubionych

Dzisiaj...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.07, 22:59
... był pierwszy raz z innym instruktorem, o czym nie omieszkam wam
opowiedzieć.
W zasadzie mimochodem i całkiem okazjonalnie, więc tylko
kilkanaście minut. Instruktor należał do typu specyficznych, nie tak
też wyobrażałam sobie świadomy wybór, mający paść na sztywniaka.
Wyszło jednak na to, że pierwszą jazdę odbyłam z człowiekiem
spotnanicznym, zwariowanym i kompletnie nieobliczalnym. Sposób jego
prowadzenia kursanta jest bardzo nerwowy i gwałtowny - nie to, żeby
krzyczał, o nie, po prostu jest go wszędzie pełno, mocno
gestykuluje, wykonuje wiele ruchów, zupełnie nie przystaje do
schematu mojego statycznego, stoicko spokojnego instruktora
macierzystego. Polecenia wydaje równie barwnie i różnorodnie, co
mnie osobiście dekoncentruje i skupia na odczytywaniu sensów,
zamiast na jeździe. Nie jest to żadnym kategoryzowaniem, stwierdzam
róznicę - gdybym to z nim zaczęła, mój instruktor wydawałby się
zupełnie niewidoczny, przezroczysty, podejrzewam. Autko... autko
było bardzo lekkie, wbrew opiniom mojego instruktora na jego temat,
raczej bezbarwne, nie wyróżniało się jakimś szczególnym
dyskomfortem, ani też komfortem, łatwo brało, szybko reagowało, ot i
tyle. Lekko się prowadziło, po spotkaniu z autkiem innej marki
doszłam do wniosku, że Corsy reagują podobnie, różnią się oczywiście
niuansami, nie licząc mojej odszczepieńczej Corsy, w której wszystko
chodziło trochę inaczej, niż w innych, patrząc całościowo. Sama
jazda? Kompletny brak newralgizmu spowodowany glanami, jedak autko w
zasadzie wyczułam i dobrze mi się nim jechało, nie mam pojęcia, czy
instruktor trzymał mi sprzęgło, z racji w/w przyczyny. Nie obeszło
się bez rozbieżności w sposobach nauczania, zakończonych polemiką.
Żadnych uwag odnośnie do pozycji za kierownicą. Instruktor zwraca
szczególną uwagę na podejście do sygnalizacji - na przewidywanie
zmiany cyklu na podstawie świateł przejścia dla pieszych podczas
samej jazdy, nie podczas zatrzymania na światłach - duży plus dla
instruktora, mój pozostawiał tę kwestię w domyśle między 'myśleniem
dwa kroki naprzód', a samym systemem obserwacji podczas zatrzymania.
Rozbieżność, co do czasu właczenia kierunkowskazu, nie mogliśmy się
dogadać, w rezultacie nie zaważyło to na obupólnej ocenie. Do
wniosków zaliczam fakt, że za szybko wrzucam dwójkę, oraz
nieeleganckie pokonywanie zakrętów - mój instruktor nie zwracał mi
uwagi na kanciastość pokonywania łuczków, zwrócił mi za to uwagę
egzaminator (pikuję pod kątem prostym). Zwrócił też uwagę na lekkie
przytrzymywanie przeze mnie sprzęgła: "NOGA Z BOKU!" - znów plus.
Minus: kręcenie za mnie kierownicą podczas wycofywania i na zakręcie
(żeby mi pokazać, jak to powinno wyglądać), w zasadzie sam mi
powiedział, kiedy mamy wyjechać z podporządkowanej i kiedy zmienić
pas ruchu, a takie robienie za mnie mi się nie podoba, mój od dawna
nic za mnie niee robił, a zwłaszcza nie kręcił kierownicą. Nauczyłam
się dwóch nowych rzeczy: wjeżdżając na wysoki krawężnik, wrzucam
jedynkę (ogólnie jedynka służy do ruszania, jednak przy krawężnikach
jest ko0nieczna, no i trzeba puścć sprzęgło, logiczne w sumie).
Drugą rzeczą było operowanie biegami w oparciu o obrotomierz, czego
mój instruktor nie stosował. Instruktor nie wie: ile godzin jazdy
(tych za mną) by mi dał, ile jeszcze zalecił, czy mam szansę na
zdanie egzaminu, ponieważ czas jazdy był krótki, a trasa mało
zróżnicowana. Skonstatował jednak, że jeżdżę przede wszystkim
ostrożnie, i... w zasadzie zasugerował, że dobrze. Ale tę
interpretację należy podzielić prez dwa, skoro brał za mnie zakręt.
A, mówił jeszcze, że lusterko należy ustawić tak, żeby było widać
kawałek krawężnika, sprzecznie z moim instruktorem, który
utrzymywał, że ważny jest kawałek boku autka, no ale to się w
zasadzie nie wylkucza, jest doprecyzowaniem. Chyba wszystko.
Wątek w zasadzie do olania, chyba, że ktoś ma jakieś konstruktywne
konkluzje - chętnie wysłucham:).
Pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • no-comments Re: Dzisiaj... 08.09.07, 16:21
      Kurde - nie mam czasu teraz odpowiedzieć, ale podbijam do gróy, co by mi gdzieś
      wątek nie zniknął, a odpowiedź żeby byłą dogłębna i odpowiednia.

      Tylko jedno pytanie - po zrobieniu zestawienia plusów i minusów.... co
      przeważyło?? Na plus czy minus?? Pytam Cię o Twoją subiektywną ocenę (a
      jednocześcnie żeby była obiektywna - bez porónywania do tego jednego), jak czujesz??

      Wrócę jutro:)

      P.S. co do zakrętów.... ja też pikowałam prostopadło (pierwszy tego nei
      cierpiał;), chcąc się tego oduczyć - pikowałam ale w krawężniki (to się nie
      podobało drugiemu, mnie zresztą też nie;), teraz pikuje na przemian acz częsciej
      prostopadle (to tak dla pocieszenia;)
      • linia.frontu Re: Dzisiaj... 09.09.07, 14:40
        no-comments napisała:

        > Tylko jedno pytanie - po zrobieniu zestawienia plusów i
        minusów.... co przeważyło?? Na plus czy minus?? Pytam Cię o Twoją
        subiektywną ocenę (a jednocześcnie żeby była obiektywna - bez
        porónywania do tego jednego), jak czujesz??


        No nieee, nie przystanę na to, żeby ktoś machał za mnie kierownicą i
        za każdym razem mówił, kiedy zmienić pas ruchu, kiedy wyjechać... to
        nie moja pierwsza kurde godzina jazd - tym sposobem pan instruktor
        uniknął dalszej możliwości uczenia mnie, spryciarz:). Jednocześnie
        mogłam docenić stawianie na samodzielność mojego instruktora.
        Czuję, że to jeszcze nie ten facet:). I czuję, że ja sobie kurde
        wcale nieźle radzę za tym kólkiem (tylko cicho sza! Mój by zaraz
        strącił mnie z piedestału złudzeń:).

        > Wrócę jutro:)

        Wraaaaaaaaaacaj:)

        > P.S. co do zakrętów....

        No ale mi nikt nie zwracał na to uwagi!!! :(
    • no-comments Re: Dzisiaj... 09.09.07, 16:22
      Zacznę od tego, że jestem z Ciebie dumna, że szukasz nowego instrutkora i nie
      zrażasz się pozątkowymi niepowodzeniami w ewentualnym poszukiwaniu tego prawie
      idealnego;)

      Pierwsza rzecz, która mi się nasunęła - ja sobie nie wyobrażam jazdy z kimś
      nerwowym i gwałownym, ale są tacy kursanci, którym to odpowiada. Myślę, że dla
      Ciebie nie jest on najlepszym rozwiązaniem, też sobie jakoś nie wyobrażam, że z
      kimś takim jeździsz, aczkolwiek gdyby był dobry.... to można by zacisnąć zęby i
      jakoś to znieść. Poza tym taki instrutkor ma jeszcze jedną zaletę - przywyczaja
      Cię do nieprzewidzianych reakcji, przez co na egzaminie nawet krzyk egzaminatora
      nie zrobi na Tobie większego wrażenia niż bzyczenie upierdliwej muchy. Tak więc
      pod tym względem decyzja należy do Ciebie.

      Jeżeli uczy Cię obserwacji drogi podczas samej jazdy - to bardzo dobrze, pod tym
      wzgledem u mnie też ma plusa, to samo z trzymaniem nogi obok sprzęgła i
      pokonywania zakrętów. Natomiast nie bardzo mogę zrozumieć, czemu nie
      sprzeciwiłaś się ustawicznemu myśleniu za Ciebie i podpowiadaniu, kiedy masz
      zmienić pas itd. Trzeba było powiedzieć, że chcesz sama decydować (wiem, że
      łatwo się mówi;) o tym, czy zmienić pas czy nie, kiedy to zrobić i jak itd.
      ciekawa bym była jego reakcją - gdyby zareagowałuniesioną zranioną dumą --> olać
      gościa i szukamy następnego, na leczenie ego instruktora nie masz już czasu;
      jeśli by to po prostu zaakceptował --> to bardzo dobrze, znaczy że dopasowuje
      się do kursanta i potrafi również uczyć samodzielności.

      Kwestii polemiki odnośnie kierunjkowskazów bym nie poruszała z nim więcej (nie
      wiem, o co chodziło dokładnie, ale dla dobra spokoju w aucie można się o to już
      więcej nie kłócić, jeśli bedziesz odpowiednio wczesnie i zawsze, kiedy wymaga
      sytuacja - wrzucac kierunkowskaz na egzaminie - to nie będzie problemu, a we
      włąsnym autku i tak będziesz robiłą, jak uważasz).

      Pozycji za kierownicą też bym sie nie czepiałą- ważane, żeby Cię nauczył
      jeździć, ja spotkałam się tylko z jednym instruktorem, który w ogóle zwrócił
      uwagę na pozyję, jak w aucie zajmuje i jako jedyny zwrócił mi uwagę na moją
      niepoprawną technikę prowadzenia kierownicy. Pierwsze dostosujesz sobie do
      własnych potrzeb w swoim własnym aucie - zaczniesz od początku uczyć się siadać
      dalej niżbliżej i po kłopocie - tak więc to, że nie zwrócił ci na to uwagi - nie
      dyskwalifikuje go ani trochę.

      Co do tego kręcenia kierownicą za Ciebie... ciężko mi się ustosunkować - jak
      często to robił - czy tylko raz jak chciał Ci pokazać, jak pokonać jakiś tam
      łuk?? Jeśli tak, to jeszcze pół biedy, moze to był przypadek odosobniony, moze
      generalnie tego nie robi. Ja osobiście jestem za takimi instruktorami, którzy
      stawiają na samodzielność kursanta (oczywiście w granicach), sama się wkurzałąm
      jadąc raz z instruktorem, któy najpierw mi mówił "zmień pas na lewy", a ja się
      próbowałam domyślać, cyz będę skręcać w lewo, czy moze skoończył się mój pas czy
      o co chodzi, a dopiero potem "skręcamy w lewo"..... nie SKRĘCAMY, a SKRĘCAm - to
      ja prowadzę, to ja decyduje - takie jest moje zdanie, zwłaszcza jeśli ma się za
      sobą tyle godzin jazd co Ty - myślę, że jeździsz na tyle dobrze, że nie treba
      Cię prowadzić za rękę.
      I kolejna rzecz, która mi się nie podoba - to, że nie potrafił dać Ci
      obiektywnej oceny Twojej jazdy - konkretnej odpowiedzi, czy jeździsz dobrze czy
      źle, co trzeba poprawić, na co zwrócić większą uwagę itd.

      Ogółem..... chyba bym poszukała jeszcze innego.... mniej nerwowego, bardziej
      wymagającego, stawiającego na samodzielność, bardziej konkretnego i teraz
      będziesz oamiętać, że nikt Ci nie broni pytać instruktora, czy czasem nie
      przytrzymuje sprzęgła, ani prosić że chcesz sama decydować na drodze. A
      rozbieżnościami pomiędzy róznym uczeniem róznych rzeczy się nie przejmuj -
      generalnie można się do tego przyzwyczaić, ja przyjęłam zasadę, że i tak
      wypracuje własne sposoby choćby na pokonywanie zakrętów ze sprzęgłem czy bez,
      albo na to jak wcześnie hamowac przed zakrętem, a że nawet najlepsi instruktorzy
      bedą się w pewnych kwestiach różnić...cóż, takie zycie, da sie to przegryźć.

      Szukaj dalej i czekam na następną relację:)

      > > P.S. co do zakrętów....

      > No ale mi nikt nie zwracał na to uwagi!!! :(

      Hmmmm ale Ty wiesz Linia, jak mnie mój pierwszy próbował tego oduczyć i z dwojga
      złego chyba wolałabyś pozostać w nieświadomości:/. Z drugiej strony jak
      próbowałam zwrócić na tę kwestię uwagę innego instruktora to też kompletnie nei
      widział w moim prostopadłym pikowaniu nic zdrożnego, pod warunkiem że mieściłąm
      sięw swoim pasie;)
      • annie.m1 Re: Dzisiaj... 10.09.07, 15:54
        linio frontu, Ty nadal walczysz o prawko?! Daaawno tu nie
        zaglądałam, ale widać wątki wciąż te same, a i podobne wnioski i
        spostrzeżenia... Odnosząc się do pierwszego biegu i wysokich
        krawężników chciałam tylko poradzić, że podobnie wrzucaj jedynkę
        przy okazji chęci zaparkowania prostopadłego, nie wiem, czy tak cię
        uczono, ale na wszelki wypadek o tym piszę. Przy wjeździe na parking
        na ogół zwalniamy do drugiego biegu, żeby najpierw wyszukać
        odpowiedniego miejsca, ale przy wykonywaniu manewru zawsze wrzucaj
        jedynkę, bo może być troszkę nierówno i pod górkę (tak jest na 2
        parkingach na Powstańców), z jedynki Ci nigdy nie zgaśnie i
        wjedziesz przede wszystkim powoli i ostrożnie, a na dwójce juz tak
        powoli sie nie da. To tyle. Życzę powodzenia!
        • linia.frontu Re: Dzisiaj... 10.09.07, 17:30
          annie.m1 napisała:

          > linio frontu, Ty nadal walczysz o prawko?!

          Trudno to nazwać walką, chyba raczej stagnacją. Bynajmniej nie
          walczę, w zasadzie nic nie robię z tym prawkiem. A z tym inj to było
          okazjonalnie tak:).

          > Daaawno tu nie zaglądałam, ale widać wątki wciąż te same, a i
          > podobne wnioski i spostrzeżenia...

          Monotematyczna jestem:)))
            • linia.frontu Re: Dzisiaj... 10.09.07, 21:24
              Gość portalu: liniofanka:) napisał(a):

              > hej linio:)
              > kiedy masz egzamin? ja ostatnio wymusilam na 4tym i musze zdawac
              > za niedlugo teorie bo mi stracila waznosc ;/
              > ale nie poddaje się:) Ty tez bądź dzielna! :)
              > pozdrawiam

              Nooo... ja to w zasadzie czekam, aż się zapiszę na ponowną teorię, z
              tych samych przyczyn, dla których Ty to czynisz:). No, przyznasz
              przynajmniej, że robię dobre wrażenie z tym "nie poddawaniem", ale
              teraz sesja, potem studia, to trochę szkoda czasu na głupoty,
              zwłaszcza, jeśli tyle się go zmarnowało... :)
      • Gość: mania_r zdane za pierwszym :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.07, 18:04
        no-comments -ciekawe opowiadanko:)
        jeśli chodzi o nerwowego instruktora to współczuje wszystkim.ja miałam bardzo
        fajnego instruktora..(swoją drogą miał cierpliwość:)) ale czasami jak odwaliłam
        byka to naprawde sie zdenerwował..uf..wtedy zaczynał wymachiwać łapami i
        tłumaczyć mi takim tonem że nie mogłam sie skupić..heh:)czasami dlatego ze jest
        naprawde przystojny i miał super perfumy;)
        a jeżeli chodzi o jazdę to było spoko..
        na pierwszych godzinach zdarzyło się kilka razy ze kręcił kierownicą za mnie ale
        spoko bo tylko pokazywał mi jak w danej sytuacji powinnam zrobić. nie powtarzało
        się...więc luz.
        ogólnie jestem zadowolona, a słabsze lub nerwowe dni ma przecież każdy. na
        pierwszej godz jazdy wyjechałam już na miasto pomimo że nigdy wcześniej nie
        jeździłam..(dwa razy wcześniej jechałam z bratem po polnych drogach po
        15min)bałam się strasznie ale najlepiej zawsze od razu na "głęboką wodę".
        raczej uczył mnie samodzielności. na początku trochę się bałam i byłam zła że
        mi nie podpowiada ,ale to w sumie to dobrze. i miałam dobrze z tym ze
        umawiałam się na takie godz jak chciałam, właściwie to w każdej godzinie jeździłam..
        umawiałam się np. od godz 7, w godz szczytu i wieczorami...przecież w każdych
        warunkach trzeba umieć jeździć.najgorszą i pełna stresu jazdę miałam przed
        wszystkimi świętymi .ale przynajmniej wiem jak się zachować podczas korków.
        ale kiedyś ciśnienie mu skoczyło...heh..wjechałam ze zbyt dużą prędkością na
        skrzyżowaniu w prawo.... (oczywiście nie zmieściłam sie w pasie)
        ale na koniec jeszcze się z tego śmiał.więc...luz ;)
        najgorzej było z parkowaniem, bo za każdym razem mi tłumaczył prostopadłe a ja i
        tak miałam z tym problemy. nie zapomnę pierwszych godz jazdy.
        życzę kursantom takiego instruktora jakiego miałam ja. trochę mi szkoda że już z
        nim nie jeżdżę...ALE TERAZ JUŻ ŚMIGAM SAMA :))
    • Gość: ola Pytanie do Linii... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.07, 13:07
      Linio, cóż się takiego stało, że zmieniłaś instruktora? Kawałek
      czasu nie zaglądałam na to forum, ale pamiętam, że kiedyś w jakimś
      wątku zarzekałaś się, że tego nie zrobisz, bo Twój jest dobry.
      Pytam, bo jestem po prostu ciekawa, ale jeśli to sprawa z gatunku
      tych "nie na forum" to zrozumiem jak nie odpowiesz. Pozdrawiam!
      • linia.frontu Re: Pytanie do Linii... 13.09.07, 19:04
        Gość portalu: ola napisał(a):

        > Linio, cóż się takiego stało, że zmieniłaś instruktora? Kawałek
        > czasu nie zaglądałam na to forum, ale pamiętam, że kiedyś w jakimś
        > wątku zarzekałaś się, że tego nie zrobisz, bo Twój jest dobry.
        > Pytam, bo jestem po prostu ciekawa, ale jeśli to sprawa z gatunku
        > tych "nie na forum" to zrozumiem jak nie odpowiesz. Pozdrawiam!

        Bardzo się na nim zawiodłam. W setkach wątków się zarzekałam, ale po
        3 podejściu uwalonym na łuku skonfrontowanym z jego tłumaczeniem,
        doszłam do wniosku, że jego metody są nieskuteczne. Zresztą jazda z
        nim od dawna nie była niczym ani przyjemnym, ani wartościowym,
        ograniczała się do wyładowywania na mnie flustracji spowodowanej
        faktem, że jest bezsilny, a co za tym idzie, bezużyteczny.
        Prywatnie oboje nie jesteśmy wobec siebie w porządku, zdaję sobię z
        tego sprawę, dlatego nie zwyzywam go od głupich dupków. Konfrontacja
        zachowania instruktora wobec kursantki z zachowaniem faceta wobec...
        no wobec:), również zaważyła na mojej decyzji.
        Pozdrawiam! :)))
        • Gość: ola Re: Pytanie do Linii... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.07, 12:27
          Wg mnie to słuszna decyzja, spojrzenie kogoś "świeżego" na Twoją
          jazdę może być niezwykle cenne. A poza tym to przecież nie byliście
          na siebie dożywotnio skazani! Więc powodzenia na egz życzę i
          satysfakcji z jazdy też (co wbrew pozorom jest bardzo ważne, a
          przynajmniej dla mnie było)
          • linia.frontu Re: Pytanie do Linii... 14.09.07, 15:21
            Gość portalu: ola napisał(a):

            > Wg mnie to słuszna decyzja, spojrzenie kogoś "świeżego" na Twoją
            > jazdę może być niezwykle cenne.

            Co racja, to racja:). Też potrzebuję świeżego spojrzenia na tę moją
            jazdę, może ktoś inny zwróci uwagę na inne rzeczy, zresztą, to też
            mnie nakręca, że poznam inne metody, inne sposoby nauczania.


            > A poza tym to przecież nie byliście na siebie dożywotnio skazani!
            > Więc powodzenia na egz życzę i satysfakcji z jazdy też (co wbrew
            > pozorom jest bardzo ważne, a przynajmniej dla mnie było)

            Ale ze mnie wredna, okropna zołza! A on dzisiaj był taki miły...
            wcale nie było tak okropnie, jak to przedstawiałam... tylko czasami
            naprawdę wydaje mi się, że było okropnie. Ale czasami jest przecież
            miły:).
              • linia.frontu Re: Pytanie do Linii... 14.09.07, 16:51
                Gość portalu: ola napisał(a):

                > To jednak bierzesz jazdy także u swojego "starego" instruktora,
                > tak???

                Nie, widujemy się teraz raczej poza autkiem szkoleniowym:).

                > A powiedziałaś mu o tym "nowym":)? Tak się zastanawiam, bo
                > myślę że ja bym chyba nie powiedziała. Chociaż...

                Co Ty! Po ostatniej kłótni, kiedy Pontus miał być w Wawie i ze mną
                pojeździć, to mu teraz nic nie mówię, dostałam bezwzględny zakaz:).
                A z tym "nowym" się znowu ustawiliśmy na trochę (też tak trochę poza
                kursem, jestem jego szoferem, coś w tym stylu:)), nie wiem jeszcze
                kiedy, ale mam zaklepane! I wiesz co? Cieszę się!!! :D
                Chociaż on jeździ najbardziej beznadziejną eLką... ale co tam :)))

                Też chciałam stawiać sprawę uczciwie i mówić mojemu o jazdach z
                innymi, ale się po prostu nie da - dla niego to zdrada stanu:))).
                • Gość: ola Re: Pytanie do Linii... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.07, 18:07
                  linia.frontu napisała:
                  > Też chciałam stawiać sprawę uczciwie i mówić mojemu o jazdach z
                  > innymi, ale się po prostu nie da - dla niego to zdrada stanu:))).

                  Dokładnie, też pomyślałam o słowie "zdrada", choć my kursanci mamy
                  pełne prawo do wyboru instruktora, bo w końcu za to płacimy (słono,
                  tak na marginesie)ale... Cóż, gdybym ja była instruktorem, to nie
                  byłoby dla mnie obojętne, że mój kursant jeździ z kimś innym. Bo to
                  by znaczyło, że ze mną jest jako instruktorem jest coś nie tak, że
                  nie potrafię go tego i tego nauczyć... Podsumowując - lepiej niech
                  sobie żyje w niewiedzy Twój old-instruktor, bo "czego oczy nie
                  widzą..." to sama wiesz... Kurde, na tematy prawkowe mnie dzisiaj
                  wzięło, chyba dlatego, że spotkałam na mieście moją ulubioną Lkę
                  kursową i tak sobie pomyślałam, że bym sobie jeszcze pojeździła...
                  Ech!
                  • linia.frontu Re: Pytanie do Linii... 14.09.07, 18:48
                    Gość portalu: ola napisał(a):

                    > Dokładnie, też pomyślałam o słowie "zdrada", choć my kursanci mamy
                    > pełne prawo do wyboru instruktora, bo w końcu za to płacimy
                    > (słono, tak na marginesie)ale...

                    No tak, no. "My - kursanci" tak :).


                    > Cóż, gdybym ja była instruktorem, to nie byłoby dla mnie obojętne,
                    > że mój kursant jeździ z kimś innym. Bo to by znaczyło, że ze mną
                    > jest jako instruktorem jest coś nie tak, że nie potrafię go tego i
                    > tego nauczyć...

                    Mój instruktor tak właśnie myśli... a nie ma nic gorszego, niż
                    obcowanie ze zdradzonym ego mojego instruktora najlepszego na
                    świecie:).

                    > Podsumowując - lepiej niech sobie żyje w niewiedzy Twój old-
                    > instruktor, bo "czego oczy nie widzą..." to sama wiesz...

                    On również wychodzi z takiego założenia.

                    > Kurde, na tematy prawkowe mnie dzisiaj wzięło, chyba dlatego, że
                    > spotkałam na mieście moją ulubioną Lkę kursową i tak sobie
                    > pomyślałam, że bym sobie jeszcze pojeździła... Ech!

                    Oh, ja teeeeż... :). Cholera, tęsknię za tymi 30ma godzinami:(...
                    • Gość: ola Re: Pytanie do Linii... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.07, 19:53
                      linia.frontu napisała:
                      > Oh, ja teeeeż... :). Cholera, tęsknię za tymi 30ma godzinami:(...

                      Tak..., tylko że ja mam już prawko parę miesięcy i nadal czasem
                      zaglądam na to forum! A gdy widzę Lkę na ulicy, to deczko
                      zazdroszczę kursantom:) Ale dla jasności, tylko deczko, bo nie
                      chciałabym przechodzić egzaminu jeszcze raz. A plasticzek jest
                      najważniejszym dokumentem w moim domu i traktuję go jak relikwię
                      jakąś:)
                      • Gość: wciąż teoretycznie Re: Pytanie do Linii... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.07, 08:24
                        Wczoraj pierwszy raz jeździlam Micrą, z kimś zupełnie obcym i ....
                        było beznadziejnie. To znaczy do samochodu w końcu się przekonałam
                        (każdy by się do Micry przekonał, bo w porównaniu z Oplem Corsą,
                        wiele w niej robić nie trzeba, ten samochód rozleniwia, ale kurcze
                        ja mam zdać egzamin, i czy Micra na "trójce" czy na "czwórce" wyrobi
                        się w każdym zakręcie, ja ma mieć "dwójkę" i już). No trudno wiem o
                        tym, moze jakoś dam radę. Instruktor był straszny, gadał przez CB ze
                        znajomymi, kręcił mi kierownicą, wrzucał biegi, coś strasznego,
                        uczył mnie nowego sposobu na łuk, z którym dałam sobie szybko
                        spokój, ćwicząc stary sposób (z Corsy) nowym samochodem. Za to gasł
                        mi ten samochód notorycznie coś tam miał ze stacyjką nie tak i
                        trzeba go było w dziwny sposób zapalać, nie umiałam sobie poradzić,
                        w końcu zamknęłam samochód i poszłam do gościa, który w kanciapie
                        gadał z kimś przez CB. Myślałam, że go zabiję. Nie usłyszałam nic na
                        temat łuku, czy dobrze, czy źle, czy porzucić czy wprowadzić
                        korekty. Usłyszałam tylko w trakcie jazdy, "Czemu zwalniasz?" Ja na
                        to "bo mam 50 km/h!" Koszmar, słowem koszmar. 2 godziny jazdy
                        podsumował w stylu, że powinnam sobie poradzić i jeszcze, że on mnie
                        nie uczy na egzamin tylko normalnej jazdy później. Skończyłma tą
                        jazdę z uczuciem, że jakie to ja miałam szczęście, że wcześniej
                        znalazłam sobie takiego wspaniałego instruktra i żeby już jak
                        najszybciej dostał ta Micrę, żebym mogła z Nim już jeździć i
                        szlifować, to z czym sobie do tej pory nie poradziłam, jak
                        najszybciej. Micra, po doświadczeniach z Corsą i Renault Megane,
                        daje wrażenie, że się siedzi w fotelu na środku drogi, i nie wiesz
                        czy masz mało czy dużo miejsca z każdej strony. Poza łukiem żadnych
                        innym manewrów nie robiłam, widzę że jest zwrotna, ale jak będzie z
                        parkowaniem to nie wiem. Tyle, że żałowałam że się umówiłam na
                        egzamin Micrą (zamiast poczekać nie wiadomo ile na Corsę), ale po
                        tych 2 godzinach jeżdżenia nie żałuję, dam sobie z nią radę,
                        wdzięczny samochód i rzeczywiście te zakręty na "trójce" przy
                        dłuższej jeździe mogą się przydać. Ale instruktor - porażka!
    • linia.frontu Re: Dzisiaj... 20.11.07, 13:31
      Czyniłam przeróżne zabiegi w celu wybadania metod
      działania "chłopaków". No i wybadałam. Jedyną osobą rzetelnie
      przykładającą się do nauki jazdy, uczącą na wyczucie, rzeczową i,
      jak to ktoś określił, zasadniczą, a mimo to sympatyczną, i nie
      wyładowywującą na kursancie swoich flustracji jest
      JeszczeInnyInstruktor. Więc z nim chciałam obcykać manewry,
      zwłaszcza łuk, a z Moim miasto, bo Mój jest dobry na mieście, poza
      tym moje poczucie etyki, pal sześć moje poczucie. Mój Instruktor nie
      chce ze mną jeździć.


      :.(
      • linia.frontu Re: Linio, 10.12.07, 08:51
        xadam30 napisał:

        > Ty chyba naprawdę na mnie czekasz? ;)

        Oooo, przepraszam, zupelnie zapomniałam odpisać:/! Widzę, że
        wzbudzasz we mnie wyrzyty sumienia, że nic z tym prawkiem nie robię
        i podbijasz wątek:P
        Jeśli czekam na Instruktora, który potrafiłby mnie jeszcze uczyć z
        pasją, to chyba na Ciebie, co? :)
        Fajnie byłoby jakoś się ustawić :D
          • linia.frontu Re: Tak, jestem gotów Cię uczyć. 10.12.07, 21:42
            Zgodnie z sygnaturką wyłączam część "miły" :)

            xadam30 napisał:

            > Jest tylko jedno, najważniejsze pytanie: jak bardzo Ty chcesz mieć
            to prawo jazdy?

            Pytanie to zadaję sobie od pół roku, jednego jestem pewna: na pewno
            nie na tyle, żeby kolejny raz przez prawko zawalić sobie studia; na
            pewno nie na tyle, żeby zachrzaniać na nocki przy paczkach, albo na
            magazynie i nie z lenistwa, tylko z prostego faktu, że moja obecna
            praca i tak zajmuje mi cały dzień, na jazdy przychodziłabym
            nieprzytomna; na pewno nie na tyle, żeby odmówić sobie minimalnej
            ilości fajek, ibupromu raz na miesiąc, czy xerówek na studia, i nie
            z pazerności, ale dlatego, że tak robiłam przez rok i niczego to nie
            dało. Jednak doskonale wiem, jak kursanci potrafią być kompletnie
            bezmyślni i jak kompletnie nie znać realiów, stykam się z tym dość
            często - nie należę do kursantów, którzy oczekują, że będziesz za
            nich chciał, za nich się starał, nieomal za nich się uczył. Jeśli
            będziemy razem jeździć możesz, oczekiwać ode mnie rzetelności,
            zaangażowania: na jazdy przychodzę przygotowana merytorycznie, nie
            będziesz mi musiał tłumaczyć podstawowych kwestii, staram się, nie
            olewam, nie zamierzam też robić z jazd mych pogadanki o forum. Nie
            będę oczekiwać, że nauczysz mnie wszystkiego w 5 godzin, szukam
            Instruktora, a nie cudotwórcy:). Jednak nie jestem już kursantką,
            która wierzy we wszystko i godzi się na wszystko, za dużo się na to
            napatrzyłam, od Ciebie też będę wymagać:P. Jednym "słowem": należę
            już do tej drugiej, gorszej kategorii kursantów, nie łykam
            wszystkiego bezkrytycznie (to także czyniłam przez ostatni rok).
            Czasowo należę do kursantów najgorszych: podejrzewam, że będziemy
            spotykać się na Odlewniczej, z domu - 3 godziny dojazdu, z pracy -
            2. To nam daje:
            - w tygodniu rano - do 9:00
            - w tygodniu wieczorem - od 21:00
            - w week rano - o 9:00 muszę być na studiach (Krakowskie)- do 8:00
            - w sobotę po południu - od 18:30
            - w niedzielę po poludniu - od 17:00
            Może uda mi się wziąć parę dni wolnego w pracy, ale to
            bardzo "może" :)
            Muszę też mieć informację odnośnie do podstawowej kwestii: ile
            bierzesz za godzinę. Kwestia o tyle istotna, że muszę na te jazdy
            mieć, a może być ciężko, choć wierzę, że do stycznia - lutego, coś
            wymyślę:).

            Więc?
    • linia.frontu Wrażenia z rozmowy! :D 11.12.07, 11:52
      Jestem zobowiązana do relacji, nie mogę bez relacji i muszę
      relację:). No bo gadałam z Xadamem! Głos ma miły, rozmawia rzeczowo;
      podoba mi się, że chce mnie nauczyć >jeździć<, a nie na małpę po
      trasach (choć i to się przyda). Także jestśmy wstępnie umówieni i
      ogólnie w kontakcie, jak tylko będę miała na jazdy, to dzwonię i się
      jakoś zgramy. Hura, kurcze, cieszę się, chyba odzyskuję entuzjazm!
      No, to jest jedna znacząca konsekwencja emocjonalna pomysłu Xadama.
      A druga: jak już poczułam, że ktoś chce ze mną jeździć, udało mi się
      na chwilę spojrzeć z boku na moją relację z obecnym instruktorem i
      poczynić wnioski zatrważające w swej oczywistości.
      Ale najważniejsze, że zaczynam naprawdę znowu mieć ochotę na
      naukę:))))))
      • jedyny-jasny-punkt-widzenia Re: Wrażenia z rozmowy! :D 11.12.07, 14:30
        No nareszcie sie skusili oboje ;)

        "udało mi się na chwilę spojrzeć z boku na moją relację z obecnym instruktorem i
        poczynić wnioski zatrważające w swej oczywistości."

        Linio co to za wnioski??? (możesz je dopisać do listu jak będziesz miała czas)Ja
        też snułam je jak kilka razy porozmawiałam z kolegą po fachu i po firmie mojego
        prywatnego instruktora... ale one do niczego konkretnego mnie nie doprowadziły...

        ...
        Dobre, stare czasy, kiedy jazda samochodem była tańsza niż parkowanie.
        • linia.frontu Re: Wrażenia z rozmowy! :D 11.12.07, 14:48
          jedyny-jasny-punkt-widzenia napisała:

          > No nareszcie sie skusili oboje ;)

          :)))))

          > "udało mi się na chwilę spojrzeć z boku na moją relację z obecnym
          instruktorem i poczynić wnioski zatrważające w swej oczywistości."

          > Linio co to za wnioski??? (możesz je dopisać do listu jak będziesz
          miała czas)Ja też snułam je jak kilka razy porozmawiałam z kolegą
          po fachu i po firmie mojego prywatnego instruktora... ale one do
          niczego konkretnego mnie nie doprowadziły.

          "Najtrudniej ominąć pułapkę banalnej repetycji, usiłując dać wyraz
          zachwytowi(...) Następuje coś w rodzaju samorozgrzeszenia banału, bo
          wytarte i oklepane, zdawałoby się, słowa zaczynają świecić nowym
          światłem, zaczynają same z siebie wykraczać poza własne, potoczne
          znaczenia". GH-G

          Cóż.. Jednym zdaniem, strasznie to baalne, ale... nie wiem, jak to
          sie stało, że ja tego wcześniej nie widziałam... i że nikt mi tego
          nie powiedział... o, właśnie Instruktopr wpadł to mykam...

          A wniosek śmieszny w swojej banalności: mój instruktor mnie nie
          lubi...
          • linia.frontu Re: Wrażenia z rozmowy! :D 11.12.07, 15:01
            linia.frontu napisała:

            > A wniosek śmieszny w swojej banalności: mój instruktor mnie nie
            > lubi...

            Już jestem. Kurcze, jestem naprawdę jednym z tych skrajnych
            przypadków kompletnej ślepoty:), za wszelką cenę chciałam widzieć
            tego kolesia z pierwszych 30, dopiero to "zakotwiczenie w Xadamie"
            dało mi grunt pod takie refleksje. I myślę, że chyba jedyną opcją,
            żeby to prawko zrobić, jest po prostu zacząć zabawę od nowa... ale
            to już w liście wszystko:)
          • jedyny-jasny-punkt-widzenia Re: Wrażenia z rozmowy! :D 12.12.07, 09:38
            Banalny, ale cóż mogło skłonić do wysnucia takiego wniosku...

            ja do tej pory nie wiem co to było czy to co mówił czy tylko tak na potrzeby
            kursu... ale tego wniosku jeszcze nie wysnułam... tylko że trzeba było może mieć
            innego instruktora... ale szybko mi przeszło...

            Co to znaczy nie lubi i co to za sobą dalej nobilituje???
            • Gość: linia.frontu Re: Wrażenia z rozmowy! :D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.07, 21:45
              jedyny-jasny-punkt-widzenia napisała:

              > Banalny, ale cóż mogło skłonić do wysnucia takiego wniosku...

              Poczucie, że mam grunt pod nogami. No dosłownie, czuję, że mam na
              czym stać. Wcześniej tym i tak bardzo niepewnym gruntem gruntem był
              mój instruktor, a nie sposób wymagać od człowieka, żeby się sam
              pozbawiał gruntu.

              > ja do tej pory nie wiem co to było czy to co mówił czy tylko tak
              na potrzeby kursu... ale tego wniosku jeszcze nie wysnułam... tylko
              że trzeba było może mieć innego instruktora... ale szybko mi
              przeszło...

              Ja też nie jestem w stanie wysnuć takiego wniosku definitywnie,
              chociaż mój Instruktor z pierwszych 30 okazał się zupełnie innym
              człowiekiem, niż X. Być może, i tak to interpretuję, może czuć się
              przy mnie sobą, może być zmęczony, wkurzony, nieprzyjemny,
              przewrażliwiony, no chyba większej nobilitacji dla kursantki nie ma,
              zwłaszcza, że w świadomości X poszło to jakoś zupełnie naturalnie,
              on chyba tego nie zauważa.
              I tak, chociaż nie raz pewnie plujesz sobie w brodę i mówisz, że
              gdybyś parę miesięcy temu skierowała swe kroki do innego ośrodka (i
              dalej w ten deseń), to chyba jak juz jesteś sama ze sobą, leżąc
              gdzieś tam w łóżku z kubkiem kawy i dobrą książką - myślisz wtedy,
              że nie potrafiłabyś już teraz zrezygnować z tego wszystkiego, co
              było, co mogło być.
              Między tym służbowym byciem miłym, a tym prawdziwym, jest bardzo
              cienka granica.

              > Co to znaczy nie lubi i co to za sobą dalej nobilituje???

              Jak się kogoś lubi, to ma się ochotę z nim przebywać - mój
              instruktor przebywa ze mną dokładnie tyle, ile wymaga tego sytuacja
              i ani setnej sekundy dłużej. Te spotkania wynikają z na wpół tylko
              prywatnej sytuacji i zasadniczo podciągnęłabym je pod
              kontakty "służbowe". To chyba na forum żaliłam się, że nie chce iść
              ze mną na piwo, a jakąs kursantkę zaprasza, mimo czegoś na
              kształt "deklaracji"... wiesz co, na forum po prostu niczego nie
              mogę nazwać po imieniu.
              Mam problem z łączliwością nobilitacji w tej przestrzeni
              emocjonalnej, wniosek odczuwam raczej jako ewokowanie pejoratywne,
              zresztą bez większego zakresu, jest mi po prostu przykro, ale chyba
              jedyną konsekwencją jest myślenie o instruktorze w
              kontekście "przykro", może będę zwracać większą uwagę na jego
              potrzeby emocjonalne ujęte w tym kontekście:)
              Musimy się przerzucić na tego priva:)
              • linia.frontu Re: Wrażenia z rozmowy! :D 13.12.07, 02:19
                Kurde, teraz to ja nie mogę spać;/. W sumie to mój instruktor może
                mieć rację, lepiej, żeby się nie odmitologizowywał na własne
                życzenie, teraz przynajmniej istnieje jakaś nikła perspektywa, a tak
                byłoby rozczarowanie i poczucie straty czasu, tak, jak z prawkiem.
                Na piwie możliwe, że nie mielibyśmy o czym rozmawiać, kiedyś mogłam
                gadać z nim godzinami. Ogólnie: chyba byśmy się wzajemnie
                zanudzili:). Żyjemy w kompletnie różnych wymiarach.
                • xadam30 Linio... 13.12.07, 07:16
                  jeśli chcesz zrobić Prawo Jazdy to się na tym skup, a nie na
                  instruktorze. Starczy tej filozofii, bo już się żygać chce (wiem
                  mogę nie czytać, jasne). Zajmij się konkretami a nie bzdetami!

                  Kurde, trochę się wkurzyłem :)
                  • linia.frontu Re: Linio... 13.12.07, 10:26
                    xadam30 napisał:

                    > jeśli chcesz zrobić Prawo Jazdy to się na tym skup, a nie na
                    > instruktorze. Starczy tej filozofii, bo już się żygać chce (wiem
                    > mogę nie czytać, jasne). Zajmij się konkretami a nie bzdetami!
                    >
                    > Kurde, trochę się wkurzyłem :)

                    Masz rację, Xadam. Ale ja tu nie o prawku, ja tu bezczelnie nadaję o
                    mojej relacji z X. To nie są rozważania o "Instruktorze", poza tym,
                    że trzeba go jakoś nazywać. To, co między nami było, wykroczyło
                    daleko poza relację kursant - instruktor, poprzewalało się,
                    poprzewalało, ale niestety wiąże się z moim prawem jazdy. Na każde
                    wspomnienie o ewentualnej zmianie instruktora, tak mi się dostaje po
                    tyłku, że mi się wszystkiego odechciewa, a stykam się z nim często i
                    nie mogę po prostu udawać, że go nie ma.
                    Więc jeśli będziemy razem jeździć, wtedy będę mogła mówić o jeździe
                    i o instruktorze. A nie jeżdżę od pół roku, to co mam mówić, że
                    wczoraj zrobiłam 50 testów przed snem? No, zrobiłam i poprzewalałam
                    do innego segregatora te wszystkie prawkowe papierdółki i poczytałam
                    trochę podręcznika - to są moje obecne czynności związane z
                    prawkiem. Czynności związanych z X jest znacznie więcej;).
                    Ale uszanuję Twoją wolę i się zamknę. Cieszysz się????
                    • xadam30 Re: Linio... 13.12.07, 17:34
                      Przepraszam, że się uniosłem. Chyba za dużo różnych wątków się naczytałem typu:
                      nie zdałam, nie mogę, nie umiem, itd. Ludzie, więcej wiary we własne siły i
                      umiejętności.
                      Co do Ciebie, "nie zamykaj się". Fajne masz teksty (czasami dla mnie
                      niezrozumiałe, ale to już mój problem). Nie gniewaj się, please :)
                      • linia.frontu Re: Linio... 13.12.07, 18:56
                        xadam30 napisał:

                        > Przepraszam, że się uniosłem. Chyba za dużo różnych wątków się
                        naczytałem typu: nie zdałam, nie mogę, nie umiem, itd. Ludzie,
                        więcej wiary we własne siły i umiejętności.
                        > Co do Ciebie, "nie zamykaj się". Fajne masz teksty (czasami dla
                        mnie niezrozumiałe, ale to już mój problem). Nie gniewaj się,
                        please :)

                        Nie gniewam się:)))

                        >
                • jedyny-jasny-punkt-widzenia Re: Wrażenia z rozmowy! :D 13.12.07, 08:16
                  Może i masz rację takie sprawy to prywatnie omawiać, obgadywać... bo to babskie
                  rozważanie rozczłonkowywanie, dzielenie na czynniki pierwsze wydarzeń nie
                  wiedzieć czemu bardzo facetów drażni. A wiadomo babki lubią analizować...
                  panowie wręcz przeciwnie...

                  Tylko napomnę "Między tym służbowym byciem miłym, a tym prawdziwym, jest bardzo
                  cienka granica." Bardzo mi się to podoba... tylko za ch..... nie wiem czy my
                  przekroczyliśmy tą granicę czy też nie... i powiem więcej nigdy tego się nie
                  dowiem...
                  • linia.frontu Re: Wrażenia z rozmowy! :D 13.12.07, 10:33
                    jedyny-jasny-punkt-widzenia napisała:

                    > Może i masz rację takie sprawy to prywatnie omawiać, obgadywać...
                    bo to babskie rozważanie rozczłonkowywanie, dzielenie na czynniki
                    pierwsze wydarzeń nie wiedzieć czemu bardzo facetów drażni. A
                    wiadomo babki lubią analizować... panowie wręcz przeciwnie...

                    No drażni, drażni, zwłaszcza zainteresowanych:P. Xadam ma po trosze
                    rację, w związku z tym pyknę w końcu jakoś na ten priv, tylko nie
                    obiecuję, że w tym tygodniu, bo mam zalkę w niedzielę i trochę do
                    przewalenia... Ploteczki o facetach swoją drogą, jak już będę
                    jeździć, czy to ze swoim instruktorem, czy to z Xadamem, to wtedy
                    zrelacjonuję tutaj ile razy zgasł mi silnik i jak często pakuję się
                    na wysepki:). No co ja poradzę, że jak zakręcam, to nie widzę
                    głupiej wysepki, widzę ją już w trakcie i zawsze jest za późno:).
                    Teraz kicha, bo będę musiała mykać na Yarisie, jak już gdzieś
                    wspominałam, idąc na kurs prawa jazdy nie oczekiwałam, że będę robić
                    uprawnienia na statek kosmiczny;/.
                      • linia.frontu Re: Już o tym rozmawialiśmy. 13.12.07, 18:50
                        xadam30 napisał:

                        > Na te Twoje wysepki mam sposób, przecież uczę ludzi, a nie małpki,
                        prawda? :)

                        E, no, mój instruktor też przecież małpek nie uczy;). Myślałam, że
                        się zleję: jedziemy kiedyś parkować, wjeżdżamy w zakręt, wrzucam
                        dwójkę, szamocę się, szamocę, jak zwykle wchodzi czwórka, na co
                        instruktor tonem rzeczowej, naukowej informacji: "ALE NIE JAK MAŁPA
                        LEŚNA!!!!" Dostałam ataku śmiechu, czwórki jednak się nie oduczyłam.
                        To znaczy na początku tego nie było, dopiero na doszkalaniu coś mnie
                        wzięło na tą czwórkę;/.
                        Nie mniej - wierzę, że masz i kurcze mam ochotę się pouczyć:D!!
                          • linia.frontu Re: Już o tym rozmawialiśmy. 13.12.07, 21:36
                            xadam30 napisał:

                            > Od naszej rozmowy nic się nie zmieniło. Mam wielką ochotę! :)
                            > Zobaczymy, co można z Ciebie wystrugać? ;D
                            > Jeszcze będziesz śmigać.

                            Kurcze, Xadam, ale Ty kusiszszsz! Serce rośnie i gęba się sama
                            cieszy, jak się widzi coś takiego napisanego na własny temat!!! Ja
                            już naprawdę zaczęłam wierzyć, że jestem przypadkiem straconym,
                            którego trzeba uczyć sposobów, bo "nie docierało", i z którego nic
                            nie będzie, jestem skłonna poddać się wszelkim zabiegom
                            wystrugiwania!!!

                            Jeszcze będziesz śmigać.

                            A to wydrukuję w setkach egzemplarzy i rozwieszę po pokoju!!! Nic,
                            że jeszcze ze mną nie jeździłeś, i że zwatpisz po 5 godzinach -
                            chwilo, trwaj!!! :D
                          • linia.frontu Re: Już o tym rozmawialiśmy. 13.12.07, 21:44
                            xadam30 napisał:

                            > Od naszej rozmowy nic się nie zmieniło. Mam wielką ochotę! :)
                            > Zobaczymy, co można z Ciebie wystrugać? ;D
                            > Jeszcze będziesz śmigać.

                            A Ty, Xadam wiesz w ogóle, na co się porywasz? Jak nauczysz jeździć
                            najgorszego kierowcę wśród forumowiczów, to będziesz zmuszony
                            przygotować się na pielgrzymki kursantów;)! Patrz, jak to się
                            układa, jak tu pierwszy raz wchodziłam, sądziłam, że laur przypadnie
                            mojemu instruktorowi, a dzięki temu forum poznałam instruktora,
                            który wierzy w to, że wyjdę na ludzi!!! :)
                            Za 16 dni minie rocznica mojego pierwszego posta, przeżyłam 3
                            pokolenia forumowiczów, napisałam 1933 posty, w których opisuję,
                            jaki ze mnie "kierowca" - oj, Xadam, nie wiesz, na co się
                            porywasz... ;P
                              • linia.frontu Re: Już o tym rozmawialiśmy. 15.12.07, 00:00
                                xadam30 napisał:

                                > To co piszesz jest bardzo ciekawe :))
                                > Znasz bajkę - wieczorynkę: "Bob budowniczy"? W bajce tej mają
                                fajne hasło. Jak nie znasz to obejrzyj i koniecznie napisz :D

                                Nie znam, a to leci teraz na tvp?
                                Xadam, jeżeli przeżyję to, co się dzieje teraz, to każdy egzamin na
                                prawo jazdy będę mogła przyjąć nie inaczej, jak tylko z życzliwym
                                pobłażaniem. Jak Konwicki pisał, oto nadciąga koniec świata, oto
                                zbliża się, czy raczej przypełza mój własny koniec świata, to
                                myślałam, że vpisze o bliżej nieokreślonej przyszłości, a nie o
                                konkretnym terminie. Nie musisz na to odpowiadać, to są rozważania
                                na..ej histeryczki, która sobie uświadomiła za jaką ilość ludzi,
                                a może raczej za jakiego, konkretnego człowieka, którego nienawidzi,
                                jest odpowiedzialna. Nic, w poniedziałek wieczorem się wypowiem,
                                wierzę, że za dwadzieścias lat będę się z tego śmiać. Dlaczego
                                ludzi, którzy są nam potrzebni, nie ma wtedy, kiedy naprawdę są nam
                                potrzebni.
                            • no-comments Re: Już o tym rozmawialiśmy. 15.12.07, 18:45
                              linia.frontu napisała:

                              > A Ty, Xadam wiesz w ogóle, na co się porywasz? Jak nauczysz jeździć
                              > najgorszego kierowcę wśród forumowiczów, to będziesz zmuszony
                              > przygotować się na pielgrzymki kursantów;)!

                              Droga Linio, muszę Cię brutalnie przywołać do porządku, bo o ile się nie mylę to
                              jeszcze Ci palmy pierszeństwa jeśli chodzi o najgorszego kierowcę wśród
                              forumowiczów nie oddałam;p co więcej nie muszę się nawet za bardzo starać, żeby
                              stawać do tego współzawodnictwa, samo jakoś tak wychodzi, czego dowód czarno na
                              białym masz dziś w mailu;D już się kurde nie wyprę;p Z drugiej strony dzierżąc
                              palmę pierszeństwa (od końca - wszak o najgorszego, a nie najlepszego kierowcę
                              chodzi;), jako że ilość egzaminów nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem ani
                              kartą przetargową - autorytatywnie stwierdzę, że skoro mnie się dało wystrugać
                              (a ile cierpliwości niczym stępionych noży na to poszło...;) - to i Ciebie da,
                              co Ci zresztą powtarzam już.... nie wnikajmy ile;)

                              linia.frontu napisała:

                              > Dlaczego
                              > ludzi, którzy są nam potrzebni, nie ma wtedy, kiedy naprawdę są nam
                              > potrzebni

                              Bo wtedy nie czulibyśmy tej "potrzeby" ich posiadania, wydawałoby nam się, że
                              oni są nam dani, że nie musimy sobie na nich zasłużyć, nie musielibyśmy ich
                              szukac i ich bardziej doceniac, nie musielibyśmy o nich dbać, bo wiedzelibyśmy,
                              że tak czy inaczej zawsze byli i będą, nie musielibyśmy nic, a życie... byłoby
                              chyba dużo pustsze... z ludźmi wokół traktowanymi nie jak najcenniejszy skarb,
                              ale jak zwykły zakuzony mebel, który się odziedziczylo po dziadkach, na którego
                              jesteśmy skazani i o który nie trzeba dbać...
                              • linia.frontu Re: Już o tym rozmawialiśmy. 15.12.07, 21:49
                                no-comments napisała:

                                > Droga Linio, muszę Cię brutalnie przywołać do porządku, bo o ile
                                się nie mylę to jeszcze Ci palmy pierszeństwa jeśli chodzi o
                                najgorszego kierowcę wśród forumowiczów nie oddałam;p

                                Ale ja zabrałam szturmem! Maila dostałam, tylko nie miałam Ci z
                                czego napisać, że już jest. Eh, zresztą naprawdę mi teraz wszystko
                                jedno, mogę być i najlepszym, zwisa mi i powiewa, jakim jestem
                                kierowcą:). Cholera, tutaj Ci nie opowiem, ale postaram się pyknąć w
                                niedzielę wieczorem! Jeśli kiedykolwiek pisałam, że jest źle, to po
                                prostu nie znałam znaczenia tego słowa, teraz znam:).


                                > Bo wtedy nie czulibyśmy tej "potrzeby" ich posiadania, wydawałoby
                                nam się, że oni są nam dani, że nie musimy sobie na nich zasłużyć,
                                nie musielibyśmy ich szukac i ich bardziej doceniac, nie
                                musielibyśmy o nich dbać,

                                A czepiasz się instruktora:D! Toż to wypisz wymaluj jego filozofia -
                                i dlatego przez 99% czasu go nie ma, żebyś się "nie przyzwyczaiła",
                                a jak już wyhapiesz ten 1%, to uważasz to za sukces. A mnie już
                                męczy to cholerne wieczne zabieganie. Choć ogólnie najzupełniej się
                                zgadzam, tylko na niektóre, jednostkowe przypadki już nie mam
                                siły:). Ale na Ciebie zawsze, nawet, jak Cię nie ma w konkretnej
                                minucie, to ja wiem, że tak w ogóle to jesteś, Ty z MG, a to
                                pomaga:)))
                              • linia.frontu Re: Już o tym rozmawialiśmy. 15.12.07, 21:54
                                A, a na moje konto właź bez skrępowania, cytaj wątki i babach za
                                kierownicą i odpowiadaj, a jeśli chcesz, zaznaczaj swoją autonomię
                                informacją, że piszesz z mojego konta:D Nie wchodzę tam, więc może
                                chociaż Tobie się przyda:)))
                                • no-comments Re: Kopnto jest już Twoje:) 16.12.07, 11:38
                                  linia.frontu napisała:

                                  > W połowie przynajmniej, czuj się, jak u siebie:)

                                  Hahaha faktycznie w połowie moje:D:D:D i faktycznie chyba tylko yaris;) Co
                                  prawda na razie jakoś nie mam ochoty na kolejne forum, ale .... kto wie, kto
                                  wie.... obiecuje personalizowac swoje wypowiedzi, chociaż myślę, że łatwo je
                                  będzie odróżnić po zbyt przydługich wywowach odbiegających od głównego tematu i
                                  po nie tak "lotnej" stylistyce:)

                                  P.s. to kiedy ta jazda z Xadamem?? Zdasz relację co nie?? Spróbowałabyś nie;D
                                  • linia.frontu Re: Kopnto jest już Twoje:) 16.12.07, 19:14
                                    Eh, tak, ja wiem, że jak Instruktor mrugnie nie tym okiem, co
                                    zazwyczaj, to ja Ci piszę apokaliptyczne epistoły... a jak się
                                    naprawdę coś dzieje, to nie mam słów. Ale nie możesz mnie dzisiaj
                                    zostawiać. Nie zostawiaj mnie dzisiaj, co? :.(
                                    • no-comments Re: Kopnto jest już Twoje:) 16.12.07, 20:49
                                      linia.frontu napisała:

                                      > Eh, tak, ja wiem, że jak Instruktor mrugnie nie tym okiem, co
                                      > zazwyczaj, to ja Ci piszę apokaliptyczne epistoły... a jak się
                                      > naprawdę coś dzieje, to nie mam słów. Ale nie możesz mnie dzisiaj
                                      > zostawiać. Nie zostawiaj mnie dzisiaj, co? :.(

                                      Słonko, Ty możesz do mnie pisać nawet jak źle mrugnie, jak źle popatrzy, a nawet
                                      jak nie przyjdzie, a powinien, a ja i tak Cię nie zostawię, przecież wiesz:)
                                      Toteż jestem online, pracę już odwalam na necie mimo, że poniedziałek dopiero
                                      jutro:/, więc jakby co..... to pisz:)
    • linia.frontu Cholera, zapomniałam!!!! 26.12.07, 11:59
      Dzisiaj o 10:26 była rocznica mojego wejścia na forum... nieźle,
      kurde. Tak, wiem, z tej okazji wypadałoby coś z prawkiem tam ten...
      no, to był taki spam ze szczerego serca,no.
      Xadam, mi się jeszcze przypomniało, że ja obiecałam swojemu
      instruktorowi, że będę jeździć tylko z nim. Musimy to jakoś
      rozegrać. Wiesz, może ten plastik by mi się przydał szybciej, ale
      jemu to jest bardziej potrzebne, niż mi plastik. No i dlatego nie
      mogę tego ruszyć. I to nie jest tak, że instruktora zawsze można
      zmienić, no właśnie instruktora tak, ale z X to ja już nic nie
      zrobię. To ja to jeszcze przegryzę i się zgadamy na privie. Eh,
      Xadam, jak ja się wpakowałam:). Idę na śniadanie świąteczne:)
      • xadam30 Re: Cholera, zapomniałam!!!! 27.12.07, 21:37
        linia.frontu napisała:

        > Xadam, mi się jeszcze przypomniało, że ja obiecałam swojemu
        > instruktorowi, że będę jeździć tylko z nim.

        Ściema - ale spoko.

        > Wiesz, może ten plastik by mi się przydał szybciej, ale
        > jemu to jest bardziej potrzebne, niż mi plastik.

        ????
        • linia.frontu Re: Cholera, zapomniałam!!!! 27.12.07, 21:57
          xadam30 napisał:

          > Ściema - ale spoko.

          Nie, wcale nie ściema. Po tym, jak mi zrobił awanturę, jak mu
          powiedziałam, że chcę jeździć z nim po mieście, a z Innym
          Instruktorem zaliczać manewry, bo nie chciałabym uczyć się na
          sposób, i kiedy napisał, żebym nie mówiła, że uczy na sposób, bo
          tego nie lubi, tylko że do mnie nie docierało, a szkoda mu było,
          żebym przez łuk (i własne tępactwo w domyśle) zawaliła egzamin, i że
          teraz Inny Instruktor będzie mnie lubił (a on już mnie nie lubi w
          domyśle), i że lepiej by było, żebym zamiast tych swoich wyjaśnień
          po prostu mu dała w mordę, i jak się go zapytałam, czy zrobi ze mną
          to prawko, a on odpisał, że nie, bo nie chce mnie wbijać w poczucie
          winy, a potem napisał, że jednak nie może oprzeć się pokusie, żeby
          mnie wyszkolić, tylko pod warunkiem, że będę jeździć tylko z nim, i
          z żadnym innym instruktorem, a było to 22. 11. 2007
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.htmlf=154&w=69927068&a=72388923
          to wtedy mu obiecałam, ot co:)
          Boże, Xadam, jakie to wszystko jest cholernie trudne.

          > ????

          T
          • linia.frontu Re: Cholera, zapomniałam!!!! 27.12.07, 21:59
            linia.frontu napisała:

            > > ????

            To jest jeszcze trudniejsze:)
            No jasne, że chcę z Tobą jeździć, ale muszę to przegryźć jeszcze
            wszystko.
            Wiesz już sporo, ale naprawdę nie chciałbyś wiedzieć wszystkiego:)
            • xadam30 Re: Cholera, zapomniałam!!!! 27.12.07, 22:56
              linia.frontu napisała:

              > linia.frontu napisała:
              >
              > > > ????
              >
              > To jest jeszcze trudniejsze:)
              >
              >
              > Wiesz już sporo, ale naprawdę nie chciałbyś wiedzieć wszystkiego:)
              >

              Mogę się tylko domyślać ;)
        • linia.frontu Re: Cholera, zapomniałam!!!! 27.12.07, 22:06
          xadam30 napisał:

          > ????

          Dobra, w zasadzie to jest cholernie proste: mój Instruktor... no,
          mój Instruktor. A ja... no, jeleń ze mnie straszny jest... Nie, to
          jednak jest trudne.
          Ale chcę z Tobą jeździć, no!!!!!!! :D
        • linia.frontu Wiesz, jak będzie wyglądało jeżdżenie... 27.12.07, 22:25
          ... z moim Instruktorem?

          On będzie miał do mnie mnóstwo uzasadnionego żalu. Będziemy
          rozmawiać o tym, jakie życie jest beznadziejne, jak bardzo jesteśmy
          zmęczeni swoimi pracami, on będzie mnie motywował do szukania pracy,
          ja będę miała wyrzuty sumienia, że nie mogę jej znaleźć, bo wszędzie
          potrzebny jest angielski, którego nie znam i minimum rok
          doświadczenia na podobym stanowisku, będziemy robić łuk i łuk będzie
          mi wychodził, ale na mieście mój Instruktor będzie się
          niecierpliwił, bo tyle razy mi tłumaczył, jak zawracać na Żabie - z
          drugiego pasa, a ja i tak będę pikować bliżej wypepki i denerwować
          się, że on się denerwuje, a on będzie coraz bardziej rozdrażniony i
          będzie mówił (bo on nie krzyczy, tylko mówi z wyrzutem), że się nie
          skupiam na jeździe; będzie mi mówił o tym, że jest stary i że nie ma
          szczęścia i będzie się wściekał, że na rondzie z kamulcem nie
          zauważam sygnalizacji i nie będzie mi wychodzić parkowanie i w końcu
          zabraknie nam czasu na wszystko, ja będę wracała zgnębiona i
          nakręcona, będę wbijać na forum i udawać wielki entuzjazm, i będę
          udawać, że mamy ze sobą świetny kontakt, i że mój Instruktor wcale
          się nie niecierpliwi i będę wyliczać swoje błędy, żeby je lepiej
          zpamiętać, i żeby ktoś mi powiedział, że nie nadaję się na kierowcę.
          I jeszcze mnie będzie pytał o te wszystkie rzeczy, o których ja nie
          chćę rozmawiać. Ja mu jestem za wszystko cholernie wdzięczna, ale
          nie potrafię się tym cieszyć.
          Myślisz, że można czekać na takie jazdy?
            • linia.frontu Re: Wiesz, jak będzie wyglądało jeżdżenie... 28.12.07, 09:37
              xadam30 napisał:

              > Jak Wy jeździcie tacy skwaszeni i myślicie o wszystkim tylko nie o
              prawku to się wcale nie dziwię, że to tak długo trwa.

              Sorki za epistołę, słowotok mnie złapał:)
              Kiedyś tak nie było, kiedyś siedziałam z nosem w kodeksie,
              zarabiałam na jazdy, na które leciałam, jak na skrzydełkach!!! O
              niczym innym nie myślałam, tylko o prawku, zresztą jest to
              uwiecznione na forum:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=154&w=53895225&a=56501189
              Od mojego Instruktora, który był sympatyczny, zabawny i...
              optymistyczny (!), uczyłam się dużo i chciałam się nauczyć jak
              najwięcej i liczyłam dni do jazdy i karmiłam się tym forum,
              ślęczyłam nad DZU i chciałam mu koniecznie pokazać, że mnie tak
              świetnie wyszkolił, i że w ogóle jestem mu wdzięczna.
              Ale to było daaaaaawno temu. :)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka