Dodaj do ulubionych

mówić czy nie?

06.06.07, 10:13
Mam nadzieję, że dla większości z nas będzie to dyskusja czysto akademicka i
że nigdy nie będziemy musieli naszych poglądów zweryfikować przez
rzeczywistość.

Czy osobie śmiertelnie chorej powinno się o tym mówić? Czy powinna wiedzieć,
że z jej stanu nie ma już wyjścia ku zdrowiu? Że powinna się nastawić na
śmierć?
Czy sami chcielibyście o tym wiedzieć?

U mnie wszystkie odpowiedzi brzmią "tak". Uważam, że człowiek ma prawo do
prawdy o swoim stanie, wszak to sprawa najgłębsza, sprawa - nomem omen -
życia i śmierci. Chciałabym móc się do śmierci przygotować. Wiem, że powinnam
żyć tak, aby każdego dnia być gotową do stanięcia przed Panem - i staram się
tak żyć - ale jednak bywa różnie. Chciałabym nie tylko móc przygotować się do
tego Spotkania po śmierci, ale także pożegnać się z tymi, których kocham.
Może jeszcze coś powiedzieć, może jeszcze coś usłyszeć. Chciałabym wiedzieć w
każdym razie. I uważam, że każdy ma takie prawo.
Ale czy każdy tego chce?
I czy miałabym odwagę powiedzieć?
nie wiem.

Argumentem często stawianym przeciwko informacji o stanie terminalnym jest
to, że człowiek straci wtedy nadzieję i nie ma chęci do walki, a jednak siła
woli i chęć życia może zdziałać cuda. Zabierając nadzieję, odbiera się
choremu jakby tę ostatnią deskę ratunku. Psychika ma olbrzymi wpływ na somę,
nie można wykluczyć jakichś niewytłumaczalnych uzdrowień.
Obserwuj wątek
    • isma Re: mówić czy nie? 06.06.07, 10:40
      Teoretycznie to wiadomo. W praktyce - roznie bywa. Ja jestem, z racji
      hospicjum, przyzwyczajona do tego, ze ludzie wiedza, ze umieraja, i obserwuje,
      ze to jest dobre. Ale czy bym np. wlasnej matce potrafila to powiedziec, to nie
      wiem.

      Co do "utraty sil do walki" - to mnie sie wydaje, ze to nie do konca jest tak.
      Jesli mialby nastapic cud, to nastapi i bez zaangazowania chorego, albowiem Pan
      Bog ograniczony w Swej wszechmocy nie jest wink)). Jesli natomiast idzie o cud
      w sensie potocznym, to zazwyczaj stwierdzenie stanu terminalnego juz raczej
      nadziei na "samouleczenie" nie pozostawia...
      Natomiast bywa tez tak, ze organizm sie samoistnie przygotowuje na umieranie -
      np. terminalnie chory zazwyczaj przyjmuje mniej pokarmow i plynow, dzieki czemu
      latwiej jest utrzymac higiene ciala, ewentualne wymioty lub zaparcia (ktore w
      terminalnej fazie choroby nowotworowej bywaja skutkiem ubocznym leczenia bolu)
      sa mniej dolegliwe, itp. W tym sensie, paradoksalnie, wiara w wyleczenie moze
      takze zaszkodzic, bo chory np. domaga sie podejmowania wobec niego coraz to
      nowych zabiegow diagnostycznych czy medycznych itp.
      • mamalgosia Re: mówić czy nie? 06.06.07, 10:51
        Ismo,
        zaciekawiłaś mnie. Przeciwstawiłaś Boga i naturę. Jeśli natura mówi: umrzesz, a
        Bóg mówi: żyć będziesz, to oczywiście stanie się tak jak Bóg chce. Ale ja
        uważam, że są też niezbadane siły w naturze, które wbrew naturze potrafią
        działać ( w naszym mniemamiu wbrew niej). Zamotałam się (jak zwykle), ale
        myślę, że jest coś takiego jak moc psychiki. Nie zawsze działa, ale chyba
        pozytywne nastawienie pomaga w życiu tak w ogóle. A medycyna jeszcze nie
        wszystko wie, może akurat są sytuacje, w których to pozytywne nastawienie
        pomaga?

        Jak zwykle robię za adwokata diabła, bo sama uważam tak jak Ty - że mówić
        prawdę.

        Ale jeszcze znalazłam ciekawą rzecz, później napiszę, bo teraz już nie mam czasu
        • isma Re: mówić czy nie? 06.06.07, 11:20
          Nie no, ja generalnie tez wierze w to, ze psychika moze uzdrawiac, i ze
          pozytywne nastawienie, sila woli itp. pozwalaja ludziom wychodzic calo z
          naprawde ciezkich stanow. Chociaz zawsze opowiadam tez przy okazji tego rodzaju
          dyskusji taka anegdote o prof. Julianie Aleksandrowiczu, ktory byl wielkim
          propagatorem teorii o psychosomatycznym charakterze schorzen - ze mianowicie
          profesor udal sie byl kiedys do kolegi stomatologa celem usuniecia zeba, i
          zapewnil go, ze nie potrzebuje zadnej dodatkowej interwencji w rodzaju
          znieczulenia, szycia rany poekstrakcyjnej itp., poniewaz sila wlasnej woli sie
          z tymi problemami rozprawi. No i rzeczywiscie, ku zdumieniu stomatologa,
          profesor podczas ekstrakcji nawet nie drgnal, zas rana nie krwawila. Oto sila
          woli!
          ...tyle tylko, ze w kilkadziesiat godzin pozniej jeczacy z bolu profesor byl z
          powrotem u swego kolegi - okazalo sie bowiem, iz wystapil u niego tzw. zespol
          suchego zebodolu, spowodowany tym, ze nie wystapilo krwawienie i rana nie byla
          naturalnie nawilzana...

          Wiec, chyba czasem majstrowac przy tych niezbadanych silach w naturze nie
          nalezy wink)).

          I, tak jak mowie, mozna oczywiscie np. reanimowac terminalnego pacjenta w
          agonii, zeby "przedluzyc nadzieje" - ale wydaje sie, ze go to tylko meczy...
          • mamalgosia Re: mówić czy nie? 06.06.07, 11:23
            Oczywiście, że można znaleźć potwierdzenie i na jedno (że psyche działa) i na
            drugie (że do bani) - przy czym na to drugie więcej.
            Chodziło mi tylko o to, gdy przekroczenie praw natury - czyli w potocznym
            pojęciu "cud" - niekoniecznie jest bezpośrednio spowodowany przez Boga (bo
            pośrednio to i tak On jest Przyczyną wszystkiego)
            • isma Re: mówić czy nie? 06.06.07, 11:34
              No, ale sa przekroczenia i przekroczenia wink)). Zakladam, ze gdyby komus
              odrosla amputowana konczyna, to to przekroczenie praw natury nie mogloby byc
              przypisane sile nadziei chorego wink)).

              Dobra, koncze, bo sie zawiklamy.
              • mamalgosia Re: mówić czy nie? 06.06.07, 14:20
                isma napisała:

                > No, ale sa przekroczenia i przekroczenia wink)).

                Ach tak?

                Zakladam, ze gdyby komus
                > odrosla amputowana konczyna, to to przekroczenie praw natury nie mogloby byc
                > przypisane sile nadziei chorego wink)).
                Ależ wiem.
                Czytałaś "Cud" Messoriego?


                >
                > Dobra, koncze, bo sie zawiklamy.
                ja już zawikłana - po pierwszej linijce Twojego postu
                • isma Re: mówić czy nie? 06.06.07, 14:26
                  Ale wiesz, ze bledy w przekazie sa wina zrodla przekazu, prawda?
                  Kajam sie czyli wink)).

                  Mamalgosiu, ja sie przez Summmmmmy teologiczne slabo przebijam, ale mi sie cos
                  po glowie kolacze, ze bylo jakies takie rozroznienie na cuda "contra naturam"
                  i "praeter naturam". Moze tu lezy roznica?
                  • mamalgosia Re: mówić czy nie? 06.06.07, 14:33
                    nieprawda: odbiornik gorszy od nadajnika. Zdecydowanie.

                    Cuda:
                    a) które mają charakter nadnaturalny (supra naturam) - fakty, które w porządku
                    naturalnym w ogóle nie mogą mieć miejsca, jak na przykład zmartwychwstanie
                    umarłych
                    b) które dokonują się z pominięciem naturalnych przyczyn (praeter naturam)-
                    wydarzenia, które wprawdzie mogłyby się dokonać również w porządku natury (np.
                    po zastosowaniu terapii bądź jakichś procesów chemicznych lub fizycznych), lecz
                    w danym wypadku nie można stwierdzić żadnej naturalnej ich przyczyny;
                    c)które burzą naturalny porządek rzeczy (contra naturam) - fakty, które zdają
                    się sprzeciwiać naturalnemu porządkowi rzeczy, jak na przykład cudowne ocalenie
                    wrzuconych do ognia młodzieńców lub dziewicze poczęcie i narodzenie Chrystusa.
    • dorotkak Re: mówić czy nie? 06.06.07, 10:48
      jestem 2 tygodnie po smierci mojego Taty - zmarl nagle, nie skarzyl sie, czul
      sie dobrze w ostatnich dniach, dzien przed smiercia byl w pracy, wrocil w nocy,
      mial dobry humor, o 6:30 nastpnego dnia zmarl - rozglegly zawal - nie
      wypowiedzial do nas ani slowa, umarl na moich i mojej mamy rekachsad

      patrzac przez pryzmat tego mysle, ze osoba terminalnie chora, jak z reszta
      kazda ma prawo do informacji o swoim stanie zdrowia, chocby po to, ze zalatwic
      ostatnie sparwy, spotkac sie z najblizszymi, pojednac ze Stworca.

      Na marginesie napisze, ze dopiero teraz doceniam w PELNI jakim cudem jest
      zycie, kazdy nowy dzien, to ze obudzilam sie dzis rano. Nie warto rozstac sie z
      nikim w gniewie, sporze, bo moze to ostatnie spotkanie...

      • mamalgosia Re: mówić czy nie? 06.06.07, 10:52
        A właśnie z perspektywy takiej nagłej śmierci - jak to odbierasz: jako
        błogosławieństwo czy przekleństwo? Jako szybka śmierć i niemalże bezbolesna, to
        błogosławieństwo. Ale własnie, że nagła - może jednak wiedza o zbliżającej się
        śmierci w przypadku chorób nieuleczalnych jest darem?
        • dorotkak Re: mówić czy nie? 06.06.07, 11:58
          moj Tata cierpial bardzo, widzialam po jego oczach, ale tylko chwile i za to
          Bogu dziekuje. Dla rodziny nagla smierc osoby w pelni zycia - Tata mial 58 lat -
          jest ciosem, szokiem i trudno sie z tego otrzasnac, pewnie inaczej to wyglada w
          odniesieniu do starszej osoby.

          Zawsze wydawalo mi sie, ze nagla smierc to blogoslawienstwo, ale teraz wiem, ze
          slusznie Boga prosimy spiewajac "od naglej a niespodziewanej smierci - zachowaj
          nas Panie".

          Swiadomosc nadchodzacej smierci w przypadku osob nieuleczalnie chorych daje
          mozliwosc chocby przekazania jakis informacji, pozegnania sie, podziekowania.
          Wazne to i dla umierajacego i dla rodziny.
    • katriel Re: mówić czy nie? 06.06.07, 10:49
      Chcialabym, zeby mi powiedziano. I moj maz o tym wie.
      Moja mama wolalaby nie wiedziec. I ja o tym wiem.

      Czasem sie zastanawiam, czy takie deklaracje chcialbym / nie chcialbym wiedziec,
      skladane z bezpiecznej perspektywy wzglednie zdrowego czlowieka, sa w ogole cos
      warte. Czy nie jest tak, ze jak przyjdzie co do czego, to z motywacji, ktore mi
      teraz po glowie chodza (chcialabym miec czas, zeby sie przygotowac na smierc,
      pozegnac z bliskimi itp) nic nie zostanie, ze zupelnie inne rzeczy okaza sie wazne.

      Nie mialam okazji znalezc sie w sytuacji, w ktorej trzeba by bylo podjac
      decyzje: mowic czy nie mowic. Nikt z moich bliskich nie odchodzil w pelni
      swiadomie. Albo juz na kilka miesiecy czy lat przed smiercia z wolna przestawali
      byc soba, kontakt z nimi zanikal wskutek parkinsonowskich zmian w mozgu,
      wylewow krwi czy alkoholowego delirium - albo umierali nagle: we snie, w wypadku.
    • kulinka3 Re: mówić czy nie? 06.06.07, 10:53
      Zdecydowanie jestem za tym,żeby mówić.W ubiegłym tygodniu przeżywaliśmy
      niespodziewaną śmierć brata mojej mamy. Ledwo zdążyłam sprowadzić księdza z
      ostatnim namaszczeniem.A jeszcze dzień wcześniej mój wujek był przytomny i mógł
      przystąpić do spowiedzi i komunii.
      Wiedza o chorobie pozwala na duchowe przygotowanie do śmierci, pozwala na
      pojednanie, którego czasem w rodzinie brakuje, pozwala by załatwić inne ważne
      sprawy.
      Ukrywanie prawdy w imię dobra jest dla mnie nie do pojęcia.Człowiek ma prawo do
      prawdy o swoim zdrowiu, o swojej sytuacji. A nadzieja, zawsze się tli i umiera
      ostatnia, dlatego trzeba ją w człowieku wzmacniać pomimo trudności.
      • mamalgosia nadzieja umiera ostatnia 06.06.07, 10:59
        ot co, właśnie też tak uważam, a może nawet potrafi człowieka przeżyć. Podobno
        potwierdzają to badania.
        Miałam napisać ismie, napisałam, że nie mam czasu, ale chyba jeszcze zdążę,
        właśnie o tym
        • mamalgosia ciekawe 06.06.07, 11:18
          Powiedzieć, czy nie powiedzieć prawdy? - jest pytaniem źle postawionym z tej
          racji, że nie ma tu prawdy kategorycznej do objawienia czy do ukrycia, chodzi o
          prawdę o stanie zdrowia do przyjęcia w miarę jej rozwoju. Prawda w tym
          względzie nazywa jedynie kolejne stany. Jest rzeczą udowodnioną, że kiedy nawet
          brutalna prawda jest wyjawiana choremu, jego system obronny reaguje natychmiast
          poprzez wątpliwość, odmowę, poprzez pielęgnowane iluzje. Natura broni się
          instynktownie przeciw temu, do zniesienia zcego nie jest gotowa. Ponadto, w
          przypadku gdy chory ma świadomość nieuchronności swej śmierci, negowanie tej
          śmierci lub podtrzymywanie złudzeń co do wyzdrowienia jest w pewnym sensie
          negowaniem osoby chorego.
      • kulinka3 Nagła śmierć 06.06.07, 11:04
        Gdy słyszałam o nagłej śmierci, myślałam sobie, że to " dobry" sposób na
        odejście. Nie cierpi się, nie umęczy się rodziny.
        Po tym tygodniu zmieniłam zdanie.
        Brakowało mi pożegnania, czasu na oswojenie się z tą sytuacją.Dla najbliższych
        takie odejście to straszny cios, którego długo nie można w sobie oswoić.
        Od strony chorego nagła śmierć to też poważne niebezpieczeństwo braku pojednania
        z Bogiem.
        • mamalgosia Re: Nagła śmierć 06.06.07, 11:19
          Zgadzam się z Tobą. A więc: nie nagła, ale szybka. I spodziewana - ideał,
          prawda?
          A może więc samobójstwo i eutanazja?
    • fiamma75 Re: mówić czy nie? 06.06.07, 10:55
      Mówić.
      Sama chciałabym wiedzieć.
      Tyle rzeczy trzeba przed śmiercią załatwić, pożegnać się, no i przygotować
      siebie i bliskich.
    • maika7 Re: mówić czy nie? 06.06.07, 11:02
      Dostosować się do tego, czego oczekuje chory.
      Jeśli chce wiedzieć - mówić, jeśli nie - nie mówić. Towarzyszyć. Być blisko.

      M.
      • mamalgosia Re: mówić czy nie? 06.06.07, 11:20
        Ale zapytasz chorego, czy chce wiedzieć? To już z tego pytania wywnioskuje, że
        jest źle i upadnie w nim nadzieja, ogarnie go lęk
        • maika7 Re: mówić czy nie? 06.06.07, 11:46
          > Ale zapytasz chorego, czy chce wiedzieć? To już z tego pytania wywnioskuje, że
          > jest źle i upadnie w nim nadzieja, ogarnie go lęk

          Nie zapytam. Będę wiedzieć po jego reakcjach, po jego pytaniach. Jeśli będę z
          nim blisko - będę wiedzieć, czego oczekuje. Mam przynajmniej taką nadzieję.

          M.
          • glupiakazia Re: mówić czy nie? 06.06.07, 14:26
            Maiko, zgadzam się z Tobą w 100%. I cieszę, że nas nie opuściłaśsmile
    • mamalgosia wola chorego 06.06.07, 11:14
      "Niech wola chorego będzie twoim najwyższym prawem" - podobno jest takie
      przysłowie. Ale jaka jest rzeczywiście wola chorego? Jak zrozumieć, co w nim
      jest pragnieniem poznania, a co psychologicznym zabezpieczeniem?
      Wszystkie decyzje, jakie stoją przed chorym, czegokolwiek by dotyczyły, są
      tematami do dyskusji, kontestacji, refleksji. I zbyt dużo wahania czy skrupułów
      może skrępować zdrową relację z chorym. Trzeba więc zaakceptować własną niemoc,
      zrezygnować z walki ze śmiercią z bronią w ręku i oszczędzić choremu
      niepotrzebnych lęków oraz przedstawiać prawdę za każdym razem, jak tylko jest
      to możliwe.
      Chodzi też o to, by problem prawdy wobec chorego był najpierw problemem prawdy
      wobec samego siebie.
      Odmowa wyjawienia prawdy trudnej dla chorego może mieć racjonalne i ludzkie
      przyczyny, doskonale dające się obronić. Ale w większości wypadków ta odmowa i
      kłamstwa oraz okrywanie wszystkiego tajemnicą jest efektem negacji naszej
      własnej śmierci lub naszego własnego lęku.
      Ostatecznie to relacja mówi prawdę, bo ta prawda wypływa z pewnego sposobu
      zachowania się tak opiekuna, jak i chorego.
      Często, żeby uniknąć relacji z chorym umierającym, opiekun zachowuje dystans,
      ucieka w rodzaj mechanicznego "nieobecnego" zachowania, nawet jeśli kimś innym
      potrafi opiekować się troskliwie. A chory nie da się oszukać. Odczuwa on
      boleśnie postawy wycofania sie tych, którzy go otaczają. Prawda do
      zakomunikowania choremu to nie tylko prawda o jego chorobie; to przede
      wszystkim prawda o relacji, szacunku, o towarzyszeniu...

      Dąży się do oszczędzania chorego, podtrzymując go na duchu i pocieszając samego
      siebie. Ale atmosfera tajemnicy psuje postawy i uniemożliwia dialog. W takiej
      sytuacji istnieje ryzyko, że po śmierci chorego bliscy mogą przeżywać stan
      depresji. Chory umiera być może spokojnie, w nieświadomości swego rzeczywistego
      stanu, ale jego współmałżonek naraża sie na ryzyko poważnej depresji reaktywnej.
      • isma Re: wola chorego 06.06.07, 11:31
        Ooo, z ta wola chorego to roznie bywa...
        Swego czasu sie zawodowo zajmowalam prawnymi aspektami zgody chorego na
        przeprowadzanie zabiegow leczniczych - to jest w praktyce terytorium czasem
        zupelnie nieoczekiwanych kolizji, np. co ma zrobic lekarz, kiedy wola
        maloletniego chorego jest inna, niz jego prawnych opiekunow? Albo (czesciej)
        gdy wola opiekunow jest niezgodna z przeswiadczeniem lekarza o dobru pacjenta?
        • mamalgosia Re: wola chorego 06.06.07, 14:21
          a, tak. Mozemy wrócić do rozmowy o przetoczeniu krwi dziecku Świadka Jehowy
    • a_weasley Na marginesie: parę słów starego diabła 06.06.07, 11:34
      Lewis oczywiście.
      "Rozważ również, jak wiele jest w czasie wojny niepożądanych zgonów. Ludzie giną
      tam, gdzie wiedzą, że mogą zostać zabici, o ile więc w ogóle należą do
      stronnictwa Nieprzyjaciela, idą na śmierć przygotowani. O ileż lepiej byłoby dla
      nas, gdyby wszyscy ludzie umierali w kosztownych zakładach leczniczych, wśród
      doktorów, którzy kłamią, pielęgniarek, które kłamią, przyjaciół, którzy kłamią –
      tak! - obiecując umierającym życie, umacniając w nich mniemanie, że choroba
      usprawiedliwia wszelkie pobłażanie dla siebie, a nawet – jeśli nasi pracownicy
      znają się na swojej robocie – powstrzymując wszelką sugestię przywołania
      księdza, by choremu nie zdradzić, jaki jest prawdziwy stan jego zdrowia.
      A jak zgubną jest dla nas ustawiczna pamięć o śmierci, jaka ludziom narzuca
      wojna! Jeden z naszych najlepszych oręży – zadowolenie się doczesnością – staje
      się nieprzydatny. W czasie wojny nikt nie sądzi, że będzie żył wiecznie."
    • mader1 Re: mówić czy nie? 06.06.07, 12:08
      mówić.
      to bardzo porządkuje relacje z otoczeniem - można coś jeszcze wyjaśnić między
      sobą, uporządkować, naprawić. Nie trzeba udawać. Można z chorym, jeżeli sobie
      tego życzy, po prostu być, przyznając się do swojej bezsilności.Można wysłuchać
      tego, co myśli naprawdę, mówi wiedząc, że z tymi jego słowami się zostanie. Tak
      wiele rzeczy mówi się przecież codziennie w afekcie, bezmyślnie. To jest szansa.
    • otryt Re: mówić czy nie? 06.06.07, 12:32
      Dla mnie ważniejszym pytaniem czy mówić, jest pytanie jak mówić? I kto ma to
      robić? Od lekarza lub bliskiej mi i kochanej osoby przyjąłbym taką wiedzę.
      Chciałbym wiedzieć. Nie chcę aby najbliżsi robili tajemnicę, chcę by lekarz
      mówił całą prawdę. Z dalszymi osobami nie chciałbym o tym rozmawiać.

      Umierał człowiek. Nikt mu nie powiedział. Myśleli, że wie. Przyjechała dalsza
      ciotka z innego miasta, aby się z nim pożegnać. Wtedy się domyślił. To było
      straszne. Umarł bardzo szybko po tym.
      • mamalgosia informowanie w ogóle 06.06.07, 14:25
        A jak to jest w szpitalach, że choremu w ogóle się nic nie mówi?
        Ubezwłasnowolniony?
        Koleżance przywieźle kroplówkę, wbijają jej igłę, ona pyta: "a co jest w tej
        kroplówce?", na co usłyszała odpowiedź: "Lekarstwo"
        • mama_kasia Re: informowanie w ogóle 06.06.07, 15:26
          > Koleżance przywieźle kroplówkę, wbijają jej igłę, ona pyta: "a co jest w tej
          > kroplówce?", na co usłyszała odpowiedź: "Lekarstwo"

          Niestety, często się nie mówi i to wcale nie w przypadkach zagrożenia
          życia sad Pamiętam, jak próbowano mi "po kryjomu" podać lek na depresję
          po porodzie. Coś tam niejasno tłumaczono na moje wyraźne zapytanie, bo
          ja (nauczona doświadczeniem) pytam się wprost. Nie powiedziano nic
          o skutkach ubocznych. Nie mogłam tego brać, gdy karmiłam piersią.
          Wezwano psychiatrę na konsultację i to od niego dopiero dowiedziałam się
          wszystkiego. Zresztą stwierdził, że mowy nie ma o depresji. Kazał mnie
          wypisać do domu. Tak objawiała się tęsknota smile
          Wiele razy w szpitalu spotkałam się z milczącym leczeniem sad
          • isma Re: informowanie w ogóle 07.06.07, 13:39
            Klasyk. Kiedys pytalam, co M. dostaje - "leki przeciwzaalne i antybiotyk". No,
            zesz. "Przeciwzapalne, czyli sterydy, tak?" - pytam. A jakze. No, to draze
            dalej: "a antybiotyk jaki?" I tu odpowiedz mnie powalila: "Szerokospektralny".
            Jak mnie znacie, to wiecie, ze potrafie byc jedza. Jadowicie zem powiedziala,
            iz spektrum owo jakies nie bardzo chyba szerokie jest, skoro od 17 dni nie ma
            poprawy, i albo natychmiast dostane pelna informacje o stanie zdrowia M., w tym
            w ciagu doby na cito zrobiony wymaz, albo nie recze za siebie.
            No i wyszlo na moje - nie zadne bakterie to byly, ino pierwotniak w plucach.
            Ktorego starym poczciwym Biseptolem udalo sie ubic.
            • samboraga Re: informowanie w ogóle 07.06.07, 14:19
              a ja ostatnio mam szczęście do lekarzy, nie omijających spraw trudnych,
              rozmawiałam nawet teraz na stole operacyjnymsmile
              oby im to nie minęłowink
              • mamalgosia Re: informowanie w ogóle 07.06.07, 14:23
                To rzeczywiście miałaś szczęście. Ja mam uraz do lekarzy, a "zaliczyłam" ich w
                życiu b dużo. Przykro uogólniać, bo są i wspaniali, ale ogólnie to najlepiej
                nie chorować (tylko od razu umrzeć - jak twierdzi MiniIsma)
    • rycerzowa Czy mówić prawdę? 06.06.07, 13:41
      W tym przypadku nie mówić prawdy to znaczy kłamać.
      Jest inny - też bardzo ważny - aspekt tej sprawy.
      Przywołam wypracowanie syna z VIII klasy - "Czy kłamstwo zawsze jest grzechem".
      Było tam coś w tym stylu:
      "Ciężko chorego człowieka okłamano,że choroba jest uleczalna. Nie była.
      Rodzina mówiła, że to było dobre kłamstwo.
      Ale każdy z tej rodziny też kiedyś zachoruje, zwyczajnie, nie-śmiertelnie.
      Czy uwierzy lekarzowi,że choroba jest zwyczajna?
      Ja bym nie uwierzył.
      Kłamstwo niszczy zaufanie".

      Jeśli wszyscy wiemy, że ciężko chorym nie mówi się prawdy, to z zasady nie
      wierzymy, ani lekarzom, ani bliskim.
      Ileż to razy podejrzewamy najgorsze, podczas gdy choroba jest uleczalna, czasem
      wręcz banalna.
      "Oni pewnie ukrywają przede mną prawdę" - myśli chory, i nie zawsze jest to
      hipochondria, tylko właśnie brak zaufania, przekonanie, że ciężko chorych
      wszyscy okłamują, z litości, z delikatności, z braku odwagi, bo taki jest zwyczaj.
      Kłamstwo niszczy zaufanie wszystkich.

    • brucha Re: mówić czy nie? 06.06.07, 13:59
      rozważając problem czysto akademicko długo funkcjonowałam w przekonaniu, że
      mówić. i tu oczywiście podpisuje się pod wszystkimi argumentami 'za', które
      podaliście.

      teraz kiedy stoję z problemem twarzą w twarz - wiem, że mojemu ojcu nie powiem.
      nie obiecuję, że będzie zdrowy i długowieczny, mówię 'nie wiem'. tego nikt nie
      wie. życie samo w sobie jest szybszym lub wolniejszym umieraniem.

      wiem też, że jesli powiedziałabym ojcu, że wg niektórych lekarzy już powinien
      nie żyć, a wg pozostałych umrze w najbliższym czasie - to jego już by nie było.
      psychika potrafi być straszna. widziałam co z nim zrobiła jak usłyszał że ma
      raka. są osoby, którym 'ta' wiedza pomoże. mój ojciec do nich nie należy.

      • mamalgosia Re: mówić czy nie? 06.06.07, 14:27
        widzisz, to właśnie miałam na myśli pisząc o weryfikacji poglądów przez
        rzeczywistość.

        Trzymaj się dzielnie
    • maadzik3 Re: mówić czy nie? 07.06.07, 07:44
      Absolutnie "tak". Chcialabym wiedziec i uznaje ze moj szacunek do chorego
      obejmuje traktowanie tej osoby jako dorosla, swiadoma smiertelnosci ludzi,
      chcaca przygotowac sie na odejscie.
      Wiecej problemow mialabym z chorym dzieckiem. Nastolatkowi bym powiedziala, male
      dziecko probowalabym przygotowac na smierc przez rozmowy, moze zabawy... Zreszta
      doswiadczenie wskazuje ze te ciezko chore i czesto bywajace w szpitalach temat
      smierci maja bardzo oswojony.
      M.
      • isma Re: mówić czy nie? 07.06.07, 13:33
        Maja, maja. Mysmy nawet chyba troche swego czasu przefajnowali, o czym
        przekonalismy sie, kiedy dwuletnia M. w czwartym tygodniu pobytu w szpitalu z
        niepoddajacym sie leczeniu obustronym zapaleniem pluc powiedziala: "Ja to bym
        chciala, zeby JUZ bylo te... zmartwychwstanie. Czy mozna od razu umrzec,
        zamiast chorowac?"
        • kulinka3 Re: mówić czy nie? 07.06.07, 13:49
          Niektóre mają w stopniu heroicznym.
          Mam nadzieję,że już niedługo będziecie mogli o jednej z wielu takich śmierci
          poczytać.
          Ale na razie sza......
    • babie_lato1 Re: mówić czy nie? 07.06.07, 19:49
      Ja chciałabym wiedzieć, jaki jest mój stan.
      A nadzieja umiera ostatnia - dum spiro, spero...
      Pan Bóg przecież nawet wskrzesił Łazarza.
    • magdalaena1977 Re: mówić czy nie? 08.06.07, 19:26
      Nie mam doświadczeń z tym pytaniem w wersji ostatecznej, ale kilka razy zdarzyło
      mi się poważnie chorować. I to co mnie denerwowało najbardziej, to mało
      konkretni lekarze. Tacy, którzy najpierw mimochodem straszyli ogólnie
      powikłaniami, a potem nie wyjaśniali szczegółów i niewiarygodnie pocieszali.
      Czem prędzej przestawałam się u nich leczyć.
      Rozumiem, że lekarz pewnych rzeczy nie wie, ale przecież jest je w stanie
      oszacować i o tej swojej niewiedzy poinformować pacjenta.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka