Dodaj do ulubionych

Wierzyć we wspólnocie czy bez niej? Kij w mrowisko

19.05.05, 17:07
Impulsem do założenia tego wątku były dla mnie trzy rzeczy: wątek addrii
"dlaczego chrześcijaństwo", spotykanie czasem ludzi "chrześcijan
bezwyznaniowych" negujących jakiekolwiek formy zinstytucjonalizowanego
chrześcijanstwa wraz z konsekwencjami w rodzaju posłuszeństwa, wspólnoty wiary
itd - ktorzy to ludzie ostatnio przypomnieli mi się przez deklaracje
niektorych uczestników naszego forum oraz zwykła ciekawość co inni myślą na
ten temat.

Być może ktoś sobie pomysli że wątek jest personalnie do kogoś zaadresowany
ale nie jest, podobnie jak addri. Wypowiedzi niektórych dały mi tylko impuls
żeby samej "pogrzebać" w temacie i spróbować poszukac odpowiedzi na pytania:
- czy można być "samodzielnym" chrześcijaninem?
- czy praktykowanie życia religijnego odbywać się ma tylko za pomocą Biblii,
modlitwy i wiary?
- czy negacja całkowita/częściowa zinstytucjonalizowanego chrześcijaństwa jest
warunkiem do przeżywania "tchnienia Ducha" ?
- czy procesy życia duchowego, przeżywanie osobistej relacji z Bogiem ma się
ograniczać i być kształtowane TYLKO przez związek z Biblią w sensie że ona
powie każdemu z nas oddzielnie jak wierzyć w Jezusa?
- czy chrześcijaństwo "niezrzeszone" ma jakies podstawy biblijne?

Zaznacze tutaj ze wcale nie chodzi mi zagadnienie "ktora wspólnota jest
prawdziwa" "w ktorym kościele jest zbawienie" - nie chcę o tym rozmawiać.
Chodzi mi o próbę zostawienia tego na chwilę na boku i odpowiedż na pytanie na
ile ważne i czy wazne jest dla chrześcijanina identyfikowanie się ze wspólnotą
wierzących. A jeżeli jest ważne identyfikowanie się ze wspólnotą to czy pełni
ona jakąś rolę weryfikacyjną dla mojej osobistej relacji z Bogiem.

Osobiscie dla siebie znam odpowiedzi na te pytania, ale jestem ciekawa
przemysleń innych. Odpowiedź znalazłam w Biblii.
Obserwuj wątek
    • sion2 Re: Wierzyć we wspólnocie czy bez niej? Kij w mro 19.05.05, 20:53
      Myslę że mało kto odważy się na stwierdzenie że mozna rozwijać optymalnie swoją
      relację z Bogiem nie należąc do zadnej wspólnoty, że to wszystko jedno czy się
      gdzies nalezy czy nie. Oczywiście można uznawać istnienie Boga, można przejmowac
      się naukami Jezusa mniej czy bardziej nie uczestnicząc w życiu żadnej wspólnoty.
      Można nawet napisac siedmiotomowy komentarz do całej Biblii bedąc wierzącym
      "niezrzeszonym". Można także doświadczać działania Boga w swoim życiu.
      Ale czy jest to najlepsze wyjście?

      Niektore moje przemyslenia są b. stare a niektóre świezutkie ale podzielę się
      wszystkimi. Podkreslam ze są to moje przemyslenia (choć rzecz jasna zgodne z
      wiarą KK) a nie "nauczanie" przeze mnie kogoś.
      Najpierw w liceum kiedyś na lekcji religii nie pamiętam w jakim kontekście
      czytalismy fragment z Pisma o nawróceniu Szawła: Dz Ap rozdz 9.
      "Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z
      nieba. 4 A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: «Szawle, Szawle,
      dlaczego Mnie prześladujesz?» 5 «Kto jesteś, Panie?» - powiedział. A On: «Ja
      jestem Jezus, którego ty prześladujesz. 6 Wstań i wejdź do miasta, tam ci
      powiedzą, co masz czynić».
      7 Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli
      bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. 8 Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy
      otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za
      ręce. 9 Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił.
      10 W Damaszku znajdował się pewien uczeń, imieniem Ananiasz. «Ananiaszu!» -
      przemówił do niego Pan w widzeniu. A on odrzekł: «Jestem, Panie!» 11 A Pan do
      niego: «Idź na ulicę Prostą2 i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo właśnie
      się modli». 12 (I ujrzał w widzeniu, jak człowiek imieniem Ananiasz wszedł i
      położył na nim ręce, aby przejrzał). 13 «Panie - odpowiedział Ananiasz -
      słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w
      Jerozolimie. 14 I ma on także władzę od arcykapłanów więzić tutaj wszystkich,
      którzy wzywają Twego imienia». 15 «Idź - odpowiedział mu Pan - bo wybrałem sobie
      tego człowieka za narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów, i do synów
      Izraela. 16 I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia».
      17 Wtedy Ananiasz poszedł. Wszedł do domu, położył na nim ręce i powiedział:
      «Szawle, bracie, Pan Jezus, który ukazał ci się na drodze, którą szedłeś,
      przysłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym». 18
      Natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i został
      ochrzczony. 19 A gdy go nakarmiono, odzyskał siły.20 Jakiś czas spędził z
      uczniami w Damaszku i zaraz zaczął głosić w synagogach, że Jezus jest Synem Bożym."

      Już w liceum wyniknęło dla mnie z tego tekstu parę kwestii:
      1. Jezus najwyraźniej utożsamia się z kościołem. Kiedy Szaweł udawał sie do
      Damaszku, Jezus od dawna juz nie żył, wzrastała liczba chrześcijan. Tymczasem
      Jezus zapytał Szawła w objawieniu "Szawle, Szawle dlaczego MNIE prześladujesz?".
      Gdyby Jezus nie utożsamiał się z Kosciołem zapytałby chyba "dlaczego
      prześladujesz Moich uczniów?"
      2. Cóż prostszego byloby dla Szawła jak wstać po tym objawieniu i uznać ze skoro
      widziało się samego Jezusa oraz słyszało się Jego głos osobiscie to teraz mozna
      już uznać się za godnego i gotowego do samodzielnego głoszenia ewangelii. Ale
      Szaweł tak nie robi. Po uzdrowieniu przez jakiś czas przebywa we wspólnocie z
      Apostołami, zapewne od nich uczy się o Jezusie, p r z e j m u j e od nich wiarę
      i dopiero wtedy zaczyna głosić i świadczyć. Zresztą np. najstarszy tekst o
      ustanowieniu Eucharystii wyszedł własnie z ręki Pawła, ktory zaczyna go słynnym
      stwierdzeniem "przekazuję wam to co przejąłem, ze Pan nasz...". Wynika z tego że
      Paweł nie ustanowił się sam autoryetem dla siebie i innych w sprawach Ewnagelii.
      Nie wziął do ręki Pism (był przeciez wykształconym faryzeuszem) i po objawieniu
      Jezusa, po Jego wtargnięciu do Szawłowego życia, i nie zaczał w oderwaniu od
      nauk apostołów-bezpośrednich żyjących jeszcze uczniów Chrystusa, nauczać czegoś
      tam o Jezusie co sam sobie wydedukował na podstawie przeczytanych Pism. Szaweł
      zaczerpnął ze wspólnoty wiary apostołów, poznał ich naukę zanim sam zaczął
      głosić i stał się "apostołem narodów". Myslę ze ta kolejnośc nie jest
      przypadkowa, ze skoro jest przedstawiona w Piśmie natchnionym to jest dla nas
      przykładem.

      Następna sprawa to było odkrycie grzechów pierwszych chrześcijan, opisanych
      przez autorów listow apostolskich: że mieli na sumieniu potężne zgorszenia,
      kaziridztwo, pijaństwo, niezgodę, obłudę itd. - wszystko wymienione w Biblii.
      Wtedy doszłam do wniosku że w takim razie to nie jest tak że Jezus założył
      wspólnotę-ideał tylko Mu potem ją chrześcijanie popsuli. Najwyraźniej grzechy
      poszczególnych członków Koscioła nie powodują że w danej wspólnocie przestaje
      być obecny i działający Duch św. skoro w Biblii jest opisane coś innego. To były
      moje wnioski z lat licealnych.
      • sion2 I jeszcze Biblia 19.05.05, 21:18
        Poniższe pogrupowanie cytatów nie zostało dokonane przeze mnie lecz przez kogoś
        innego (za leniwa jestem..). Cytaty pochodza zarówno z Tysiąclatki jak i Biblii
        Warszawskiej (protestanckiej) - BW.

        Czy pierwsi chrześcijanie byli "samotnymi wyspami"? Czy uważali za nieistotne
        życie wiarą we wspólnocie?

        „Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem
        niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem, i to tym bardziej, im wyraźniej
        widzicie, że zbliża się dzień” (Hbr 10,25 BT)

        "· „Gdy się zgromadzicie w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa, wy i duch mój
        z mocą Pana naszego, Jezusa”… (1 Kor 5,4 BW)
        · „Tak więc, bracia moi, gdy zbieracie się, by spożywać [wieczerzę], poczekajcie
        jedni na drugich!” (1 Kor 11,33 BT)
        · „Tak więc, gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej” (1
        Kor 11,20 BT)
        · „Słyszę bowiem najpierw, że gdy się jako zbór schodzicie, powstają między wami
        podziały; i po części temu wierzę” (1 Kor 11,18 BW)
        · „A dając to zalecenie, nie pochwalam, że się schodzicie nie ku lepszemu, ale
        ku gorszemu” (1 Kor 11,17 BW)
        · „Przede wszystkim słyszę – i po części wierzę – że zdarzają się między wami
        spory, gdy schodzicie się razem jako Kościół” (1 Kor 11,18 BT)
        · „Niech niewiasty na zgromadzeniach milczą, bo nie pozwala się im mówić; lecz
        niech będą poddane, jak i zakon mówi” (1 Kor 14,34 BW)

        „Jeśli się tedy cały zbór zgromadza na jednym miejscu i wszyscy językami
        niezrozumiałymi mówić będą, a wejdą tam zwykli wierni albo niewierzący, czyż nie
        powiedzą, że szalejecie?” (1 Kor 14,23 BW)

        "Cóż więc pozostaje, bracia? Kiedy się razem zbieracie, ma każdy z was już to
        dar śpiewania hymnów, już to łaskę nauczania albo objawiania rzeczy skrytych,
        lub dar języków, albo wyjaśniania: wszystko niech służy zbudowaniu” (1 Kor 14,26 BT)

        "Pozdrawiają was Kościoły Azji. Pozdrawiają was serdecznie w Panu Akwila i
        Pryscylla razem ze zbierającym się w ich domu Kościołem” (1 Kor 16,19 BT)

        „Pozdrówcie braci w Laodycei, zarówno Nimfasa, jak i Kościół [gromadzący] się w
        jego domu” (Kol 4,15 BT)

        „[…] do Apfii, siostry, do naszego towarzysza broni Archipa i do Kościoła
        [gromadzącego] się w tym domu” (Flm 1,2 BT).

        „A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i
        napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże” (Dz
        4,31 BW)

        „A przez ręce apostołów działo się wśród ludu wiele znaków i cudów. I
        zgromadzali się wszyscy jednomyślnie w przysionku Salomonowym”… (Dz 5,12 BW)

        „I podobał się ten wniosek całemu zgromadzeniu, i wybrali Szczepana, męża
        pełnego wiary i Ducha Świętego, i Filipa, i Prochora, i Nikanora, i Tymona, i
        Parmena, i Mikołaja, prozelitę z Antiochii”… (Dz 6,5 BW)

        „Gdy sobie to uświadomił, udał się do domu Marii, matki Jana, którego nazywano
        Markiem, gdzie było wielu zgromadzonych na modlitwie” (Dz 12,12 BW)

        „A gdy wysłańcy przyszli do Antiochii, zgromadzili zbór i oddali list” (Dz 15,30 BW)

        „A pierwszego dnia po sabacie, gdy się zebraliśmy na łamanie chleba, Paweł,
        który miał odjechać nazajutrz, przemawiał do nich i przeciągnął mowę aż do
        północy” (Dz 20,7 BW).


        Jak widac wszędzie jest mowa o g r o m a d z e n i u s i ę .


        Pytanie kolejne: czy wśród pierwszych chrześcijan było dopuszczalne dowolne
        interpretowanie Pism, czy każdy był "sam sobie Duchem św."?

        „Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie
        usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!” (Mt 18,17 BT).

        „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, i wybranych aniołów, abyś tego
        przestrzegał bez uprzedzeń, nie powodując się w niczym stronniczością” (1 Tm
        5,21 BT).

        „Uważajcie na samych siebie i na całe stado, nad którym Duch Święty ustanowił
        was biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią”
        (Dz 20,28 BT)

        „Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają
        nad duszami waszymi i muszą zdać sprawę z tego. Niech to czynią z radością, a
        nie ze smutkiem, bo to nie byłoby dla was korzystne” (Hbr 13,17 BT)

        „Prezbiterzy, którzy dobrze przewodniczą, niech będą uważani za godnych
        podwójnej czci, najbardziej ci, którzy trudzą się głoszeniem słowa i nauczaniem”
        (1 Tm 5,17 BT)

        „Prosimy was, bracia, abyście uznawali tych, którzy wśród was pracują, którzy
        przewodzą wam i w Panu was napominają” (1 Tes 5,12 BT)

        „Jeżeli ktoś nie posłucha słów naszego listu, tego sobie zaznaczcie i nie
        obcujcie z nim, aby się zawstydził” (2 Tes 3,14 BT)

        „Jeżeli ktoś jest głodny, niech zaspokoi głód u siebie w domu, abyście się nie
        zbierali ku potępieniu [waszemu]. Co do reszty, zarządzę, gdy do was przybędę”
        (1 Kor 11,34 BT)

        „Poza tym, niech każdy żyje tak, jak mu wyznaczył Pan, w takim stanie, w jakim
        powołał go Bóg; tak też zarządzam we wszystkich zborach” (1 Kor 7,17 BW)

        „W tym celu zostawiłem cię na Krecie, byś zaległe sprawy należycie załatwił i
        ustanowił w każdym mieście prezbiterów. Jak ci zarządziłem, [może nim zostać]”…
        (Tt 1,5 BT)

        „Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, umiarkowany,
        przyzwoity, gościnny, dobry nauczyciel, […] który by własnym domem dobrze
        zarządzał, dzieci trzymał w posłuszeństwie i wszelkiej uczciwości”… (1 Tm 3,2.4 BW)

        „Bo jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na
        pieczy Kościół Boży?” (1 Tm 3,5 BW)

        „Biskup bowiem winien być […] przestrzegającym niezawodnej wykładni nauki, aby
        przekazując zdrową naukę, mógł udzielać upomnień i przekonywać opornych” (Tt
        1,7-9 BT).

        Wyraźnie w tych tekstach jest mowa o p o s ł u s z e ń s t w i e . Autorzy
        tekstów nakazują posłuszenstwo swoim słowom. Wyraźnie jest mowa o tym, że
        apostołowie wydają zarządzenia oraz przekazują władzę dalej "... w każdym
        mieście abyś ustanowił prezbiterów...". Nie rozumiem w kontekście tych cytatów
        twierdzeń niektórych jakoby hierachia nie pochodziła od Boga, posłuszeństwo
        prezbiteroi, episkopoi było wymysłem ludzkim. Niektorzy mówią "my sie sluchamy
        Boga jak pierwsi chrześcijanie a nie ludzi jak katolicy". Czy naprawdę pierwsi
        chrześcijanie byli samowolni w wierze, nie uznawali autorytetów
        ludzkich-ustanowionych przez Boga? Te teksty temu przeczą. Oczywiście za czasów
        Jezusa i apostołów nie było hierarchii w takiej formie zewnętrznej jak jest
        teraz - niewątpliwie. Tylko jest zaprzeczaniem Biblii twierdzenie ze
        chrześcijanstwo u początków nie uznawało żadnych autorytetów ludzkich w
        głoszeniu Ewangelii, że każdy byl "wolnym strzelcem" i co mu Duch św prywatnie
        objawił to zaraz po dachach głosił. Biblia pokazuje że było posłuszenstwo wiary.

        Nie mam pojęcia jak jest z tym wśród niekatolików, a raczej pojęcie mam bardzo
        ogólne i sprowadzające sie do twierdzenia że każdy może założyć swój koscioł
        kiedy chce i z powodów jakich chce i będzie sie nazywało że tez nalezy do
        Mistycznego Ciała Chrystusa.
        Własnie: skoro mamy tyle świadectw Biblii o zwyczajach, posłuszenstwie i braku
        samowoli wśród pierwszych chrześcijan w zakresie wiary ówczesnym apostołom,
        prezbiteroi i espiskopoi - czy słusznym jest twierdzić że Paweł pisząc o
        Mistycznym Ciele Chrystusa miał na mysli TYLKO wspólnotę duchową?

        • sion2 dalej Biblia 19.05.05, 21:46
          Porównanie praktyk pierwszych wspólnot ze zwyczajami w KK:

          „Kiedy przechodzili przez miasta, nakazywali im przestrzegać postanowień
          powziętych w Jerozolimie przez Apostołów i starszych” (Dz 16,4 BT)

          w KK obowiązuje posłuszeństwo nauce soborów, papieża gdy przemawia
          "ex-cathedra", lokalnemu episkopatowi

          „Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam przez Pana Jezusa” (1 Tes 4,2 BT)

          posłuszenstwo przełozonym w zakonach, posłuszenstwo swojemu biskupowi,
          posłuszeństwo nauce papieza właśnie jako nauce Jezusa

          „Co do was, ufamy w Panu, że to, co nakazujemy, czynicie i będziecie czynić” (2
          Tes 3,4 BT)

          „Nakazujemy wam, bracia, w imieniu Pana Jezusa Chrystusa, abyście stronili od
          każdego brata, który żyje nieporządnie, a nie według nauki, którą otrzymaliście
          od nas” (2 Tes 3,6 BW)

          zakazywanie swego czasu odchodzenia od KK, przestrzeganie przed
          sektami,zagrozeniami dla wiary

          „Tym też nakazujemy i napominamy ich przez Pana Jezusa Chrystusa, aby w cichości
          pracowali i własny chleb jedli” (2 Tes 3,12 BW)

          napominanie wiernych i kleru przez biskupów i papieza

          „Mówiąc to, miałem na myśli, bracia, mnie samego i Apollosa, ze względu na was,
          abyście mogli zrozumieć, że nie wolno wykraczać ponad to, co zostało napisane, i
          niech nikt w swej pysze nie wynosi się nad drugiego” (1 Kor 4,6 BT)

          wszelkie nauki, teologia, objawienia prywatne są "kontrolowane" co do zgodnosci
          z Pismem ( nie w duchu nominalizmu czyli: czy w Pismie wystepuje wyrażenie
          "bierzmowanie", ach nie... no to bierzmowanie jest niezgodne z Biblią!) oraz
          nauką i wiarą powszechną Kościoła

          „A wyście wzbili się w pychę, zamiast się raczej zasmucić i wykluczyć spośród
          siebie tego, kto takiego uczynku się dopuścił” (1 Kor 5,2 BW, por. 3 J 10 w BT)

          gdy ktos już baaaardzo przeskrobie jest objęty eksomuniką czyli wyklueczeniem ze
          wspólnoty


          „Wówczas postanowili apostołowie i starsi razem z całym zborem posłać do
          Antiochii wraz z Pawłem i Barnabą wybranych spośród siebie mężów: Judę, zwanego
          Barsabaszem, i Sylasa, zajmujących wśród braci przodujące stanowisko”… (Dz 15,22 BW)

          „Postanowiliśmy jednomyślnie posłać do was wybranych mężów wraz z umiłowanymi
          naszymi Barnabą i Pawłem”… (Dz 15,25 BW)

          głoszenie nigdy nie jest ustanowione przez samych głoszących lecz mają oni
          zawsze misję od Koscioła, od zwierzchników

          „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, by nie nakładać na was żadnego innego
          ciężaru oprócz następujących rzeczy niezbędnych”… (Dz 15,28 BW)

          postanowienia soborowe są według identycznej formuły az do tej pory

          „Co więcej, przez same Kościoły został on ustanowiony towarzyszem naszej podróży
          w tym dziele, około którego się trudzimy ku chwale samego Pana i ku zaspokojeniu
          naszego pragnienia”… (2 Kor 8,19 BT)

          znowuż "ustanowienie" przez wspólnotę wiernych a nie na zasadzie "siedziałem w
          domu, czytałem Pismo i Duch św powiedział mi zebym swój kosciół założył"

          „Jeśli chodzi o zbiórkę, która się odbywa na rzecz świętych, zróbcie tak, jak
          poleciłem Kościołom Galacji” (1 Kor 16,1 BT)

          tak krytykowana przez wszystkich "taca" w KK, jak widac pierwsi chrześcijanie
          także łozyli na utrzymanie swoich kosciołów

          „Może ktoś uważa za właściwe spierać się nadal, my jednak nie jesteśmy takiego
          zdania; ani my, ani Kościoły Boże. Udzielając tych pouczeń, nie pochwalam was i
          za to, że schodzicie się razem nie na lepsze, ale ku gorszemu” (1 Kor 11,16-17 BT)

          spory teologiczne sa rozstrzygane w Rzymie

          „To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla
          prywatnego wyjaśnienia” (2 P 1,20 BT)

          nie ma mowy żeby ktos ogłosił się sam intepretatorem Pisma

          „Biskup bowiem winien być […] przestrzegającym niezawodnej wykładni nauki, aby
          przekazując zdrową naukę, mógł udzielać upomnień i przekonywać opornych” (Tt
          1,7-9 BT

          takie jest zadanie biskupów w KK

          „Jak prosiłem cię, byś pozostał w Efezie, kiedy wybierałem się do Macedonii,
          [tak proszę teraz], abyś nakazał niektórym zaprzestać głoszenia niewłaściwej
          nauki”… (1 Tm 1,3 BT)

          Rzym zakazuje głosić fałszywą naukę róznym wichrzycielom, oczywiscie po zbadaniu
          sprawy (i niewątpliwie było wiele pomyłek w tym temacie ale sama zasad wydaje
          się być biblijna)

          „To nakazuj i tego nauczaj! Niechaj nikt nie lekceważy twego młodego wieku, lecz
          wzorem bądź dla wiernych w mowie, w obejściu, w miłości, w wierze, w czystości!”
          (1 Tm 4,11-12 BT)

          "i ja mam sie sluchac księdza, on mi będzie mówił jak mam wierzyć?!"


          "Nie zaniedbuj w sobie charyzmatu, który został ci dany za sprawą proroctwa i
          przez nałożenie rąk kolegium prezbiterów” (1 Tm 4,14 BT)
          „Kiedy Szymon ujrzał, że Apostołowie przez nakładanie rąk udzielali Ducha
          Świętego, przyniósł im pieniądze” (Dz 8,18 BT).

          święcenia biskupie i kapłańskie są w KK przekazywane przez "włożenie rąk",
          podobnie jak sakrament bierzmowania




          • sion2 świadectwa I i II wieku 19.05.05, 21:56
            Oczywiscie nie są to teksty natchnione lecz "tylko" swiadectwa praktyk i zwyczajów:
            „W zgromadzeniu będziesz wyznawał swoje błędy” (Didache, IV, 14).

            „W dniu Pana w niedzielę, gromadźcie się razem, by łamać chleb i składać
            dziękczynienie, a wyznawajcie ponadto wasze grzechy, aby ofiara wasza była
            czysta” (tamże, XIV, 1)

            „Gromadźcie się często razem, by szukać tego co służy duszom”… (tamże, XVI, 2)


            Klemens pisał listy ok 90 roku:
            „Czcijmy Pana Jezusa Chrystusa, którego krew została za nas wylana, szanujmy
            naszych zwierzchników, poważajmy starszych”… (List do Kościoła w Koryncie, XXI, 6).

            „Wy zatem, którzy daliście początek buntowi, podporządkujcie się waszym
            prezbiterom, przyjmijcie karę jako drogę do nawrócenia”… (tamże, LVII, 1).

            „Jeśli ktoś jednak odmówi posłuszeństwa słowom, jakie Bóg przez nas do niego
            zwracał, niech wie, że niemałą ponosi winę i naraża się na niemałe
            niebezpieczeństwo” (tamże, LIX, 1)

            „Sprawicie nam wiele radości i wesela, jeśli będziecie posłuszni temu, cośmy wam
            napisali przez Ducha Świętego” (tamże, LXIII, 2).

            „A nie zadawalajmy się tylko tym, że wydajemy się wierni i uważni, dopóki
            słuchamy napomnień kapłanów”… (Tzw. II List do Koryntian Klemensa, XVII, 3).

            „Także i nasi Apostołowie wiedzieli przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, że będą
            spory o godność biskupią. Z tego też powodu, w pełni świadomi, co przyniesie
            przyszłość, wyznaczyli biskupów i diakonów, a później dodali jeszcze zasadę, że
            kiedy oni umrą, inni wypróbowani mężowie mają przejąć ich posługę” (List do
            Kościoła w Koryncie, XLIV, 1-2)

            powyżej to opis dokładnie tego co w KK nazywamy "sukcesją apostolską"


            św. Ignacy Antiocheński zginął jako męczennik w 107 roku

            „Należy zatem, abyście postępowali zgodnie z myślą biskupa, co też czynicie”
            (Ignacy Antiocheński, Do Kościoła w Efezie, IV, 1)

            „[…] abyście zjednoczeni w jednym posłuszeństwie, poddani biskupowi i kapłanom,
            we wszystkim byli uświęceni” (tamże, II, 2)
            · „Kto nie przychodzi na zgromadzenie, ten już popadł w pychę i sam siebie
            osądził. Starajmy się zatem nie przeciwstawiać się biskupowi, abyśmy byli
            poddani Bogu” (tamże, V, 3)

            „Każdego bowiem, kogo Gospodarz przysyła jako włodarza swego domu, tak winniśmy
            przyjąć, jak Tego, który go przysłał. Jest więc rzeczą jasną, że na biskupa
            musimy patrzeć jak na samego Pana” (tamże, VI, 1)

            „[…] starajcie się wszystko czynić w zgodzie Bożej pod kierunkiem biskupa, który
            zastępuje wam Boga, kapłanów zastępujących radę Apostołów i moich najdroższych
            diakonów […] nie róbcie niczego bez biskupa i bez kapłanów. I nie próbujcie
            przedstawiać jako rozsądne tego, co robicie na własną rękę, lecz wszystko róbcie
            wspólnie” (Ignacy, Do Kościoła w Magnezji, VI, 1-2)

            „Bądźcie poddani biskupowi”… (tamże, XIII, 2)

            „Jest zatem rzeczą konieczną, abyście – tak, jak to czynicie – nie robili nic
            bez waszego biskupa, lecz abyście byli posłuszni także i kapłanom niby apostołom
            Jezusa Chrystusa, […] Znaczy to, że kto czyni coś bez biskupa, kapłanów i
            diakonów, ten nie ma czystego sumienia” (Ignacy, Do Kościoła w Tralleis, II, 2 i
            VII, 2; por. tamże, XIII, 2)

            „Jesteście radością moją wieczną i trwałą, zwłaszcza jeśli wszyscy pozostajecie
            w jedności z biskupem, jego kapłanami i diakonami”… (Ignacy, Do Kościoła w
            Filadelfii, wstęp; por. tamże, IV, 1)

            „Trwajcie przy biskupie, kapłanach i diakonach!” (tamże, VII, 1)

            „Nie czyńcie nic bez biskupa” (tamże, VII, 2)

            „Wszyscy idźcie za biskupem, jak Jezus Chrystus za Ojcem, i za waszymi
            kapłanami, jak za Apostołami. […] Niechaj nikt w sprawach dotyczących Kościoła
            nie robi niczego bez biskupa. Uważajcie za ważną tylko taką Eucharystię, która
            sprawowana jest pod przewodnictwem biskupa, lub tego, komu on zleci […] Nie
            wolno bez biskupa ani chrzcić ani sprawować agapy, lecz co on zatwierdzi, to i
            dla Boga będzie miłe ” (Ignacy, Do Kościoła w Smyrnie, VIII, 1-2)

            „Godzi się zaś, aby mężczyźni, którzy się żenią i kobiety, które wychodzą za
            mąż, łączyli się z wiedzą biskupa”… (Ignacy, Do Polikarpa, V, 2)

            „Trwajcie przy waszym biskupie, aby i Bóg był z wami. Ofiaruję moje życie za
            tych, którzy poddani są biskupowi, kapłanom i diakonom – i obym mógł dostąpić z
            nimi uczestnictwa w Bogu” (tamże, VI, 1).


            Jak już napsałam wyboru tekstów dokonał ktos inny, skomentowałam ja sama tak jak
            to widzę.

    • samboraga Re: Wierzyć we wspólnocie czy bez niej? Kij w mro 19.05.05, 22:41
      czekaj Sion, bo jednego nie rozumiem, chociaż przeczytałam wszystkie posty ale
      dużo tegowink, moze coś przeoczyłamsmile
      kto to dla Ciebie 'zinstytucjonalizowany' chrześcijanin?
      czy 'niesamodzielny' to uczestniczący we wspólnocie na poziomie Kościół-
      Cerkiew-Zbór czy na poziomie, przykładowo, neokatechumenat kontra msza
      parafialnawink


      • sion2 Re: Wierzyć we wspólnocie czy bez niej? Kij w mro 20.05.05, 11:50
        samboraga napisała:

        > czekaj Sion, bo jednego nie rozumiem, chociaż przeczytałam wszystkie posty ale
        > dużo tegowink, moze coś przeoczyłamsmile
        > kto to dla Ciebie 'zinstytucjonalizowany' chrześcijanin?
        > czy 'niesamodzielny' to uczestniczący we wspólnocie na poziomie Kościół-
        > Cerkiew-Zbór czy na poziomie, przykładowo, neokatechumenat kontra msza
        > parafialnawink
        >
        >


        Chodzi o to że ostatnio coraz więcej ludzi ma trudności z określeniem do jakiej
        wspólnoty-denominacji należą. Nic im nie pasuje "całkowicie", nie wiedzą do
        jakiego koscioła należeć (oczywiscie nie mam na mysli wypełnienie formularza pt
        "jestem katolikiem" "jestem baptystą" itp.), nie potrafią przyjąc prawd wiary
        żadnego kościoła bo w każdym widzą coś "nietak".
        Pojawiają się rózne pomysły np. chrześcijanstwo międzywyznaniowe lub
        chrześcijaństwo ponadwyznaniowe które proponują b. niebezpieczny synkretyzm
        religijny. Pojawiają sie ludzie i całe grupy wykorzystujące "rozczarowanie"
        morlanością kleru i bazując na tym podważają cała naukę i wiarę KK albo każdej
        innego koscioła (zależy od rejonu świata).

        Tak więc chrześcijanin niezrzeszony to czlowiek ktory twierdzi że jest
        chrześcijaninem ale nie nalezy do żadnego kościoła, nie przyjmuje wobec tego
        żadnych autorytetów ludzkich w sprawie swojego rozwoju jako wierzącego, sam
        czyta Biblię i sam ją interpretuje dla siebie (a czasem dla innych). I jeszcze
        do tego twierdzi że własnie tak postępowali pierwsi chrześcijanie, ze nie byli
        oni podporządkowani apostołom, episkopoi i presbiteroi, że wszelka "hierarchia"
        koscielna nie pochodzi od Boga, że jest wymysłem późniejszych wieków. Twierdzą
        że katolicy słuchają ludzi a oni są "lepsi" bo słuchają się tylko Boga (czytając
        Biblię). Gdyby jednak tak było że cała relacja z Bogiem mogła istnieć bez
        wspólnoty która by tę wiarę weryfikowała to nie byłoby tylu denominacji
        protestanckich tak różniących się nauką, gdyż Bóg nie przeczy sam sobie.

        W istocie mamy według mnie cztery "poziomy"
        - w KK jest hierarchia, na wzór (jeżeli chodzi o zasadę a nie formę ktora sie
        przez wieki zmienia) pierwotnego Kościoła: posłuszenstwo biskupom (apostołom),
        odgórne czuwanie nad doktryną (apostołowie wraz z prezbiteroi), napominanie
        przez całą wspólnotę, wykluczanie jawnych gorszycieli ktorzy nawrócic się nie
        chcą itd.
        - w kosciołach bezpośrednich spadkobierców Lutra jest : własnie jak? moze ktos
        się wypowie?
        - w kosciołach kolejnych reformacji z tego co wiem (a wiem mało) pastor nie ma
        żadnej "władzy" duchowej, ale jest wspólnota z która sie praktykuje wspólnie,
        modli, gromadzi, troszczy sie o siebie itd., ale nie ma posłuszenstwa wiary i
        ciagle powstają nowe kościoły bo się komuś cos tam nie spodobało albo mu "Duch
        św" objawił że ma swój koscioł założyć (naprawdę nie ironia i nie złościliwośc
        tylko konkretne przykłady z USA oraz innych krajów)
        - i są chrześcijanie "wolni strzelcy" nigdzie nie należący, a twierdzący że
        własnie ich koncpecja chrześcijaństwa jest "biblijna"

        Mam nadzieję że wyjasniłam o co mi chodzi.
        A słusznie zauważyłaś że i wewnątrz samego KK mogą być wspólnoty nie bardzo
        rozumiejące że trwamy razem a nie tylko obok siebie, i lansujace poglądy w
        rodzaju "nasza Msza jest lepsza" ;0)
        • samboraga Re: Wierzyć we wspólnocie czy bez niej? Kij w mro 20.05.05, 12:18
          ok.
          dzięki za wyjaśnieniesmile
    • sion2 i jeszcze... 20.05.05, 11:58
      spotkałam sie z zarzutem takim wielokrotnie: że posłuszeństwo katolików swoim
      biskupom i księżom powoduje że Duch św nie może działać w tym kosciele gdyż
      gdyby działał to wszyscy którzy Go usłyszą odeszliby z KK. A jak gdzies jakąś
      wspólnotę w KK "Duch św" zaczyna nauczac tak ze podważa jakąś prawdę wiary KK,
      biskupi zareagują ze to jest złe i nie pochodzi od Ducha św. - uczestnicy tych
      grup ostentacyjnie odchodzą od KK, lamentując ze "katolicy nie słuchają Ducha
      św" i zakładają swój kosciól albo przyłączają się do jakiejś denominacji innej.
      Tymaczasem Biblia ktorej tyle nacytowałam wyraźnie pokazuje ze to lud Bozy
      sluchał się apostołów, episkopoi oraz prezbiteroi a nie na odwrót w sprawach
      "czystosci nauki". Dziesiątki miejsc w Biblii opisują domaganie się
      posłuszenstwa przez apostołów i ich następców.
      • svistak tylko... 21.05.05, 14:21
        ...widze ze zadajesz pytania i sama sobie na nie odpowiadasz smile hmmm... twoje
        wypowiedzi baaardzo przypominaja mi pewien tekst z :apologetyka.katolik.pl (czy
        jakos tak podobnie)...i jeszcze jeden malutki grosik: brak mi wsrod
        wymienionych przez ciebie : osob, ktore sa bezwyznaniowe nie z wlasnego wyboru,
        lecz wykluczonych przez ortodoksyjnie wierzacych i tu i tu i
        tu...poranionych...ktorzy chetnie by gdzies dawali-brali milosc a tak - zostali
        rzuceni jak ziarno i jedni przynosza plon, inni niestety nie...
        • sion2 Re: tylko... 21.05.05, 16:58
          Tekst jest na podstawie innego tekstu właśnie z apologetyka.katolik lecz pytanie
          jest moje, bo chciałam zobaczyć jak inni widza ten problem. Odkryłam ten tekst
          gdy musiałam poszukać usystematyzowanych cytatów dla twierdzenia czyjegos ze
          Jezus nie jest Bogiem równym Ojcu i Duchowi św. - na forum "Kościół religia"

          ale przemyślenia są jak najbardziej moje smile, cytaty wybrane do tematu - przez
          autora z "apologetyki" smile, za leniwa jestem żeby siedzieć nad całą Biblią w
          próbie "udowodnienia" sobie że w coś tam wierzę - nie potrzebuję smile
          sama zresztą się lekko zaskoczyłam że aż tyle podobieństw jest między zasadami
          funkcjonowania pierwszych gmin a dziesiejszym KK
          oczywiscie mówię o zasadach a nie o formie zewnętrznej ktora się przez wieki
          zmieniała
          krótko mówiąc: posłuszeństwo biskupom, księżom w sprawach wiary, soborom,
          napominanie błądzących, przestrzeganie przed fałszywymi naukami, wykluczanie ze
          wspólnoty gdy ktos uparcie nie chce uznać swojego błędu, ustanawianie
          prezbiterów przez innych prezbiterów albo episkopoi a nie "bo ja chcę być
          księdzem/pastorem to jestem" - to wszystko było w pierwotnym kosciele i jest od
          zawsze w KK

          a pytanie moje: na ile jest w innych denominacjach? odpowiedzi brak, bo pyta
          sion wink, zresztą nie jest to istotne gdyż jest to tylko przedstawienie pewnego
          poglądu

          tekst na "apolegetyce" skłonił mnie to zadania pytania czy według szanownych
          uzcestników forum wspólnota pełni jakąś funkcję w mojej relacji do Boga poza tym
          że są to ludzie z którymi razem się modlę?

          i jak to jest: czy rzeczywiście każdy jest dla siebie "Duchem św."? - czyli
          wydaje mi się że w moim sercu Duch św powiedział mi to i to i wobec tego mam
          PEWNOŚĆ ze to On mi powiedział "bo tak mi się wydaje że to był On"?

          tam na tym portalu ksiądz zadał pytanie że tego nie rozumie że protestanci
          starsznie się burzą na dogmat o nieomylności papieża a jednoczesnie... sami
          swtorzyli dogmat że każdy z nich jest nieomylny ! No bo wystarczy ze weźmie
          Biblię, pomodli się, coś tam uslyszy i juz jest pewny że to pochodzi od Boga...
          Ale nie jestem pewna ze można aż tak podsumować ten aspekt "sola scriptura" - że
          nie mozna jej do tego sprowadzić to oczywista...

          co do "wyrzucenia" z KK - jak świat światem, "wyrzucenie" (co masz na mysli:
          eskomunikę? odmówienie przydzielenia salki przy plebanii na "wywrotowe"
          spotkania? publiczne nazwanie czyjejś nauki za "niezgodną z wiarą KK"? oficjalne
          pismo z Rzymu?) nigdy nie jest bez winy i powodu... Jesli ktos jest w grupie
          ktora zaczyna głosić nauki sprzeczne z wiarą katolicką i pomimo upomnien,
          rozmów, interwencji itd. nie chce zmienić postępowania to w końcu odmawia się mu
          prawa do spotykania się jako "katolik" i przeciągania ludzi do swojej grupy itd.
          Ostatnimi czasy było kilka takich grup, powstałych w łonie KK, które w pewnym
          momencie pod wpływem "Ducha św." zaczynały głosić ze nie ma sakramentów, że nie
          wolno modlić się do Maryi itd. I pomimo upomnień osób do tego powołanych tzn.
          najpierw księży a potem biskupów, takie grupy juz nieczego nie widzą poza sobą
          samym i swoją nauką objawioną przez "Ducha św". No i jest klops.

          Myli się ten kto by sądził że są to przypadki tylko współczesnego KK, ktoremu w
          ten sposób "Duch św daje znać przez wierzących aby się opamiętał". Takie
          przypadki są obecne od czasów apostolskich - świadectwa w Biblii - przez
          wszystkie wieki - aż do dziś. I od samego początku osobami powołanymi do
          rozstrzygania sporów i osądzania prawowierności danej nauki byli najpierw
          apostołowie a potem ich następcy.


          • svistak tylko...sion2 :-) 21.05.05, 22:00
            W watku o Deklaracji Domine Iesus przedstawiono stanowisko Kosciola
            Prawoslawnego i tam m.in. czytamy:
            "Kościołami katolickimi są również Kościół prawosławny,
            Kościoły przedchalcedońskie. (W podobny sposób zawłaszczono również
            pojęcie "stolicy apostolskiej" określając nim wyłącznie biskupstwo Rzymu
            podczas gdy oznacza ono każde biskupstwo założone przez Apostoła). Deklaracja
            głosi "historyczną ciągłość - zakorzenioną w sukcesji apostolskiej - jedynie
            pomiędzy Kościołem założonym przez Chrystusa i Kościołem katolickim" (§ 167,
            17). Należy tu podkreślić, że podobna ciągłość historyczna istnieje w Kościele
            prawosławnym i Kościołach przedchalcedońskich ( dyskusyjną pozostaje kwestia,
            czy sukcesja dotyczy osób (§ 16), czy też całego Kościoła). Deklaracja
            ogranicza pełnię prawdy i łaski do Kościoła rzymskokatolickiego.
            Sformułowania "Kościół Chrystusowy pomimo podziału chrześcijan nadal istnieje w
            pełni jedynie w Kościele katolickim" (§ 16), czy też, "istnieje zatem jeden
            Kościół Chrystusowy, który trwa w Kościele katolickim rządzonym przez Następcę
            Piotra i biskupów w łączności z nim" (§ 17), świadczą o tym wyraźnie. Czy ma
            oznaczać, że sakramenty udzielane w Kościele prawosławnym dają jedynie
            cząstkową łaskę? W tych stwierdzeniach Deklaracja odwołuje się do tezy, ze
            Kościół Chrystusowy "trwa w Kościele katolickim rządzonym przez Następcę Piotra
            i przez biskupów w łączności z nim" (§ 17). Kościół prawosławny i Kościoły
            chrześcijańskie odrzucają twierdzenie, że prymat "Biskup Rzymu posiada
            obiektywnie z ustanowienia Bożego i sprawuje go nad całym Kościołem" (§ 17).
            Biskup Rzymu nie sprawował w pierwszym tysiącleciu żadnej jurysdykcji nad
            czterema patriarchatami na Wschodzie (Konstantynopol, Aleksandria, Antiochia,
            Jerozolima), ani też nikt nie uważał biskupa Rzymu za nieomylnego w sprawach
            wiary i moralności Nieomylność przysługiwała jedynie Soborom Powszechnym, o ile
            nastąpiła recepcja ich orzeczeń. Fakty te zmuszają do zastanowienia się nad
            kwestią, czy Kościół rzymskokatolicki posiada pełnię prawdy?Deklaracja powtarza
            tezę Soboru Watykańskiego II (Dekr. Unitatis redintegratio,3), że Kościoły nie
            posiadające wspólnoty z Kościołem rzymskokatolickim "podlegają brakom" (§ 17).

            Misją Kościoła jest zbawienie człowieka przez łaskę (także w sakramentach),
            wiarę i życie godziwe. Jakież więc "braki" występują w Prawosławiu, skoro
            wszystkie te znamiona spełnienia misji są w nim obecne? Jeżeli natomiast
            Deklaracja uważa, że "brakiem" jest nie uznawanie przez
            Prawosławie "katolickiej nauki i prymacie Biskupa Rzymu" ( § 17), czy też
            innych jednostronnie ogłoszonych przez Kościół rzymskokatolicki dogmatów
            opartych o teologię scholastyczną, a nie o consensus Ojców Kościoła, to nie
            tylko nie jest to "brak", ale zachowanie ortodoksyjnej wiary. "

            Nasuwaja sie pytania:
            1. ktora denominacja jest w prostej linii sukcesorem nauczania apostolskiego?
            2. jesli kazdy sam musi stanac przed Bogiem i bedzie rozliczany na podstawie
            sumienia oraz stosunku do Jezusa Chrystusa po czynach wobec bliznich (tu na
            pierwszym miejscu ap.Pawel mowi o domownikach wiary, a Jezus w przypowiesci o
            Samarytaninie wskazuje na kazdego czlowieka), czy istotne jest do ktorego
            kosciola sie chodzi (lub nie) na nabozenstwo czy raczej wiara czynna w milosci?
            Uwaga! nie twierdze ze kosciol jako wspolnota jest niepotrzebny-wprost
            przeciwnie-zastanawia mnie tylko teza: czy poza kosciolem nie ma zbawienia? czy
            Bog jest tak ograniczony ze moze doprowadzic nieskazonym przed swoje oblicze
            tylko aktywnych dzialaczy koscielnych? nie znam ogromu milosierdzia Bozego w
            calosci, to czym mnie obdarza codziennie sprawia,ze ufam... Poza tym i Jezus
            uzdrawial ludzi spoza Izraela (wtedy na pewno nie nalezeli do zadnego zboru
            apostolskiego)...
            sorki, sion, tylko sie zastanawiam...
            dopuszczam mysl,Jezus nie chcial zakladac kolejnej denominacji... i ze
            chrzescijan wykleto(wykluczono) za niesubordynacje wobec kaplanow staro-
            nowotestamentowych...
            ..."Pojdz ZA MNA"-powiedzial Jezus, a nie:"Wstap do mego kosciola". Mowil
            tez:"Beda was przesladowac...i wypedzac z synagog...", czyzby byla jakas inna
            interpretacja tych slow? Wiem, ze w Izraelu bylo wiele roznych wspolnot,
            niektore baaardzo abstrakcyjne, a jednak laczyla wszystkich wyznawcow wiara w
            jednego Boga i jedna Tora,a chrzescijanie sie pogubili..."Beda wam mowic oto
            mesjasz jest tam, albo tu, wy nie chodzcie za nimi..."
            Uwaga!Jesli ktos jest gorliwym nasladowca Jezusa i ma spokojne sumienie podczas
            czytania Biblii - wie ze jego denominacja jest prowadzona przez pasterzy po
            Bozej mysli - to chwala Bogu! Ale jesli widzi ze jest cos nie tak, pasterze
            mimo napomnien trwaja w uporze i ciagna jeszcze za soba innych, to... sam musi
            podjac decyzje czy ma pozostac w takim kosciele i probowac cos samemu zmienic,
            czy nie! Kazdy ma swoje powolanie na okreslony czas. I kazdy musi sam zdac
            sprawe ze swoich czynow przed swoim Panem. Pytanie: komu dzisiaj sluzysz?
            Ap.Pawel napisal, ze jesli cos sie kloci z sumieniem czlowieka, jest
            grzechem... Czy masz pokoj w sercu? A jesli nawet tak jest - wlasciwe pytanie
            brzmi: CO O TYM MYSLI BOG?
            Svistak
            • darcia73 Re: tylko...sion2 :-) 22.05.05, 16:36
              svistak napisała:

              > Uwaga!Jesli ktos jest gorliwym nasladowca Jezusa i ma spokojne sumienie
              podczas
              >
              > czytania Biblii - wie ze jego denominacja jest prowadzona przez pasterzy po
              > Bozej mysli - to chwala Bogu! Ale jesli widzi ze jest cos nie tak, pasterze
              > mimo napomnien trwaja w uporze i ciagna jeszcze za soba innych, to... sam
              musi
              > podjac decyzje czy ma pozostac w takim kosciele i probowac cos samemu
              zmienic,
              > czy nie! Kazdy ma swoje powolanie na okreslony czas. I kazdy musi sam zdac
              > sprawe ze swoich czynow przed swoim Panem. Pytanie: komu dzisiaj sluzysz?
              > Ap.Pawel napisal, ze jesli cos sie kloci z sumieniem czlowieka, jest
              > grzechem... Czy masz pokoj w sercu? A jesli nawet tak jest - wlasciwe pytanie
              > brzmi: CO O TYM MYSLI BOG?
              > Svistak


              Zgadzam się smile
              Nie jestem formalnie w zadnym kosciele i dobrze mi z tym. Mam społecznośc z
              wierzącymi chrzescijanami roznych denominacji.
              Z KK odeszłam i jest to najlepsza decyzja w moim zyciu. Nawrocenie a potem ten
              krok pozwoliły mi rozwinąć "duchowe" skrzydła, zblizyc się do Boga. Gdybym
              dalej tkwiła w Kk zmarniałabym i zdurniałabym duchowo.
              Potem zrezygnowałam z członkowstwa w zborze baptystów z powodu roznych
              niesnasek w zborze. Z perpektywy czasu widze, ze była to nastepna dobra
              decyzja. Pomimo zachęt nie zdecydowalam się przyjąć członkowstwa u zielonych. I
              widzę w tym ogromny plus. Cieszę się, ze jestem "protestantką", że mam tą
              niesamowita wolnośc. Jezeli przyjdzie czas na czlonkowstwo w jakims zborze -
              Bog da mi wyraxny znak. Bede wiedziała to w sercu. Nie chce mi
              się "przeskakiwać z kwiatka na kwiatek". To jest ten czas, gdy nie zamykam się
              w strukturach jakiegoś zboru ale mam kontakt ze wszystkimi. Koscioł jest
              niewidzialną społecznością wszystkich wierzących a nie budowlą lub instytucją
              koscielną. Kontakt z innymi chrzescijanami, modlitwa, swiadectwa - jest bardzo
              potrzebny ale i bez tego naprawdę mozna wzrastac duchowo, gdy ktos nie ma
              innego wyjscia.
              Pierwszym podstawowym zadaniem kazdego chrzescijanina jest niesienie ewangelii.
              świezo nawrocona osoba potzrebuje koscioła (innych wierzących) aby wzrastac.
              jest jak noworodek, ktory potrzebuje opieki ze strony starszych braci.
              Ja jestem juz stara chrzescijanką i daję sobie rade, bycie czlonkiem w jakims
              zborze nie jest takie niezbedne.
              • samboraga Re: tylko...sion2 :-) 22.05.05, 18:14
                cóż, ja też podlegam zwykłej, codziennej katechezie, też odczytuję z niej Bożą
                obecność w moim życiu, Bożą wolę i też zmusza mnie ona do 'posłuszeństwa' i
                zmiany moich, często egoistycznych, planów
                często bardziej niż dokumenty soborówwink

                >To jest ten czas, gdy nie zamykam się
                > w strukturach jakiegoś zboru ale mam kontakt ze wszystkimi

                na dłuższą metę samo 'spijanie miodu' bez przyjęcia zobowiązań oraz wzięcia
                odpowiedzialności za innych (z którymi tworzę tę wspólnoptę, nawet
                niewidzialną) wydaje mi się nie fair
                (pomijam to że inaczej rozumiem pojęcie 'wspólnota')

                ale może to tylko ja mam taka masochistyczną wizję chrześcijaństwa
                jako 'słodkiego jarzma'wink
                • darcia73 Re: tylko...sion2 :-) 22.05.05, 20:33
                  samborago, to nie jest spijanie smietanki, tylko wychodzenie poza uklady wink
                  na ile mogę (jako mama nadpobudliwego dziecka, zapracowana i mająca mało czasu
                  nawet na sen) pomagam gdzie sie da. Zanim zaszlam w ciąże uczetniczyłam
                  aktywnie w roznych przedsiewzięciach i prowadziłam zajęcia z dziecmi w szkolce
                  niedzielnej u zielonych, chociaz nie byłam członkiem zboru. Nigdy nie uchylałam
                  się od pracy na rzecz Ewangelii i mam nadziję, ze dalej bede mogła na cos się
                  przydac. Poza tym mowię róznym ludziom o Bogu i Zbawieniu, wtedy gdy jest
                  sprzyjajaca okazja.
              • samboraga Re: do Darci 22.05.05, 18:24
                Darciu, jeszcze tylko pytanko (jeśli możnawink:

                > świezo nawrocona osoba potzrebuje koscioła (innych wierzących) aby wzrastac.
                > jest jak noworodek, ktory potrzebuje opieki ze strony starszych braci.
                > Ja jestem juz stara chrzescijanką i daję sobie rade, bycie czlonkiem w jakims
                > zborze nie jest takie niezbedne.

                czy to znaczy że jedyną strawą duchową dla Ciebie jest obecnie Biblia?
                (bo rozumiem, że podczas bycia w zborze baptystycznym, przyjmowałaś nauki tej
                denominacji - piękne słowo, nauczyłam się na forumsmile
                czy obecnie, nawet gromadząc się ze znajomymi chrześcijanami, nie dyskutujecie
                o sprawach wiary bo to jest 'prywatna sprawa' każdego, a jedynie łączy Was
                modlitwa?
                • darcia73 Re: do Darci 22.05.05, 20:44
                  Zawsze jedyną strawą duchową jest Biblia smile To jest Slowo Boze, nasz pokarm.
                  Inny nie został nam dany.
                  Wszystkie kazania i nauczania pastorów lub innych usługujących są (albo powinny
                  być) na podstawie Biblii i z nią zgodne.
                  Jezeli jestem gdzies na nabozenstwie i jest Wieczerza Pańska, to uczestniczę w
                  niej. Nikt mi jeszcze nie zabronił przystepowac do WP dlatego, ze nie jestem
                  czlonkiem zboru.
                  Kiedy jestem na grupie domowej i są tam ludzie roznych wyznan (m.in. katolicy)
                  to modlimy się i rozwazamy jakis fragment z Pisma Św, opowiadamy swiadectwa
                  itp. Są rózne sprzeczne poglądy i kazdy zna swoje zdanie ale jeszcze nigdy nie
                  spotkalam się tam ze "swietym oburzeniem" typu Sion, kiedy mowilam o swoich
                  poglądach. Jest jakoś inaczej. Moze dlatego, ze spotkanie jest "obmodlone"? A
                  wcale i ja i oni nie poklepujemy się po plecach tylko kazdy wali prosto z mostu.
                  • samboraga Re: do Darci 22.05.05, 22:54
                    co do Biblii, że jest podstawą to wiadomosmile
                    chyba źle się wyraziłam bo chodziło mi o to czy to jest JEDYNE źródło (a np.
                    kazania to też jakieś źródło tj odniesienie do własnej, osobistej wiary)
                    ale juz teraz mam jako taką jasnośćsmile

                    czyli uczestnicząc w kazaniach, rozważając wspólnie Ewangelię na spotkaniach
                    dopuszczasz możliwość 'obcej' interpretacji (innej niż Twoja) Pisma Św., w
                    każdym razie ją wysłuchujesz-tak?

                    to jeszcze Cię pomęczęwink
                    (ale jak nie chcesz to nie odpowiadaj)

                    czy dopuszczasz i jesteś w stanie przyjąć (inną interpretację itp.)?
                    czy to pozostaje osobną monadą, nic Ci to nie robi, po prostu czyjeś poglądy i
                    już, taki 'czysty protestantyzm'=tylko ja i Biblia?


                    • darcia73 Re: do Darci 23.05.05, 21:17
                      czyli uczestnicząc w kazaniach, rozważając wspólnie Ewangelię na spotkaniach
                      > dopuszczasz możliwość 'obcej' interpretacji (innej niż Twoja) Pisma Św., w
                      > każdym razie ją wysłuchujesz-tak?

                      Tak, zdaję sobie sprawe, ze ludzie pod wpływem roznego nauczania i wpływów
                      innych osób, mogą w odmienny sposob interpretowac fragmenty biblii i zawsze
                      tego wysłuchuję, bo to jest okazanie w jakis sposob szacunku dla rowmowcy.
                      A ze mam inne zdanie to juz temat do dyskusji z ta osobą i przedstawienia
                      swojego punktu widzenia. Nie uwazam się za teologa, i sa fragmenty ktorych nie
                      rozumiem ale to kwestia zaufania do Boga.

                      > to jeszcze Cię pomęczęwink
                      > (ale jak nie chcesz to nie odpowiadaj)
                      >
                      > czy dopuszczasz i jesteś w stanie przyjąć (inną interpretację itp.)?
                      > czy to pozostaje osobną monadą, nic Ci to nie robi, po prostu czyjeś poglądy
                      i
                      > już, taki 'czysty protestantyzm'=tylko ja i Biblia?


                      ja nie przyjmuje cudzych poglądów. Do określonego spojrzenia na sprawe musze
                      miec prowadzenie Ducha Św. Nawet trudno to opisac. Czytasz biblie i wiesz jak
                      jest, "słyszysz" jak Bog do ciebie przemawia.
                      Kiedy pastor ma prowadzenie Ducha Sw to jego kazanie ma moc, co "słychac, widac
                      i czuc" winka od razu wiadomo kiedy ktos wchodzi w swoja filozofię. Oczywiscie sa
                      sprawy drugorzedne "teologicznie" i wtedy nie widzę problemu. Ja uwazam tak,
                      moj brat inaczej ale nie ma to wpływu na kwestie istotne, o czym napisalam w
                      poscie o prostentantyzmie.
                      • samboraga Re: dzieki:-)) b/t 23.05.05, 21:38
            • sion2 Re: tylko...sion2 :-) 22.05.05, 19:17
              No tak svistaku ale mnie własnie BARDZO zależało na tym żeby nie dyskutowac
              "który kosciół jest tym najlepszym" - zaznaczyłam to na początku ale ... cóz
              spróbuje przynajmniej częściowo odnieśc się do tego co napisałaś
              choć dziwie się: ja nie prawosławna ty tez nie a mamy komentować stanowisko
              koscioła prawosławnego?


              svistak napisała:

              > W watku o Deklaracji Domine Iesus przedstawiono stanowisko Kosciola
              > Prawoslawnego i tam m.in. czytamy:
              > "Kościołami katolickimi są również Kościół prawosławny,
              > Kościoły przedchalcedońskie.

              Jest to wypowiedż z serii "my wiemy że KK poprzez deklarację Dominus Iesus
              chciał powiedzieć że tylko on jest prawdziwy i Chrystusowy" - wypowiedzi bardzo
              dla mnie niezrozumiałe i smutne gdyz ich autorzy pokazuja i eksponują z Dominus
              Iesus TYLKO to co same w niej widzą sad

              "(...)Kościół Chrystusowy, pomimo podziału chrześcijan, nadal istnieje w pełni
              jedynie w Kościele katolickim; po drugie, że «liczne pierwiastki uświęcenia i
              prawdy znajdują się poza jego organizmem», to znaczy w Kościołach i kościelnych
              Wspólnotach, które nie są jeszcze w pełnej wspólnocie z Kościołem katolickim"
              (rozdział IV)

              nie ma tu mowy że Kościół Chrystusowy trwa JEDYNIE w KK lecz że JEDYNIE W PEŁNI w KK
              (W podobny sposób zawłaszczono również
              > pojęcie "stolicy apostolskiej" określając nim wyłącznie biskupstwo Rzymu
              > podczas gdy oznacza ono każde biskupstwo założone przez Apostoła)

              pojęcie "stolica apostolska" należy do Rzymu nie dlatego że jest on jedną z
              wielu gmin założonych przez apostołów a w wyniku machinacji politycznych "padło
              na Rzym" jako siedzibę papieską
              lecz dlatego że w Rzymie zgineli śmiercią męczeńską apostołowie Piotr oraz
              Paweł, tam są ich groby
              są to kościoły zbudowane na krwi męczeńskiej największych apostołów i od samej
              śmierci apostołów przypisywano tym miejscom szczególne znaczenie, prymat
              kościoła rzymskiego datuje się od I wieku choć sama forma "papiestwa" w
              dziesiejszym znaczeniu wykształciła się w ciągu ok 200 lat od smierci Chrystusa
              (a nie została nagle utworzona w IV wieku na skutek spisku przeciw ludowi Bozemu
              jak donoszą różne "naukowe" antykatolickie wystąpienia) - mamy na to wiele
              zachowanych dokumentów, zaczynając od Klemensa Alekskandryjskiego z końca I wieku
              mozna nazywac "stolicami apostolskimi" wszystkie koscioły założone przez
              Apostołów gdyż jest to wtedy nazwa biorąca inny aspekt pod uwagę niż gdy mówimy
              o "stolicy apostolskiej - Rzymie" który także został załozony przez apostołów,
              zgineli tam śmiercią męczeńską oraz biskup tej gminy od samego poczatku
              chrześcijaństwa miał najwazniejszy głos
              juz po roku 200 mamy świadectwa że co Rzym rozstrzygnął w kwestii
              chrześcijanstwa uważa się za zakończone

              Deklaracja głosi "historyczną ciągłość - zakorzenioną w sukcesji apostolskiej
              - jedynie pomiędzy Kościołem założonym przez Chrystusa i Kościołem katolickim"
              (§ 167,
              > 17). Należy tu podkreślić, że podobna ciągłość historyczna istnieje w Kościele
              > prawosławnym i Kościołach przedchalcedońskich ( dyskusyjną pozostaje kwestia,
              > czy sukcesja dotyczy osób (§ 16), czy też całego Kościoła).

              tak gdyż o ile mi wiadomo za czasów Apostołów Kosciół byl jeden, a prawosławny
              pojawił się dopiero w XI wieku smile
              ważne tutaj jest stwierdzenie "zakorzenioną" - błędem jest twierdzenie więc że
              sukcescja apostolska = ciągłośc historyczna. Ciągłość historyczna jest tylko
              zakorzeniona w sukcesji apostolskiej a nie z nią równozanczna. W kosciele
              prawosławnym mamy sukcesję apostolską (nikt tego nie kwestionuje w KK!) ale NIE
              MAMY ciagłości historycznej pomiędzy K-łem prawosławnym a Kosciołem założonym
              przez Chrystusa, gdyż za Jego czasów i apostolskich nie było kilku kościołów
              lecz jeden smile
              wszelkie inne koscioły powstały naskutek odłączenia od KK wiec to logiczne że
              tylko KK ma ciągłosc historyczną

              Deklaracja
              > ogranicza pełnię prawdy i łaski do Kościoła rzymskokatolickiego.
              > Sformułowania "Kościół Chrystusowy pomimo podziału chrześcijan nadal istnieje w
              >
              > pełni jedynie w Kościele katolickim" (§ 16), czy też, "istnieje zatem jeden
              > Kościół Chrystusowy, który trwa w Kościele katolickim rządzonym przez Następcę
              > Piotra i biskupów w łączności z nim" (§ 17), świadczą o tym wyraźnie. Czy ma
              > oznaczać, że sakramenty udzielane w Kościele prawosławnym dają jedynie
              > cząstkową łaskę?

              e no nie, bardzo tendencyjne stwierdznie!
              łaska jesli jest udzielana np. sakrament chrztu, nigdy się nie spotkałam ze
              stwierdzeniem że chrzest w K prawosławnym jest tylko "cząstkowy" smile))))
              ze tylko cząstkowe jest bierzmowanie czy Eucharystia itd. smile))
              dziwie się jak ktos mógł tak napisać?
              chodzi o to że wszelkie inne koscioły niz KK powstały na skutek odrzucenia
              jakeijś części tego w co wierzy KK, prawda? a więc - patrząc od strony KK - te
              inne wspólnoty nie mają PEŁNI prawd wiary czy źródeł łaski itd.
              ale nie znaczy to że nie mają WCALE ani tym bardziej nie znaczy to że w_tych_
              elementach_które_są_wspólne_z_KK nie mają pełni działania łaski np. sakrament
              chrztu i inne - jakżesz Bóg mógłby działać w tych sakramentach "cząstkowo" wśród
              nich tylko dlatego że nie należa do KK....

              W tych stwierdzeniach Deklaracja odwołuje się do tezy, ze
              > Kościół Chrystusowy "trwa w Kościele katolickim rządzonym przez Następcę Piotra
              >
              > i przez biskupów w łączności z nim" (§ 17). Kościół prawosławny i Kościoły
              > chrześcijańskie odrzucają twierdzenie, że prymat "Biskup Rzymu posiada
              > obiektywnie z ustanowienia Bożego i sprawuje go nad całym Kościołem" (§ 17).
              > Biskup Rzymu nie sprawował w pierwszym tysiącleciu żadnej jurysdykcji nad
              > czterema patriarchatami na Wschodzie (Konstantynopol, Aleksandria, Antiochia,
              > Jerozolima), ani też nikt nie uważał biskupa Rzymu za nieomylnego w sprawach
              > wiary i moralności Nieomylność przysługiwała jedynie Soborom Powszechnym, o ile
              >
              > nastąpiła recepcja ich orzeczeń.
              tu musiałby sie wypowiedzieć ktoś znający dokładnie historię bo ja w kwestii
              k-ła prawosławnego nie jestem orłem, o wiele bardziej znam historię i róznice
              dotyczące linii protestantyzm-katolicyzm



              > Misją Kościoła jest zbawienie człowieka przez łaskę (także w sakramentach),
              > wiarę i życie godziwe. Jakież więc "braki" występują w Prawosławiu, skoro
              > wszystkie te znamiona spełnienia misji są w nim obecne? Jeżeli natomiast
              > Deklaracja uważa, że "brakiem" jest nie uznawanie przez
              > Prawosławie "katolickiej nauki i prymacie Biskupa Rzymu" ( § 17), czy też
              > innych jednostronnie ogłoszonych przez Kościół rzymskokatolicki dogmatów
              > opartych o teologię scholastyczną, a nie o consensus Ojców Kościoła, to nie
              > tylko nie jest to "brak", ale zachowanie ortodoksyjnej wiary. "

              zdanie prawosławnych - mają prawo smile
              wiem tylko jedno: zwłaszcza w kwestiach maryjnych to wschód wiele uznawał i
              czcił wcześniej niż zachód np. święto wniebowzięcia NMP, jest ze wschodu i bylo
              tam wcześniej niż na zachodzie smile
              >
              > Nasuwaja sie pytania:
              > 1. ktora denominacja jest w prostej linii sukcesorem nauczania apostolskiego?

              chodzi o to ze sukscesja apostolska w sensie święcen wcale nie musi sę równać
              wierności nauczania apostolskiego smile
              taki na przykład k-ł anglikański ma sukecję apostolską przez sakrament swięcen a
              ninkt nie wątpi juz teraz że od nauczania apostolskiego w sensie wiary odszedł
              b. daleko (homoseksulaizm, kobiety księżmi itd.)

              • philosophus Re: tylko...sion2 :-) 22.05.05, 19:58
                > "(...)Kościół Chrystusowy, pomimo podziału chrześcijan, nadal istnieje w pełni
                > jedynie w Kościele katolickim; po drugie, że «liczne pierwiastki uświęceni
                > a i
                > prawdy znajdują się poza jego organizmem», to znaczy w Kościołach i koście
                > lnych
                > Wspólnotach, które nie są jeszcze w pełnej wspólnocie z Kościołem katolickim"
                > (rozdział IV)
                > nie ma tu mowy że Kościół Chrystusowy trwa JEDYNIE w KK lecz że JEDYNIE W
                PEŁNI
                > w KK

                Dla mnie to to samo. To jak zdanie: w Rzymie zbawią Cie całego, a w
                Konstantynopolu tylko twoje nogi. Czysta demagogia.

                > pojęcie "stolica apostolska" należy do Rzymu nie dlatego że jest on jedną z
                > wielu gmin założonych przez apostołów a w wyniku machinacji
                politycznych "padło
                > na Rzym" jako siedzibę papieską
                > lecz dlatego że w Rzymie zgineli śmiercią męczeńską apostołowie Piotr oraz
                > Paweł, tam są ich groby
                > są to kościoły zbudowane na krwi męczeńskiej największych apostołów i od samej
                > śmierci apostołów przypisywano tym miejscom szczególne znaczenie, prymat
                > kościoła rzymskiego datuje się od I wieku choć sama forma "papiestwa" w
                > dziesiejszym znaczeniu wykształciła się w ciągu ok 200 lat od smierci
                Chrystusa
                > (a nie została nagle utworzona w IV wieku na skutek spisku przeciw ludowi
                Bozem
                > u
                > jak donoszą różne "naukowe" antykatolickie wystąpienia) - mamy na to wiele
                > zachowanych dokumentów, zaczynając od Klemensa Alekskandryjskiego z końca I
                wie
                > ku
                > mozna nazywac "stolicami apostolskimi" wszystkie koscioły założone przez
                > Apostołów gdyż jest to wtedy nazwa biorąca inny aspekt pod uwagę niż gdy
                mówimy
                > o "stolicy apostolskiej - Rzymie" który także został załozony przez apostołów,
                > zgineli tam śmiercią męczeńską oraz biskup tej gminy od samego poczatku
                > chrześcijaństwa miał najwazniejszy głos
                > juz po roku 200 mamy świadectwa że co Rzym rozstrzygnął w kwestii
                > chrześcijanstwa uważa się za zakończone

                b/k - teoria ulozona "na potrzeby"

                > tak gdyż o ile mi wiadomo za czasów Apostołów Kosciół byl jeden, a prawosławny
                > pojawił się dopiero w XI wieku smile

                Zgadza sie - tym kosciolem mozna nazwac owczesne gminy judeochrzescijanskie,
                nie zas kosciol rzymsko-katolicki, ktory wyksztalcil sie li tylko dzieki
                ukladowi "tiary z korona".

                > ważne tutaj jest stwierdzenie "zakorzenioną" - błędem jest twierdzenie więc że
                > sukcescja apostolska = ciągłośc historyczna. Ciągłość historyczna jest tylko
                > zakorzeniona w sukcesji apostolskiej a nie z nią równozanczna. W kosciele
                > prawosławnym mamy sukcesję apostolską (nikt tego nie kwestionuje w KK!) ale
                NIE
                > MAMY ciagłości historycznej pomiędzy K-łem prawosławnym a Kosciołem założonym
                > przez Chrystusa, gdyż za Jego czasów i apostolskich nie było kilku kościołów
                > lecz jeden smile

                zgadza sie! Chrystus nie zalozyl kosciola rzymskokatolickiego smile - dobrze, ze
                wreszcie moglas to napisac!

                > wszelkie inne koscioły powstały naskutek odłączenia od KK wiec to logiczne że
                > tylko KK ma ciągłosc historyczną

                sama sobie zaprzeczasz...

                > Deklaracja
                > > ogranicza pełnię prawdy i łaski do Kościoła rzymskokatolickiego.
                > > Sformułowania "Kościół Chrystusowy pomimo podziału chrześcijan nadal istn
                > ieje w
                > >
                > > pełni jedynie w Kościele katolickim" (§ 16), czy też, "istnieje zatem jed
                > en
                > > Kościół Chrystusowy, który trwa w Kościele katolickim rządzonym przez Nas
                > tępcę
                > > Piotra i biskupów w łączności z nim" (§ 17), świadczą o tym wyraźnie. Czy
                > ma
                > > oznaczać, że sakramenty udzielane w Kościele prawosławnym dają jedynie
                > > cząstkową łaskę?
                >
                > e no nie, bardzo tendencyjne stwierdznie!
                > łaska jesli jest udzielana np. sakrament chrztu, nigdy się nie spotkałam ze
                > stwierdzeniem że chrzest w K prawosławnym jest tylko "cząstkowy" smile))))
                > ze tylko cząstkowe jest bierzmowanie czy Eucharystia itd. smile))
                > dziwie się jak ktos mógł tak napisać?
                > chodzi o to że wszelkie inne koscioły niz KK powstały na skutek odrzucenia
                > jakeijś części tego w co wierzy KK, prawda?

                Nie! to KK powstal na skutek dołożenia pewnych prawd do tego, co wierzyła
                ówczesna reszta...

                > a więc - patrząc od strony KK - te
                > inne wspólnoty nie mają PEŁNI prawd wiary czy źródeł łaski itd.

                PRAWDA: Wj 20 i 21-34; Kpł; Lb 2-9; 15; 18-19; 28-30; Pwt; Ps 1; 9; 119; Mt
                5,17-20; 22,36-40; Łk 10,25-28; Rz 2,25-29; 3,19-21; 7,7-25; Ga 3,21-24; Hbr
                7,18-19; Jk 2,8-12

                WIARA: 1 J 5,1-5; J 1,12; 3,16; 5,24; Rz 1,17; 5,1; 10,9-10; Ga 3; Ef 2,8-9.
                Patrz także Rdz 15,6; Ps 37,3-9; Prz 3,5-6; Jr 17,7-8; Ha 2,4; Hbr 11; Jk 2; 1
                Tm 3,9; 5,8

                ŁASKA: Pwt 7,6-9; Ps 23,6; 25,6-10; 51,1; Jr 31,2-3; Rz 5,8; 16,20; 3,19-24;
                6,14; Ef 2,8-9; 2 Kor 12,9; 1 Tm 1,2; 1 P 5,5-7; 2P3,18

                Sprawdzcie, czy wasze koscioly odpowiadaja tym wersetom. Odpowiadaja? Wiec
                macie PEŁNIĘ PRAWDY, WIARY i ŁASKI. Gratuluje!

                > tu musiałby sie wypowiedzieć ktoś znający dokładnie historię bo ja w kwestii
                > k-ła prawosławnego nie jestem orłem, o wiele bardziej znam historię i róznice
                > dotyczące linii protestantyzm-katolicyzm

                :o)
              • isma Re: tylko...sion2 :-) 22.05.05, 20:57
                Odnosnie zarzutu o innych stolicach apostolskich. No, ja jestem wprawdzie
                kiepski historyk, ale, jesli mnie pamiec nie mysli, sformalizowany prymat
                biskupa Rzymu datuje sie od czasow, kiedy pozostale patriarachaty, mogace sie
                poszczycic zalozeniem przez apostolow, byly pod panowaniem muzulmanskim ;-(((.
                Mysle, ze nie ma sie tu co doszukiwac jakichs machinacji, po prostu tylko w
                Rzymie byla latwosc/mozliwosc gloszenia nauki Chrystusowej.
                A co do nieomylnosci przyslugujacej jedynie soborom, no, to gdyby prawoslawni
                bracia uczestniczyli w zachodnich soborach po rozlamie, problemu by nie bylo ;-
                ))). A spor o Filioque, w sensie teologicznym, daloby sie rozwiazac wink))
                • sion2 Re: tylko...sion2 :-) 22.05.05, 22:22
                  isma napisała:

                  > Odnosnie zarzutu o innych stolicach apostolskich. No, ja jestem wprawdzie
                  > kiepski historyk, ale, jesli mnie pamiec nie mysli, sformalizowany prymat
                  > biskupa Rzymu datuje sie od czasow, kiedy pozostale patriarachaty, mogace sie
                  > poszczycic zalozeniem przez apostolow, byly pod panowaniem muzulmanskim ;-(((.
                  > Mysle, ze nie ma sie tu co doszukiwac jakichs machinacji, po prostu tylko w
                  > Rzymie byla latwosc/mozliwosc gloszenia nauki Chrystusowej.
                  > A co do nieomylnosci przyslugujacej jedynie soborom, no, to gdyby prawoslawni
                  > bracia uczestniczyli w zachodnich soborach po rozlamie, problemu by nie bylo ;-
                  > ))). A spor o Filioque, w sensie teologicznym, daloby sie rozwiazac wink))



                  własnie ja jestem kiepska we wszelkich ścisłościach dotyczących wschodu sad((
                  natomaist w samym rozwoju papiestwa rozrózniamy czas kiedy był "prymat piotrowy"
                  lub "pierwszeństwo Rzymu" ale samo sformalizowanie że będzie to papież mający
                  władze jurysdykcyjną itd ostatecznie nastąpiło właśnie na koniec III wieku

                  natmiast od początku było rozstrzyganie sporów w Rzymie - w sensie że co tam
                  zadecydowano było rozwiązaniem ostatecznym
                • sion2 jeszcze świadectwa prymatu Rzymu 22.05.05, 22:37
                  swiadectwa z czasów I , II i III wieku

                  Klemens (ok 95 rok), ciekawa rzecz: najprawdopodobniej żył wtedy jeszcze apostoł
                  Jan, list był pisany do Koryntian a Efez leży dużo blizej Koryntu niż Efez
                  tymaczem jednak lis był napisany przez biskupa Rzymu do Koryntian spowodowany
                  jakimis problemami

                  "Prawdziwą radość nam sprawicie, jeśli usłuchacie tego, co piszemy w natchnieniu
                  Ducha Świętego i uśmierzycie grzeszną namiętność swej zawiści, stosownie do
                  napomnienia, jakie o pokoju i zgodzie dajemy w niniejszym liście. Oto posyłamy
                  do was mężów wiernych i roztropnych, którzy wśród nas żyli nienagannie od wieku
                  młodzieńczego aż do lat swoich. Oni to będą świadkami między wami a nami. To
                  czynimy, bo macie wiedzieć, że wszelkich starań dokładaliśmy i dokładamy, by jak
                  najrychlej u was pokój zapanował”

                  Ignacy antiocheński zmarły smiercią meczenska w 107 roku:

                  "Kościołowi, który zajmuje pierwsze miejsce, a leży w miejscowości przez Rzymian
                  zamieszkałej, który jest godny Boga, godny czci, godny chwały, godny
                  uwielbienia, godny powodzenia, godny świętości; który pierwsze zajmuje miejsce w
                  związku miłości; który posiada prawo Chrystusa i nosi imię Ojcowskie"

                  św. Ireneusz ok 180 roku
                  „Wskazując na następstwa największego i wszystkim znanego, przez dwu
                  najchwalebniejszych Apostołów Piotra i Pawła założonego i ustanowionego w Rzymie
                  Kościoła, który posiada tradycję od Apostołów i wiarę opowiadaną ludziom, a
                  dochodzącą aż do nas drogą kolejnego następstwa biskupów - zawstydzamy tych
                  wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób, ale nie tak jak trzeba, gromadzą koło
                  siebie zwolenników, czy to dla swego upodobania, czy dla próżnej chwały, czy
                  zaślepienia, czy fałszywych przekonań. Z tym bowiem Kościołem, dla jego
                  naczelnego zwierzchnictwa, musi się zgadzać każdy Kościół, to znaczy wszyscy
                  zewsząd wierni, bo w nim, przez tych, co są zewsząd, zachowała się tradycja
                  Apostołów"

                  synod w Sardyce r 343
                  „Jeśli jakiś biskup został osądzony w jakiejś sprawie i myśli, że ma słuszną
                  przyczynę, aby powtórnie wszczęto proces, wówczas zechciejcie uczcić, jeśli
                  łaska, pamięć św. Piotra Apostoła. Niech ci, którzy rozpatrzyli sprawę, lub
                  biskupi z sąsiedniej prowincji napiszą do Biskupa Rzymu. A jeśli on uzna, że
                  należy wznowić proces, niech go wznowi i niech wyznaczy sędziów. Jeśli zaś
                  osądzi, że sprawa nie zasługuje na to, by wznawiać rzeczy załatwione, co
                  postanowi – zostanie potwierdzone”


                  moje ulubione jest to ze 107 roku... "przewodniczyc w miłosci" smile)
                  • svistak Re: jeszcze świadectwa prymatu Rzymu 22.05.05, 22:43
                    ... a jezus, gdy uczniowie sie klocili kto z nich jest pierwszy... umyl im nogi!
                    s.
            • sion2 Re: tylko...sion2 :-) dalej 22.05.05, 20:10
              svistak napisała:

              > 2. jesli kazdy sam musi stanac przed Bogiem i bedzie rozliczany na podstawie
              > sumienia oraz stosunku do Jezusa Chrystusa po czynach wobec bliznich (tu na
              > pierwszym miejscu ap.Pawel mowi o domownikach wiary, a Jezus w przypowiesci o
              > Samarytaninie wskazuje na kazdego czlowieka), czy istotne jest do ktorego
              > kosciola sie chodzi (lub nie) na nabozenstwo czy raczej wiara czynna w milosci?
              > Uwaga! nie twierdze ze kosciol jako wspolnota jest niepotrzebny-wprost
              > przeciwnie-zastanawia mnie tylko teza: czy poza kosciolem nie ma zbawienia?

              w tym pytaniu mieszasz dwie sprawy: oczywiście że NAJWAŻNIEJSZA jest osobista
              relacja z Bogiem, praktykowana miłosc bliźniego i oczywiste że człowiek dobry
              miłujący nie będzie miał "zabronionego wstepu do nieba" dlatego ze nie nalezał
              do żadnej wspólnoty....
              natomiast również nie jest prawdą że wobec tego nieważne do jakiej wspólnoty
              należę istotne żebym miłował...dlatego że na kształt mojej miłosci do Boga
              WPŁYWA TO W CO WIERZĘ i jesli wierzę błędnie, także w jakiejś części moja
              relacja z Bogiem będzie podlegać "zabrudzeniu" czy "nie pełni poznania" - nie
              wiem jak to napisać
              spróbuję tutaj na przykładzie:
              weź na chwilę stan się nie sobą i spróbuj TYLKO TEORETYCZNIE przyjąc na krótki
              moment ze Jezus rzeczywiscie jest cały obecny w Sakramencie Eucharystii, ze
              przemienia chleb w swoje Ciało itd. Przyjmij na moment że jest to prawda. I
              teraz zobacz: pojawia się cała wielka, ogromna sfera duchowa, w twojej relacji z
              Bogiem w ktorej dziękujesz Mu za ten dar - że stał się pokarmem dla ciebie, cał
              sfera uwielbiania Go własnie za to, modlitw i szacunku wobec Boga ukrytego w
              Najśw. Sakramencie, świadomość niesamowita że On tak bardzo kocha że nie tylko
              umarł na Krzyżu za ciebie ale jeszcze został w eucharystii
              no i teraz - stając się na moment "katoliczką" spójrz na człowieka ktory odrzuca
              i nie wierzy w obecność realną Jezusa w Eucharystii - czy nie wydaje ci się z
              twojego punktu widzenia że ten czlowiek jest w jakimś aspekcie uboższy w relacji
              do Boga niż ty?

              podkreślam: "w jakimś aspekcie"
              bo zaraz sie na mnie rzucą że ja głoszę czy sugeruję że niekatolik to nie trwa w
              autentycznej relacji z Bogiem albo ze nie moze Go kochać mocniej niż katolik
              albo ze nie zna Boga itd itd itd. - tego NIE TWIERDZĘ

              czy poza kosciołem nie ma zbawienia? svistak w Dominus Iesus jest mnostwo calych
              ustepow poswięconych temu że ZBAWIENIE NIE JEST UWARUNKOWANE TYM ŻE JEST SIĘ /
              NIE JEST SIĘ CZŁONKIEM KK
              zbawienie każdego dokonuje się POPRZEZ KK (w sensie wspólnoty załozonej przez
              Chrystusa, zachowującej sakramenty itd.) ale NIE TYLKO W KK - to fundamentalna
              sprawa żeby przestać przypisywać KK intencję "jedynych zbawionych"

              w dziesiejszym chrześcijaństwie dzieje się sprawa zupełnie na odwrót:
              to katolikom jest odmawiane prawo do zbawienia jesli nie wyrzekną się swojej
              wiary, to katolicy są uważani za pogan, za bałwochwalców
              ja katoliczka tobie protestantce mówię " będziesz ze mną w niebie"
              a ty mnie co powiesz? zacytujesz jakiś fragmnet z Biblii gdzie jest "objawione"
              ze żaden katolik z powodu modlitw do Maryi, czci obrazów itd nie będzie w
              niebie, czyz nie tak?

              czy
              >
              > Bog jest tak ograniczony ze moze doprowadzic nieskazonym przed swoje oblicze
              > tylko aktywnych dzialaczy koscielnych? nie znam ogromu milosierdzia Bozego w
              > calosci, to czym mnie obdarza codziennie sprawia,ze ufam... Poza tym i Jezus
              > uzdrawial ludzi spoza Izraela (wtedy na pewno nie nalezeli do zadnego zboru
              > apostolskiego)...

              no nie, jak Jezus nauczał to w ogóle nie było zadnego zboru...smile))))

              > dopuszczam mysl,Jezus nie chcial zakladac kolejnej denominacji... i ze
              > chrzescijan wykleto(wykluczono) za niesubordynacje wobec kaplanow staro-
              > nowotestamentowych...

              tu się nie zgodzę, podobnie jak się nie zgodziłby zaden biblista smile nie tylko
              katolicki
              tzn. oczywiste jest że Jezus przyszedł do Izraela, że Zydzi w pragnieniu Boga
              mieli dostąpić zbawnienia, mieli przyjąc Mesjasza
              ale tego nie zrobili...
              jesliby chrześcijaństwo nie miało być czymś "nowym" to w ogóle nalezałoby
              zmienić calą Biblie prawie smile
              nie pamiętasz ilu proroków wołało w ST i głosiło że przyjdzie czas "Nowego
              Przymierza"? a czym jest ofiara Jezusa jesli nie własnie "Nowym przymierzem we
              Krwi Jego" ? przeciez jesteśmy "ekklesia" ktory On nabył własną Krwią - nie
              pamietam gdzie jest to w Pismie teraz - Nowe Przymierze to zupełnie inna jakość
              duchowa i skutki niż Stare! Przeciez setki są tego przykładów w Biblii gdzie
              wyrźnie jest mowa że ST stanowił tylko CIEŃ rzeczy przyszłych, tylko zapowiedź...
              jesliby w mocy ST było zbawić człowieka Bóg nie stałby się człowiekiem, gdyby
              przepisy starotestamentalne obowiązywały bez kontekstu i dzieła Jezusa Chrystusa
              - do tej pory przeciez chrzecijanin podlegałby obrzezaniu itd.....


              > ..."Pojdz ZA MNA"-powiedzial Jezus, a nie:"Wstap do mego kosciola". Mowil
              > tez:"Beda was przesladowac...i wypedzac z synagog...", czyzby byla jakas inna
              > interpretacja tych slow?

              svistak to przejrzyj sobie wszystkie te cytaty biblijne ktore - za kimś -
              podałam w cz. 2 i 3 tego wątku
              tam masz odpowiedź jak interpretowali nauczanie Jezusa pierwsi chrześcijanie
              mnóstwo przykładów o "wspólnocie" z której mozna było kogoś wykluczyć, przyjąć,
              w której naukę wyjaśniali UPOWAZNIENI DO TEGO a nie każdy kto wziął Biblie do reki
              " to miejcie przede wszystkim na uwadze że żadne proroctwo Pisma nie jest dla
              prywatnego wyjaśnienia" 2 P 1,20


              Wiem, ze w Izraelu bylo wiele roznych wspolnot,
              > niektore baaardzo abstrakcyjne, a jednak laczyla wszystkich wyznawcow wiara w
              > jednego Boga i jedna Tora,a chrzescijanie sie pogubili..."Beda wam mowic oto
              > mesjasz jest tam, albo tu, wy nie chodzcie za nimi..."

              no chrześcijanie akurat nie pogubli się w kwestii tego kto jest Mesjaszem, na
              szczęscie wszyscy wierzymy w Jedynego Zbawiciela - Jezusa Chrystusa
              speiramy się "tylko" co do kwestii niektorych aspektow Jego nauki smile

              > Uwaga!Jesli ktos jest gorliwym nasladowca Jezusa i ma spokojne sumienie podczas
              >
              > czytania Biblii - wie ze jego denominacja jest prowadzona przez pasterzy po
              > Bozej mysli - to chwala Bogu! Ale jesli widzi ze jest cos nie tak, pasterze
              > mimo napomnien trwaja w uporze i ciagna jeszcze za soba innych, to... sam musi
              > podjac decyzje czy ma pozostac w takim kosciele i probowac cos samemu zmienic,
              > czy nie! Kazdy ma swoje powolanie na okreslony czas. I kazdy musi sam zdac
              > sprawe ze swoich czynow przed swoim Panem.

              to dwie rózne sprawy: jesli kapłan/pastor/biskup popełnia niemoralne czyny to
              każdy ma prawo nie zgadzac się z jego postępowaniem

              a inna rzecz: według świadectw biblijnych do nauczania ludzi w imię Chrystusa,
              do wyjaśniania Jego nauki, do interpretacji Pisma powołani byli APOSTOŁOWIE I
              ICH NASTĘPCY a nie każdy kto weźmie Biblię i ogłosi że jemu to sie wydaje że
              Duch św powiedział mu ze Jezus to nie jest Bogiem więc on wie że właśnie to jest
              prawda
              albo ze jemu się wydaje że nalezy czcić szabat bo jest ważniejszy od
              zmartwychwstania Chrystusa itd. no i kto się nie zgodzi z tym co "Duch św."
              objawił tej osobie ma przechlapane smile

              Pytanie: komu dzisiaj sluzysz?
              > Ap.Pawel napisal, ze jesli cos sie kloci z sumieniem czlowieka, jest
              > grzechem... Czy masz pokoj w sercu? A jesli nawet tak jest - wlasciwe pytanie
              > brzmi: CO O TYM MYSLI BOG?

              nie wiem czy to są pytanie do mnie osobiste?
              moja wiara nie kłóci sie z moim sumieniem absolutnie!
              i co więcej: nawet tu na forum znajdziesz dziesiątki katolików praktykujących
              wiarę i trwających w głębokiej relacji z Bogiem, co dzien rozważających Biblę
              którym, Duch św w ogóle nie mówi że mają odejść z KK, ze jego wiara jest
              nieprawdziwa i błędna smile)))))

              to chyba niesamowita pycha uważac że każdemu Duch św powie że
              • svistak Re: tylko...sion2 :-) dalej 22.05.05, 22:41
                sion2 napisała:

                1.> " to miejcie przede wszystkim na uwadze że żadne proroctwo Pisma nie jest
                dla > prywatnego wyjaśnienia" 2 P 1,20

                Ad1. w tym fragmencie jest mowa o tym by nie interpretowac Słowa wg wlasnego
                widzimisie i jest to wazne. Dlatego protestanci, biorac przyklad z Jezusa ("Ale
                napisano rowniez..." wypowiedziane w odpowiedzi na faryzejskie "Napisano....")
                staraja sie znac CALA Biblie.

                2.> w której naukę wyjaśniali UPOWAZNIENI DO TEGO a nie każdy kto wziął Biblie
                do reki

                > a inna rzecz: według świadectw biblijnych do nauczania ludzi w imię Chrystusa,
                > do wyjaśniania Jego nauki, do interpretacji Pisma powołani byli APOSTOŁOWIE I
                > ICH NASTĘPCY a nie każdy kto weźmie Biblię i ogłosi że jemu to sie wydaje że
                > Duch św powiedział mu ze Jezus to nie jest Bogiem więc on wie że właśnie to
                jest > prawda> albo ze jemu się wydaje że nalezy czcić szabat bo jest
                ważniejszy od > zmartwychwstania Chrystusa itd. no i kto się nie zgodzi z tym
                co "Duch św.">

                Ad2.Jak zatem wyjasnisz proroctwo Joela zapisane m.in. w 1 rozdziale Dziejow
                Apostolskich o wylaniu Ducha Świetego na slugi i sluzebnice? Czy ograniczysz
                obecnosc Ducha Świętego jedynie do spiewu czy modlitwy na jezykach, czy
                laskawie pozwolisz na proroctwo, ale wyjasnianie i nauczanie dotyczace Biblii
                to juz musi byc wg ciebie domena jedynie ordynowanych duchownych plci meskiej?
                Czyz Jezus nie powiedzial o Pocieszycielu, ktory bedzie nauczal? Czyzby gdzies
                ukryto tak wazny fragment wersetu jak "tylko poprzez tych, na ktorych
                apostolowie poloza rece?". Boza laska jest przeogromna, nie zapominaj o tym.
                Reszta zboru ma uwaznie przysluchiwac sie proroctwom i je badac, podobnie z
                nauczaniem "Kto naucza, niech czyni to jak napisano..." (cytuje z glowy, wiec
                moga byc niescislosci, wybaczcie).
                Skoro paterze kosciola moga zbladzic, jak sama przyznalas, jakaz gwarancja ze
                nie zgubili wlasciwego nauczania? bo taka jest tradycja? szarzy czlonkowie w
                pokorze obcujacy z Biblia i Bogiem, ktory poprzez prorokow przemawial zanim ona
                powstala, musza czuwac, a nie bac sie ze zabladza we wlasnych
                interpretacjach... nie mozna przeginac ani na jote! Isc za Jezusem a nie za
                przewodnikami, nastepcami itp.

                A jesli chodzi o przynaleznosc do wspolnoty. Tak, kosciol jest potrzebny,
                zwlaszcza gdy ktos przezywa kryzys lub jest "niepoprawnym gadula" (to zart) i
                musi opowiedziec o kazdej cudownej chwili spedzonej/przezytej z Mistrzem nie
                komu innemu, ale wlasnie swoim wspolbraciom. Ci, co ida obok roznych nurtow
                chrzescijanstwa maja trudniej, zapewne...Ci, co sa "w" moga jednak tak sie
                zakorzenic, ze zaczna postrzegac swiat jako "my-oni" nawet we wlasnym
                kosciele... takie kolka wzajemnej adoracji "wielce uduchowionych" zdarzaja sie
                chyba wszedzie smile
                Tak czesto pada tu slowo "odpowiedzialnosc" w kontekscie denominacji... coz,
                chyba nie do konca rozumiem, dlaczego osoba ktora jest bezdenominacyjna mialaby
                nie byc odpowiedzialna... moze ktos mi to wyjasni, he?
                svistak
                • sion2 to jak to jest z tą nieomylnością? 23.05.05, 14:51
                  svistak napisała:

                  > sion2 napisała:
                  >
                  > 1.> " to miejcie przede wszystkim na uwadze że żadne proroctwo Pisma nie je
                  > st
                  > dla > prywatnego wyjaśnienia" 2 P 1,20
                  >
                  > Ad1. w tym fragmencie jest mowa o tym by nie interpretowac Słowa wg wlasnego
                  > widzimisie i jest to wazne. Dlatego protestanci, biorac przyklad z Jezusa ("Ale
                  >
                  > napisano rowniez..." wypowiedziane w odpowiedzi na faryzejskie "Napisano....")
                  > staraja sie znac CALA Biblie.

                  w tym fragmencie nie ma mowy o tym że jak ktoś zna całą Biblię to już każdy
                  fragment będzie umiał poprawnie zinterpretować
                  w protestantyzmie dzieje się własnie dokladnie wbrew temu co chcieli
                  apostołowie, wbrew temu cytatowi: każdy ma prawo powiedzieć że jemu Duch św ten
                  a ten fragment wyjaśnił tak a tak , gdyby było inaczej naprawdę nie byłoby az
                  tylu róznic między wami
                  a katolik także może jesli chce poznać cała Biblię, nikt mu tego nie zabrania,
                  bo przeczytanie całej Biblii nie powoduje że nagle już mogę stać się autoryetem
                  dla siebie i innych


                  > 2.> w której naukę wyjaśniali UPOWAZNIENI DO TEGO a nie każdy kto wziął Bib
                  > lie
                  > do reki
                  >
                  > > a inna rzecz: według świadectw biblijnych do nauczania ludzi w imię Chrys
                  > tusa,
                  > > do wyjaśniania Jego nauki, do interpretacji Pisma powołani byli APOSTOŁO
                  > WIE I
                  > > ICH NASTĘPCY a nie każdy kto weźmie Biblię i ogłosi że jemu to sie wydaje
                  > że
                  > > Duch św powiedział mu ze Jezus to nie jest Bogiem więc on wie że właśnie
                  > to
                  > jest > prawda> albo ze jemu się wydaje że nalezy czcić szabat bo jest
                  > ważniejszy od > zmartwychwstania Chrystusa itd. no i kto się nie zgodzi z t
                  > ym
                  > co "Duch św.">
                  >
                  > Ad2.Jak zatem wyjasnisz proroctwo Joela zapisane m.in. w 1 rozdziale Dziejow
                  > Apostolskich o wylaniu Ducha Świetego na slugi i sluzebnice?

                  nie widzę związku!
                  gdzie ja wyraziłam zdanie że Duch św nie udziela się zwykłemu czlowiekowi? każdy
                  chrzescijanin doświadcza i obecności Ducha św i Jego działania a nie wiedzieć
                  czemu miałoby to gwarantować mu nieomylnośc w sprawach doktrynalnych...

                  Czy ograniczysz
                  > obecnosc Ducha Świętego jedynie do spiewu czy modlitwy na jezykach, czy
                  > laskawie pozwolisz na proroctwo, ale wyjasnianie i nauczanie dotyczace Biblii
                  > to juz musi byc wg ciebie domena jedynie ordynowanych duchownych plci meskiej?

                  ponownie nie widzę związku...
                  ja nie ograniczam działania Ducha św! o czym ty mówisz?
                  łaskawie pozwalam na proroctwa smile)))))
                  katolicy tak samo jak protestanci mają kierowac się w zyciu codziennym
                  rozważaniem Pisma
                  ale co innego jest kierowanie się Pismem a co innego jest rozstrząsanie kwestii
                  doktrynalnych przez osoby nieupowaznione
                  możesz podac mi cytat biblijny z NT w ktorym będzie mowa o tym że chrzescijanie
                  nie musieli słuchac się apostołów, że kwestie wazne doktrynalnie np. spór czy
                  poddawać obrzezaniu pogan nawracających się na ewangelię? - że było to
                  rozstrzygniete przez jakiegoś chrześcijanina X z gminy Y czy też zwołano tzw.
                  sobór jerozolimski, gdzie APOSTOŁOWIE I STARSI zadecydowali wspólnie z Duchem
                  św. "...postanowiliśmy my i Duch sw..." co ma być?
                  tak więc rozrózniajmy kierowanie sie Pismem w życiu codziennym, dozwolone i
                  pożądane dla wszystkich od samowolnego roztrząsania kwestii doktrynalnych...


                  Czyz Jezus nie powiedzial o Pocieszycielu, ktory bedzie nauczal? Czyzby gdzies
                  > ukryto tak wazny fragment wersetu jak "tylko poprzez tych, na ktorych
                  > apostolowie poloza rece?". Boza laska jest przeogromna, nie zapominaj o tym.

                  no własnie sam Jezus zapewnił nas że Duch św będzie kierował Kościołem, czy jest
                  gdzies mowa w Biblii o tym ze kosciołowi Duch będzie "zabrany"?
                  bo skoro nie działa On przez hierachię w KK...

                  > Skoro paterze kosciola moga zbladzic, jak sama przyznalas, jakaz gwarancja ze
                  > nie zgubili wlasciwego nauczania? bo taka jest tradycja? szarzy czlonkowie w
                  > pokorze obcujacy z Biblia i Bogiem, ktory poprzez prorokow przemawial zanim ona
                  >
                  > powstal
                  a, musza czuwac, a nie bac sie ze zabladza we wlasnych
                  > interpretacjach... nie mozna przeginac ani na jote! Isc za Jezusem a nie za
                  > przewodnikami, nastepcami itp.

                  no własnie tylko czemu realizacja tego "pójścia za Jezusem" powoduje wśród
                  protestantów setki rozłamów? zdarza się że małżeństwo należy do jednego zboru a
                  po paru latach ona lub on zakłada własny kosciół...

                  stosowanie reguły przez ciebie podanej jest okropne w skutkach:
                  - każdy dla siebie staje się Duchem św.
                  - stwarza sie wrażenie że Duch działa przez każdego... tylko nie przez
                  przewodników/pastorów/ księzy/biskupów
                  - lud moze napominać swojego pastora/księdza/biskupa i wtedy jest to "działanie
                  Ducha" ale ci pastorzy/księża/biskupi nie mają prawa pouczać ludu gdyż jesli
                  komuś zwrócą uwagę zaraz są oskarżani ze działają we własnym interesie a
                  upomniany dochodzi do wniosku że "trzeba Boga słuchac a nie ludzi" i odchodzi w
                  swoją stronę...

                  >
                  > A jesli chodzi o przynaleznosc do wspolnoty. Tak, kosciol jest potrzebny,
                  > zwlaszcza gdy ktos przezywa kryzys lub jest "niepoprawnym gadula" (to zart) i
                  > musi opowiedziec o kazdej cudownej chwili spedzonej/przezytej z Mistrzem nie
                  > komu innemu, ale wlasnie swoim wspolbraciom. Ci, co ida obok roznych nurtow
                  > chrzescijanstwa maja trudniej, zapewne...Ci, co sa "w" moga jednak tak sie
                  > zakorzenic, ze zaczna postrzegac swiat jako "my-oni" nawet we wlasnym
                  > kosciele... takie kolka wzajemnej adoracji "wielce uduchowionych" zdarzaja sie
                  > chyba wszedzie smile

                  wspólnota jest potrzebna takze dlatego żeby przez obecnego w niej Ducha św. w
                  spoób szczególny w osobach upowaznionych do nauczania, mogła czuwac nad
                  czystością wiary i relacji do Boga smile
                  jest coś takiego jak "sensus fidei" w ludzie wierzącym i własnie to dzialanie
                  Ducha wiele razy uratowało chrześcijanstwo przed herezjami...ktorym poddali się
                  już liczni biskupi

                  > Tak czesto pada tu slowo "odpowiedzialnosc" w kontekscie denominacji... coz,
                  > chyba nie do konca rozumiem, dlaczego osoba ktora jest bezdenominacyjna mialaby
                  >
                  > nie byc odpowiedzialna... moze ktos mi to wyjasni, he?


                  tu nie chodzi o odpowiedzialność tylko o uleganie przekonaniu ze jestem
                  przeźroczysty dla Ducha św., że nie ulegam pysze i samouwielbieniu, ze jak coś
                  Duch mi mówi ja zawsze usłyszę i zrozumiem dokladnie tak jak Bóg chce
                  brak obiektywnego odniesienia w "badaniu Ducha i studiowaniu Pisma" ,
                  przekonanie o własnej nieomylności powoduje największe rozłamy i herezje...

                  zobacz na przykładzie ty i anton1 z tego forum: obydwoje badancie Pisma i
                  twierdzicie że Bóg do was mówi przez swoje Słowo, prawda?
                  to jak w takim razie wytłumaczyć ze anton1 w Pismie widzi że Jehowa mu mówi że
                  Jezus nie jest Bogiem, ze Pismo świadczy że pierwsi chrześcijanie nie wierzyli w
                  bóstwo Jezusa równe Ojcu i Duchowi
                  a ty badasz to samo Pismo i twierdzisz że tobie Bóg mowi zupelnie coś innego...

                  wiec jak to jest? Bóg przeczy sam sobie?


                  i pytanie moje do wszystkich protestantów:
                  nie rozumiem że oburzacie się na dogmat katolicki ze papiez w sprawach wiary i
                  moralnosci "ex cathedra" jest nieomylny - ze względu na obecnosc Ducha św
                  działającego przez urząd papieski (asystencja Ducha św)

                  a jednocześnie twierdzicie w zasadzie że każdy z was jest nieomylny gdy weźmie
                  Pismo i pomodli się - i już wie co mu Duch mowi i musi być temu posłuszny?
                  svistak ty najwyrażniej nie dopuszczasz myśli że mozesz błądzić... jesteś
                  nieomylna w swoich wyborach, nie?

                  to ja już wolę mieć jednego nieomylnego papieża niz wszystkich we wspólnocie smile)))))

                  • svistak Re: to jak to jest z tą nieomylnością? 26.05.05, 19:41
                    ...sion, jak zwykle masz rację wink
                    s.
                    ----
                    "A kto nie wierzy w nieomylność papieża, niech będzie anatema" (Brew.Fidei)
    • anton1 Re: Wierzyć we wspólnocie czy bez niej? Kij w mro 21.05.05, 22:11
      Witaj Sion,

      moim zdaniem (mowiac krotko) dobrze jest aby chrzescijanie zgormadzali sie we
      wspolnotach. Kosciol chrystusowy jest czesto porownywany z organizmem
      czlowieka. Wiele jest czlonkow, ale jedno cialo. Wiele bylo zgromadzen za
      czasow apostolskich. Wiele bylo zgromadzen przez nastepne wieki, az do dzisiaj.
      W Pismie Sw. podane jest wiele mysli odnosnie zgromadzen i ogolnych zasad ich
      funkcjonowania, min. podaje mysli na temat "biskupow", czyli starszych
      zborowych czy inaczej dozorcow (np. w liscie do Tymoteusza czy tez do Tytusa).
      Ciekawym wierszem jest w moich oczach w tym wzgledzie ten:

      Hbr 10:25
      Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebran, jak sie to stalo zwyczajem
      niektórych, ale zachecajmy sie nawzajem, i to tym bardziej, im wyrazniej
      widzicie, ze zbliza sie dzien.(BT)

      Pozdrawiam
      Anton
    • mamalgosia Re: Wierzyć we wspólnocie czy bez niej? Kij w mro 22.05.05, 14:08
      Tylko, co to jest wspólnota...
      Na pewno jest nia Kościół, więc jeśli sie jest wierzącym "praktykującym", to
      silą rzeczy jest się we wspólniocie.
      Ale kiedys kolezanka - działaczka w Oazie Rodzin - zapraszała mnie na spotkania.
      Tzn. całą nasza rodzinę. I mam wielkie opory. Kompletnie mnie nie interesuja
      tego typu wspólnoty. Wystarcza mi rodzina i znajomi, nie chcę nigdzie poza tym
      należec.Martwiłam sie tym kiedyś, ale teraz już mi przeszło, bez sensu chyba,
      zeby chodzic gdzieś na siłę
      • isma Re: Wierzyć we wspólnocie czy bez niej? Kij w mro 22.05.05, 20:17
        To masz, Mamalgosiu, podobnie jak ja. Nie to, zebym twierdzila, ze wspolnoty w
        Kk sa niebiblijne wink)), ale cos w tym jest, ze kosciol czasow apostolskich
        dzielil sie w sposob naturalny - terytorialnie, a nie na gustujacych bardziej w
        Duchu sw. albo, bo ja wiem, w okreslonej liturgii.
        Zawsze mi sie wydawalo, ze bycie w takiej wspolnocie "podlug gustu":" to ejst
        pojscie na latwizne. Bo ewangeliczna milosc blizniego i rzeczywista komunie
        trudniej praktykowac z osoba z lawki obok, ktora prowadzi w parafii kolo
        Rodziny Radia Maryja/czyta Tygodnik powszechny....
        • sion2 a ja mam tak 22.05.05, 22:17
          isma napisała:

          > To masz, Mamalgosiu, podobnie jak ja. Nie to, zebym twierdzila, ze wspolnoty w
          > Kk sa niebiblijne wink)), ale cos w tym jest, ze kosciol czasow apostolskich
          > dzielil sie w sposob naturalny - terytorialnie, a nie na gustujacych bardziej w
          >
          > Duchu sw. albo, bo ja wiem, w okreslonej liturgii.
          > Zawsze mi sie wydawalo, ze bycie w takiej wspolnocie "podlug gustu":" to ejst
          > pojscie na latwizne. Bo ewangeliczna milosc blizniego i rzeczywista komunie
          > trudniej praktykowac z osoba z lawki obok, ktora prowadzi w parafii kolo
          > Rodziny Radia Maryja/czyta Tygodnik powszechny....



          Ja mam tak dziwnnie: niby należe do Ruchu Rodzin Nazaretańskich lecz strasznie
          mało ważne są dla mnie wszelkie zewnętrzne przejawy tej przynlaeznosci
          kiedyś nalezałam do Katolickiego Stowarzyszenia Młodziezy a jeszcze kiedy
          indziej do Oazy
          i za każdym razem tak naprawdę ja identyfikuje się z daną duchowością, po prostu
          czuję i doświadczam że Bóg kształtując moją wiare i relację z Nim chce się w
          moim przypadku spotkać ze mną najpełniej na drodze tej a tej duchowości
          w ogóle nie czuje czegpoś takiego że "cały świat ma należec do RRN, czy Ozay czy
          Odnowy itd." choć ciągle spotykam się właśnie z osobami które tak uważają

          tak wiec dla mnie istone jest identyfikowac się z jakąś duchowością a akurat w
          KK jest tego tyle ze można szukać i szukać smile))
          • svistak Re: a ja mam tak 22.05.05, 22:45
            ...hehe sionko, to z ciebie niezla wedrowniczka... czegos szukasz? czy te
            wspolnoty cie zmienily? bo mnie Bog tak przeprowadzil, ze jeszcze teraz z
            rozpedu hamuje (wlasciwie to nie jestem pewna czy hamuje czy znow nabieram
            mocy smile)
            s.
          • mamalgosia Re: a ja mam tak 23.05.05, 11:50
            Wydaje mi się, KAsiu, że dużo też zależy od naszego charakteru. Może po prostu
            jesteś "zwierzęciem bardziej stadnym" niż ja?
        • mamalgosia isma 23.05.05, 11:49
          Nie, ja nie uważam, że z tymi wspólnotami jest coś nie tak. tylko po prostu nie
          mam ochoty - nawet jeśli samą wspólnotę bardzo pochwalam
      • oleswava Re: Wierzyć we wspólnocie czy bez niej? Kij w mro 22.05.05, 20:32
        Nie wiem, czy uda mi się ująć wszystko w krótkim wątku, ale się postaram. Moim
        zdaniem (myślę, że potwierdzonym Bożym Słowem, bogato cytowanym powyżejsmile
        wspólnota i przynależność do niej jest ważnym elemantem chrześcijańskiego
        życia. Jako chrześcijanie jesteśmy członkami tzw. Ciała Chrysusowego, które
        to "członkostwo" wyraża się w dwóch wymiarach: uniwersalnym - biorącym pod
        uwagę chrześcijan na całym świecie, oraz lokalnym - oznaczającym przynależność
        do konkretnego kościoła, zboru, wspólnoty itp. Przynalezność do
        kościoła "lokalnego" jest rzeczą jak widać, również z powyższych wypowiedzi,
        kontrowersyjną, niemniej jednak wierzę, że bardzo ważną.

        Dlaczego ważną? Myślę, że jest jednym z podstawowych warunków duchowego
        wzrostu. To prawda, że podstawą podstaw jest osobista relacja z Chrystusem, nie
        ma co tu nawet dyskutować. Upieram się jednak przy tym, że samo czytanie Biblii
        w domu i modlenie się nie wystarczy, jeśli ktoś naprawdę chce wzrastać. Relacje
        z innymi chreścijanami pełnią tu również bardzo bardzo ważną rolę. I nie chodzi
        mi o przypadkowe relacje, ale stałe - tak jak w rodzinie. Wspólnota zapewnia w
        naszym życiu rozwój takich cech jak współdziałanie, zdrową współzależność, a
        także poczucie odpowiedzialności - nie tylko przed innymi, ale także za innych.
        No i oczywiście nic nie zastąpi zachęty i wsparcia, jakie można uzyskać nie
        tylko w trudnych chwilach. Oczywiście mam tu na mysli zdrowe relacje - nie
        uważam, np. że ludzie ze wspólnoty powinni mieszkać razem, lub powinni być w
        jakiś chory sposób podporządkowani konkretnej jednostce, bo to mi już zakrawa
        na sektę.

        Myślę, że ludzie mają negatywne podejście do przynależności do wspólnoty z
        dwóch powodów. Po pierwsze - wspólnoty źle się ludziom kojarzą. Ludzie często
        postrzegają relacje we wspólnocie właśnie za niezdrowe i nienaturalne. Boją,
        się np, że jak przyjdą na spotkanie, będą musieli wypowiadać się przed kupą
        obcych ludzi na tematy dla nich ważne i głębokie. Albo, że ktoś będzie ich na
        siłę do czegoś tam przekonywał. NIe wiem, czy to kogokolwiek przekona, ale z
        reguły tak nie jest. Ludzie, którzy przychodzą na owe wspólnotowe (niezależnie
        od wyznania) spotkania z reguły są właśnie dość zaskoczeni, tym jak dobrze i
        naturalnie się tam czują. Choć oczywiście czasami mogą się poczuć tak jak się
        obawiali, że się poczują. Myśle, że ważne jest by być w takiej wspólnocie w
        której dobrze się czujemy z otaczającymi nas ludżmi.

        Drugi powód jest, wydaje mi się nieco poważniejszy. Otóż często negatywne
        nastawienie do przynależności do wspólnoty wynika również z ogólnej niechęci do
        podporządkowywania sie do pewnych zasad, do podjęcia wiekszej lub mniejszej
        odpowiedzialności. Spotkałam w swoim życiu zatrważającą ilość osób
        uprawiających tzw. turystykę kościelną, którzy zmieniają wspólnoty z
        częstotliwością ok trzech razy rocznie. Zawsze wcześniej czy później znajdują w
        danej wspólnocie - w ludziach, w przywództwie, nawet w muzyce jakieś problemy,
        które głosniej lub ciszej krytykują, a potem odchodzą. Spotkałam się z takimi
        sytuacjami naprawdę wiele razy. oczywiście nie chcę spłaszczać problemu,
        twierdząc, ze taka krytyka i decyzja o odejściu z danej społeczności jest
        zawsze niewłaściwa. Różne są sytuacje w życiu. Czasem ludzie sa autentycznie
        zranieni w danej społeczności (bo przecież są w niej również tylko ludzie) i
        racja jest po ich stronie. Często jednak takie sytuacje sprawiają, że zaczynają
        ogólnie krytycznie podchodzić do wszelkich wspólnot, co może ich niestety
        okraść w przyszłości z błogosławieństwa, jakim jest właśnie trwanie we
        wspólnocie.

        Kiedy o tym myślę i wracam do poszczególnych postów w tym wątku, wydaje mi się,
        że może istnieć jeszcze jeden mit dotyczący trwania we wspólnocie - że wtedy
        człowiek zamyka się w strukturach, co w jakiś sposób podcina mu skrzydła i
        zawęża horyzonty. Nie zgadzam się z tym. Należę do konkretnego kościoła już od
        x lat i raczej nie posądzam się o skostnienie. Nie sądze zresztą, żeby było to
        zależne od przynależności do danego kościoła. Tak tylko pomyslałam, że o tym
        wspomnę.

        Niestety na nic moje zamiary, by streścić to w któtkim pościesmile A i tak nie
        napisałam nawet ćwiartki tego co o tym myślęsmile
        Pozdrawiam
      • mader1 Re: Wierzyć we wspólnocie czy bez niej? Kij w mro 23.05.05, 14:45
        to ja też jestem w ogromnej wspólnocie KK, rozpoznawalna w swojej
        parafii,przez niektórych poza nia, ale poza tymi wspólnotami wewnętrznymi.
        Choć dobrze nam się z ludźmi z nich rozmawia.
        Mamy wielu znajomych ze wspólnot, każdego z innej smile)))
        Z jednej strony są ekskluzywne jako grupa, z drugiej strony przeważnie mam
        wrażenie dużej otwartości, rozmawiając z każdą osobą pojedyńczo.
        Często to jest tak, że jeżeli bierze się telefon, by na przykład porozmawiac o
        konkretnych sprawach parafialnych, rozmowa jest serdeczna i miła i dużo dłuższa
        niz powinna.
        Natomiast często osoby znające nas mniej, są przekonane, że należymy do jakiejś
        wspólnoty. To dopiero zabawne, bo jak pytamy ich dlaczego, nie potrafią
        powiedzieć smile))))
        Takie z nas ... koty.
    • svistak zachować azymut 22.05.05, 20:21
      problem w tym, ze tak latwo zatracic sie w sluzbie Kosciolowi i zagubic relacje
      z wlasnymi domownikami ("...chocbym caly swiat pozyskal a dusze stracil..."),
      tak latwo zaangazowac wszystkie sily w pozyskiwanie tlumow i byc wredniejszym
      od niejednego "poganina" dla indywidualnych ludzi...tak latwo wdac sie w
      apologetyke, "nawracac ogniem i mieczem"...tak latwo zadawac pytania i nie
      oczekiwac odpowiedzi a potem umyc rece zamiast powiedziec:"nie" czy bronic
      slabszego....tak latwo wolac:"Got mit uns!" i podobnie, tak latwo cos
      przemilczec z trudnych slow Boga, latwo dolozyc wygodna interpretacje...
      Latwo jest spiewac:
      "Dobrze jest isc za Jezusem, dobrze jest, amen!
      W poniedzialek, wtorek,srode, czwartek, piatek, sobote i cala niedziele
      ISC ZA JEZUSEM DOBRZE JEST! Amen"
      Latwo isc z haslem:
      "Idz pod prad i zawsze badz soba
      Idz pod prad, bo tam jest twoj dom
      Idz pod prad - twoj Bog bedzie z toba...."
      ...................
      sion2, zaloz buty na wysokim obcasie i wybierz sie do kina na film: "Krolestwo
      Niebieskie"...
      wink potem pogadamy
      svistak
      • sion2 Re: zachować azymut 22.05.05, 22:13
        niestety swvistak do kina to ja się długo nie wybiorę... ani kasy nie mam na to
        ani sposobu żeby sie dostać z powodu nóżek moich smile

        zresztą nie wiem w jaki spowób mogłoby to na mnie wpłynąć, zupełnie nie wiem,
        nawet o filmie mało co słyszałam

        co do twoich "jak łatwo..." masz rację, tyle że bynajmniej nie są to cechy
        "zarezerwowane" dla katolików wink

        • svistak Re: zachować azymut 22.05.05, 22:50
          sionko, to moze jakis haker forumowy da ci cynk jak spiratowac ten film?(Ups,
          to nie po chrzescijansku wink) WART twego czasu, zapewniam smile
          "rezerwacja", hihi, ja tam sie wybieram do nieba (1 J 3,1-2), a ty, quo vadis?
          s.
    • mama_kasia moja wspólnota 23.05.05, 10:26
      To jeszcze ja parę słów o mojej wspólnocie, choć pewnie już trochę
      o niej wiecie. To jest taka trochę dziwna wspólnota wink) - muszę
      uważać na słowa, bo niektórzy z niej nas czytają, choć nie mają
      odwagi pisać (są tacy, są smile)), ale dziwna jest. Nie ma nazwy w sensie
      rozpoznawalności w KK. Jest niejako nieformalna, choć jak najbardziej
      uznawana w parafii, zaakceptowana i nawet mamy przydzielonego prezbitera.
      Zaczęło się tak, że przyszedł do naszej parafii ponad 10 lat temu nowy
      proboszcz i nas ...pozbierał. Potem była burza, zostało nas chyba jedno
      małżeństwo i parę osób. Pytaliśmy się wtedy z mężem Boga, czy to ma sens?
      Czy z tego coś będzie? I dostaliśmy odpowiedź smile) Będzie! I jest. Teraz
      już 7 małżeństw i trochę osób nie będących w małżeństwie.
      Wiecie, ja nie czuję, że należę(!) do wspólnoty. My jesteśmy wspólnotą.
      Po prostu jesteśmy. Mamałgosia pisze "wystarcza mi rodzina i znajomi,
      nie chcę nigdzie poza tym należeć". No właśnie, ci nasi znajomi to
      nasza wspólnota. Tak się po prostu stało. Nie weszliśmy do wspólnoty,
      tylko Bóg z nas utworzył i tworzy wspólnotę. I to jest też proces.

      I jeszcze Isma: "Zawsze mi sie wydawalo, ze bycie w takiej wspolnocie
      "podlug gustu":" to ejst pojscie na latwizne. Bo ewangeliczna milosc
      blizniego i rzeczywista komunie trudniej praktykowac z osoba z lawki
      obok, ktora prowadzi w parafii kolo Rodziny Radia Maryja/czyta
      Tygodnik powszechny.... - no, a nasza wspólnota nie jest podług gustu,
      oj nie jest. Czasami myślę, ale jakby tych nie było, jak mogłoby być
      mniej problemów wink)) Nie najlepsze to myśli, ale są...

      Po śmierci papieża trochę więcej myślałam sobie o wspólnotowości.
      Ludzie czuli wtedy potrzebę wspólnego przeżywania. I ja też to czuję.
      Parafie są tak duże, że trudno jest mieć poczucie braterskości z osobą,
      siedzącą obok w ławce, choć dla mnie nie jest to trudne smile), ale
      może właśnie dlatego, że poprzez małą wspólnotę czuję, że to jest moja
      parafia, że ten człowiek obok jest moim sąsiadem. Zreszta, jesteśmy
      w parafii rozpoznawalni. Różni ludzie witają się z nami. My ich nie
      znamy, ale oni nas tak: a, ja znam panią z kościoła, zaczynają rozmowę
      różne babki. I to jest miłe, i ja czuję bliskość z tymi ludźmi.

      Piszę i co chwilę mi się coś przypomina (bo dla mnie to temat rzeka wink)
      Jak mój mąż przedstawiał naszą wspólnotę przed biskupem (mieliśmy
      wizytację), to przede wszystkim powiedział, co robimy jako wspólnota
      w parafii. Potem wyrzucał sobie, że to przecież nie tak, że nie po to
      jestesmy wspólnotą, aby coś robić. To, że robimy jest w zasadzie owocem
      naszego bycia we wspólnocie. W ten spsób też zauważyliśmy, że gdzieś
      w parafi jesteśmy potrzebni, że możemy pomóc. Przypominam sobie męża,
      który przed ślubem mówił, że on żadnym aktywistą kościelnym nie
      zamierza być smile)) Trochę mu to nie wyszło... Ale nie dało się jakoś
      inaczej. Został nim mimowolnie wink))
      I to mnie trochę martwi, że ludzie boją się nas, bo my coś robimy, bo
      jesteśmy zaangażowani, bo jesteśmy taką elitą. Ale jak to zmieniać?

      ps. A swoją drogą, ile osób liczyły np. taka wspólnota w Efezie czy
      Tesalonikach?
      • samboraga Re: moja wspólnota 23.05.05, 13:51
        co do elitarności - obawiam się że to jest 'wpisane' w bycie wspólnota, nawet
        przy dobrej woli
        jak jest 'swój', to jest i 'obcy', nawet bliźni, ale 'nie-nasz'

        w moim kościele są 2 wspólnoty
        do wyboruwink
        ostatnio jedna z nich postanowiła i uzyskała pozwolenie proboszcza
        na 'uświetnienie' ostatniej tradycyjnej mszy (organy+pieśni przedoazowe)
        (chodziło chyba o to że ludzie mało śpiewają na tej mszy, choć moim zdaniem 'w
        normie')
        teraz babcie 'różańcowe' juz nie zawodzą męcząc innychwink
        ale też i nie męczą siebie spiewem-bo nie znają słów
        śpiewa tylko pan z gitarą-na szczęście na co drugiej mszy

        zgadzam się że w parafiach miejskich ludzie są anonimowi, mi to też przeszkadza
        ale tworzy się błędne koło
        ksiądz mając dużą parafię nie ma czasu na zwykłe kontakty z parafianami,
        wspólnota jest jedna, dwie, cztery – czas znaleźć łatwiej
        powoli 'dociekliwszych' w wierze czy potrzebujących wsparcia duchowego odsyła
        do wspólnoty
        wspólnota –nawet świetna – zaczyna być jednostką nadrzędną w stosunku
        do ‘motłochu’ parafian (przepraszam za mocne słowo, ale chodzi mi o kontrast)

        sama nie wiem jak to można rozwiązać inaczejsad
        a do tych ‘moich’ wspólnot – to podobno naprawdę fajne dla tych ‘co tak lubią’
        • mama_kasia Re: moja wspólnota 23.05.05, 15:09
          > ksiądz mając dużą parafię nie ma czasu na zwykłe kontakty z parafianami,
          > wspólnota jest jedna, dwie, cztery – czas znaleźć łatwiej
          > powoli 'dociekliwszych' w wierze czy potrzebujących wsparcia duchowego odsyła
          > do wspólnoty
          > wspólnota –nawet świetna – zaczyna być jednostką nadrzędną w stosun
          > ku
          > do ‘motłochu’ parafian (przepraszam za mocne słowo, ale chodzi mi o
          > kontrast)

          U nas w parafii wspólnot jest sporo, więcej niż dwie, trzy i czasu
          właśnie dla nich ojcom brakuje smile
          A teraz mamy proboszcza, który jakoś szczególnie zastanawia się, jak
          dotrzeć do reszty parafian, jak pomóc tym z problemami alkoholowymi
          (duży problem sad, jak przyciągnąć młodzież (powstał np. zespół młodzieżowy),
          są wieczory poezji (to akurat mało młodzieżowe). Mocno też podbudowuje
          właśnie zwykłego (choć to niezbyt dobre słowo) parafianina, mówi o
          docenianiu tego, że ktoś w ogóle chodzi do kościoła. Zależy mu na
          ludziach smile Cieszy się, że są wspólnoty, ale widać, że ma takie
          podejście: dobra, ci już są blisko parafii, ale co z pozostałymi? wink))
          • samboraga Re: moja wspólnota 24.05.05, 13:41
            cisza dziś na forumwink
            a ja zastanawiałam się nad tym wszystkimsmile

            >Cieszy się, że są wspólnoty, ale widać, że ma takie
            >podejście: dobra, ci już są blisko parafii, ale co z pozostałymi? wink))

            świetnego macie proboszcza, naprawdęsmile)))

            tylko ja nie widzę potrzeby mnożenia wspólnot w kosciele tak by ‘każdy mógł się
            odnaleźć’, widzę jakiś ‘błąd’ w atomizowaniu parafii na wspólnoty wg targetu
            (młodzież, alkoholicy, głęboko wierzący)
            przeszkadza mi pomysł szatkowania wiernych, fantastycznie że ksiądz chce
            przybliżyć tych ‘dalej’, ale nie musi od razu ‘myśleć wspólnotami’

            myślę że to B. TRUDNE dla proboszcza, o wiele trudniejsze, znaleźć równowagę w
            życiu parafii tak żeby nie powstało ‘swój do swego po swoje’ (u nas wspólnota
            ma tak: nasz ksiądz, nasza jutrznia, nasza msza, nasz ‘dolny’ kościół)

            myślę że MOŻE BYĆ TRUDNO proboszczowi ZACHOWAĆ RÓWNOWAGĘ między
            wspólnotowością, życiem i potrzebami wspólnot w parafii a po prostu parafią

            powstają, przynajmniej u nas, zgrzyty i to MIMOWOLNE (ja naprawdę wiem, że
            wiele inicjatyw kończących się konsternacją ‘zwykłych’ wiernych, jak ten epizod
            który opisałam ze śpiewem na mszy, powstaje wyłącznie z dobrej woli, chęci
            pomocy w parafii)

            myślę, że B. ŁATWO wspólnotowe widzenie świata (nawet nie: ‘my lepiej się
            modlimy’ tylko: ‘rozszerzmy asortyment modlitw przeciętnego Kowalskiego,
            hurra!’wink może PRZYSŁONIĆ ideę parafii jako ogółu wiernych:

            - podczas nocnego czuwania w kwietniowych dniach ‘papieskich’, po wieczornej
            mszy, jedna ze wspólnot zapowiedziała że zaprasza! do wspólnego! czuwania, że
            do północy będzie czuwać śpiewając w głównym kościele (pomijam to że ja w tych
            chwilach konania Papieża potrzebowałam ciszy)
            o to właśnie mi chodzi: robi się coś takiego, że ‘oni’ zapraszają ‘nas’ –
            jestem pewna że ‘w dobrej wierze’, wspólnota chciała się ‘zintegrować’ z
            parafianami i tylko...nie przestała czuć się wspólnotą, powstało odwrócenie
            ról, wspólnota chciał włączyć w siebie, w swój sposób przeżywania, modlitwy
            pozostałych wiernych
            po północy poszli dalej czuwać ‘do siebie’sad, do dolnego kościoła

            - i to samo czuwanie a inny obrazek: na czuwanie przyszły też siostry, nota
            bene też mają ‘swoją’ kaplicę, zakonną, przyszły i to nie ‘w szyku bojowym’,
            nie zwartą grupą, ale dosiadły się to tu, to tam do pozostałych wiernych
            wspólnota sióstr włączyła się w modlitwę całej parafii

            i właśnie to jest TRUDNE
            to mi przeszkadzasad((
            bo ja tak nie chcę, cieszyłam się że na czuwanie przyszli i młodzi, i starzy i
            siostry, miałam to poczucie 'wspólności' z innymi, to było to uczucie jakiego
            doznaję podczas ‘znaku pokoju’ – na moment jestem w innym świecie, podaję rękę
            komuś obok

            no i drobne niezrozumienie wzajemnesmile
            >U nas w parafii wspólnot jest sporo, więcej niż dwie, trzy i czasu
            >właśnie dla nich ojcom brakuje smile

            właśnie mi o to chodziło, że NAWET dla wspólnot brakuje czasu, więc ksiądz
            który ma do wyboru-wesprzeć duchowo wspólnotę czy parafianina – wybierze
            wspólnotę, bo w tym czasie spotkałby się z jednym-dwoma parafianami– we
            wspólnocie ludzi jest więcej, czysty rachunek, a parafianina zaczyna odsyłać do
            wspólnoty mówiąc że tam będzie miał więcej duchowego wsparcia (wspólnota zaś
            zaczyna być prawą ręką księdza od wspomagania wiernych)
            albo sam wierny dochodzi do wniosku, że ksiądz i tak nie ma do niego głowy, bo
            o 18.00 wspólnota A, a o 19.00 wspólnota B, no i ksiądz też człowiek, musi mieć
            kiedyś chwilę oddechu na kolacjęwink

            a że ja tak w ogóle mam alergię na ten typ integracji to zupełnie inna sprawawink

            ps. tak już na marginesie: ludziom trzeba pomagać (alkoholizm itp.), ludzi
            warto organizować (wieczory poezji itp.), u nas też tak jestsmile,– u nas prężne
            są Siostrysmile)))) (parafia jest przy zakonie), robią naprawdę wiele,
            zorganizowały poradnię uzależnieniową, pomoc prawną dla ofiar przemocy,
            stołówkę dla bezdomnych, świetlicę socjoterapeutyczną dla dzieci - też jestem
            dumna z mojej parafii, że wychodzi do ludzismile
            • mader1 Re: moja wspólnota 24.05.05, 16:16
              moja Przyjaciółka w pewnej podwarszawskiej miejscowości chodzi na spotkania
              wspólnoty - zbierają się ludzie, którzy chcą sobie pogadać na pewne tematy
              związane z wiarą - czasem kogoś ciekawego zaprosić. Mogliby się spotykać w
              domach ( i tak się znają), ale zdecydowali, że skoro chcą rozmawiać o Bogu - to
              dlaczego nie w Kościele. Dostali księdza - opiekuna. Stało się coś pięknego -
              bo oni nie potrzebują wyjątkowej, osobnej mszy - uczestniczą w " zwykłych"
              mszach nie odgradzając się od ludzi. Niektórzy z nich wstąpili do chóru
              parafialnego.
              Natomiast rzeczywiście, tak jak pisze Samborcia, ostatnio uderzyło mnie, że tuż
              po mszy dziewczyna wzięła do ręki mikrofon i powiedziała " w imieniu naszej
              wspólnoty ...... zapraszam do salki na plebanii wszystkich, którzy chcieliby
              się pomodlić za siebie lub swoich bliskich". Ojej ! to nie mogli przyjść do
              kościoła, uklęknąć z nami i zacząć się modlić ?
              Zupełnie jak dla Samboragi, to co dla mnie najpiękniejszego to to, że stoję
              sobie obok kobiety starej lub młodej i mogę się z nią modlić,a z czasem się do
              siebie uśmiechamy.Najmilsze jest jak człowiek potem na ulicy pozdrawia się,
              uśmiecha się do osoby widzianej w kościele.
              W dawnej parafii po mszy dzieci nie mogły się rozstać i na placyku przed
              kościołem zaczynaliśmy rozmawiać z rodzicami, których spotykaliśmy tylko w
              kościele.
              • mama_kasia Re: moja wspólnota 24.05.05, 17:53
                Samboraga, Mader, i dobrze, że o tym piszecie, o czym napisałyście smile
                Dla mnie jest ważne zobaczyć siebie, wspólnotę od drugiej strony.

                Jeszcze trochę objaśniając wspólnotę od środka. My mamy raz w tygodniu
                osobną, tzw. wspólnotową mszę. Jest ona nam potrzebna. Mamy tam dzielenie
                się Słowem i od niedawna katechezę dla dzieci jednego z ojców rodziny.
                Potrzebujemy tej mszy także dlatego, aby mieć przed oczami Chrystusa, aby
                to On nas zbierał. Myślę, że taka w naszym tylko gronie eucharystia pomaga
                nam zjednoczyś właśnie wokół Chrystusa, a nie wokół siebie. Natomiast,
                gdy są uroczystości, święta, zawsze idziemy na mszę do naszego kościoła,
                bo chcemy je przeżywać z parafianami. I to dla nas jest naturalne.
                Nie zdażyło nam się także zapraszać kogoś w kościele w imieniu wspólnoty,
                może także dlatego, że nic nie organizujemy wink))
                Ale swoją drogą nie wiedziałam, że takie zapraszanie może być tak odebrane,
                jak piszecie.

                >Cieszy się, że są wspólnoty, ale widać, że ma takie
                >podejście: dobra, ci już są blisko parafii, ale co z pozostałymi? wink))
                tylko ja nie widzę potrzeby mnożenia wspólnot w kosciele tak by ‘każdy mógł się
                odnaleźć’, widzę jakiś ‘błąd’ w atomizowaniu parafii na wspólnoty wg targetu
                (młodzież, alkoholicy, głęboko wierzący)
                przeszkadza mi pomysł szatkowania wiernych, fantastycznie że ksiądz chce
                przybliżyć tych ‘dalej’, ale nie musi od razu ‘myśleć wspólnotami’

                Jeszcze raz to komentując, właśnie proboszcz nie myśli o tym, aby
                władować ludzi do wspólnot (takie w każdym razie mam wrażenie),
                właśnie nie myśli wspólnotami smile - i to mnie bardzo cieszy.
                Choć nadal uważam, że wspólnoty są dobre dla ludzi, ...choć nie każdy musi
                się w niej znaleźć. Niektórzy mają alergię wink))
                No i nie o taki podział ludzi chodzi. Choćby neokatechumenat, tam trafiają
                naprawdę różni ludzie, i młodzi, i starzy, i z przeróżnymi doświadczeniami.

                >U nas w parafii wspólnot jest sporo, więcej niż dwie, trzy i czasu
                >właśnie dla nich ojcom brakuje smile
                właśnie mi o to chodziło, że NAWET dla wspólnot brakuje czasu, więc ksiądz
                który ma do wyboru-wesprzeć duchowo wspólnotę czy parafianina – wybierze
                wspólnotę, bo w tym czasie spotkałby się z jednym-dwoma parafianami– we
                wspólnocie ludzi jest więcej, czysty rachunek,

                I tu też mnie źle zrozumiałaś. Często dla nas nie było czasu, a mieliśmy
                już jako opiekunów dwóch proboszczów i bardzo często ich na spotkaniach
                nie było, a na mszach było albo zastępstwo (rzadko), albo szliśmy
                do kościoła z innymi. Jak np. na dzień zostawało dwóch ojców w parafii,
                to też nie mieliśmy wspólnotowej eucharystii. Jak było spotkanie
                z rodzicami dzieci przygotowującymi się do komunii, to nie było
                ojca na spotkaniu u nas. Itd, itd.
                Oczywiście piszę tu tylko o naszej wspólnocie. W innych pewnie jest inaczej.

                Jeszcze z mojego podwórka. Czytaliście, jak opisywałam Triduum Paschalne
                w mojej parafii. Mimo ogłoszeń, mimo tłumaczenia, jak wiele pracy jest
                choćby przy sprzątaniu kościoła, czy innej, przyszły do pomocy głównie
                osoby ze wspólnot. Nie mam żalu do innych, że nie przyszli. Może im się
                nie chciało, a może czują, że byliby między nami obcy. To najbardziej
                zaprząta mi głowę. Jak pokazać innym, że są u siebie, że parafia nie jest
                wspólnot, ale wszystkich parafian. Bo jak już w tej wspólnocie jestem,
                jak Bóg mnie do niej powołał, to chyba przede wszystkim po to, abym
                służyła Jemu i ludziom, właśnie w tym miejscu, w tej parafi. Bardzo bym
                chciała, aby ludzie nie postrzegali nas jak tych z tej drugiej strony...

                > Zupełnie jak dla Samboragi, to co dla mnie najpiękniejszego to to, że stoję
                > sobie obok kobiety starej lub młodej i mogę się z nią modlić,a z czasem się do
                > siebie uśmiechamy.Najmilsze jest jak człowiek potem na ulicy pozdrawia się,
                > uśmiecha się do osoby widzianej w kościele.

                A to jest bardzo piękne. I ja tak u siebie mam smile
                • samboraga Re: moja wspólnota 24.05.05, 22:50
                  Mamo_Kasiu, nie denerwuj się taksmile

                  Ty opisujesz wspólnotę od środka, ja opisałam, będąc z zewnątrz, to, co mi
                  przeszkadza w kontaktach ze wspólnotami na przykładzie mojej parafii.
                  Rozumiem, że są ludzie, którym wspólnoty służą (chociaż ja do nich nie
                  należęwink, ale są tez takie cechy 'wspólnotowości' które mnie rażą. Pisałam o
                  tym w moich obu postach. I tu zdania nie zmienię.

                  Na szczęście mamy sznsę spotkać się 'razem' z okazji świąt i uroczystościwink)))
                  • mama_kasia Re: moja wspólnota 25.05.05, 09:23
                    Nie, denerwować to ja się nie denerwuję i ucieszyły mnie
                    Wasze głosy z zewnątrz, o czym pisałam. I wiem, że są
                    takie rzeczy, które rażą we wspólnotowości; mnie zresztą też smile)
                    Ale dopiero po napisaniu posta zauważyłam, jak był długi,
                    Może mój najdłuższy do tej pory wink)) Chyba ten temat szczególnie
                    leży mi na sercu wink))))

                    A szansę spotkać się mamy zawsze smile))) Szczególnie na forum wink))
                    • darcia73 Re: moja wspólnota 25.05.05, 10:40
                      Przeczytałam wszytkie posty powyzej i bardzo bliskie jest mi spojrzenie
                      samboragi.
                      Wyobraźcie sobie, ze rozne "kliki" (w kk sa to wspolnoty w zborze
                      baptystycznym bardzej mi pasuje ta nazwa) spowodowały moje zgorszenie i
                      odejscie ze zboru baptystów. Zgorszenie postawa braci, strasznym krytykancwem,
                      brakiem miłosci i zapatrzeniem na swoje podwórko. Wiele razy starałam się o tym
                      mowić, chciałam coś robić w tym zborze - ale dla mnie nie było miejsca. Były za
                      to kliki, ktorym dobrze było we własnym towarzystwie wzajemnej adoracji. Za mną
                      odeszło jescze parę osób ale to moja postawa dała niestety im odwagę, by
                      odejsc. Napisałam list do Rady Zboru, opisałam co czuję, jak wyglada zbor z
                      perspektywy człwieka, ktory wszedł do niego z zewnątrz. Zadnej opieki nad
                      nowonarodzonymi ludxmi, chyba, ze wzeniły się w stara baptystyczna rodzinę.
                      Zadnego zainteresowania ze strony braci. Totalne zamerykanizowanie i
                      zakłamanie, pogoń za pieniądzem, myslenie w kategoriach pieniądza. Mogłabym
                      zginąc w wypadku, moja mama urzadziłaby mi katolicki pogrzeb a oni pewnie nie
                      wiedzieliby co się ze mną stało, chyba ze z roznych plotek. Moja przyjaciólka
                      była w zborze zielonoswiatkowym, wielokrotnie chodziłam tam na nabozenstwa, bo
                      mnie zapraszała. Oczywiscie w rodzimym zborze byłam posądzona o zdradę
                      własnego. A ja nigdy nie myslałam takimi kategoriami. Dla mnie wszyscy
                      protestanci to bracia. Jaka to zdrada, jak inny chrzscijanski zbor moze
                      stanowic konkurencje? Wszędzie potrafię się odnaleźć.
                      Ale mam jedno doswiadczenie, ktorym chce się podzielic z innymi - jezeli ktos
                      nawraca się w zborze - jest jak malenkie duchowe dziecko i bardzo potrzebuje
                      prowadzenia i opieki. Nie mozna go stale krytykowac i zostawiac samemu sobie.
                      Potrzebuje troski i zwykłego zainteresowania jak radzi sobie ze światem.
                      Ja tego nie dostałam, wrecz czułam się niechciana, byłam poza
                      starymi "klikami". Dopiero jak odeszłam ze zboru odzyłam duchowo. Zaczęłam miec
                      społecznosć z Panem i bracmi w prawdziwej wolnosci. Miałam chrzest w Duchu Św.
                      Byl to niezwykły czas w moim zyciu. Diabeł niestety go złamał i mnie złamał
                      zdradą męża. jednak nie na długo smile
                      • oleswava Re: moja wspólnota 25.05.05, 21:55
                        To niestety smutna prawda, że czasami wspólnota może zamienić się w tzw. klikę,
                        do której nie bardzo chce dopuścić nowe osoby. Wydaje mi się, że to jest
                        naprawdę okropne. W naszym kościele akurat nacisk na relacje jest dość silny,
                        tzn. relacje są naprawdę mocne i myślę, że każda nowa osoba czuje się u nas jak
                        w domu. POnieważ jestem w tym kościele bardzo długo, dla mnie takie zachowanie
                        to normalka. Tzn. normalką jest to, że ludzie zapraszają się nawzajem na obiad,
                        że zawsze znajdzie się ktoś kto może cię podrzucić gdzieś samochodem, jeśli nie
                        masz swojego, że ktoś pójdzie do kogoś umyć okna. To wielki komfort dla mnie,
                        że zawsze mogę liczyć na wsparcie i duchowe i zwykłe, codzienne (mały
                        przykład - moja córcia przechodziła ostatnio zapalenie dróg moczowych,
                        zadzwoniłam z prośbą o modlitwę tylko do jednej babki, a wiem, że modliły się
                        prawie wszystkie. Akurat to był dla mnie trochę trudny czas, więc możecie sobie
                        wyobrazić, że było to dla mnie naprawdę dużą zachętą. We wtorek muszę z córką
                        pojechać na usg i po poprostu wiem, że nie będzie żadnego problemu, by kogoś
                        poprosić, by nas podwiózł). No i udało nam się wypracować to, że nowi ludzie
                        nie muszą się czuć jak outsiderzy (ach, ten mój język polskismile. No i ponieważ
                        dla mnie taka wspólnota to codzienna rzeczywistość, czasami łatwo mi zapomnieć,
                        że przecież nie zawsze i nie wszędzie tak jest. Czasami odwiedzają nas pastorzy
                        innych kościółów z Polski i mówią nam wprost, że u nich tak nie jest i że
                        zazdroszczą nam takich relacji. A ja zawsze jestem w szoku jak to mówią, bo
                        wydaje mi się, że silne relacje to podstawa. W końcu Jezus sam zaznaczył,że
                        najważniejsze przykazania to: kochac Boga całym sercem, siłą itdsmile a bliźniego
                        swego jak siebie samego. Pamiętam jak kilka razy (na szczęscie nie aż tak
                        często) zdarzyło mi się, że będąc w innym kościele, gdzieś tam w Polsce, nikt
                        nawet nie podszedł do mnie i nie zapytał skąd jestem i takie tam. I też byłam
                        wtedy niemile zaskoczona, bo u nas naprawdę zawsze ktoś zagadłby takiego nowego
                        przybyszasmile
                        Tak więc raczej rozumiem ludzi, którzy czują się nieswojo w kościele, gdzie
                        nikt na nich nie zwraca uwagi, nawet jeśli decydują się z niego odejść. TYlko
                        szkoda, żebyście dziewczyny ogólnie zniechęciły się do wspólnot, kościołów,
                        grupek czy zborów bo przecież nie wszędzie jest tak "obojętnie" - kto wie, może
                        Bóg szykuje dla was jakieś szczególne miejsce? Bo z tego co wiem, On raczej
                        zawsze ma w planach dla nas duchową rodzinę. Okres "bezrodzinny" raczej zawsze
                        jest przejściowysmile

                        ps.przypomniala mi sie historia a propo: moja kumpela miala kiedys sytuacje
                        podobną do darci - nie mogła się nigdzie zachaczyć, tylko, że u niej problemem
                        były ... dredy. Gdzie nie poszła, wszyscy mówili jej, że chrześcijance taka
                        fryzurka delikatnie mówiąc nie wypada. czasem presja była szokująco duża w
                        stosunku do problemu. O ile to oczywiście można takowym nazwaćsmile
                        • sion2 Tak na marginesie 25.05.05, 22:50
                          Chciałam powiedzieć że ja także wiele zawdzięczam swojej wspólnocie tak "po
                          ludzku". Jest coś podobnego jak u olesnawy. Ja kiedy byłam zdrowa pomagałam
                          chorym ze wspólnoty, było to naturalne. Od dwóch lat ja jestem chora, nie mam
                          samochodu a mieszkam pod Warszawą. Do pociągu mam 1 km i nie przejdę tyle nigdy.
                          I jestem wobec tego wożona dosłownie wszędzie gdzie potrzebuję: nie tylko zawsze
                          do lekarza, na nasze spotkania ale także codziennie(!) na Mszę św. Jeżdzę na
                          wyjazdy za darmo, dostaję każdą pomoc jaka jest niezbędna. I nie doświadczam
                          relacji anielskich z ludźmi lecz zwykłych: jestem czasem raniona, czasem ja
                          ranię. To wszystko powoduje że czuję się objęta ramionami Boga, ktory dotyka
                          miłością swoją każdą dziedzinę mojego życia. To taki "ludzki" wymiar wspólnoty smile
                        • darcia73 Re: moja wspólnota 26.05.05, 08:57
                          Oleswava – bardzo Ci zazdroszczę, tak pozytywnie smile))))
                          • oleswava Re: moja wspólnota 27.05.05, 10:14
                            Darcia, jeśli będziesz kiedyś w Jeleniej Górze, koniecznie nas odwiedźsmile))))
                    • samboraga na forum jak najbardziej również!!!!:-)))))))) b/t 25.05.05, 21:38
    • kulinka3 Re: Wierzyć we wspólnocie czy bez niej? Kij w mro 26.05.05, 22:41
      A ja(choć nie należę)do żadnej wspólnoty parafialnej zdecydowanie jestem na
      " tak" za wspólnotami w parafiach. Uważam,że są one miejscami dla ludzi,którym
      nie wystarczy niedzielna msza św i pragną rozwijać się duchowo, pogłębiać swoją
      formację czy wiedzę religijną. To wymaga dodatkowego zaangażowania, a trudno
      liczyć, że pozostali parafianie też będą mieli takie "ambicje". Oczywiście
      trzeba czuwać nad tym, by wspólnota nie przekształciła się w kółko wzajemnej
      adoracji i pozostała otwarta na nowych ludzi,jednak zbyt nierealnym oczekiwaniem
      byłoby, żeby stała się niewidoczna dla innych.
      Jan Paweł II, który bardzo popierał ruchy i wspólnoty w kościele, pisał że są
      one przejawem prawdziwej wiosny Ducha i nadają Kościołowi żywotność. Tego
      wszystkim wspólnotom należałoby życzyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka