Dodaj do ulubionych

Nostalgia za reżimem.

22.06.07, 14:09
PRL jest dziś modny - wspominamy sobie, oglądamy stare kroniki filmowe,
plakaty w stylu socrealizmu robią furorę... Jak myślicie, czy ludzie urodzeni
za zaborów też już za niepodległości wspominali z nostalgią np. cara? Choć
wydaje mi się, że galicjanie po dziś dzień mają duży sentyment do monarchii
austro-węgierskiej i "dobrego cesarza Franca Jozefa". Ale ci, którzy żyli w
zaborze pruskim czy rosyjskim, tam gdzie było zdecydowanie mniej swobody? Jak
wam się wydaje?
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Nostalgia za reżimem. 22.06.07, 14:54
      Był taki film, nie pamiętam autora, tytuł bodajże "Pożegnanie cesarzy", ostatnia
      rola Jana Świderskiego zresztą. Chyba dość dobrze pokazywał tamte nastroje u
      pewnej (niewykształconej) części społeczeństwa.
    • luccio1 Re: Nostalgia za reżimem. 22.06.07, 22:29
      Kluczem do rozumienia problemu jest zdanie bezosobowe charakteryzujące tamten
      czas - wypowiadane współcześnie, brzmiało: "da się żyć"
      (była inna wersja wspomnianego zdania: "jakoś się żyje", tutaj jednak
      przysłówek "jakoś" użyty przez mówiącego wskazywał, że jest on przynajmniej
      ogólnie świadom niedostatków systemu, który chciał w ten sposób
      charakteryzować: wszak "jakoś" oznaczało w tym przypadku "byle jak").
      Patrząc wstecz, istotnie wówczas "dało się żyć". Człowiek, kręcąc się wewnątrz
      własnego małego światka, wewnątrz koła o bardzo małym promieniu i świadomie
      założywszy sobie nie wychodzić pod żadnym pozorem poza okręg wspomnianego koła,
      miał spore szanse przeżyć życie "jakoś" - byle jak, na pół albo tylko na ćwierć
      gwizdka.
      Przy tym wszystkim mógł nawet nie czuć, że jest zniewolony. Na codzień państwo
      nie wchodziło w jego maleńki światek. Nie mając telewizora, nie czytając gazet
      albo tylko ostatnią stronę, słuchając przez radio Wolnej Europy, a z Polskiego
      Radia tylko muzyki (której było dużo, i niezłej), mógł sądzić, że syf świata
      zewnętrznego pozostawia za drzwiami i oknami mieszkania. Sposoby, aby uniknąć
      uczestnictwa w rozmaitych aktach oficjalnych aprobujących ustrój, sojusze etc.,
      istniały zawsze - głosowanie na wyborach, gdzie nie udało się uniknąć
      upokorzenia związanego z udziałem w tym cyrku, przypadało raz na cztery lata
      (no i w końcu w samą Wigilię r. 1956 nie kto inny jak Prymas Wyszyński
      apelował, żeby głosować bez skreśleń! no więc niejeden miał potem sumienie
      zupełnie spokojne).
      Oczywiście, były pytania, których wypowiedzenie głośno kończyło się źle - ale
      tu człowiek, zwłaszcza ten bardziej wykształcony i mający za sobą tradycję
      inteligencką, sam znając prawdę, ulegał złudzeniu, że znają ją wszyscy. Były
      działania, na które władze reagowały natychmiast - ale i tu istniały furtki
      (np. była przez cały PRL furtka dla nie chcących służyć w wojsku, jeśli inne
      sposoby w rodzaju odpowiednia kategoria zdrowia zawiodły: zgłosić się do pracy
      na kopalnię, nawet w ostatniej chwili, mając już bilet w ręku - tyle, że trzeba
      było odpracować tam 5 lat).
      Pracę, jakąś tam, człowiek w końcu znalazł - nakazy pracy dla absolwentów
      uczelni wyższych zaczęto znosić, pojedynczo względem różnych specjalności, już
      począwszy od lat 60. XX w. I można było znaleźć pracę, która nie męczyła - ba,
      pobyt w miejscu pracy mógł być wypoczynkiem po ciasnym mieszkaniu, gdzie
      członkowie dużej rodziny, albo i obce osoby złączone wspólnym przydziałem
      sąsiadujących pokoi, bezustannie ocierali się o siebie (słynne słowa
      piosenki: "odpoczniesz w pracy", dotyczą tego właśnie).
      A w elementarnej sferze życia codziennego: przydział kwaterunkowy (albo
      spółdzielczy) mieszkania, decyzja administracyjna z czerwonymi pieczątkami,
      jako że opiewał bezterminowo, wydawał się mieć ważność na całą wieczność
      ("wieczność" to dla przeciętnego człowieka trwanie czegoś poza największą
      wyobrażalną długość jego życia; że coś istnieje "od zawsze" - że istniało już,
      gdy człowiek zaczął świadomie odbierać świat).
      W kwestiach opieki lekarskiej: można było mieć kartoteki w kilku przychodniach
      równocześnie, pozakładane w różnym czasie - to było ważne, gdy np. dziecko
      zachorowało będąc akurat "na przechowaniu" u Babci.
      W różnych innych sprawach: brakło pieniędzy - można było spokojnie kilka
      miesięcy z rzędu nie płacić prądu, gazu, czynszu - i uzupełnić to potem; nikt
      nie niepokoił już zaraz na drugi miesiąc...
      Nie było korowodów z rozliczaniem PIT-u...
      Gdy przyniesiono do domu list polecony dla innego, nieobecnego akurat członka
      rodziny, listonosz dawał go bez robienia kwestii - i nie kazał legitymować się
      dowodem osobistym...
      A w pierwszych latach była jeszcze możliwość cieszenia się zwycięstwem
      (właściwie jego żałosną namiastką): jeśli nie było to zaczynanie w nowym domu,
      urządzonym poprzednio przez kogoś innego, to w każdym razie wyjazd na wczasy,
      np. w Sudety: mieszkanie w niemieckim pensjonacie, kładzenie się co wieczór do
      niemieckiego łóżka (a może i do niemieckiej pościeli), jedzenie z niemieckich
      talerzy, wokół architektura zupełnie inna niż ta znana, i góry całkiem inne
      (inne od gór "polskich", bo nie tknięte przez kolonizację wołoską) - wszystko
      razem: złudzenie wyjazdu za granicę bez przekraczania granicy kraju!
      Kościoły były otwarte. Z księżmi łatwiej szło rozmawiać niż teraz, i nie było
      tak jak teraz, że plebania jest twierdzą zamkniętą na 10 zamków i 20 domofonów,
      i do tego dopieszczona znacznie lepiej niż sam Dom Boży! Była nauka religii
      przy parafiach i w kościołach zakonnych - a punkty katechetyczne można było
      sobie dowolnie wybierać i zmieniać - odpadał moment przymusu, towarzyszący
      nieuchronnie wszystkiemu, co ma związek ze szkołą. Duszpasterstwa Akademickie
      spełniły ważną pozytywną rolę, także w integrowaniu środowiska - NB były
      jedynym miejscem, gdzie spotykały się wszystkie trzy kategorie studentów: ci
      mieszkający w mieście akademickim nadal w domach rodzicielskich, ci z
      akademików i ci mieszkający na stancjach.
      No i jeszcze jedno: czas wydawał się biec jakby wolniej.
      I żyli ludzie pamiętający tamtą "prawdziwą" Polskę: II RP - można było więc
      myśleć, że tamta Polska żyje przez nich nadal.
      A teraz czas dostał strasznego kopa. Nic nie jest tak, jak dawniej. A co jest
      teraz lepiej, a co gorzej, niż było dawniej - do tego trzeba dochodzić poprzez
      mozolne porównania i zestawianie plusów i minusów.
    • maglara Re: Nostalgia za reżimem. 23.06.07, 05:16
      Nie nostalguje za starym, byc moze za stara albo za mloda jestem, wspominam z
      uczuciem rzyg.
      Pan Walesa zawsze bedze dla mnie Wielki.
      • horpyna4 Re: Nostalgia za reżimem. 23.06.07, 10:40
        Ani za stara, ani za młoda. Po prostu byłaś świadoma tego, co się dzieje i
        właściwie oceniałaś otaczającą Cię rzeczywistość. Wielu ludzi jednak żyło w
        błogiej nieświadomości, bo to było możliwe.
        Ja w tamtym ustroju urodziłam się i przeżyłam 40 lat. Nigdy się do niego nie
        przyzwyczaiłam, uwierał mnie jak cholera i w nową rzeczywistość wskoczyłam, jak
        w buty uszyte na miarę. Ale nie wszystkim dane było samodzielne myślenie.
        • maglara Re: Nostalgia za reżimem. 23.06.07, 21:09
          horpyna4 napisała:

          > Ani za stara, ani za młoda. Po prostu byłaś świadoma tego, co się dzieje i
          > właściwie oceniałaś otaczającą Cię rzeczywistość. Wielu ludzi jednak żyło w
          > błogiej nieświadomości, bo to było możliwe.
          > Ja w tamtym ustroju urodziłam się i przeżyłam 40 lat. Nigdy się do niego nie
          > przyzwyczaiłam, uwierał mnie jak cholera i w nową rzeczywistość wskoczyłam,
          jak
          >
          > w buty uszyte na miarę. Ale nie wszystkim dane było samodzielne myślenie.


          Tez tak sadze, wielu jest takich co by sie za te stare czasy pocwiartowac dali,
          ale to chyba tesknota za mlodoscia, nie za rezimem, kolejkami, zomo i
          jaruzelskim.
          • horpyna4 Re: Nostalgia za reżimem. 23.06.07, 21:35
            Widzisz, to nie takie proste. Przypomnij sobie, że wtedy ludzie bardzo często
            bywali szczęśliwi. A to udało im się kupić papier toaletowy, to znów po
            dwudziestu pięciu latach czekania mieli przydział na mieszkanie, czy podłączany
            telefon. Albo udało się kupić kawałek lepszej jakości ochłapa...
            Nie pamiętają już, z jakiego powodu. Ale dobrze pamiętają, że często się
            cieszyli...
            Miałam też w pracy koleżankę, rówieśnicę. Stale powtarzała, że za komuny było
            lepiej, bo były darmowe wczasy i darmowe skrobanki. Mówiła to serio.
            Co do wczasów, to dość wcześnie w mojej firmie wprowadzono taki zwyczaj, że po
            prostu wypłacano pracownikowi do ręki odpowiednią kwotę, nie musiał więc jeździć
            na zorganizowane wczasy, ale jak chciał, to mógł sobie takie kupić. No i
            oczywiście ona nigdy nie kupiła wczasów, nie tylko dlatego, że było żal gotówki
            trzymanej w garści, ale po prostu nie potrafiła sama zdecydować dokąd chce
            jechać, nie potrafiłaby też dojechać samodzielnie. Co innego, jakby ją wsadzono
            w autokar i zawieziono na miejsce... ale nie wiedziałaby nawet, czy jedzie na
            północ, czy na południe. Taka paczka po prostu. I w tamtym systemie świetnie się
            czuły istoty odmóżdżone.
            • letalin Re: Nostalgia za reżimem. 25.06.07, 11:58
              horpyna4 napisała:

              > Widzisz, to nie takie proste. Przypomnij sobie, że wtedy ludzie bardzo często
              > bywali szczęśliwi

              Ja pomimo wszystko miałem szczęśliwe dzieciństwo...Mimo niedostatków, mimo
              neurotycznych rodziców, z niezagojonymi wojennymi ranami , mimo chorego
              systemu edukacji i szarością , której jednak nie było , gdy świeciło słońce,
              takie samo jak zawsze.
              Reżim na szczęście nie zagrażał mojemu życiu.
              Dziś mam sentyment do PRL-owskich gadżetów, ale łączą się one z moimi
              osobistymi wspomnieniami i nie sięgają lat, których nie pamiętam. To jest moja
              własna podróż w czasie i mojej wewnętrznej przestrzeni. Poza polityką,
              problemami...
            • kaga9 Re: Nostalgia za reżimem. 02.07.07, 11:37
              . horpyna4 napisała:

              I w tamtym systemie świetnie si
              > ę
              > czuły istoty odmóżdżone.
              Horpyno, myślę, że bardzo ostro oceniasz ludzi, których, bądź co bądź, w
              większości nie znasz. Napiszę więcej: Twoje sformułowanie obraża wiele osób, w
              tym mnie i moich Rodziców, a ja sobie nie życzę, żeby wydawał o mnie sądy ktoś,
              kto jednoznacznie feruje wyroki na podstawie Bóg wie czego. Dlaczego niby nie
              mieliśmy być szczęsliwi? Gdy moi Rodzice na początku lat 80.otrzymali
              mieszkanie, mieli równocześnie szansę jeszcze tego samego roku wyjechać na
              wczasy z FWP. Ostatni raz byli na wczasach w 1989, potem już nie mogli sobie na
              to pozwolić, gdy dość szybko polikwidowano ich zakłady pracy. Ja pracuję za
              państwową pensję, w ubiegłym roku kupilam mieszkanie i w tym roku na wakacje
              nie pojadę, bo rata kredytu nadmiernie obciąża moje wydatki. Ach, ta wolność
              wyboru!! Mogłam sobie nie kupować mieszkania, no nie? Albo mogę zmienić pracę,
              iść na kolejne studia (mam ukończone 2 kierunki), dokształcić się za kolejne
              spore pieniądze...
              Przykro mi, Horpyno, ale trochę szacunku dla ludzi, którzy się kapitalizmem nie
              zachłystują, bo ich sytuacja życiowa się wraz z nim po prostu pogorszyła (w tym
              mojego Taty, który też nosił opornik w klapie marynarki i należał do
              Solidarności). Sprowadzanie wszystkich do poziomu umysłowego Twojej koleżanki
              niestety w jakiś sposób określa też Ciebie. Łączę wyrazy szacunku.
              • robin153 Re: Nostalgia za reżimem. 13.07.07, 05:14
                Mnie nie dane bylo doswiadczyc nowego systemu w Pl bo w 1989 roku wyjechalam na
                studia i caly czas mieszkam poza granicami....ale przyznam sie ze nie raz
                tesknilam do jednej rzeczy -tego ze naprawde czas plynal zdecydowanie w Polsce
                mojej mlodosci.
                • brillen Re: Nostalgia za reżimem. 22.07.07, 19:27
                  ja też tesknię za tym smakiem
                  www.zspu_spolem.republika.pl/spolem/wedel02.jpg
            • mister1 Re: Nostalgia za reżimem. 24.07.07, 09:56
              zupelnie sie z Toba zgadzam Horpyna.
              PS
              w spadku pozostali nam ex pracownicy PGRow nie bedacy w stanie samodzielnie
              wykopac rowu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka