Dodaj do ulubionych

Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieciom?

13.12.06, 12:10
Nie jest to wątek o wychowaniu w wierze, bardziej o wychowaniu w tradycji, ale
jednak na wielu z nas 13 grudnia miał ogromny wpływ.
Nie, źle napisałam. Na starsze z nas. Bo w pewnym momencie ze zdumieniem
odkryłam, ze uczę roczniki, które urodziły się PO 13 grudnia i to dla nich
taka zamierrzchła historia jak dla nas I wojna światowa
(Nie piszę jak II wojna, bo choc urodziłam sie wiele lat po wojnie to jednak
wojenna trauma przeniosła się i na moje pokolenie i poprzez rodzicow i przez
szkołę. Ciekawe, teraz chyba inaczej się wychowuje dzieci? Mówię o wychowaniu
"odgórnym" a nie "domowym"

Wracajac do 13.XII, to musze powiedzec, ze jakos się tego spodziewałam.
Atmosfera w karju była tak napięta, ze podswiadomie czułam przez skorę, ze cos
się musi stac. Nie bałąm się, ani się nie zastanawiałąm. Po prostu
"wiedziałam" tak samo jak się wie, ze jest dziś chłodno i pada deszcz, ale się
o tym nie mysli, chyba ze się człowiek zastanawia jakie buty włozyc.
Kiedy 13 grudnia rano usłyszałam rozmowy rodziców, ze telefon nie działa, ani
telewizor, to wyskoczyłam z łóżka i zadałam iście filmowe pytanie (a właściwie
bardziej stwierdzenie niż pytanie):
- Wojna?
I pamiętam że poczułam taki dreszczyk, że oto wreszcie coś fajnego się zaczyna
dziać i będzie ciekawie.

No cóż - wychowanie na filmach wojennych serwowanych przy każdej okazji przez
TVP (i oczywiscie w kulcie Czterech Pancernych) zrobiło swoje smile)))

I początek był naprawdę radośnie podniecajacy, bo wprawdzie nie było
teleranka, ale okazało sie, ze w poniedziałek nie trzeba bedzie isc do szkoły.
Z wielkim trudem ukrywałam radość, zeby niepotrzebnie nie denerwowac rodzicow,
ktorzy byli stanem wojennym zmartwieni.
Potem okazalo się ze są pewne niedogodnosci, ze odwołano wiele rzeczy na
ktorych mi zalezało, ze nie wiadomo, czy cudzoziemiec, w którym się
podkochiwałam nie został "externowany" z kraju, ze nie ma kontaktu bo telefony
itp.
Ale kontakty nawiazalismy dosc szybko, cudzoziemiec jak sie okazało nie dal
sie deportowac, a ze nie był z demoludów to mogli mu nagwizdać a do tego
spotykalismy się na tajnych kompletach co rowneiz było ciekawe i podniecające.
Do tego mnostwo powodow do śmiechu gdy pojawiły się rozmowy kontrolowane. Do
dzis przechowuję listy z pieczątką "ocenzurowano" a pisywałysmy wtedy z
kolezanką listy na kilkanaście stron maczku, wiec cenzor musiał się naprawde
ciężko napracowac wink))

Tylko jak opowiadac o tym dziecku? Jeszcze pomysli ze stan wojenny to była
świetna zabawa.
Obserwuj wątek
    • alex05012000 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.06, 12:30
      jak wspominam ten dzień? ponuro, ojciec wstał wcześnie, nie wiedzieć czemu,
      nastawił TV, potem pamietam płakał, wszystcy byli poruszeni, telefon głuchy...
      byliśmy przerażeni, niepewni jutra, nic zabawnego w tym nie widzę i wtedy też
      nie widziałam... miałam 16 lat... nie rozumiem co jest zabawnego w
      kontrolowaniu rozmów i listów? w mundurkowym panu w TV? w policji na ulicach i
      jechaniu do szkoły autobusem w kolumnie czołgów ? internowano nayczycieli z
      naszego liceum... ludzie bali sie wyjsć z psem na spacer...
      dziecku na razie niewiele mówię na ten temat, jest za mała ...dla niej komuna,
      stan wojenny, zomo ... to pełna abstrakcja, jest z innego świata... jak będzie
      większa to jej powiem jak i co było, zwyczajnie, faktami...
      listy z pieczątką ocenzurowano też mam ...
      • samboraga Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.06, 22:32
        nic zabawnego w tym nie widzę i wtedy też
        > nie widziałam... miałam 16 lat...

        no tak, ja 16 lat to miałam w '89 - więc nawet na pierwsze głosowanie się nie
        załapałamwink ale ja też miałam takie poczucie jak Direta 'że fajnie, że coś się
        dzieje', że szkoły nie ma, a potem, że są paczki dla nas w szkole, z ZSRR i NRD,
        takie cukeirki w plastikowych opakowaniach, jedno pudełko było różowe, drugie
        niebieskie (chyba), po dwie paczki na łebka, wiedziałam, że to cukierki
        'przyjaźni', ale się cieszyłam, potem te pudełka były hołubione do chowania
        skarbówwink

        jednocześnie oprócz tej radochy był też jakiś atawizm wojenny, choć rodzice
        starali się nie panikować i nie czułąm się zagrożona tak bezpośrednio
        ale - miałam też koleżankę, już na studiach, która mieszkała gdzieś w centrum i
        źle wspominała chodzenie po ulicach pełnych wojska, więc najwyraźniej
        wspomnienia nawet mogą być rozmaite
    • mader1 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.06, 17:02
      To jest wątek o wychowaniu. Bardzo Ci za niego dziękuję.
      To jest wątek o pamięci. Dzieci słuchają mnie z niedowierzaniem. W głowie im
      się nie mieści, czego jeszcze mogło nie być. I czemu się tak czasem wzruszam wink
      O stanie wojennym napisałam w wątku o spotkaniach z papieżem ( pamiętacie, był
      taki o spotkaniach, których nie było, jest już zarchiwizowany wink
      Wytnę z tamtąd :

      "13 grudnia stan wojenny.
      Wstalam pozno. Nikogo nie bylo w domu. Nawet nie zaszczycilam spojrzeniem
      telewizora. Przegryzlam kanapke przy blacie w kuchni, dokonalam tych
      tam... Krotko trwalo, bo o plynach przeciwtradzikowych nikt nie slyszal.
      Uchylilam drzwi szafy, to ,co pierwsze wypadlo, z grubsza dobralam, zeby
      pasowalo do siebie i powloklam sie do kosciola. Wchodze. Duszno. Pelny
      kosciol, jak nie na mojej mszy. Zapach swiec. Szare, przerazone twarze.
      Ksiadz zamiast rozpoczac msze mowi o spokoju, o nadziei, o WOJNIE ! Z
      bijacym sercem ucieklam.Do domu. Byl juz ojciec. Nie budzili mnie, bo
      nie chcieli mnie denerwowac !
      Czulismy sie jak w klatce. Jak w bagnie."

      Chodziłam do niezłego liceum. Dyrektorka była mocno komunistyczna. Klasa
      humanistyczna , a ona uczyła rosyjskiego. Brała wszystkie zastępstwa. Do dziś
      pamiętam tę wyprostowaną, sztywną babę. Jej twardą rękę. I kolegów z klasy,
      którzy założyli jakieś koło ZSMP, bo uznali, że to nalepszy sposób na jakiś
      sukces w życiu sad
      • mader1 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.06, 17:05
        A... wątek, z którego wycięłam o stanie wojennym, nie był wcale o stanie
        wojennym i jest bardzo stary :
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=22355807&a=22355807
        link dla porządku smile
        • malgosiader Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 14.12.07, 09:53
          jaki piękny wątek .... wzruszyłam się bardzo...
          siedzę w pracy i oczy wycieram...

          ja miałam wtedy 9 lat i pamiętam tylko, że strasznie się bałam co
          będzie dalej,
          historię PRL-u i "zasady" w nim panujące poznałam tak naprawdę
          pisząc pracę magisterską n/t praw człowieka w PRL, fakty nie tylko z
          grudnia 81 wstrząsnęły mną wtedy bardzo,
          dużo przeczytałam dodaktowo, "poza konkursem"
          dziękuję Panu Bogu, że moje dzieci będą te czasy pamiętały tylko z
          podręczników, ale zapomnieć o nich nie można,

          zmartwiłam się oglądając wczoraj panoramę,
          tam młodzież zapytana o stan wojenny niewiele miała do powiedzenia,
          ktoś nawet powiedział, że stan wojennu trwał do 1990 roku, zazwyczaj
          nie kojarzyli tej daty...
          • otryt Krótka historia lat 1983 - 1989 14.12.07, 13:00
            malgosiader napisała:

            >ktoś nawet powiedział, że stan wojenny trwał do 1990 roku,
            >zazwyczaj nie kojarzyli tej daty...

            Myślę, że to akurat nie jest dużym błędem i nie odbiega za bardzo od
            prawdy. Oficjalnie stan wojenny zakończył się 22 lipca 1983. Mniej
            było ofiar podczas gwałtownych manifestacji ulicznych, bo one w
            dużej mierze ustały. Ale wciąż pojawiały się nowe ofiary
            skrytobójczych mordów dokonywane przez tzw. "nieznanych sprawców".
            Wymienię tylko zamordowanych księży: Jerzy Popiełuszko (19.10.1984),
            Stefan Niedzielak (20.01.1989), Stanisław Suchowolec (29.01.1989),
            Sylwester Zych (11.07.1989). Były również inne ofiary np. socjolog
            Jan Strzelecki (11.07.1988), działacz związkowy Piotr Bartoszcze
            (7.02.1984).

            Władzom komunistycznym zależało bardzo na tym, aby oficjalnie jak
            najszybciej stan wojenny zakończyć ze względu na dotkliwe sankcje
            gospodarcze, izolację polityczną Polski, embargo na dostawy
            nowoczesnych części i technologii, nawet literatury naukowej. Cały
            okres po 13 grudnia 1981 aż do lata 1989 był okresem wyjątkowo
            smutnym i ponurym. Po 22 lipca 1983 utrzymywano stan fikcji, że w
            kraju nastąpiła normalizacja i demokracja. Społeczeństwo zostało
            spacyfikowane po krótkim festiwalu Solidarności (1980-81). Polska
            cofnęła się, gospodarka coraz bardziej pogrążała, setki tysięcy
            ludzi wyemigrowało, zmuszonych do tego w ten lub inny sposób. Duża
            część udała się na emigrację wewnętrzną, a więc popadła w apatię i
            brak nadziei na lepszą przyszłość. Powszechnie brakowało wielu dóbr,
            wiele towarów było na kartki, nawet pieluchy były na przydział. Po
            soczki dla niemowlaków trzeba było stać w wielogodzinnych kolejkach.
            Związkowcy byli szykanowani i pozbawiani pracy. Utworzono
            konkurencyjny związek z Alfredem Miodowiczem na czele. Zmuszano
            ludzi do wstępowania do niego od tego uzależniając awanse i sprawy
            socjalne. Jaruzelski, Kiszczak, Urban – główne postacie stanu
            wojennego, przez całe lata 80-te grały główne skrzypce w Polsce.
            Szczególnie paskudnym akcentem tamtych lat były cotygodniowe
            konferencje prasowe rzecznika rządu Jerzego Urbana. To były
            cyniczne seanse nienawiści i kłamstwa. Urban jest nazywany ojcem
            chrzestnym zabójców księdza Jerzego. Zanim księdza zabito był on
            przedmiotem wielu ataków i kłamstw ze strony Urbana. Parę miesięcy
            przed śmiercią księdza najpierw jedna ekipa sbeków podrzuciła
            granaty pod łóżko księdza, a następnie druga ekipa wraz z ekipą
            telewizyjną to znajdowała i pokazywała na cały świat, szydząc
            jednocześnie z dewizy księdza "zło dobrem zwyciężaj". Wielkim
            kłamstwem Urbana z 1986 roku był Czarnobyl. Zaprzeczał, jakoby to
            była wielka katastrofa. Zachęcał, aby pójść na wiosenny spacer, bo
            pogoda była piękna. Tymczasem ludzie władzy i ich rodziny piły jod,
            mający zabezpieczyć ich zdrowie przed radioaktywnym jodem z
            uszkodzonego reaktora. Oczywiście sami siedzieli w domach. Kłamstwo
            w propagandzie było wszechobecne. Jedyną ostoją prawdy i sensu był
            Kościół. W kościołach znajdowali schronienie wszyscy potrzebujący.
            Tam można było usłyszeć wolne słowo, były odczyty, spotkania,
            spektakle, koncerty, wystawy. To była jedyna oaza wolności. W
            kościele byłem na spotkaniach nawet z takimi ludźmi niezwiązanymi z
            KK, jak Ryszard Bugaj, Bronisław Geremek czy Maria Turlejska.
            Pamiętajmy, że to Kościół i Jan Paweł II pozwolili przetrwać
            narodowi ten trudny okres.


    • pawlinka Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.06, 18:53
      Dziękuję, Direto, za ten wątek!
      Chyba zrobię lekcję o 13 grudnia. Pokażę zdjęcia, poczytam im wspomnienia na
      WWW.gazeta.pl.

      "Tylko jak opowiadac o tym dziecku? Jeszcze pomysli ze stan wojenny to była
      świetna zabawa."
      Niektórzy tak pokazują, my też czasem nieświadomie: zauważyłam, jak wielu w
      zaczyna opowieść o tym czasie tak: "a rano nie było Teleranka" i można też
      dodać, rymując: "a u drzwi stanęła załoga G". Ale moze śmiech oswaja grozę,
      koszmar tych dni? w czasie okupacji też opowiadano dowcipy.

      Pamiętam koszmarne kolejki, puste półki, mojego tatę - kolejarza, który został
      zmilitaryzowany jak wszyscy w PKP. Na początku stanu wojennego wrócił z pracy w
      Katowicach i powiedział: "pociągi nie zatrzymują się w Brynowie, nie wiem,
      dlaczego". Potem wiedzieliśmy - to w tej dzielnicy Katowic mieści sie kopalnia
      "Wujek". Pamiętam płaczącą mamę, wystraszonego tatę. Wigilię z żołnierzami pod
      kościołem. Bardzo byli zmarznięci; jeden zadzwonił do drzwi probostwa. "Farorz"
      wystraszył się, ale otworzył, żołnierz chciał się wyspowiadać przed świętami...
      A potem była lekcja, na której uczyliśmny sie hymnu państwowego, nauczycielka
      się rozpłakała.

      I potem Wrocław, wycieczka klasowa i wychowawczyni maiła problem, bo włączyliśmy
      się do pochodu Pomarańczowej Alternatywy. Trzeba było koszmar oswoić.

    • direta Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.06, 19:43
      Śmiech jest bronią bezbronnych. Kto to powiedział? Mrożek?
      Ja mam smiech we krwi. I szukanie we wszystkim czegoś pozytywnego. Określenie
      PRLu jako "najweselszego baraku o obozie komunistycznym" jest mi bardzo bliskie.
      Opowiadanie dowcipów politycznych.
      Może dlatego stan wojenny nie dotknął mnie w taki sposób w jaki opisujecie.
      Pewnie, ze były chwile złości, ale z czasem złości i smutki się zatarły. Zostało
      wspomnienie chwil, kiedy się śmiałam.
      Poza tym dreszczyk emocji kiedy się robiło zakazane rzeczy. Choćby noszenie
      oporniczka, kolportowanie ulotek (nie zebym była w strukturze, po prostu wszyscy
      na swój sposób konspirowali. A kto miał ulotki, to przekazywał je dalej. Jak to
      opisano w jakiejś książce (Chmielewska?) "jak już zjesz te śliwki, które ci
      dałam, to mi je zwróc najdalej w środę"
      Tak się złozyło, ze w stanie wojennym poważnie zachorowałam i po miesiacu
      spędzonym w szpitalu w moim mieście wylądowałam w szpitalu W GDAńSKU. To było
      dopiero ciekawe. Sanitariusz przynosił nam ulotki, a kiedy mnie wiózł na badanie
      to specjalnie karetka pojechałą inną drogą, zeby mi pokazac pomnik stoczniowców.
      Może i alex ma rację, ze nie ma nic przyjemnego w cenzurowaniu korespondencji,
      ale mnie to bawiło, poniewaz to były listy w rodzaju:
      siedze na lekcji X coś gada a ja piszę do ciebie. Teraz przez ramię zagląda mi
      Kowalski. Zasłoniłam. Co on taki wscibski. A wczoraj byłam na ulicy Z i
      widziałam Malinowskiego. Szedł po drugiej stronie ulicy. Nie spojrzał na mnie a
      ja tez sie na niego nie gapiłam... itd w tym stylu Nie wydaje się Wam, ze cenzor
      musiał sobie nieźle nałamac głowę czy to nie jakis szyfr? Zwłaszcza ze wysyłany
      do Gdanska?

      Albo ćwiczymy z koleżanką angielski dialog przez telefon i po słowach "rockets
      are best" zostajemy rozłączone. Opowiadało się to potem jak najlepszy dowcip
      przez miesiac.

      Zgadzam się ze stan wojenny był złem. Ale życie toczy się niezależnie od
      wszystkiego. I nawet w stanie wojennym można się śmiać. Zwłaszcza kiedy przeżywa
      się kolejną pierwszą miłość wink
      Tak po prostu jest. Młodość bywa okrutna.

      Pamiętajmy o tym, kiedy nasze dzieci będą chciały normalnie żyć mimo jakichś
      martyrologicznych wydarzeń. Dojrzeją w swoim czasie.

      Ania
      • pawlinka oczywiśce, że :-))) 13.12.06, 22:47
        słuchajcie, świetne, a jaki duch w narodzie!
        adonai.pl/humor/teksty/?id=56
      • direta z wyrzutow sumienia radykalizmu młodości 13.12.06, 22:48
        Jest jedna rzecz, związana ze stanem wojennym, która do dziś budzi mój wyrzut
        sumienia.
        Szłam kiedyś ulicą i wpadłam na młodego żołnierza służby zasadniczej. Wiecie
        czasem jest tak, ze chce się kogoś ominąć np z prawej, a ta osoba wpada na
        pomysł by nas ominąć z lewej i się zderzają.
        I on do mnie z uśmiechem:
        - A teraz nie puszczę
        a ja spojrzałam na niego zimno, z pogardą i mówię twardo:
        - puść, wroniarzu.
        I w tym "wroniarzu" była taka twardość i pogarda, ze zbladł, usunął się i
        przepuścił mnie bez słowa.

        A po latach do mnie dotarło, ze przecież to był zwykły poborowy, którego
        wcielono, nie pytając o poglądy. I kto wie czy tą pogardą mu jeszcze nie
        dołożyłam ciężaru. Nie mówię, ze zaraz miałam się dać poderwać. Ale moze był to
        całkiem porzadny i niewinny człowiek?
        Mam nadzieję, ze nie zabolało za mocno.

        Młodość jest okrutna i radykalna. czarne-białe.
    • rycerzowa Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 14.12.06, 00:10
      Śmieszyła mnie ta tandeta.
      Bo wszystko było takie tandetne, i ten patos, i ta groza. Na początku.

      Byłam młodą mamą, rano obudził mnie mąż - "posłuchaj".
      Gienierał był tak pompatycznie śmieszny, głupio śmieszny, że natychmiast
      wyłączyłam telewizor. Dzieciom nie brakowało teleranka, bo były za małe na
      telewizję.
      Przed oknem widziałam jadące czołgi. Gdzie? Po co? Przecież zaraz kończyło się
      blokowisko i był tylko park-las. Zawracały i znów jeździły. Śmiesznie głupio.
      Na ulicach wojskowi, nikogo nie zaczepiali, nie robili nikomu nic złego. Po co
      tam byli? Żeby postraszyć?
      Wszystko mnie śmieszyło, wszystko było żałośnie tandetne, udawane.
      Po południu msza w osiedlowym kościele, ludzie spokojni. Ale na końcu odśpiewano
      suplikacje.
      Po raz pierwszy zrobiło mi się nieprzyjemnie.

      A potem...
      Przed północą dzwonek do drzwi, milicjant, bardzo smutny.
      "Umarła pani mama" - i poszedł.
      Była jeszcze młoda, doznała szoku, wylew, pogotowia nie można było wezwać.
      I nagle wszystko przestało być śmieszne.

    • mama_kasia Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 14.12.06, 10:08
      A ja nie mam wspomnień patriotycznych.
      Ze mną się o tym nie rozmawiało.
      Miałam 12 lat i byłam bardzo dziecinna.
    • samboraga Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 14.12.06, 10:49
      > wojenna trauma przeniosła się i na moje pokolenie i poprzez rodzicow i przez
      > szkołę. Ciekawe, teraz chyba inaczej się wychowuje dzieci? Mówię o wychowaniu
      > "odgórnym" a nie "domowym"

      to ja jeszcze o wychowaniu dzieci, bo jest mi bardzo bliskie co napisałaś Direto
      o tej traumie wojennej i dopiero jako osoba dorosła zaczełam sobie zdawać
      sprawę, że to mi bardzo ciąży, a nie jest powodem do dumy, że 'znam historię'
      w moim domu rozmawiano, ale tylko trochę, więcej dopytywałam się sama już jako
      nastolatka (tym bardziej, że było czego słuchać), a jednak tak jakby cały czas
      wojna była obecna, może to faktycznie to szkolene wychowanie wzmagało taki
      poczucie, może filmy? Klos, Pancerni? jak leci helikopter to się zastanawiam jak
      ludzie się wtedy czuli jak leciały bombowce, to po piosence kolonijnej 'patrzysz
      w niebo widzisz błękit i lęcących sznur łąbędzi i do szkoły spokojnie możesz
      iść, ale kiedyś zamiast białych łąbędzi czarne skrzydła samolotów'... - samo tak
      przychodzi, brrr....sad((
      takiej traumy dziecku zapodawać nie chcę...
      a z domowego - takie strzępy rzucone 'prababcia jeszcze dziesięć lat po wojnie
      trzymała w piwnicy worki cebuli i ziemniaków na wypadek kolejnej wojny' tkwią we
      mnie do tej pory i mam takie silne poczucie 'że trzeba w razie czego być
      przygotowanym'
      ja raczej nie jestem typem wesołym zawsze i wszedzie, ale może dodawanie takich
      weselszych akcentów dobrze by opowieściom historycznym zrobiło?wink
      • direta trauma wojenna 14.12.06, 12:08
        a jednak tak jakby cały czas
        > wojna była obecna, może to faktycznie to szkolene wychowanie wzmagało taki
        > poczucie, może filmy? Klos, Pancerni? jak leci helikopter to się zastanawiam ja
        > k
        > ludzie się wtedy czuli jak leciały bombowce, to po piosence kolonijnej 'patrzys
        > z
        > w niebo widzisz błękit i lęcących sznur łąbędzi i do szkoły spokojnie możesz
        > iść, ale kiedyś zamiast białych łąbędzi czarne skrzydła samolotów'... - samo ta
        > k
        > przychodzi, brrr....sad((
        > takiej traumy dziecku zapodawać nie chcę...

        Nie wiem Samborago czy masz rację. Z jednej strony oczywiście dziecko nalezy
        chronic, ale z drugiej strony trzeba mu ciągle powtarzać, ze wojna to straszna
        rzecz, że nie ma nic pięknego w "wymachiwaniu szabelką" że trzeba tego unikać
        jak się tylko da.
        Bo kto wie czy to nie gloryfikacja wojny i wojskowości nie załatwiła naszym
        dziadkom i rodzicom kilkudziesięciu lat traumy. Te tłumy młodych ochotników,
        których po latach wracała garstka i to pokaleczona i fizycznie i psychicznie.
        "Jak to na wojence ładnie..." "Przybyli ułani pod okienko..."
        Mój tato do dziś przechowuje wycinek z gazety w którym jakiś młody palant
        (pardon pour le mot) wyjeżdzający do Iraku mówił dziennikarzowi jaka to będzie
        cudowna przygoda. Jemu nikt nie powiedział, ze wojna to straszna rzecz, ze
        wyłaża wtedy zewsząd najgorsze demony, ze to prawdziwy ból, krew i łzy.
        Ciekawa jestem co się teraz dzieje z tym palantem i jakby się teraz wypowiadał.
        Bo albo dostał w kość albo... sam stał się dręczycielem i wrócił jako zupak i
        "bohater".
        Była taka dobranocka, niemiecka chyba, "Król Macius I". Z Korczakowskim
        Maciusiem miała niewiele wspólnego, ale dobrze tam była pokazana postać
        generała, który nie mógł żyć bez wojny.
        Tacy generałowie są w każdym społeczeństwie i niezmordowanie usiłują tworzyć
        etos wojny aby indoktrynować kolejne pokolenia mięs armatnich. Myślę, że warto
        uodparniać nasze dzieci na taką indoktrynację. Przypomina mi się "Na zachodzie
        bez zmian" film, którego nie odważyłam się ani razu obejrzeć w całości, bo zbyt
        dla mnie obciążający psychicznie.
        Brrr...

        Więc z tym "głupi Niemiec tralalala" co nam serwowano poprzez Czterech
        Pancernych czy Klossa, też trzeba ostrożnie.
        • samboraga Re: trauma wojenna 15.12.06, 09:45
          trzeba mu ciągle powtarzać, ze wojna to straszna
          > rzecz, że nie ma nic pięknego w "wymachiwaniu szabelką" że trzeba tego unikać
          > jak się tylko da.

          hmmm...ja nie o tym

          > Więc z tym "głupi Niemiec tralalala" co nam serwowano poprzez Czterech
          > Pancernych czy Klossa, też trzeba ostrożnie.

          o tym też nie

          > Była taka dobranocka, niemiecka chyba, "Król Macius I". Z Korczakowskim
          > Maciusiem miała niewiele wspólnego, ale dobrze tam była pokazana postać
          > generała, który nie mógł żyć bez wojny.

          świetnie pokazane, faktycznie

          jakiś młody palant
          > (pardon pour le mot) wyjeżdzający do Iraku mówił dziennikarzowi jaka to będzie
          > cudowna przygoda. Jemu nikt nie powiedział, ze wojna to straszna rzecz, ze
          > wyłaża wtedy zewsząd najgorsze demony, ze to prawdziwy ból, krew i łzy.

          nie wiem czy mu nikt nie powiedział, ale z racji jego wieku wynoszę, że jest z
          pokolenia komputerowego i tu bym szukała przyczyny, takie wirtualne oswojenie z
          przemoc oraz, odbieranie świata jako gry, gdzie zawsze można wcisnąć 'escape',
          zabawy z odrobiną adrenaliny jak przy skoku na bungee
    • samboraga i język... 14.12.06, 10:53
      już nie będę się rozpisywać, ale jak mówicie do dzieci o latach komunizmu? -
      komuna? sowieci? czy raczej tak bardziej neutralnie?
      • alex05012000 Re: i język... 14.12.06, 11:36
        a ja się upieram, że nic śmiesznego ani zabawnego w tych czasach nie było...
        przynajmniej moja rodzina niczego dobrego nie doświadczyła między 1939 a
        1990...a raczej wiele złego, zawsze byłam i jestem zdecydowaną
        antykomunistką... na wschód od Buga mieszkają barbarzyńcy i używam słów:
        komuna, sowieci, ruskie oraz temu podobnych, nie mogę być neutralna...dlaczego
        mam być neutralna w stosunku do ludzi, którzy mordowali (1939 rok, czystki
        powojenne...), wsadzali do więzienia niewinnych ludzi (mojego ojca w 1972 na
        przykład, akurat miałam komunię, bez tatusia...; w stanie wojennym) i
        • alex05012000 Re: ucięło mi... 14.12.06, 11:42
          ... gnębili tych co nie mieli ochoty myśleć jak oni... i wpędzili nasz kraj w
          długi i biedę z których do tej pory nie mozemy sie dzwignąć .... komunizm
          wyrządził bardzo wiele zła, w sferze materialnej i w mentalności ludzi...

          • samboraga Re: ucięło mi... 14.12.06, 12:02
            ojej, Alex, nie denerwuj się, proszęsmile)
            też jestem anty, ale też pytam, bo widzę z drugiej strony jak różni młodzi
            'patrioci' są bardziej radykalni niż ludzie, którzy doświadczyli zła na własnej
            skórze
            pozostaje problem - jak przekazać?...
            • alex05012000 Re: ucięło mi... 14.12.06, 13:35
              aj, nie denerwuję się, nie denerwuje... tylko na komunizm mam uczulenie....
              zwłaszcza jak słysze, że za Gierka to sie dobrze żyło! (zależy jak komu, a poza
              tym na wielki kredyt!!!), albo widzę w sklepie kiełbasę "jak za Gierka" - od
              razu zostaje wegetarianinem...albo jakiś palant (własnie!) mówi, że pan x czy y
              to jest nowa lewica, nie związana z komuną itd... to co sroce spod ogona nagle
              wypadł, przespał te lata na strychu??? ej, polityka to sliski temat, juz wolę
              wiarę, przynajmniej mi ciśnienie nie rośnie...
              • nulleczka Re: ucięło mi... 14.12.06, 15:11
                oj, Alex, myślę podobnie. U nas na Śląsku, niestety, często się słyszy, jak to
                za Gierka było dobrze, nawet pomnik mu postawili (o ile się nie mylę). A stan
                wojenny to była trauma - tragedia wielu, wielu ludzi....Słuchaliśmy codziennie
                z tatą radia "głos Ameryki", dowiadywaliśmy się o kolejnych ofiarach...To było
                straszne, bardzo to przeżywałam. Jeden ze znajomych internowany, żona długo nie
                mogła się dowiedzieć, gdzie go przetrzymują i co się z nim dzieje...Strajki
                górników, tragedia na "Wujku".
                Byłam kilka razy w Warszawie na manifestacjach - pamiętam uzbrojonych w pałki,
                armatki wodne itp. zomowców. Okropne wrażenie...i ten strach...Na szczęście
                udało nam się uciec do pobliskiego kościoła.
                i jeszcze okropna komunistyczna indoktrynacja prowadzona przez niektórych
                nauczycieli...Godzina policyjna, ocenzurowane listy....
                Direto, kiedy czytałam Twoje posty na ten temat, to odnosiłam wrażenie (ale
                może niesłuszne), że fajny był ten stan wojenny...Trudno mi w taki sposób
                patrzeć....Oczywiście słuchaliśmy wtedy dowcipów politycznych, to pomagało
                rozładować napięcie, ale mówić o tym w taki sposób dzieciom chyba nie
                potrafiłabym...
                Była oczywiście pozytywna strona tego wszystkiego - wtedy kształtował się
                patriotyzm wielu Polaków. Pamiętam, jak uczylam się na pamięć wierszy Herberta,
                Wielkiej Improwizacji itd., chodziłam na msze za ojczyzne itp.
        • luccio1 Re: i język... 17.12.07, 21:23
          alex05012000 napisała:
          > zawsze byłam i jestem zdecydowaną
          > antykomunistką... na wschód od Buga mieszkają barbarzyńcy i używam
          >słów: komuna, sowieci, ruskie oraz temu podobnych...

          Na wschód od Bugu i Sanu są nasze ziemie - nawet jeśli politycznie
          przynależały w niedlaekiej przeszłości i przynależą także obecnie
          inaczej;
          nasze kościoły - nawet jeśli Służba Boża odprawia się tu i tam w
          innym obrządku, albo wciąż jeszcze pozostają sprofanowane, służąc
          celom całkiem świeckim;
          nasze cmentarze - nawet jeśli nagrobki wdeptano w ziemię albo nawet
          postawiono na nich budynki;
          kawał naszej przeszłości zamkniętej w murach i drewnie budowli
          zabytkowych;
          nasz krajobraz: ziemia, niebo, góry, lasy, rzeki, jeziora...;

          a nade wszystko: wciąż żyją tam Polacy - bo nie wszyscy
          wyjechali "na zachód"!
          (a zresztą: czy Rusini/Ukraińcy oraz Białorusini - to obcy?).

          Barbarzyńcy, Czubaryki, Kacapy... czy jak jeszcze chcesz nazywać -
          żyją jednak znacznie dalej na wschód.
        • sunday przykro 14.12.09, 10:18
          > na wschód od Buga mieszkają barbarzyńcy

          Przykro to czytać.

          A tak nawiasem - o ledwie parę godzin jazdy na zachód mówi się, że to za Odrą
          mieszkają barbarzyńcy.
      • direta Re: i język... 14.12.06, 12:18
        Ja po prostu mówię "komuniści". I mały wie, że Stalin, Lenin, to byli komuniści
        i zrobili wiele złego. Że złym człowiekiem był Hitler. Tyle.
        Kiedy pyta - odpowiadam. Nie wchodzę w szczegóły, ale też nie ukrywam, ze np
        jeśli ktoś nie chciał słuchać komunistów to mógł pójść do więzienia. A jeśli im
        się sprzeciwiał, mógł zostać zabity. I że czasem zabijali niewinnych, bo to był
        taki zły system. Myślę, że mniej więcej rozumie.
        A Rosjan za co mam chwalić, skoro to, co wyprawiają w Czeczeni nadal woła o
        pomstę do Nieba?
        Owszem, mówię, że jak wszędzie są ludzie źli i dobrzy w każdym narodzie. Ale
        żeby się od Rosji jako kraju i jako tłumu, lepiej trzymać z daleka. O carze też
        wie. I o zaborach.
        I o Niemcach.
        Ale zawsze powtarzamy, że wojna jest zła, ale teraz na szczęście nie ma wojny,
        jest bezpiecznie i oby nigdy nie było.

        A w ogóle co to znaczy mówić o latach komunizmu "neutralnie"?

        Mówimy, że Polska musiała we wszystkim słuchać Związku radzieckiego, że
        najgorzej było, kiedy zył Stalin. Dlaczego to przed dzieckiem ukrywać?
        Ale też opowiadam mu dowcipy polityczne. One o tamtych strasznych czasach
        opowiadają IMHO najlepiej. Choć zdarza się, ze trzylinijkowy dowcip ja mu muszę
        tłumaczyć trzydziestoma linijkami objaśnień wink

        Wolę jednak go uodparniać. Żeby się w przyszłości nie dał zindoktrynować i nie
        złapał sie na "komunizm z ludzką twarzą" i te różne "młodzieżówki" co to niby
        nie są spadkobiercami systemu.
        • samboraga Re: i język... 15.12.06, 09:55
          > A w ogóle co to znaczy mówić o latach komunizmu "neutralnie"?

          to znaczy, że tak jak mówimy o II WŚ - że Niemcy be, że nazizm be, ale nie
          widzimy obecnie problemu w tym, że dziecko ma niemiecki w szkole i się chce go uczyć

          dla mnie osobiście komuna, komunizm to neutralne sformułowania, a
          sowiety/sowieci to raczej emocjonalne, ale może każdy inaczej to odczuwa
          natomiast nigdzie nie pisałam, że 'neutralność' to zacieranie prawdy o tamtych
          czasach, że należy ukrywać przed dzieckiem prawdę czy pomijać najdrastyczniejsze
          elementy historii
          • direta Re: i język... 15.12.06, 10:08
            A... w takim sensie, to i ja mówię o tym dziecku neutralnie. Nawet niedawno
            czytałam mu rosyjskie bajki, moje ulubione z dzieciństwa. (Po rosyjsku, z
            tłumaczeniem).
            I wcale mi się to nie kłoci z "mocną" oceną komunizmu i Związku Radzieckiego.
            Język i kultura a moralność (lub jej brak) i polityka to dwie różne sprawy.
            Nawet jeśli coś sie ocenia negatywnie to nie należy zamykać oczu na to, co było
            w tym dobre i piękne. Nie neleży jednak tez wyciągać wniosków, ze skoro np w
            komunizmie czy podczas wojny zdarzały się piękne rzeczy, to wojna czy komunizm
            nie sa tak do konca złe.
            One się zdarzyły MIMO a nie DZIĘKI i na to chciałąbym swoje dziecko uczulić.
        • luccio1 Re: i język... 14.12.09, 12:51
          direta napisała:
          > Mówimy, że Polska musiała we wszystkim słuchać Związku radzieckiego...

          Wrzucę mało znany szczegół.
          Rok 1986 albo 1987, schyłek zimy (luty?).
          Wychodzę z Nowego Gmachu Muzeum Narodowego (w Krakowie) i dochodzę do skrzyżowania "pod Cracovią": Aleja Mickiewicza po mojej lewej ręce, po prawej Aleja Krasińskiego w stronę mostu Dębnickiego; z tyłu po lewej ręce Al. 3 Maja, z tyłu po prawej Al. Focha [wówczas: Puszkina], przede mną, za obiema jezdniami Alej Trzech Wieszczów - ulica Piłsudskiego [wówczas: Manifestu Lipcowego].
          Chcę przejść przez światła właśnie na Piłsudskiego - i nie mogę: skrzyżowanie blokują dwaj krasnoarmiejcy-regulirowszczycy; po chwili nadciąga kolumna pojazdów z czerwonymi gwiazdami: jakieś ciężarówki, jakieś coś, czego (jako cywil) nie jestem w stanie rozpoznać, co co takiego właściwie - i tak jadą i jadą, całe 10 minut, albo i dłużej... W końcu ostatnia ciężarówka: "tiechniczeskoje zamykanie" - obaj sowieci wskakują do niej i ewakuują się - ruch na skrzyżowaniu wraca do normy...
      • mader1 Re: i język... 14.12.06, 18:34
        komunizm, komuna, Związek Radziecki, bratni towarzysze, towarzysze,
        zbrodniarze... na ogół jestem w słowach dość łagodna, ale to w innych
        przypadkach.
        Wcale nie chodzi o to, że dyszę nienawiścią do nich. Chcę, żeby dzieci, moje
        dzieci pamiętały.
        Mówię więc dosłownie i wtedy one rzeczywiście wiedzą, ze to jakaś poważna
        sprawa.
        Rozmawiamy o tych czasach i tak jak Alex dostaję wysypki, jak ktoś mowi, jak to
        mu było dobrze za Gierka czy innych towarzyszy. Że taka była konieczność...
        Jednocześnie wiedzą, że nauczyliśmy się w tamtych czasach żyć. Nawet nie
        mieliśmy świadomości, że można żyć inaczej.
        Wiedzą, ze babcia była niezaradna, szłyśmy czasem obok sklepu dużo za późno...
        Śmiałyśmy się z kolejek. Ale czasem musiałyśmy stanąć - z kasiążką w ręku.
        A dziadek wściekał się, że idziemy po zakupy i nie ma nas 2,3, 4 godziny...
        Wiedzą o rąbance. O polowaniu w celu wykupienia kartek.
        O przyjaźniach. O tym, że się śmiałam, spiewałam, chodziłam na odczyty. Żyliśmy.
        Ale nikt tego nie wybrał.
        Czas zmarnowany . Pokoleń.
        Tu... jestem niepoprawna politycznie.
        Ja smile))) nawet w szpitalu opowieściami o rodzeniu jeszcze w " tamtych" czasach
        młode dziewczyny zindoktrynowałam smile)))
        A opowiadałam żartując sobie - bo to na szczęście minęło...
    • dorotkak a dziś rocznica pacyfikacji w KWK Wujek 16.12.06, 16:47
      25 lat temu miałam roczek - trudno cokolwiek pamiętać
      znam temat z opowieści rodziców, dodatkowo mój tata pracował w Hucie im Lenina,
      gdzie strajkom nie było końca
      jednak chyba tak tragicznych wydarzeń jak w Wujku tam nie było
      im więcej czytam i słucham na ten temat wczuwam się w atmosfere tamtych dni i
      myślę, że nie wolna nam zapomnieć o tych ludziach bo tak myślę czy ja bym była
      wtedy wśród nich?
      • k_j_z Re: a dziś rocznica pacyfikacji w KWK Wujek 16.12.06, 18:39
        25 lat temu byłam w pierwszej klasie liceum
        dczuycia mam podobne jak direta.
        Nam się wtedy wydawało, że nosząc gazetki, chodząc na tajne komplety,
        przemycająC RóZNE TREśCI W GAZETKACH SZKOLNYCH I AUDYCJACH RADIOWYCH ROBIIMY COś
        wielkiego.
        Sory za Caps.
        Że to był straszny czas?
        Na pewno.
        Ale nie myśli się o straszmności czasu, kiedy ma się kilkanaście lat.
        Zło trzeba oswoić.
      • direta Re: a dziś rocznica pacyfikacji w KWK Wujek 16.12.06, 20:45
        Oglądałam Apel Poległych. Olgierd Łukaszewicz przejmująco czytał "wiersze bez
        tytułu"...
        Dobrze, ze wreszcie mamy prezydenta, który się o nich upomniał. Tak jak i o
        muzeum Powstania Warszawskiego. Żaden inny nie zadał sobie trudu, by oddać im
        sprawiedliwość.
        Chciałoby się zawołać "Nareszcie!"
        ale też chciałoby się krzyczeć: "dlaczego tak późno?!"
        • mader1 Re: a dziś rocznica pacyfikacji w KWK Wujek 16.12.06, 21:27
          Oglądałam Apel Poległych. Olgierd Łukaszewicz przejmująco czytał "wiersze bez
          tytułu"...
          Dobrze, ze wreszcie mamy prezydenta, który się o nich upomniał. Tak jak i o
          muzeum Powstania Warszawskiego. Żaden inny nie zadał sobie trudu, by oddać im
          sprawiedliwość.
          Chciałoby się zawołać "Nareszcie!"
          ale też chciałoby się krzyczeć: "dlaczego tak późno?!"

          podpisuję się pod tym w obiema łapami.
    • fiamma75 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 16.12.06, 18:46
      Chodziłam do zerówki, myślałam, że wybuchła wojna.
      Wiedziałam, że dziadek słucha Radia Wolna Europa i że nie wolno o tym nikomu
      mówić.
      A co powiem? Jeszcze nie wiem. Na szczęście mam jeszcze sporo czasu smile
    • otryt Przeczucie 13.12.07, 01:00
      direta napisała:

      >Wracajac do 13.XII, to musze powiedzec, ze jakos się tego
      >spodziewałam.

      11 i 12 grudnia 1981 byłem w gościnie w Warszawie. Miałem wracać 14
      grudnia do Gdańska. I nagle zachowałem się bardzo dziwnie. Siedząc
      przy stole 12 grudnia wieczorem powiedziałem, że muszę wracać, choć
      miałem planowo wracać dopiero dwa dni później. Gospodarze patrzyli
      na mnie zdziwieni. Przeprosiłem i pół godziny później gnałem na
      warszawski dworzec. Noc w zatłoczonym koszmarnie pociągu. Mnóstwo
      ludzi jechało na przysięgi do swoich synów i braci. Nikt niczego nie
      zauważył. Ludzie toczyli normalne rozmowy. O 6 rano położyłem się w
      swoim łóżku w gdańskim akademiku. O 8 obudzili mnie koledzy, mówiąc
      że stan wojenny wybuchł. Od razu pobieglem do swojej dziewczyny,
      dzisiejszej żony. Dopiero potem zrozumiałem tę irracjonalną chęć
      powrotu. W trudnej chwili chciałem po prostu być przy Niej.
    • otryt Wspomnienie o Stanisławie Kowalskim 13.12.07, 09:18
      Końcówka lat 70-tych. Dobiega końca dekada kłamstwa, propagandy
      gierkowskiego sukcesu za pożyczone pieniądze. Gospodarka coraz
      gorzej przędzie. Pożyczone z Zachodu pieniądze rozkradziono lub
      zmarnowano. Trzeba spłacać zaciągnięte długi. Wykłady z układów
      cyfrowych mamy m.in. z dr.inż. Stanisławem Kowalskim. Człowiek
      niesłychanie skromny, nieprzywiązujący wagi do ubioru, przygarbiony,
      jakiś przygaszony. Mówi bardzo cicho. Audytorium wciąż prosi, aby
      mówił głośniej. Temat wykładów: logika w układach cyfrowych i
      komputerach. Potem nagle w 1980 roku wybucha Solidarność. Stanisław
      Kowalski zmienia się nie do poznania. Chodzi wyprostowany, w
      świeżej i wyprasowanej koszuli. Uśmiech na twarzy, nadzieja bije z
      oczu. Pełni ważną funkcję w uczelnianej Solidarności. Potem
      przychodzi stan wojenny, dławi nadzieję na zmiany. Stanisława
      Kowalskiego aresztowali. Po wyjściu z więzienia widywałem go bardzo
      często w naszym kościele. Był strasznie wymizerowany. Jego postawa
      w modlitwie wyrażała wielką pokorę, długie godziny spędzone na
      kolanach. Potem zniknął mi z oczu. Zacząłem pracę, wyprowadziłem się
      do Gdyni. Potem doszła do mnie wiadomość o Jego śmierci. Jeszcze
      później dowiedziałem się, że również inne osoby z jego rodziny
      działały w opozycji antykomunistycznej. Ludzie ideowi i prawdziwi,
      dla których prawda nie miała ceny. To były całe środowiska. Nie
      potrafili żyć w systemie wszechogarniającego kłamstwa. Link który
      zamieszczam jest wspomnieniem o Stanisławie Kowalskim napisanym
      przez jego kolegów. Jeden ze współautorów - dr. inż. Wojciech
      Jędruch był drugim wykładowcą tego samego przedmiotu.

      www.solidarnosc.eti.pg.gda.pl/artykuly/staszek_kowalski.html
      Niech dobry Pan Bóg umieści Stanisława w gronie błogosławionych,
      cierpiących dla sprawiedliwości. Wieczny odpoczynek racz mu dać
      Panie...

    • minerwamcg Dziewczyny, luz! 14.12.07, 10:58
      Będę straszna i zacznę od anegdoty. Pewna babcia wspomina "za cara
      to było cudownie... chodziłam na bale, nosiłam piekne suknie,
      otaczali mnie wielbiciele. Miałam wtedy dwadzieścia lat... No i komu
      to przeszkadzało?!"
      My też w stanie wojennym miałyśmy po dziesięć, piętnaście,
      dwadzieścia lat. Też lubiłyśmy się śmiać, bawić, a humor był całkiem
      niezłym antidotum na ponurą paranoję rzeczywistości.
      I tego nie ma się co wstydzić, i nie ma co mieć wyrzutów sumienia.
      Dzieci potrafiły się bawić nawet w obozie koncentracyjnym, nawet w
      piwnicach w czasie Powstania, kiedy naokoło leciały bomby. To jest
      naturalny mechanizm obronny, kiedy groza świata staje się nie do
      wytrzymania.
      Pewnie, że stan wojenny był straszny. Ale ja zawsze będę pamiętać
      rozebrany piec kuchenny (tę historyjkę opowiadałam na forum ze sto
      razy, nie będę powtarzać) i o nim też opowiem dzieciom. Nie tylko o
      kopalni "Wujek" i dyrektorze szkoły, który tupiąc nogami zdzierał ze
      szkolnej gazetki zdjęcie Wałęsy.
    • ese1 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 15.12.07, 11:35
      no coz, ja pamietam ten dzien bardzo dobrze, mialam wtedy 10 lat. Moj maz,
      Francuz, niestety kiedy mu opowiadam co sie wtedy dzialo, to patrzy na mnie jak
      na stwora z innej planety. Kiedys pewnie opowiem o tym naszym dziecim, ale
      wydaje mi sie, ze one beda rowniez reagowac podobnie. To nic, wazne, zeby wiedzialy.
    • mader1 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.08, 19:09
      A tak mi się przypomniało... czego wtedy wysłuchałam
      www.youtube.com/watch?v=XZyenKyJ4c8
    • ese1 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.08, 19:26
      pamietam ten dzien, ale bylam wtedy mala. Pamietam, ze telefon nie dzialal, nie
      mialam mojego teleranka, a tata chcial na narty pojechac i autobusy nie
      kursowaly. Potem lzy mamy, bo brat studiowal w Gdansku i nie bylo z nim
      kontaktu, a pozniej radosc, bo bylo wolne od szkoly. Pamietam kolejki, talony i
      kartki na zywnosc i buty. Sama sobie pozniej takie robilam bawiac sie w sklep.
      Pamietam mamy wyrob czekoladopodobny, pyszna czekolada wychodzila, pamietam ze
      tata wozil swiniaka w bagazniku po nocy, a mama przez noc go obrabiala, a
      pozniej byly przysmaki, paszteciki, szyneczka ona na dzialce, mniammm...
      pamietam Sarajewo, w tym czasie olimpiade zimowa chyba w Jugoslawi i to, ze
      dzieki godzinie policyjnej moj brat wracal wczesniej do domu (jak juz z Gdanska
      dojechal) no i gralam z nim wtedy w warcaby.
      Pamietam jak znajomy rodziny przychodzil do nas i wtedy zaslanialismy wszystkie
      okna nawet, kiedy za oknem jeszcze swiecilo slonce
      Takze byly to trudne czasy dla moich rodzicow, ale ja jakos nie wspominam tego zle

      a dzieciom nie mam potrzeby opowiadania tego, moze pozniej, jak beda dorosle
      • ese1 hehe 13.12.08, 19:28
        znow wstawiony jest stary watek, zdziwilam sie, ze te moje posty takie jeden po
        drugimsmile
        • mader1 :))))) 13.12.08, 21:12
          no widzisz, jak to się człowiek ćwiczy na takim zwykłym forum smile)))
      • luccio1 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 14.12.09, 12:35
        ese1 napisała:
        > pamietam Sarajewo, w tym czasie olimpiade zimowa chyba w Jugoslawii...

        8-19 lutego 1984. Jedyne zimowe igrzyska olimpijskie w kraju komunistycznym.
        Wówczas świat po raz ostatni oglądał Sarajewo spokojne, nie tknięte przez
        koszmar wojny domowej, która się zaczęła zaledwie 8 lat później...
    • mader1 Stary wątek dla kombatantów ;) 13.12.09, 11:04
      Mówicie coś dzieciom ?
      • maadzik3 Re: Stary wątek dla kombatantów ;) 13.12.09, 14:09
        Mowie. Na razie niewiele bo maly
      • 11.jula Re: Stary wątek dla kombatantów ;) 13.12.09, 16:56
        Ja tego dnia miałam dokładnie 4 lata i 2 m-ce. Nie pamiętam zupełnie
        nic.
    • zuzasza Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.09, 17:46
      Ja ze stanu wojennego nie pamiętam nic, bo gdy się zaczął miałam roczek. I
      dlatego bardzo Wam dziękuję za ten wątek i wspomnienia, bo ja trochę od rodziców
      słyszałam, sporo się douczyłam, ma zdanie na ten temat jednoznacznie wyrobione,
      ale żeby tak wiarygodnie opowiadać dzieciom to najlepiej to poczuć...
      dzięki za wasze słowa, bo pomagają mi wyobrazić sobie atmosferę
      • wiesia140 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.09, 19:26
        Ja miałam wtedy siedem lat, pamiętam strach czołgi , pełno policji na
        ulicach,strajk w naszej kopalni. Wiedzieliśmy już o kopalni Wujek,
        baliśmy się , że wejdą na naszą kopalnię, pamiętam na naszą kopalnię.
        Pamiętam jak ojca nie było w domu , bo strajkował. Pamiętam też jak
        później kazano nosić mu mundur, bo był strażakiem kopalnianym.
        • wiesia140 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.09, 19:50
          Poprawka miało być milicji, czołgi nie były u nas na ulicach, ale
          przejeżdżały tak mówili ludzie , którzy to widzieli stąd to wiem .
          Pamiętam też jak z mama czekałyśmy przed bramą kopalni. Ojca
          wywoływano przez głośniki .
          • maadzik3 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.09, 20:02
            Ja mialam prawie 9 lat. Pamietam czolgi na Gornoslaskiej w Katowicach, pamietam
            wylaczone telefony (troche pozniej rozmowy kontrolowane), pamietam jak 16
            grudnia ten wylaczony telefon niespodziewanie zadzwonil. Wlaczyli go na chwile
            na prosbe ambasady brytyjskiej - kuzyn mojego taty, ktory przeszedl szlak bojowy
            z armia Andersa (wczesniej wywieziony do ZSRR do gulagu) zmarl. Ciocia (jego
            mama) nie miala telefonu wiec zadzwonili do nas. Tata ubral sie i poszedl do
            cioci ktora mieszkala na Brynowskiej, kolo KWK Wujek, wlasnie jechaly czolgi pod
            Wujka, zbieralo sie ZOMOsad. Pamietam tego strasznie smutnego Sylwestra (u nas)
            gdy czesc znajomych byla bez pary, bo para siedziala internowana... Kiedys
            troche Mackowi opowiem, na razie go to nudzi.
            • andrzej585858 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.09, 20:42
              To jednak jest dzień dość smutnych refleksji, przynajmniej ja tak go odbieram.
              Bylem wtedy dorosłym człowiekiem - 21 lat, akurat rok wcześniej zacząłem
              pracować. Miałem jeszcze przed solidarnościowe przykre kontakty z "smutnymi
              panami". W każdym bądż razie - to nie było takie proste odmówić podpisania
              pewnego papierka - ale to już całkiem inna historia.
              Okres "Solidarności" tej pierwszej właściwie przeszedł mi bardzo spokojnie,
              byłem zadowolony że w ogóle mogłem pracować, ale nadzieja była olbrzymia. Dla
              mnie najważniejsze było to, że może już nikt nie będzie pouczany nawet za samo
              czytanie "Tygodnika Powszechnego" co akurat dla mnie zdarzyło się. Ze może nie
              beda już co jakiś czas przychodzić do domu funkcjonariusze na rozmowy, że będzie
              można po prostu żyć bez strachu że jeżeli zainteresuje ciebie coś więcej niż
              codzienna szarpanina o jak najbardziej podstawowe produkty żywnosciowe to będzie
              się traktowanym jako "element antysocjalistyczny".
              Stan wojenny - to okres w którym zniszczono ducha w narodzie i nie jest to tylko
              pompatyczne określenie. Bo to nie tylko sam stan wojenny, ale osiem długich
              zmarnowanych lat. Lat kiedy jako naród nauczyliśmy się kombinować, lata w czasie
              których alkohol, mimo iz formalnie sprzedawany od 13, ale mimo to lał się
              strumieniami. Tzw. załatwianie urosło do rangi cnoty, lata kiedy norma moralna
              stała się czymś marginalnym.
              To było także poczucie wszechwładzy dla tzw. ormowców, którzy zwłaszcza w małych
              miasteczkach stali się wręcz plagą. Z trochę humorystycznych wspomnień to mogę
              przytoczyć fakt aresztowania kolegi pod zarzutem szpiegostwa. Jaki byl powód? -
              otóż poddany został rewizji na dworcu i znaleziono przy nim książki pisane
              braillem - pracował w związku dla niewidomych - zamknięty na 48 godzin az w
              końcu znalazł się na tyle światły milicjant który mógł stwierdzić że nie są to
              szyfrogramy.
              Wiele, naprawdę wiele można snuć opowieści. Widok zomowców pod pomnikiem w
              Gdańsku, układanie krzyża pod kościołem św. Anny w Warszawie, zamieszki -
              widziałem to wszystko.
              Najgorsze jednak było to co się stało po 89 roku i co nadal się dzieje. Płacimy
              ciągle rachunek za te lata. Ciągle jesteśmy bardzo pogubionym społeczeństwem
              które coś straciło - tak ja to odbieram.
              Może się mylę, być może pewnego rodzaju zgorzknienie przeze mnie przemawia, bo
              nie tak miało przecież być.
              Pełne półki sklepowe zasłoniły gdzieś nam pamięć, refleksję. Mam czasem wrażenie
              że zaczniemy normalnieć wtedy gdy odejdzie pokolenie ludzi pamiętających PRL,
              ludzi dorosłych w chwili gdy ogłoszono stan wojenny, takich jak ja przykładowo.
              Zostaną dokumenty historyczne, które może kiedyś pokażą nam prawdę, prawdę
              pozbawioną emocji ludzi pamiętających i tworzących historię tamtych dni. Zarówno
              tych na szczytach władzy, jak i zwykłych szarych ludzi.
              Czy opowiadałem o tym dzieciom? Dla syna brzmi to wszystko jak opowieść o bitwie
              pod Grunwaldem - takie same emocje w nim wzbudza.Może i dobrze?a może nie
              potrafię dobrze opowiadać.
              To naprawdę smutny dzień.
              • maadzik3 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 13.12.09, 20:51
                Coz, refleksje rozumiem, smutek pamietam, z jednym sie nie zgadzam: dla mnie 89
                r. byl wyzwoleniem. I oczywiscie ze wolnosc nie jest zawsze slodka a nigdy nie
                jest latwa. Ale jest bezcenna. Juz nigdy paszportu na kmendzie, juz nigdy granic
                z zasiekami, juz nigdy cenzurowanej prasy/ radia/ telewizji. Ze czesc jest na
                niskim poziomie, nie podoba mi sie? I co z tego. Nie musze czytac tych, moge
                wybrac. Ta mozliwosc wyboru jest bezcenna. Oczywiscie z wyborem, z wolnoscia
                laczy sie odpowiedzialnosc, czasem niepewnosc a nawet strach. Pamietam kazanie w
                ktorym pewien bardzo przeze mnie szanowany pastor mowil, ze uwolnienie sie od
                wszelkich zagrozen (glownie ekonomicznych), zapewnienie sobie bezpieczenstwa,
                strefy buforowej, zostawienie za soba niepokoju byloby... niechrzescijanskie. Ze
                w tych czlowieczych zmaganiach, watpliwosciach, niepewnosci, szukaniu znajdujemy
                siebie. W kazdym razie dla mnie wolnosc (ktorej odzyskanie pamietam tak
                wyraznie, tak wyraznie pamietam lato 89) jest bezcenna, trudna, ale bezcenna.
    • zebra12 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 19.12.09, 19:04
      Moi rodzice i ja byliśmy po drugiej strony barykady... Cóż, nie
      podobają mi się obecne czasy. Mnie było zdecydowanie lepiej za
      komuny. Na pewno i ja i moje dzieci mielibyśmy dach nad głową.
      Miałabym stałą pracę i musiałabym się bać zwolnienia. Pracowałabym
      sobie do końca życia, a dzieci co roku jeździłyby na kolonię.
      A sam stan wojenny? Cóż niczym przyjemnym nie był. Był jednak
      konieczny i ocalił Polskę przed czymś znacznie gorszym...
      • otryt +++ Małgorzata Targowska-Grabińska 25.01.10, 13:41
        Andrzej Grabiński i Krzysztof Piesiewicz byli oskarżycielami
        posiłkowymi na procesie toruńskim (27.12.1984-7.02.1985), na którym
        sądzono morderców księdza Jerzego Popiełuszki. To bardzo znani w
        tamtych czasach obrońcy w procesach politycznych. Artykuł z
        sobotniej Rzepy opisuje zbrodnię dokonaną przez tzw. "nieznanych
        sprawców". 9 maja 1985 roku zamordowano Małgorzatę Targowską-
        Grabińską prawdopodobnie przez pomyłkę. Ofiarą miała być Małgorzata
        Grabińska – synowa mecenasa Grabińskiego.

        Ta sprawa przypomina znane z filmów porachunki gangsterskie lub
        mafijne. Największy dramat polega na tym, że zbrodni nie dopuszczali
        się gangsterzy, lecz funkcjonariusze państwa polskiego przy pełnej
        akceptacji najwyższych władz. Być może młodszym uczestnikom forum
        nie zmieści się to w głowie, że można zabić całkiem niewinną osobę,
        by zemścić się na niewygodnym dla władz PRL prawniku. Na dodatek
        chciano o to oskarżyć męża zamordowanej kobiety. (w sumie dwie
        najbliższe osoby mecenasa: syn i synowa). Gdyby nie miał mocnego
        alibi mógłby być skazany nawet na karę śmierci. Nie chciano uderzać
        bezpośrednio w Andrzeja Grabińskiego, bo motyw byłby zbyt czytelny
        dla opinii publicznej. Zwróćcie proszę uwagę na to, jak to
        prokuratorzy i śledczy starali się kierować śledztwo na fałszywe
        tory. Bywało, że skazywano całkiem niewinne osoby z pełną
        świadomością. W sprawie Grzegorza Przemyka(1983) skazano na
        więzienie lekarkę pogotowia i sanitariuszy. Ci którzy wydawali takie
        wyroki doskonale wiedzieli, że wsadzają do więzienia osoby niewinne.
        Prawdziwi sprawcy zbrodni nie ponieśli żadnej odpowiedzialności.

        22 lipca 1989 roku zamordowano schorowaną staruszkę, matkę
        Krzysztofa Piesiewicza. Kobieta była w taki sam sposób związana
        sznurami, jak zabity ksiądz Popiełuszko. Po tamtej zbrodni
        Piesiewicz zaprzestał jakiejkolwiek działalności jako prawnik i
        obrońca.

        Przypomnę, ze choć stan wojenny został formalnie odwołany w 1983
        roku, to nadal rządziła ta sama ekipa. Społeczeństwo zostało
        spacyfikowane, setki tysięcy wyemigrowało, inni popadli w apatię i w
        emigrację wewnętrzną. Państwo gniło w stagnacji. 9 maja 1985 roku na
        czele państwa stał Wojciech Jaruzelski. Sprawował on kilka
        najważniejszych funkcji jednocześnie: I sekretarz Komitetu
        Centralnego PZPR (pierwsza osoba w państwie), premier rządu PRL
        (druga osoba w państwie), minister obrony narodowej. Czesław
        Kiszczak był ministrem spraw wewnętrznych. Jerzy Urban był
        rzecznikiem prasowym rządu.


        www.rp.pl/artykul/61991,423705_Miala_zginac_inna_Malgorzata_.html


        I jeszcze jedna sprawa. Małgorzata byłą ukochaną synową mecenasa.
        Popatrzcie, jak taka niewinna informacja chlapnięta przez kogoś,
        mogła kogoś innego zainspirować do tej zbrodni. "Ja nic takiego nie
        powiedziałem. To, że Andrzej uwielbiał Małgorzatę nad życie
        wiedzieli przecież wszyscy".

        Taki był PRL.


      • pieskuba Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 25.01.10, 14:51
        zebra12 napisała:

        > A sam stan wojenny? Cóż niczym przyjemnym nie był. Był jednak
        > konieczny i ocalił Polskę przed czymś znacznie gorszym...

        To wersja generała Jaruzelskiego. Widać, że mimo upływu lat
        pozostałaś po tamtej stronie barykady. Zebro, "niczym przyjemnym" to
        może być borowanie zęba. Nie coś, co kosztowało życie wielu ludzi.
        Tak po prostu nie wypada mówić.

        pl.wikipedia.org/wiki/Ofiary_stanu_wojennego_w_Polsce_1981-1983

        • felixa05 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 26.01.10, 11:16
          Na terenie mojej parafii mieszka pan Michał Wysocki - kierowca
          karetki pogotowia, który przewoził Grzesia Przemyka z komisariatu na
          pogotowie na ul. Hożą. Widuję go czasem w kościele. W 25-tą rocznicę
          śmierci Grzesia Przemyka pan Michał podpisywał na terenie kościoła
          swoją książkę "Osaczony złem". Po przeczytaniu tej książki byłam
          wstrząśnieta, w jakie piekło zamieniono życie niewinnego człowieka,
          który po prostu znalazł się w niewłaściwym czasie, w niewłaściwym
          miejscu.
          www.ordynariat.wp.mil.pl/pl/165_4379.html
    • luccio1 Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 26.01.10, 11:45
      Pamiętam nie tak sam ów dzień, jak kolejne następujące jeden po drugim lata "po".
      Moje doświadczenie tamtego czasu jest o tyle nietypowe, że w czerwcu 1981 wróciłem do Kraju po rocznym pobycie w Wiedniu (jako stypendysta austriackiego "Pax Christi").
      Zatem moje lata stanu wojennego to było przede wszystkim uporczywe wmawianie sobie, że tak naprawdę w tym Wiedniu nigdy nie byłem, że nie ma innego świata, jak tylko Polska, i to taka, jaka jest, i prawdopodobnie nigdy nie będzie (no bo: kto może wiedzieć, czy doczekam innej - a to znaczyło tyle samo, co: nie wiadomo, czy jakakolwiek inna kiedykolwiek będzie...).
      W r. 1988 myślałem już, że mi się to udało...
      • verdana Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 26.01.10, 12:35
        Jednego bym bardzo nie chciała - aby opowieści o tamtych latach
        zmieniły sie w opowieści kombatantów - bo my cierpielismy, wojsko na
        ulicach, wszystko na kartki i strach. Bardzo trudno opiwiedzieć tak,
        aby wyposrodkować odczucia, aby mlodziezy nie zdawało się, ze
        znaleźlismy się w środku piekła, ani z drugiej strony - ze w PRL-u
        było bezpieczeństwo, praca i kolonie dla dzieci , a ze nie bylo
        wolnosci, to przy tym pryszcz...
        Ja cały czas oczekiwałam stanu wojennego - mój ojciec był
        przekonany, ze do tego dojdzie, uprzedzał o tym rząd londyński (a
        oni podobno nie wierzyli) - i kiedy obudził mnie rano, miał
        najwyraźniej mieszane uczucia - strachu i satysfakcji, ze
        przewidział...
        Pamiętam, ze martwilam się o swojego chłopaka, ktory działał w
        soliddarnosci, o przyjaciół - ktorzy działali jeszcze bardziej. No i
        akurat internowano tych najbardziej przypadkowych.
        Jedną historie pamiętam i opowiadam zawsze studentom. Nasz
        przyjaciel, redaktor "Solidarnosci" nie miał zameldowania w
        Warszawie, a był tu potrzebny. Jego przyjaciele zaaranżowali lipny
        slub z rozczarowana zyciem rozwódką, żeby dostał warszawski
        meldunek. przyjaciel nie miał dziewczyny, bowiem jedyne co go
        inteeresowało była prtaca naukowa. Rozwód miał być bezposrednio po
        otrzymaniu meldunku w Warszawie.
        Dziś ich syn jest na trzecim roku studiów.
        • pieskuba Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 26.01.10, 12:51
          Jaka piękna historia :o)
          • verdana Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 26.01.10, 18:37
            A bohaterem jest w dodatku naprawdę znany historyksmile
    • otryt Oczy miał suche 31.05.14, 10:08
      Poniżej świadectwo młodego człowieka, któremu zamordowano ojca na początku stanu wojennego. On miał wtedy 19 lat. Opisuje wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Ta historia mną wstrząsnęła, choć przecież to nie jest pierwsza historia, którą poznałem. Być może młodzi ludzie, którzy dziś mają po 20 albo 30 lat nie wiedzą, jak wyglądał stan wojenny. Telewizja opowiada tylko historie o koksownikach. Prawda o stanie wojennym jest brutalna jak opowieść Lestata.


      lestat.salon24.pl/586101,oczy-mial-suche
      ***

      Wrześniowa noc .Sznur , ciężar , ciało za burtę . Miało nie wypłynąć . Fachowcy , pewnie nie pierwszyzna dla nich , podpłynąć zlikwidować , wszelkie ślady w kajucie wytarte bielizną osobistą ,której nigdy nie znaleziono. Ciało wypłynęło po trzech tygodniach i pływało napuchnięte w kanale portowym w połowie zżarte przez ryby. Puścił węzeł. Ktoś niedokładnie zawiązał .

      Telefon, bo za dużo osób widziało ciało , proszę przyjechać zidentyfikować . Trzy tygodnie bezsensownej nadziei ulotniło się . Czy nadzieja mogła mieć sens ? Gdyby miała nie byłaby nadzieją , choć do ostatniej sekundy myśl - a może to nie On .

      Ta chwila , gdy dziewiętnastolatek staje się dorosły i mówi do Matki , zostań , jeśli to On , nie powinnaś go widzieć , zostań , masz Go zapamiętać takim jakim był za życia .

      Te drzwi , przez które trzeba przejść , za nimi świat może się zawalić .

      Stół , cerata , lekarz i dwóch Sbeków . Lekarz podnosi ceratę . To Ojciec – mówi dziewiętnastolatek . Oczy miał suche .
      Podpisz - rzuca Sbek . Spierdalaj – szeptem cedzi dziewiętnastolatek , który miał mord w oczach - rozmawiam tylko z lekarzem.
      Sbek już się nie odezwał , lekarzowi trzęsły się ręce , gdy podawał papiery do podpisu .

      Ciało zostaje , kilka kroków i drzwi. Za drzwiami Matka na stole zostało ciało jej Męża . Znowu te drzwi , trzeba je przekroczyć i znowu zniszczyć świat .
      Wzrok Matki tak pełen nadziei , że to nie On na tym stole . Najgorszy moment jego dziewiętnastoletniego życia , gdy musiał kiwnąć głową i zawalić świat.
      Matka zgasła . Niósł ja na rękach do samochodu .
      Oczy miał suche .

      Nawet pogrzebu nie uszanowali – jakiś sbek czy ktoś pomagający sbekom wmieszał się w ludzi i krzyknął – To lipa kogo ksiądz tu chowa ?
      Brat zamordowanego – krzepki pięćdziesięcioletni, nie chce się znać na tym co wypada , ładuje gnojowi pięścią w żołądek i kopem w dupę posyła na ścieżkę między inne groby .Gnój wali ryjem w piach . Ludzie oniemiali , ksiądz nawet na sekundę nie przerwał .
      Był piękny jesienny dzień , on rzucał garści piachu na trumnę. Wzrokiem szukał tych , którzy przyszli tam służbowo. Oczy miał suche.

      Czarna owca rodziny , mąż siostry matki też przyjechał na pogrzeb. Klasyczny nieuleczalny alkoholik . Trzymał pion i fason przez pięć dni . Czwartego dnia , dzień po pogrzebie dziewiętnastolatek mówi – Wujas napij się bo za chwilę padniesz , trzęsiesz się , pocisz , to już maligna. Wytrzymam – powiedział Wujas .
      Wytrzymał .
      Napił się gdy opuszczał miasto , za rogatkami i pił przez całą Polskę od zatoki po góry . Na pohybel komunistycznym skurwysynom i ich hersztowi Jaruzelskiemu pił.

      Matka nawet po 13 grudnia chodziła po prokuraturach i składa pismo za pismem. Do prokuratur na służbie morderców . Jedyne momenty kiedy budziła się z odrętwienia .

      Dziewiętnastolatek biega po Gdańsku i rzuca kamieniami na demonstracjach w ZOMOwców. Rzuca by trafić. Najchętniej by zabił i wie że byłby do tego zdolny . Straszliwe uczucie chcieć zabić. Nie da rady tego uczucia zapomnieć nawet po latach . Wtedy zachowywał się jak berserk , nic go nie obchodziło.

      Sny.
      Sny, gdy Ojciec żyje .
      Nie chciał śnić .
      Gdy się budził oczy miał suche.

      W lutym 1982 Matka odbiera telefon – „masz jeszcze synów suko daj sobie spokój „. Nie słucha . Młodszy brat teraz dwudziestolatka ”przypadkiem” wpada pod kolejkę tak , że łamie sobie tylko miednice . Nocą telefon . Miałaś farta suko .

      Dziewiętnastolatek potem dwudziestolatek przez cały czas ma oczy suche , aż któregoś wiosennego dnia biegając po lesie , zupełnie bez ostrzeżenia , bez jakiegokolwiek sygnału z wnętrza siebie , wali się na ziemię i płacze - potem wyje. Po pół godzinie wstaje i ma oczy suche .

      Niemal codziennie przez najbliższe lata widzi szefa tych morderców w telewizji . Szef nazywa się Jaruzelski Dwudziestolatek oczy ma suche i zimne, gdy patrzy na tego ”sowieckiego psa ” , nienawiść ma być zimna .


      Nienawiść to dar , który pielęgnował przez te mroczne lata stanu jaruzelskiego. Nienawiść jak tarcza chroniąca nawet od drobnego mentalnego ustępstwa za które musiałby się wstydzić .
      Niemal codziennie wtedy sobie powtarzał - dla Jaruzelskiego i jego sług , dla kapusiów i kolaborantów - dedykował te słowa wtedy w latach 80-tych im wszystkim Sbekom, ZOMOwcom, PZPRowcom, SDekom, ZSLowcom, OPZZetowcom i tym których mijał na korytarzach , ZSPowcom

      Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
      Możesz go zabić - narodzi się nowy.
      Spisane będą czyny i rozmowy.
      Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
      I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.

      ***

      Minęło ponad 30 lat od tamtego czasu .
      Dziś ma 51 lat i są chwile kiedy nienawidzi , czas który nie leczy ran . Za młodość bez Ojca który był dla niego autorytetem , za brak tego najpiękniejszego pokoleniowego , gdy syn po raz pierwszy może powiedzieć – Tato zostaw , ja to zrobię , Tato pomogę .
      Za ból Matki która nigdy już nie czekała na powrót męża , za lata pustki w Jej wzroku .
      Za to że jego dzieci znają dziadka tylko ze zdjęć i nigdy nie powiedziały – Dziadku opowiedz – i zasłuchały się w opowieść.

      Słaby z niego chrześcijanin , zdanie ”Jaruzelski wybaczam ci” nigdy nie przejdzie przez usta.

      Nie ma złudzeń , Jaruzelski nawet gdyby został za cokolwiek skazany i tak nie trafi do więzienia . Zbrodnia bez kary .


      Czy czegoś chce?
      Tak – dnia , gdy zobaczy nekrolog Jaruzelskiego i wie, że tego dnia doczeka.

      To będzie dzień kiedy przestanie . Wcześniej nie da rady , bo Ojciec przewróciłby się w grobi

      Zapomnieć - nie zapomni do końca życia .

      W dzień śmierci Jaruzelskiego oczy będzie miał suche i po raz ostatni powie sobie zza tarczy , która od tego dnia okaże się zbędna ,

      Powie to po raz ostatni , w jedynym miejscu , na grobie Ojca .
      Powie to Ojcu.

      i nie przebaczyłem zaiste nie w mojej mocy
      było przebaczać w imieniu tego którego zabito o świcie

      Oczy będzie miał suche



      * * *

      Ten najwazniejszy dla mnie tekst napisałem wiele lat temu .


    • one-st Re: Jak wspominacie ten dzień? Co powiecie dzieci 31.05.14, 23:05
      Tamtego dnia nie pamiętam - miałam ciut ponad dwa lata.
      Ojciec pracował na Kombinacie Nowej Hucie, strajki, pacyfikacja, został internowany. Jak przez mgłę wspominam wizytę na internowaniu, w domu ciągły strach, była jakaś rewizja, wizyta mundurowych, bieda, bo tylko ojciec pracował. Jak o tym wszystkim opowiedzieć?
      Internowanie odbiło się na moim ojcu, a w konsekwencji na nas wszystkich, jestem pewna był tez przyczynkiem jego przedwczesnej śmierci. Nie umiem o tym nikomu powiedzieć, nawet z matką nigdy o tym nie rozmawiałam ani rodzeństwem. To co pamiętam to prześwity pamięci.

    • otryt To nie tylko koksowniki i brak Teleranka 01.06.14, 16:01
      Jak brutalnie rozprawiała się władza z wszelką opozycją pokazuje m.in.
      fragment książki Igora Janke "Twierdza. Solidarność Walcząca. Podziemna armia".
      Poniżej historia 17-letniego ucznia Darka Bogdana. Chcę, aby moje dzieci znały takie historie. Moje dzieci są starsze od Darka. To dobry punkt wyjścia do rozmowy o historii.


      jankepost.salon24.pl/586120,lamanie-palcow-wspominajac-jaruzelskiego

      "Kiedy siedemnastoletni Darek Bogdan wszedł do pokoju
      przesłuchań na komendzie przy ulicy Grunwaldzkiej, przywitał
      go cios pięścią w szczękę. Przeleciał przez stojące krzesło i po
      chwili poczuł kilka mocnych kopniaków w plecy i żołądek. Zaczął
      wymiotować. Dwóch milicjantów wybuchło śmiechem.
      Chwycili go za ramiona, wytarli nim wymiociny i wrzucili jak
      kłodę do łazienki. Uderzył twarzą o ścianę. Z nosa poleciała
      krew. W łazience próbował się umyć. Miał nadzieję, że to takie
      przywitanie. Ale to był tylko początek.
      Był 27 września 1984 roku. Darek uczył się w szkole zawodowej,
      chodził na demonstracje, drukował i kolportował podziemne pisma.
      Zatrzymywano go już wcześniej. Przeszedł wtedy
      „ścieżkę zdrowia”, został mocno pobity. Teraz namierzono go po
      demonstracji, podczas której rzucił słoikiem z farbą w milicyjną
      nyskę, aby odwrócić uwagę milicjantów od uciekających ludzi.
      Udało mu się uciec, ale rozpoznali go i naszli następnego dnia
      w domu.
      Przesłuchanie na Grunwaldzkiej zaczęło się od ciosów
      i wrzucenia do łazienki. Z łazienki wyciągnęli go kopniakami.
      Potem seria pytań. Po każdym pytaniu – cios pięścią w twarz.
      „To i tak ulgowo, chuju, bo dla małolatów!” – usłyszał. Miał już
      wcześniej bardzo mocno zranioną nogę. Kiedy kazali mu wstać,
      jeden z milicjantów kopnął go w skaleczone miejsce. „Boli!” –
      krzyknął. „Pokaż gdzie, skurwysynu!”. Chłopak podwinął nogawkę
      i pokazał zawinięty w bandaż fragment nogi. Po chwili
      wylądował w tym miejscu precyzyjnie wymierzony cios gumową
      pałką. Padł na podłogę. Milicjant lał go pałą, celując wciąż
      w to samo miejsce. Potem klęknął kolanami na jego piersiach
      i przytrzymał mu ręce. W tym czasie drugi milicjant mocnym
      szarpnięciem zerwał bandaż i rozerwał ranę. Bol narastał.
      Padały kolejne pytania. Gdy nie mógł odpowiadać albo odpowiadał
      nie tak, jak chcieli, jeden z nich łapał go za włosy i uderzał
      tyłem jego głowy o ścianę. Zalanemu krwią i przerażonemu
      chłopakowi podetknęli do podpisania jakieś oświadczenie. „Nie
      wiem, co to był za papier, ale podpisałem, nie mogłem wytrzymać
      zadawanych mi ciosów” – relacjonował potem. Zaprowadzili
      go do celi. „Nie martw się, kurwa, wrócisz tu, żeby zlizać tę
      krew”.
      Następnego dnia rano przesłuchiwał go prokurator Zbigniew
      Tuczapski. Darek powiedział mu, że wczoraj był bity. Prokurator
      odpowiedział, że widocznie za słabo, bo ciągle może siedzieć na
      krześle. I sam kilka razy uderzył go w twarz. „Jakbym ja cię przesłuchiwał,
      tobyś wyjechał nogami do przodu!”
      Noga zaczęła gwałtownie puchnąć, więc zawieziono go na
      pogotowie. Oprocz zmasakrowanej nogi miał uszkodzoną szczękę,
      guzy na głowie, siniaki na rękach i nogach. Lekarz założył
      mu opatrunki i zabrano go z powrotem. Eskortujący go milicjant
      skuł mu ręce z tyłu i wepchnął do suki tak, że poleciał na podło213
      gę. Kierowca gwałtownie ruszył i urządził sobie specyficzną zabawę.
      Skręcał bardzo ostro tak, że ciało zmaltretowanego chłopaka
      obijało się o drzwi i poręcze. Kierowca krzyczał, żeby mu nie
      rozbił karoserii. Po powrocie do komendy dostał na powitanie
      trzy ciosy pięścią. „Żebyś wiedział, gówniarzu, że wróciłeś na
      komendę”.
      Darek spędził w areszcie kilka tygodni. Co kilka dni był zabierany
      na przesłuchania, podczas których był bity i kopany. Kiedy
      któregoś razu jakiś funkcjonariusz zapytał, czy oddał już
      wszystkie rzeczy, chłopak odpowiedział, że został mu tylko bandaż
      na nodze. Wtedy milicjant zerwał go wraz ze strupem. „Zobacz
      teraz, możesz się na tym powiesić” – krzyknął, rechocząc
      i potrząsając bandażem. Potem złapał go za włosy i pchnął w kierunku
      celi, dodając kilka kopniaków „na przyspieszenie”.
      Pierwszego listopada, na zakończenie śledztwa, skatowali go
      jeszcze raz. W specyficzny sposób „użalili” się nad nim, że nie
      ma ojca: „To poznasz teraz, co to jest ręka ojcowska”. Skopali go
      tak, że przez następne dwa tygodnie nie mógł nic jeść ani trzymać
      w rękach. W ramach „zabawy” przytrzaskiwali mu palce
      krawędzią szuflady, zamykając ją kopniakami. Miał zgruchotane
      kości. Lekarz więzienny powiedział mu, że jedzenie mogą przeżuwać
      za niego koledzy i karmić go łyżką – jego to nie obchodzi.
      Po wyjściu z aresztu Darek miał zawroty głowy, tracił pamięć,
      zaczął się jąkać, miał skurcze palców, nie mógł nic utrzymać
      w rękach. Później przesiedział w więzieniu jeszcze piętnaście
      miesięcy. Okazało się, że ma pękniętą czaszkę i trwałe zmiany
      neurologiczne*.
      Dariusz Bogdan opisał swój pobyt w więzieniu. List zawierający
      szczegółową relację z katowania trafi ł do podziemnych gazet**.
      Było o nim bardzo głośno i dla wielu młodych działaczy stał
      się przestrogą, co może ich spotkać za działalność w podziemiu.
      W latach 1984–1985 były poważne powody, by się bać.
      Nie był to koniec jego dramatycznych przeżyć. Chłopak nie
      zrezygnował z walki i na tyle, na ile pozwalały mu siły, dalej
      działał w podziemiu. Cztery lata później SB znów go skatowało.
      Funkcjonariusze wywieźli go za miasto i pobili. Później dali mu
      żyletkę i kazali popełnić samobójstwo, a kiedy odmówił, dostał
      do ręki łopatę i miał wykopać sobie grób. Na szczęście esbecy
      „tylko” go postraszyli. Dariusz Bogdan nigdy już nie wrócił do
      zdrowia, nie był w stanie normalnie funkcjonować, skończyć
      szkoły, ani pracować".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka