andrzej585858
13.04.13, 14:43
Nieustannie zastanawiam się nad jedna kwestią. Jest to pogląd który można w skrócie określić jako "Jezus - tak, Kościół - nie". Oczywiście, w tym przypadku chodzi o Kościół w rozumieniu hierarchii, albo nawet szerzej - instytucji. Jest to z jednej strony wyjątkowo dziwne spojrzenie, gdyż traktuje Kościół w podobny sposób jak partie polityczne. Spojrzenie typowo lewicowe i rzekłbym typowe dla środowisk stojacych z dala od Koscioła. Dziwne jest natomiast w ustach chrześcijan. Tak jakby nikt nie chciał pamiętać o tym, że to my jesteśmy Kościołem.
O ile kiedyś, nie było to tak bardzo wyraźne, to teraz w dobie internetu widac bardzo wyraźnie jak bardzo dziwne jest rozumienie Kościoła i oczekiwań wobec hierchów, a zwłaszcza papieży. Zwłaszcza oczekiwania związane z tzw. postępem. Widac to było wyraźnie chociażby w trakcie ostatniego konklawe. Media, zwłaszcza te tzw. postępowe rozpisywały się o tym co powinien zmienić nowy papież aby uratować Kosciół. W innym bowiem przypadku straci wiernych!! Tak jakby Kościół to właśnie partia polityczna która dostosowuje swój program do oczekiwań swoich wyborców.
Ci, którzy jeszcze przed konklawe liczyli na znaczący przełom, marzyli o rewolucyjnych zmianach dotyczących nauki moralnej Kościoła, zwłaszcza etyki seksualnej, akceptacji antykoncepcji, aborcji, legalizacji eutanazji, związków jednopłciowych, kapłaństwa kobiet czy zniesienia celibatu, są zapewne bardzo rozczarowani i zawiedzeni. Kościół przyjął naukę Chrystusa w tych sprawach już dwa tysiące lat temu, stąd wysuwanie postulatu zniesienia tej czy innej kwestii czy zmiany stanowiska jest nie do przyjęcia. Nie inną postawę reprezentuje też papież Franciszek. Lektura wystąpień i homilii kard. Bergoglia wszelkiej maści "postępowców" może przyprawić o ból głowy. Możemy być pewni, że Franciszek będzie radykalny, ale radykalizmem rad ewangelicznych.
Nie potrafię zrozumieć dlaczego wysuwa się tak dziwne żądania, obrona życia, obrona podstawowych zasad moralnych nie jest czymś z czym mozna dyskutować, to są wartości niezmienne i nie podlegające dyskusji. Nie istnieje cos takiego jak wybór "mniejszego zła".
Miec wątpliwości, czasem wręcz kłócić się z Panem Bogiem - to mozna powiedzieć, norma. Zwłaszcza gdy trudno jest samemu odpowiedzieć na problemy i sytuacje które wydają się nie do przeskoczenia. Ale, to nie poowino oznaczać negowania nauczania Kościoła! Przez 2 tysiące lat istnienie Kościoła ciagle pojawiają się ludzie, ruchy które twierdzą że to oni żyją zgodnie z nauczaniem Jezusa, że to oni w przeciwieństwie do KOścioła instytucjonalnego wiedzą jak interpretować Pismo. Dla udowodnienia swoich nieraz bardzo karkołomnych tez powołują się na rozmaite badania naukowe które sprowadzają sie głównie do tego że zawsze mozna powiedzieć - "tak naprawdę to nie wiadomo czy widniejące w tekście Ewangelii słowa Jezusa zostały wypowiedziane przez Niego, czy też sa późniejszą wstawką".
Nic więc dziwnego że papież Benedykt XVI tak pisze:
"Dzisiaj Biblia jest bardzo często poddawana kryteriom tak zwanego współczesnego obrazu świata, ktorego podstawowym dogmatem jest twierdzenie, że Bóg w ogóle nie może dzialac w historii, zatem wszystko, co sie odnosi do Boga, należy lokować na obszarze podmiotu. Wtedy Biblia nie mowi już o Bogu, o Bogu żywym; wtedy mówimy już tylko my sami i my decydujemy o tym. cp Bóg może czynić i co my czynić chcemy lub powinniśmy".
To zresztą nie jest tylko problem odczytywania Biblii i odrzucania tego co nie pasuje do dzisiejszych czasów, to jest w ogole problem słuchania głosu Kościoła. Jana Pawła II słuchaliśmy, ale go nie słyszeliśmy. Benedykta XVI podziwialiśmy za głębię myśli teologicznej, zatrzymując się jednak często na powierzchni wypowiadanych przez niego słów. A jak będzie z papieżem Franciszkiem?
Można nawet zapytać się mocniej - a jak będzie z 10 przykazaniami? Też nie przystają do dzisiejszych czasów?
Ataki na Kościół związane zwłaszcza z obroną zycia czyli kwestie aborcji, eutanazji czy też in vitro pokazują jak bardzo potrzebne jest ponowne wczytanie się z Pismo ale także i w Tradycję.
Bardzo wyraźnie i dobitnie mowi o tym papiez Franciszek - wiary nie negocjuje się, jezeli zaczynamy to robić to wchodzimy na drogę apostazji. Zawsze mamy do wyboru jakiego profesora teologii słuchamy - tego z Rzymu czy tego z Tybingi.
Zawsze warto miec w pamięci słowa Wincentego z Lerynu sprzed ponad 1600 lat:
"Quod ubique, quod semper, quod ab omnibus creditum est" - za prawdziwe brać to, w co wierzyli wszyscy, wszędzie i zawsze..
Czytałem ostatnio duzo o św. Kolumbanie, irlandzkim mnichu ktory w VII wieku wstrząsnął Europą. Człowiek o gwałtownym usposobieniu, bardzo wymagający wobec innych ale także i wobec siebie. Mnich który nie miał wątpliwości gdy przeciwstawiał się możnym swiata, ktory potrafił napisać do papieża bardzo ostry list, ale jednocześnie nigdy nie stanął w opozycji wobec Kościoła hierarchicznego, nawet wtedy gdy doskonale zdawal sobie sprawę z tego że dany biskup jest biskupem niegodnym. Ten, który swoim życiem mógl służyć za przykład, nigdy nie zakwestionował nauczania Koscioła, a wręcz przeciwnie. Pisał bowiem tak:
"Waszym najgorętszym pragnieniem winno być, aby ci, ktorzy zaniedbują swoje obowiązki, byli pełni obaw, ci zaś, co są pilni, by pracowali z jeszcze większą gorliwościa".
Wtedy także biskupi żyli czasem w matrixie, jeszcze większym niz dzisiejsi gdyż spotykali się praktycznie tylko z arystokracją, a pomimo tego pozostawali wierni w zdecydowanej większości nauczaniu Koscioła.
"Jeśli kiedykolwiek jakiś nauczyciel kościelny od wiary zboczy, to dzieje się to z dopustu Bożego dla doświadczenia nas, czy miłujemy Boga z całego serca i z całej duszy naszej, czy też nie."
Tak pisał Wincenty z Lerynu i naprawdę warto te słowa wziąść sobie do serca, zanim zacznie krytykować sie Kościół.
Jezus - tak, Kościół - tak.