Dodaj do ulubionych

przedmiot religia

08.09.05, 09:58
Syn ma nową katechetkę. Dopiero się zaczęło, a ja już jestem
niezadowolona. I nie chodzi mi konkretnie o nauczycielkę. Nie
wiem, jaka jest. Chodzi mi o system. Może znajdziecie jakieś
dobre strony kontrolowania obecności dzieci na mszy niedzielnej.
Dzieciaki miały zrobić tabelkę w zeszycie i będą wpisywać, czy
były na mszy, czy ewentualnie były chore lub czy nie były.
Dla mnie tylko rodzice u dzieci w tym wieku (IV-a podstawówki)
mają prawo kontrolować dzieci w tej dziedzinie. To jest wchodzenie
w ich sumienia. To jest też wchodzenie między dzieci a rodziców.
Przecież są też takie dzieciaki, których rodzice nie przywiązują
wagi do regularnej mszy.
Mam jeden pozytyw: przy pewnej letniości w stosunku do sakramentów
może to być mobilizujące, ale czy warto? Jakie macie zdanie?

Moim marzeniem jest, aby religia to był czas, gdy mówi się o Bogu,
gdy katecheta mówi o swoim spotkaniu z Bogiem, gdy mówi o Jego
miłości, ale też sprawiedliwości i całym bogactwie ewangelii,
gdy pokazuje wiarę taką prawdziwą, nieskrępowaną obowiązkowością.
Który pokazuje, że Bóg chce, aby człowiek był szczęśliwy. Pokazuje
też Boga wymagającego, ale Boga, a nie "to i to masz wypełnić, bo
takie są reguły", brrr. Przecież religia mogłaby by być świetnym
czasem spoglądania na kolegę w klasie jak na mojego brata w wierze.
Wtedy jej miejsce w szkole nabrałoby ewangelicznego wymiaru.
Marzenia? A może tak bywa? U nas było, ale jak będzie teraz, ...nie
wiem.
Obserwuj wątek
    • glupiakazia Re: przedmiot religia 08.09.05, 10:41
      > Moim marzeniem jest, aby religia to był czas, gdy mówi się o Bogu,
      > gdy katecheta mówi o swoim spotkaniu z Bogiem, gdy mówi o Jego
      > miłości, ale też sprawiedliwości i całym bogactwie ewangelii,
      > gdy pokazuje wiarę taką prawdziwą, nieskrępowaną obowiązkowością.
      > Który pokazuje, że Bóg chce, aby człowiek był szczęśliwy. Pokazuje
      > też Boga wymagającego, ale Boga, a nie "to i to masz wypełnić, bo
      > takie są reguły", brrr. Przecież religia mogłaby by być świetnym
      > czasem spoglądania na kolegę w klasie jak na mojego brata w wierze.
      > Wtedy jej miejsce w szkole nabrałoby ewangelicznego wymiaru.

      Dokladnie tak. A na dodatek ja bym sobie pomarzyla, zeby to tez na religii
      dzieciom bylo tlumaczone, co dzieje sie na mszy (patrz watek Samboragismile).
      I zeby ta msza byla spotkaniem z kims bliskim, a nie meczacym obowiazkiem (a
      tym jest dla wiekszosci dzieci i pewnie doroslych tez). Dla mnie tez przez
      dlugi czas byla tylko obowiazkiemsad
      A wypelnianie rubryczek tylko to podkresla. Niestety, taka 'religia' wiecej
      szkod moze narobic niz pozytku...
    • mary_ann Re: przedmiot religia 08.09.05, 12:14
      Mamo_kasiu, podpisuje się "obiema ręcyma" pod każdym Twoim słowem, a przy
      okazji i pod tym, co napisała glupiakazia (Kaziu, ależ Ty masz nieadekwatny
      nicksmile)
      Uczyli mnie na studiachsmile, że motywacja zewnętrzna (vide: tabelki
      rozliczeniowe) niespecjalnioe sprzyja budowaniu motywacji wewnętrznej (czyli w
      tym wypadku temu, o co wierzącemu w wychowaniu chodzi - żeby dziecko SAMO
      widziało wartość w uczesnictwie we Mszy i samo go po prostu potrzebowało -
      nawet, jesli nie nastapi to od razu).

      Do waszych rozważań dodam jeszcze, że ja bym strasznie chciala, żeby na religii
      odnoszono treść przykazań do małych, codziennych spraw. Moja córka ma,
      dziękiBogu, bardzo fajną katechetkę, podobało mi się, że przy okazji 8-go
      przykazania rozmawiali też o obgadywaniu kolegów, a przy 7-ym - o ściąganiusmile))

      Kasiu, a może da się z ta Pania porozmawiać? Może po prostu hmm... mało
      refleksyjna kobieta jest, "chciała dobrze", ale mimo tego zrozumie Twoje racje?

      Pozdrawiam, dziewczynysmile
      mary_ann
      • glupiakazia Re: przedmiot religia 08.09.05, 12:25
        > Do waszych rozważań dodam jeszcze, że ja bym strasznie chciala, żeby na
        religii
        >
        > odnoszono treść przykazań do małych, codziennych spraw. Moja córka ma,
        > dziękiBogu, bardzo fajną katechetkę, podobało mi się, że przy okazji 8-go
        > przykazania rozmawiali też o obgadywaniu kolegów, a przy 7-ym - o ściąganiu:-
        ))

        Wlasnie, wlasnie! Przy okazji rozmow o klopotach mamyadama, wiele osob mowilo
        tez o potrzebie kazan na takie 'codzienne' tematy - i dokladnie to samo powinno
        sie tez odbywac na religii. A wiecie, wlasnie mi przyszlo do glowy, czy
        katechetki naszych dzieci nie bylyby ciekawe takiego miejsca jak to forum
        nasze? Ale musze to jeszcze przemyslec. No i wziac pod uwage Wasze zdaniesmile
        W koncu one tez maja 'wychowywac w wierze' i to niejako z urzedusmile
        Pewnie znalazlby sie jakis delikatny i dyskretny sposob zalinkowania ich tutaj?

        ps. niestety, mary-ann, kochana, moj nick jest bardzo adekwatny, o czym
        przekonuje sie srednio 3xdzienniesad
        • sion2 ale trafiłyście z tematem! 08.09.05, 12:42
          Bo zamierzałam założyć własnie wątek pt "jak wytłumaczyc dziecku..."
          chodzi oczywiscie o "moją" Emilkę, przygotowującą sie w tym roku do I komunii

          ona nie ma pozytywnego przykladu w domu jesli chodzi o praktykowanie: Msza św w
          niedzielę, nabożeństwo, spowiedź itd. dodatkowo gdy sie sprzeciwia rodzicom i
          chce iśc na Mszę św to obrywa za to (nie jest bita, ale wrzask "po co ci to"
          itd), poza tym do kościoła ma przejść na na światłach 2 razy, co prawda sama w
          swoich sprawach biega i umie przechodzic przez tą ulicę ale... jakby nie była ma
          dopiero 8 lat...

          no i teraz: jak ja mam budowac w niej postawę aby chciała uczestniczyc we Mszy
          św, żeby wiedziała dlaczego brak Mszy św w niedzielę to grzech, ale ze z drugiej
          strony gdy nie idzie na msze z lęku przed krzykiem rodzica albo boi się przejśc
          przez jezdnię - wtedy nie obraża Pana Boga?

          ja pamietam ze swojego przygotowywania do Mszy że 8latki wcale takie głupie nie
          są, mają rozum i umieją z niego korzystać, mają też sumienie smile

          ale jak to wywazyć wszystko, jak tłuamczyć? poradźcie mi, bo macie dzieci a ja
          tylko nieswoimi sie zajmuje smile
          • mama_kasia Re: ale trafiłyście z tematem! 08.09.05, 13:18
            Sionku, sama nie wiem, jak to tłumaczyć w przypadku Emilki. U nas to
            się odbywa przez naszą postawę. Także przez mówienie, dlaczego my - rodzice
            do kościoła chodzimy. Potrzebuję eucharystii, potrzebuję Jezusa.
            To jest źródełko, z którego wypływa woda życia. Muszę jej zaczerpywać
            ciągle, i ciągle. Nasze dzieciaki co do mszy niedzielnej nie mają
            żadnych wątpliwości - to dzień święty, ale my też chodzimy czasami
            w tygodniu. I w tym momencie mówimy właśnie o naszej potrzebie.
            Tak się zastanawiam, że nie mówiliśmy o tym, że niepójście
            w niedzielę jest grzechem. Ale nam jest prościej, bo jest cały
            przykład życia. Mówimy też o tym, że nam się nie chce czasami,
            ale jest to dla nas tak ważne, że idziemy. Myślę, że to ma sens, to
            mówienie o swoim uczestnictwie w eucharystii, to mówienie przede
            wszystkim o sobie.
          • mader1 Re: ale trafiłyście z tematem! 08.09.05, 13:38
            Ja myślę ( zdarza mi sięsmile)), że będziesz musiała dużo pytać i słuchać. Ta
            dziewczynka ma dosyć szczególna sytuację. Jej samej różne myśli tłuka się po
            głowie - ważne jest , by wyciągnąć z niej te jej najtrudniejsze problemy.
            Pewnie będzie to formułowała dosyć dziwnie, może prowokująco - ale
            najważniejsze, żeby przełamała wstyd i żeby poczuła, że przyjmie Boga, który
            stoi po jej stronie, o którego może się oprzeć.
            • mama_kasia Re: ale trafiłyście z tematem! 08.09.05, 13:49
              No Maderku, jak Ty coś napiszesz smile)
              To chyba rzeczywiście jest słuszna droga: pytać i słuchać.
              Dobrze piszesz.
              • mader1 Re: ale trafiłyście z tematem! 08.09.05, 14:05
                to nie moja zasługa, ostatnio Bóg postawił na mojej drodze uznane za " trudne"
                ( nie złe!) dzieci. Cudne doświadczenie z tego wyszło.
          • samboraga Re: ale trafiłyście z tematem! 08.09.05, 14:06
            Mama Kasia ma rację z przykładem rodziców - a tak myślę, że w przypadku tej
            dziewczynki będzie się bardzo liczył Twój przykład Sionkusmile)
            Oczywiście nie chodzi mi o uczestnictwo we mszy św., bo to oczywiste, ale o
            świadectwo trwania przy Bogu nawet w trudnościach życiowych (w jej przypadku
            może wręcz w znalezieniu drogi do Boga). Przepraszam, że tak wprost piszę, mam
            nadzieję, że sie nie obraziszsmile) Ale tak jak pisze Mader - dziewczynka zadawać
            różne pytania np. 'dlaczego Bóg dał jej rodziców którzy ja biją' - i wysnuc
            wniosek, że 'Bóg jest niedobry'.
            I tez nie zaczynałabym od tego, że brak mszy św to grzech - raczej, że to dar
            Boga dający nam siły na cały tydzień itp. i dlatego warto chodzić.
            • sion2 Re: ale trafiłyście z tematem! 08.09.05, 16:28
              dzieki ale napiszcie jeszcze i jeszcze....
              zresztą bede sie was nieraz pytać
              Emilak właśnie ode mnie wyszła, dopiero dzić miała wszystkie podręczniki i
              musiałysmy tyle uzupłenić ze dziecko nakoniec nie rozumiało co sie do niego
              mowic a mnie łeb pęka smile))) nie ma to jak nauczanie początkowe

              w "Kartach pracy" miała rysunki róznych instrumentów, w ramce na dole wyrazy do
              podpisu... musiałam sięgać do encyklopedii zeby wybrać właściwe smile)))))
              albo w matemtyce narysowali coś ni pies ni wydra i bądź mądry co autor miał na
              mysli a tu zbiory trzeba zaznaczyć....
              dziś nici z edukacji religijnej ale musimy nadrobic program szkolny najpierw
          • levine Re: ale trafiłyście z tematem! 16.09.05, 23:13
            >...żeby wiedziała dlaczego brak Mszy św w niedzielę to grzech...

            No wlasnie, jak by tu poprzekrecac fakty, poobracac kota ogonem, zrobic dziecku
            wode z mozgu, zeby zaszczepic mu falsz i uczynic bojownika sluzebnego w dalszej
            propagacji tego flaszu?

            Gdyby "brak Mszy św w niedzielę" byl grzechem, nie mialabys trudnosci z
            wyjasnieniem tego dziecku. A sama, gdzie to wyczytalas?
        • isma Re: przedmiot religia 08.09.05, 13:17
          No, teraz to rzeczywiscies glupio napisala wink)). Z nicka Kazi, owszem, imie
          jest OK, ale tylko ono wink)).
        • mader1 Re: przedmiot religia 08.09.05, 13:33
          nick to raczej madrakazia powinien być, kokietko smile))))
    • mama_kasia Re: przedmiot religia 08.09.05, 13:09
      A może nasze panie katechetki mają jakiś w sieci ulubiony
      kącik. Może niekoniecznie ulubiony, ale obowiązkowy do
      zaczerpywania wiedzy o katechizacji. Może możnaby jakieś
      postulaty im podsunąć.
      Znalazłam o ocenianiu na katechezie
      www.katecheza.episkopat.pl/diecezje.htm
      M.in. "Co ma oceniać katecheta? Można zacząć od stwierdzeń negatywnych. Na stopień szkolny z katechezy nie mogą mieć wpływu praktyki religijne. Nie może więc ktoś otrzymać szóstki dlatego, że odprawił pierwsze piątki miesiąca, albo ani razu nie opuścił nabożeństwa różańcowego czy majowego. Choć jest rzeczą oczywistą, że katecheza dąży do nawrócenia i prowadzi do Eucharystii - to jednak stopień szkolny odnosi się tylko do szkoły. Zatem: oceniamy wiadomości, gorliwość w zdobywaniu wiedzy, aktywne uczestnictwo w katechezie, prowadzenie zeszytu, odrabianie pracy domowej."
      Jak Wam się podoba? Tylko, że ta strona myszką trąci wink))
      A może tu się zwrócić www.katecheta.pl/

      A z naszą panią katechetką z pewnością porozmawiam, tylko ciut
      poczekam. Nie chcę tak od razu z postulatami wychodzić smile
      • glupiakazia Re: przedmiot religia 08.09.05, 14:11
        > A może nasze panie katechetki mają jakiś w sieci ulubiony
        > kącik.

        O to, to! Bardzo dobry pomysl! Tedy droga!

        Mama przyjaciolki mojej najstarszej jest katechetka, wiec przetestuje na niej
        ten tematsmile
    • mader1 Re: przedmiot religia 08.09.05, 13:31
      Myśle tak samo. Nasza katechetka w szkole jest zupełnie "normalna". Uczy o
      Jezusie, o Kościele. Rozawiają bardzo dużo i chyba ta rozmowa jest szczególnie
      wazna. Ważne jest, by nie był to monolog, przerobienie kolejnego tematu,
      pokolorowanie rysunku i uzupelnienie tabelki.Naszej udaje się wyciągnąć dzieci
      na rozmowę - a one już wtedy mówią i o tych mszach i o Bogu - choc czasem
      kontrowersyjne rzeczy. Ale wtedy dopiero jest co tłumaczyć, wtedy jest
      dyskusja ! W tamtym roku mieliśmy Komunię i wtedy się załamałam - komunia była
      ( jak często bywa) w parafii, dołączyłyśmy do grupy dzieci i choć katechetka
      była w rozmowie sympatyczna powaliła mnie książeczka z tabelkami do wypełnienia.
      Wypełnić msze św., ileś tam rorat,dróg krzyżowych sad Moje przyzwyczajone do
      praktykowania dziecko trochę czuło się niezręcznie. Tym badziej, że łatwo
      spotkać nas w Kościele.
    • isma Re: przedmiot religia 08.09.05, 13:36
      No, wiec, jak tak czytam, to dojrzewam do mysli, ze dzieciecia na religie nie
      posle ;-(((.
      Jakies tajne komplety trzeba bedzie zorganizowac, czy co?
      • mama_kasia Re: przedmiot religia 08.09.05, 13:51
        A jak mu niewysłanie wytłumaczysz ;-(( ?
        • isma Re: przedmiot religia 08.09.05, 13:59
          Chyba tak, jak mnie moj Tata tluamczyl, dlaczego nie chodze na popoludniowy
          angielski: bo my w domu duzo czytamy bajeczek w tym jezyku wink)).
          • mader1 Re: przedmiot religia 08.09.05, 14:06
            smile))))
      • anndelumester powinnaś posłać ;)) 09.09.05, 09:50
        isma napisała:

        > No, wiec, jak tak czytam, to dojrzewam do mysli, ze dzieciecia na religie nie
        > posle ;-(((.
        > Jakies tajne komplety trzeba bedzie zorganizowac, czy co?
        MSZ - powinnaś - bo być może od Miniatury - pani katechetka się czegoś
        interesującego dowie wink,a może wogóle nie bedzie tak źle.....
        • isma Religia i wiara 09.09.05, 12:31
          Nie no, to oczywiscie jest piesn przyszlosci, ale generalnie, to ja
          rzeczywiscie uwazam ze religia jako przedmiot szkolny (niezaleznie od mniej lub
          bardziej utalentowanych katechetow) to jednak jest nieporozumienie. Nie
          twierdze, ze to powinny byc stuprocentowe samoksztalty, ale jednak system
          przyparafialny, moim zdaniem, sprawdzal sie o niebo lepiej. To jest dla mnie
          kwestia dosc fundamentalna - rozroznienia miedzy wiara a religia. Ta druga moze
          sobie spokojnie byc dziedzina wiedzy encyklopedycznej (i tu mozemy przykaldac
          szkolne miary "poziomu", "kompetencji", "pilnosci", "dowiadywania sie" i czego
          tam jeszcze - tak do uczacego jak i uczonego), ta pierwsza jest wiezia,
          nawiazywana w wolnosci. Jakos tak sie sklada, ze ja wole te pierwsza wink)).
          • alex05012000 Re: Religia w przedszkolu/szkole... 09.09.05, 12:52
            dopiszę się tutaj, bo ja też wolałabym stary system religii w parafii, a nie w
            przedszkolu czy szkole. Szkoła to szkoła, a poza nią każdy według wyznania może
            chodzić na zajęcia z religii/wiary i praktykowac. Byłoby tak dobrze. Ola
            religię zacznie w przyszłym roku w zerówce, w przedszkolu, oczywiście będzie
            chodzić na te zajęcia, bo nie widze powodu dla którego miałabym ją izolować w
            tej materii, skoro już religia jest w przedszkolu i szkole to trudno, będziemy
            chodzić tam gdzie jest. Jednak żywię nadzieję, że trafimy na rozsądną
            katechetkę. Poza tym mam zamiar ją "nudzić" przynosząc jej różne malowanki,
            książki i materiały, które mamy i uważam za fajne i interesujące; nawet mogę
            kserowac dla wszystkich dzieci.... A wypisywanie kto był na mszy w niedzielę, a
            w szczególności piętnowanie nieobecności jakimiś ocenami czy tym podobne uważam
            za niedopuszczalne, zwłaszcza u dzieci uzależnionych od rodziców, bo 6 czy 8
            letnie dziecko samo na mszę nie pójdzie...no, przynajmniej mojej bym nie
            puściła samej w tym wieku, na ruchliwym placu z dużym ruchem kołowym.
            pozdrawiam serdecznie, więcej na temat powiem za rok... - maria/alex
            • samboraga Re: Religia w przedszkolu/szkole... 09.09.05, 13:23
              ja tez wolałąm salki katechetyczne, chociaz jak teraz mam małe dziecko to ten
              system 'szkolny' jest wygodniejszy - nie trzeba dwa razy dziecka odprowadzać
              a sama katecheza jest potrzebna - dzieci są z różnych rodzin, a wiedza
              religijna wspomaga wiarę - zaś rozmowy o Bogu...to tez i mój ideał katechezysmile)
    • samboraga Re: przedmiot religia 08.09.05, 14:21
      A ja jescze dorzucę do słów Mądrych powyżej, że dla mnie taka
      religia 'kontrolująca' rozleniwia sumienie dziecka, zwłaszcza
      To ciężkie do wyważenia w przypadku dzieci z rodzin letnich - moge powiedziec o
      sobiesad Z jednej strony - przez rok się chodziło, bo mus. Z drugiej - wakacje
      to był czas laby od Bogacrying( - więc chyba jeszcze gorzej, bo zaczyna sie taki
      nawyk niedobry, że ta msza to obowiązek jak 'siostra widzi'sad(

      Acha, i mam pozytyw jeden - znalazłam wspaniałą książkę (to tak trochę odnośnie
      mojego wątkuwink, jest dla drugiej klasy - "O Bogu i o nas czyli dziecinnie
      trudne pytania" Anny Podgórskiej.
      Tak z ciekawości Was spytam - czy czyjeś dziecko uczyło się z niej w szkole?

      Świetne teksty, nowoczesna graficznie - i co najważniejsze - nie ucieka od
      trudnych pytań. Pojawia się i tata, który jest niewierzący, i kolega z Wietnamu
      który jest buddystą i dzieci sie martwią czy pójdzie do nieba, i jeden z
      bohaterów dziecięcych nie kryje rozczarowania I komunią bo myślał, że co
      najmniej Chrystusa zobaczy w tej szczcególnej chwili...a tu nicwink))
      No, mój starszak jest właśnie takim wątpiącym typem - więc mnóstwo odpowiedzui
      na jego pytania znalazłam - ufffffsmile)))....

      Dla równowagi - książeczka do religii do zerówki (też oglądałm sobie w
      księgarni) opowiadała tylko o "Bogu, który kocha dzieci", bez uwzględnienia, że
      sześciolatek też ma problemy, że kolega go szturchnął, albo nie chce z kimś
      stać w parze - i że to tez można wykorzzystać w rozmowie o Bogusmile
      • mama_kasia Re: przedmiot religia 08.09.05, 14:27
        Nie znam, ale ktoś tu kiedyś o niej pisał (tak coś mi się
        kołacze). Z tego, co piszesz, musi być świetna.
        I nasza ulubiona ilustratorka od pana Kuleczki Elżbieta
        Wasiuczyńska się do tej książki z talentem dołożyła smile
        www.znak.com.pl/book.php?id=1354
        • samboraga Re: przedmiot religia 08.09.05, 14:39
          tak, tak to właśnie ta chociaż ja mam niebieską okładkę, za to bez Arkicrying(
          właśnie sie w niej zaczytujęsmile))
          a strona graficzna to, jak juz pisałam, jej wielki plus - nie tylko sama
          grafika ale i złożenie!
          • verdana Re: przedmiot religia 08.09.05, 17:23
            Kiedys juz pisałam o podobnym problemie - jak pogodzić niechodzenie małego
            dziecka do Koscioła (minus w tabelce) z posłuszeństwem rodzicom (rodzice kazali
            iść gdzie indziej).
            Dziecko jest rozliczane z posunięć rodziców - a co gorsza mam wrazenie, że
            świadomie. Katechetki w ten sposób chcą "zmobilizowac" rodziców do chodzenia do
            Koscioła.
            Jeszcze tabelki - no cóż. A;le moje dzieci, które z racji mojej niewiary do
            kościoła nie zawsze chodzły, musiały tłumaczyć się przed całą klasą, dlaczego
            zgrzeszyły.
            Nie powiem, zeby nastawiło je to pozytywnie do nauki religii.
            • mama_kasia Re: przedmiot religia 08.09.05, 22:04
              Właśnie pamiętałam o Twoim wątku.
              musiały tłumaczyć się przed całą klasą, dlaczego
              > zgrzeszyły.
              I to jest bardzo nie w porządku sad
      • mary_ann "O Bogu i o nas" 08.09.05, 23:38
        Czy mówimy o tej samej? Moja jest biała ( w kazdym razie jasna, nie mogę
        sprawdzić, bo córka już śpismile, bodajże z dwójką dzieci pierwszokomunijnych. W
        każdym razie rewelacja - żałowałam, że Zuzka nie uczyła się z niej w szkole,
        jest o niebo lepsza od dość drętwego oficjalnego podręcznika. Zmobilizowałyście
        mnie tą dyskusja, żeby pokazac ją naszej katechetce. A może dałoby się nią
        zainteresować też osoby ( zespół? komisję? - nie mam pojęcia, jak to
        organizacyjnie wygląda...)odpowiedzialne za przygotowywanie programów
        katechetycznych dla szkół?

        Dobranoc, dobranoc wszystkimsmile))
        mary_ann
        • skrzynka3 Re: "O Bogu i o nas" 08.09.05, 23:56
          Znalazlam na stronie Merlina dwie tej samej autorki "O Bogu i o nas" jedna z
          dopiskiem "dla dzieci przystepujacych do Pierwszej Komunii Świetej" (i dwoje
          dzieci w strojach pierwszokomunijnych na okladce) druga z dopiskiem "czyli
          odpowiedzi na dziecinnie trudne pytania" (niebieska i duzo rysunkowych postaci)
          Czy to to samo czy sie czyms roznia?
          Ja tez mam racjonalnego do bolu drugoklasiste. Bardzo zalezy mi na dobrym
          przygotowaniu, duzo ostatnio (z Jego inicjatywy) jest wieczornych -kiedy
          mlodsze rodzenstwo spi smile- rozmow o Bogu, Eucharystii, grzechu, modlitwie i
          czesto czuje sie strasznie niepewnie jak przelozyc to na jezyk osmiolatka zeby
          nie splycic ale i nie zagmatwac.
          Skrzynka

          Ps Ostatnio na religii wyplynal temat "Podworkowych kolek Zywego Rozanca" i
          sporo musialam sie natrudzic zeby Mu przekazac ze Rozaniec to nie tylko
          odmawianie Zdrowas Maria 10 razy (jak zrozumial z tlumaczenia katechetki) ale i
          zastanowienie sie, rozwazanie Tajemnic. Przyznam ze mam mieszane uczucia bo
          sama Rozaniec odkrylam dosc pozno jako piekna, gleboka, choc trudna modlitwo-
          medytacje i byl moment ze tej formie modlitwy bardzo duzo zawdzieczalam. Nie
          chcialabym zeby nauczyl sie Rozanca jako przyslowiowego "klepania Zdrowasiek"
          • mama_kasia Re: "O Bogu i o nas" 09.09.05, 09:07
            Skrzynko, my w domu przed dziesiątką różańca
            czytamy fragment z ewangelii, z tej dziecięcej albo
            dorosłej - różnie. Jak coś jest mało jasne, to sobie o tym
            rozmawiamy, a dopiero potem jest 10-tka. Mówimy też, aby
            w tym czasie myśleli o tym, o czym mówiliśmy.
            Można też (pisał o tym Jan Paweł II w liście o różańcu;
            świetnym liście moim zdaniem) mieć przed sobą w czasie
            modlitwy obrazek danej sceny biblijnej. A teraz, jak piszę,
            pomyślałam, że przecież dziecko może po czytaniu zrobić rysunek
            (jeśli lubi rysować wink) i dopiero potem 10-tka. Ale zrobiłaby
            się z tego super modlitwa smile
            • nulleczka mamo kasiu, gdzie ten list o. świętego można 09.09.05, 15:26
              znależć? Bardzo chętnie bym przeczytała.
              • mama_kasia Re: mamo kasiu, gdzie ten list o. świętego można 09.09.05, 15:39
                Polecam smile
                www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/listy/rosarium_virginis_16102002.html
          • samboraga Re: "O Bogu i o nas" 09.09.05, 09:23
            > Znalazlam na stronie Merlina dwie tej samej autorki "O Bogu i o nas" jedna z
            > dopiskiem "dla dzieci przystepujacych do Pierwszej Komunii Świetej" (i dwoje
            > dzieci w strojach pierwszokomunijnych na okladce) druga z dopiskiem "czyli
            > odpowiedzi na dziecinnie trudne pytania" (niebieska i duzo rysunkowych
            postaci)


            moim zdaniem to samo - ja mam tę niebieską - wszystkie pozostałe dane sa te
            same (autorka, ilustratorzy, wydanie),a teksty też są do dzieci komunijnych
            właśnie

            a z różańcem tez czekam - ja też odkryłam późno, i myślę, że różne typy modlitw
            sa dla różnych ludzi, a ważne by nie zniechęcić
            ps. Mamo Kasiusmile - mój szesciolatek by narysował Tajemnice jak pańszczyznę i
            zapytał...'to już mogę iść' - i tyle by było ze "Zdrowasiek"wink))
            • mama_kasia Re: "O Bogu i o nas" 09.09.05, 09:26
              mój szesciolatek by narysował Tajemnice jak pańszczyznę i
              > zapytał...'to już mogę iść' - i tyle by było ze "Zdrowasiek"wink))
              Dlatego napisałam "jeśli lubi rysować wink)" - też znam takie typki smile
              • samboraga Re: "O Bogu i o nas" 09.09.05, 09:34
                ale wiesz, on lubi, naprawdę - tylko jak wyniucha, że to 'podstęp'wink) do
                modlitwy...
    • marzekal ulubiony kącik katechetek :) 08.09.05, 22:10
      Ja jestem, uczę w gimnazjum i Was czytam. Chociaż czasmi mam inne zdanie.
      Tabelek jednak nie każę wypełniać. Dzieciaki mówią jednak na początku lekcji
      czy były na niedzielnej mszy, czy nie. To pomaga mi rozeznać się w tym jak
      praktykujące są rodziny. Inaczej bowiem katechizuje się "gorących" a
      inaczej "letnich". Dobrze więc wiedzieć jakim językiem przemawiać.
    • sion2 z zycia wzięte 09.09.05, 13:59
      Ja jak zwykle będe trochę kontra, no bo inaczej nie byłabym sobą chyba smile.
      Najpierw przykład negatywny z zeszłego. Parę razy (tylko, niestety) rozmawiałam
      z Mileną (starszą siostrą Emilki) na tamety okołopierwszokomunijne. Pytam się
      jej "Milenka a co jest najważniejsze w sakramnecie spowiedzi?" "żeby umiec
      wszystkie modlitwy" padła odpowiedź. Myslę sobie skąd ona wpadła na to? Potem
      przez telefon rozmawiałam z jej katechetką. Narzekała na "trudne dziecko" i parę
      razy w ciagu naszej rozmowy stwierdziła "ja ciągle Milenie powtarzam, że jak nie
      zaliczy wszystkich modlitw to nie dopuszczę jej do spowiedzi i do komunii". No
      tak, to dziecko doszło do wniosku że to jest najwazniejsze sad.

      Poza tym pamiętam swoją katechezę w II klasie. Siostra sprawdzała listę
      obecności i odpowiadało się "jestem, byłam, mam" smile. Oznaczało to: obecna, byłam
      na Mszy w niedzielę, mam zeszyt do religii.

      Drogie mamy, sprawdzanie na lekcji w nauczaniu początkowym, czy dziecko
      uczestniczyło we Mszy św, jest zalecane przez wszystkich pedagogów religii.
      Tylko że.... jak każda inna sprawa na tym świecie ta takze ma swoje złe i dobre
      konsekwencje. Moim skromnym zdaniem samo wypełnianie tabelki albo sprawdzanie w
      klasie czy dziecko było w ndz na Mszy św nie jest złe, pod warunkiem że jest
      odpowiednio wytłumaczone dzieciom i prowadzone przez mądrą katechetkę. Po prostu
      cel założony przez zalecających takie sprawdzanie jest jasny: aby dziecko
      wdrozyć do regularnego uczestniczenia w Eucharystii ORAZ obrazowe wytłumaczenie
      jak wazna i dlaczego jest Eucharystia w zyciu chrześcijanina. Celem nie jest ani
      "rozliczanie" ani "zdobywanie zasługi" ani ocenianie czy osądzanie dzieci, ktore
      nie były na Mszy sw.
      Ja to widziałam (praktyki katechetyczne w klasach I - III) wprowadzane w zycie w
      taki spoósb: pani sprawdza ale nie notuje które dziecko było a które nie,
      uprzednio (na kazdej lekcji przez cały rok!) zawsze wygłaszajac kwestię ze to
      sprawdzanie ma na celu przyjrzenie się naszej relacji do Pana Boga, naszej
      odpowiedzi na Jego coniedzielne zaproszenie do spotkania z Nim w kościele, ze ma
      byc dla nas pomocą w ocenieniu w swoim sumieniu jak ja traktuję Boże
      zaproszenie. Każdy jest wezwany do oceny samego siebie a nie kolegi czy koleżanki.

      Poza tym moje drogie, nie chodzi o to aby dziecku grozić grzechem "jak nie
      pójdziesz do koscioła, masz grzech!", ale ukrywanie przed dzieckiem
      przygotowującym się do I komunii faktu że dobrowolne i swiadome opuszczenie Mszy
      św JEST GRZECHEM CIĘŻKIM, po którym trzeba przystąpic do spowiedzi aby móc znowu
      przyjmowac Komunie św., jest po prostu karygodne.
      Ośmiolatki mają sumienie zdolne do rozróżniania grzechu ciężkiego od grzechu
      lekkiego, oczywiście w jakimś tam zakresie ale na pewno w stosunku do
      uczeszczania na Msze św. niedzielne. Inaczej nie byłyby dopuszczane do tego
      sakramentu. Dlatego jak najbardziej nalezy dziecko - jednoczenie z nauczaniem i
      kształtowaniem jego więzi osobistej z Bogiem - uświadomić że nie pojście do
      koscioła w ndz jest grzechem cięzkim, o ile dziecko decyduje o tym.

      Nieprawda że 8latek jest zalezny w tym WYŁACZNIE od rodziców. W wielu rodzinach
      tak, ale w większości, tam gdzie dojście do kościoła jest krótkie, dziecko jesli
      chce, uzyska zgode rodziców na pójście nawet samo. Problem jest w tym aby
      chciało, aby wiedziało dlaczego chcieć i jakie ma znaczenie to dla jego wiary.
      Tutaj po prostu wszystko zlaezy od środowiska dziecka. Sama pamietam taką
      sytuację że miałam 9 lat, tata z bratem wychodził na Mszę, a ja się uparałam że
      nie ide bo nie chcę. Tata upewnił się spokojnie czy rozumiem że decyduję się na
      grzech cięzki, że wiem co robię i co wybieram i... zostawił mnie w domu. Miałam
      świadomosć że zrobiłam źle i że mogłam postąpić inaczej, ale dokonałam złego
      wyboru, bo tak chciałam.
      8latki to nie są aniołki. Te z najlepszych domów używają na placu zabaw tak
      wulgarnych określeń że uszy więdną. Przy mamusi nigdy tego nie zrobią. Przy
      kolegach owszem, i czerpią z tego przyjemność, mając pełną świadomośc że robią
      źle. Podobnie moze być z uczestniczeniem we Mszy.

      Wracając do tabelki: dziecko powinno wiedzieć że dlatego jest ona prowadzona aby
      mu pomóc, że nie stanowi żadnego rozliczenia ze jest nawet szczególnym
      wyróznieniem bo np. w tym roku przygotowują się do I komunii św.
      Natomiast tą praktyke w stosunku do młodzieży gimanzajlnej uwazam za pomyłkę. To
      sa ludzie którzy sami odpowiadają za swoje "chodzenie do kościoła", za swoją
      wiarę i między nimi a katechetą powinna być takie porozumienie że sami będa
      chcieli mówić czy uczestniczą czy nie.


      • skrzynka3 Re: z zycia wzięte 09.09.05, 14:32
        Dzieki za odpowiedz w sprawie ksiazki wink
        Podobaja mi sie tez pomysly z "rysowanym Rozancem", sama myslalam o czytaniu
        odpowiedniego fragmentu z Biblii przed modlitwa. To co mnie uderzylo to fakt ze
        Katechetka zupelnie pominela strone rozwazania, rozmyslania zwiazana z
        Rozancem, zredukowala go tylko do odmiawiania Zdrowas Maria na koralikach.

        Sionku troszke popolemizuje smile Ilu osmiolatkow "postawi sie" Rodzicom ktorzy
        zarzadza niedzielny wypad na dzialke, czy na calodzienne zakupy ? I ilu
        Rodzicow zgodzi sie zostawic osmiolatka samego w domu zeby poszedl do Kosciola
        skoro oni maja inne plany? Ile dzieciakow w miescie ma blisko Kosciol bez
        ruchliwej ulicy po drodze? Ile dzieciakow na wsi musi isc do Kosciola szosa bez
        pobocza? W ten sposob dzieci ktore maja latwiejszy start (przyklad w domu,
        Rodzicow dla ktorych niedzielna Eucharystia jest wazna i sami o Nia dbaja)
        zostana dodatkowo premiowane, a te ktore maja duzo trudniej bo sa w odkrywaniu
        Boga wlasciwie same, bez przykladu w domu dostana dodatkowo po glowie.I to moim
        zdaniem za Rodzicow a nie za siebie!
        Skrzynka
        • joanna.d.arc Re: z zycia wzięte 09.09.05, 15:26
          No i trzeba się zastanowić czy nieuczęszczanie na msze W OGÓLE MOŻE BYĆ powodem do obniżania
          oceny albo nawet wywierania na dziecku presji. To tak jakby pan od WFu (brrrr, jak je nie
          cierpiałam pana od WFu bo kazał mi robić fikołki, a ja tego nie umiałam) pytał
          się dzieci
          czy zrobiły w domu serię fikołków, a jak nie to dwója! Hmm, dziś już pała raczej.
          Wydaje mi się to niedorzeczne. Poza tym to powoduje, że część dzieci woli skłamać
          żeby katechetka dała im święty spokój. Efekt może być przeciwny od zamierzonego.
          • sion2 Re: z zycia wzięte 09.09.05, 16:23
            joanna.d.arc napisała:

            > No i trzeba się zastanowić czy nieuczęszczanie na msze W OGÓLE MOŻE BYĆ powodem
            > do obniżania
            > oceny albo nawet wywierania na dziecku presji.

            nie może i jest to zabronione
            a w nauczaniu poczatkowym gdzie właśnie są owe "tabelki" w ogóle nie stawia się
            ocen a więc o ich obniżaniu nie ma mowy smile






            > Wydaje mi się to niedorzeczne. Poza tym to powoduje, że część dzieci woli skłam
            > ać
            > żeby katechetka dała im święty spokój. Efekt może być przeciwny od zamierzonego


            no tak, ale ty na wszystko patrzysz z pozycji niewierzącego
            czasem czuję jakbys próbowała bronić dzieci katolickie przed zgubnym wpływem ich
            rodziców, katechetek, księzy, sióstr zakonnych, modlitwy, uczęszczania na Msze
            itd....
            • mary_ann Re: z zycia wzięte 10.09.05, 11:00
              sion2 napisała:

              > nie może i jest to zabronione
              > a w nauczaniu poczatkowym gdzie właśnie są owe "tabelki" w ogóle nie stawia
              się
              > ocen a więc o ich obniżaniu nie ma mowy smile

              No, niestety, własnie religia jest jedynym przedmiotem w nauczaniu początkowym
              (zintegrowanym) z której... JEST ocena na świadectwie końcowym. Co uważam
              zesztą za grube nieporozumienie...sad
        • sion2 Re: z zycia wzięte 09.09.05, 15:26
          skrzynka3 napisała:


          > Sionku troszke popolemizuje smile Ilu osmiolatkow "postawi sie" Rodzicom ktorzy
          > zarzadza niedzielny wypad na dzialke, czy na calodzienne zakupy ? I ilu
          > Rodzicow zgodzi sie zostawic osmiolatka samego w domu zeby poszedl do Kosciola
          > skoro oni maja inne plany? Ile dzieciakow w miescie ma blisko Kosciol bez
          > ruchliwej ulicy po drodze? Ile dzieciakow na wsi musi isc do Kosciola szosa bez
          >
          > pobocza? W ten sposob dzieci ktore maja latwiejszy start (przyklad w domu,
          > Rodzicow dla ktorych niedzielna Eucharystia jest wazna i sami o Nia dbaja)
          > zostana dodatkowo premiowane, a te ktore maja duzo trudniej bo sa w odkrywaniu
          > Boga wlasciwie same, bez przykladu w domu dostana dodatkowo po glowie.I to moim
          >
          > zdaniem za Rodzicow a nie za siebie!
          > Skrzynka


          ależ nie masz z czym polemizować
          znowu niewyraźnie zaznaczyłam: cała sprawa polega słowach SWIADOMIE I
          DOBROWOLNIE opuszczać Msze św.
          rozwiązanie jest w kładzeniu nacisku żeby dziecko rozumialo że kiedy ktoś nie
          pozwala mu iśc na Mszę albo pójście na nią będzie się wiązało z
          niebezpieczenstwem - to NIE JEST WINNE nieuczestniczenia we Mszy
          i podkreślam ze dziecko w tym wieku jest do tego zdolne i ono wie czy ie było na
          Mszy "bo mi się nie chciało" czy nie było bo "wyjechaliśmy na działkę"
          natomiast wy raczej skłaniacie się do postawy aby 8latka w ogóle odciążyć ze
          świadomości że nieuczestniczenie we Mszy jest grzechem

          niektóre rodzinne sytuacje są skomplikowane dlatego pytałam sie was jak, jakimi
          sposobami dziecku wytłumaczyc te róznice, kiedy jest winne a kiedy nie (moja
          Emilka z patologicznej rodziny)

          no i wyraźnie zaznaczyłam że jestem całkowicie przeciw aby uczestnictwo
          niedzielne we Mszy było "rozliczane" "wypominane" i słuzyło do zawstydzania dzieci
          natomiast jestem za, aby służyło kształtowaniu wrażliwosci sumienia dziecka,
          jego świadomości że Msza w ndz jest zaproszeniem Boga, które można przyjąc albo
          nie - i wtedy popełnia się grzech
          • joanna.d.arc Re: z zycia wzięte 09.09.05, 15:38
            > no i wyraźnie zaznaczyłam że jestem całkowicie przeciw aby uczestnictwo
            > niedzielne we Mszy było "rozliczane" "wypominane" i słuzyło do zawstydzania dzi
            > eci
            > natomiast jestem za, aby służyło kształtowaniu wrażliwosci sumienia dziecka,
            > jego świadomości że Msza w ndz jest zaproszeniem Boga, które można przyjąc albo
            > nie - i wtedy popełnia się grzech

            Boję się, że dziecko odpytywane czy było na mszy czuje się rozliczane i wytykane,
            że na mszy nie było, a nie odbiera tego jako "kształtowanie wrażliwosci sumienia"
            bo zwyczajnie nie wie co to to ostatnie jest. A mówienie dziecku, że msza jest zaproszeniem
            za odrzucenie którego spotyka je kara (grzech ciężki) wyrabia w dziecku poczucie
            winy i strachu. Zresztą co to za zaproszenie, którego nie można odrzucić bo się jest
            ukaranym? To przymus a nie zaproszenie.

            Tak przynajmniej ja to odbierałam będąc małą dziewczynką.
            • pawlinka Re: z zycia wzięte 09.09.05, 15:58
              "A mówienie dziecku, że msza jest zaproszeniem za odrzucenie którego spotyka
              je kara (grzech ciężki) wyrabia w dziecku poczucie winy i strachu".
              Joanno!
              Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że żaden katecheta nie ma zamiaru krzywdzić
              dziecka mowiąc mu prawdę o grzechu. Nie jest dobrze, jeśli ze strach przed
              traumą u dziecka katecheza staje się duszpasterstwem sympatycznym, a zamiast
              Ewangelii, ksiądz czyta wyrywki z "Małego Księcia" w obawie, żeby ktos nie
              poczuł się urażony, a dzieci wystraszone. Krzyż- takie to nieestetyczne
              cierpienie; piekła dziecko może się przestraszyć i źle spać; przede wszystkim:
              ma byc miło i sympatycznie, nie tędy droga, na pewno!
              • joanna.d.arc Re: z zycia wzięte 09.09.05, 16:03
                No ale mówienie dziecku, że jak nie pójdzie na mszę, to będzie się smażyć w piekle
                też jest średnio dydaktyczne. Nikt tak, mam nadzieję, wprost nie mówi, ale 8latki
                nie są głupie i zaraz wywnioskują, że skoro to grzech ciężki, to i kara będzie nielekka.

                Moim zdaniem lepiej nakłonić dziecko do zrobienia dobrego uczynku lub zaniechania
                złego niż straszyć grzechem za nieobecność na mszy.
                • isma Per analogiam... 09.09.05, 17:26
                  Hehe, zeby to takie proste bylo wink)). Joasiu wink)), jak Cie slubny puisci
                  kantem z inna pania (czego Ci nie zycze), to zaprawde, fakt kupienia
                  bransoletki na otarcie lez bedzie raczej rekompensata nader nietrafna wink)).

                  (no, chyba, ze bylabys... eee... znudzona pozyciem malzenskim, czy jak to tam
                  szlo wink)).
            • sion2 Re: z zycia wzięte 09.09.05, 16:26
              joanna.d.arc napisała:


              > Boję się, że dziecko odpytywane czy było na mszy czuje się rozliczane i wytykan
              > e,
              > że na mszy nie było, a nie odbiera tego jako "kształtowanie wrażliwosci sumieni
              > a"
              > bo zwyczajnie nie wie co to to ostatnie jest.

              a bo wszytsko zalezy własnie nie od tego czy w danej klasie praktyka tabelek
              istnieje czy nie tylko w jaki sposób jest prowadzona
              jesli polega na odpytywaniu dzieci i zaliczaniu czegoś - nie ma sensu
              jeśli natomiast jest pokazywana dzieciom jako środek do pracy nad sobą, ine ma w
              tym nic złego

              nawet Korczak w swoich sierocińcach prowadził takie tygodniowe "rozliczanie"
              dzieci z ich postanowień choć było ono dobrowolne a wiec na innych warunkach,
              ale on wiedział że wymaganie od dziecka pogłebiania świadomości co jest dobre a
              co złe, pracy nad sobą jest koniecznie a nie szkodliwe




              A mówienie dziecku, że msza jest
              > zaproszeniem
              > za odrzucenie którego spotyka je kara (grzech ciężki) wyrabia w dziecku poczuci
              > e
              > winy i strachu. Zresztą co to za zaproszenie, którego nie można odrzucić bo się
              > jest
              > ukaranym? To przymus a nie zaproszenie.
              >
              > Tak przynajmniej ja to odbierałam będąc małą dziewczynką.
              • sion2 Re: z zycia wzięte 09.09.05, 16:28
                sion2 napisała:


                >
                > A mówienie dziecku, że msza jest
                > > zaproszeniem
                > > za odrzucenie którego spotyka je kara (grzech ciężki) wyrabia w dziecku p
                > oczuci
                > > e
                > > winy i strachu. Zresztą co to za zaproszenie, którego nie można odrzucić
                > bo się
                > > jest
                > > ukaranym? To przymus a nie zaproszenie.
                > >
                > > Tak przynajmniej ja to odbierałam będąc małą dziewczynką.



                pomyliłaś się
                grzech cięzki nie jest karą od Boga tylko jest MOIM działaniem
                a Bóg nikogo nie karze
                jak ktoś zrobi coś złego i jest wierzącym czlowiekiem, to w religii nazywa się
                to "gzrechem ciężkim" a dla ateisty jest po prostu zrobieniem czegoś złego
          • samboraga Re: z zycia wzięte 09.09.05, 15:40
            a co na to wszystko katechetka Emilki - może warto z nią jescze porozmawiać o
            tym, że dziewczynka często opuszcza msze św. z nie swojej winy? chociaż po tym
            co napisałaś o warunkach spowiedzi to wątpię czy Wam pomożesad
      • samboraga Re: z zycia wzięte 09.09.05, 15:35
        Sionku, tabelka pozostaje tabelką - albo uczymy, że Bóg to Miłość,
        albo...wypełniamy tabelkęsad
        rozumiem argumenty Marzekal - chociaz przypuszczam, że katecheta już po kilku
        lekcjach orientuje się jakie są dzieici w klasie, można tez dopytać w innej
        formie np rozmawiając o kazaniu niedzielnym i patrząc na reakcję dzieci (nie
        szkodzi, że nie pamiętaja czytań na wyrywki)
        • verdana Re: z zycia wzięte 09.09.05, 17:14
          Ja mam w takim razie jeszcze wiele wątpliwości. Jeśli dobrowolne
          nieuczestniczenie w mszy świetej jest grzechem ciężkim, to dziecko ma naprawde
          ciężki problem. Trudno bowiem, jeśli rodzice mogliby iść zanudzani przez cały
          dzień, a inaczej nie pójda, powiedzieć - czy jest to dobrowolne czy
          niedobrowolne. Czy jeśli rodzic powie "Nie idziemy dziś do koscioła, bo...", to
          czy dziecko ma obowiązek pod goźbą grzechu ciężkiego cały czas nalegać na
          pójście do kościoła - o ile są na to szanse, czy też nie? I czy całodniowe
          marudzenie "Nie, nie pójdziemy na obiad do babci, mimo że tak się umówiliśmy, bo
          ja muszę iść do kosciola, to co, że babcia czeka" - nie jest tez przypadkiem
          grzechem? (Nie mówię tu o postawie rodziców, tylko dylematach dzieci).
          Samodzielne chodzenie 8-latka do kościoła w miastach jest niemożliwe. Dotyczy
          więc małej grupki dzieci. Rezta powinna, zgodnie z przykazaniem czcić rodziców i
          być posłuszna. Czy jest posłuszne buntujące się nawet w dobrej sprawie dziecko?
          I jeszcze jeden, bardzo istotny problem. Sprawdzając obecność w na mszy i
          tłumacząc, że nieobecność jest grzechem, katechetka mówi tak naprawdę niektorym
          dzieciom, około trzydziestu paru razy w roku, ze ich rodzice ciężko grzeszą.
          Grzechy rodziców nie powinny obchodzić dzieci, nie powinny też być rozważane
          publicznie. Podważanie autorytetu rodziców to zły początek katechizacji.
          • sion2 Re: z zycia wzięte 09.09.05, 20:06
            verdana napisała:

            > Ja mam w takim razie jeszcze wiele wątpliwości. Jeśli dobrowolne
            > nieuczestniczenie w mszy świetej jest grzechem ciężkim, to dziecko ma naprawde
            > ciężki problem. Trudno bowiem, jeśli rodzice mogliby iść zanudzani przez cały
            > dzień, a inaczej nie pójda, powiedzieć - czy jest to dobrowolne czy
            > niedobrowolne. Czy jeśli rodzic powie "Nie idziemy dziś do koscioła, bo...", to
            > czy dziecko ma obowiązek pod goźbą grzechu ciężkiego cały czas nalegać na
            > pójście do kościoła - o ile są na to szanse, czy też nie? I czy całodniowe
            > marudzenie "Nie, nie pójdziemy na obiad do babci, mimo że tak się umówiliśmy, b
            > o
            > ja muszę iść do kosciola, to co, że babcia czeka" - nie jest tez przypadkiem
            > grzechem? (Nie mówię tu o postawie rodziców, tylko dylematach dzieci).
            > Samodzielne chodzenie 8-latka do kościoła w miastach jest niemożliwe. Dotyczy
            > więc małej grupki dzieci. Rezta powinna, zgodnie z przykazaniem czcić rodziców
            > i
            > być posłuszna. Czy jest posłuszne buntujące się nawet w dobrej sprawie dziecko?
            > I jeszcze jeden, bardzo istotny problem. Sprawdzając obecność w na mszy i
            > tłumacząc, że nieobecność jest grzechem, katechetka mówi tak naprawdę niektorym
            > dzieciom, około trzydziestu paru razy w roku, ze ich rodzice ciężko grzeszą.
            > Grzechy rodziców nie powinny obchodzić dzieci, nie powinny też być rozważane
            > publicznie. Podważanie autorytetu rodziców to zły początek katechizacji.



            przepraszam verdano za cięzkie słowa, ale twoje wywody to jedna wielka
            przewrotnosć, podejrzewam ze nieświadoma ale jednak
            odpowiem jutro bo dziś mam ochotę na film ale ciągle mnie fascynuje że
            niewierzący doskonale wiedzą, nawet lepiej od wierzących, jak ci mają wierzyć i
            jakie to straszne pułaki i zasadzki na niewinne dzieci kryje w sobie wiara w
            Boga i słuchanie Jego przykazań smile))))))
            • verdana Re: z zycia wzięte 09.09.05, 21:07
              Przewrotność? Nie. Ale nie uwzgledniasz sytuacji, takiej jak np. moja, gdy na
              religie chodza dzieci z mieszanych małżenstw lub z rodzin, gdzie jedna osoba
              jest wierzaca, a druga nie. Co innego było troche w salkach katechetycznych, co
              innego, gdy religie wprowadzono do szkół. Katechizacja katechizacja, ale dobro
              dziecka, jego spokój, wiara w dobre intencje i autorytet rodziców, to nie są
              rzeczy, o ktorych mozna zapominać.
              Ty nigdy nie pocieszałas dziecka, ktore całymi tygodniami nie mogło spać, bo
              bało się, że jego matka pójdzie do piekła, bo nie chodzi do kościoła. Nie byłas
              świadkiem wahań, czy spowiadać się z tego, ze dziadkowie na wakacjach do
              koscioła nie chodzili, ale pewnie by poszli, gdyby dziecko bardzo prosiło.
              Nie chciałabym tez używać ciężkich słów, ale wydaje mi się, ze potraktowałas
              takie dzieci, z podobnymi dylematami, jako dzieci "drugiej kategorii". Jak
              rodzice nie wywiązują się z obowiazków, to nie szkodzi, jak dziecko pocierpi,
              popłacze, będzie bało się lekcji religii. Trudno - temu przecież winni sa
              rodzice, nie katechetka.
              Efekt - odejście córki od kościoła, rozpoczęte właśnie wywodami pani
              katechetki, że "jeśli mamusia nie zabrała cię do koscioła to Twoja wina, bo ty
              powinnaś ją nawrócić. Inaczej twoja mamusia pójdzie do piekła i nigdy jej nie
              zobaczysz". Może to i przewrotne, ale autentyczne, niestety...
              • sion2 Re: z zycia wzięte 09.09.05, 22:51
                verdana napisała:

                > Przewrotność? Nie. Ale nie uwzgledniasz sytuacji, takiej jak np. moja, gdy na
                > religie chodza dzieci z mieszanych małżenstw lub z rodzin, gdzie jedna osoba
                > jest wierzaca, a druga nie. Co innego było troche w salkach katechetycznych, co
                > innego, gdy religie wprowadzono do szkół. Katechizacja katechizacja, ale dobro
                > dziecka, jego spokój, wiara w dobre intencje i autorytet rodziców, to nie są
                > rzeczy, o ktorych mozna zapominać.


                nie wiem dlaczego piszesz że nie uwzględniam skoro pierwszy mój wpis w tym wątku
                był właśnie przedstawieniem sytuacji patologicznej (znaczy twojej patologiczną
                nie nazywam, tylko tę co ja przedstawiłam)

                nigdzie tez nie sugeruję że celem katechezy jest burzenie spokoju dziecka,
                podważanie autorytetu rodziców - sama to wyczytałaś tam, gdzie tego nie piszę


                > Ty nigdy nie pocieszałas dziecka, ktore całymi tygodniami nie mogło spać, bo
                > bało się, że jego matka pójdzie do piekła, bo nie chodzi do kościoła. Nie byłas
                > świadkiem wahań, czy spowiadać się z tego, ze dziadkowie na wakacjach do
                > koscioła nie chodzili, ale pewnie by poszli, gdyby dziecko bardzo prosiło.
                > Nie chciałabym tez używać ciężkich słów, ale wydaje mi się, ze potraktowałas
                > takie dzieci, z podobnymi dylematami, jako dzieci "drugiej kategorii". Jak
                > rodzice nie wywiązują się z obowiazków, to nie szkodzi, jak dziecko pocierpi,
                > popłacze, będzie bało się lekcji religii. Trudno - temu przecież winni sa
                > rodzice, nie katechetka.


                a c zrobiłaś ty jako matka gdy tak mrożące krew w zyłach złe rzeczy robiła z
                twoim dzieckiem wredna katolicka katechetka wink?
                czasami jednak mam takie wrażenie że nieco koloryzujesz, żeby nie powiedzieć
                zmyślasz, jak wtedy gdy pisałaś że ksiądz dziecku na spwoiedzi mówił ze
                nienoszenie medalika to grzech - a jakem katoliczka noszenie medalików
                obowiązkowe nigdy nie było, nie mówiąc o nazywaniu tego grzechem smile

                Proszę cie nie pisz takich rzeczy o moim stosunku do dzieci, bo mam z nimi dużo
                do czynienia i nigdy zadnego nie traktowałam ani inaczej ani gorzej, nigdzie też
                tego nie napisałam w wątku

                jedyne za czym jestem jest to, że dziecko każde musi stopniowo wzrastać w
                rozpoznawaniu co jest dobre a co złe, musi mieć kształtowane sumienie, to jest
                obowiazek przede wszystkim rodziców a nie katechetki

                gdy rodzic widzi że katecjetka źle uczy powinien iśc na rozmowę i wyjaśnić,
                zadbać, obronić dziecko a nie zwalać wszystkiego na innych

                > Efekt - odejście córki od kościoła, rozpoczęte właśnie wywodami pani
                > katechetki, że "jeśli mamusia nie zabrała cię do koscioła to Twoja wina, bo ty
                > powinnaś ją nawrócić. Inaczej twoja mamusia pójdzie do piekła i nigdy jej nie
                > zobaczysz". Może to i przewrotne, ale autentyczne, niestety...


                wiesz co, takie rzeczy to ludzie uprzedzeni do koscioła tworzą na pęczki sad
                czego to ci księża i zakonnice wraz z katechetkami nie zrobili żeby skrzywdzić
                biedne, niewinne, dobrze wychowane i wspaniałe dzieci smile
                i oczywiście odejściu twoich dzieci od kościoła winny jest Kościoł - wiem, wiem,
                on jest winny całemu złu tego swiata smile

                ja to w ogóle z księżyca jestem...
                chodziłam na religię od 5tego roku życia, pamiętam wspaniałe rysunki jakie robił
                mi tata do zeszytu, miałam najładniejszy zeszyt ze wszystkich dzieci, pamiętam
                zagadki, śpiew
                potem była podstawówka, uwielbiana przez dzieci siostra zakonna, przygotowanie
                do I komunii, uroczystośc
                w 4 klasie miałam głupiego ksiedza katechetę, ale koszmarów sennych nie miałam,
                pamiętam tylko że z niego śmieliśmy i nie był dla nas autorytetem
                5,6, 7 i 8 klasa, wspaniały ksiadz z parafii
                w liceum - to był okres świadomej wiary już i choc przez 2 lata był znowu głupi
                ksiądz, bardzo mu współczułam, każda lekcja to było jego krzyżowanie: kpiny,
                smiechy, celowe hałasowanie, zrzucanie krzyża ze ściany, obklejanie krzesła gumą
                do zucia itd. dziwne że nie zwariował

                potem koniec liceum - ksiądz taki sobie ale ujdzie
                poszłam na studia teologiczne i poznałam kilkudziesięciu księzy, kilkanaście
                zakonnic katechetek, miałam wspaniałą nauczycielkę ktora uczyła nas jak
                prowadzić katecheze
                nie było ani słowa o straszeniu piekłem ani burzeniu autoryetetu rodzców u
                dzieci, za to lekcje z malowaniem, śpiewaniem, rysowaniem, wyklejaniem,
                piosenkami do pokazywania, procesjami z Biblią na każdej lekcji itd.

                eh ja chyba z księzyca jestem smile

                a twoje przykłady ze dziecko nie ma wyjścia i albo popełni grzech niepojścia na
                Msze albo marudzenia albo nieposłuszenstwa rodzicom... przepraszam verdano ale
                czy to było na powaznie?

                a jak myslisz jak ktoś zabije kogoś w obronie to ma na sumieniu grzech zabójstwa?

                • verdana Re: z zycia wzięte 10.09.05, 14:11
                  Przykro mi, ale koncze tę dyskusję. Nie moge dyskutować z kimś, kto zarzuca mi
                  kłamstwo, jesli to co piszę nie pasuje do jego pogladów.
                  No, ale jak wiadomo, niewierzący sa przewrotni, klamliwi i to co mowia jest
                  tyklo ocernianiem koscioła. Prawdą nijak być nie może.
                  • sion2 Re: z zycia wzięte 10.09.05, 15:40
                    verdana napisała:

                    > Przykro mi, ale koncze tę dyskusję. Nie moge dyskutować z kimś, kto zarzuca mi
                    > kłamstwo, jesli to co piszę nie pasuje do jego pogladów.
                    > No, ale jak wiadomo, niewierzący sa przewrotni, klamliwi i to co mowia jest
                    > tyklo ocernianiem koscioła. Prawdą nijak być nie może.


                    przepraszam verdano jesli aż tak zrozumiałaś moje wypowiedzi... ja nie twierdzę
                    niczego z tego co ty tutaj wymieniłaś, ponieważ nigdy nie generalizuję

                    wielu z niewierzących postępuje właśnie tak jak wymieniłaś
                    a wielu z katechetów - i jest ich większosć - to wspaniali, oddani dzieciom
                    ludzie, ale odnoszę wrażenie że się z tym nie zgadzasz

                    chocbyś była najwspanialszą matką i człowiekiem, jeśli sama nie wierzysz, zawsze
                    będzie dla ciebie wiara zbiorem zakazów, nakazów i przepisów między którymi
                    trzeba lawirować i zbrodnią jest narazać na to dziecko
                    ale wiara nie stawia nam nigdy takich dylematów jak napisałaś że dziecko ma
                    wybierać między grzechem nieposłuszenstwa a grzechem nie pójścia na Mszę św.,
                    naprawdę

                    poza tym dzieci w wieku 3-10 lat b. często pzreinaczają to co usłyszą od
                    dorosłego, odbierają nie na poziomie intelektu lecz emocji, skojarzeń,
                    nieswiadomych lęków itd. dlatego m.in. w nauczaniu poczatkowym jest
                    korspondencja między wychowawczynią a rodzicami a nie ustne polecenia "powiedz
                    rodzicom że..." - bo dzieci nie są w stanie przekazac dokładnie co usłyszały

                    mam w pamięci dwie sceny z mojego zycia:
                    byłam opiekunką dziecka w wieku przedszkolnym, matka zostawiła mi do czytania
                    wieczornego jakąś taką książeczkę o diabełkach, wydało mi się to dziwną lekturą
                    dla niespełna 4latka, ale coż... podkreślam że była to rodzina na wpół niewierząca
                    zaczęłam czytać dziecku, za chwilę usłyszałam pytania "a co to jest diabeł?" "a
                    co to jest piekło" ? odpowiedziałam że to takie stworzenia, które kiedyś były
                    aniołami ale wypowiedziały walkę Bogu i od tamtej pory są złe i chcą aby na
                    śweicie było jak najwięcej zła a piekło to takie miejsce gdzie one przebywają,
                    są tam też niektórzy ludzie którzy byli źli

                    za moment usłyszałam bardzo płaczliwe pytanie " A JA TEŻ PÓJDĘ DO PIEKŁA?!"
                    zamurówało mnie, skąd 4latek sądzi że pójdzie do piekła?, czy z mojej wypowiedzi
                    to wynikało? powiedziałam "nie, dzieci nigdy nie idą do piekła, tam ida ludzie,
                    którzy byli bardzo bardzo źli i krzywdzili innych, a ty jesteś dobrym
                    człowiekiem" dziecko koszmarów nie miało ale ja się zastanawiałam czy
                    przypadkiem następnego dnia nie będę miała pytania matki "co ty mu mówiłaś o
                    piekle?!"

                    czytałam lekturę którą dała mi matka dziecka, z kontekstu dziecko się zapytało i
                    otrzymało odpowiedź
                    ciekawe tylko jakby sam miał powtórzyć co usłyszał, jakby to brzmiało?

                    inna scena: jedno dziecko nie potrafiło się zaadoptowac do przedszkola, ciągle
                    płakało za mamą, mimo że robiłysmy wszystko aby pomóc
                    po paru dniach matka przychodzi do mnie i mówi "X powiedział mi, że pani go
                    bije" oczywiście matka mądra nie uwierzyła że koniecznie to co mówi dziecko jest
                    dokładnie odzwierciedleniem rzeczywistości i przyszła się zapytać....

                    dzieci odbierają treści nie intelektualnie lecz często obrazowo i emocjonalnie,
                    poruszaja się w świecie horrorów, pamiętam swoje 9-11 lat, lubowalismy się
                    zwłaszcza na koloniach w opowiadaniach o czerwonej ręce wychodzącej z kibla, o
                    potworach itd. naprawdę trudno mi sobie wyobrazić że 9 letnie dziecko musi być
                    chronione przed świadomością że zło w zyciu chrześcijanina nazywa się grzech smile
                    poza tym najcześciej o piekle opowiadają... babcie a nie katechetki smile

                    po prostu ja mówię z pozycji człowieka, który na kursie z ok 50-cioma innymi
                    katechetami, księżmi, zakonnicami i ludźmi swieckimi, uczył sie jak prowadzić
                    katechezę
                    starsznia dzieci piekłem, rozliczania, karania, ośmieszania, burzenia
                    autorytetów rodziców po prostu NIE PRAKTYKUJE SIĘ
                    no chyba że ktoś jest po prostu zakałą tego srodowiska, nie musi miec misji
                    kanionicznej, jest "znajomą proboszcza" itd - wtedy rzeczywiście moze dzieciom
                    szkodzić

                    programy katechetyczne są przygotowywane z uwzglednieniem najnowszych badan
                    psychologicznych, przez pscyhologów, pedagogów i ludzi, którzy naprawde chcą
                    dobra dzieci a nie ich krzywdy

                    tak wiec wybryki i szkodliwe działanie katechetki X czy księdza Y nie jest
                    planowa zbrodnią KK przeciw niewinnym dzieciom, zapewniam smile, dlatego tym
                    bardziej dziwię się że rodzice nie reagowali na to co robi pani katechetka, mimo
                    kilkutygodniowych koszmarów sennych dziecka
                • samboraga Re: z zycia wzięte 10.09.05, 14:40
                  > czasami jednak mam takie wrażenie że nieco koloryzujesz, żeby nie powiedzieć
                  > zmyślasz, jak wtedy gdy pisałaś że ksiądz dziecku na spwoiedzi mówił ze
                  > nienoszenie medalika to grzech - a jakem katoliczka noszenie medalików
                  > obowiązkowe nigdy nie było, nie mówiąc o nazywaniu tego grzechem smile

                  > wiesz co, takie rzeczy to ludzie uprzedzeni do koscioła tworzą na pęczki sad
                  > czego to ci księża i zakonnice wraz z katechetkami nie zrobili żeby skrzywdzić
                  > biedne, niewinne, dobrze wychowane i wspaniałe dzieci smile

                  Sion, wspaniale, że Ty natrafiłaś na mądrych księży i katechetów.
                  Ja miałam takie 'szczęscie' jak...dzieci Verdany.
                  Zapewniam Cię, że nie takie rzeczy jak 'obowiązek noszenia medalika' słyszałam
                  od siostry zakonnej, która mnie uczyła i od księdza na spowiedzisad((
                  To nie Kościół jest zły, oczywiście - po prostu weź pod uwagę, że ludzie są
                  ułomni, również duchowni. I że takie rzeczy ZDARZAJĄ SIĘ.
                  • sion2 Re: z zycia wzięte 10.09.05, 15:15
                    samboraga napisała:

                    > Sion, wspaniale, że Ty natrafiłaś na mądrych księży i katechetów.
                    > Ja miałam takie 'szczęscie' jak...dzieci Verdany.
                    > Zapewniam Cię, że nie takie rzeczy jak 'obowiązek noszenia medalika' słyszałam
                    > od siostry zakonnej, która mnie uczyła i od księdza na spowiedzisad((
                    > To nie Kościół jest zły, oczywiście - po prostu weź pod uwagę, że ludzie są
                    > ułomni, również duchowni. I że takie rzeczy ZDARZAJĄ SIĘ.


                    owszem zdarzają się - sama podałam negatywne przykłady
                    po prostu nie wierzę że dziecko miało KILKA TYGODNI koszmary nocne z powodu
                    katechetki, matka tuliła je w pałczu.... i nic nie zrobiła zeby to przerwac?
                    nie mogę tego pojąć, szczerze sad

                    napisałam za ostro ale.... dlaczego verdana mi przypusuje opinie i słowa które
                    mnie nie dotyczą, nie wiem...

                    nie cierpię po prostu jednostronnego przedstawiania racji, ja mogę przyjąć że
                    ludzie duchowni sa ułomni i sama tego doświadczam od nich ale czy niewierzący są
                    w stanie przyjąc że równie wiele DOBRA dzieje sie za przyczyną duchownych osób?
                    dlatego jesli ktos pisze o czymś związanym z KK wyłacznie negatywnie, nigdy nie
                    dostrzega pozytywu, ja nie umiem przejść nad tym do porządku dziennego sad,
                    przepraszam

                    posty vedrany czytam na wielu forach, lubię je czytać, gdy dotyczą wychowywania
                    dzieci, bardzo ona się wczuwa w pscyhike dziecka, naprawdę doceniam ją
                    • verdana Re: z zycia wzięte 10.09.05, 15:34
                      Żeby nie było, ze się obrażam.
                      U katechetki była teściowa (nie czuję się w prawie pouczać katechetkę, jak ma
                      uczyć religii). Usłyszała, że wszystko to nasza wina, a własciwie mego męża, bo
                      takie są skutki małżeństw mieszanych. Dziecka nie powinna wychowywać niewierząca
                      matka, bo nic z niego nie będzie. Teściowa, kobieta bardzo wierząca i bardzo
                      spokojna nawrzucała jej - nic to nie dało.
                      Oczywiście miałam jedno dobre wyjscie. Odebrać dziecko z lekcji religii, co
                      wierz mi, z przyjemnością bym zrobiła. Jednak przed ślubem podpisywałam
                      oęwiadczenie, że nie będe przeszkadzać w wychowywaniu dzieci w wierze
                      katolickiej - a jeśli coś przyrzekłam, pozostaje to dla mnie święte.
                      Mogłam też zacząć chodzić do koscioła. Ale nie chciałam i uwazam, że mam do tego
                      pełne prawo.
                      • sion2 Re: z zycia wzięte 10.09.05, 15:47
                        verdano ale sęk w tym ze to co robiła ta katechetka to NIE BYŁA WIARA KATOLICKA smile

                        głupia baba i tyle sad((((
                        ja bym dziecko jednak zabrała, poza tym w takim przypadku idzie sie do
                        proboszcza, który jest szefem katechetki a jak nie, pisze sie do biskupa smile

                        w kazdym razie przepraszam za zbyt mocne sformułowanie
                        • skrzynka3 Re: z zycia wzięte 10.09.05, 17:57
                          Sama pamietam pytania na spowiedzi o noszenie medalika. Sprawdzilam :
                          Modlitewnik "Panie Moj" wydawnictwo Siostr Loretanek 1977 (z niego
                          przygotowywalam sie do Pierwszej Komunii Swietej i z niego Ksiadz na religii
                          zalecal nam robic rachunek sumienia przez cala podstawowke (wtedy 8 klas)
                          cytuje:

                          "Czy masz swoj krzyzyk i obrazek swiety? Czy nosisz medalik, ktory ci
                          przypomina, ze Boga masz w sercu?" Tak bylo i wcale nie jest to prehistoria ani
                          wymysly pojedynczej Pani Katechetki. Modlitewnik ma imprimatur, wstep do niego
                          napisal owczesny Prymas Kardynal Wyszynski.

                          Przekazywane na studiach zalozenia katechezy o ktorych pisze Sion sa piekne i
                          budujace ale w praktyce nie wyglada to juz niestety tak kolorowo. I wcale nie
                          chodzi o to ze nie ma cudownych, oddanych, madrych katechetow. Sa cale rzesze i
                          zastepy i w swoim zyciu mialam szczescie spotkac niejednego wink))).

                          I dalej uwazam ze dziecko z "letniego" domu pytane przy calej klasie czy bylo w
                          Kosciele i slyszace BEZ szczegolowych wyjasnien, ze jak sie nie chodzi do
                          Kosciola w niedziele to ma sie grzech ciezki zostaje postawione z nie swojej
                          winy w kiepskiej sytuacji. Najczesciej nikomu nie przyjdzie do glowy ze Ono
                          potrzebuje o wiele wiecej uwagi i taktownego wyjasniania roznych rzeczy niz to
                          to ktore zawsze odpowiada "bylem" - bo go rodzice zaprowadzili za glowe nawet
                          jak mu sie nie chcialo ( wyjasniania jak to jest np. z dobrowolnoscia grzechu,
                          posluszenstwem wobec Rodzicow a posluszenstwem wobec przykazan Bozych i
                          Koscielnych). Jako dziecko z takiego letniego domu wiem na wlasnej skorze, ze
                          czesto zachodzi tu powazny konflikt. Skrzynka

                          Ps Na swiedectwie opisowym z pierwszej klasy mojego syna jest stopien z religii.


                          "Koń odezwał się najprościej -moja rzecz to dziury w moście"
                          • sion2 Re: z zycia wzięte 10.09.05, 20:04
                            Wygląda na to żem i niedouczona i zycia nie znam i jeszcze wzrok nie ten, bo
                            oglądałam świadectwo Emilki z I klasy i oceny z religii nie zauwazyłam smile.

                            ale ja nie mam w głowie teorii tylko lecz także praktykę - na tym polega
                            robienie tzw. pedagogizacji na uczelni katolickiej, teorię to mieliśmy na kursie
                            teologii, a na pedagogizacji łażenie po szkołach, prowadzenie lekcji i potem
                            grupowe omawianie błędów smile.
                            • skrzynka3 Re: z zycia wzięte 10.09.05, 22:10
                              To ja sie bardzo ciesze z tej praktycznej pedagogizacji smile) Bo w domu jeszcze
                              dwojka mlodszych, moze Oni maja szanse zalapac sie na kogos po czyms takim smile)))

                              A dla rownowagi (w watku o przedszkolach juz pisalam), ze w przedszkolu gdzie
                              pracuje jest swietna dziewczyna - urodzona katechetka z pasja, misja, cieplem i
                              taktem. Super radzi sobie rowniez jesli trafi sie dziecko innego wyznania -
                              (czasem Rodzice chca zeby chodzilo na katecheze z innymi)albo z
                              niepraktykujacego domu.
                              Pozdrawiam smile)) Skrzynka
                            • mary_ann Re: z zycia wzięte 11.09.05, 00:07
                              sion2 napisała:

                              > Wygląda na to żem i niedouczona i zycia nie znam i jeszcze wzrok nie ten, bo
                              > oglądałam świadectwo Emilki z I klasy i oceny z religii nie zauwazyłam smile.
                              >

                              Sion, przepraszam, że wtrącam się po raz drugi, ale na swiadectwie mojej córki
                              (kl. II) JEST stopień z religii. I jest to jedyny stopień (reszta to
                              charakterystyka opisowa).
                              • sion2 Re: z zycia wzięte 11.09.05, 09:52
                                mary_ann napisała:

                                > sion2 napisała:
                                >
                                > > Wygląda na to żem i niedouczona i zycia nie znam i jeszcze wzrok nie ten,
                                > bo
                                > > oglądałam świadectwo Emilki z I klasy i oceny z religii nie zauwazyłam smile
                                > .
                                > >
                                >
                                > Sion, przepraszam, że wtrącam się po raz drugi, ale na swiadectwie mojej córki
                                > (kl. II) JEST stopień z religii. I jest to jedyny stopień (reszta to
                                > charakterystyka opisowa).


                                No tak , przecież przyznałam się do winy smile. Ja naprawdę nie zauważyłam tej
                                oceny na świadectwie Emilki, nie twierdze że jej tam i było.
                                No wracam na mój księżyć smile.
                    • samboraga Re: z zycia wzięte 10.09.05, 15:39
                      > dlatego jesli ktos pisze o czymś związanym z KK wyłacznie negatywnie

                      oj, tam wyłącznie negatywnie - Verdana dała ochrzcić swoje dzieci, to juz jakiś
                      pozytywsmile)
                      no i nie wiem jak to było u Verdany, ale moje dziecko jak usłyszało w tv o
                      przyciananiu psom ogonów (dla wyglądu) to drążyło sprawę kilka dni, miało złe
                      sny i tego nie dało się 'ot tak przerwać'sad((
                      mimmo naszych wysiłków i tłumaczeń, że psa to nie boli itp. rozpaczał nad psami
                      i 'przegryzał sprawę' kilka dnisad(((
                      po prostu pewnych rzeczy małym dzieciom (a i trochę większym) się nie mówi...

                      a co do wypatrywania negatywów (i pomijania pozytywów) w otaczającej
                      rzeczywistości, w tym i KK - zauważyłaś, że ludzie świadomie wierzący CZĘŚCIEJ
                      starają się zauważać pozytywy właśnie?smile)) może niewierzącym jest trudniejcrying
                      • samboraga Re: z zycia wzięte 10.09.05, 15:41
                        ja sobie tu powoli pisałam - a wyszło mi prawioe to co i Tobie Verdanowink
    • elwinga A propos dyskusji Sion i Verdany 11.09.05, 13:01
      Zgadzam się z Verdaną, że sytuacja dzieci z małżeństw mieszanych jest
      skomplikowana. Chciałam tylko dodać, że trochę podobnie wygląda sytuacja dzieci
      z rodzin "letnio" religijnych bądź religijnych tylko na papierze. Ja pochodzę z
      takiej właśnie rodziny (ojciec niewierzący, matka niepraktykująca) i rodzice
      starali się mnie wprawdzie do kościoła prowadzać (te nieszczęsne karteczki z
      tabelkami też pamiętam...), ale nie przykładali do tego specjalnej wagi - i ja
      to czułam. Dzieci świetnie wiedzą, kiedy coś jest tylko dla świętego spokoju
      albo na pokaz. A kiedy podrosłam i mogłam niby chodzić sama - to też częściej
      nie chodziłam niż chodziłam. Nikt mi nie zabraniał. Ale też nikt mnie nie
      zachęcał, nie tłumaczył, że to ważne. Niby można iść z koleżanką - ale też nie
      zawsze, bo koleżanka ma obiad o innej godzinie albo coś tam innego. A mieliśmy
      wtedy religię z bardzo sympatyczną młodą katechetką, którą ciepło wspominam. I
      co z tego? Nic. Przykład domu rodzicielskiego był silniejszy.
    • joanna.d.arc Jeśli lekcje religii mają tak wyglądać... 12.09.05, 09:46
      Przeczytajcie sobie ten artykuł: wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2911075.html

      Włos sie na głowie jeży. Jeśli tak mają wyglądać lekcje religii, to ja na nie swego
      dziecka nie poślę!

      Nadzieja w tym, że kuria tej pomocy nie poleca, ale to jaki materiał zostanie wykorzystany
      na lekcjach religii zależy od dyrektora i nauczyciela, więc wszystko jest możliwe.
    • pawlinka Re: przedmiot religia 13.09.05, 21:13
      Wiesz KAsiu, tak mi dzisiaj przyszło do głowy, ze zdolny uczeń nauczy sie wiele
      nawet od miernego nauczyciela smile
      Z pozdrowieniami! Pawlinka belfer
      • mama_kasia Re: przedmiot religia 14.09.05, 00:16
        Dzięki, Pawlinko smile
        A dla córki do zerówki mam kupić zeszyt ćwiczeń. Żeby w zerówce
        nie można się było bez tego obyć? ...Chyba po prostu żal mi, że nasza
        ulubiona katechetka jest na urlopie i teraz szukam dziur sad
    • joanna.d.arc Ateista na religii 15.09.05, 11:15
      Ciekawy artykuł znalazłam poszukując relacji z lakcji religii. Przeczytajcie.
      www.racjonalista.pl/kk.php/s,4357
      W ogóle to ciekawa strona, polecam jak ktoś ma chwilkę (mała akurat śpismile )
      • mader1 Re: Ateista na religii 15.09.05, 11:42
        wiesz, przeglądałam kiedyś racjonalistę i jakoś do mnie nie przemawia. Od
        kiedy zauważyłam bardzo proste ( zapewne celowe) błędy merytoryczne w
        zamieszczonych tekstach, dałam sobie spokój z całą stronką.
    • joanna.d.arc A jednak straszą piekłem 16.09.05, 11:36
      Tak przynajmniej piszą na forum Kościół i religia
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10607&w=29086806
      • glupiakazia Re: A jednak straszą piekłem 16.09.05, 11:44
        nie no, chyba jednak szlag mnie trafi.
        proponuje zakazac wszem i wobec mowienia, ze za kradziez sie idzie do
        wiezienia, bo nam dzieci traumy dostana.

        p.s. a tworcy kodeku karnego powinni odpowiadac za grozby karalne.
        • joanna.d.arc Re: A jednak straszą piekłem 16.09.05, 12:01
          ale nikt nie mówi o kradzieży, tylko o tym że jak czteroatka będzie bardzo niegrzeczna
          to trafi do piekła. Moim (i nie tylko) zdaniem to przesada i zwyczajne straszenie
          dzieci (a potem rodzice się dziwią, że dzieci spać nie mogą i się moczą w nocy)
          • glupiakazia Re: A jednak straszą piekłem 16.09.05, 12:24
            'mowic' i 'straszyc' to nie synonimy
            • sion2 od mojej koleżanki katechetki...... 16.09.05, 12:58
              Wczoraj jej opowiadałam o tej forumowej "batalii" i cytowałam co sie dzieje na
              niektórych lekcjach religii, o koszmarach nocnych itd. itd.

              Moja kolezanka - lat 38 - uczy klasy 0-6.

              1. Od wielu lat nie prowadzi żadnych tabelek oceniających praktyki "chodzenia" i
              "niechodzenia" do kościoła itp., jest to ZABRONIONE przez kurię, mówi się o tym
              na kazdy zjeździe katechetow (czyli raz w miesiącu) - nie wolno im oceniać
              religijności dziecka ale tylko jego wiedzę, uczestniczenie w lekcjach

              2. W każdym tyg w szkole jest jakaś większa lub mniejsza "afera" że dziecko
              usłszną treść na lekcji od swojej wychowawczyni przetwarza na coś takiego co
              budzi popłoch wśród rodziców i przychodzą do szkoły się pytać, rodzice w 90% są
              tak zapatrzeni w dziecko że nie potrafią przyjąć do wiadomości że ich pociecha
              lat 7 czy 9 nie zawsze jest w stanie powtórzyć co usłyszało zgodnie z
              rzeczywistością...

              3. nauczycielki które stosują metody przez was opisywane są według Grażyny "do
              odstrzału" i postępują niezgodnie z tym czego wymaga się na kursie
              katechetycznym, przez biskupa itd.

              Mnie sie humor poprawił bo widzę że nie ja jedna zdziwiona jestem tym co
              piszecie smile.
      • pawlinka Re: A jednak straszą piekłem 16.09.05, 13:01
        Joanno, co z tego wynika; dlaczego podajesz taki link?
        "Uzasadnij"!!!
    • pawlinka Re: przedmiot religia 16.09.05, 13:28
      tak na marginesie dyskusji! Przeczytałam sobie to, co na forum: religia i
      Kościół piszą zatroskani rodzice. I myślę sobie: katecheta jest posłany, ma
      misję Kościoła, przekazuje naukę Kościoła; natomiast rodzice to Domowy Kościół,
      ludzie, od których zależy w dużym stopniu wychowanie w wierze. No tak, a tam,
      na owym forum, spora krytyka. Nie o to chodzi, zeby nie tykać katechety, ale
      czy nie tworzy się poprzez takie nieufne podejście, że my dziecku tak, a oni w
      szkole tak, niezdrowa sytuacja? Czy taki brak zaufania może przynieść dobre
      owoce?
      • skrzynka3 Re:"O Bogu i o nas" 16.09.05, 22:16
        Przyszlo dzisiaj, moj osmiolatek rzucil sie na nia zaraz jak wrocil ze szkoly.
        Mamy juz za soba pierwsza rozmowe o znaku Krzyza. Mlodszy przyszedl z
        blagalnym - ale ja tez moge posluchac jak czytacie? Przejrzalam cala i baaardzo
        mi sie podoba - wszystko sprowadzone do konkretow na poziomie dociekliwego 8-
        mio latka. Az mi zal ze w klasie korzystaja z takiej dretwej malo wyjasniajacej
        ksiazki crying( Jeszcze raz bardzo dziekuje za podsuniecie smile)) Skrzynka
    • pysio8 zmiana katechety 19.09.05, 09:45
      Zmiana katechety może być czymś dobrym smile, syn i jego koledzy z klasy już drugą
      niedzielę chętnie uczestniczą w Mszy świętej. Klasą zaopiekował się młody
      katecheta, dzieciakismile same zapisały się na zajęcia przygotowujące do
      sakramentu bierzmowania. Zobaczymy co się będzie dalej działo. No i jak do tej
      pory oprócz symbolicznej składki 2,-zł od osoby nikt nie wymaga kupna
      podręczników do nauki religii. Pan od religii( tak o nim mówią "dzieciaki")
      oprowadził klasę po kościele, gdzie jest lektorem, zbiera pieniądze na tacę
      podczas mszy. Syn mówi, że kiedy katecheta przechodzi koło swoich uczniów ,to
      się do nich uśmiechasmile) Myślę, że ten uśmiech jest taki ważny, no i że młodzi
      ludzie widzą "swojego"pana od religii w akcjismile, czyli posługującego podczas
      niedzielnej mszy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka