Czasem przychodzą do domu obcy ludzie. Obcy - to znaczy, że jeszcze dobrze
nas nie znają. Przychodzą po pomoc, poradę czy w jakiejś innej sprawie. No bo
rodzice koleżanek czy kolegów to coś o nas już wiedzą.
Otwieram dziś Słownik j. polskiego, żeby coś takiej niczego nieświadomej
owieczce pokazać a tu... wysypuje się kilka obrazków świętych, Jezusa, Marii
spomiędzy kartek...Mała ostatnio coś szukała do szkoły i widocznie jeszcze
obrazki przeglądała...Zdziwione spojrzenie - " To i w słowniku oni takie
rzeczy trzymają ?"
A kiedyś

)))) na wsi

))) gdzie uchodzimy za miastowych

)))
zainspirowani przez Mamę Kasię, postanowiliśmy pomodlić się i Pismo Sw.
poczytac przy zapalonej świecy, coby dla najmłodszego była atrakcja. Jesteśmy
w trakcie a tu koleżanka ze wsi wchodzi. Żebyście jej minę widzieli

))))
Nasz znajomy budował dom na wsi " zabitej dechami". Trochę się zdziwili, bo
nie pił alkoholu. Trudno, choć gospodarzowi mna się wydłużyła. W niedzielę
nie poszedł do kościoła, bo jest niewierzący ( przynajmniej tak twierdzi).
Czarę przepełniło to, że nie pije kawy rano.
Uznano, że jest .... zgadnijcie... metodystą. Do dziś zastanawiamy się
dlaczego właśnie metodystą ?