Dodaj do ulubionych

obowiązek leczenia się

06.02.07, 20:56
Moralny.
Jest czy nie jest?

Kto świadomie szkodzi sobie na zdrowiu, grzeszy przeciwko 5 przykazaniu. Nie
chcę tutaj mwić o jakichś ewidentnych sprawach, ale mam pytanie: czy mamy
obowiązek leczenia się?
Pewnie i tak wszystko sprowadzi się do tego, że sprawę trzeba ocenić w swoim
sumieniu, ale właśnie próbuję i miotam się.
Bo tak: załóżmy, że dostaję dżumy - leczyć się muszę, bo nie dość, że sama
umrę, to jeszcze zarażę innych. Ale czy muszę lecieć do lekarza w każdej
sytuacji? Nawet wtedy, gdy objawy są niepokojące, ale w danym miesiącu było
już mnóstwo wydatków (z czego niestety znaczna część właśnie na lekarzy) i
zna się już te objawy i kiedyś minęły (więc można mieć nadzieję, że i tym
razem z czasem miną)? Gdzie granica? Między odpowiedzialnością (za siebie, za
rodzinę) a cackaniem się ze sobą? Że może dopóki się chodzi i jako tako
funkcjonuje, to należy jakoś próbować własnymi siłami i przeczekiwać?

Wiem, że moje wątki rzadko mają jakikolwiek związek z wychowaniem w wierze,
ale swego czasu marzek pytała, jaką formę ma mieć to forum i wtedy optowałam
za "gadaniem o wszystkim". Nie wiem, jakie w końcu były ustalenia, ale prawda
jest taka, że tu jest największe grono osób, którym w dużym stopniu ufam, z
których opinią się liczę i które lubię. To nie są tematy, które mogę omówić
np. w pracy. Mogę pogadać o tym z Przyjaciółką, ale to tylko jedna osoba,
więc i jedna opinia.
Obserwuj wątek
    • dorotkak Re: obowiązek leczenia się 06.02.07, 22:47
      może to co powiem nie jest do końca związane z Twoim postem, ale... też lubię
      pogaduchy na każdy tematsmile
      podobne dylematu przeżywałam jeśli chodzi o pracę : gdzie znaleźć granicę między
      możliwym zarobkiem a zdrowym rosądkiem i troską o własne zdrowie
      ile można przez 7 dni w tygodniu wstawać o 6 rano, kłaść się o 12 i w dwóch
      pracach spędzać w sumie 14 godzin dziennie, ani człowiek wyspanay, ani kiedy
      zjeść, nerwy, stres itd ale z drugiej strony może to jedyna okazja, żeby coś
      zarobić i odłożyć na gorsze czasy

      po dwóch latach takiego miotania góre wziął rosądek, bo i tak nawet nie było
      kiedy tych pieniędzy wydawaćsmile

      a zdrowie najważniejsze i ja staram sie nie lekceważyć żadnych dziwnych objawów,
      bo raz sparwę zbagatelizowałam i potem było kiepsko
    • brucha Re: obowiązek leczenia się 06.02.07, 23:30
      no to ja jestem zwolennikiem zapobiegania i wczesnego diagnozowania. w efekcie
      końcowym wyjdzie taniej niż leczenie przeczekanej choroby i jej powikłań.

      no i dla mnie dbanie o zdrowie to obowiązek. a motywację mam nad wyraz
      praktyczną - jak się powaznie rozchoruję to dopiero będzie kłopot dla
      najbliższych.
      jak to uroczo ujęła moja teściowa emerytka - 'robię tę mammografię już z 10 lat
      za własne pieniądze (bo się nie mogę skierowania doprosić) żeby w przyszłości
      choć trochę odciążyć was z biegania za mnie po lekarzach'.

      wiadomo że wszystkiego nie przewidzę i wszystkiemu nie zapobiegnę. ale mając
      małe dzieci i schorowanych rodziców nie mogę sobie pozwolić na awarie mojego
      organizmu.
      poza tym mam bardzo plastyczną wyobraźnię. jeśli jakiekolwiek objawy są
      niepokojące, to moja wyobraźnia na ogół robi z tego taki zestaw dolegliwości,
      że natychmiast zabieram się za wyjasnianie sprawy.

      mam tu na myśli konkretne choroby i konkretne dolegliwości. bo wydaje mi się,
      że mnej więcej umiem ocenić co u mnie zalatuje hipochondrią a co należałoby
      potraktować trochę poważniej.
      • mama_kasia Re: obowiązek leczenia się 07.02.07, 11:00
        > poza tym mam bardzo plastyczną wyobraźnię. jeśli jakiekolwiek objawy są
        > niepokojące, to moja wyobraźnia na ogół robi z tego taki zestaw dolegliwości,
        > że natychmiast zabieram się za wyjasnianie sprawy.

        Mam tak samo.
    • samboraga Re: obowiązek leczenia się 07.02.07, 10:45
      > zna się już te objawy i kiedyś minęły (więc można mieć nadzieję, że i tym
      > razem z czasem miną)? Gdzie granica? Między odpowiedzialnością (za siebie, za
      > rodzinę) a cackaniem się ze sobą? Że może dopóki się chodzi i jako tako
      > funkcjonuje, to należy jakoś próbować własnymi siłami i przeczekiwać?

      ja mam długie i męczące boje z hipochondrią, ale nie wiem czy o to Ci chodzi...
      ale napiszę na razie, że nawet udało mi się niedawno wygrać taki atak!
    • warszawianka51 Re: obowiązek leczenia się 07.02.07, 10:59
      Nie lubię lekarzy. Nie ufam im. I nie chodzę do nich. Ba, nawet moje dziecko
      chodzi tylko na szczepienia (no, ale on jest prawdziwym okazem zdrowia).
      Jak już coś mi się przydarzy bardzo niepokojącego no to idę (mąż mnie wysyła i
      to tonem kategorycznym) - wtedy zazwyczaj dostaję skierowanie do specjalisty,
      ten mnie odsyła do innego specjalisty a tamten na badania. Z badaniami idę do
      lekarza i on mi mówi, że muszę iść do jeszcze jednego specjalisty, bo coś nie
      tak jest. Potem się okazuje, że muszę iść do dentysty, ginekologa, okulisty...
      aby wykluczyć możliwie jak najwięcej chorób. Po tym wszystkim czuję się już
      naprawdę POWAŻNIE CHORA. Wszystko mnie boli, kłuje i zauważam coraz więcej
      niepokojących objawów. I wtedy mówię DOŚĆ na jakieś pół roku, rok, 2 lata,...
      Niestety, ale chodząc do lekarza w ramach NFZ człowiek staje się coraz bardziej
      chory od samego stania w kolejkach, od wysłuchiwania pomrukiwań pań z
      rejestracji, od widoku wszystkich zmęczonych, szarych twarzy. Z kolei lecząc
      się prywatnie funduję sobie ogromne wyrzuty sumienia, że znów pewnie poszłam
      niepotrzebnie, bo nic mi nie jest, że to lekarstwo za które zapłaciłam 50 zł i
      tak pewnie nie pomoże itd.
      Cóż - kończy się to tak, że gdy znów coś mi dolega to myslę sobie: "Eeee,
      przejdzie" i zwykle przechodzi. Nie jest to rozwiązanie odpowiedzialne, ale
      wiem, że dla mojego zdrowia psychicznego o wiele lepsze. Chociaż zawsze zostaje
      w głowie taka myśl, że to może nie jest takie głupstwo i że może byłoby lepiej
      gdyby lekarz to zobaczył.
      Zazdroszczę tym, którzy przejmują się swoim zdrowiem i mają go na tyle dużo, że
      chodzą do lekarzy smile
      • alex05012000 Re: obowiązek leczenia się 07.02.07, 12:08
        hmmm, nie traktuję dbania o zdrowie, utrzymanie tego zdrowia na ile sie da, w
        granicach rozsadku, jako obowiązek, raczej jako normalność. Nikt chyba nie
        polemizuje z "koniecznością" kontrolnych wizyt u stomatologa, ginekologa (w tym
        cytologia i usg i mammografia), okulisty (zwłaszcza jak sie jest okularnikiem),
        czy badań krwi raz na jakiś czas, choćby na holesterol, no bo chyba nikt nie
        chce zostać ślepą i bezzębną starszą panią z wyjętymi narządami kobiecymi ...
        (sorry za drastyczność). Jeśli chodzi o innych lekarzy i inne choroby, to
        czasami nie ma wyjścia: nie leczona nadczynność tarczycy z wolem wieloguzowatym
        jest b. groźna dla zdrowia, przepuklina niezoperowana też-może sie zaplątać
        jelito, drastyczny niedobór progesteronu prowadzi do powaznych zaburzeń
        organizmu, nieleczona depresja moze prowadzić do poważnej choroby psychicznej,
        nieleczone zapalenie/zwyrodnienie stawów moze sie skończyć kulami lub wózkiem
        inwalidzkim... wobec tego, świadoma odpowiedzialności za rodzinę, konieczności
        pracy zawodowej na utrzymanie tejże, mając dziecko, które jest jeszcze małe i z
        prozaicznej chęci poczucia sie lepiej, jeśli to możliwe (bez odwiedzenia
        lekarza i zażycia leków nie dowiem sieczy to możliwe...), chadzam od czasu do
        czasu po lekarzach, rehabilitantach i innych szpitalnych korytarzach...
        Niestety nie jestem okazem zdrowia, zwłaszcza od kilku lat, mam 42 lata, nie
        24 ... Nie kocham lekarzy, ale naogół tych co wybieram obdarzam kredytem
        zaufania. Leczę się u różnych specjalistów i na NFZ (nie stoje w kolejkach,
        zapisuję sie telefonicznie, przychodze na określone godziny...) i prywatnie jak
        trzeba (nie mam wyrzutów sumienia, idę wtedy kiedy to konieczne...). Katar i
        chrypę - jesli sie zdaży leczę sama. Mam wrazenie że zachowuje racjonalny złoty
        środek między lataniem po doktorach z powodu przejściowego bólu głowy a
        lekceważeniem poważnych dolegliwości...
        • mamalgosia Re: obowiązek leczenia się 07.02.07, 13:48
          alex05012000 napisała:

          > hmmm, nie traktuję dbania o zdrowie, utrzymanie tego zdrowia na ile sie da, w
          > granicach rozsadku, jako obowiązek, raczej jako normalność.
          No więc własnie nie wiem

          Nikt chyba nie
          > polemizuje z "koniecznością" kontrolnych wizyt u stomatologa, ginekologa (w
          tym
          >
          > cytologia i usg i mammografia), okulisty (zwłaszcza jak sie jest
          okularnikiem),
          rzecz w tym, że ja właśnie polemizuję. Po co mam chodzić do okulisty, skoro i
          tak nie mówi mi nic nowego? Takie kontrolne wizyty uważam za zbędne




          >
          • alex05012000 Re: do mamałgosi 08.02.07, 10:10
            małgosiu-ma...
            no to jest problem... bo według mnie są lekarze/wizyty, które sposowodowane są
            wystąpieniem nagłych objawów: 40st goraczki, kaszel, katar...-wołamy lekarza
            rodzinnego, niemożność przeczytania gazety z powodu problemu ze wzrokiem -
            idziemy do okulisty, itd. itp., wiedy na ogół ludzie odwiedzają lekarza...
            ale są też wizyty tzw kontrolne, zapobiegawcze, tak żeby sie upewnić, ze nic
            nam nie dolega, bo nie zawsze chorobę czuć i widać! i nie zawsze umiemy
            powiedzieć, zę takie czy inne dolegliwości pochodzą z tej czy innej jednostki
            chorobowej... ten okulista, który ci mówi cięgle to samo, może pewnego dnia
            powiedzieć : zwiększyło sie pani ciśnienie w oku, coś tam śmośtam, tzreba brać
            krople czy co tam innego..., tego nie wiemy.... Przykładowo, np chodzę co 6
            miesiecy do dentysty, zeby mnie nie bolą, dentysta naogół mówi, ze wszystko w
            porządku, ale od czasu do czasu zdarza sie ze plomba sie obrusza i trzeba ją
            wymienić (ja tego nie czuję) albo jakiś ząb ma dziurę... gdybym nie poszła co 6
            m. to może po jakimś czasie ząb by sie zepsuł całkiem i nadawałby sie do
            usunięcia... dlatego napisałam o ślepej, bezzębnej i bezmacicznej kobitce...
            Nie latam co miesiąc czy dwa do wszystkich specjalistów jak leci... co pół roku
            dentysta, raz na rok wizyta u gina + cytologia, okulista raz na kilka lat,
            ale jest druga kwestia - choroby przewlekłe... a mam ich kilka...
            choroby, w których chodzi sie na okresowe kontrole, niejako z urzędu, chociażby
            po nowe recepty na leki...i tak co 3 miesiące chodzę do poradni
            endokrynologicznej, co kilka miesiecy do ortopedy i na rehabilitację, do mojej
            psy raz na 2-3 miesiące... przedtem ponad rok jeździłam z tarczycą do
            przychodni przyszpitalnej po jodzie radioaktywnym, i to trzeba .....
            zaakceptować!, fakt swojej choroby, ułomności i fakt konieczności wizyt
            lekarskich... jeśli zaakceptujesz, leczenie nie bedzie dla ciebie - przykrym -
            obowiązkiem, ale normalną częścią życia ...
            życzę ci dużo zdrowia ma-małgosiu! maria/alex
            • mama_kasia Re: do mamałgosi 08.02.07, 10:40
              Właśnie - tarczyca...
              Muszę zrobić badania sad , ale odwlekam i odwlekam.
              Zawsze jest nie po drodze do laboratorium... No bo jest nie po drodze!
            • mamalgosia alex 09.02.07, 08:43
              Tak, masz rację. Myślę, że wyraziłam się nie do końca jasno. Nie neguję
              potrzeby badań okresowych/profilaktycznych jako takich, ale w moim życiu je
              neguję. I to nie tylko w praktyce, ale również w teorii. Leczę się stale u
              pięciu lekarzy i pójście do kolejnego - z wizytą kontrolną - stanowi dla mnie
              problem. Finansowy, czasowy i psychiczny (brzydko powiem, ale rzygać mi sie
              chce na myśl o lekarzach). Tak więc do okulisty pójdę dopiero wtedy jak będę
              gorzej widzieć.
              Rozumiem, że nie akceptujesz mojej postawy, może w innych warunkach i ja sama
              jej nie akceptowałabymsmile
              • alex05012000 Re: alex 09.02.07, 10:30
                Rozumiem, że nie akceptujesz mojej postawy, może w innych warunkach i ja sama
                > jej nie akceptowałabym
                - ja nie napisałam, ze nie akceptuję twojej postawy, napisałam tylko że masz
                problem z podejsciem do chorób, leczenia, z ich akceptacją, nie ty jedna i nie
                ostatnia,
                ja mam niezwykle racjonalne podejście: coś mi dolega, idę do odpowiednich
                specjalistów i się leczę ...trudno, tak widocznie musi być...
                finanse: staram sie wybierać tych bezpłatnych, a jak sie nie da płacę...
                czasowo: a czasem to chyba nie masz większego zgrzytu niż ja: dziecko odwieźć i
                przywieźć - przedszkole + zajecia dodatkowe, praca od 9h00 do 17h00, dom na
                łbie...lekarze nie przyjmują po 20h00!
                psychika: tu jest przysłowiowy pies pogrzebany!!!
            • mamalgosia alex-jeszcze 09.02.07, 08:47
              Dodam, że te wizyty, które wymieniłaś, u mnie nie są profilaktyczne. Nie zdążę
              odczekać pół roku aby pójść do dentysty z wizytą kontrolną, bo po miesiącu
              łamie mi się powiedzmy górna jedynka. Do ginekologa chętnie poszłabym raz na
              rok, a tu się okazuje, że coś jest nie tak i trzeba przyjść za 2 miesiące. Endo
              nawiedzam z uporem maniaka (z tych samych powodów, co Ty zresztą). Tak więc mam
              takie poczucie, że obowiązku leczenia się nie tylko dopełniam, ale
              i "przepełniam". Dlatego denerwuje mnie i stresuje okrutnie sytuacja gdy
              pojawia się jakaś nowa dolegliwośćsad
              • alex05012000 Re: alex-jeszcze 09.02.07, 10:32
                rozumiem, rozumiem... ja widocznie traktuję to jak tzw dopust Boży, cokolwiek
                to miałoby znaczyć,
                tak cz siak myślę o tobie Ma-małgosiu i zyczę ci zdrowia i sił i zawsze mozeszs
                na priva napisać, może coś ci poradzę, ułatwię.. sama nie wiem,,,pomogę choćby
                psychicznie... trzymaj sie - alex
    • mader1 Re: obowiązek leczenia się 07.02.07, 12:23
      przyznam, że czasem lekceważę, choć nie do końca niezamierzenie.
      Stało się tak, że byłam ( jestem ) poważnie chora i niestety musiałam się
      nauczyć żyć trochę " obok". Po prostu, gdybym z każdym bólem biegła do lekarzy,
      spędzałabym tam całe dnie. Nauczyłam się " mniej więcej" orientować w tym, co
      może być poważne, a co jest tylko jakąś brdurą.
      Do czasu.
      Zacżeły się poważnejsze bóle, ale ponieważ nałożyły się na podjęcie studiów
      doktoranckich i pracę bardziej stresującą, uznałam, że to jakieś bóle
      nerwicowe. Nie mdlałam. Nie bolało mnie nie do wytrzymania.
      I tak sobie pochodziłam ze dwa miesiące aż nadeszła pora rutynowej wizyty
      kontrolnej u kardiologa.
      Serce padło i to już. Lekarka powiedziała mi, że jakbym zemdlała, być może bym
      się nie podniosła.
      W związku z tym.... Parę lat później... jestem w ciąży w małym... w nocy
      piekący ból... nie mogę się podnieść... nie mogę się ruszyć... Pierwszy raz coś
      takiego miałam. Myślę sobie " Tylko nie zawał. Nie, jak mam w środku dziecko !"
      Instytut Kardiologii, panika, badania. To nie serce. To kręgosłup smile))))
      Jak mi było wstyd !
      Muszę czasem mieć do swoich bóli trochę sceptyczne podejście.Inaczej
      wykończyłabym najbliższych.
      • alex05012000 Re: obowiązek leczenia się 07.02.07, 13:26
        Parę lat później... jestem w ciąży w małym... w nocy
        piekący ból... nie mogę się podnieść... nie mogę się ruszyć... Pierwszy raz coś
        takiego miałam. Myślę sobie " Tylko nie zawał. Nie, jak mam w środku dziecko !"
        Instytut Kardiologii, panika, badania. To nie serce. To kręgosłup smile))))
        Jak mi było wstyd !
        ale czemu wstyd??? przecież to mógł być zawał, a poza tym kręgosłup to bardzo
        ważna część ciała!!!
        ostatnio jak byłam na co 3-miesiecznej wizycie na endokrynologii-gin lekarz,
        bardzo miły, młody, powiedział tak: przychodzi tu pani po to aby opowiedzieć o
        swoich dolegliwościach, co jest lepiej, z czym gorzej....itd., a my jesteśmy po
        to aby pani pomóc... dobrać odpowiednie leki.... Myślę, zę właśnie na tym to
        polega, powinno polegać...
        • mader1 Re: obowiązek leczenia się 07.02.07, 13:37
          no wiesz, ja ich wszystkich mocno przeraziłam. Kręgosłup to jednak inny ciężar
          gatunkowy, niż zawał w 5 mies. ciąży. To była noc. Dziewczynki przerażone, bo
          się pobudziły, mąż niewyspany, bo biegał ze mną... Też miał strach w oczach.
          • alex05012000 Re: obowiązek leczenia się 07.02.07, 13:40
            nadal nie widzę powodu do wstydu, poważny problem z kręgosłupem grozi
            paralizem... ale rozumiem co przeżywali...
      • mamalgosia Re: obowiązek leczenia się 07.02.07, 13:52
        mader1 napisała:

        > przyznam, że czasem lekceważę, choć nie do końca niezamierzenie.
        > Stało się tak, że byłam ( jestem ) poważnie chora i niestety musiałam się
        > nauczyć żyć trochę " obok". Po prostu, gdybym z każdym bólem biegła do
        lekarzy,
        >
        > spędzałabym tam całe dnie.

        O, właśnie, właśnie!
        Może jak ktoś jest zdrowy i nagle zacznie go boleć serce, to powinien
        natychmiast lecieć na EKG. Ale jak komus cały czas coś dolega - jak nie to, to
        coś innego? Jakoś nie mam siły iść do kolejnego lekarza. Czekam. Ale chyba
        trochę sumienie rusza, skoro taki wątek. Sumienie jednak wzdraga się jeszcze
        bardziej przed wydaniem kolejnych pieniędzy na coś co może okazać się bzdurą.
        • franula Re: obowiązek leczenia się 07.02.07, 20:03
          Ja jak Brucha uważam dbanie o siebie za obowiązek- rodzina odcierpi jakoś
          wizytę u lekarza a wolę nie sprawić kłopotu skoro - mam takie doświadzczenie z
          nieleczonego przeziębienia które zlekceważyłam wynikłal parotygodniowa angina
          która wsyztkim narobila kłopotu.

          Jest jedno ale. Mam kartę w prywatnej lecznicy co powoduje ze nie czerpię z
          budżetu an lekarzy ani nie muszę się użerac w klejkach ponumerki odświtu. pewie
          gdybym musiała to dłużej bym się zastanawiała nad kolejnym póściem do lekarza.
          No i nie zdarza sie to wcale często.
        • mader1 Re: obowiązek leczenia się 07.02.07, 21:02
          niecierpię, nie lubię.
          dlatego staram się pamiętać o wizytach kontrolnych w przypadku poważnych,
          przewlekłych chorób. Zapisuję się wcześniej , a one odbywają się tak rzadko, że
          i tak można z tym żyć.
          Staram się dokładać wszelkich starań, żeby pójść do lekarza, kiedy uważam, że
          dzieje się coś złego.
          Niektóre objawy lekceważę - tak jak wyżej. Bo mam codzienne obowiązki i
          przyjemności, nie mam czasu czy siły , a wydaje mi się, że " to przejdzie".
          Jednakowoż ryzyko jest, drogie panie i panowie.
          Na operację serca wzięli mnie w ostatniej chwili.
          Mój tato przez zlekceważenie objawów zawału, który przy cukrzycy nieraz jest
          zupełnie nietypowy - umarł.
          Brat mojego męża przestał chodzić do kardiologa - bo nic mu już nie jest. Też
          umarł nagle, zostawiając żonę z dwójką dzieci.
          Nie daję rady docierać ze wszystkimi swoimi bólami do lekarzy, ale z roku na
          rok będę musiała zjawiać się u nich coraz częściej. Żeby nie musieli mnie tam
          wozić najbliżsi.
          • mamalgosia Re: obowiązek leczenia się 08.02.07, 21:32
            Mader, dlaczego Ty zawsze tak uderzasz w sedno?
    • otryt Re: obowiązek leczenia się 09.02.07, 00:24
      Obowiązek leczenia się wydaje się oczywisty, bo mamy dzieci i jeszcze długo
      będziemy im potrzebni. Najmłodsza córka jest młodsza ode mnie o 38 lat, od żony
      o 36 lat, jeszcze sporo czasu upłynie zanim całkowicie się usamodzielni. Życie
      i zdrowie to dar Boga, musimy więc o nie dbać. Nikt chyba tego nie zaneguje.

      Jednak problem się pojawia, jak praktycznie ma to wyglądać? My główny nacisk
      kładziemy na profilaktykę, aby tak żyć, by lekarzy nie trzeba było odwiedzać,
      poza badaniami okresowymi. Chciałbym zwrócić uwagę na pewne zachowania, które
      niszczą zdrowie lub życie i są moralnie naganne, rzekłbym, że są grzechem. Mam
      na myśli palenie papierosów, łamanie przepisów drogowych, w tym głównie
      przekraczanie dozwolonej prędkości, przejadanie się, brak ruchu na świeżym
      powietrzu, za mało snu i wypoczynku. Czy ktoś się spowiada z nadmiernej
      prędkości? Raczej ludzie się tym chwalą w towarzystwie. A nie ma czym. Kiedyś
      znany gdański ksiądz chwalił się tym, że z Gdańska do Warszawy przejeżdża
      samochodem zazwyczaj w 3 godziny.

      • mamalgosia Re: obowiązek leczenia się 09.02.07, 08:39
        Otrycie. Masz zupełną rację. Ale jest całą masa przypadłości, które dotykają
        ludzi bez ich przyzwolenia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka