Dodaj do ulubionych

Obsługa klienta w PRL-u

09.01.07, 19:59
Macie jakies fajne wspomnienia?
Ja pamietam matke z wijacy sie na wszystkie strony dzieckiem w sklepie
miesnym. Nagle dziecko pac..pac.. i stuknelo raczka w kase, no i wybilo pare
tysiecy. Na to ekspedientka z wrzaskiem do matki: "Teraz mi pani wplaci te
pieniadze do kasy bo nie bedzie mi sie zagadzalo!"
Obserwuj wątek
    • sherman-doberman Re: Obsługa klienta w PRL-u 09.01.07, 22:20
      Mam obłędne wspomnienia z ostatniego roku przed transformacją,
      prześmieszne tym bardziej, że obsługa sklepu w ogóle nie rozumiała,o co biega.
      Było to w lecie, przyjechaliśmy do Polski na urlop i mężowi - nie zna polskiego ani warunków w
      dawnych KDLach, zachciało się słodkiej śmietanki i świeżych ciast. Nie sposób przetłumaczyć
      normalnemu człowiekowi, że życie było nienormalne, tzn. normalne było, że śmietanka była skisła już
      przed południem, bo trzymana na słońcu przed sklepem od 5 rano itp. Szukał długo i namiętnie, acz
      bezskutecznie. I pewnego dnia zajeżdżamy przed sklep - było to w olsztynskiem i przed sklepem stoi
      śmietanka, mleko itd. Na słońcu. Wchodzimy do środka. śmietanka oczywiście skwaśniała. A w środku
      lado-lodownia- pusta. I mąż pyta baby,- przez tłumacza, rzecz jasna, dlaczego nie trzyma śmietanki
      w tej chłodni. Baba na to, że zepsuta i to od lat. W męża wtedy zły duch wstąpił i zaczął okropnie się
      rzucać i wrzeszczeć. A biedna babina w ogóle nie mogła pojąć, czemu go fakt skwaśniałej śmietanki i
      od lat zepsutej lady tak potwornie zezłościł.
      W tym samym okresie drugi wybuch: przyjedżamy w piątek po południu do sklepu w poszukiwaniu
      pieczywa i ciasta. Rzecz niełatwa. Pieczywo, oczywiście już dawno wyszło, ale właśnie przywieźli z
      piekarni, jakieś 500m odległej od sklepu gorący jeszcze jabłecznik. To chcemy kupić. Nie. Nie sprzeda.
      A to czemu? Bo ceny nie ma. A kiedy będzie cena? w poniedziałek. Reakcja małżonka łatwa do
      przewidzenia.
    • maglara Re: Obsługa klienta w PRL-u 09.01.07, 22:30
      Ja pamietam jak bedac w ciazy, a byl to poczatek stanu wojennego, kiedy
      stawalam w "uprzywilejowanej" kolejce - czyli co piata z kolejki "normalnej",
      to liczylam kobiety w tej normalnej i wychodzilo mi, ze szybciej dostane sie do
      lady jesli nie skorzystam z uprzywilejowania tak zwanego. Bo ilez szykan i
      obelg sie uslyszalo od tych starszych "dam", np. piep...yc jej sie zachcialo i
      teraz sie pcha bez kolejki. Ilez wstydu i lez trzeba bylo lykac ... No i te
      kartki na chabanine, rzucala taka sprzedawczyni na brudna wage, bylo za duzo to
      ciela okrawkami mieso po kawalku, az doszla do wagi przypisanej kartce. Fakt ze
      mialy podwojna robote, bo najpierw lapaly za nozyczki by wyciac skrawek z
      kartki a pozniej za noz rzeznicki, feee.
      A, i najczesciej byly wpuszczane klientki po piec do sklepu, reszta miala stac
      na zewnatrz, by rwetesu nie bylo.
      Nie daj Boze do tych czasow powrotu, brrrrrr
    • biljana Re: Obsługa klienta w PRL-u 09.01.07, 23:17
      ja pamietam sklepy mięsne. i obsługe w tychże sklepach:)

      pamietam, ze kiedys bedac malym berbeciem zadalam mamie pytanie (przy samej
      kasie juz) dlaczego panie sprzedawczynie nie potrafia pakowac i tylko tak
      rzucaja wszystko na taki brzydki papier. I ze ja je moge nauczyc:)))

      swoja droga nie rozumiem tego rzucania ochlapow na obrzydliwy tani papier. I
      nawet porzadnie zawinac im sie tego nie chcialo. Tylko tak ledwo ledwo. Ohyda.
      Do dzis to pamietam.
      • horpyna4 Re: Obsługa klienta w PRL-u 10.01.07, 10:10
        Używały takiego papieru, jaki im dano, a dano taki, jaki był wtedy dostępny.
        Wprawdzie za PRL-u produkowano pergamin, ale było go bardzo trudno dostać. Mało
        kto pamięta, że tak oczywiste teraz cieniutkie woreczki foliowe, nie mówiąc o
        folii odwijanej z rolki, nie istniały. Była wtedy po prostu cholerna przepaść
        cywilizacyjna między krajami o różnych ustrojach, rzeczy normalne w krajach
        cywilizowanych uważano w PRL-u za fanaberie.
        • biljana Re: Obsługa klienta w PRL-u 10.01.07, 10:13
          horpyna4 napisała:

          > Używały takiego papieru, jaki im dano, a dano taki, jaki był wtedy dostępny.
          >

          ja nie mam do tych pan pretensji, ze byl szary papier:)
          tylko nawet w szary papier mozna cos normalnie, poradnie zapakowac.
          A ze watek jest o obsludze klienta - to napisalam o rzucaniu na lade ledwo
          zawinietego w papier towaru. To mi utkwilo w pamieci.
          • meduza7 Re: Obsługa klienta w PRL-u 10.01.07, 12:36
            I liczyły sobie, słupki całe wypisywały na tym papierze. A potem zawijały w
            taki papier pomazany długopisem.
            Brak reklamówek byl zresztą nawet korzystny, wszyscy chodzili z ekologicznymi
            siatkami z materiału ;)
            Ostatnio zresztą widziałam zjawę z przeszłości: faceta z klasyczną poliestrową
            siatką na dwóch plastikowych kółkach, w kolorze spranoniebieskim. Dzieciństwo
            mi się przypomniało, moja babcia miała identyczną :)
          • horpyna4 Re: Obsługa klienta w PRL-u 10.01.07, 15:26
            Co do kultury sprzedawców, to były przecież na ten temat ciągle dowcipy.
            Pamiętam taki rysunkowy, ekspedientka rzuca w klienta jajkami, bez opakowania
            zresztą, mówiąc: - Ma pan te pięć jajek, co jeszcze?
    • sherman-doberman Re: Obsługa klienta w PRL-u 10.01.07, 18:09
      Muszę przyznać, że z tego paskudnego kartkowego okresu mam też parę miłych wspomnień o
      sprzedawczyniach.
      Zdarzyło się, gdzieś 84 lub 85 rok, że przyjechał w odwiedziny mój obecny- podówczas- przyszły-
      mąż. Ponieważ musiałam iść do pracy, kazałam mu kupić pieczywo i masło roślinne, po czym wybyłam
      wczesnym rankiem, zapominając zostawić mu kartki. Wracam do domu, masło jest. Przypominam sobie
      o kartkach i pytam, jakim cudem dostał. Ano, wziął i poszedł do kasy (to był sam spożywczy). Baba w
      kasie wzięła masło i odniosła na półkę. To on z powrotem poleciał i przyniósł. Pantomima powtórzyła
      się trzy razy. On nie zna polskiego, ona żadnego obcego. To mu w końcu sprzedała.
      Poleciałam tam następnego dnia z kartkami, aby jej dać, a ona przyznała się, że nie dość, że nie
      umiała wytłumaczyć, że bez kartek nie można, to było jej wstyd przed cudzoziemcem i machnąła ręką.
      Prawie bohaterstwo, bo one na tych kartkach siedziały jak pies na sianie. Wydaje się, że ludzie z kolejki
      poparli jednak jej decyzję. Jednak ulżyło jej mocno, kiedy się pojawiłam z tymi kartkami.
    • klara551 Re: Obsługa klienta w PRL-u 12.01.07, 01:43
      Przytoczę 2 wspomnienia.Staliśmy na zmianę z mężem w kolejce w mięsnym, za nami
      stała babcia tak koło 70.Widać było,ze nie może już stać więc
      zaproponowaliśmy,żeby usiadła na ławce na pobliskim skwerze.Po
      kilkugodzinach,już przy kasie babina nam podziękowała i stwierdziła,ze robi
      zakupy dla całej rodziny/kilkanście osób/@ wspomnienie,stoje w mięsnym a
      dziecko/7lat/bawi się na skwerze.Ja patrzę z przerażeniem na półki,już prawie
      puste i kolejkę uprzywilejowanych,każdy z kilkoma kartkami i zauważam,że
      dziecko na rękach kolejnej pani jest to samo co wcześniej.Zwrociłam uwagę i
      usłyszałam,że kobiety z dzieckiem na ręku są obsługiwane bez kolejki.Zawołałam
      córkę wzięłam ją na ręce,co dla siedmiolatki było obrazą majestatu i podeszłam
      do lady.Myślałam,ze mnie uprzywilejowani zabiją,ale poprosiłam o przepisy i
      zapytałam,gdzie jest określony wiek dziecka,nie było.Tym sposobem moje dziecko
      miało dobrą wędlinę,ja zoszczędziłam czas.Tylko raz wykorzystałam tę metodę.A
      jak byłam w ciąży to mój mąż stał w kolejkach,bo było mi wstyd wykorzystywać
      moje szczęście,na ta prozaiczne sprawy
      • lustroo Re: Obsługa klienta w PRL-u 12.01.07, 08:57
        W tamtych czasach moja mama poszła do PDT-u czyli tak zwanego domu towarowego i
        zapytała:

        - Proszę pani czy jest...
        - NIE MA!!!
        -Proszę pani, ale ja jeszcze nie powiedziałam czego ja chcę.


        Ludzie starsi maja jednak wyryte w głowie te kolejki :( w zeszłym roku stałam
        za wędliną, przysunęłam się do starszego pana jak kolejka "ruszyła" a on mnie
        zwyczajnie mocno popchnał tyłem(myślał, że chcę się wepchnąć przed niego czy
        co?), powiedziałam na głos "Czemu mnie pan popycha? Przecież ja widze, że pan
        stoi przede mną" Starszy pan nic nie powiedział, reszta też :( Głupio się
        poczułam i strasznie przykro mi się zrobiło :(
        • tamsin Re: Obsługa klienta w PRL-u 12.01.07, 15:57
          no ale tak siegajac pamiecia troche dalej niz te kolejki, to pamietam po drodze
          do szkoly przechodzilam kolo malego supersamu, nad ktorym znajdowal sie zaklad
          szewski w ktorym pracowal karzel. Codziennie ten karzel kupowal pol litra wodki
          rano (jeszcze byla dopuszczona sprzedaz najpojow wyskokowych przed 13) i do
          poludnia byl ululany jak nic. Ale jaka obsluga byla w tym zakladzie szewskim!
          Buty nawet na miejscu reperowali jak byla taka potrzeba, smierdzialo w tym
          zakladzie starymi butami i przetrawiona wodka, ale mozna bylo liczyc na mila
          obsluge :-)
    • luccio1 Re: Obsługa klienta w PRL-u 12.01.07, 16:37
      Usiłuję sobie przypomnieć cokolwiek złego o paniach stojących w tamtych czasach
      po drugiej stronie lady - i nie mogę. Na miarę czasów i możliwości starały się
      jak mogły. Co złego - to w moich wspomnieniach współkolejkowicze: byłem m.in.
      świadkiem bójki dwojga staruszków wydzierających sobie półlitrową butelkę
      śmietany (pamiętam, że wtedy uciekłem ze sklepu, tracąc miejsce w kolejce).
      • tamsin Re: Obsługa klienta w PRL-u 12.01.07, 16:57
        no nie tylko kolejki i numery w tych kolejkach byly. Przypomnial mi sie
        incydent z Mragowa...Poszlysmy z ciotka do magazynu meblowego ktory sie miescil
        zaraz kolo ulicy "Szopena" - taka nazwa ulicy :-) Akurat byla dostawa kozetek,
        czy tapacznikow czy jak to sie nazywa. No wiec te kozetki byly w roznych
        kolorach, ciotka akurat miala nowo przemalowany pokoj, wiec jak zobaczyla jedna
        z tych kozetek w odpowiednim kolorze, to od razu ja kupila. Kozetka zostala w
        tym magazynie a pani ekspedienta, zapewnila ze na sto procent nie pozwoli nawet
        ludziom na niej usiasc bo juz sprzedana. W tym czasie my udalysmy sie do wujka
        aby zalatwil transport, a poniewaz wujek pracowal w zakladzie pracy gdzie byly
        ciezarowki, wiec po poludniu transport pojechal po kozetke. No i co? Kozetki
        juz nie bylo bo pani ekspedientka ja sprzedala komus kto mial "zuka" ze soba i
        zabral kozetke od reki :-)
        • monikate Re: Obsługa klienta w PRL-u 07.02.07, 13:25
          Znalezione podczas porządków u mamy pismo z Wojewódzkiej Spółdzielni Spożywców:
          "W odpowiedzi na skargę Obywatelki dotyczącej odmowy sprzedaży większej ilości
          herbaty wysokogatunkowej Dział Nadzou i Instruktażu Sklepó O/LSS uprzejmie
          informuje, że podaż w/w herbaty jest mniejsza od popytu, wobec tego
          kierowniczka stoiska uznała za stosowne ograniczyć sprzedaż do jednych rąk do
          ilości zwyczajowo przyjętych celem zaspokojenia potrzeb jak największej ilości
          konsumentów oczekujących w kolejce na zakup tego towaru. [...]
          Odnośnie nie przestrzegania zasad kulturalnego zachowania się wobec Obywatelki,
          zwrócono ekspedientce ostrą uwagę, z jednoczesnym ostrzeżeniem, że w przypadku
          powtórzenia się podobnych nieprawidłowości zostaną wyciągnięte dalsze wnioski
          służbowe".
          Pismo nosi datę 7.VII.1980
    • renaskawinska Re: Obsługa klienta w PRL-u 11.02.07, 16:42
      teraz z perspektywy kilkunastu lat nie dziwię się ekspedientkom z lat 80. Brak
      towaru z jednej strony hece z kartkami i kolejki z drugiej musiały się zgadzać
      towar kartki i pieniądze w sklepie był hałas i wszyscy byli niezadowoleni.
      Musiało im się ciężko pracować w tych warunkach. Pracowałam wowczas w
      bibliotece. Pewnego dnia tuż przed zamknięciem zadzwonił telefon, to byla pani z
      apteki i spytała czy mam lekturę choodzilo bodajże o Lassie wróc,
      powiedzialam,że mam ale zaraz zamykam a ona żebym poczekala to mi się opłaci,
      poczekalam kobieta przyszła po 15 minutach
      ja jej wpisuję ksiązkę a ona wyciąga z torby 2 paczki waty i mówi że to dla mnie
      no i podala cenę. Zaplaciłam podziękowałam ucieszylam się.
    • babiana Re: Obsługa klienta w PRL-u 11.02.07, 17:25
      Raz rzucili do pasmantrii zamki blyskawiczne. Ustawilam sie w kolejce i
      zakupilam ilosc, ktora byla przydzielana. polecialam drugi raz po poludniu ale
      pani powiedziala, ze bylam juz rano i mi nie sprzedala.
      • tamsin Re: Obsługa klienta w PRL-u 11.02.07, 22:32
        rok 1983, poszly sluchy ze do pobliskiego sklepu elektronicznego "rzucili"
        telewizory (czarno biale oczywiscie). Komitet kolejkowy ustawil sie wieczorem,
        zaraz po tej wiadomosci. Rano sklep otworzyli, rzeczywiscie telewizorami
        zastawiona cala podloga. Ekspedietka na to, ze kierownik sklepu musi przyjsc i
        pozwolic im sprzedawac. No wiec kolejka grzecznie czeka na kierownika, ktory
        zjawil sie moze po 1/2 godzinie. Glosno oznajmil, ze dzisiaj to oni tych
        telewizorow nie beda raczej sprzedawac bo musza je policzyc. Kolejka zawrzala,
        posypaly sie wyzwiska, grozby i inne takie. Wygladalo na to, ze zaraz tlum
        zawladnie sklepem i telewizory wyniesie bez zgodzy pracownikow. Przez nastepne
        pol godziny szarpano sie, kierownik sie poddal, stwierdzil ze to jest ostatni
        raz ze przyjal do swojego sklepu telewizory, na to kolejka, ze jak telewiory
        teraz kupi to czy on bedzie przyjmowal czy nie, koleke "g...no" obchodzi.
        Wysprzedano wszystko w ciagu nastepnych pietnastu minut, wszyscy rozstali sie z
        ulga.
    • babiana Re: Obsługa klienta w PRL-u 12.02.07, 11:46
      Dyzurowalam kiedys w kolejce po dywan, moj mroczny obiekt pozadania. Wypadla mi
      nocka. Siedzialam na krzeselku w nocy ze dwie godziny. Na szczescie sklep byl na
      przeciwko mieszkania mojej mamy. Balam sie jak cholera poniewaz sama pod sklepem
      siedzialam. Pozniej przyszedl zmiennik.Tym sposobem udalo mi sie kupic ten
      dywan, ale mniejszego rozmiaru niz chcialam. Wieksze rozebrali pierwsi z listy
      kolejkowej.To byl moj pierwszy i ostatni raz dyzurowania w kolejce.Z reguly na
      lowy wybieralam sie samochodem i wolniuto jechalam Swietojanska w Gdyni.
      Ujrzawszy kolejke zatrzymywalam sie i pytalam za czym stoja. Jesli towar byl w
      kregu mojego zainteresowania ustawialam sie. Szczegolnie czesto rzucali towar do
      Delikatesow aby zneutralizowac niespokojnego ducha stoczniowcow.
    • sherman-doberman Re: Obsługa klienta w PRL-u 12.02.07, 18:24
      Mam jeszcze jedno wspomnienie z kompletnie już chyłkowego PRL-u, już prawie upadłego.
      Przyjechaliśmy na Sylwestra do W-wy, musiał być 1989-90. Jeszcze były sklepy państwowe.
      MąŻ zobaczył na wystawie. jakiś sklep elegancki. nigdy tam przedtem nie byłam, vis a vis kina Luna
      samowar elektryczny. Zchciało mu się. Podchodzimy bliżej, a tam wielka kartka REMANeNT. Już się
      ucieszyłam, że nici z samowara, bo był wielki i drogi (aja jeszcze czasami myślałam w złotówkach).
      Ale mąż powiada: - w środku przecież ktoś jest.
      Tłumacz takiemu, co to jest remanent, świętość systemowa, i tak nie pojmie. Obok była budka
      telefoniczna. Mówi, aby zadzwoniła. nr telefonu był na świstku. Telefon, o dziwo działał. Więc dzwonię i
      mówię, że widzimy samowar i chcemy kupić (cena grubo przewyższała miesięczne pobory). A oni, rzecz
      jasna, że remanent i proszę przyjś- w poniedziałek - to była chyba sobota. No ja mówię, że
      przyjechaliśmy tylko na parę dni i nazajutrz. w niedzielę już wyjeżdżamy do CH. No to pani w
      słuchawce:-proszę zaraz przyjść. Otwieramy dla państwa sklep.
      Jak żyję, nigdy ne byłam taka zdziwiona! Poszliśmy, otworzyli i kupiliśmy samowar, i to jeszcze większy
      i droższy niż ten na wystawie. To pewnie były pierwze podmuchy wolnego rynku jeszcze w państwowej
      oprawie. Rodzice wierzyć nie chcieli, że sklep z remanentem dla nas otworzył. Ich komentarz:
      Żaden Polak w ogóle by nie wpadł na taki pomysł, aby dzwonić do zamkniętego sklepu i domagać się
      otwarcia. Trzeba było cudzoziemca, co nie wiedział, co to jest.
    • babiana Re: Poplakalam sie ze smiechu 03.06.07, 16:55
      Z "Księgi skarg i wniosków" Spółdzielni Społem
      Data dodania materiału: 8 miesięcy temu
      klasyka · kompilacja · skarga · polska · sklep

      Skarga z 1987 roku: Poprosiłam o mleko z żółtym kapslem, ale ekspedientka nie
      chciała mi go sprzedać, tłumacząc, ze jest to mleko jutrzejsze, z jutrzejszą
      datą na kapslu. Proszę mi wyjaśnić, dlaczego mleko w dniu 3 maja datowane jest
      na 4 maja i czy ekspedientka mogła odmówić mi sprzedaży tego mleka - Halina
      Mikołajczyk. Wyjaśnienie kierowniczki: Mleko tłuste z żółtym kapslem dostarczane
      jest w południe i jednocześnie jest awansem na dzień następny. Proszę przyjść
      jutro, a będzie!

      Skarga z 1983 roku: Jako mistrz z 1948 roku stwierdzam - dziura w szynkowej z
      powodu złej pracy nadziewarki. Zwyczajna zamiast na drobnym sicie była mielona
      na piątce. Jakiś niefachowiec tu pracuje - T. Cieślak

      Skarga z 1983 roku: Kolejka zaczyna się już przed sklepem, a obsługa odmawia
      uruchomienia drugiego stanowiska kasowego, mimo tego, że w sklepie są cztery
      pracownice. Dwie siedzą sobie na zapleczu i piją herbatę. Ponadto kierowniczka
      ubliżała mi przy wpis... Wpis kierowniczki: NIEPRAWDA!!! KŁAMSTWO!!! Jako
      kierowniczka oświadczam, że w sklepie była duża kolejka spowodowana świeżą
      dostawą tak atrakcyjnych towarów jak olej, margaryna, cukier. Ekspedientki nie
      nadążały z noszeniem towaru. Ponadto klient ten jest wyjątkowo konfliktowym
      klientem, który to wiecznie ma dużo nieuzasadnionych pretensji i sam ubliża!!!

      Skarga z 1985 roku: Około godz. 11.30 przyszłam do sklepu mięsnego, aby ustawić
      się w kolejce. Oczywiście nic już nie było o tej godzinie, ale ponieważ dostawa
      poranna jest zawsze dzielona na sprzedaż przedpołudniową (o godz. 8) i
      popołudniową (o godz. 16), liczyłam, że jakiś towar zostanie o godz. 16
      wyłożony. Było nas takich 20 osób. Pytaliśmy ekspedientki, czy warto stać, ale
      nie wiedziały, co będzie, tylko że na pewno będą wyłożone parówki z porannej
      dostawy. Czekaliśmy więc w ciemno do 16. Kiedy wystawiono towar, okazało się, ze
      wszystkiego jest b. mało. A parówki z porannej dostawy w ogóle wyparowały.
      Domagaliśmy się kontroli komisyjnej zaplecza i tego, co tam zostało odłożone,
      ale nie pozwolono nam na tę społeczną inicjatywę - R. Kopal, A. Bedkowska, S.
      Jedrzejczyj, D. Kozłowska. Wyjaśnienie kierowniczki: Parówki zostały sprzedane
      na żywienie zbiorowe dla kolonii.

      Skarga z 1985 roku: Kupiłam nieświeże drożdże, pół kilo. Nie chciano mi ich
      wymienić - Wawelska Wyjaśnienie kierowniczki: Klientka przedstawiła do
      reklamacji drożdże kupione rzekomo w naszym sklepie 3 dni temu. Tymczasem były
      one zapakowane w prawdziwy papier pakowy, którego to papieru sklep nie posiada
      od pól roku - a więc drożdże nie nasze.

      Skarga z 1987 roku: Jestem siostrą PCK. Mam pod opieką sześć samotnych kalek i
      mam zezwolenie na kupowanie dla nich poza kolejnością. Odmówiono mi sprzedaży
      wafli, natomiast sprzedano trzem innym osobom z kolejki po 14, 15 i 10 sztuk -
      Marcinkowska. Wyjaśnienie kierowniczki: Zgodnie z wytycznymi ministra w sprawie
      zasad obsługi poza kolejnością wyjaśniam, ze opiekunka PCK nie miała prawa do
      zakupu poza wszelką kolejnością - które to prawo mają wyłącznie inwalidzi
      wojenni i wojskowi - a jedynie miała prawo do stania w kolejce dla
      uprzywilejowanych, zamiast w kolejce zwykłej. Z uwagi na to, ze zarówno w
      kolejce zwykłej, jak i w kolejce dla uprzywilejowanych stała znaczna ilość
      klientów i nie wyrażali oni zgody na sprzedaż wafli siostrze PCK, klientce
      odmówiono sprzedaży poza wszelką kolejnością. Tak więc nie było żadnej winy
      ekspedientki - wszystkim uprzywilejowanym przysługuje obsługa poza kolejnością,
      ale tylko jeśli staną w kolejce dla uprzywilejowanych. I w tej kolejce powinna
      pani - jako siostra PCK - stanąć. Jest jeszcze zwykła kolejka, dla
      nieuprzywilejowanych. W niej stać pani nie musi.

      Skarga z 1979 roku: Złe zachowanie kasjerki. Kasjerka robiła sobie mani cure w
      sklepie żywności. Kiedy prosiłam o mleko nic nie odpowiedziała, mani cura
      trwała. Drugi raz prosiłam. Sugerowałam, ze to nie miejsce do mani cury.
      Odpowiedziała niegrzecznie i znowu zaczęła z mani cure. Czekam na tłumaczenie z
      Urzędu Dzielnicowego. Przepraszam, ze niedokładnie pisze po polsku - Kacy Withers.

      Skarga z 1988 roku: Na wystawie odkryłem naboje do syfonów, jednak w sklepie nie
      chciano mi ich sprzedać, wykazując przy tym arogancję i chamskie odzywki - Jerzy
      Kawa. Dopisek kierownika: Klient nie miał żadnej racji. Wchodząc do sklepu, był
      już zdenerwowany. Ubliżał mojej pracownicy. Chciałem uspokoić tego klienta,
      tłumacząc sytuację obecnego braku naboi, lecz klient w dalszym ciągu miał
      pretensje i ubliżał. A co do wystawy, stoi tam tylko puste pudełko po nabojach.

      Pochwała z 1988 roku: Pragnę złożyć dyrekcji podziękowanie za zmianę dawnego
      personelu z kierownictwem na czele w naszym sklepie. Personel obecny jest
      fachowy i miły. Odnoszę wrażenie, jakbym był obsługiwany przed wojną - Iz.
      Stanisław Wiśniewski, kombatant

      Skarga z 1988 roku: Podejście p. ekspedientki do stoiska nabiałowego trwało od
      godz. 7.40 do 8.00 - Lutkowski. Wyjaśnienie kierowniczki: Mięliśmy przyjęcie
      towaru, a klient był bardzo niecierpliwy. Mimo dużej kolejki, która spokojnie
      oczekiwała, domagał się obsługi.

      Pochwala z 1988 roku: Dziękuje za rodzynki, które kupiłam w tym sklepie, a nie
      mogłam dostać od 2 lat w całym śródmieściu. Szczególnie dziękuję pani
      sprzedawczyni, która z uśmiechem odważyła mi zadaną ilość - Dominika Pytkowska.

      Skarga z 1989 roku: W dniu dzisiejszym w sklepie pusto i brudno. Obsługa
      skandaliczna. Nie pozwolono nam kupić oleju, wykazując się skrajną arogancją -
      Henryk Odko, Alicja Moczulska. Dopisek innej osoby: Obywatele ci żądali, aby
      olej sprzedawać bez ograniczeń - na co kolejka, w której i ja stałem, prosiła
      aby dawać po 1 litrze, bo nie starczy. Wybuchła awantura, bo obywatele ci
      stwierdzili, że skoro jest urynkowienie i demokracja, to oni wezmą, ile chcą, a
      inni ich nic nie obchodzą, po czym złośliwie wpisali się do książki - Krzysztof
      Jakubowski.

      Skarga z 1987 roku: O godz. 8.30 na stoisku było około 17 kg baleronu. O godz. 9
      baleron został wykupiony. Ja oraz inni klienci zażądaliśmy dodatkowego wydania
      wędlin z chłodni. Ekspedientka wyszła na zaplecze i stwierdziła, ze kierowniczka
      zabrała klucze do chłodni. Poszła po nią. Kierowniczka oświadczyła, ze nic w
      chłodni nie ma. Jednak z wcześniejszego zachowania ekspedientki (znaczące
      mruganie okiem) wynikało, ze towar jest. Jako klienci zażądaliśmy komisyjnego
      sprawdzenia zawartości chłodni, ale odmówiono nam tego, twierdząc, ze to nie
      nasza sprawa. Kwestionujemy prawo kierowniczki do zabierania klucza. Nie
      wierzymy, że w chłodni była tylko słonina, bo w tym wypadku zamykanie jej nie
      miałoby przecież sensu - Gotlib Stefania, Teresa Żmudzka, Anna Dobrowolska.
      Wyjaśnienie kierowniczki: Była wolna sobota. Dostałam odrzut wędliny - 30 kg
      baleronu. Nie wprowadziłam wagowych ograniczeń, ażeby sprzedaż odbyć bez
      jakichkolwiek zatargów ze strony klienta. O godz. 9 skończył się wiec towar. A w
      chłodni naprawdę nic nie miałam.

      Pochwała z 1983 roku: Występuję do dyrekcji Społem, aby obsłudze sklepu przyznać
      nagrodę, np. imienia Wokulskiego. Nabywałem komplet garnków za 7400 zł. Pan,
      który mnie obsługiwał, był niezwykle uprzejmy i fachowy, poświęcił mi b. dużo
      czasu i wspólnie ze mną oglądał aż trzy komplety, żeby dobrać bez wgnieceń i
      uszkodzeń. Więcej takich sklepów i życie będzie jak w innych krajach - Krzysztof
      Stachurski, woj. zamojskie

      Skarga z 1985 roku: Ekspedientka odmówiła mi sprzedaży 1/2 kg szynki na
      dziecinna kartkę, tłumacząc, ze nie jest to kartka zarejestrowana w tutejszym
      sklepie. To prawda, ale przecież mamy 31 lipca i zostały jeszcze tylko trzy
      godziny handlu. I gdzie ja potem lipcowa kartkę zrealizuje? Mam dzieci 2 i 4
      lata. Czy ludzkie podejście nie obowiązuje? - Pokrop. Dopisek innej osoby:
      Uważam powyższy wpis za złośliwy i arogancki. Ekspe
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka