mamalgosia
06.06.07, 10:13
Mam nadzieję, że dla większości z nas będzie to dyskusja czysto akademicka i
że nigdy nie będziemy musieli naszych poglądów zweryfikować przez
rzeczywistość.
Czy osobie śmiertelnie chorej powinno się o tym mówić? Czy powinna wiedzieć,
że z jej stanu nie ma już wyjścia ku zdrowiu? Że powinna się nastawić na
śmierć?
Czy sami chcielibyście o tym wiedzieć?
U mnie wszystkie odpowiedzi brzmią "tak". Uważam, że człowiek ma prawo do
prawdy o swoim stanie, wszak to sprawa najgłębsza, sprawa - nomem omen -
życia i śmierci. Chciałabym móc się do śmierci przygotować. Wiem, że powinnam
żyć tak, aby każdego dnia być gotową do stanięcia przed Panem - i staram się
tak żyć - ale jednak bywa różnie. Chciałabym nie tylko móc przygotować się do
tego Spotkania po śmierci, ale także pożegnać się z tymi, których kocham.
Może jeszcze coś powiedzieć, może jeszcze coś usłyszeć. Chciałabym wiedzieć w
każdym razie. I uważam, że każdy ma takie prawo.
Ale czy każdy tego chce?
I czy miałabym odwagę powiedzieć?
nie wiem.
Argumentem często stawianym przeciwko informacji o stanie terminalnym jest
to, że człowiek straci wtedy nadzieję i nie ma chęci do walki, a jednak siła
woli i chęć życia może zdziałać cuda. Zabierając nadzieję, odbiera się
choremu jakby tę ostatnią deskę ratunku. Psychika ma olbrzymi wpływ na somę,
nie można wykluczyć jakichś niewytłumaczalnych uzdrowień.