Nie jest to wątek o wychowaniu w wierze, bardziej o wychowaniu w tradycji, ale
jednak na wielu z nas 13 grudnia miał ogromny wpływ.
Nie, źle napisałam. Na starsze z nas. Bo w pewnym momencie ze zdumieniem
odkryłam, ze uczę roczniki, które urodziły się PO 13 grudnia i to dla nich
taka zamierrzchła historia jak dla nas I wojna światowa
(Nie piszę jak II wojna, bo choc urodziłam sie wiele lat po wojnie to jednak
wojenna trauma przeniosła się i na moje pokolenie i poprzez rodzicow i przez
szkołę. Ciekawe, teraz chyba inaczej się wychowuje dzieci? Mówię o wychowaniu
"odgórnym" a nie "domowym"
Wracajac do 13.XII, to musze powiedzec, ze jakos się tego spodziewałam.
Atmosfera w karju była tak napięta, ze podswiadomie czułam przez skorę, ze cos
się musi stac. Nie bałąm się, ani się nie zastanawiałąm. Po prostu
"wiedziałam" tak samo jak się wie, ze jest dziś chłodno i pada deszcz, ale się
o tym nie mysli, chyba ze się człowiek zastanawia jakie buty włozyc.
Kiedy 13 grudnia rano usłyszałam rozmowy rodziców, ze telefon nie działa, ani
telewizor, to wyskoczyłam z łóżka i zadałam iście filmowe pytanie (a właściwie
bardziej stwierdzenie niż pytanie):
- Wojna?
I pamiętam że poczułam taki dreszczyk, że oto wreszcie coś fajnego się zaczyna
dziać i będzie ciekawie.
No cóż - wychowanie na filmach wojennych serwowanych przy każdej okazji przez
TVP (i oczywiscie w kulcie Czterech Pancernych) zrobiło swoje

)))
I początek był naprawdę radośnie podniecajacy, bo wprawdzie nie było
teleranka, ale okazało sie, ze w poniedziałek nie trzeba bedzie isc do szkoły.
Z wielkim trudem ukrywałam radość, zeby niepotrzebnie nie denerwowac rodzicow,
ktorzy byli stanem wojennym zmartwieni.
Potem okazalo się ze są pewne niedogodnosci, ze odwołano wiele rzeczy na
ktorych mi zalezało, ze nie wiadomo, czy cudzoziemiec, w którym się
podkochiwałam nie został "externowany" z kraju, ze nie ma kontaktu bo telefony
itp.
Ale kontakty nawiazalismy dosc szybko, cudzoziemiec jak sie okazało nie dal
sie deportowac, a ze nie był z demoludów to mogli mu nagwizdać a do tego
spotykalismy się na tajnych kompletach co rowneiz było ciekawe i podniecające.
Do tego mnostwo powodow do śmiechu gdy pojawiły się rozmowy kontrolowane. Do
dzis przechowuję listy z pieczątką "ocenzurowano" a pisywałysmy wtedy z
kolezanką listy na kilkanaście stron maczku, wiec cenzor musiał się naprawde
ciężko napracowac

))
Tylko jak opowiadac o tym dziecku? Jeszcze pomysli ze stan wojenny to była
świetna zabawa.