luccio1 15.03.08, 21:12 czyli rzeczywistość wirtualna, istniejąca na papierze, przystająca najwyżej w zarysach do rzeczywistości materialnej. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
luccio1 Re: Zaświadczenie "do prądu" 15.03.08, 21:22 W wątku o węglu wspomniałem już o zaświadczeniu uprawniającym do nabycia ponadnormatywnej ilości węgla do ogrzewania mieszkania. Podobnymi zaświadczeniami posługiwano się też wobec Zakładu Energetycznego (Starsi mówili wciąż: "Elektrowni"). Otóż: każde mieszkanie miało przypisaną sobie normę miesięczną zużycia prądu - tyle to a tyle kilowatogodzin. Norma była wypadkową ilości pomieszczeń w mieszkaniu oraz ilości osób zameldowanych tamże. Za każdą kilowatogodzinę ponad normę miesięczną płaciło się trzykrotnie. Normę można było sobie oficjalnie podwyższyć dostarczając "podkładkę" poświadczającą posiadanie takiego "prądożercy" jak np. lodówka (zaczynały wchodzić u schyłku lat 50.) czy pralka wirnikowa "frania". W dokumentach rodzinnych zachowało się takie zaświadczenie Komitetu Domowego z r. 1959, poświadczające fakt posiadania przez mego Ojca pralki elektrycznej. Jeśli ktoś decydował się puścić sprawę na żywioł i płacić co miesiąc za nadnormatywne kilowaty, mógł się po pewnym czasie spodziewać rewizji w mieszkaniu w poszukiwaniu nielegalnej produkcji bądź nielegalnej działalności usługowej, prowadzonej przy pomocy mikroobrabiarek napędzanych silnikami elektrycznymi (w komuniźmie taka działalność była oficjalnie zbrodnią - szkodnictwem gospodarczym). Odpowiedz Link
horpyna4 Re: Zaświadczenia PRL 16.03.08, 10:32 Bez zaświadczenia nie można było kupić cementu. Jak komuś był potrzebny worek tegoż, to szukał osoby, która miała zezwolenie i mogła legalnie kupić. Bez żadnych problemów można za to było kupić materiały budowlane (polskiej produkcji) za "walutę wymienialną". Tyle, że przelicznik cenowy nieco odstraszał. Z czasów jeszcze wcześniejszych: sklepy sieci "Konsumy" były początkowo dostępne tylko dla osób mające legitymacje wydane przez wiadomy resort. Przy zakupach należało je okazywać. A były to czasy ogólnych pustek w sklepach, więc towar w sklepach "u ubeków" był obiektem pożądania przeciętnego obywatela. Znajoma była nauczycielką biologii w szkole dla milicjantów. Wprawdzie ideologicznie była osobą mało odpowiednią, ale krótko po wojnie brakowało nauczycieli, więc ją zatrudniono. I miała w związku z tym zezwolenie na zakupy, często więc zabierała moją mamę, żeby i ona mogła skorzystać. Ale mama kiedyś weszła sama do tegoż sklepu i zobaczyła w stoisku z tkaninami przepiękną wełnę sukienkową. Kupiła "na bezczelność". Ekspedientka, pakując towar, spytała: "legitymację oczywiście pani ma?". Mama zełgała bez zająknięcia się i ekspediente to wystarczyło. Odpowiedz Link
cromwell1 Re: Zaświadczenia PRL 16.03.08, 14:34 powoli wracaja stare czasy papierologia dzisiaj siega szczytu komuny starostwa wymyslaja przepisy sprzeczne z prawem wymagaja zaswiadczen juz nie wystarcza oswiadczenia klienta pod grozba skladania falszywych zeznan musi byc podkladka ostatni przyklad niedawno wystarczylo oswiadczenie o zarobkach dzisiaj klient banku musi miec zaswiadzczenie z US impreza kosztuje 17 zlotych przyklady mozna mnozyc jak wymagane pozwolenia na budowe przy remontach mieszkan czy wymagane ekspertyzy przy ich odbiorze czesto odbior domu wymaga trzech ekspertyz kominiarskich po kazdej do innego dzialu w starostwie zgroza panie; pzdr. Odpowiedz Link