jak się czujecie, jako 'zwykli' wierni, w tym całym lustracyjnym zamieszaniu?
nie chodzi mi o to co Kościół 'powinien', ani o to 'komu wierzycie', ale jak
patrzycie na tę szarpaninę mediów i hierarchii kościelnej z szarych szeregów

?
mnie zażenowało i zaskoczyło milczenie duchownych, tych konkretnych, którym
przedstawia się zarzuty i wskazuje dowody
zaskoczył mnie też ten komentarz:
tiny.pl/wtwr
Zacytuję fragment:
"W całej sprawie abp. Wielgusa nieustannie brakuje mi rzeczywistego
odniesienia do kwestii najważniejszych. Zastanawiam się, gdzie w tym wszystkim
znalazł się Bóg? Gdzie zepchnięto Jezusa Chrystusa, który jest przecież Głową
Kościoła? Trudno dostrzec szukanie woli Bożej. Mamy do czynienia z grą
ambicji, koncentrację na tym, co złe, walkę na słowa, silne emocje. Można
usłyszeć głosy za wszelką cenę broniące abp. Wielgusa, ale także wypowiedź
księdza, który mówi, że jeśli dojdzie do ingresu, to on się wypisuje z Kościoła."
wcześniej uważałm, że należy zostawić sprawę do rozwiązania samemu Kościołowi,
powolność przyjmowałam za dobrą monetę, bo nie należy krzywdzić ludzi
pochopnie, że media wyolbrzymiają, że ta wrzawa to typowy sposób działania
mediów...teraz - zaczynam być wdzięczna czwartej władzy

...
ja coraz mniej widzę w tej sprawie 'Boga', jak to pisze ks. Stopka, nie o wolę
Bożą chodzi mediom, to pewne, ale i nie o wolę Bożą chodzi samemu
zainteresowanemu czy grzmiącym duchownym, a ja czuję się skołowana tymi
gromami z ambon, gdy kolejny winowajca (chyba juz można tak napisać?) chowa
się za milczeniem...czy tylko mi brakuje słów zwyczajnego słowa 'przepraszam'?