Dodaj do ulubionych

Pochody pierwszomajowe...

20.11.06, 17:28
wstyd sie przyznac, ale jako dziecko uwielbialam. Nie, nie chodzilam z
rodzicami, ale uwielbialam z okna patrzyc jak sie grupki ludzi u nas
zbieraja, przygotowuja czerwone kwiaty z bibulek na drewnianych patykach, jak
na ulicy zaczynaja przygotowywac stragany ze slodyczami i napojami. Bylam
bardzo podekscytowana bo mialam nadzieje ze bedzie na tyle cieplo ze mozna
bedzie juz ubrac PODKOLANOWKI, zamiast rajstop. Potem po pochodzie, mozna
sobie bylo pozbierac resztki bibulek z czerwonych kwiatkow, lub jakies inne
ozdoby. Tak, tak - jako dziecko czekalam na to 1-majowe swieto, tak samo jak
na procesje z okazji swieta Bozego Ciala i sw. Stanislawa. :):):)
Obserwuj wątek
    • tamsin Re: Pochody pierwszomajowe... 20.11.06, 17:41
      najbardziej podobal mi sie pochod pierwszomajowy w 1983 roku (chyba). Ze szkoly
      zapedzili nas na pochod, ktory resztkami tylko przypominal te pochody z lat 70
      tych, gdy "Polska w sile rosla" ;-) Zaprosili jakiegos mniej znanego dygnitarza
      wojskowego ze Zwiazku Radzieckiego aby usiadl na trybunie z reszta
      partyjniakow. Pochod niby zaczal sie zwyczajnie: zaklady pracy z
      transparentami, wiencami z bibuly, no i oczywiscie szkoly z uczniami, ktorym
      grozilo obnizenie z zachowania, jezeli sie nie stawia. Gdy pochod zblizyl sie
      do trybuny, zrobilo sie nagle bardziej tlumnie w grupie przedstawicieli jednej
      z fabryk i przepiekne napisy solidarnosciowe wyskoczyly przed oczy tych na
      trybunie. No ale rzad tez byl przygotowany, zza zakretu wyjechaly opancerzone
      polewaczki i siup woda w kogo sie da: matki z dziecmi w wozkach, dzieciaki z
      wata na patyku, ciekawskie rodziny... Po tym incydencie pochod sie rozproszyl i
      caly dzien po miescie byla ganianina: ZOMO z polewaczkami i kto tam sie chcial
      z nimi ganiac, czyli naprzyklad ci uczniowie z pochodu :-) .
      • robin153 Re: Pochody pierwszomajowe... 20.11.06, 19:12
        Wlasnie, ja wspominam te pochody z lat 70 - silne i radosne:):) - ja w 70 roku
        mialam lat 5 , to by sie zgadzalo ze marzeniem moim byly podkolanowki. Te
        pozniejsze tez pamietam, ZOMO na ulicach, ulotki rozsypane i my mlodziez butna
        maszerujaca po ulicach z OPORNIKAMI wpietymi w porozciagane swetry i z ulotkami
        w kieszeniach.
    • sherman-doberman Re: Pochody pierwszomajowe... 20.11.06, 23:40
      Ciekawe. nie wiem jak się z tego wymigałam, ale w czasie szkolnym niegdy nie bywałam na pochodach.
      Tzn. byłam raz, kiedy przebywała u nas grupa młodzieży z DDR i nie było rady.
      Na studiach wymigiwałam się twierdzeniem, że chodzę z rodziną. Byłam tylko raz i to nader
      korzystnie spędziłam czas, bo mama sprawdziła mi przy okazji jakiś referat. na co nigdy nie miała
      czasu w domu. W dorosłym życiu poszłam raz dobrowolnie, bo miałam gościa z RFN, który marzył o
      tym, aby z bliska zobaczyć najważniejszych polskich oficjeli partyjno-rządowych i tak był tym
      zachwycony, że autentycznie wiwatował.
      Potem zaś bywałam oficjalnie zwolniona z pochodów, bo mieszkałam w pobliżu kościoła Popiełuszki, a
      tam pierwszego stale były jakeś rozruchy.
    • minerwamcg Re: Pochody pierwszomajowe... 21.11.06, 12:58
      Nigdy nie byłam. W podstawówce było założenie, że dzieci chodzą z rodzicami,
      więc organizowanych wyjść nie było - robiliśmy tylko na zpt-ach wielkie,
      bibułkowe kwiaty dla zakładu opiekuńczego, którym była fabryka kosmetyków
      "Miraculum".
      W liceum - był stan wojenny, w Krakowie nie było już pochodów, tylko wiece na
      Rynku Głównym, na które teoretycznie mieliśmy iść, ale praktycznie jakoś nikt
      tego nigdy nie organizował i nie sprawdzał. No a studia to już była druga połowa
      lat 80, my wszyscy bardzo "anty", jak się jedna koleżanka przyznała, że co roku
      chodzi z matką na wiec, patrzyliśmy na nią dziwnie.
      • robin153 Re: Pochody pierwszomajowe... 21.11.06, 15:22
        Ciezko mi sobie wyobrazic ze ktos w Krakowie sam z nieprzymuszonej woli chodzil
        na pochody partyjne. Nigdy nikogo takiego nie spotkalam:):):) Wydawalo mi sie
        caly Krakow to opozycja.

    • mister1 Re: Pochody pierwszomajowe... 21.11.06, 16:36
      Przedziwne, ale 1maja byla zawsze ladna pogoda.Pochody rozpoczynalem
      zbiorka w parku przy Wybrzezu Kosciuszkowskim ale do pochodu wlasciwego nie
      dotarlem nigdy, gubiac sie zawsze w tlumie gdzies na Tamce. Zreszta jak
      wiekszosc kolegow.Raz mi nawet wcisneli szturmowke,ale pozbylem sie jej po
      kilku minutach w pierwszej lepszej bramie.Stalo tam juz wiecej tego rodzaju
      eksponatow. Grozono sprawdzaniem listy po pochodzie, ale zawsze konczylo sie na
      grozbach.Pewno bali sie, ze lista moze byc troche krotka.
      • letalin Re: Pochody pierwszomajowe... 21.11.06, 18:44
        > Przedziwne, ale 1maja byla zawsze ladna pogoda.

        W 1985 była paskudna , a ja na kilka dni przed maturą dałem się zastraszyć i
        poszedłem. Zapłaciłem za to przeziębieniem i to był ostatni raz jak
        uczestniczyłem w pochodzie. W dzieciństwie chodziłem z ojcem, lubiłem z nim
        chodzic gdziekolwiek.
        W 1979 roku poszedłem ze szkołą i nagrabiłem sobie , bo nikt nie chciał nosić
        papierowych chorągiewek, więc zebrałem je od wszystkich z klasy i oderwałem
        papier, zachowując patyczki, które wydawały mi się atrakcyjne i przydatne do
        budowy jakiegoś modelu samolotu...Ktoś mnie podkablował i próbowałem szybko się
        pozbyć dowodu zbrodni na sztandarze, ale kapuś pokazał pani Dyrektor też
        śmietnik , gdzie wyrzuciłem resztki ...Zostałem usuniety z pochodu i samotnie
        wróciłem do domu, kupując po drodze nowy numer "Skrzydlatej Polski":)
    • jolunia01 Re: Pochody pierwszomajowe... 26.11.06, 12:15
      Chyba lubiłam, zawsze było sporo atrakcji towarzyszących.
      Najlepiej wspominam ten, kiedy byłam w maturalnej klasie - świetnie sie
      uczącej, ale trudnej do opanowania. Tuż przed 1 maja dostaliśmy od jednej
      nauczycielki cynk, że jak nie pójdziemy na pochód, to oceny ze sprawowania na
      świadectwie maturalnym będą BARDZO obniżone. Więc poszliśmy - 36 osób
      solidarnie na biało-granatowo i KAŻDY miał szturmówkę (tak się te flagi na
      drągach nazywały), a przy tym darliśmy pyski śpiewając "okolicznościowe" - jak
      najbardziej - piosenki. Nie wiem tylko dlaczego jeszcze przed trybuna
      poproszono nas, zebysmy przestali sie wygłupiać i sobie poszli gdzie indziej.
      Może chodziło o to, że akurat wyliśmy "śmiało podnieśmy sztandar nasz w górę,
      choć burza wrogich żywiołów wyje, choć nas dziś gnębią siły ponure, chociaż
      niepewne jutro niczyje."
      • babiana Re: Pochody pierwszomajowe... 26.11.06, 13:52
        W podstawowce pobilam sie z kolezanka o to kto bedzie niosl sztandar w pochodzie
        pierwszomajowym. Biala bluzka przepasana szarfa i ten sztandar to bylo moje
        marzenie.Zaszczyt ten przyslugiwal tylko dobrym uczniom. Do tej pory wspominamy
        te nasza bojke i mamy ucieche.
    • luccio1 Re: Pochody pierwszomajowe... 29.11.06, 20:53
      Byłem tylko dwa razy: w klasie VIII (1969) i w I licealnej (1970) - i uważam do
      dziś, że było to o te dwa razy za dużo.
      Pamiętam, 1 Maja 1970 było rano coś koło o° - a nam kazano być koniecznie w
      białych koszulach! Tato, nie mogąc inaczej zaradzić sytuacji, pożyczył mi swoje
      dwa podkoszulki (starego stylu, grube, z rękawami i kilkoma guzikami pod szyją)
      i kazał ubrać jeden na drugi pod spód. Potem, w wyższych klasach liceum,
      pomogło Harcerstwo: nazywało się, że idę razem z harcerzami - naprawdę
      robiliśmy wycieczkę zastępu gdzieś w góry najbliższe Krakowa: Beskid Mały,
      Beskid Wyspowy, Gorce...
      Na studiach nikt już nigdzie nie gonił ani o nic nie pytał.
      • lustroo Re: Pochody pierwszomajowe... 30.11.06, 12:42
        A mnie zawsze wybierali do pocztu sztandarowego :) Miałam taką ładną granatową
        spódnicę aksamitną z falbanką. Raanyy :D

        Czasem jak się zbliżał koniec pochodu, to chłopaki mówili: Potrzymaj
        szturmówkę, muszę zawiązać sznurowadło. Ooo nie, ja nie taka "gupia" wiedziałam
        o co biega, daliby szturmówkę, reszta by uciekła do domu, a ja ze szturmówka z
        powrotem do szkoły :) Nigdy nie udało im sie mnie nabrać :)
        • maglara Re: Pochody pierwszomajowe... 30.11.06, 14:06
          hihi, to dobre z ta szturmowka, ponoc ich pelno w pobliskich bramach
          znajdowano ;) Niesc szturmowke - to byl obciach wtedy :)))
          Ja gralam w orkiestrze detej i co roku nasza szkola wystawiala nas na sztandar,
          delysmy w trabki przechodzac obok trybun, kurcze ze zadnego zdjecia sie nie
          zachowalo, a fajnie bylysmy ubrane, buciki biale kozaczki szyte na miare i
          granatowe mundurki, jak nosza kapitanowie zeglugi...:)
          • lustroo Re: Pochody pierwszomajowe... 04.12.06, 11:03
            może w Ciebie w szkole zachowały się jakieś zdjęcia.
            • uyu Re: Pochody pierwszomajowe... 13.12.06, 01:42
              W szkolnych czasach nigdy nie bylam na pochodzie. I nikt nie nalegal, bo moja
              obecnosc jakos tak "dezorganizacyjnie" wplywala na reszte towarzystwa.
              Za to, jako male dziecko pamietam kiermasze. Byly estrady z zespolami,
              karuzela, z ciezarowek sprzedawali pârowki, mozna bylo celowac do puszek i
              strzelac na strzelnicy.To byl przelom lat 50/60. To se ne vrati - ta wata
              cukrowa - mniam ! I niech nikt nie usiluje mi przypominac, ze to ciezka komuna
              byla. Ano byla, ale przede wszystkim to bylo moje dziecinstwo:))
    • ampolion Re: Pochody pierwszomajowe... 14.12.06, 06:09
      Nie chodziłem, pochód do mnie przychodził.
      Było to w zamierzchłych czasach gdy pochód szedł przez most Poniatowskiego
      bo oficjele przyjmowali go przed Domem Partii. Najbardziej pamietam tę
      swiąteczną muzyczkę rozchodzącą się z megafonów po całym Powislu.
      To były czasy!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka