voxave 30.08.12, 18:05 pamietacie takie ropuchy na stołówkach i w publicznych jadłodajniach.W domach tez egzystowały do gorszych zadań, bo porządne sztućce podawano do posiłków. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
beata_ Re: Aluminiowe łyżki 30.08.12, 18:45 Pamiętamy :((( Miałam zawsze obrzydzenie do takich sztućców i mam do dziś. NIGDY w domu nie było ani jednej sztuki aluminiowej - żadnej łyżki, łyżeczki, widelca czy noża. Jedna mała chochelka była - w sam kurat do naleśników i to wszystko:-) Dwie sztuki pojawiły się w latach 90 - kupione u "Ruskich" łyżki wielkości łyżki zupnej, ale z dziurkami - cedzaczki takie. Używałam ich do wyławiania skwarek po usmażeniu, ale obrzydzenie w końcu wzięło górę i jednak wywaliłam. Skwarki, jak już muszę, odławiam normalną łyżką. ps Na Kuchni w swoim czasie przytaczałam anegdotkę o wyczynie mojej mamy - młodziutkiej kiedyś gospodyni... zawartość patelni w celu odcedzenia skwarek wylała na tzw. nylonowe sitko:D Nie wiedzieć czemu robiła to nad zlewem - same skwarki chciała, czy jak?! W każdym razie nie miała ani skwarek, ani tłuszczu, ani tym bardziej sitka! :D Kocham tę opowieść! :D Odpowiedz Link
matylda1001 Re: Aluminiowe łyżki 30.08.12, 23:35 Pamiętam, a jakże :) Takie sztućce podawali we wszystkich barach i stołówkach. W takim jednym barze (blisko akademika) bardzo ginęły te cuda, wiec je zabezpieczyli. Widelcom poucinali po jednym zębie, noże ponacinali pilnikiem na krawędzi tnącej. Dobrze, że nie przyszło im do głowy, żeby w łyżkach porobić dziurki:) bo by było jak u Barei. W domu miałam aluminiowy garnek na mleko, z gwizdkiem, innych wtedy nie produkowali. W tym garnku przyrządzałam dzieciom kaszkę mannę. To był jedyny sposób żeby mi się ta zaraza nie przypaliła. Odpowiedz Link
beata_ Garnki aluminiowe... 31.08.12, 00:58 ... wszystkie, czyli ostatnie dwa wyfrunęły od nas tak gdzieś na początku lat 80 albo i wcześniej nieco (nie pamiętam ile ich wcześniej było, ale pewnie więcej niż dwa). Na kaszę mannę nie było i nie ma sposobu innego, jak stanie nad nią i "miĘszanie" - żadne gwizdki ani inne cuda nie pomogą :D Jak pamiętam, był u nas w swoim czasie enerdowski garnuszek z gwizdkiem, dwuściankowy i oblewany emalią (czy inną farbą - czerwoną!) na zewnątrz, do gotowania mleka... pomiędzy ścianki wlewało się wodę. Mleko faktycznie nie kipało, ale kaszki w tym nie próbowałam robić - nie te czasy dla mnie były (dziecko '89, a garnek sporo wcześniej). Też dość szybko się go oddało komuś, komu się przydało - bo gotowane mleko solo nie było u nas w specjalnym poważaniu i użyciu :-) Odpowiedz Link
matylda1001 Re: Garnki aluminiowe... 01.09.12, 01:28 beata_ napisała: >Jak pamiętam, był u nas w swoim czasie enerdowski garnuszek z gwizdkiem, dwuściankowy i oblewany emalią (czy inną farbą - czerwoną!) na zewnątrz, do gotowania mleka... pomiędzy ścianki wlewało się wodę.< :) No to Ty szczęściara byłaś :) Czerwony garnek! Co ja bym wtedy za czerwony garnek oddała! Mój był taki właśnie jak napisałaś, ale zwykly, aluminiowy, a jak spora grupa Polaków miałam w tym czasie prawdziwego kopa na punkcie czerwonego wyposażenia kuchni. > Na kaszę mannę nie było i nie ma sposobu innego, jak stanie nad nią i "miĘszanie" - żadne gwizdki ani inne cuda nie pomogą :D< Jest sposób, własnie ten dwuściankowy garnek z gwizdkiem:) Zanim się kaszka (brr...) ugotowała, to zdążyłam dziecko przewinąć. Nigdy nawet nie przywarła. Odpowiedz Link
beata_ Re: Garnki aluminiowe... 01.09.12, 12:48 matylda1001 napisała: > > :) No to Ty szczęściara byłaś :) Czerwony garnek! Co ja bym wtedy za czerwony > garnek oddała! > Mój był taki właśnie jak napisałaś, ale zwykly, aluminiowy, a jak spora grupa > Polaków miałam w tym czasie prawdziwego kopa na punkcie czerwonego wyposażenia > kuchni. He, he - kopa na czerwone, to ja miałam tak pod koniec lat 80, kiedy już miałam własną kuchnię! :-) Miałam takie cudeńka, że nie pytaj - małżonek z Austrii poprzywoził i z Niemiec - tych "prawdziwych"... u nas zaczęły się dopiero pomału pojawiać i prawdę mówiąc różniły się odcieniem czerwieni od tych zgniło-zachodnich :-) Garnuszek z gwizdkiem był sporo wcześniejszy... z tych innych Niemiec i jeszcze pod szaleństwo nie podpadał. Swoją drogą, jak to było, że w takim NRD plastiki kuchenne i nie tylko mieli zawsze śliczne i kolorowe, a u nas... szkoda gadać :( Podstawki ichnie do jajek, żółciutkie jak żółtko DOBREGO jajka, mam do dziś! > Jest sposób, własnie ten dwuściankowy garnek z gwizdkiem:) Zanim się kaszka > (brr...) ugotowała, to zdążyłam dziecko przewinąć. Nigdy nawet nie przywarła. No to nie wiem - ja nie próbowałam, bo tak poza wszystkim mannę, to ja na gęsto lubiłam i lubię, i wydawało mi się że nawet taki garnek nie da jej rady... Odpowiedz Link
matylda1001 Re: Garnki aluminiowe... 02.09.12, 10:24 beata_ napisała: >He, he - kopa na czerwone, to ja miałam tak pod koniec lat 80, kiedy już miałam własną kuchnię! :-)< Tak, to była druga połowa lat osiemdziesiątych. Moim pierwszym, czerwonym nabytkiem był wspaniały, emaliowany durszlak, stojący. Mam go do dziś, używam i chyba nigdy nie wyrzucę :) Prawdę mówiąc nie ma powodu do wyrzucenia, bo nic mu nie dolega. Dobre kiedyś produkowali. Potem posypały się inne czerwoności. Wszelkie moje pojemniczki pochodziły z Czechosłowacji. Tam nie mieli awersji do czerwonego koloru, a jakość była taka, że niektóre służą mi nadal. Komplet czerwonych garów (z czarnymi środkami) kupiłam przed rokiem 90. Do tego zasłoneczka w oknie w biało-czerwoną kratkę i takiż sam obrusik. No... fajnie było;) Odpowiedz Link
voxave Re: Aluminiowe łyżki 31.08.12, 04:40 Mam do dzisiaj aluminiowy garnek na mleko na około 1 l--słuzy mi do nagłego podgrzania mleka dla wnuka aby nie było posto z lodówki jak je te swoje kuleczki. Wiekszy garnek na zupe mleczna z drugim dnem i z woda jest juz cywilizowany, ze stali nierdzewnej. Nie mam serca wywalić taki jest poręczny. Mam tez mała chochelkę do naleśników jak Beata :) Odpowiedz Link
minerwamcg Re: Aluminiowe łyżki 31.08.12, 11:54 U nas w domu były dwie takie łychy - babcia dawała je nam do piasku, jak się gdzieś zapodziała łopatka... Odpowiedz Link
quba Re: Aluminiowe łyżki 31.08.12, 14:08 u nas też nie było. Zawsze zazdrościłam dzieciom, że przynoszą do piasku łyżki aluminiowe, a ja - łopatkę czerwoną! Ach, głupota dzieci małych jest nie do opisania! A jak zazdrościłam, kiedy przychodziły na dwór z takim kruchym płaskim, niewyrośniętym plackiem słodkim, na który, po upieczeniu, mama nalewała im trochę rózowego kisielu. A moja mama nie robiła TAKIEGO PYSZNEGO placka, tylko taki niedobry, z jabłkami i kruszonką, albo z truskawkami i kisielem (rzadko można było dostac galaretkę, która jednak była dosyć droga (5 zł), a kisiel - 70 gr. No! Fajnie było! Pozdrawiam Odpowiedz Link
aqua48 Re: Aluminiowe łyżki 31.08.12, 19:33 U mnie w domu była taka łyżka do kuchennych prac, z czasem zdarła się mojej Mamie od mieszania do połowy prawie :) Pomyśleć, że pewnie zjedliśmy to aluminium z niej. I chochelka oczywiście i taki cedzak z dziurkami też aluminiowy. Garnek do mleka miał śmieszną pokrywkę z dziurkami, która miała zapobiegać kipieniu, ale jakoś nie udawało jej się. Natomiast otrzymany w prezencie garnek do mleka z wodą wlewana między ścianki szmyrgnęłam do śmieci. Dla mnie kompletnie bezużyteczny, jako, że leworęczna jestem i przy nalewaniu przegotowanego mleka do kubeczka oblewałam sobie stopy wrzątkiem spomiędzy ścianek, bo ten dzióbek zamiast na środku byl umieszczony na boku garnka, ze złej strony... Odpowiedz Link
voxave Re: Aluminiowe łyżki 31.08.12, 19:55 Ja mam taki z dzióbkiem z prawej strony a może to z lewej zalezy jak patrzec---jest mi niezbędny, albowiem wszyscy uwielbiamy owsiankę i ona mi nie wykipi tylko sie grzecznie gotuje na tej wewnętrznej wodzie.. A nalewam łyzka wazowa bo fakltycznie można sie poparzyć. Odpowiedz Link
ewa9717 Re: Aluminiowe łyżki 01.09.12, 08:06 Aluminiowe sztućce, bo nie same łychy przecież, we wspomnieniach chodzą u mnie w parze z koloniami, przylutowane jedno do drugiego na amen. A co do aluminiowych garów, zawsze był u nas jeden: do gotowania mleka. I mówcie sobie, co chcecie, ale do dziś żałuję, że go wysiudałam, bo gotowanie mleka (a owszem, zdarza mi się, bo ogólnie mlekopij jestem) w emaliowanycm czy tym srebrnym nie wiadomo której generacji to nie to... Odpowiedz Link
voxave Re: Aluminiowe łyżki 01.09.12, 10:01 A ja mam jeden aluminiowy z dawnych czasow na mleko właśnie. A noże aluminiowe służą mi do prac w ogrodzie-----wycinam złośliwe mlecze i inne chwasty ze szpar między płytami w ogrodzie :) Odpowiedz Link
beata_ Re: Aluminiowe łyżki 01.09.12, 12:51 Ja nie gotuję mleka i nie mam ogrodu, więc mi aluminium nie brakuje :D Jeno tej chochelki do naleśników, bo gdzieś przepadła w końcu :( Odpowiedz Link
aqua48 Re: Aluminiowe łyżki 01.09.12, 16:48 Aluminiowe były jeszcze te rozkładane niebędniki harcerskie, w sam raz pasowały do aluminiowych menażek.. Odpowiedz Link
voxave Re: Aluminiowe łyżki 01.09.12, 17:13 Miałam komplet naczyń i* niezbędników*łyżka,nóż,widelec,---wyposażenie biwakowe,menazki wojskowe i metalowe talerze--ale wszystko przepadło----dzisiaj byłby to szpan. Odpowiedz Link
tymon99 Re: Aluminiowe łyżki 02.09.12, 12:02 voxave napisała: > noże aluminiowe służą mi do prac w ogrodzie ale one chyba nie mogą być całe aluminiowe, prawda? Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Aluminiowe łyżki 02.09.12, 15:46 Tak, noże miały tylko trzonki aluminiowe. Ostrze było ze stali. Odpowiedz Link
voxave Re: Aluminiowe łyżki 02.09.12, 17:11 tymon99 napisał: > voxave napisała: > > > noże aluminiowe służą mi do prac w ogrodzie > > ale one chyba nie mogą być całe aluminiowe, prawda? Rączka jest aluminiowa a ostrze nie wiem z czego ale ma dobre ostrze. > Odpowiedz Link
tymon99 Re: Aluminiowe łyżki 02.09.12, 22:05 to mam taki jeden w kuchni, ostatnio nieużywany (aluminiowa rączka źle znosi mycie w zmywarce). Odpowiedz Link
tymon99 przypomniało mi się: 04.09.12, 22:31 był w "świecie młodych" cykl artykułów, chyba mistrza sękowskiego, jak sposobem chałupniczym, w związku z (oczywiście) chwilowymi brakami w zaopatrzeniu, zrobić mydło. zwykłe, takie żeby ręce umyć, czy coś. jak pozyskać tłuszcz, jak ługować go zasadą, jak zneutralizować nadmiar zasady, jak oddzielić mydło od gliceryny i solanki, całkiem prosta technologia. w którymś odcinku pojawiło się ostrzeżenie, coby nie aluminiową łyżką mieszać, bo takowe się w zasadzie na gorąco rozpuszczają. i komentarz, że jednak ostatecznie jedną aluminiową łyżkę można poświęcić, bo rozpuszczenie jej w garze z mydłem korzystnie na kolor uzyskiwanego mydła wpływa, w sensie wychodzi nieco bielsze.. Odpowiedz Link
kusama Re: Aluminiowe łyżki 06.09.12, 22:13 Aluminiowe cuda wymagały czyszczenia. W sprzedaży były czyściki do aluminium, taka twarda "wata". Po użyciu aluminium błyszczało jak psu....no! :) pzdr Odpowiedz Link
tymon99 Re: Aluminiowe łyżki 07.09.12, 21:34 aluminium w ziemskiej atmosferze nie błyszczy. nawet potraktowane watą stalową. przerobisz paskudną powierzchnię z zaciekami i kalafiorami na ładną jednolitą, ale błyszczeć nie będzie. Odpowiedz Link
kusama Re: Aluminiowe łyżki 07.09.12, 22:27 Jasne, toż o nic jak o błyszczenie c z y s t o ś c i ą mi chodziło. Ukłony. Odpowiedz Link
beata_ Tymonie, może Ty z tych znających się... :-) 07.09.12, 23:12 Tak trochę z innej beczki - choć też metalowej... Moje mądre, dorosłe dziecko trzymało na płycie kuchennej (stal nierdzewna, chyba nie szlachetna żadna) emaliowany garnuszek z kwasem do wytrawiania metali, używanym w jubilerstwie. Nie wiem, co to za kwas, ale z czasem przeżarł garnuszek i "wytrawił" ciemną plamę na płycie... Coś się z tym da zrobić? Przywrócić jakoś stali jej dawny wygląd? Tylko dlatego, że to moje WŁASNE dziecko, to ono jeszcze żyje! :-) Ale patrzeć na to nie mogę... na plamę, nie na dziecko - jej widok jakoś jeszcze znoszę... pod warunkiem, że za blisko kuchni nie stoi :D Może ktokolwiek z Was, niekoniecznie Tymon, mógłby mi coś podpowiedzieć? Zwykłe środki do tzw. pielęgnacji powierzchni stalowych oczywiście nie działają :( Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Tymonie, może Ty z tych znających się... :-) 08.09.12, 08:08 Wypolerować jakimś możliwie twardym, ale bardzo drobnym środkiem ściernym. A na przyszłość pamiętać, że emalie nie są odporne na kwasy, już bardziej na ługi. Jak się używa środków żrących, to trzeba wiedzieć, w czym je przechowywać. Na przykład większość kwasów można przechowywać w szkle, ale nie wszystkie - kwas fluorowodorowy przeżera szkło. Odpowiedz Link
beata_ Re: Tymonie, może Ty z tych znających się... :-) 08.09.12, 08:26 horpyna4 napisała: > Wypolerować jakimś możliwie twardym, ale bardzo drobnym środkiem ściernym. Spróbujemy... podpowiesz czym? Ja się nie znam - dziecku tym bardziej trzeba dokładnie powiedzieć :( > A na przyszłość pamiętać, że emalie nie są odporne na kwasy, już bardziej na > ługi. Jak się używa środków żrących, to trzeba wiedzieć, w czym je przechowywać. > Na przykład większość kwasów można przechowywać w szkle, ale nie wszystkie - kw > as fluorowodorowy przeżera szkło. Ba! Niewykluczone, że coś o tym było mówione na zajęciach - ale wiadomo jak to z "dzieciami" jest, połowy zwykle nie słyszą - a im starsze, tym słyszą mniej :( Niby mądre i dorosłe, a jak spuścisz z oka... to kuchnię spaprają... Nie było mnie przy tym, bo i w domu mnie nie ma... Oczywiście nie będę twierdzić, że w kwestii tych tam kwasów jubilerskich jestem mądrzejsza, ale prawdopodobnie bym się zainteresowała, jako ta zrzędliwa stara matka... Choć głowy nie dam, mogłoby mi umknąć :-) Będę wdzięczna za wszelkie dalsze wskazówki :-) Odpowiedz Link
beata_ A przy okazji, już się cieszę, że... 08.09.12, 08:31 ... dziecko będzie miało bardzo absorbujące zajęcie... Boszszszsz... ja to jednak wyrodna matka jestem, nie tylko stara i zrzędliwa :-D horpyna4 napisała: > Wypolerować jakimś możliwie twardym, ale bardzo drobnym środkiem ściernym. Odpowiedz Link
matylda1001 Re: A przy okazji, już się cieszę, że... 08.09.12, 09:48 Ja to się tam specjalnie nie znam, ale zasięgnęłam języka... Mąż twierdzi, że to mogła być woda królewska, która tylko złota nie rusza. W jubilerstwie służy właśnie do odróżniania złota od podróbek. Płyty przeważnie są z inoxu, i jesli to rzeczywiście woda królewska, to sprawdziła, że nie masz złotej płyty;) wytrawiła ją na amen. To nie plama ale zniszczona warstwa. Można spróbować zedrzeć tę warstwę papierem ściernym (z wyczuciem) a potem wypolerować pastą polerską. Jak "rana" nie jest zbyt głęboka, to może się udać. Jeśli nie, to pozostanie Ci wymiana płyty, najlepiej od razu na szczerozłotą, i niech dziecina się bawi do upojenia :) Odpowiedz Link
horpyna4 Re: A przy okazji, już się cieszę, że... 08.09.12, 10:21 Akurat woda królewska rozpuszcza złoto. Chyba nie rozpuszcza rodu, ale nie jestem pewna. Odpowiedz Link
beata_ Re: A przy okazji, już się cieszę, że... 08.09.12, 17:27 Rodu nie rozpuszcza i paru innych jeszcze... popatrzyłam sobie. Co by to nie było, zajzajer niewąski :-) Odpowiedz Link
matylda1001 Re: A przy okazji, już się cieszę, że... 09.09.12, 00:40 horpyna4 napisała: > Akurat woda królewska rozpuszcza złoto. < :) No to się popisałam! Masz rację, Horpyno. Dopytałam i dowiedziałam się, że... "no przecież mówiłem... azotowy i siarkowy złota nie zeżre, a razem, jako woda królewska - tak" Odpowiedz Link
beata_ Re: A przy okazji, już się cieszę, że... 08.09.12, 17:26 To chyba nie była woda królewska, ale znaczenia większego to nie ma - wyżarło jako i ona :-) No i cała zabawa i tak była zbędna, bo dokładnie wiem, że złotej płyty nie kupowałam ino inox :D Papier ścierny i pasta... myślę, że warto spróbować. W najgorszym wypadku niech przetrze tym kwasem całość - będziemy mieć płytę w kolorze grafitowym :-) Odpowiedz Link
balamuk Re: A przy okazji, już się cieszę, że... 09.09.12, 00:28 A może niech wytrawi we wzorek, w kwiatuszki jakieś? Odpowiedz Link
beata_ Re: A przy okazji, już się cieszę, że... 09.09.12, 00:47 balamuk napisała: > A może niech wytrawi we wzorek, w kwiatuszki jakieś? Artystyczna z niej dusza, ale podejrzewam, że nie da rady :-) Plama jest spora i jednolita... jako baza wyjściowa do wzorków chyba się nie sprawdzi ;-) Odpowiedz Link
balamuk Re: A przy okazji, już się cieszę, że... 09.09.12, 11:10 A to szkoda, miałabyś oryginalną płytę. ;) Odpowiedz Link
beata_ Re: A przy okazji, już się cieszę, że... 09.09.12, 15:15 Wiesz... ona już jest oryginalna, ta płyta... Tylko taka więcej paskudna. :-) Odpowiedz Link
aqua48 Rozwiazanie dla plamy 12.09.12, 14:41 beata_ napisała: > balamuk napisała: > > > A może niech wytrawi we wzorek, w kwiatuszki jakieś? > > Artystyczna z niej dusza, ale podejrzewam, że nie da rady :-) > Plama jest spora i jednolita... jako baza wyjściowa do wzorków chyba się nie sp > rawdzi ;-) Aj tam, aj tam, duża jednolita plama świetna jest do przeróbki na hipopotama lub słonia, ewentualnie mamuta. Czy jest ktoś, kto nie lubi mamutów? Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Rozwiazanie dla plamy 12.09.12, 16:14 Albo na jakąś wielką skałę, na której będzie siedziała smętna dziewoja z rozpuszczonymi włosami i patrzyła w dal... możliwości jest dużo. Odpowiedz Link
beata_ Hmmmm... i tak i nie :-) 12.09.12, 21:36 Znaczy się mamut i dziewoja są ok i przypadły mi do serca, ale... 1. plama zaczyna się wokół lewego górnego palnika i leci ku środkowi w dół... i o ile przeróbka na mamuta czy innego słonia byłaby ewentualnie możliwa, o tyle dziewoja na skale niewykonalna - nie ma dla niej miejsca... 2. dziecko mówi, że plama nie jest aż TAK jednolita, jak mi się wydaje (ja ją widziałam krótko i miałam w tym czasie czerwono przed oczami) bo to żrące g... wyciekało stopniowo i żarło takoż - do sensu gada, nie? 3. niejednolitość plamy daje pole do popisu, jeśli chodzi o skałę - przy mamucie już trochę mniej, a dziewoja nadal nie wchodzi w grę :( 4. dziecko kategrycznie odmówiło jakiejkolwiek zabawy z produktem żrącym, który to produkt występuje w postaci proszku zanim się z nim cokolwiek zrobi, bo to trujące jest i nie będzie się narażać... 5. po rozrobieniu do postaci płynnej nadal jest trujące, więc ona jw... bo wszelkie czynności związane z przeróbką plamy będą długotrwałe i wymagające stałej jej obecności w tym czasie... Jak myślicie - czy zabić, to będzie wystarczające działanie z mojej strony, czy mogę jej coś więcej zrobić? :-) Bo jakoś samo zabicie wydaje mi się niewystarczające... ps 1.dziecko odebrało właśnie dyplom ukończenia odpowiedniej szkoły, poświadczający jej kwalifikacje zawodowe złotnika-jubilera z punktacją ogólną 95%... hmmmm 2. równocześnie i równolegle radośnie robi magisterkę na anglistyce 3. zabić czy oszczędzić jednak...?????? Odpowiedz Link