mamalgosia
09.09.08, 09:56
Chyba nie przechodzę na protestantyzm
Kiedyś w Środę Popielcową (pisałam już o tym przy innej okazji, w
innym aspekcie) była u nas w pracy impreza urodzinowa z ciastkami
itd. No i jedna z koleżanek (katoliczka) powiedziała (zjadając
kolejne ciastko) "Nie wierzę, żeby Bóg się przejmował tym, że Beata
zje w Środę Popielcową ciastko. Chyba ma co innego do roboty iż
siedziec i liczyć, kto dziś sobie pojadł a kto nie".
Prawda, no nie?
Ja to rozumiem tak, że ważna jest nasza postawa - ofiarujemy Bogu
to małe umartwienie w tym szczególnym dniu, na znak. No i trochę mi
to pasuje, ale nie do końca. Czy na Sądzie Bóg powie: "No, Beato, 3
pączki, 4 eklery w post ścisły, a do tego przy wstrzemięźliwości
piątkowej 2 kiełbachy z grilla". Powie? Czy nie powie? Nie wie nikt -
ale trudno mi nie zgodzić się z Beatą, że jednak takich rzeczy
wypominał nie będzie. A skoro nie - to po co te przepisy? Czy nie
wystarczyłoby: piątek jest dniem śmierci Jezusa, pomyśl o tym,
wycisz się, ofiaruj coś.
?
Różaniec, litanie, koronki - tyle w tym wszystkim powtorzeń,
niezrozumiałych dla wielu ludzi określeń - najprostsza droga do
dewocji. Akurat tak się składa, że lubię różaniec, ale koronki już
mnie odstraszają. Katolicy wierzą, że Bóg nakazał odmawianie tych
modlitw - czyli Bóg nakazał powtórzyć jakieś słowa 50 razy. A jak
nie, to co? "Beato, oprócz kiełbachy z grilla powiedziałaś Mi <miej
miłosierdzie dla nas> tylko 37 razy"? Nie, prawda? A moze tak?
W modlitwie własnymi słowami trudniej o zakłamanie, uciekanie myśli,
rozproszenia, no i właśnie - o dewocję.
Mamy też inne nakazy Boże czy przekazane przez Maryję, mamy 9
pierwszych piątków i sobót, kto będzie nosił ten medalik, ten..., a
jak ludzie w LaSalette nie będą odmawiać różańca (ciekawe, jak
często pada słowo "odmawiać", a nie "modlić się"), to im ziemniaki
zgniją (no i zgniły - żeby było ciekawiej).
Wierzymy więc w Boga-Matematyka? Jednocześnie podkreślając, ze nie
tak, że to zupełnie inaczej... Jesli więc zupełnie inaczej, to po co
takie ścisłe wytyczne?
Jesli miłosierdzie Boże nieograniczone, to po co dzielimy grzechy na
lekkie i te, które tylko w spowiedzi można usunąć (jednocześnie
wierząc, że jak ktoś opuści Mszę niedzielną, a całe życie był dobry
itp, to jednak nie zostanie potępiony, choć popełnił grzech ciężki).
Kocham nasz Kościół Katolicki (choć katolicy czasem robią kawał złej
roboty), nawet te kłopotliwe sprawy. Właściwie w teorii KK akceptuję
wszystko (choć czasem czegoś nie podzielam). Ale pytać można, prawda?