Dodaj do ulubionych

Szkoła dla rodziców

09.06.05, 23:30
Chciałam się z Wami podzielić swoim nowym doswiadczeniem, związanym właśnie
ze szkołą dla rodziców. Ze mną to jest trochę tak, że macierzyństwo - mimo
wszystkich radości z nim związanych - jakoś mnie jednak przerasta. Mam gdzieś
tam w sercu głeboko zakodowane, że sobie nie poradzę.
I pół roku temu zapisałam się na tę szkołę, o której w temacie wątku. Miesiąć
temu zaczęliśmy spotkania - raz w tygodniu przez trzy godziny. Sympatyczna
grupa, fajne babeczki prowadzące...I chyba do tego Łaska Boża, bo widzę, że
trochę zaczynam się zmieniać.
Przede wszystkim takie odprężenie że nie muszę być idealnym rodzicem, że nie
wszystko ode mnie zależy ....Wiem, że to oczywiste, ale teraz tak bardzo to
do mnie dotarło.
I wiecie? Uświadomiłam sobie, że nie radzę sobie z uczuciami moich dzieci, z
ich lękami, złością itp.
Naprawdę zauważyłam, że akceptowanie tych uczuć pozwala dzieciom sobie z nimi
lepiej radzić. Np. mój Kuba jest strasznie zazdrosany o swoją małą
siostrzenicę Kasię. Niedawno byliśmy razem w górach i Kaśka tam nieźle
obrywała od niego, a tłumaczenia, ze jest malutka itp. niewiele dały.
No i teraz parę dni temu Kuba dowiedział się, że przyjeżdża do nas
Kasia.Stanął przy drzwiach iz determinacją oświadczył"Nie wpuszczę jej", na
co ja spokojnie "widzę Kuba, że nie chcesz,żeby Kasia do nas przyjechała"
odpowiedź brzmiała oczywiście "Nie", ja"Denerwujesz się, że mama się wtedy z
nią dużo bawi, a mniej z TObą, co?" "tak" i pobiegł po jakiś sznurek czy
rzemyk, z którego układa sobie tory "tym ją będę bił" oznajmił z sadystycznym
uśmiechem, na co ja: "OJ, to musisz być strasznie zły na nią". Tu nastąpił
koniec rozmowy, a Kuba z zapałem ( i tym nieszczęsnym rzemykiem)latał po
domu.Po chwili moja siostra weszła ,rozbiera Kasię, a KUba się czai z tym
rzemykiem i nie bardzo wie, co zrobić. Uff..Nie uderzył jej. Poklepał tylko t
taką maskotkę, którą Kasi pokazywałam i po pewnym czasie stwierdził, że chce
się bawić ze swoją kuzynką. No i w ogóle pierwszy raz w życiu ją przytulił i
pozwolił dotykać swoje autka (megacud). To jest tylko jedna z wielu
sytuacji, które się wydarzyły.
Magda na przykład dostała na podwieczorek parę kostek czekolady, z którymi
rozprawiła się dość sprawnie ( ona czekoladę to może jeść w ilościach
hurtowych) i wrzeszczy o jeszcze (a straszny jest wrzask mojej córki).
Odsyłaliśmy ja z mężem do innego pokoju, ale to w sumie nic nie dało. Płacz
był coraz intensywniejszy. W końcu dałam jej wielką kartkę papieru, mazaki i
powiedziałam, żeby narysowała , jaką dużą chce tą czekolade. Narysowała taki
czekoladowy wieżowiec smilei do tego mnóstwo lizaków i cukierków i uspokoiła
się.
Wydawać by się mogło, że nie ma większej różnicy w stwierdzeniu "Podnieś te
rajstopy z podłogi" a "widzę rajstopy na podłodze". Na pierwsze moja pociecha
zareagowała "To Ty je podnieś", a na drugie wstała "a mają być w sszufladzie"
oznajmiła, zaniosła na swoje miejsce i powiesiła jeszcze sukienkę do szafy,
czego nigdy nie robiła.
Wiem, że problemy zawsze będą, ale te metody bardzo mi pomagają w wyrażaniu
miłości - uczę się, jak mówić, żeby mimowolnie nie podkopywać w dzieciach
poczucia własnej wartości..
Kiedyś założyłam tu wątek o karach i nagrodach - to pod wpływem książki
Dobsona - czytając ją poczułam się jakąś taką złą matką, która nie umie
dyscypliny w domu utrzymać i której dzieci będą tak rozwichrzone jak ona
sama. Ale na jednych zajęciach pokazali nam, jak kary upokarzają dziecko
(fakt, ja zadając czasem jakąs karę sama czułqam się z tym fatalnie), a
nagrody? Zapaliłam się wtedy (Przy okazji tego wątku pół roku temu) wklejania
naklejek za np. posprzątanie czy tp. ale po dwóch albo trzech tygodniach mi
przeszło - bo to naprawdę, jak napisała isma, taka "buchalteria" - np.
dziecko posprzątało tylko klocki, a lalek juz nie, to dać naklejkę czy nie?
Jakoś mi to jednak nie pasowało.
Kończę już, przepraszam, że tak się rozpisałam, ale chciałam się z Wami tym
podzielić. Takim moim odkryciem.
Obserwuj wątek
    • mama_kasia Re: Szkoła dla rodziców 10.06.05, 00:13
      Nulleczko, dziel sie dziel, tutaj jest więcej bezradnych mam smile
    • pawlinka Re: Szkoła dla rodziców 10.06.05, 09:40
      Nulleczko, dobrze, że o tym napisałaśsmile
    • marzek2 TO JEST SUPER WĄTEK!!! 10.06.05, 09:52
      Baaaardzo potrzebny.... piszmy piszmy dziewczyny, ja sama mam WIELE pytań, ale
      ostatnio tylko Sam mi zaprząta głowę swoimi problemami zdrowotnymi i ciągle
      zapominam napisać, co mnie nurtuje w związku z tym czy tamtym... chyba czas na to...

      Jeśli chodzi o uczucia dzieci, też mam z tym duże zamieszanie, też jeśli chodzi
      o moje uczucia i emocje. Ostanio staram się po prostu szczerze mówić dziewczom
      jak się czuję, bo one w sumie dużo rozumieją, że mama smutna, że zmartwiona, że
      zdenerwowana itp... Chyba lepiej być niedoskonałym ale prawdziwym w tym, niż
      sztucznie udawać ideał...

      Jak znajdę chwilkę, napiszę paru konkretnych sytuacjach, dzięki Nulleczko, że
      tak konkretnie opisałaś te sytuacje.
      • tarba Re: TO JEST SUPER WĄTEK!!! 10.06.05, 10:08
        Tak to jest dobry wątek.
        Chciałam Wam coś napisać o wydawaniu poleceń moim maluchom (8 i 6)
        Gdy jestem zła i warczę np .Podnies te rajstopy z podłogi (a jeszcze dodam "w
        tej chwili") to od razu widać poczucie krzywdy na twarzach a często robi się z
        tego pyskówka.
        Więc teraz staram się czarować tak "słuchajcie potrzebuje pomocy!!!" Na takie
        hasło zawsze ktoś się zjawia bo to fascynujące że mama-dorosła potrzebuje pomocy.
        A potem idzie jak z płatka (najczęściej). W tej chwili pewne obowiązki stały się
        rodzajem rozrywki i ostatnio moja 6-latka prosiła mnie kiedy wreszcie będzie
        mogła pójść sama do sklepu i wychodzić z psem.
        a jeśli chodzi o wyrażanie uczuć to jest to cała sztuka jak myślę bo mi samej
        nie wychodzi to tak łatwo. Łatwiej mi wrzasnąć " Nie wolno tak robić!!!" niż
        powiedzieć " smutno mi że tak zrobiłeś". Ale to drugie działa a to pierwsze nie.
        • samboraga Re: TO JEST SUPER WĄTEK!!! 10.06.05, 12:12
          oj, to i u nas trudna sprawa z tymi emocjami i fajnie będzie pogadaćJ)))

          ja to się generalnie bardzo cieszę jak mój synek jednak się złości, bo on to
          wszystko tłamsi w sobie, ale tez są probloemy, o których piszesz
          Nulleczkosmile....

          moje odkrycie: kiedys złapałam się na tym, że nie umiem przepraszać mojego
          synka – nie tak ‘o, pomyliłam się’, ale ‘przepraszam Cię, że się pomyliłam’
          (źle spojrzałam na zegarek i przepadł mu film o lwach, na który czekał od
          piatku)...i....nagle nie było płaczu – normalnie by był – ale spokojnie
          wysłuchał, że poszukam w programie innego filmu o zwierzetach i cos sobie
          będzie mógł wybrać albo weźmiemy jakis film przyrodniczy z wypozyczalni....
          nawet mi powiedzial, że się nie gniewa na mnie, takim pobłażliwym tonem
          dorosłego, że mamie ‘udało się zawalić‘ sprawę’wink
        • mama_kasia Re: TO JEST SUPER WĄTEK!!! 10.06.05, 13:00
          "słuchajcie potrzebuje pomocy!!!"
          Dzisiaj to wypróbuję, tylko nie w tej chwili, bo 6-latka je loda.
          Jak ktoś je loda, to jest oczywiste, że nie pomoże smile
          Napiszę potem, czy zadziałało.
          Tarba, masz jakieś inne czary na 6-latkę właśnie?
          • mama_kasia Re: TO JEST SUPER WĄTEK!!! 10.06.05, 13:21
            Najpierw było: "Chodź Gabrysiu (to do najmłodszej) mama
            potrzebuje pomocy". A potem na moją delikatną sugestię
            o zabranie książek z pokoju było:"yyy, nieee" i po krótkim
            przemyśleniu: "jestem na urlopie". I tyle.
    • pawlinka Re: Szkoła dla rodziców 10.06.05, 12:23
      czasami boję się smutku moich dzieci, boję się, że cierpią, boję się, jak się
      złoszczą. Tkwi we mnie irracjonalne przekonanie, że dzieciństwo musi być
      radosne, beztroskie, dziecko uśmiechnięte. Wiem, ze trudne uczucia też muszą
      być, ale mam taką pokusę zdejmowania z dziecka tego ciężaru, wiem, że ta droga
      nie jest właściwa i nad tym bardzo pracuję i muszę to kontrolować.

      Na te warsztaty mam ochotę coraz większą się zapisać, noszę to w sobie już od
      kilku miesięcy.

      dziewczyny, to są właśnie konkretne przykłady, które podajeciesmileto jest fajne
      exemplum.
      Swojego czasu studiowałam sobie "JAk słuchać, żeby dzieci mówiły..." i inne
      publikacje tych autorek. Jednak warsztaty pomagają bardziej.
      • marzek2 Re: Szkoła dla rodziców 10.06.05, 13:44
        "Potrzebuję pomocy!" - zadziałało smile))))

        Mimo, że się w najlepsze bawiła, przyleciała od razu i ochoczo wyciągnęła pranie
        z pralki, "a Ty mamo sobie pocytaj", bo czytałam właśnie gazetę... wyjęła całą
        zawartość pralki do miednicy i zataszczyła do łazienki (bo pralkę mamy w kuchni)
        - i potem podawała do powieszenia... chyba takie trudniejsze dzieci (bo o
        średniej 3 letniej indywidualistce piszę) strasznie lubią czuć się potrzebne...
        • mama_kasia Re: Szkoła dla rodziców 10.06.05, 13:53
          Eeee, takie rzeczy to nasza z reguły chętnie, właśnie takie
          dorosłe: kuchnię posprzątać, pranie powiesić, kurze zetrzeć;
          a mi chodzi o ten jej nieszczęsny pokój...
          • marzek2 Re: Szkoła dla rodziców 10.06.05, 14:11
            Hmmm Mamo Kasiu, mamy już strategiczny temat rozmów na tym wątku - pokoje
            dziecięce i porządek w nich...
            faktycznie jakbym jej kazała posprzątać w jej pokoju na pewno pierwszą
            odpowiedzią byłoby "Nie!"

            Ciekawe dlaczego tak się dzieje - mamy już pierwsze pytanie - dlaczego dzieci "z
            zasady" nie chcę sprzątać zabawek w swoich pokojach?
            • samboraga Re: Szkoła dla rodziców 10.06.05, 14:27
              > Ciekawe dlaczego tak się dzieje - mamy już pierwsze pytanie - dlaczego
              dzieci "
              > z
              > zasady" nie chcę sprzątać zabawek w swoich pokojach?

              wiem dlaczego nie lubiłam jawink – to było wysyłanie jak na sybir: sama w tym
              pokoju i tyle tych zabawek (nawet jak to były trzy rzeczy na krzyz do
              posprzątaniawink – dlatego u siebie wprowadziłam zasadę że robimy genenralnie
              razem obok siebie w tym samym pokoju tzn. ja odkurzam, ty wycierasz, a nie ja
              sypialnię, ty swój pokój
              czasami nawet drobne sprzątanie w pokoju przed spaniem ‘robimy’ razem (ja
              jednym palcemwink albo siedzę przez moment w pokoju a on sprzata (wtedy stara się
              szybkowink

              mój ‘niepełny’ 6-latek już nie jest taki ochoczy do pomocy (wcześniej byłsmile i
              teraz przemawiaja dwie rzeczy:
              -‘lubisz jak się z toba bawie, ale po sprzątania nie mam siły (i czasu, bo
              zaraz trzeba robic obiad), więc jeśli tobie zalezy na zabawie ze mna to ja chcę
              zebyś pomógł sprzatać – wtedy nam razem będzie miło (no to oczywiscie wersja
              idealnej rozmowy, ale u nas działa – a ten czas ‘na zabawę’ to może być nawet
              chwilka na zabawę w ‘pomidor’ albo przeczytanie wierszyka)
              - najpierw robie ‘kazanie’: w domu jest czysto i porządek, żeby nam się miło i
              wygodnie mieszkało – jak wszystko jest na miejscu poukładane itp. (jemu trzeba
              wszystko wyjaśniać ab ovo, jest strasznie dociekliwy) a potem ‘atak’wink: i sami
              musimy o to dbać – ja biore mopa, a ty masz tutaj odkurzacz i tutaj ten
              fragment (jest za mały na całe mieszkanie) odkurzasz) – na jego ‘yyyyy,
              nieeeeeeeee chceeeee’ mówię, że mi się tez nie chce robic obiadu więc albo nie
              będzie dzis jadł albo zrobi sobie sam

              ale oczywiscie zycie rewiduje czasami te pomysływink)
              • netus Re: Szkoła dla rodziców 10.06.05, 15:10
                U nas czasem kiepsko z tymi uczuciami, ale generalnie największy problem z
                prawieniem kazań, których dzieci nie sa w stanie słuchać. Raz mieliśmy taką
                sytuację, że Maciek podczas "kazania" zamknął oczy i ruszał ustami, jakby coś
                szepcząc.
                Gdy w ferrworze ideologicznym zorientowąłm się co on tam szepcze, to mi
                odpowiedział: mamus taki ktoś mi podpowiada: "juz przestań, przestań". To był
                sygnał dla mnie wystarczający, nie truj tyle babo.
                • samboraga Re: Szkoła dla rodziców 10.06.05, 15:58
                  mamus taki ktoś mi podpowiada: "juz przestań, przestań". To był
                  > sygnał dla mnie wystarczający, nie truj tyle babo
                  dobre, dobresmile))

                  a pytałaś syna czy ten ktoś nie mógłby mu pomóc sprzątac tego pokoju? - to obaj
                  by nie musieli słuchać kazańwink
            • mader1 Re: Szkoła dla rodziców 10.06.05, 15:30
              moja Przyjaciółka miała w szkole warsztaty z psychologiem. Rozmawiali na
              jednym z nich na temat porządku. Otórz ten psycholog twierdził, że " porządek w
              pokoju" to nasz problem, a dzieci go nie zauważają. Nie mają potrzeby, takiej
              swojej własnej, żeby porządkować ( wiem, że są takie, co mają - ale wg. tej
              psycholog to one albo są wyjątkami, albo są wystraszone czy wytresowane). Jest
              im wszystko jedno czy jest porządek czy bałagan. Nie przeszkadza im bałagan, a
              nawet pozostawiony na parę dni ma swój własny wewnętrzny porządek smile
              One nie robią tego specjalnie, albo z lenistwa. Po prostu nie wiedzą o co nam
              chodzi smile))))
              • isma Re: Szkoła dla rodziców 10.06.05, 20:01
                Ja o tyle nie mam problemu, ze sama jestem balaganiara. Staram sie nie truc co
                chwile o sprzataniu, ale zwykle w sobote robimy wspolna akcje - pranie
                pluszakow, mycie plastikow, ukladanie ksiazeczek. Wytrwale uczestniczy. Na
                razie system dziala - ale u nas komplikacja polega jeszcze na tym, ze, jak z
                duza doza prawdopodobienstwa przypuszczam, ona jest uczulona na kurz, ergo
                sprzatac bede jednak raczej ja ;-(((. I tu mam pewien zgryz, bo jak ja
                przekonac, ze nie moze radykalnie balaganic (skoro nie poniesie konsekwencji w
                postaci koniecznosci posprzatania)
                Aha, potwierdzam, wyjmowanie prania z pralki, mopowanie i inne "dorosle"
                zadania moje dziecko tez kocha i bierze sie do nich nawet bez mojej inspiracji
                (bylabym sobie kiedys szczeke wybila, wyszedlszy z lazienki i niespodzianie
                podjechawszy na pracowicie wymopowanej przez Miniature terakocie w przedpokoju).
                • nulleczka Re: Szkoła dla rodziców 11.06.05, 22:55
                  U mnie wszyscy bałaganimy, ile wlezie i w godzinach popołudniowych dom juz
                  zaczyna przypominać "stajnię Augiasza". Około szóstej zaczynałam z dziećmi
                  sprzątanie, wymyślając jakieś zabawy i wyścigi, żeby je zachęcić. Ale męczące
                  to strasznie było (głównie dla mnie). Ostatecznie wpadłam na pomysł, żeby
                  ograniczyć jakoś to bałaganianie. I tak - spakowałam połowę gratów z
                  dziecięcego pokoju i wyniosłam do schowka. Resztę posegregowałam w paru pudłach
                  (osobno klocki, osobno tory i pociągi itd.)Książki, puzzle i gry na górę - jak
                  potrzebują, zdejmuję i po skończonej grze od razu chowam.
                  No i mają zakaz wstępu z tą graciarnią do tzw. przykuchennego i do przedpokoju
                  (który jest chudy i długi jak kiszka i każdy przechodzący był zawsze narażony
                  na kontuzjesmile)Oczywiście, jak Kuba chce sie bawić w długą ulicę, to robię dla
                  niego wyjatek, ale zaraz po zabawie,musi się zbierać z tym majdanem do swojego
                  pokoju.
                  Jak rysują, lepia, wycinają w przykuchennym (bo u siebie nie maja żadnego stołu
                  ani biurka), to też od razu sprzatamy. Zajmuje to dwie minuty i mamy z głowy.
                  A w swoim pokoju mogą robic co chcą. Przed dobranocka wrzucamy wszystko do
                  pudeł,a raz w tygodniu robimy generalny porządek. I jakoś tak jest lepiej - nie
                  jest to czyściutki domeczek jak u mojej mamy, ale przynajmnie nie wygląda tak,
                  jakby przeszedł tajfun. Zauważyłam, że dzieci chętnie słuchają zdań "widzę
                  klocki na przedpokoju, a powinny być u was" albo zwrotów
                  jednowyrazowych "klocki"(pomijam te dni, kiedy maja "urlop" - moi na to
                  mówią "dzień lenia") niż rozkazów"posprzątaj te klocki".
                  Dzieci maja jakąś przedziwną wrażliwość językową i ten "dziwaczny" może sposób
                  mówienia z "Jak mówić...." do nich przemawia. Mówię do Magdy "wytrzj tę plamę z
                  kaszki ze stołu" "to Ty wytrzyj", na co ja "widzę plamę z kaszki na stole",
                  zero reakcji, "jak ktoś położy tu książkę, to książka się pobrudzi". Magda
                  wzięła szmatę i starła.
                  Nawet Kuba podchwycił ten sposób mówienia i podchodząc do mnie ze swoim kubkiem
                  oświadcza "tu juś nie ma soćku"smileLepiej brzmi niz rozkazujące i
                  przeciągłe"piiić!"
              • direta bałagan 15.06.05, 08:44
                mader1 napisała:

                > moja Przyjaciółka miała w szkole warsztaty z psychologiem. Rozmawiali na
                > jednym z nich na temat porządku. Otórz ten psycholog twierdził, że " porządek
                w
                >
                > pokoju" to nasz problem, a dzieci go nie zauważają. Nie mają potrzeby, takiej
                > swojej własnej, żeby porządkować ( wiem, że są takie, co mają - ale wg. tej
                > psycholog to one albo są wyjątkami, albo są wystraszone czy wytresowane).
                Jest
                > im wszystko jedno czy jest porządek czy bałagan. Nie przeszkadza im bałagan,
                a
                > nawet pozostawiony na parę dni ma swój własny wewnętrzny porządek smile
                > One nie robią tego specjalnie, albo z lenistwa. Po prostu nie wiedzą o co nam
                > chodzi smile))))

                No dobrze, a co ma ze sobą zrobic taki rodzic, ktoremu nie przeszkadza
                bałagan? sad
                I który zupełnie, ale to zupełnie nie umie sprzątać (wcale nie dlatego, że mama
                w dzieciństwie wyręczała. Bo prostu nie umie i już, tak jak dyslektyk ma
                kłopoty z czytaniem, a dysgraf z pisaniem) Jak nauczyc dziecko sprzątać jeśli
                się samemu nie umie? A do tego dziecko jeszcze rok czy dwa temu wyglądało na
                takie, które chętnie by się nauczyło sprzątać. Tearaz już nie wygląda sad
    • marzek2 Rozkręciłam się :) -następne pytanie 10.06.05, 17:23
      Co sądzicie o takiej metodzie wychowawczej:

      Jedno dziecko dajmy na to drapie nagminnie swoje rodzeństwo. Dotkliwie, tak, że
      boli. Żeby nie uczyć go odpłacania pięknym za nadobne robimy coś takiego - po
      uprzednim wytłumaczeniu, że to TYLKO mama tak może i że to TYLKO po to, żeby
      samo zrozumiało, jak czuje się podrapane rodzeństwo - sami dokonujemy takiej
      akcji - żeby łobuz/łobuzerka zrozumiał, że jego działanie na rodzeństwie jest
      bolesne dla drugiej strony...

      Bo wiecie, ja czasem naprawdę mam ochotę pozwolić Zuzie sprać Mikę....
      Bo jak młodsza siostra ciągle ją gryzie, drapie, burzy precyzyjnie ułożone
      zabawki - ona czasem wygląda na taką bezradą... tylko na nią krzyczy "MIka,
      nie!" z czego młodsza sobie oczywiście nic nie robi... potem płacze, woła mamę,
      ale ile razy dziennie ma wołać mamę... no i poza tym wiele razy już czytałam
      żeby uczyć dzieci stopniowo samodzielnego rozwiązywania konfliktów między sobą...

      Jak u Was to wygląda - kiedy, kto i w jaki sposób ingeruje w dziecięce "mamo, bo
      on/ona..." Tyle razy miałam ochotę policzyć, ile razy w ciągu dnia to
      usłyszałam... ale nie mam czasu policzyć, bo ciągle słyszę 'mamo, bo ona..." smile)
      • tarba Re: Rozkręciłam się :) -następne pytanie 10.06.05, 18:34
        Jak w domu było takie młode co to prawie nic nie kapuje to po prostu zawsze
        staraliśmy się żeby starsze miały swój azyl np górę w łóżku piętrowym i
        rzeczywiście średniak spędzał tam kupę czasu układając jakieś konstrukcje z
        klocków.Przepraszam za porównanie ale tak samo jak psa nie niepokoi sie gdy je
        lub jest w posłaniu tak samo każdy musi mieć taki azyl.Mi sie też zdarzyło
        kiedys wdrapać na to piętrowe łóżko powiedzieć rodzinie a teraz mama śpi i
        zasnąć wreszcie na 4 godziny.
        w rozwiązywaniu konfliktów mam dwa rozwiązania:
        albo skłócone towarzystwo jest odesłane do pokoju i nie wyjdzie stamtąd aż nie
        uzgodni zeznań
        albo jak się nie daje uzgodnić nic albo rzeczywiście ktoś "zaczął" to rozmawiam
        z nimi ale z każdym rozmawiam tylko o jego zachowaniu a nie o tym co
        brat/siostra zrobiła- to czasem jest trudne bo łatwiej mówić "a ona" niz
        przyznac że kopanie siostry nie jest dobre
        a jak się kłócą np jaki film chcą oglądać to stosuję i szantażyk "macie 10
        minut na negocjacje- potem nici z filmu" o ile dobrze pamiętam to tylko raz
        musiałam spełnic "groźbę"
        • nulleczka Re: Rozkręciłam się :) -następne pytanie 11.06.05, 23:03
          Tarba, pomysł z filmem fajny - wykorzystam, tylko moi nie wiedzą, co to
          dziesięć minutwink
          A tak poza tym to u mnie też ciągle :"mamo, a KUba..." Samam sobie winna, bo
          ingerowałam w ich konflikty i jako ta potencjalna "super mama" wszystko
          chciałam załatwiać w kwestii kłótni rodzeństwa. Ale już nie mam siły. I nie
          wiem, co z tym fantem zrobić. Zapytam w poniedziałek na tych warsztatach,
          przetrenuję na moich dzieciach i napiszę.
          • direta Re: Rozkręciłam się :) -następne pytanie 15.06.05, 08:54
            nulleczka napisała:

            > Tarba, pomysł z filmem fajny - wykorzystam, tylko moi nie wiedzą, co to
            > dziesięć minutwink

            To pokaż im tarczę zegara i powiedz że jak duża wskazówka przekroczy to miejsce
            z np szóstką, kreseczką itp, to ich czas minął albo/i nastaw minutnik, tylko
            niech stoi poza zasięgiem, bo dzieciom może przyjść do głowy pomysł cofnięcia
            czasu wink
            • samboraga Re: Rozkręciłam się :) -następne pytanie 15.06.05, 09:41
              tez miałam napisać o tym liczeniu czasu ale zapomniałąmcrying

              u nas liczymy czas na długść dobranocek - nasza miara czasu to
              'jeden miś uszatek' (np. msza św trwa sześć misiów uszatków)
              mój synek podłapał jak miał 3 latka i zaczął ogladac dobranocki

              teraz to juz nawet pyta czy coś będzie trwac tyle co 'usztek' czy tyle
              co 'babar' (słoń babar z miniminiwink
    • aka21 Re: Szkoła dla rodziców 14.06.05, 09:38
      Nulleczka bardzo fajnie, że napisałaś coś o tej szkole. Też chciałam na do niej
      chodzić, ale zajęcia są wieczorem, a mój młody zasypia jeszcze przy piersi i
      się nie dasad(. A tak by mi się przydała... Nasza starsza ma teraz 27 miesięcy i
      w całej okazałości wychodzą na nią te 2 lata. I oczywiście emocje!! Wszystko
      musi robić sama, a ja zaczynam pracę o 7, a wcześniej dzieciaki musimy odstawić
      do żłoba. Poranki więc są często bardzo trudne. Czasem boimy się o naszą
      cierpliwość. Z jednej strony nie chcemy by się dzieci rozżaliły zakazami i
      ciągłym pośpiechem, ale z drugiej strony chcemy być konsekwentni. Staramy się
      zakazy ograniczać do minimum. Czasem wydaje mi się, że to wszystko nas
      przerasta. Może polecisz jakieś fajne książki, czy jakieś metody postępowania,
      które by nam w tym okresie pomogły. Wszelkich rad doświadczonych mam też
      chętnie przyjmę. pozdrawiam serdecznie
      • nulleczka Re: Szkoła dla rodziców 14.06.05, 23:05
        Aka, ta szkoła jest prowadzona na podstawie książki "Jak mówić, żeby dzieci nas
        słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" - nie pamiętam dokładnie
        nazwisk autorek, chyba Faber i Mazlish. Jest to naprawdę świetne - bardzo
        pomaga w kontaktach z dziećmi. Początkowo czułam się jakoś sztucznie mówiąc do
        dzieciaków w ten sposób, ale widzę, że do nich to trafia, że nasze stosunki są
        mniej napiete, że dzieci chętniej słuchają. Kuba jakoś mniej krzyczy, kiedy
        akceptuję jego uczucia. Dziś np. zobaczył w sklepie pociąg za trzysta zł. i
        uparł się, że musi go mież. Czułam, że żadna siła go z tego sklepu nie
        wyciągnie. Więc powiedziałam, że widzę, jak bardzo mu się ten pociąg podoba i
        że na pewno fajnie byłoby taki mieć itp. I obiecałam, że zapiszemy, że Kubus
        chce miec duży pociąg ( bo zaproponowali nam założenie "zeszytu marzeń", gdzie
        zapisujemy, co maluchy chciałyby mieć - oni to bardzo lubią). I wiesz, wyszedł
        spokojnie z tego sklepu(choć po drodze cały czas rozmawialiśmy o wymarzonym
        pociągu).
        Rano możemy sobie pozwolić na totalną rozlazłość, bo ja na razie nie
        pracuję, ale pewnie gdybym musiała zdążyć na 7 też byłoby bardzo nerwowo.
        Prowadzące dużo mówiły o dawaniu dzieciom wyboru, więc może zapytaj
        swoją "Samosię":"co wolisz ubrać sama: buty czy skarpetki?" Wtedy nie czuje się
        tak całkiem zlekceważona w swoim dążeniu do samodzielności, ubierze sobie np.
        skarpetki, a resztę zrobisz ty i nie spóźnisz się do pracy.
        Jeden z rodziców opowiadał, że syn nie dał się przekonać, żeby wytrzeć po sobie
        plamę z soku na stole, więc położył przed nim dwie takie same szmatki i spytał,
        którą szmatką woli ten stół wytrzeć. Nie było juz dyskusji, czy w ogóle
        wytrzeć, tylko którą szmatką i..podziałało.
        Przepraszam, że tak chaotycznie piszę, ale jestem już okropnie śpiąca.
        • franula Re: Szkoła dla rodziców 15.06.05, 00:05
          a możecie napisac co ta szkola rodziców?
          bo ja ajkas niezorientowana jestem...
        • aka21 Re: Szkoła dla rodziców 15.06.05, 09:41
          Nulleczka! Bardzo dziękuję za namiary. Chyba szybko ją kupię. Może i przeczytać
          dam radę, bo ostatnio to padam.
          Z tym pociągiem to jestem pod wrażeniem! Ja jeszcze nie mam takich problemów.
          Magda zachwyca się, ale na szczęście nie wymusza (póki co). Nie wiem jak będzie
          z Jasiem, bo zapowiada się na większego uparciuszka (jak coś jest na nie to od
          razu płacz i walenie głową o co się da, a potem.... znowu płacz).
          Co do wyborów dawanych dziecku to ostatnio jest tak: Magdusia! Kogo dzisiaj
          bierzesz do dzieci myszkę czy pieska? Mysię i psia. Nie, weż jedno. Buuuuuuu
          Efekt (po zdecydowanie dłuższych niż przedstawione pertraktacjach): do żłoba
          idzie myszka, piesek i miś (bo wpadł w rękę po drodze). Dobrze, że choć
          wszystkie są małe. To chyba nie tak ma byćsad((((( Dzisiaj przynajmniej domino
          zostało (poszła mysz i samochodzik), ale nie obyło się bez łez. Wybory czasem
          skutkują, ale ostatnio coraz trudniej. Nie wiem, może gdzieś po drodze
          popełniliśmy jakiś gruby błąd (bo małe to napewno w ilości duuużej). Czasem, to
          aż boję się myśleć co będzie jak dzieci będą większe. Wszyscy mnie straszą, że
          teraz to nic. Martwię się, bo słyszałam, że ten okres jest bardzo ważny w
          rozwoju dziecka i rzutuje na jego całe życie.
          Jeszcze raz dziękuję za odpowiedź, mimo zmęczenia napisałaś smile) Pozdrawiam
          • nulleczka Re: Szkoła dla rodziców 16.06.05, 16:42
            Aka, bo może Ty mało stanowcza jesteś. Ja np. mam taki problem. Daję wybór
            między misią a pieskiem, ale jeśli sie dziecko bardzo uprze, to pozwalam na
            opcję z misią i pieskiem razem.
            A według tej szkoły powinno być chyba tak (i ma to na pewno sens). Dziecko
            bierze mysię i pieska, mama ze zrozumieniem odzwierciedla jego uczucia "Widzę,
            że bardzo Ci zależy i na mysi i na piesku, a na pewno, gdyby to było możliwe,
            chciałabyś zabrać ze soba wszystkie zabawki, ale możesz wziąć tylko jedną (nie
            formułować zdania "ale nie możesz wziąć dwóch" ).Wybierzesz sama, czy chcesz,
            żebym ja wybrała?" I jak potem płacze, to nie ulegać, tylko właśnie
            odzwierciedlać uczucia "wiem, że ci smutno, że mysia zostaje,ale ona pójdzie z
            toba jutro."...
            Według naszych prowadzących, jak mówimy dziecku "nie, weź jedno", to jakoś tych
            emocji negatywnych więcej się wyzwala. No nie wiem, tak się tu mądrze, ale
            widzę, że na moje dzieciaki ten sposób mówienia działa.
    • samboraga kij i marchewka;) 14.06.05, 17:23
      kij i marchewka na nadwrażliwcawink

      najpierw scenki:
      1. idziemy spac, dziecko pogodne, wesołe, rozmawiamy że idzie jutro do kolegi
      po przedszkolu, b. się cieszy - z tej radości zaczyna przezywac kolęge, tak od
      nazwiska jak to dzieci - mąż na spokojnie mu mówi, że to nieładnie, że koledze
      bedzie przykro itp.
      i nagle - w oczach łzy jak grochy, wtula sie we mnie jak małpka, nic nie chce
      powiedzieć - po kwadransie! i 'wstępach' typu 'ale nie będsiesz się gniewać'
      mówi że płacze, bo...'tata myśli że ja jestem niegrzecznym chłopcem'

      2. jedziemy rowerami, nagle on przejeżdża na druga stronę ulicy (to takie nasze
      drogi wewnetrzne, mały ruch, ale zawsze...) więc mówię że tak nie można, a
      jeśli juz to ręką trzeba pokazać - dzieciak od tej pory zero odzywania,
      naburmuszona, smutna mina, wracamy do domu, ja zagaduję czy coś się stało -
      znowu to trwa, okazuje się , że jemu wstyd! że źle zrobił i wstyd że nie
      wiedział, że tak nie można przejeźdźać

      no i mój brak metody na nadwrażliwca w takim wydaniu:
      - zagaduję bo jak go zostawić 'niech siedzi nadęty' to nijak nie wyjdzie 'do
      ludzi'
      - i wychodzi mi to kij, to marchewka: raz reaguję szorstko żeby 'zminimalizować
      płacz' - on przestaje się dzielić i mówić co mu jest, to ja zaczynam 'z nim
      płakać' i mu tłumaczyć że nic sie nie stało - to on w płacz, ze właśnie nie
      chciał nic złego - to też droga donikąd...

      generalnie uważam, że kij i marchewka do tzw. niegrzecznych dzieci to
      krótkowzroczna metodasad
      do tych hipergrzecznych też pewnie - ale jak inaczej dotrzeć to póki co nie wiem
      • pesteczka5 Re: kij i marchewka;) 15.06.05, 00:56
        Stosuję zasady z "Jak mówić..." w stosunku do naszych chłopców (4 i 2,5) i ze
        zdumieniem stwierdzam, że są niesamowicie wprost skuteczne. W granicach
        zmiennności biologicznej organizmów żywych, naturalniesmile
        Korespondują z moją potrzebą traktowania dzieci jak ludzi, uznawania ich uczuć,
        szanowania ich zdania. Prowokują pożądane zachowania, pozwalając się im niejako
        samodzielnie "wydostać" z dziecka bez napomnień w stylu "przeproś", "ustąp"
        itp, które odnosiły odwrotny skutek.
        Korespondują także z silnym u moich dzieci poczuciem godnoścismile
        Co więcej, obserwuję zdumienie (zgorszenie) na twarzach otoczenia (dziadkowie,
        teściowa!!!) - a potem odbieram gratulacje i deklaracje zmiany zdania,
        otwartych oczu itp.
        Pamiętam z dzieciństwa, oj, jak dobrze pamiętam! jaką złość, przekorę, chęć
        przeciwstawienia się generowały we mnie pedagogiczne przemówienia mojej mamy,
        napomnienia, oceny, nakazy itp. One zakładają, ze dziecko jest złe i ma się
        poprawić. Te zaś uznają, że jest dobre i pomagają się doskonalić, wydobywając
        dobro z jego własnego wnętrza.

        Czasem tylko zastanawiam się niczym Tadzio z cyklu L.M. Montgomery o Ani - co z
        tych moich dzieci wyrośnie? Bo ja jeszcze nikogo nie wychowałam, a oni
        wychowali m. in. mnie i mojego męża, w sumie, nie najgorzejsmile
      • pawlinka Re: kij i marchewka;) 15.06.05, 11:05
        TAk krótko, bo pędzę po owoce i warzywa na targ, właśnie wróciłam z długaśnej
        porannej wycieczki rowerowej z Linką...
        Myślałam, Samborago, o tym, co napisałaś...
        Może na dzieci wrażliwe, nawet nadwrazliwe, ja taka byłam, należy spojrzeć tak:
        owa wrażliwość to nie jest słabość, rodzic może pomóc dziecku z tej cechy
        uczynić siłę.
        Wydaje mi się też, ze my sami przypinamy dzieciom łatki, wtłaczamy w role:
        jedynaka, średniaka, beniaminka, córeczki tatusia, synka mamusi, wiecznego
        chłopczyka, królewny, osiłka, blondynki...Dzieci o sobie zaczynają tak myśleć.
        O choćby wczoraj taka rozmowa:
        -Poślecie też młodsza na angielski?
        -Ona jest ładna, on mądry.
        Na szczęście to był żart, ale tam myślimy.
        Samborago, może Twój synek nie umie nazwać uczuć, jakie w nim drzemią? Mój ma
        to samo, trudne są rozmowy o tym, co teraz czuje. Uczę się tego, ale to idzie
        topornie.
        • samboraga Re: kij i marchewka;) 15.06.05, 17:46
          dziękuje Pawlinkosmile

          no bo...właśnie, ja też nie uważam wrażliwości za wadę
          tylko chce pomóc mu z nią żyć

          bo on sam juz widzi swoje 'mocne' strony wynikające z tej wrażliwości,np. że
          umie rozśmieszać dzieci, że robi jakieś miniteatrzyki i w przedszkolu i nam w
          domu, że ma jakis dar komiczny, parodystyczny

          ale za chwilę jest
          - 'a wiesz, mama, jestem beznadziejny w piłkę, tylko stoję na bramce i odbijam'
          - 'no i dobrze, w tym nie jestes dobry, lubisz rower, nie lubisz piłki i ok'
          - 'no tak, ja nie lubie piłki....i nie chciałem dzisiaj grać, więc chodziłem
          tak sobie po placu i się nudziłem'

          i niby problemu nie ma, ale on jest nieszczęśliwy że chłopaki nie chcą sie z
          nim bawić - a w tym wieku to normalne że dzieciaki wolą biegać, skakać,
          szaleć...

          chociaż...zawsze pozostaje mu w odwodzie zabawa z dziewczynkamiwink w dom albo w
          lekarzawink))
          (tak swoją drogą to on te dziewczyńskie zabawy lubi, i dobrzesmile
          • franula Re: kij i marchewka;) 15.06.05, 17:54
            moge ponowic pytanie - co to jest ta szkoła rodziców?
            pozdrawiam
            F
            • samboraga Re: kij i marchewka;) 15.06.05, 17:59
              > moge ponowic pytanie - co to jest ta szkoła rodziców?

              jasnesmile))
              ja odpowiem trochę 'zaocznie' bo sama nie byłamwink
              to są warsztaty psychologiczne dla rodziców, nie wiem ile to trwa, ale przez
              jakis czas przychodzi się na regularne spotkania grupowe
              jest trochę teorii o emocjach oraz problemach wychowawczych itp. a
              potem 'cwiczenia' dla rodziców orazoczywiście rozgryzanie aktualnych problemów
              rodziców którrzy są na kursie
              to tak w skrócie - o szczegóły pytaj Nulleczkę bo ona właśnie chodzi
              • nulleczka Re: kij i marchewka;) 16.06.05, 16:45
                Franula, przepraszam, że dopiero teraz, ale miałam ograniczony dostęp do netu.
                Te szkoły są zazwyczaj prowadzone w placówkach pedagogiczno - psychologicznych.
                Jest to cykl siedmiu spotkań po trzy godziny raz w tygodniu. Resztę juz
                napisała samboraga.
          • mader1 Re: o wrażliwcach i innych fajnych dzieciakach 15.06.05, 20:30
            Napiszę swoje spostrzeżenia, które nie muszą być słuszne.
            Otóż. Są dzieci, które są mniej "fizyczne" tzn. mniej odporne na zmęczenie,
            niewyspanie, ból czy głód. To, co wydaje nam się skomplikowane, wcale nie musi
            takie być.
            Bezpośrednio po przyjściu z przeszkola czy szkoły nie ma co gadać o
            problemach.Jest zmęczone i wyolbrzymia. Najpierw chwilę porozmawiać o
            obojętnych rzeczach,posiedzieć, pobawić się - nawet 15 minut wyciszenia, a
            świat wygląda inaczej smile
            Moja córka częściej denerwowala się, obrażała na wycieczkach rowerowych, w
            upał albo jak jechali z mężem daleko - była zmęczona. Miała wtedy mniejszą
            odporność na swoje błedy czy uwagi. Wydaje mi się, że sama nie wiedziała, że to
            ze zmęczenia, więc "nakręcała się" i jeszcze rozdrapywała problem. Nauczyłam
            się po pewnym czasie po takim przemęczeniu, bądź w trakcie - nie dyskutować,
            trochę posłuchać, przytulić i zmienić temat. Czy uwierzycie, że jak wracałam za
            godzinę do tego samego, to już nie był aż taki problem ?
            Tak samo z głodem. Głodne dziecko od razu jest skłonniejsze do konfliktu. Byłam
            u przyjaciółki w czasie wakacji. Nasze dzieciaki brały się za łby, przybiegały
            do nas z żalami, a my.... Najpierw dawałyśmy im coś do jedzenia ( często razem
            robiliśmy je), mówiąc , że pogadamy, jak zjemy. Po jedzeniu pytałysmy , o co
            chodzi i... okazywało się, że nic takiego. Oczywiście nie zawsze,na prawdziwe
            problemy to nie pomaga, ale na utarczki tak.
            Przed snem ze swoim wrażliwcem nie rozmawiłam ( tera już duża) o jego smutkach -
            zmęczona bardzo je wyolbrzymiała ( no , chyba, że miała wypoczynkowy dzień).
            Kiedyś robiłysmy taką zabawę - żeby przypomniała sobie najfajniejszą rzecz ,
            która jej się zdarzyła - miała mi opowiedzieć coś najzabawniejszego,
            najprzyjemniejszego.
            Okazywało się, że pękałyśmy ze śmiechu !
            One mają duży talent dramatyczny. Jak Ania z Zielonego Wzgórza smile
            Czasem to, że ktoś jeden dokuczy przeradza się w " mamo, chłopcy ( dziewczynki)
            nie chcą się ze mną bawić" albo " nikt mnie nie lubi". I jak widzę, że moje
            kochanie wpada w taki dramatyczny ton, wysłuchuję i mówię spokojnie " Kasia cię
            lubi". - "O, tylko Kasia !" " Małgosia też". Okazuje się, że mnóstwo osób ją
            lubi. Czasem prosiłam " Przypomnij sobie, kto cię lubi".
            Takie dzieci trzeba pytać o pozytywne rzeczy, które im się zdarzyły.Czasem
            trzeba, nie wyśmiewając i nie denerwując się zobiektywizować.
            Wrażliwce piszą w nocy piękne wiersze.
            W nocy piszą wspaniałe wypracowania i układają najpiękniejsze, smutne bajki....
            Muszę powiedzieć, że moja córka, która zapowiadała się na ogromnego wrażliwca (
            miała powody), ma swoją wrażliwość pod kontrolą smileLata pracy i nie przeszkadza
            jej żyć za bardzo smile
            • samboraga Re: o wrażliwcach i innych fajnych dzieciakach 15.06.05, 22:00
              > Takie dzieci trzeba pytać o pozytywne rzeczy, które im się zdarzyły

              kupujęsmile

              > Muszę powiedzieć, że moja córka,, ma swoją wrażliwość pod kontrolą smileLata
              pracy i nie >przeszkadza jej żyć za bardzo smile

              do tego chcę dotrzećsmile))
              bardzo bym chciała żeby to było tylko zmęczeniowo - głodowewink
              ale po nas, rodzicach, sądząc tak nie jestwink
              no i...'każda matka nieba by przychyliła'....
              • mader1 Re: o wrażliwcach i innych fajnych dzieciakach 15.06.05, 22:48
                nie jest zmeczeniowo - jakieś tam, ale wtedy się nasila smile
                pewnie, że byśmy przychyliły smile takie już jesteśmy smile
                też będziecie mieli wrażliwość pod kontrolą. Bo stracić ją to bardzo żal.
                Bardzo. Kto by tak pięknie wiersze recytował ? I z kim by się o książkach
                gadało ?
                • tarba Re: o wrażliwcach i innych fajnych dzieciakach 16.06.05, 09:10
                  >Muszę powiedzieć, że moja córka, która zapowiadała się na ogromnego wrażliwca (
                  miała powody), ma swoją wrażliwość pod kontrolą smileLata pracy i nie przeszkadza
                  jej żyć za bardzo smile
                  To może masz jakieś jeszcze sposoby na pomoc wrażliwcom-ja bardzo tego
                  potrzebuję bo mam takiego wrażliwca który bywał albo w 7 niebie albo na dnie
                  rozpaczy-teraz po 8 latach jest już dużo lepiej. Ja próbuję mu pokazywać w
                  sytuacji"na dnie" że już kiedyś tak było i sobie poradził i czasem pomaga, ale
                  dalej jest tak że zapomniane farby mogą stać się powodem do rozpaczy.
                  • samboraga Re: o wrażliwcach i innych fajnych dzieciakach 16.06.05, 09:31
                    > dalej jest tak że zapomniane farby mogą stać się powodem do rozpaczy.

                    Tarbo, skąd ja to znam...
                    oj, to cos widzę, że i mnie to czeka - a myslałam, że do pójścia do szkoły
                    jakoś juz to zminimalizujemy;-((

                    ale coś jeszcze o (nad-)wrażliwości:
                    >Bo stracić ją to bardzo żal.

                    w sumie nigdy nie 'bałam' się, że ją straci
                    odwrotnie - że pójdzie za daleko i będzie mu ciężko wrócićsad

                    Osiołek poznał nowego przyjaciela Lwa (b. się ucieszyłam!!!! - to z Lisem juz
                    ma dwóch!!) i teraz łatwiej mu będzie, bo Wykręcacz Łapki nie będzie tak często
                    podchodził i przeszkadzał jak juz jest dwóch dobrych przyjaciół...
                    Ale dzisiaj ma być jak Osiołek zabiera przyjaciół i leca na planetę (tu mi się
                    zapala czerwona lampkasad((), bo tam będzie lepiej i nie będzie Wykręcacza....
                    (to bajka teatrzykowa autorstwa mojego dziecka)

                    będę próbowała przekierować tę rakietę, żeby wróciła z planety na Ziemię i żeby
                    Osiołek latał tam dla frajdy latania ale nie osiadł tam na stałe....

                    martwi mnie ta cienka linia - zabawa wyobraźnią a ucieczka w kraj fantazji
                    bo to na początku wygląda niewinnie i jest przyjemne, ale...ja wróciłąm po
                    dobrych kilku latachsad((

                  • samboraga Re: o wrażliwcach i innych fajnych dzieciakach 16.06.05, 10:20
                    Ach, Tarbo, bo zapomniałam spytać - a jakie Ty masz sposoby, może rozszerzę
                    jakoś jeszcze mój arsenałwink chętnie poczytamsmile
                    • nulleczka Re: o wrażliwcach i innych fajnych dzieciakach 16.06.05, 16:57
                      Samboraga
                      Pewnie Cię nie pocieszę pisząc,że ja to już wiekowa jestem i z wrażliwościa
                      trudno mi sobie poradzić.smile Mysle, że moja mama(mimo całej jej wspaniałości)
                      popełniła jeden błąd - przyczepiła mi łatkę "nadwrażliwa" i trzymała troche
                      pod kloszem. Słowem, popadła w nadopiekuńczość,chroniła przed trudnościami i do
                      tego jeszcze czesto powtarzała "dziecko, przecież, ty sobie w życiu kompletnie
                      nie poradzisz" albo "jak bedziesz tak wszystko przezywać, to wylądujesz w domu
                      wariatów" - to wszystko było w dobrej wierze, ale przyniosło odwrotny skutek.
                      Dawaj małego dużo wzmocnien pozytywnych, chwal, pokazuj dobre strony. Dla mnie
                      tez błogosławieństwem jest rozmawianie o przeżyciach. Chciałam więcej, ale moja
                      starsza juz od paru minut stoi przy mnie i jeczy, żeby jej poczytać. No to idę
                      do niej, bo ostatnio mało czasu dziecku poświęcałam.
                • isma Re: o wrażliwcach i innych fajnych dzieciakach 16.06.05, 18:41
                  Tak! Tak! Tak, mader ma racje.
                  Miniatura NIGDY, ale to NIGDY nie powiedziala: "jestem glodna". Nienajedzona
                  daje natomiast tak popalic, ze rece nam opadaja. Zanim odkrylismy te zaleznosc,
                  chodzilismy jak bledni.
    • samboraga podciągam dla Marzek:) 26.07.05, 10:07
      • mamaemilii Re: podciągam dla Marzek:) 29.07.05, 10:44
        Dzięki za podciągnięciesmile Poczytawszy sobie wczoraj Wasze wypowiedzi i
        przypomniawszy sobie podstawowe zasady rozmowy z dziećmi (czyli rozumienie i
        wyrażenie ich uczuć) - odniosłam dziś ogromny sukces wychowawczy z moją
        przekorną od kilku dni dwulatką. Od kilku dni nie udało nam się wyjść z domu o
        czasie z powodu ogromnej awantury robionej przez Emilkę. Wszystko było nie i
        nie! A dziś zaczęłam od rozmowy z nią o tym, co widzę, że jest zła itd. - po
        chwili dziecko się uspokoiło i cały ranek było spokojne i zadowolone smile))
        Tak więc dorzucam jeszcze jeden dowód na to, że metoda ze szkoły dla rodziców
        działa i jeszcze raz dzięki!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka