Dodaj do ulubionych

alkoholizm w PRL-u

07.05.07, 22:12
wiekszy niz przed wojna ? mniejszy ? taki sam ? czy co sie zmienia ?
Imagine.
Obserwuj wątek
    • tamsin Re: alkoholizm w PRL-u 07.05.07, 22:29
      PRL moze sie pochwalic ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu
      alkoholizmowi z 1982 roku :-) Pamietam, ze duzo mowilo sie na temat wszywania
      esperalu i o zdesperowanych alkoholikach wyrywajacych sobie ten esperal aby sie
      znowu mogli napic z kumplami..
      • imagiro Re: alkoholizm w PRL-u 07.05.07, 22:53
        sa jakies znane przeciwalkoholowe proby przedwojenne ?
      • maglara Re: alkoholizm w PRL-u 08.05.07, 04:33
        Jaruzelski ponoc nie chlal, ale jego "rzecznik" nachlany byl codziennie i w
        pijanym widzie mial swoja godzine, zwana "rzond odpowiada"
        • maglara Re: alkoholizm w PRL-u 08.05.07, 04:35
          dla mlodszych niezorientowanych - mowa o Urbanie.
    • horpyna4 Re: alkoholizm w PRL-u 08.05.07, 10:43
      Na pewno większy, a w każdym razie rosnące spożycie. Pamiętam, że pod koniec lat
      50-tych podano, że spożycie (przeliczone na spirytus) wynosi AŻ 0,9 litra
      rocznie na łeb statystyczny (wliczając również niemowlaki). Porównajcie to z
      późniejszymi statystykami...
      To oczywiście dotyczy wyrobów monopolowych. Nie wiem, ile przed wojną
      produkowano bimbru, ale chyba dopiero podczas okupacji rozwinęło się to na tak
      masową skalę. Co do bimbrownictwa powojennego, to przydałoby się jakieś naukowe
      opracowanie, he, he... bo przecież bywało różnie. Mamy regiony tradycyjnie
      bimbrownicze (podobno najlepsza woda w Puszczy Knyszyńskiej), były też okresy z
      modą na pędzenie w domu, a jak coś eksplodowało, to uspokajało się sąsiadów, że
      to kineskop...
    • babiana Re: alkoholizm w PRL-u 09.05.07, 03:44
      Wprowadzilam sie do domu, ktory nie mial jeszcze zatwierdzonego odbioru.
      Mielismy tylko kablowke z ktora przemieszczalismy sie z pomieszczenia do
      pomieszczenia. Elektryk, ktory mial uprawnienia do podlaczenia do slupa byl
      alkoholikiem. Moj maz musial skoro swit (6 rano) zrywac sie, jechac po niego.
      Jak udalo mu sie go zlapac to przywozil go do domu i ten zaczynal prace. Po
      dwoch godzinach mowil, ze musi na chwile wyjsc po czym znikal na reszte dnia. Po
      kolejnym razie postanowilam zamknac drzwi na klucz i juz go nie wypuscic.Ten
      ruszyl do wyjscia i zobaczyl, ze zamkniete. Zaczal prosic mnie, ze on tylko na
      chwile i zaraz wroci. Pozostalam nieugieta. Pan elektryk blagal "Anioleczku,
      blagam cie otworz drzwi, ja zaraz wroce." Tym sposobem pozbylam sie tej
      kablowki. Tego rodzaju historii pomaglabym opisywac bez konca. Jedni fachowcy
      (murarze)zazyczyli sobie co rano skrzynki piwa i skrzynki kefiru. I dygalam te
      skrzynie codziennie, modlac sie aby skonczyli swoja prace..
      • tamsin Re: alkoholizm w PRL-u 09.05.07, 04:02
        pamietam jak znajomi opowiadali, ze udalo im sie zalatwic bardzo dobrego
        malarza pokojowego, alkoholika. Zaplata miala byc pol na pol w
        pieniadzach "cieklych". Zakupili butelek wodki dla niego i schowali to w piecu
        do ogrzewania (bylo lato). Codziennie wpuszczali tego malarza do pustego domu i
        on tam malowal, az wreszcie wymalowal. Przywiezli mu pieniadze i wyciagneli
        pierwsza pollitrowke z pieca aby uczcic wymalownie. Nalali do kieliszkow i malo
        ze sie nie udlawili...woda! Okazalo sie, ze malarz przez ten czas malowania
        jakos "wyczul" te pollitrowki w piecu i je wszystkie obciagnal w "godzinach
        pracy" i powypelnial woda, bo nie wiedial ze to bedzie jego zaplata..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka