Przyznam, że ciężko mi oderwać myśli od wątku marzek...
Ale piszę mimo wszystko.
Czy też jesteście tacy niezastąpieni jak ja?
Moje pytanie dotyczy w zasadzie spraw domowych i zawodowych, ale
pewnie można to rozciągnąć i na inne.
Kiedyś uważałam, że jestem niezastąpiona w pracy. Tzn oczywiście
można zatrudnić kogoś zamiast mnie, ale póki ja pracuję, to wszystko
muszę zrobić ja. Nie wyobrażałam sobie wyręczenia się kimś innym,
czy nawet poproszenia o przysługę. Z ręką na temblaku prowadziłam
samochód, byle tylko nie brać L-4, bo taka strasznie potrzebna
jestem. I tak wiele szkód powstanie, gdy mnie nie będzie, młodzież
bez lekcji, pieniądze na ubezpieczenie niepozbierane, brak nadzoru
nad przygotowywaniem Wigilii szkolnej...
Minęło mi gdy po leczeniu szpitalnym musiałam leżeć miesiąc w domu.
Nie tylko świat się nie zawalił, ale nawet szkołą jak stała tak
stała
Teraz jestem niezastąpiona w domu. Najlepiej sprzątam i nawet gdybym
miała możliwość zapłacić jakiejś osobie za sprzątanie, to musiałabym
po niej poprawiać.
Chłopcy mieli iść na szczepienie. Przeanalizowałam, kiedy szczepią w
naszej przychodni - i choc są to aż 4 terminy, to wszystkie wypadają
w czasie gdy pracuję. Mąż mówi: "to może mama będzie mogła z nimi
pójść". Okazało się, że może. No ale: jak to? Dzieci na szczepienie
bez matki? Z babcią? Przecież ona nie będzie wiedziała, którymi
drzwiami wejść do przychodni, jak ona sobie poradzi u lekarza, jak
przytrzyma przy zastrzyku...Kropką nad "i" był fakt, ze cały czas
pada deszcz - jak więc potem ona ich odprowadzi do przedszkola, to
20 minut drogi, gdzie te parasole, peleryny...
Trochę przejaskrawiam, ale prawda jest taka, że tylko trochę.
Umiecie pozwolić komuś wyręczyć się?
Ja sie uczę i mam kilka sukcesów. Ale ciągle jeszcze łapię się na
tym, że jak już czegoś sama nie robię, to chcę chociaż stać obok