Dodaj do ulubionych

Łamanie zasad

12.05.08, 17:53
Wczoraj odbyła się uroczystość Pierwszej Komuni mojej córki i oprócz całej radości towarzyszącej nam mam też kilka smutnych wniosków.
Ksiądz na zebraniach z rodzicami wręcz błagał aby uczulić rodzinę, że miejsca na dole kościoła jest dla dzieci i rodziców, natomiast reszta gości niech zajmie miejsca na chórze i uczulał na całkowity zakaz nagrywania i robienia zdjęć na dole. Była wynajeta profesjonalna ekipa, a rodzina mogła robić zdjęcia z chóru.

Nietety na dole mimo kartek "zarezerwowane TYLKO dla rodziców" siadały ciocie, wujkowie itd, a rodzice musieli stać, ponadto zdjęcia mimo, że ksiądz nawet w czasie Mszy upominał, były robione wręcz przy samym ołtarzu...
Jak dzieci mają przestrzegać zasad gdy dorośli tak swietnie pokazują jak je łamać...
CZy czasem naprawdę niemożna wyjść poza własny egoizm i uszanować innych, czy jest to już niemożliwe?
Inwogóle to czasem ogarnia mnie lęk, że wychowuję dzieci zupełnie nieprzystosowane do życia w dzisiejszym świecie, gdzie zsadą jest łamanie zasad i patrzenie tylko na czubek własnego nosa...
Obserwuj wątek
    • ese1 Re: Łamanie zasad 12.05.08, 18:02
      ekan13 napisała:

      > Jak dzieci mają przestrzegać zasad gdy dorośli tak swietnie pokazują jak je łam
      > ać...
      > CZy czasem naprawdę niemożna wyjść poza własny egoizm i uszanować innych, czy j
      > est to już niemożliwe?

      swiete slowa....
    • a_weasley Re: Łamanie zasad 12.05.08, 18:49
      ekan13 napisała:

      > Ksiądz na zebraniach z rodzicami wręcz błagał aby
      > uczulić rodzinę, że miejsca na dole kościoła jest
      > dla dzieci i rodziców, natomiast reszta gości niech
      > zajmie miejsca na chórze i uczulał na całkowity zakaz
      > nagrywania i robienia zdjęć na dole. Była wynajeta
      > profesjonalna ekipa, a rodzina mogła robić zdjęcia z chóru.

      > Nietety na dole mimo kartek "zarezerwowane TYLKO dla rodziców"
      > siadały ciocie, wujkowie itd, a rodzice musieli stać,

      I co, ksiądz nie zauważył, co się dzieje?

      > ponadto zdjęcia mimo, że ksiądz nawet w czasie Mszy upominał,
      > były robione wręcz przy samym ołtarzu...

      I co, ksiądz nie wiedział, co z tym zrobić?
      Pomijam fakt, że mógł zawczasu zarządzić, że na dół wchodzą dzieci z rodzicami i
      już, dziecko ma góra dwoje rodziców...

      "Osoby, które nie są ojcami ani matkami dzieci przystępujących do I Komunii,
      proszone są o opuszczenie tej części kościoła. Miejsc siedzących jest tyle, ile
      trzeba dla rodziców. Dopóki ktoś będzie na dole stał, nie zaczniemy".
      "Pani w brązowym kostiumiku, z aparatem, proszę wyjść. Tak, do pani mówię. Skoro
      się pani nie umie zachować, proszę wyjść". O co zakład, że drugiej pani już by
      nie musiał zwracać uwagi?
      Niestety, jak się hołota nie umie zachować, to się ją traktuje jak hołotę...
      • isma Re: Łamanie zasad 12.05.08, 19:13
        Nnnno nie wiem. Szczerze mowiac, zastanawiam sie,czy bardziej by
        mnie zirytowala pani z idiotenaparatem w prezbiterium, czy ksiadz,
        ktory przerywa w pol zdania prefacje, zeby ja odeslac, gdzie jej
        miejsce, czyli do wszystkich diablow...

        Troche oczywiscie hiperbolizuje, ale ja jakos mam poczucie, ze jesli
        rzecz cala ma sie rozegrac tam, gdzie sie rozgrywa - w sercu takiego
        przyjmujacego Eucharystie, to sie rozegra, no. Co oczywiscie nie
        znaczy, ze w czasie po temu stosowanym nie trzeba dyskutowac,
        przekonywac, robic ustalen. Ale potem przychodzi taki moment, ze -
        no, trzeba z radoscia (i pokora) przyjac to, co jest dane.

        Mysmy tak mieli z tym chrztem w Wigilie Pachalna. Byly proby, czasem
        irtytujace. Bylo to, czego ja w krolewskiej katedrze organicznie nie
        znosze, czyli dawanie upustu proznosci rozmaitych naotabli, bractw
        kurkowych, cechow i innych zakonow maltanskich. Byly przepychanki w
        stallach, a nawet, w tychze stallach, swobodnie gawedzacy podczas
        rozdawania Komunii sw. koncelebransi ;-(((.

        Ale to i tak nie mialo znaczenia...
        • a_weasley Re: Łamanie zasad 12.05.08, 21:05
          isma napisała:

          > Nnnno nie wiem. Szczerze mowiac, zastanawiam sie,czy bardziej by
          > mnie zirytowala pani z idiotenaparatem w prezbiterium, czy ksiadz,
          > ktory przerywa w pol zdania prefacje,

          E tam prefację. Do prefacji by nie dotrwała ani nawet do Spowiedzi Powszechnej.
          A jakby jedna osoba dostała po nosie, reszta by zrozumiała i byłby spokój.

          > zeby ja odeslac, gdzie jej
          > miejsce, czyli do wszystkich diablow...

          Co do prezbiterium, to już w ogóle nie ma o czym mówić. Zirytować to mnie by
          zirytował właśnie ksiądz tolerujący tam obecność kogokolwiek poza osobami w
          sposób wyraźny do obecności tamże powołanymi.
          O ile pamiętam, Jezus potrafił nawet bardziej bezpośrednimi argumentami nauczyć
          ludzi właściwego zachowania w świątyni.

          > jesli rzecz cala ma sie rozegrac tam, gdzie sie rozgrywa
          > - w sercu takiego przyjmujacego Eucharystie, to sie rozegra,
          > no.

          Idąc tym torem, nieważne, czy ksiądz jest trzeźwy czy pijany i czy rzecz się
          dzieje w kościele czy na śmietniku (a co, mnie też wolno hiperbolizować).
          A już to, czy coś dzieci rozprasza czy nie, to całkiem nie ma znaczenia.
          Przecież z tymi aparatami to między innymi o to chodzi - tu ksiądz, pierwsza
          świadomie przeżywana Eucharystia i takie tam, tu dzieci, a tu między nimi kręci
          się horda cioć i błyska fleszami...

          > z pokorą przyjąć

          Ten świat wygląda tak, jak wygląda, między innymi dlatego, że mądrzy ustępują
          głupim. Chamstwo wygrywa, bo wyszło z mody przeciwstawianie mu się siłom i
          godnościom osobistom.
          • isma Re: Łamanie zasad 13.05.08, 07:54
            Nie twierdze, ze chmstwa nie nalezy tepic. Ale w czasie i miejscu ku
            temu stosownym (przyklad z Jezusem o tyle nie do konca jest
            adekwatny, ze Jezus nie wpadl z biczem w czasie celebracji i nie
            wyprosil jej uczestnikow - rzecz cala dziala sie w nieco innych
            okolicznosciach: to miejsce bylo swiete, a nie wydarzenia, jakie sie
            rozgrywaly). Bede sie upierac, ze jesli poszczegolne dziecko sklonne
            do rozproszenia, to je rozproszy czy ciocia z aparatem, czy
            rozwiazany but kolegi, czy mucha, ktora wpadla przez okno. A jak
            niesklonne - to bedzie to bez znaczenia.

            Ale w czasie Mszy sw. - no, nic nie poradze, ja mam eucharystycznego
            szmergla - moim zdaniem nie ma miejsca na uwagi porzadkowe ze strony
            celebransa. Moze pania z aparatem ewentualnie poprosic o wyjscie
            czujny koscielny, albo katechetka, a i to dyskretnie.
            Natomiast nie celebrans, nie ;-(((.

            A co do pijanych (no, bedacych pod wyraznym wplywem alkoholu) u
            oltarza - zdarzylo sie widziec. Nie oburza mnie. Raczej mi zal
            czlowieka, bo znaczy, ze juz bardzo z nim zle...
            • a_weasley 1 Kor 14:40 13.05.08, 09:41
              I jak tu się dziwić, że nas (chrześcijan) nie szanują, jeżeli sami swoich
              obrzędów nie szanujemy? W teatrze nikomu by takie zachowania przez myśl nie
              przeszły, a oto tu coś więcej niż teatr.
              Z upierdliwymi rodzicami problemy były jak świat światem. Nic nowego. Jakem
              szedł do I Komunii, to część kościoła była fizycznie odgrodzona deskami, a i to
              postawiono przy nich porządkowych (mojego ojca między nimi). Bo śp. x.
              Piórkowski doskonale wiedział, że samo dobre słowo nie wystarczy.

              Sami zobaczcie co Isma napisała:

              > rzecz cala dziala sie w nieco innych okolicznosciach:
              > to miejsce bylo swiete, a nie wydarzenia,

              Też to zauważam, tylko dla mnie różnica jest wątpliwa, a jeśli już, to chyba z
              przeciwnym znakiem.

              > Bede sie upierac, ze jesli poszczegolne dziecko sklonne
              > do rozproszenia, to je rozproszy czy ciocia z aparatem, czy
              > rozwiazany but kolegi, czy mucha, ktora wpadla przez okno. A jak
              > niesklonne - to bedzie to bez znaczenia.

              Gdybym Cię nie znał jako osoby inteligentnej, to uwierzyłbym, że naprawdę w to
              wierzysz. A tak, to mi tylko przykro, że sięgasz po takie argumenty. Widzisz
              różnicę między ciocią (ściślej: ciociami w ilościach hurtowych) a rozwiązanym
              butem kolegi nie gorzej ode mnie. Doskonale wiesz, że różnica jest taka jak
              między huczną balangą piętro wyżej a przyciszoną rozmową na korytarzu, że
              dystraktor dystraktorowi nie równy. Zdajesz sobie sprawę nie gorzej ode mnie, że
              człowiek nie działa na zasadzie on-off.
              Idąc tym torem należałoby uznać, że nie ma się co przejmować tym, jaka jest
              oprawa I Komunii i czy aby nie ma przerostu, bo i tak jeśli się w sercu dziecka
              ma zdarzyć co się powinno zdarzyć, to się zdarzy, a jeśli nie, to i tak nic nie
              pomoże.

              > Moze pania z aparatem ewentualnie poprosic o wyjscie
              > czujny koscielny, albo katechetka, a i to dyskretnie.

              Naiwna czy udajesz? Osoby, na które to by zadziałało, zareagują na pierwsze
              wezwanie księdza, jeszcze daleko do liturgii eucharystycznej.
              I wcale nie widzę potrzeby, żeby dyskretnie, bo wtedy to będzie sztuka na raz,
              ludzi nie znasz? A tak jak się jeden egzemplarz naje wstydu, to potem będzie spokój.

              Tak czy owak - tak, jak jest, to wyjście najgorsze z możliwych. I to nie tylko
              ze względu na zakłócanie nabożeństwa, co samo w sobie jest złe. Także, może
              przede wszystkim, dlatego, że dzieci dowiadują się, że tym, co mówi ksiądz, nie
              trzeba się przejmować. No może dzieci trochę powinny, ale dorośli to już nie. Na
              zakończeniu roku szkolnego rodzice jakoś znają swoje miejsce. W kościele nie.
              I na tym między innymi rośnie roszczeniowy stosunek do Kościoła. Mnie się
              należy, a klecha niech się nie stawia, bo Kościół jest dla ludzi a nie ludzie
              dla Kościoła, nie? Zapraszam na forum "Ślub i wesele", zobaczycie tam niejedną
              klatkę zapełnioną takimi okazami.

              > Natomiast nie celebrans, nie ;-(((.

              No cóż, jakem stryjowi przesłał kartkę, że nie mogę wyjechać z parkingu przed
              kościołem, stryj poczekał na dogodny moment i po "Ojcze Nasz" ogłosić -
              poinformowany na kartce, że jest problem - że właściciel granatowego forda nr
              ABC12XY proszony jest o przestawienie auta, bo blokuje wyjazd, i w
              konserwatywnej wiejskiej parafii nie spowodowało to zdziwienia. Poprawka. Bardzo
              zdziwił się mój ojciec, który usilnie próbował był wybić mi ten pomysł z głowy
              nie dlatego, by to go gorszyło, lecz przez dwustuprocentową pewność, że stryj
              tego nie ogłosi.
              Nasz biskup nie miał oporów, żeby na początku nabożeństwa powiedzieć, że jeśli w
              kaplicy jest właściciel zielonego espero, które stoi przed zborem, to informują
              go, że zostawił otwarte okna, i jestem mu za to bardzo wdzięczny.
              Jest mnóstwo momentów, kiedy ksiądz może coś ogłosić i często to robi.

              > A co do pijanych (no, bedacych pod wyraznym wplywem alkoholu) u
              > oltarza - zdarzylo sie widziec. Nie oburza mnie. Raczej mi zal
              > czlowieka, bo znaczy, ze juz bardzo z nim zle...

              No to się różnimy. Pamiętam zresztą, jak ksiądz na pasterce poprosił o
              wyprowadzenie głośnego pijaka z kościoła, co też nastąpiło. Miałem wtedy chyba
              12 lat.
              • mama_kasia Re: 1 Kor 14:40 13.05.08, 10:06
                > > A co do pijanych (no, bedacych pod wyraznym wplywem alkoholu) u
                > > oltarza - zdarzylo sie widziec. Nie oburza mnie. Raczej mi zal
                > > czlowieka, bo znaczy, ze juz bardzo z nim zle...
                >
                > No to się różnimy. Pamiętam zresztą, jak ksiądz na pasterce poprosił o
                > wyprowadzenie głośnego pijaka z kościoła, co też nastąpiło. Miałem wtedy chyba
                > 12 lat.

                Ale Isma tu chyba pisze o pijanym celbransie. Zdarzyło mi się raz
                widzieć. Przykre, bardzo przykre sad(( Nie da się wtedy nic zrobić.
                W każdym razie w czasie mszy.

                Druga sprawa również przykra od strony celbransa, który dopuszcza,
                że tłum ludzi stoi z przodu i robi zdjęcia w czasie I-ej Komunii.
                Mój proboszcz pozwolił. I ja się ludziom nie dziwię. Skoro
                proboszcz pozwolił sad

                I jeszcze jedno - podobnie jak Isma nie lubię, gdy celebrans
                w czasie odprawiania Eucharystii upomina. Może szepnąć
                ministrantowi (u nas służą często dorośli ministranci, którzy
                sami reagują), aby podszedł do kogoś, ale gdy sam przerywa modlitwę,
                to mi to nie pasuje. No, nie pasuje! To, że trwa w odprawianiu
                świętego obrzędu (mimo wszystko) jest dla mnie dużo cenniejsze.
                • isma Re: 1 Kor 14:40 13.05.08, 10:18
                  mama_kasia napisała:

                  To, że trwa w odprawianiu
                  > świętego obrzędu (mimo wszystko) jest dla mnie dużo cenniejsze.

                  O, to, to.

                  [nie mowie o sytuacjach, kiedy cos realnie zagraza normalnemu
                  przebiegowi Mszy sw. - jakis agresywny chory psychicznie w
                  prezbiterium, czy cos w tym rodzaju]
              • isma Re: 1 Kor 14:40 13.05.08, 10:13
                Arthur. Jeszcze raz. "Klecha" ma bezdyskusyjne prawo "sie stawiac":
                PRZED MSZA SW i PO NIEJ. Gdyby tego zaniedbal, zle by bylo. "Klecha"
                ma pelne prawo 77 razy powiedziec: rodzinom nie wolno robic zdjec,
                dalsi krewni maja zarezerwowane miejsce na chorze, etc. "Klecha"
                moze postawic szlaban i porzadkowych.
                Bo przejmowac sie wszystkim nalezy - w swoim czasie.

                Natomiast jesli "klecha" "przejmuje sie" ciocia z aparatem w czasie
                odprawianej przez sie Mszy sw. to - wybacz - moze i, lajac takowa,
                osiagnie bezposredni skutek w postaci wyjscia cioci, a nawet calego
                tabunu cioc, tyle tylko, ze wtedy wlasnie Msza sw. w powszechnym
                odbiorze sprowadzi sie do przedstawienia w teatrze, podczas ktorego
                nie wolno przeszkadzac soliscie, odklepujacemu swa role, bo jeszcze
                sie, nie daj Bog, pomyli. Albo baletowi sie kroki poplacza.

                Tymczasem istota rzeczy jest, coz, nieco inna...

                A wiec - trwajaca Eucharystia to nie jest, moim zdaniem, miejsce do
                uczenia przez celebrujacego dobrego wychowania, zwlaszcza jesli
                przez uczenie rozumiemy trwale wpojenie jakichs prawd, a nie to,
                zeby chwilowo ordnung zapanowal.

                A ogloszenia maja swoj czas i miejsce, i zapewniam Cie, ze jestem
                ostatnia osoba, ktora by sie obrazila na celebransa za takowe (a
                nawet za osobisty zartobliwy przytyk uczyniony od oltarza - o ile to
                by bylo PO KOMUNII SW. wink)).

                PS. Pisales o celebrujacym pod wplywem alkoholu, i ja tez o tym
                napisalam. Wiec teraz nie weksluj rozmowy na temat wyprowadzania
                przez osoby trzecie pijaka z nawy...
            • dominikjandomin Re: Łamanie zasad 14.05.08, 13:14
              isma napisała:

              > Bede sie upierac, ze jesli poszczegolne dziecko sklonne
              > do rozproszenia, to je rozproszy czy ciocia z aparatem, czy
              > rozwiazany but kolegi, czy mucha, ktora wpadla przez okno. A jak
              > niesklonne - to bedzie to bez znaczenia.

              Przepraszam Cię bardzo, ale mnie mucha nie rozprasza, a taka banda jak
              najbardziej. I choćby z tego powodu unikam "uroczystości" w naszej parafii.

              A tym bardziej małe dziecko. jasne, możemy wszystko zrzucać na małe dziecko, ze
              to jego wina, ze się rozprasza. Banda ludzi, którzy mają za nic świętość
              miejsca, jest bez zarzutu.

              Kto tu jest winien? Przypomina mi się historia, kiedy przyszła babka (z gatunku
              będących na każdej Mszy) do zakrystii z pretensją, że lektorzy na mszy
              rozśmieszają ministrantów i jak to tak można.

              Niestety, nie chciała ona zauważyć, ze lektorzy po prostu nie zdzierżyli w
              utrzymaniu powagi, kiedy jej koleżanka czytała (wrrrr) czytanie i z lekcjonarza
              odczytała po kolei wszystkie rubryki...

              A ksiądz winien pogonić. Liturgia, zwłaszcza nowa, ma wiele miejsc, gdzie można
              legalnie wpleść wstawkę "odautorską". Skoro może mieć miejsce głupi komentarz
              świeckiego do każdego czytania - to czemu nie może mieć miejsca komentarz
              celebransa odnoście zachowań podczas liturgii? Zwłaszcza, że zdarzają sie
              komentarze odnośnie poprawnych zachowań...

              A i u nas, jak po weselu motocyklistów trzeba było iść ich uciszyć przed
              kościołem, bo zagłuszali kolejną Mszę - jakoś nie było problemu. I nikt się nie
              burzył - ani ludzie, ani motocykliści.
              • mama_kasia Re: Łamanie zasad 14.05.08, 13:42
                Skoro może mieć miejsce głupi komentarz
                > świeckiego do każdego czytania - to czemu nie może mieć miejsca komentarz
                > celebransa odnoście zachowań podczas liturgii?

                Poczułam się ździebko urażona wink)))
                Co drugą niedzielę piszę komentarz do czytań smile A w czasie
                Triduum również tzw. komentarze porządkowe (minimalna ilość)
                Wczytując się w dokumenty KK smile :

                (z ogólnego wprowadzenia do mszału) - 105. Funkcję
                liturgiczną pełnią także:
                b) Komentator, który za pomocą objaśnień i pewnych pouczeń
                wprowadza wiernych w liturgię i przygotowuje ich do lepszego
                jej zrozumienia. Uwagi podawane przez komentatora powinny
                być starannie przygotowane, zwięzłe i jasne. Podczas pełnienia
                swej funkcji komentator stoi w odpowiednim do tego miejscu,
                mając przed sobą wiernych, ale nie na ambonie.

                (z adhortacji Benedykta XVI o Eucharystii) -
                Nie zapominajmy nigdy, że „gdy w Kościele czyta się Pismo
                święte, sam Bóg przemawia do swego ludu, a Chrystus, obecny
                w swoim słowie, zwiastuje Ewangelię” [135]. Jeśli są
                stosowne okoliczności, można pomyśleć o kilku słowach
                wprowadzenia, które ułatwią wiernym ponowne uświadomienie
                sobie ich treści.
                • isma Orate, fratres: ut meum ac vestrum sacrificium... 14.05.08, 14:04
                  Do tego, co napisala Kasia, dopowiem jeszcze jedno: celebrans nie
                  jest za oltarzem "prywatnie". Jesli mamy rzeczywiscie wierzyc, ze
                  Ofiara Eucharystyczna jest sprawowana in persona Christi, to, yyyy,
                  pole do prywatnej inwencji celebransa (chocby w celu slusznym i
                  zbawiennym) sie znacznie kurczy. Status celebransa jest inny, niz
                  kogokolwiek z uczestnikow liturgii - lektora, komentatora,
                  gloszacego homilie (chociaz, grrrr, wyjatkowo nie lubie, jak to jest
                  dyzurny w dana niedziele, wyskaujacy co godzine z zakrystii z ta
                  sama kartka), czy pozostalych jej uczestnikow.

                  Dlatego sie wewnetrznie jeze, jak slysze "modlcie, sie, aby NASZĄ
                  ofiare przyjął Bóg Ojciec Wszechmogący..." zamiast "...MOJA I
                  WASZA..." ;-(((.
                  • dominikjandomin Re: Orate, fratres: ut meum ac vestrum sacrificiu 14.05.08, 14:49
                    isma napisała:

                    > Do tego, co napisala Kasia, dopowiem jeszcze jedno: celebrans nie
                    > jest za oltarzem "prywatnie". Jesli mamy rzeczywiscie wierzyc, ze
                    > Ofiara Eucharystyczna jest sprawowana in persona Christi, to, yyyy,
                    > pole do prywatnej inwencji celebransa (chocby w celu slusznym i
                    > zbawiennym) sie znacznie kurczy.

                    No i czy jako in persona Christi nie może wziąć bicza i wygonić handlarzy?


                    > Dlatego sie wewnetrznie jeze, jak slysze "modlcie, sie, aby NASZĄ
                    > ofiare przyjął Bóg Ojciec Wszechmogący..." zamiast "...MOJA I
                    > WASZA..." ;-(((.

                    Na szczęscie u nas tego jeszcze nie słychać. Ale czy to aby nie jest na liście
                    oficjalnych naduzyć?
                    • isma Re: Orate, fratres: ut meum ac vestrum sacrificiu 14.05.08, 15:01
                      No, widzisz. U nas "nasza" ofiare np. ojcowie dominikanie pasjami
                      sprawuja. Niestety czasem mi z harmonogramu wypada, ze musze po
                      sasiedzku na konwentualna w samo poludnie, i wtedy, niestety... No,
                      moze oni mysla, ze koncelebruja bez ludu, bo wtedy to jakos bardziej
                      w ten desen idzie wink)).

                      Co do wypadniecia z biczem - moim zdaniem nie bardzo. Bo taki
                      celebrans jest in persona Christi TYLKO w ramach liturgii Kosciola
                      (a nie jako osoba, robiac cokolwiek innego) - tego sie nie da
                      rozdzielic.

                      Jak napisalam - dla mnie mozna interweniowac "od oltarza" wyjatkowo,
                      wtedy, kiedy cos rzeczywiscie zagraza normalnemu porzadkowi liturgii
                      i zapowiada jej przerwanie (choc dlugo nie zapomne, jak dzielnie
                      trwal na posterunku JM rektor PAT podczas pewnej Mszy sw.
                      odpustowej, w sytuacji, kiedy wokol ambonki krazyl mu pewien
                      niezrownowazony psychicznie pan, staly zreszta bywalec kolegiaty:
                      wzrok JM nerwowo bladzil za panem na podobienstwo wzroku obserwatora
                      meczu pinpongowego - ale to juz po Komunii sw. bylo).
                      No wiec dla mnie ciocia z aparatem takiego zagrozenia nie stanowi,
                      choc oczywiscie byc jej w tym miejscu nie powinno.
                      • dominikjandomin Re: Orate, fratres: ut meum ac vestrum sacrificiu 14.05.08, 15:11
                        isma napisała:

                        > No, widzisz. U nas "nasza" ofiare np. ojcowie dominikanie pasjami
                        > sprawuja.

                        Acha. Ja dominikanów u siebie nie mam na szczęscie, jezuitów szerokim łukiem mijam.

                        > Co do wypadniecia z biczem - moim zdaniem nie bardzo. Bo taki
                        > celebrans jest in persona Christi TYLKO w ramach liturgii Kosciola
                        > (a nie jako osoba, robiac cokolwiek innego) - tego sie nie da
                        > rozdzielic.

                        No to jest jeszcze jedno miejsce - a nawet dwa, podczas liturgii.

                        1. kazanie / homilia

                        2. modlitwa wiernych

                        Potem to już chyba tylko ogłoszenia duszpasterskie.
                • dominikjandomin Re: Łamanie zasad 14.05.08, 14:47
                  mama_kasia napisała:

                  > Skoro może mieć miejsce głupi komentarz
                  > > świeckiego do każdego czytania - to czemu nie może mieć miejsca komentarz
                  > > celebransa odnoście zachowań podczas liturgii?
                  >
                  > Poczułam się ździebko urażona wink)))
                  > Co drugą niedzielę piszę komentarz do czytań smile A w czasie
                  > Triduum również tzw. komentarze porządkowe (minimalna ilość)
                  > Wczytując się w dokumenty KK smile :
                  >
                  > (z ogólnego wprowadzenia do mszału) - 105. Funkcję
                  > liturgiczną pełnią także:
                  > b) Komentator, który za pomocą objaśnień i pewnych pouczeń
                  > wprowadza wiernych w liturgię i przygotowuje ich do lepszego
                  > jej zrozumienia.

                  Owszem, objaśnień i pouczeń, a nie własnej refleksji na temat tego, co odczytał
                  w danym czytaniu i co on o tym sądzi, tak, ze wychodzi z tego drugie kazanie,
                  prowadzone w dodatku przez świecką osobę.

                  Przeciw objaśnieniom i pouczeniom nic nie mam, tylko, ze ich na ogół nie ma.
                  Generalnie tylko w Triduum je słychać.

                  >Uwagi podawane przez komentatora powinny
                  > być starannie przygotowane, zwięzłe i jasne. Podczas pełnienia
                  > swej funkcji komentator stoi w odpowiednim do tego miejscu,
                  > mając przed sobą wiernych, ale nie na ambonie.

                  Czy pulpit, z którego odczytuje się obecnie wszystko, to ambona? jeśli tak, to
                  prawie wszystkie komentarze, które widzę i słyszę, dobiegają z tego samego
                  miejsca. A już chyba wszystkie własne opinie na temat treści czytań.


                  > (z adhortacji Benedykta XVI o Eucharystii) -
                  > Nie zapominajmy nigdy, że „gdy w Kościele czyta się Pismo
                  > święte, sam Bóg przemawia do swego ludu, a Chrystus, obecny
                  > w swoim słowie, zwiastuje Ewangelię” [135]. Jeśli są
                  > stosowne okoliczności, można pomyśleć o kilku słowach
                  > wprowadzenia, które ułatwią wiernym ponowne uświadomienie
                  > sobie ich treści.

                  I tu się zgadzam. Tylko, ze ma to być wprowadzenie, a nie "co ja przeżyłem
                  słuchając tego słowa i o czym wg mnie (!) to jest to słowo". Chodzi mi o to, aby
                  tutaj świeccy nie próbowali wyręczać kapłanów w homilii...

                  Bo ja jestem chętny o porozmawianiu sobie o słowie, ale PO jego odczytaniu
                  (najlepiej PO liturgii), a nie jako wrzut czyjś PRZED czytaniem.
                  • mama_kasia Re: Łamanie zasad 15.05.08, 08:55
                    Wszystko zależy jak zwykle od człowieka smile
                    Sama piszę komentarze ponad 10 lat. Codziennie czytam Słowo Boże
                    (w każdym razie staram się wink. Czytam różne opracowania,
                    również historyczne, aby lepiej zrozumieć. Modlę się przed
                    napisaniem komentarza. Modlę się też potem, przed mszą, aby
                    Słowo Boże wydało w nas-słuchających owoce. Modlę się też za
                    wstawiennictwem św.Klary smile, aby mikrofon zadziałał (nasz
                    miewa problemy). Klara jest patronką telewizji, środków masowego
                    przekazu, więc podciągnęłam ją do nagłośnień wink I bardzo
                    staram się, aby to nie były słowa pouczenia, ale wprowadzenia.
                    To jest najtrudniejsze w pisaniu komentarza.
                    Także, widzisz, dla mnie to nie po prostu napisanie paru słów
                    na temat danego Słowa. To całe ...powołanie. ...Ale przyznaję takie
                    podejście nie wszystkim jest bliskie smile

                    My w kościele mamy prawdziwą ambonę ze schodkami i stamtąd
                    głoszone(!) jest Słowo. A ja komentarz czytam pod amboną,
                    nawet nie wchodząc na prezbiterium, zwrócona w stronę ludzi,
                    tak by mnie widzieli. Raz, gdy nie zadziałał mój mikrofon,
                    celebrans kazał mi wejść na ambonę. ...Czułam się fatalnie.
                    • dominikjandomin Re: Łamanie zasad 15.05.08, 15:13
                      To zupełnie inna sytuacja. Tylko czemu tak rzadka?

                      A ambony, porządnej, ze schodkami - zazdroszczę. U nas, kościół nowoczesny, jest
                      kamienny pulpit zwany "ambonką". A w sąsiednich kościołach zabytkowych -
                      porządna ambona jest nieużywana...
                      • mama_kasia Re: Łamanie zasad 15.05.08, 15:38
                        Ambona u nas wróciła do łask za sprawą jednego proboszcza
                        jakieś 16 lat temu smile I bardzo dobrze! Z początku były problemy
                        niektórych księży, że ciężko wchodzić, ale się przyzwyczaili smile

      • ekan13 Re: Łamanie zasad 12.05.08, 21:40
        Weasley może dokładnie czegoś takiego oczekiwałam, tylko podejrzewam, że kapłan z założenia od poczĄTKU traktówał nas jako rodziców poważnie i jeżeli zostało to zgodnie przyjęte, wręcz uznane za zasadne nie mógł przewidzieć takiej szopki, a czasem ciężko podjąć z marszu odpowiednie działanie.
        Jeżeli na wstepie przed rozpoczęciem Eucharystii przypomniał o ustalonych wspólnie z rodzicami zasadach, jeżeli w trakcie rozdawania dzieciom Komuni wyprosił z przed ołtarza wszystkich "fotogragów", jeżeli ja sama osobiście upominałam kilku rodziców a oni i tak robili swoje - to co można było zrobić? Na siłę za fraki nikogo nie wyprowadzisz, aparatu nie zabierzesz.
        Tak Jezus wywalił kupców z światyni, ale On miał odwagę nie takie rzeczy czynić...
        Smutne to, naprawdę smutnę, kiedy dorośli ludzietak demonstracyjnie kpią sobie z zasad.

        Mnie tak na marginesie śmieszy robienie zdjęć gdzieś z tyłu, z wyciągniętej ręki, kiedy każde dziecko ma zagwarantowane własne, osobiste uwiecznienie tego momentu przez profesjonalistę, kiedy to tak naprawdę tylko przeszkadza i wpływa na gorszą jakość tych zdjęć.

        Natomiast w temacie wątku, kiedyś ci dorośli bedą się bardzo oburzać i dziwić, jaka to ta młodzież dzisiaj jest zła i niewychowana...
        • a_weasley Re: Łamanie zasad 13.05.08, 16:27

          Ekan13 napisała:

          > Weasley może dokładnie czegoś takiego oczekiwałam,
          > tylko podejrzewam, że kapłan z założenia od
          > poczĄTKU traktówał nas jako rodziców poważnie
          > i jeżeli zostało to zgodnie przyjęte, wręcz
          > uznane za zasadne nie mógł przewidzieć takiej szopki

          Byłżeby to pierwszy taki przypadek? Sądząc z tego, co się, jak słyszę, przy
          takich okazjach dzieje, to chyba było do przewidzenia.
          Także to, że ludzie kiwali głowami, z góry wiedząc, że i tak zrobią swoje.

          > a czasem ciężko podjąć z marszu odpowiednie
          > działanie.

          A, to prawda.

          > jeżeli w trakcie rozdawania dzieciom
          > Komuni wyprosił sprzed ołtarza wszystkich
          > "fotografów",

          Może nie musiałby, gdyby jednego wyprosił z dolnej części kościoła czy choćby
          dobrze ochrzanił na początku mszy.

          > jeżeli ja sama osobiście upominałam
          > kilku rodziców a oni i tak robili swoje

          Oto odpowiedź na teksty o "dyskretnym upominaniu". Najwyraźniej nie działa.

          > - to co można było zrobić?

          W tej sytuacji rzeczywiście nic.
          To tylko unieważnia argument o "dorosłych ludziach". W kościele ksiądz miał
          problem z bandą rozwydrzonych smarkaczy i nie mam tu bynajmniej na myśli
          pierwszokomunistów.

          > Natomiast w temacie wątku, kiedyś ci dorośli bedą
          > się bardzo oburzać i dziwić, jaka to ta młodzież
          > dzisiaj jest zła i niewychowana...

          To masz jak w banku.
          Po drodze jeszcze wzywani do szkoły, bo się dzieciątko nie umie zachować, będą
          tłumaczyli, że dziecię wrażliwe jest z natury i że to szkoła powinna je
          zainteresować.
    • maadzik3 Re: Łamanie zasad 12.05.08, 18:58
      Niestey lamanie zasad jest powszechne, ale czasem zdarzaja sie i bardziej
      optymistyczne przyklady. Zdegustowani fotografowaniem niemalze z siadu na
      oltarzu podczas jednego ze slubow na jakim bylismy w czasie narzeczenstwa
      kategorycznie domagalismy sie od gosci robienia zdjec przed kosciolem, na weselu
      i gdzie tam chca ale nie w kosciele - dotrzymali.
    • mader1 Re: Łamanie zasad 12.05.08, 19:12
      To nie jedyne łamane zasady. Usprawiedliwienia do szkoły na ten
      przyklad. Dziecko nie poszło do szkoły na kilka lekcji, bo w domu
      zaspali, ale rodzic pisze, że było na badaniach.... albo w innym
      przypadku, że było chore sad Znam to od strony zwierzeń matek i
      dzieci, więc nie piszę tego, jako sfrustrowana nauczycielka.
      Jakiś czas temu moja córeczka zapomniała wziąć ze wsi, gdzie
      jesteśmy raz na tydzień, wzorowo odrobioną pracę domową razem z
      zeszytem ćwiczeń. To duży kłopot, bo wtedy ani zesztu do dalszego
      uzupełniania cwiczeń w ciągu tygodnia nie ma, ani owej pracy
      domowej.Córka zobaczywszy to, spanikowała. Wymieniła z koleżanką
      esms-y i przyszła z gotowym rozwiązaniem " X. mówiła, żeby napisać,
      że się zgubił zeszyt, najlepiej w szkole, bo jej mama tak pisze, jak
      coś takiego się wydarza". No cóż, wzięłam zeszt do korespondencji i
      opisałam zostawienie zeszytu ćwiczeń 100 km od domu, z wzorowo
      odrobioną pracą domową, przeprosiłam i poprosiłam nauczyciela o
      pomoc. Widziałam, że córeczka przestraszyła się " tak po prostu ?
      Prawda wystarczy ?" Ano, mimo że poszła do pana z tym
      usprawiedliwieniem z duszą na ramieniu, okazało się, ze wystarczyło.
      To inteligentny facet i myślę, że ma dość pokrętnych
      usprawiedliwień. Powiedział " ach Ty gapo" i poszli razem skserować
      kilka stron. Odrobioną pracę domową mała przyniosła za tydzień.
      Niby takie głupoty...
      Albo... ktoś idzie na imieniny, spóźnia się zawsze.Taki typ. Ale
      zawsze mu się autobus spóźnił, albo w aucie coś nawaliło. Wszyscy
      wymieniają zanaczące spojrzenia... jak się czuje jego dziecko ?
      Mógłby przeprosić i nic nie mówić sad
      Albo... a tak, dzwoniłam w tej sprawie, ale nikogo nie było -
      podczas gdy zapomniało się zadzwonić.
      A dzieci patrzą sad
      • verdana Re: Łamanie zasad 12.05.08, 19:24
        No tak... Ale znam kilka przypadkow (jako nauczycialka i jako
        rodzic), ze prawdziwe usprawiedliwienia (syn zaspał, syn był bardzo
        zmęczony i nie mial sily odrobic zadań) były oceniane jako
        bezczelność. Trudno się wobec tego dziwić, ze dzieci po prostu boją
        się dawać takich usprawiedliwień - i nie winilabym w takich
        wypadkach oszustów, tylko tych, ktorzy karzą za prawdę.
        • mader1 Re: Łamanie zasad 12.05.08, 19:46
          No tak... bywa taki nauczyciel, który nie da sobie powiedzieć
          prawdy, ale tak po prostu skłamać " na zapas" ?
          Pamiętam, nie dotrzymałam jakiegoś terminu w urzędzie - miałam
          powód. Urzędniczka powiedziała, ze mam napisać do jej przełożonej
          podanie, bo możliwe jest przedłużenie. OK. I ona chce mi dyktować,
          że coś tam zgubiłam, coś mi się zapodziało... Pytam ją "a nie mogę
          napisać prawdy ?" a ona " ale nie wiem, jak pani X. zareaguje na
          prawdę, a takie uzadanienia to wiem, że przyjmuje " smile))))))
          Kabaret.
          • verdana Re: Łamanie zasad 12.05.08, 20:38
            Problem, ogromny dla mnie problem - to, ze w szkole nie tyle "tak
            bywa", ile "tak jest".
            Nie znam nauczyciela, ktory nie zwymyślałby ucznia za odpowiedź na
            pytanie "Dlaczego nie odrobiles lekcji" "Bo bardzo mi sie nie
            chciało, czytalem dobra książke". Nie mam nic przeciw jedynce w
            takiej sytuacji. Mam bardzo wiele przeciw oskarżeniu ucznia o
            bezczelność.
            Szkoła uczy dzieci, ze prawdomowność i przestrzeganie przepisow nie
            tylko naraza na gniew i niechęć dorosłych, ale także przyczynia się
            do tego, ze nawet rodzice gorzej oceniaja wlasne dziecko. Chcę
            zobaczyć rodzica, ktory cieszy się z trójkowego swiadectwa dziecka,
            ktore z zasady nie sciaga, nie przepisuje lekcji na przerwach od
            kolegów, i przekleja referatów z internetu i tego, co zwymyśla
            dziecko, ze ma czerwony pasek dzięki takim praktykom.
            Sama tego nie robię...
            • mader1 Re: Łamanie zasad 12.05.08, 21:47
              To prawda Verdano - nie do końca liczy się Prawda, a "aktywnośc", "
              życiowość", " przedsiebiorczość", " elastyczność"... "A bo ten mój
              syn to taka DUPA jest" - usłyszałam od rodzica. Ufff... a to jest
              ten moment, gdy taki uczciwy człowiek ciągle " traci" w swoich
              oczach, mysli sobie " coś ze mną nie tak, skoro innym to nie
              przeszkadza." i jak jesteśmy w stanie darować kłamstwo, szaleństwo,
              ściąganie - "a bo młody i ma prawo się mylić" to trudno przychodzi
              pogodzić się z " nieżyciowością".
              Niedawno Starsza wróciła jak zbity pies. Lubi geografię - jeszcze w
              starej szkole prowadzono ją dobrze - może będzie zdawać na maturze.
              To ostatni rok, a ona ją umie, więc miała szansę na piątkę. Mieli do
              zrobienia skomplikowane mapki - duze, pracochłonne, wiele informacji
              do naniesienia, trochę nauczyciel nie pomyślał, bo było duże
              prawdopodobieństwo, że będą nieczytelne. Dzieciaki, w tym i moja
              córa, napracowały się solidnie, oczywiście utrwalając wiedzę, a co...
              Jeden z ich kolegów - dobry uczeń i generalnie wzorowy - kupił taką
              mapkę od studenta geografii, który dysponował potrzebnym programem.
              Za nieduże pieniądze. Nauczyciel zachwycił się, wychwalił, postawił
              piątkę ( szóstek się nie stawiasmile))), a całej reszcie stopnie poszły
              w dół. I to o dwa. Czyli zamiast piątki, czwórki płus pojawiła się
              trójka plus... Widziałam, ze córka bardzo potrzebuje wsparcia...
              Gdyby uslyszała " a Ty nie mogłaś sobie kupić, niemoto", chyba by ją
              dobiło sad(((, a niektórzy tak usłyszeli.
              Gadałyśmy, gadałyśmy poważnie aż po prostu powiedziałam " a daj
              sobie spokój ! Tak sobie sumienie paparać dla jednej głupiej piątki
              z geografii ? Trochę wyżej Cię cenię " I widziałam, że uśmiechnęła
              się rozbawiona.
              Tak dorośli kształcą dzieci sad
              • otryt Pytanie 13.05.08, 10:29
                Mader i Verdano, smutne historie opowiadacie. Mam pytanie, Czy gdy
                chodziłyście same do szkoły, takie sytuacje się zdarzały? Czy były w
                takim nasileniu, jak dziś?
                • mader1 Re: Pytanie 13.05.08, 10:42
                  Tak. Tak było. Dzieciaki przynosiły pisane przez innych - wtedy
                  głównie przez rodziców - prace sad Non stop na zajęcia techniczne
                  były przynoszone robione przez doroslych karmniki dla ptaków - moja
                  zmora, bo mój ojciec nie zamierzał robić ich za mnie, a ja też nie
                  umiałam, więc moje wyglądały żałośnie. Mamy potrafiły rysować
                  szlaczki w pierwszych klasach, potem haftować i obrabiać serwetki :
                  ((((
                  Co do pisania usprawiedliwień - pisane były takie, żeby się
                  podobało, a na porządku dziennym było usprawiedliwianie
                  nieodrobionych prac czy spóźnień, jakimiś "głodnymi kawałkami".
                  Jeden z kolegów w IV LO (!!!) klasie w zwiazku z nieobecnością
                  zrobił piękne przedstawienie w czasie godziny wychowawczej,
                  opowiadając o tym, że ma dwie pary skarpetek, jego rodzina jest
                  biedna, a wyłączyli kaloryfery itd itp. Skutek : dzień
                  usprawiedliwiony.Bo jak powiedział, ze nie mają pieniedzy na
                  skarpetki, wychowawcy zamknął usta.
                • verdana Re: Pytanie 13.05.08, 10:44
                  Tak, jak najbardziej sie zdarzały. Zawsze - "Słowacki wielkim poeta
                  byl". Bo, pomijajac inne sprawy, jest takie prawo rzymskie "Nie
                  można wymagać od nikogo rzeczy niemozliwych". A szkoła wymaga.
                  Mój syn dostał zadanie - 'napisz rozdział do podrecznkia historii o
                  polskim sredniowieczu" - czy dziecko moze taka pracę napisać
                  samodzilnie. Nie może. Ja taki rozdział do podręcznika pisałam
                  miesiąc.
                  Drugie zadanie - przerób "Bogurodzicę" na język współczesny, przy
                  czym nie chodzi o tłumaczenie, a napisanie wiersza "na wzór". Moj
                  syn wściekły oswiadczył, ze nie umie w zaden ludzki sposób, powie
                  nauczycielowi, ze uczucia patriotyczne nie pozwalaja mu robić sobie
                  zabawy z bylego hymnu. Czy mu pozwolilam to powiedzieć? Nie. A może
                  powinnam.
                  Ale z drugiej strony nie pozwolilab, aby corka napisała, skazujac
                  tym dziecko na nieuchronna jedynkę. I teraz, jesli np. napisałby mu
                  kolega - mam się oburzać, czy nie? Powinnam, ale nie potrafię.
                  • otryt Re: Pytanie 13.05.08, 11:10
                    Prawdę mówiąc spodziewałem się innych odpowiedzi zarówno Mader jak i
                    Verdany. Wynika więc z tego, że wtedy (dziś zapewne do jakiegoś
                    stopnia również)żyłem w jakiejś naiwnej nieświadomości. Faktem jest,
                    że nikt nigdy za mnie pracy domowej nie zrobił, a frekwencję miałem
                    prawie stuprocentową. Gdy raz jeden zaspałem, z własnego
                    kieszonkowego pojechałem taksówką do szkoły. Dla mnie wtedy to był
                    wielka kwota. Ściągać nauczyłem się późno - dopiero na szkoleniu
                    wojskowym podczas studiów. Nie byłem się w stanie nauczyć
                    wojskowych definicji, np pagórka (nierówność terenu wypukła w górę).

                    Był kolega, który usprawiedliwiał się co chwila, że był na pogrzebie
                    babci. Tych babci z 5 naliczyliśmy. Przy piątej nauczyciel
                    powiedział z uśmiechem siadaj, dwója za brak pracy. Śmiała się cała
                    klasa.
    • rycerzowa Re: Łamanie zasad 13.05.08, 10:11
      Ludzie potrafią zastosować się do zasad, jeśli ...trzeba.

      Widocznie w tej parafii takie już panują porządki, czy raczej nieporządki, że
      ksiądz ma swoją wizję, a ludzie mają kłopot, by się dostosować.
      Bo czy nie za dużo tego "porządku"? Jakie to ma znaczenie,czy i gdzie usiądzie
      rodzic, gdzie ciocia? To są dorośli ludzie.
      Przychodzi cała szeroka rodzina i u wejścia kościoła muszą się rozdzielić -
      dziadki, babcie i ciotki do góry, my na dół, bo tak mówią didaskalia.
      Tymczasem to naprawdę nie jest teatr.
      Jakiś porządek musi być, ale bez przesady.
      Dla powagi uroczystości powinno się unikać niepotrzebnych zakazów i nakazów.

      W naszej parafii miejsca dzieci i miejsce przed ołtarzem są oddzielone szarfami
      od reszty kościoła. Pstrykać z oddali można do woli. (Raczej nie pstrykają, bo
      po co?)

      Słowo, nie widzę u nas żadnego "łamania zasad". No tak, ale to są poznaniacy...
      • mama_kasia Re: Łamanie zasad 13.05.08, 10:51
        U nas ludzie przyjezdni zawsze zachwycają się, jaki porządek
        panuje w czasie Triduum. Ale to były katechezy, jest nacisk, aby
        było uroczyście, pięknie i bez pośpiechu. Ludzie czują ten czas i to
        miejsce. Ale tu przychodzą na liturgię Ci, którzy wiedzą,
        dlaczego przyszli.
        Z Komunią jest inaczej. Moim zdaniem jest w tym duża wina księży.
        W czasie zebrań jest podkreślane - to wasza uroczystość. Strojenie
        kościoła - siostra mówi: ja tu nie mam nic do gadania. To
        wasza komunia.
        A to nie tak. To nasza wspólna uroczystość.
        Tak jak czuwamy nad liturgią Triduum, tak powinniśmy czuwać
        nad Komunią. Tylko, że akurat u mnie w parafii jest obecnie problem,
        że to wspólnoty przygotowują Triduum i pilnują, aby było, jak
        należy sad((
        Naprawdę, brakuje mi mądrego prowadzenia dorosłych,
        jakichś katechez przedkomunijnych dla rodziców, omówienia liturgii,
        jeszcze raz krok po kroku katechez mówiących o mszy.
        • isma Re: Łamanie zasad 13.05.08, 11:04
          O to chodzi, o to chodzi. Msza sw. nie jest niczyja wlasnoscia.
          A czym jest, to sie powinno mowic do skutku. Mozna o calym mnostwie
          katolickich obrzedow nie miec bladego pojecia - ale analfabeta
          Eucharystii byc nie wolno ;-(((.

          Moja komorka zglasza sie fraza "iuxta dominicam viventes" (no,
          jestem rabnieta, wiem wink)) - "zyjacy na sposob niedzieli". Zyjacy
          Eucharystia.
          Bez tego, to sobie potem mozna rodzicow i ciocie dowolnie dobitnie
          strofowac - ze skutkiem... eeeech...
      • a_weasley Re: Łamanie zasad 13.05.08, 16:14

        Rycerzowa napisała:

        > Ludzie potrafią zastosować się do zasad,
        > jeśli ...trzeba.

        Ale to ksiądz ocenia, co trzeba. On jest kierownikiem tego obiektu.

        > Widocznie w tej parafii takie już panują porządki,
        > czy raczej nieporządki, że ksiądz ma swoją wizję,
        > a ludzie mają kłopot, by się dostosować.

        Wątpię, by jeśli chodzi o ludzi ta parafia była niechlubnym wyjątkiem. To ksiądz
        nie potrafi wyegzekwować tego, co sam zarządził.

        > Bo czy nie za dużo tego "porządku"? Jakie
        > to ma znaczenie,czy i gdzie usiądzie rodzic,
        > gdzie ciocia? To są dorośli ludzie.

        Nic to kogo obchodzi. Ksiądz zarządził. Nie wiem dlaczego, może jest w tym
        głębsza myśl, a może miejsca na dole jest tyle, że dla rodziców wystarczy, a dla
        dalszych rodzin nie. W każdym razie na takie dyskusje był czas na zebraniu
        rodziców. Można było próbować księdza przekonać do zmiany zdania, można było
        dyskutować, a ksiądz by decyzję zmienił albo nie. Ale to była jego decyzja i
        należało się jej podporządkować.
        Podobnie jak o fotografowaniu można było dyskutować, ale ostatnie słowo należało
        do księdza.

        > Przychodzi cała szeroka rodzina i u wejścia kościoła
        > muszą się rozdzielić dziadki, babcie i ciotki
        > do góry, my na dół, bo tak mówią didaskalia.

        Jakoś jak jest chrzest, to sobie ludzie radzą, rodzice i chrzestni idą do
        zakrystii, a reszta się rozgęszcza po kościele.

        > Dla powagi uroczystości powinno się unikać
        > niepotrzebnych zakazów i nakazów.

        Potrzebnych czy niepotrzebnych, nie cioci i wujkowi o tym decydować. To pewne,
        że jeśli się nie jest gotowym zakazu egzekwować, lepiej go wcale nie wydawać.

        > Słowo, nie widzę u nas żadnego "łamania zasad".
        > No tak, ale to są poznaniacy...

        Choć nie należy generalizować, z moich obserwacji też wynika, że z poznaniakami
        łatwiej.
        Aczkolwiek stryj we Wielkopolsce działał, najpierw pod Rakoniewicami a potem pod
        Lesznem, i w tej drugiej parafii stryja też się nie mógł doprosić, zeby zaczęli
        zimą zamykać drzwi... W końcu, sam słyszałem, kiedyś po "i z duchem twoim"
        oświadczył, że do dalszych czynności przejdzie po zamknięciu drzwi, bo on ma
        ischias, a nie ma wikarego i na dłuższe chorowanie sobie pozwolić nie może.
        Odtąd był spokój.
    • rycerzowa Re: Łamanie zasad 13.05.08, 10:43
      verdana napisała:

      > Nie znam nauczyciela, ktory nie zwymyślałby ucznia za odpowiedź na
      > pytanie "Dlaczego nie odrobiles lekcji" "Bo bardzo mi sie nie
      > chciało, czytalem dobra książke". Nie mam nic przeciw jedynce w
      > takiej sytuacji. Mam bardzo wiele przeciw oskarżeniu ucznia o
      > bezczelność.

      Tylko, niestety, tak już jest, że gdy jesteśmy prawdomówni i do bólu szczerzy,
      to jednocześnie jesteśmy chamscy i bezczelni.
      Wychowanie dziecka, to uczenie go pewnej hipokryzji, niestety, niestety, niestety.
      Inaczej nie powie skromnego "dziękuję" za ciociny prezent, tylko skrzywi się i
      skomentuje "ale bezguście".
      Nie wytłumaczy pokrętnie,że "ma inne plany na wakacje", tylko szczerze odmówi
      przyjazdu do babci, bo "u niej brudno i ono się brzydzi".
      To są autentyczne przykłady zachowań dzieci wychowanych w absolutnej prawdomówności.


      Poza tym moralny zachwyt nad ludźmi, którzy zawsze mówią prawdę, albo nie
      potrafią nic zamotać (te przysłowiowe doopy), często jest nieuzasadniony. Z
      tego względu, że oni często są tacy z natury, a nie z etycznego wyboru. Taka
      cecha umysłu - inaczej nie umie, nie ma "zdolności", nie potrafi, chociaż
      chciałby, i tym cwanym zazdrości.

      • verdana Re: Łamanie zasad 13.05.08, 10:47
        To tez ja wcale nie wychowuję dzieci, aby mowilyli i jedynie
        prawdę... Nawet nie udaję przed dziećmi, ze to robię.
        Ale szkoła jednak przesadza. Bo system szkolny oparty jest o zasady
        nie tylko nieprawdy , ale oszustwa. A to już zdecydowanie gorzej.
        • rycerzowa Re: Łamanie zasad 13.05.08, 11:09
          verdana napisała:

          > Ale szkoła jednak przesadza. Bo system szkolny oparty jest o zasady
          > nie tylko nieprawdy , ale oszustwa. A to już zdecydowanie gorzej.

          Czyli znów wraca problem pomocy w pracach domowych.
          Uświadomcie mnie, bo może, przyznaję, nie jestem już na bieżąco.
          Czy postępy waszych dzieci w nauce ocenia się na podstawie prac domowych, które
          mogą wszak być niesamodzielne? I na tym polega "oszustwo"?

          Jeszcze niedawno (czasy szkolne moje i moich dzieci)praca domowa to była nauka,
          ćwiczenie.
          Poważne oceny to były te za klasówki, sprawdziany, testy, odpowiedzi przy
          tablicy, i - najważniejsze - egzaminy wstępne.
          O ile rozumiem słowo pisane (niesprawdzone na maturze, wiec niepewne), teraz
          zmieniło się TYLKO jedno: zamiast egzaminów wstępnych są egzaminy zewnętrzne.
          No to gdzie tu jest miejsce na oszustwo?
          (Pomijam korupcję).

          Nawet w nauczaniu elementarnym pani nie da promocji dziecku, które nie umie
          pisać W SZKOLE, choćby mamusia w domu mu cały rozdział elementarza napisała.
      • mader1 Re: Łamanie zasad 13.05.08, 11:09
        Ja nie uważam, że mamy być " do bólu szczerzy ?" Mamy się -
        szczególnie chrześcijanie - kierować przecież miłością. Nie możemy
        bez powodu ranić innych. Czy - " Nie przyjadę babciu, nie mogę"
        albo " mam inne plany na wakacje" jest kłamstwem ? Dziecko naprawdę
        ma na wakacje inne plany, a dlaczego, nie musi mowić.
        W szkole są takie ewentualności na " nie chciało mi się" - to są
        nieprzygotowania. No ale co zrobić z nauczycielem, który nie wiadomo
        po co pyta jeszcze " a dlaczego jestes nieprzygotowany ?"
        Albo gdy mama pisze " prosze usprawiedliwić nieobecność syna na A,
        B, C lekcji" po co pada pytanie " a co robiłeś ?"
        W szkole, do której chodzą moje młodsze dzieci, nauczyciele unikają
        tego typu " dochodzeń" i bardzo dobrze.
        " Mam nieodrobioną pracę domową" starczy do wpisania
        nieprzygotowania czy jedynki. Jeżeli uczeń miał jakiś ważny powód,
        to on powinien o nim wspomnieć.
        • rycerzowa Re: Łamanie zasad 13.05.08, 11:14
          Ale to "nie chciało mi się" to jest jednak bezczelność, niestety.
          Chociaż prawda.
          Trzeba trochę owinąć w bawełnę.
          My mieliśmy takie kalki na nieobecność i nieprzygotowanie do lekcji:
          - z powodów rodzinnych,
          - z powodu złego samopoczucia,
          - z przyczyn osobistych.
          Wystarczyło.
          • mader1 Re: Łamanie zasad 13.05.08, 11:28
            No widzisz, a jeżeli moje dziecko nie odrobi lakcji, bo mu się nie
            chce, nie mam żadnych " kalek". Nic nie piszę - dostaje
            nieprzygotowanie lub jedynkę.
            To dzieje się sporadycznie - może kilka razy w czasie kariery jednej
            i drugiej-a więc żadna nie ma nawet procedur na tłumaczenie się.
            Nie powiedziały " nie chciało mi się", ale też nauczyciele byli na
            tyle rozsądni, że nie dopytywali.
        • pawlinka Re: Łamanie zasad 13.05.08, 19:13
          W mojej szkole obowiązuje podanie przyczyny nieobecności. Wystarczy
          oczywiście ogólnie (z powodu choroby, wyjazdu). W ten sposób
          traktujemy się poważnie - obowiazkiem ucznia jest uczęszczać na
          lekcje, nauczyciela - uwzględnić powód nieobecności. Nie bez
          znaczenia jest także wartość wiedzy o uczniu (często choruje, na
          przykład)
      • isma Re: Łamanie zasad 13.05.08, 11:13
        No, nie, ale ja bym jednak odroznila sytacje, kiedy niemowienie
        prawdy/mowienie nieprawdy jest powodowane li i jedynie widokiem na
        wlasne korzysci (vide - usprawiedliwianie sie w szkole), i sytuacje,
        kredy trzeba miec wzglad na druga osobe (vide - nietrafiony prezent,
        jakas sprawa rodzinna wymagajaca dyskrecji). Nie twierdze, ze male
        dziecko jest w stanie te subtelnosc uchwycic. Ale np. 10-latek z
        cala pewnoscia tak.
        • verdana Oświecenie tych, co nie znają szkoły 13.05.08, 12:54
          Odrabianie prac za dzieci jest w tej chwili masowe. Nauczyciele, od
          pierwszej klasy (nie wszyscy oczywiscie!!!) na wywiadowkach nie
          tylko zalecjaą pilnowanie dziecka przy odrabianiu lekcji, ale wrecz
          piętnuja rodziców, ktorzy tego nie robią. Wiele czynnosci jest
          przekazywanych rodzicom - i tu zaczyna sie problem. Bo praca dziecka
          robiona wspólnie z mamą, to nie jest już praca dziecka. Póki mama
          nadzoruje szlaczki - to pół biedy. Ale kiedy zaczyna mowić, co i jak
          pisać, rozwiazuje zadania, robi za dziecko to, czego ono nie umie -
          to jest juz problem i to złożony. Nie mowię juz, że to szkodzi jej
          dziecku, ale mama zawyza poziom. 10-latek nie napisze wypracowania
          jak 40-latka. I dzieci, ktore napisały same, z błędami dostaja
          nizsze stopnie, ponieważ najlepsze oceny przypadaja nierzadko
          matkom. Co gorsza, odrabianie z dziećmi powoduje, ze nauczycielom
          wydaje się, ze można zadawać dzieciom wiecej i trudniejsze zadania -
          bo one je robia. Same by nie zrobily.
          I to tak idzie. Sama widziałam, ze w pierwszysch klasach mego syna
          niemal wszyskie prace dodatkowe byly pisane przez rodziców -
          nauczycielka tez widziała, blagała, aby tego nie robić, ale w końcu
          własnie te prace wywieszała. Bo - jak twierdziła - nie jest w stanie
          niczego udowodnić...
          A potem dochodza "referaty". Za moich czasów referat miał pare stron
          i był wyglaszany. Teraz bywaja referaty po stron kilkadziesiąt,
          sciagniete z internetu. I masa nauczycieli ne tylko nie zwraca
          uwagi, ale stawia szóstki. Moja corka niegdyś napisała referat o
          zaletach i wadach wstapienia do UE - samodzielnie, po lekturze
          gazet - sześć stron pisanych ręcznie. Nauczyciel prace odrzucił - za
          krótka.
          Przyznam się - pozwoliłam córce sciagnąć z internetu. Ściągnęła
          trzydzieści stron - dostała szóstkę. Klnie, gdy sobie o tym
          przypomni. Mogla byc nieugieta i wejść w konflikt z nauczycielem
          przedmiotu maturalnego - ale ja się nie dziwię, ze nie była.
          Teraz juz też pomagam - wymiekłam przy tym rozdziale do podrecznika
          ze średniowiecza.
          • isma Re: Oświecenie tych, co nie znają szkoły 13.05.08, 13:00
            Tez to widze ;-(((. W przedszkolu mojej latorosli widzialam
            wywieszone ogloszenie o wszechprzedszkolnym konkursie na plastyczny
            wizerunek smoka. W zasadach stalo: "widoczny wklad pracy dziecka".
            Czyli, moze zrobic rodzic, byle dziecko dolepilo tam jakies krzywe
            ucho czy maznelo farba.

            No, coz. Dziecieciu glodnemu sukcesow oswiadczylam, ze nie bedziemy
            sie w tej akurat materii wyglupiac.
          • mader1 Re: Oświecenie tych, co nie znają szkoły 13.05.08, 13:18
            smile
            Tak. Lubię szkołę swoich dzieci za to, że takie sytuacje są raczej
            wyjątkiem niż regułą. Nauczycielka wie, którzy rodzice odrabiają
            prace za dzieci , bo bardzo dużo robią w szkole i jest ich mało w
            klasie. A jak mało w klasie, łatwiej zapamiętać. Jest czas na
            klasówki i kartkówki, konkursy. I po jakimś czasie rodzice jednak
            rezygnowali z odrabiania ZA dziecko. Zauważcie ZA , nie Z. To się
            nie opłacało, bo nauczyciel i tak oceniał w oparciu o pracę na
            lekcjach.
            Już tylko tyle wystarczy, że uwazam ją za szkołę przyjazną.
            W tej, do której ja chodziłam, niestety było inaczej.
          • rycerzowa Re: Oświecenie tych, co nie znają szkoły 13.05.08, 13:20
            Dziewczyny, nie rozśmieszajcie mnie!
            Czyli co, ocena postępów ucznia w nauce polega na tym,że nauczyciel zadaje do
            domu, uczeń przynosi gotową pracę, dostaje ocenę i temat następnej pracy domowej?
            No to co wobec tego dzieci robią w szkole?
            Nie ma prac klasowych, dyskusji, ani nawet malunków?
            Wszystko w domu?
            • mader1 Re: Oświecenie tych, co nie znają szkoły 13.05.08, 13:35
              Koleżanka właśnie niedawno wróciła z zerówki, z zebrania. Panie
              zadały zilustrowanie w domu bajki ( już nie pamiętam jakiej). Temat
              dosyć łatwy, więc jej syn siedział z wywieszonym ozorkiem w weekend
              i bogato ilustrował smile)))
              Ale już w trakcie zebrania nie było jej do śmiechu. Wywieszono prace
              dzieci. Powiedziała mi, że JEDYNIE paca jej dziecka była
              samodzielna sad(( Obejrzał prace innych, a ponieważ wszyscy udają, że
              to prace dzieci, wyciągnął właściwy wniosek - że nie potrafi
              rysować sad różnica rzucała się w oczy. Przecież dzieci rysują w
              przedszkolu - dlaczego wywieszono akurat te prace ? Nikt nie wie.
              Tydzień trwało namawianie delikwenta, żeby porysował sad
              • mader1 dlaczego Pan zrezygnował... 13.05.08, 13:50
                I pozytywny przykład.
                Pan od matematyki, świetny pedagog, znający uczniów, ich prace,
                postanowił pomóc im w rozwoju. Założyli zeszyty do doatkowych ,
                super trudnych zadań do poglówkowania. Każdy mógł, nawet najgorszy.
                Pan zadawał po kilka co jakiś czas. Robienie ich nie było
                obowiązkowe, Pan nie obiecywał, że będzie to jakoś podwyższać ocenę,
                nie łajał za brak tychże czy niewłaściwe odpowiedzi. Co jakiś czas
                zbierał zeszyty, żeby ocenić, wpisać komentarze...
                Przyznał potem, że bardzo się ucieszył, bo prawie cała klasa okazała
                się ambitna. Trochę go zdziwiło, że średni uczniowie przejawiają
                niepospolite talenty, pilność, mają 100% pokonanych problemów.
                Właściwie gotowi...
                Na klasówkach dał zadania, na szóstkę, które się wiązały z tymi
                dodatkowymi. Ci, którzy robili te dodatkowe od czasu do czasu,
                czasem mylili się, jak było do przewidzenia napisali szóstkowe
                zadania lepiej.
                Pan pofatygował się do klasy. Powiedział, ze jest niektórymi
                rodzicami rozczarowany, chciałby być... hmmm... nauczycielem i
                przewodnikem uczniów, a... nie rodziców. Żebyście wiedzieli, jak
                wiele głosów się odezwało. Okazało się, że generalnie Pan nie
                docenia dzieci... że to normalne, że rodzic robi z dzieckiem, że
                dzieci nic z zadania, które tak świetnie zrobiły nie zapamiętują...
                Pan jednak był nieugięty. Z zeszytów zrezygnował... teraz robią to z
                nim przy tablicy...
                LO Najstarszej... ocena dziewczyny waha się między jedynką a dwójką.
                Podchodzi do tablicy ze zrobionym w domu zadaniem, przepisuje, jest
                dwójka smile Nie, nie poprawia klasówki, przynosi domowe zadanie. Zdaje.
                • ekan13 Re: dlaczego Pan zrezygnował... 13.05.08, 14:53
                  Niestety to smutne...
                  U mojej córki na zebraniu wychowawczyni rozadała zeszyty sprawdzianów, a rodzice szybko wynotowywali zadania z następnych sprawdzianów by odpowiednio "przygotować'do nich dzieci.
                  Pracę konkursową, nad którą moja córka siedziała dwa tygodnie wygrała jej koleżanka, która parę minut wczesniej krytykowała nagrodzoną prace zapominając, że to jej "własnoręcznie" zrobiona, widać mama zapomniała jej pokazać jak slicznie wykonała córeczce pracę, a ostatnio konkurs taneczny wygrały dziewczynki, którym układ przygotowała ich wychowawczyni.
                  Mnozyć ny można przykłady. I tu wraca poruszony przeze mnie temat dawania dzieciom przykładu przez dorosłych.
                  Sama kiedyś osobiście skopiowałam bajkę z wypożyczalni i moja córka poczuła się zdezorientowana "czy można tak robić" zapytała, a ja ze wstydem stwierdziłam, że nie i więcej tak nie zrobię bez sciemniania i szukania tysiaca powodów dla usprawedliwiania takiego postepowania, a często niestety słyszę, że przeciez inni tak robią, to ty też tak rób.
                  • mader1 Re: dlaczego Pan zrezygnował... 13.05.08, 15:24
                    Ale nie martw się smile jest jeszcze sporo dzieci, których rodzice
                    mają " normalne" podejście. One się z czasem " odszukują" smile i wcale
                    nie są gorsze. Nie należy jedynie pozwolić, by w " międzyczasie"
                    zostały stłamszone.
                    Z czasem coraz więcej jest klasówek, kartkówek, zewnętrznych
                    konkursów, jeszcze w po gimnazjum o dostaniu się do liceum decydują
                    w pólowie punkty z testu, w połowie ze świadectwa, potem już jest
                    matura...
                    Ja, w przeciwieństwie do Verdany, nie jestem aż tak dużą pesymistką,
                    ale może ostatnio" dobrze mi się trafiało" z tymi szkołami. Dużo
                    przecież zalezy od nauczyciela i tego, czy promuje opisane praktyki,
                    czy nie.
                    • verdana Re: dlaczego Pan zrezygnował... 13.05.08, 15:52
                      Mnie sie tez nieźle trafiło z tymi szkolami...
                      Ale ja mam studentów. Parę tat temu student, ktorego łapałam na
                      plagiacie umierał ze wstydu.
                      Teraz studenci uciekaja do innych promotorów (ja nie mam czasu na
                      jakies samdzielne pisanie, nie moge się tak denerwować), albo
                      zupelnie szczerze mowia "No, przeciez ja sam tego nie wymyślę"...
                      • isma allegro con fuoco 13.05.08, 18:23
                        Pewnie juz to opowiadalam. Kiedys zlapalam na plagiacie uczestnika
                        olimpiady polonistycznej, ucznia najstarszego krakowskiego liceum.
                        Pisalo sie takie prace przygotowawcze, na temat jednej z lektur z
                        listy - praca oceniona powyzej dobrego dopuszczala do etapu
                        malopolskiego. Prace byly najpierw recenzowane przez szkolnych
                        opiekunow olimpijczykow, a potem oceniane przez czlonkow komitetu
                        okregowego olimpiady.

                        I otoz mlodzian napisal wielce erudycyjna, interdyscyplinarna (!)
                        prace o tym, jak to "Zbrodnia i kara" ma strukture allegra
                        sonatowego. Czyli wystepuje temat glowny (Raskolnikow) i temat
                        poboczny (Sonia), a powiesc zbudowana jest w muzycznym
                        schemacie "ekspozycja (tych dwoch kontrastujacych tematow) -
                        przetworzenie (spotkanie bohaterow i konfrontacja ich postaw) -
                        repryza (unhappy end)".

                        No i wszystko by bylo fajnie, gdyby nie to, ze rzecz cala byla
                        przepisana slowo w slowo (kolejnosc niektorych akapitow byla tylko
                        zmieniona) z dziela zycia niejakiej p. Haliny Brzozy
                        pt. "Dostojewski - mysl i forma", wydanej przez WL w ledwo
                        tysiecznym nakladzie. Dzielo owo kupilam przypadkowo na wyprzedazy w
                        likwidowanej ksiegarni za jakies marne grosze, przeczytalam dwa
                        rozdzialy, i mnie zemdlilo (mozna oczywiscie udowodnic, ze ta lub
                        inna powiesc ma stukture allegra sonatowego, a nawet strukture
                        kalafiora, tylko po co?) - wiec pamietalam doskonale.

                        Lupnelam palke ze stosowna recenzja, po czym - zostalam zrownana z
                        ziemia przez nauczycielke mlodzienca (i autorke uprzedniej
                        entuzjastycznej recenzji jego trefnego produktu...), ktora gorliwie
                        argumentowala, iz moze i odpisal, ale jak sie musial naszukac tak
                        malo popularnej pozycji bibliograficznej... Czy musze dodawac, ze
                        pani poskarzyla sie na moje nieprzejednane stanowisko
                        przewodniczacemu komitetu okregowego...?
                        • a_weasley Re: allegro con fuoco 13.05.08, 18:53
                          Isma napisała:

                          > Czy musze dodawac, ze
                          > pani poskarzyla sie na moje nieprzejednane stanowisko
                          > przewodniczacemu komitetu okregowego...?

                          Taaa. Tupet jest to bezczelność rozbrajająca, niewyobrażalna, przerastająca
                          dotychczasowe pojęcie ofiary o bezczelności.
                          A przewodniczący co?
                          • isma allegro furioso 13.05.08, 22:43
                            Spytaj Minerwe, jak wyglada Emil O. w stanie furii wink)).
                            • minerwamcg Re: allegro furioso 14.05.08, 01:18
                              Auuu! Isma, i nie trzeba było potem poprawiać map? smile)) Emil jest
                              łagodny jak baranek wielkanocny, którego zresztą krętością runa
                              przypomina, a tacy ludzie jak już ich kto wkurzy... Łomatko.
                              • isma Re: allegro furioso 14.05.08, 15:14
                                No, wlasnie. Wiec ja widzialam docenta O. (uuuuups, zawsze
                                twierdzil, ze okreslenie "docent" jest obelzywe) w stanie furii razy
                                dwa: raz z powodow osobistych (ale poniewaz bylam przyczyna owej
                                furii, to nie wiedzialam, czy zywa z tego wyjde, a wiec zjawiska nie
                                rejestrowalam zbyt wnikliwie), i drugi wlasnie wtedy.

                                To cicha furia byla: saczyl zabojczy jad jak kobra, poprawiajac
                                ukaszenie od czasu do czasu, i z satysfakcja obserwowal, jak ofiara
                                sie zwija w konwulsjach, az ostatecznie padla.
                                I padla.
                                • minerwamcg Re: allegro furioso 14.05.08, 17:04
                                  > To cicha furia byla: saczyl zabojczy jad jak kobra, poprawiajac
                                  > ukaszenie od czasu do czasu, i z satysfakcja obserwowal, jak
                                  ofiara
                                  > sie zwija w konwulsjach, az ostatecznie padla.
                                  > I padla.

                                  Jęcząc "kończ waść, wstydu oszczędź"?
                                  Przepiękny skądinąd opis smile))
                        • otryt Re: allegro con fuoco 13.05.08, 19:00
                          Świetne! Rżnął z internetu metodą kopiuj-wklej czy zadał sobie trud
                          przeczytania tej pracy podczas przepisywania? Myślę sobie, że gdyby
                          przeczytał wiedziałby, że to za wysoki poziom. Więc chyba jednak nie
                          przeczytał w całosci.
                          • isma Re: allegro con fuoco 13.05.08, 22:49
                            A, nie, wlasnie nie. To byly czasy przedinternetowe, i dzielo owo
                            bylo zapewne znane tylko waskiemu gronu koneserow ksiazek za cene
                            duzego piwa. Przepisywal.

                            Natomiast i mlodzian i pani wykazali sie bezmyslnoscia koncerotwa
                            (chi, chi) - w przypisach byl np. Bachtin w oryginale ;-O. No, ale
                            na plus mlodziana nalezy zapisac, ze on przynajmniej nie
                            interweniowal, w odroznieniu od swej preceptorki ;-(((.
                            • otryt Re: allegro con fuoco 14.05.08, 09:57
                              isma napisała:

                              >Przepisywal.

                              Przy przepisywaniu można się lepiej nauczyć niż przy czytaniu
                              tylko. Bywało, że robiłem ściągi. Potem i tak z nich nie
                              korzystałem, bo dokładnie wiedziałem co zawierają. Przy okazji, jak
                              już piszemy to nazwisko, można wybadać, kto to był Bachtin a czym
                              jest powieść polifoniczna?

                              >Natomiast i mlodzian i pani wykazali sie bezmyslnoscia koncerotwa

                              Może kalkulowali, że rzecz jest tak rzadka i nie znana nikomu, że
                              nie ma żadnego ryzyka, że ktoś zna lub skojarzy. Nie przewidzieli,
                              że trafią na Ismę.

                              Swoją drogą internet to wspaniałe, nowoczesne narzędzie. Podczas
                              pisania pracy mnóstwo rzeczy dowiadujemy się buszując po internecie.
                              Powstaje w efekcie jakiś kolaż, będący zlepkiem informacji z różnych
                              źródeł. Gdy informacje rżnięte są metodą kopiuj-wklej mamy plagiat.
                              Gdy podamy źródło, nie widać za dużo samodzielnej pracy. Pracą jest
                              jedynie wybór kawałków, najczęściej dość przypadkowy i często
                              niespójny. Taka praca moim zdaniem jest kiepska. Można przeczytaną
                              informację przetworzyć, cytując z rzadka jakieś perełki, dodać
                              własne przemyślenia i wnioski. Trzeba podać źródła, uzasadnić
                              dlaczego akurat takiego dokonałem wyboru, zadbać o spójność tak
                              treści jak i formy. Pracując w taki sposób nabywamy nowych
                              umiejętności. Nawet odpowiedni wybór też jest sztuką.

                              Spotkałem się z metodą, że aby uniknąć zarzutu plagiatu przekształca
                              się zdanie po zdaniu w tekście, zmieniając najczęściej tylko szyk
                              słów w zdaniu. Taki tekst jest często niestrawny i mało zrozumiały.
                              Coś takiego spotkałem w podręczniku do geografii. Nowe wydanie tym
                              różniło się od starego. Szkoła zmuszała do zakupu nowego
                              podręcznika, że ponoć inny, lepszy. Nie rozumiem dlaczego autorzy w
                              taki sposób przekształcali swój własny podręcznik? Były tam jeszcze
                              pozamieniane miejscami rozdziały i inne numery ćwiczeń. Czy to był
                              sposób na zarobienie dodatkowej kasy przez autora podręcznika,
                              wydawnictwo?



                              • verdana Wydawcy podreczników 14.05.08, 15:02
                                Autorzy jak autorzy.
                                Do podrecznikow niewiarygodnie wprost wtracają się redakcje. Maja
                                wlasne koncepcje (mnie nie pozwolono umiescic w podreczniku dla
                                klasy 6 zdania, ze rodziny bywaja niepelne z powodu smierci jednego
                                z rodzicow "bo nie będziemy uczyc dzieci takich okropności"). W
                                dodatku kolejne identyczne wydanie podrecznika to mniejszy zysk, bo
                                mozna kupic uzywany...
                                Autorzy doskonale zarabiaja rownież na niezmienionych podrecznikach
                                (bo są na procencie od sprzedaży, znajomy kupił dom), albo w góle
                                nie zarabiają , nawet na zmienonym wydaniu (bo dostali raz i
                                kropka). Za dopisanie rozdziałów, slowniczka i zmiany, wynikajace ze
                                zmian sytuacj politycznej wynegocjowałam z trudem 1000 zł. brutto.
                                Czyli masz odpowiedź - wydawnictwo.
                              • isma Re: allegro con fuoco 14.05.08, 15:11
                                No, ale to nie byla jednak sciaga. Moze, gdyby to chodzilo o zadanie
                                domowe kiepskiego ucznia, ktory usilnie stara sie wykaraskac z paly
                                na koniec roku, to bym machnela reka.
                                Ale to olimpiada polonistyczna byla ;-(((.

                                Isma miala ksiazke p. Brzozy, ale nawet gdyby jej nie miala, to by
                                sie gleboko zastanowila, po kiego grzyba licealista "samodzielnie"
                                zdobywal i wykorzystywal - co uwidocznil w przypisach (oczywiscie
                                powtorzonych za p. Brzoza) - oryginalne, rosyjskie wydanie
                                przetlumaczonej przeciez na polski ksiazki Bachtina.

                                Bo Isma ma podejrzliwa nature zawodowego kontrolera, niestety ;-(((.
                                • dominikjandomin Re: allegro con fuoco 14.05.08, 15:14
                                  isma napisała:


                                  > Bo Isma ma podejrzliwa nature zawodowego kontrolera, niestety ;-(((.

                                  Bardzo dobrze, bardzo dobrze, a nie niestety.
                                  • isma Re: allegro con fuoco 14.05.08, 15:48
                                    Jak czasem. To troche, Dominik, na codzien, w normalnym zyciu,
                                    przeszkadza ;-(((.
          • a_weasley Re: Oświecenie tych, co nie znają szkoły 13.05.08, 16:18
            verdana napisała:

            > Odrabianie prac za dzieci jest w tej chwili masowe.
            > Nauczyciele, od pierwszej klasy (nie wszyscy
            > oczywiscie!!!) na wywiadowkach nie tylko zalecjaą
            > pilnowanie dziecka przy odrabianiu lekcji,

            co ma swoje zalety

            > nadzoruje szlaczki - to pół biedy. Ale kiedy
            > zaczyna mowić, co i jak pisać, rozwiazuje zadania,
            > robi za dziecko to, czego ono nie umie -
            > to jest juz problem i to złożony.

            Hmm.
            Z podstawówki pamiętam to samo i też na skalę masową. Ale to dotyczyło ZPT.

            -----

            Dżentelmen jezdni jest przyjacielem przechodnia. Ale jezdnia to nie pastwisko,
            łachudro!
          • magdalaena1977 Re: Oświecenie tych, co nie znają szkoły 13.05.08, 16:24
            verdana napisała:
            > Teraz bywaja referaty po stron kilkadziesiąt,
            > sciagniete z internetu.

            > Moja corka niegdyś napisała referat o zaletach i wadach
            > wstapienia do UE - samodzielnie, po lekturze
            > gazet - sześć stron pisanych ręcznie.

            Zapytam się tak z ciekawości - w czym pisanie ręcznie na podstawie gazet jest
            lepsze od pisania na komputerze na podstawie informacji z internetu. Dla mnie to
            pierwsze wydaje się strasznie staroświeckie. A przecież kilkunastoletnie dzieci
            już umieją pisać ręcznie i powinny pracować w takich warunkach jak dorosły -
            czyli wygodne narzędzia i pełne źródła.
            • verdana Re: Oświecenie tych, co nie znają szkoły 13.05.08, 16:47
              Pisanie na podstawie zebranych informacji samodzielnej pracy jest
              rzeczą godną pochwały. Zżynanie z internetu metoda "kopiuj-wklej"
              nazywa się plagiatem i godne pochwały w zadnym razie nie jest.
              A trzydziesci-czterdziesci stron to objetość pracy licencjackiej i
              trudno wymagać, aby była to praca napisana samodzielnie przez
              licealistke przed maturą.
              A corka pisala ręcznie, bo nie miała mozliwosci zajmowania na dluzej
              komputera. Nie ma obowiazku, aby dziecko posiadało w domu własny
              komputer.
              • magdalaena1977 Re: Oświecenie tych, co nie znają szkoły 13.05.08, 17:14
                verdana napisała:
                > A corka pisala ręcznie, bo nie miała mozliwosci zajmowania na dluzej
                > komputera. Nie ma obowiazku, aby dziecko posiadało w domu własny
                > komputer.
                Ale przecież komputer - taki nadający się do pisania (bez bajerów) to żaden
                wydatek. I na pewno jak nie Wy to ktoś z Waszych znajomych ma jakiegoś starocia
                ze grubym monitorem. Mój tata niedawno ekologicznie złomował mój komputer
                bodajże z 2000 roku , który ciągle był sprawny chociaż od lat nikt go nie
                używał, bo był przestarzały.
                Dla uczestnictwa w nauczaniu wymaga się inwestycji typu podręczniki, zeszyty,
                plecak, buty na zmianę, strój na WF, globusy. IMHO taki podstawowy komputer to
                inwestycja na tym samym poziomie
                Dla mnie zmuszanie nastolatka do pisania ręcznie wydaje mi się czymś takim jak
                zabranie mu długopisu i danie gęsiego pióra.
                Jakiś czas temu musiałam zdawać pewien egzamin pisemnie ręcznie i sporą częścią
                problemu było właśnie pisanie ręczne, podczas gdy na co dzień wszyscy pracowali
                na komputerze. Nie można było zrobić drobnej korekty, pisać według własnego
                układu (tylko po kolei).
                • verdana Re: Oświecenie tych, co nie znają szkoły 13.05.08, 17:48
                  No wiesz, przyznam niesmiało, ze dla mnie komputer bez żadnych
                  bajerów to był ogromny wydatek... Tym bardziej, ze pokoj corki ma 6
                  m kwadratowych i komputer stacjonarny tam się nie miesci w żaden
                  ludzki sposob. Wiec tylko laptop, ktorego zreszta kupilismy
                  wysilkiem całej rodziny za maturę.
                  Nie mowiac już o tym, ze teraz, gdy mnie już stać na jakiś komputer
                  i tak synowi nie kupię - bo chcę miec kontrole nad tym, ile i jak z
                  niego korzysta. Podobnie jak nie kupie żadnemu dziecku telewizora do
                  pokoju.
                  Przepraszam bardzo, ale naprawde istnieja ludzie, dla ktorych tysiąc
                  zlotych to nie jest drobiazg. Moi znajomi (i ja też) uzywaja
                  monitorow, poki jest jeszcze na nich obraz...
              • dominikjandomin Re: Oświecenie tych, co nie znają szkoły 14.05.08, 13:01
                Jak to nie ma?

                Od znajomego lektora - "macie ściągnąć z internetu informacje nt. XXX". "Macie
                napisać esej na 3 strony A4, czcionka Times 12, przynieść wydrukowane". To jest
                pierwsza klasa LO.

                Sam mu drukowałem, bo chłopak w domu drukarki nie ma. Netu zresztą też nie.
            • a_weasley Re: Oświecenie tych, co nie znają szkoły 13.05.08, 17:34
              magdalaena1977 napisała:

              >> Teraz bywaja referaty po stron kilkadziesiąt,
              >> sciagniete z internetu.
              <ciach>
              > Zapytam się tak z ciekawości - w czym pisanie ręcznie
              > na podstawie gazet jest lepsze od pisania na
              > komputerze na podstawie informacji z internetu.

              W zasadzie w niczym, tyle że Verdana nie pisała o PISANIU NA PODSTAWIE, tylko po
              prostu o ściągnięciu z Internetu.
              Jeśli uczeń pisze, a jeszcze pisze ręcznie, to nie ma siły, on miał osobisty
              kontakt z każdym słowem tekstu. W przypadku tekstu w formie elektronicznej tej
              pewności nie ma.
              > o
              > pierwsze wydaje się strasznie staroświeckie. A przecież kilkunastoletnie dzieci
              > już umieją pisać ręcznie i powinny pracować w takich warunkach jak dorosły -
              > czyli wygodne narzędzia i pełne źródła.
    • samboraga Re: Łamanie zasad 13.05.08, 22:12
      U nas w czasie I komuniii było w porządku, ale teraz... Trwa biały tydzień, po
      specjalnej mszy św. dla dzieci jest, jak to w maju, nabożeństwo majowe. Starsi
      ludzie schodzą się dużo wcześniej, no wiadomo, żeby zająć miejsce, i ok. Ale -
      ktoś przychodzi w połowie mszy, mknie żwawo przez cały kościół i dopomina się o
      miejsce w ławce właśnie podczas Podniesienia...sad(( Albo - kilka innych osób
      starszych, rozmawia w najlepsze podczas mszy św, bo oni przyszli na majowe, to
      nie 'ich' msza...stoją obok ławek dzieci komunijnych...dzieci, którym cały czas
      się przypomina i które się upomina, że na mszy zachowujemy się godnie...
    • rycerzowa Re: Łamanie zasad 14.05.08, 09:56
      isma napisała:

      >
      > I otoz mlodzian napisal wielce erudycyjna, interdyscyplinarna (!)
      > prace o tym, jak to "Zbrodnia i kara" ma strukture allegra
      > sonatowego.

      Hej, ale wtedy w repryzie Raskolnikow, zamiast zmieniać nastroju na con amore,
      znów musiałby kogoś zatłuc!
      • isma Re: Łamanie zasad 14.05.08, 10:02
        Nie zebym byla zlosliwa, ale autorka tych "naukowych" rewelacji
        wprawdzie w miedzyczasie dochrapala sie profesury, ale w szkole o.
        Rydzyka wyklada wink)).

        A powaznie, to oczywiscie koncepcja polifonicznosci prozy
        Dostojewskiego jest w miare w badaniach ugruntowana - tyle, ze, moim
        zdaniem, nie mozna jej rozumiec AZ TAK doslownie wink)).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka