Dodaj do ulubionych

niezastąpieni

24.09.08, 13:12
Przyznam, że ciężko mi oderwać myśli od wątku marzek...

Ale piszę mimo wszystko.

Czy też jesteście tacy niezastąpieni jak ja?
Moje pytanie dotyczy w zasadzie spraw domowych i zawodowych, ale
pewnie można to rozciągnąć i na inne.

Kiedyś uważałam, że jestem niezastąpiona w pracy. Tzn oczywiście
można zatrudnić kogoś zamiast mnie, ale póki ja pracuję, to wszystko
muszę zrobić ja. Nie wyobrażałam sobie wyręczenia się kimś innym,
czy nawet poproszenia o przysługę. Z ręką na temblaku prowadziłam
samochód, byle tylko nie brać L-4, bo taka strasznie potrzebna
jestem. I tak wiele szkód powstanie, gdy mnie nie będzie, młodzież
bez lekcji, pieniądze na ubezpieczenie niepozbierane, brak nadzoru
nad przygotowywaniem Wigilii szkolnej...
Minęło mi gdy po leczeniu szpitalnym musiałam leżeć miesiąc w domu.
Nie tylko świat się nie zawalił, ale nawet szkołą jak stała tak
stałasmile

Teraz jestem niezastąpiona w domu. Najlepiej sprzątam i nawet gdybym
miała możliwość zapłacić jakiejś osobie za sprzątanie, to musiałabym
po niej poprawiać.

Chłopcy mieli iść na szczepienie. Przeanalizowałam, kiedy szczepią w
naszej przychodni - i choc są to aż 4 terminy, to wszystkie wypadają
w czasie gdy pracuję. Mąż mówi: "to może mama będzie mogła z nimi
pójść". Okazało się, że może. No ale: jak to? Dzieci na szczepienie
bez matki? Z babcią? Przecież ona nie będzie wiedziała, którymi
drzwiami wejść do przychodni, jak ona sobie poradzi u lekarza, jak
przytrzyma przy zastrzyku...Kropką nad "i" był fakt, ze cały czas
pada deszcz - jak więc potem ona ich odprowadzi do przedszkola, to
20 minut drogi, gdzie te parasole, peleryny...
Trochę przejaskrawiam, ale prawda jest taka, że tylko trochę.

Umiecie pozwolić komuś wyręczyć się?

Ja sie uczę i mam kilka sukcesów. Ale ciągle jeszcze łapię się na
tym, że jak już czegoś sama nie robię, to chcę chociaż stać oboksmile
Obserwuj wątek
    • sion2 Re: niezastąpieni 24.09.08, 13:54
      Ha ha ha - dobry wątek na poprawienie humoru tzn posmianie sie z
      siebie samej
      jak przeczytalam o tej pani do sprzatania - big_grin
      z powodu niedoleznosci mojej mamy od sierpnia pania do sprzatania,
      taka 2 x w miesiacu ale na gruntowne sprzatanie
      jak ona wychodzi ja chwytam za odkurzacz i te pare okruchow co ona
      nie zauwazyla ja MUSZE odkurzyc smile)))

      tez sie czuje niezastapiona, cierpie gdy ktos inny robi zdjecia Wiki
      bo robi to gorzej ode mnie (choc ja tez nie robie nadzwyczajnych
      zdjec, sama wiesz) a jednoczesnie sie denerwuje ze mam tak malo
      zdjec z Wiki to tylko ja fotografuję smile

      sprzatam zdecydowanie najlepiej z rodziny i najlepiej ze wszystkich
      nian zajmuje sie dziecmi...
      oczywiscie piszę teraz o tym poczuciu "ego", sama jak sie przylapuje
      na tym perfekcjonizmie to ganie sie za niego i pracuję nad tym
      nieustannie aby nie stal sie przykry dla innych
      • mamalgosia Re: niezastąpieni 24.09.08, 14:05
        Ale patrz: ciekawe jest to, że zdajemy sobie z tego sprawę. Czyli
        niby wiem, że nie jestem najlepsza, a jednak jestem?

        Co do zdjęć, to kiedyś też tak miałam - fotografowałam namiętnie
        córkę koleżanki. Byłą śliczna, to fakt. I wyobraź sobie, że jej
        ojciec (tzn ojciec tej dziewczynki, mąż mojej koleżanki) smiał jej
        robić zdjęcia na I Komunii! smile)

        Fajnie, że się śmiejemy. Ale ja tak całkiem na poważnie sie
        zastanawiam, czy w ten sposób nie dorobimy się wrzodów na żołądku.
        Ale co lepiej: jednak odkurzyć po tej pani, czy siedzieć i cały czas
        myśleć o tych okruchach, które pozostawiła? To dopiero wrzody
        murowane...
        • madziaq Re: niezastąpieni 24.09.08, 14:13
          > Fajnie, że się śmiejemy. Ale ja tak całkiem na poważnie sie
          > zastanawiam, czy w ten sposób nie dorobimy się wrzodów na żołądku.
          > Ale co lepiej: jednak odkurzyć po tej pani, czy siedzieć i cały czas
          > myśleć o tych okruchach, które pozostawiła? To dopiero wrzody
          > murowane...

          Ale MOZNA się nauczyć nie myśleć o tych okruchach smile Wiem po sobie. tzn nie mam
          pani od sprzątania (choć chciałabym i owszem wink) ale zostałam wychowana w kulcie
          sprzątania smile Mama zawsze każdy kącik wycierała na mokro, jak na biurku leżały
          trzy książki to był okropny bałagan.

          A potem zamieszkałam z nałogowym bałaganiarzem smile)) Z początku cierpiałam
          bardzo, ale po burzliwym "docieraniu" doszliśmy do tego, że on uznał, że trzeba
          czasem posprzątać wink i jak już się zabierze, to robi to nawet lepiej ode mnie. A
          ja nie zrywam się już od stołu w połowie obiadu, żeby pusty kieliszek po winie
          odnieść zaraz do zlewu. Ba, nawet nic mu się nie stanie, jak postoi tam jeszcze
          godzinę, kiedy po obiedzie oglądamy film smile
          • mamalgosia Re: niezastąpieni 24.09.08, 14:17
            Tak, zgadzam sie z tobą , że można się pewnych rzeczy nauczyć -
            dlatego napisałam o tym, że mam pewne sukcesy na tym polu.
            Ale jest to też w wielkim stopniu kwestia charakteru. Niektóre
            sytuacje są dla mnie niedopuszczalne (ciągle mówię o tym sprzątaniu)
            i wiem, że prędzej bym zrezygnowała z pracy zawodowej niż miała np
            zakidane krany w łazience (nie każcie mi wyjaśniać, co
            znaczy "zakidane"smile)
            • aka21 Re: niezastąpieni 24.09.08, 14:39
              nie każcie mi wyjaśniać, co
              > znaczy "zakidane"smile)
              Nie każęsmile "zakidane" tzn. "zaleziałe"
              U nas zakidana to bardziej może być (i o zgrozo bywasad() kuchenkawink

              A powaznie, w temacie, to ja raczej problemów z odpuszczaniem nie
              mam , moim problemem jest raczej, że "ja to zrobię szybciej" -
              zwykle gorzej, ale szybciej i to jest strasznesad zwłaszcza jak się
              ma dokładnego męża, który na "coś tam" potrzebuje odpowiednią ilość
              czasu, bo inaczej to się nie opłaca za to zabieraćsad. Tak czasem
              trudno poczekać i nie komentować, choć wiem, że to ma sens..
              A może moje odpuszczanie jest zwyczajnym lenistwem. Czasem chyba tak
              bywasad
              • mamalgosia Re: niezastąpieni 24.09.08, 15:42
                aka21 napisała:

                > Nie każęsmile "zakidane" tzn. "zaleziałe"
                > U nas zakidana to bardziej może być (i o zgrozo bywasad() kuchenkawink
                Nie mam pojęcia, co to znaczy "zaleziałe"! Ale widziałam takie krany
                u kogoś w łazience i nie umiem znaleźć innego słowa - one były
                zakidane, nie innesmile A co do kuchenki, to ja mam zawsze czystą - co
                też nie jest dobrze jak sie okazuje - teściowa stwierdziła, że my
                widocznie nic nie jemy, ja nie gotuję i głodzę moich mężczyzn


                >
                > A powaznie, w temacie, to ja raczej problemów z odpuszczaniem nie
                > mam , moim problemem jest raczej, że "ja to zrobię szybciej" -
                > zwykle gorzej, ale szybciej i to jest strasznesad
                Aaa, to mi też jest znane. Niekoniecznie gorzej - ale szybciej. I to
                niestety utrudnia wzrastanie w samodzielności moich dzieci - ale
                często właśnie je wyręczam, bo czas gonisad(


    • mader1 Re: niezastąpieni 24.09.08, 13:55
      Wiem, że ktoś mógłby zrobić to, co ja... wiesz, szczególnie gdy córka mi
      dorasta, widzę, szczególnie po niej widzę, że potrafi coś zrobić wcale nie tak,
      jak ja, ale lepiej (?), bo inaczej, bardziej atrakcyjnie.
      Ale... raz, że w pewnych sferach, w których konsekwencje mnie dotkną,chcę żeby
      było zrobione " po mojemu". Tu zachowuję się chyba jak " niezastąpiona"
      Drugi raz, że moje poczucie jest wielu osobom ( tym, które w razie czego miałyby
      mnie zastąpić) na rękę sad
      Przykład ze szczepieniem jest dobry - żeby się paliło i waliło nikt nie może
      mnie zastąpić. W razie czego usłyszę " a to nic się nie stanie, jak pójdzie
      później" ( kiedy później ?)
      Jest kilka takich spraw, które musiałam swojego czasu zaniedbać - z takich
      głupich przyczyn organizacyjnych, zwykłych chorób, ale unieruchamiających, a nie
      żadnego nieszczęścia - i one zostały niezałatwione z całą tego konsekwencją dla
      mnie.
      Nie wiem, jaki jest Twój pracodawca. Mojemu było na rękę, żebym była "
      niezastąpiona" - skoro już się podjęłam czegoś, to zwykła gorączka nie była
      powodem nieprzyjścia, przelożenia, nikt inny nie mógł zrobić tago tak samo, choć
      to już etap końcowy - można wziąć tabletkę i obniżyć temperaturęsad
      Ze złamaną ręką... no oczywiście wszystko można sad
      Tak samo dzieje się w życiu mojego męża, moich dzieci...
      Nawet w czasie dziecięcego przedstawienia czy występów one są " niezastąpione".
      Dziecko dostało ogromnego kaszlu i ma podwyższoną temperaturę. Dzwonię i
      pierwsza reakcja " Ojej ! Ale co to będzie ! "
      • mamalgosia Re: niezastąpieni 24.09.08, 14:11
        mader1 napisała:

        > Przykład ze szczepieniem jest dobry - żeby się paliło i waliło
        nikt nie może
        > mnie zastąpić. W razie czego usłyszę " a to nic się nie stanie,
        jak pójdzie
        > później" ( kiedy później ?)
        To mi trochę przypomina obalanie pomysłów innych ludzi. Jest jakiś
        problem i chciałabym go rozwiązać w sposób A. Ale chwilowo sposób A
        jest niemożliwy. Więc inne osoby radzą sposób B i sposób C, a ja -
        zamiast sie ucieszyć i próbować zastosować - wykazuję, że sposoby B
        i C są niedobre. No bo kiedy pójdę później, skoro potem dzieci będą
        chore i zaszczepić ich nie będzie można? A w ogóle, to jak: poźniej,
        później to ja też nie będę imałą pracy w innych godzinach



        > Jest kilka takich spraw, które musiałam swojego czasu zaniedbać -
        z takich
        > głupich przyczyn organizacyjnych, zwykłych chorób, ale
        unieruchamiających, a ni
        > e
        > żadnego nieszczęścia - i one zostały niezałatwione z całą tego
        konsekwencją dla
        > mnie.
        A ja mam jeszcze inne doświadczenie: pozwoliłąm sie wyręczyć i te
        sprawy zostały załatwione dobrze!



        > Nie wiem, jaki jest Twój pracodawca. Mojemu było na rękę, żebym
        była "
        > niezastąpiona"
        MOjemu obecnemu też byłoby na rękęsmile) Ale za późno mnie poznał,
        teraz to juz jestem olewus, a do tego bardzo zajętasmile


        > Tak samo dzieje się w życiu mojego męża, moich dzieci...
        A w mojej rodzinie jestem w tym osamotniona. Mąż na
        spokojnie "podzleca" co podzlecić się da, mama to w ogóle luz, a
        dzieci najchętniej wszystko by scedowały na innych




        >
        • mader1 Re: niezastąpieni 24.09.08, 14:38
          Więc inne osoby radzą sposób B i sposób C, a ja -
          > zamiast sie ucieszyć i próbować zastosować - wykazuję, że sposoby B
          > i C są niedobre. No bo kiedy pójdę później, skoro potem dzieci będą
          > chore i zaszczepić ich nie będzie można? A w ogóle, to jak: poźniej,
          > później to ja też nie będę imałą pracy w innych godzinach
          >

          No... masz rację smile))) To jest oczywiśie jakiś inny sposób wykazania swojego "
          niezastąpienia" smile))) Prosisz o pomoc, ktoś stara Ci się tak zorganizować Twój
          czas, żeby Ci nie pomóc smile)))) No i rzeczywiście wymyślasz coś - jeszcze jakieś
          D - i rozwiązujesz problem... Niezastąpiona i jaka zaradna smile)))) w dwóch
          miejscach może być...

          > A ja mam jeszcze inne doświadczenie: pozwoliłąm sie wyręczyć i te
          > sprawy zostały załatwione dobrze!

          Takie też są w moim życiu smile))) choć nie ze szczepieniami i dentystą i...
          nie...i nie...
          Ale są takie, które wykonane są nawet... lepiej -jak wcześniej pisałam.

          > A w mojej rodzinie jestem w tym osamotniona.

          Może zlecają Tobie i stąd niezastąpiona jesteś ?
    • minerwamcg Re: niezastąpieni 24.09.08, 14:28
      Też mi się tak wydawało - i w pracy, i w domu smile Że beze mnie
      wszystko się zawali, a Arthur to taki malutki niedźwiadek, który
      sobie z niczym nie da rady.
      Teraz leżę, umiarkowanym plackiem, tzn. wstaję zrobić obiad, co
      najczęściej oznacza ugotować lub usmażyć jakieś mrożonki, choć np.
      wczoraj porwałam się na cepeliny smile
      Z pracy odbieram telefony, że wszystko gra.
      W domu jest uprane, pozmywane, herbatę i jogurt mam podstawione pod
      nos.
      Jak powiedziała na pożegnanie sekretarka, "niech się pani nie
      martwi, firma stoi 118 lat, postoi jeszcze" smile))
      -
      • alex05012000 Re: niezastąpieni 24.09.08, 15:01
        coś w tym jest... miałam takie tendencje, oj miałam... i w pracy [na
        3 piętro z nogą w gipsie, po schodach, a jakże... zero zwolnień z
        wyjątkiem szpitalnych itd.itp, przeszło mi częściowo z latami...] i
        w domu ...
        ale... ale niestety od lat pracuję w układzie szef + ja, czyli jak
        mnie nie ma to nikogo nie ma... inaczej jak jest zespół
        kilkuosobowy...
        ale ... otoczenie szybko przyzwyczaja sie do tych perfekcyjnych,
        wszystkowiedzacych i wszystkorobiacych dobrze i wykorzystuje to
        ale ... mam akurat taki specyficzny układ rodzinny, ze jestem
        niezastąpiona, bo NIE MA KTO mnie zastąpić i nie ma komu mi pomóc...
        choć jesli mogę a raczej te osoby mogą proszę o pomoc, ale mam mało
        tych do proszenia... no i córkę staram się włączać w niektóre
        prace....
        a propos szczepień itp z dziećmi to jak miałam nianię ona jeździła a
        potem częściowo babcia... nianię wysyłałam taksówką, a babcia
        zmotoryzowana i zaradna... tylko też nie ma czasu... jak dziecko
        było chore i lekarz do domu przybywał, a ja zawsze w pracy
        bywałam... to dzwonił mąż/mama moja i telefonicznie się z lekarzem
        gadało...
        sprzątanie to już dawno odpuściłam... po sprzątaczce - czasami
        przychodzą panie z UA - nigdy nie poprawiam ...
        najgorzej z wizytami lekarskimi w godz pracy i tego typu
        niespodziankami, jakoś nie mam daru bycia w kilku miejscach na raz a
        moje piractwo drogowe się kiedyś źle skonczy...
      • mamalgosia Re: niezastąpieni 24.09.08, 15:44
        minerwamcg napisała:

        > Arthur to taki malutki niedźwiadek, który
        > sobie z niczym nie da rady.
        tak go własnie odbieramsmile)

      • a_weasley Re: niezastąpieni 24.09.08, 23:02
        minerwamcg napisała:

        > Też mi się tak wydawało - i w pracy, i w domu smile
        > Że beze mnie wszystko się zawali, a Arthur to
        > taki malutki niedźwiadek, który
        > sobie z niczym nie da rady.

        Co jest piękną ilustracją mechanizmu "niezastąpienia", zważywszy że wzmiankowany
        nieporadny ssak przez dziesięć lat prowadził był jednoosobowe gospodarstwo domowe...
    • mama_kasia Re: niezastąpieni 24.09.08, 15:09
      Nie, ja zdecydowanie lubię, jak mnie wyręczają inni, ale tylko
      ci, których do tego dopuszczam wink Domownicy w domu mogą
      zastąpić mnie we wszystkim i zrobią to dobrze. A nie, jedną
      rzecz robią fatalnie - źle ustawiają poduszki na tapczanie wink))
      Może też ktoś podjechać z dziećmi na szczepienie, do lekarza.
      Proszę bardzo smile
      I jestem przekonana, że rodzina dałaby sobie radę beze mnie,
      choć musieliby sobie poustawiać "na nowo". Wiem, że potrafię
      pewne rzeczy (szczególnie związane z dziećmi, z obserwowaniem
      ich uczuć), których mąż nie potrafi. Ale on zobaczy coś
      innego. Wiem, że jestem im potrzebna smile
      Wydaje mi się, że żaden czlowiek nie jest w stanie zastąpić
      drugiego człowieka, bo każdy jest niepowtarzalny, ma swoją
      jakość. Można za niego wykonać zadania, ale nie da się
      zastąpić jego obecności.
      • verdana Re: niezastąpieni 24.09.08, 15:17
        Ja na szczęście jestm leniwa. Nie czuję się niezastapiona w niczym,
        poza utrzymaniem domu, ale to sila wyzsza. Z dzieckiem do przychodni
        potrafiłam wysłac starszego brata, na wywiadwki chodzi mąż, a czy
        cos jest zrobione perfekcyjnie czy nie wcale mnie nie interesuje,
        poki nie ja musze to robić.
        Gorzej jest z praca - niezastapiona zdecydowanie nie jestem, ale
        technicznie poki pracuję, to na wykladach nikt mnie nie moze
        zastapić, nawet w przypadku choroby. Więc musialabym być umierająca,
        aby nie iść.
        • kim5 Re: niezastąpieni 24.09.08, 15:32
          To ja tak jak Verdana. W domu mamy pełne partnerstwo, również ważne
          jest dla mnie to, żeby w razie czego każde z nas (niestety to się
          zdarza...) jakoś sobie w życiu poradziło.
          Gorzej mam w pracy - typ perfekcjonistki. Ale pracuje nad tym i
          chyba są efekty. Lubię swoją robotę i niechętnie wpuszczam innych w
          znajome rewiry.
          • mamalgosia Re: niezastąpieni 24.09.08, 15:52
            kim5 napisała:

            > To ja tak jak Verdana. W domu mamy pełne partnerstwo,
            To też nie ma wiele wspólnego. Mężem chętnie bym sie wyręczała, ale
            on o 5 wychodzi z domu i wraca o 17tej (a ostatnio później). - tak
            więc siła rzeczy wszystko co organizacyjne, jakieś choroby, zajęcia
            pozaszkolne, zebrania... wszystko na mojej głowie. i to całkiem
            obiektywnie - abstrahując od głównego tematu wątku. Czasem mi to
            wychodzi lepiej, czasem gorzej, ale bezustannie jest źródłem
            wielkiego stresu i przyczynkiem nerwicysad Partnerstwo partnerstwem,
            ale jak ktoś 12 godzin jest poza domem, a wrócić może najszybciej w
            przeciągu 2 godzin, to naprawdę do bani



            również ważne
            > jest dla mnie to, żeby w razie czego każde z nas (niestety to się
            > zdarza...) jakoś sobie w życiu poradziło.
            ale kogo masz na myśli? Męża i Ciebie, czy dzieci też?



            • kim5 Re: niezastąpieni 24.09.08, 16:05
              Dzieci nie mamy, więc na razie chodzi o nas. Miałam w rodzinie
              przypadek takiego mężczyzny, który po śmierci żony nie był w stanie
              sam żyć. I tu nie chodzi o psychikę, ale o życie codzienne,
              ugotowanie obiadu, itp. Nie chcę tego. Zresztą, wspólne obowiązki
              wypełniamy wspólnie, oboje pracujemy mniej więcej po równo. Na
              szczęście jakoś nam się udało dopasować w tym, co kto lubi robić.
              Nie mam wrażenia, że dom wisi na mnie.
              • mamalgosia Re: niezastąpieni 24.09.08, 16:08
                Przepraszam, że nie zrozumiałam. Po prostu nie przyszło mi do głowy,
                że chodzi o takie techniczne sprawy
        • mamalgosia Re: niezastąpieni 24.09.08, 15:48
          verdano, lenistwo tu nei ma nic do rzeczy. ja też jestem leniwa. To
          tym bardziej jest trudno. Bo jak pracowity musi wszystko robić i
          nikt nic za niego to jeszcze pół biedy, ale jak leniwy, to naprawdę
          krzyż
      • alex05012000 Re: niezastąpieni 24.09.08, 15:35
        Wydaje mi się, że żaden czlowiek nie jest w stanie zastąpić
        > drugiego człowieka, bo każdy jest niepowtarzalny, ma swoją
        > jakość. Można za niego wykonać zadania, ale nie da się
        > zastąpić jego obecności.
        no, oczywiście, ale co jak masz przeswiadczenie, solidnie podparte,
        że tych zadań też trudno byłoby wykonać ... pomijając brak
        obecności...
        ja niestety jestem przekonana, że moi by bardzo kiepsko dali sobie
        radę beze mnie... ostatnio mnie to przeraża, nie żebym sie w
        zaświaty wybierała, ale tak jakoś mnie naszło...
      • mamalgosia Re: niezastąpieni 24.09.08, 15:47
        Ależ nie, ja sobie też doskonale zdaję sprawę z tego, że beze mnie
        by sobie poradzili.

        Choć oczywiście poduszki mieliby źle ustawionesmile
        • alex05012000 Re: niezastąpieni 24.09.08, 15:51
          no ja niestety uważam że nie [poradziliby] i wiem co mówię...
          • mamalgosia Re: niezastąpieni 24.09.08, 15:54
            alex, ale z tego co wiem, to Twoje obawy są uzasadnione i poparte
            obiektywną sytuacją. To co innego
    • mader1 Re: niezastąpieni 24.09.08, 17:21
      No to ja po przeczytaniu Waszych wypowiedzi, uznałam, że nie mam
      tego problemu. Mógłby ktoś posprzątac i ja okruszków nie zauważę,
      jak ktoś by umył kuchenkę, uznałabym, że to zrobił lepiej. Nie
      sprawdzam i nie stoję obok, jak córka myje u siebie w pokoju okno,
      nie zauważam zadnych niedociągnięć.
      Jak mama ugotowała kiedyś zupę, bardziej smakowała mi niż moja.
      Po prostu z przyczyn czysto technicznych,organizacyjnych często nie
      ma kto mnie zastąpić i już.
      Gdyby mnie zabrakło ? Są bardzo zdolni, mądrzy, poradziliby sobie z
      pewnością. Ale byłoby szalenie trudno, bo mam wrażenie, że "plan"
      nawet przy moim udziale jest mocno napięty... No ale potrafią ...
      • isma Re: niezastąpieni 24.09.08, 23:56
        Hmmmm. W domu nie, zdecydowanie nie. To co ja robie dobrze, to i sluny potrafi,
        a czego ja nie umiem kompletnie, to on, chociaz z obrzydzeniem, wykona.

        W pracy - no, w tym sensie jestem niezastapiona, ze mysmy sie jako zespol
        podzielili zadaniami. I ja nie jestem w stanie zastapic pedantycznego kolegi,
        ktory nasze wspolne rejestry spraw ma zaktualizowane nie tylko codziennie, ale i
        dwa razy dziennie, i zawsze ponumerowane wszystkie strony w aktach. Inny kolega
        jest mozgiem sprawozdawczosci, i wszystkie te nowomodne sposoby monitorowania
        zarzadzania, procesy, kamiee milowe i takie tam ma w malym palcu. Wszystko
        zamienia na tabelki, wykresy, procenty - stereo i w kolorze. W zyciu bym tego
        nie tknela, a ja bym musiala, to by byla katastrofa. Ale jak trzeba szybko
        znalezc jaks nietypowa dla urzedniczej pragmatyki informacje, to niezastapiona
        jestem (do czasu, do czasu...) ja. Albo jak trzeba troche z ludzmi, eeeee,
        podyskutowac wink)).

        Natomiast troche inna sprawa z zastapieniem osoby - z ktora sie ma jaks
        emocjonalna relacje.
        • mamalgosia sluny 25.09.08, 09:18
          bardzo ładne określenie. Kojarzy mi się z Cluny. Jak się to czyta?smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka