Książka Roku 2012

13.11.12, 21:42
Mamy chyba nowy temat do dyskusji :)
Już chyba nie tak kontrowersyjny, ale kto wie?

Nominacje graficzne
1. Jacek Ambrożewski za ilustracje i Emilia Pyza za projekt graficzny książki XY z tekstem Joanny Rudniańskiej (wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2012)

2. Jan Bajtlik za ilustracje i projekt graficzny oraz Urszula Woźniak za projekt graficzny książki Wiesława Lasockiego Wojtek spod Monte Cassino (wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2012)

3. Mikołaj Chylak za ilustracje do tomu Czesława Miłosza Świat. Poema naiwne (wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2012)

4. Ola Cieślak za książkę autorską Złe sny (wydawnictwo Bona, Kraków 2011)

5. Piotr Fąfrowicz za ilustracje do książki Bezpowrotna góra. Baśnie japońskie (wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2012)

6. Małgorzata Frąckiewicz/Poważne Studio za opracowanie zdjęć i projekt graficzny książki Po drugiej stronie okna. Opowieść o Januszu Korczaku
z tekstem Anny Czerwińskiej-Rydel (wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2012)

7. Marta Ignerska za ilustracje i projekt graficzny książki Wszystko gra
z tekstem Anny Czerwińskiej-Rydel (wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2011)

8. Grażka Lange za opracowanie graficzne książki Cyrk z tekstem Macieja Byliniaka, zawierającej plakaty z Muzeum Plakatu w Wilanowie (wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2012)

9. Aleksandra i Daniel Mizielińscy za książkę autorską Mapy. Obrazkowa podróż po lądach, morzach i kulturach świata (wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2012)

10. Patryk Mogilnicki za ilustracje do książki Brud z tekstem Olgi Woźniak
(wydawnictwo Hokus-Pokus, Warszawa 2012)

11. Marianna Oklejak za ilustracje do książki Jestem miasto. Warszawa z tekstem Aleksandry Szkody (wydawnictwo Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2012)

12. Paweł Pawlak za książkę autorską Czarostatki i parodzieje (wydawnictwo Tatarak, Warszawa 2012)

13. Agnieszka Skopińska za ilustracje do książki Sylvii Plath Garnitur na każdą okazję (wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2012)

NOMINACJE LITERACKiE

1. Paweł Beręsewicz Wszystkie lajki Marczuka (wydawnictwo Literatura, Łódź 2012)
2. Dorota Combrzyńska-Nogala Bezsenność Jutki (wydawnictwo Literatura, Łódź 2012)
3. Anna Czerwińska-Rydel Ciepło – zimno. Zagadka Fahrenheita (wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2011)
4. Anna Czerwińska-Rydel Życie pod psem według Artura Schopenhauera (wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2012)
5. Dorota Gellner Wścibscy (wydawnictwo Bajka, Warszawa 2012)
6. Grzegorz Kasdepke W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko (wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2012)
7. Magdalena Kozłowska Zupa z jeża (wydawnictwo Novae Res, Gdynia 2012)
8. Michał Lipszyc Wyprawa w Mordęgi, czyli skąd się biorą słowa (wydawnictwo Alegoria, Warszawa 2012)
9. Marcel A. Marcel Oro (wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2012)
10. Joanna Olech Tarantula, Klops i Herkules (wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2012)
11. Anna Onichimowska Koniec gry (wydawnictwo Znak Emotikon, Kraków 2012)
12. Marcin Pałasz Sposób na Elfa (wydawnictwo Skrzat, Kraków 2012)
13. Joanna Rudniańska XY (wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2012)
14. Michał Rusinek Wierszyki domowe (wydawnictwo Znak Emotikon, Kraków 2012)
15. Marcin Wicha Klara. Słowo na „Szy” (wydawnictwo Czarna Owieczka, Warszawa 2012)
    • steffa Re: Książka Roku 2012 13.11.12, 22:48
      Cha cha cha. "Ładnie", rzeknę. Widzę tu pokłosie pewnej dysusji. ;-)
      • agisek Re: Książka Roku 2012 14.11.12, 11:46
        > Cha cha cha. "Ładnie", rzeknę. Widzę tu pokłosie pewnej dysusji. ;-)

        Której dyskusji? Bo nie nadążam :-).
    • zona_mi Re: Książka Roku 2012 14.11.12, 11:26
      Które z nich są dla młodzieży?
      Bo tak jakoś dziecięco bardziej wyglądają w większości.
      • agisek Re: Książka Roku 2012 14.11.12, 11:45
        Onichimowska to na pewno.
        Ale jaki jest właściwie młodzieżowy przedział wieku?
        • zona_mi Re: Książka Roku 2012 14.11.12, 16:08
          Nie wiem. Na moje oko 13-18.
    • zona_mi Wyniki 06.12.12, 19:15
      ryms.pl/wydarzenie_szczegoly/2159/index.html
      Są to: w kategorii literackiej "Wierszyki domowe" Michała Rusinka i "Oro" Dany Łukasińskiej i Olgi Sawickiej (duet Marcel A. Marcel), w kategorii graficznej "Jestem miasto. Warszawa" za ilustracje Marianny Oklejak i "Wszystko gra" za ilustracje Marty Ignerskiej.

      Nagrodę za upowszechnianie czytelnictwa wręczono Ewie Grudzie, kierującej Muzeum Książki Dziecięcej w Warszawie.
      • abepe Re: Wyniki 06.12.12, 20:30
        Myślę, że trzeba się zainteresować nagrodzonymi i wyróżnionymi jeśli się jeszcze tego wcześniej nie zrobiło.
        Dla mnie, jak zawsze, część książek jest zupełnie nowa.
        • rzezucha.ma Re: Wyniki 06.12.12, 21:00
          A ja jak zwykle nie ogarniam - czemu są tez zeszłoroczne książki brane pod uwagę?
          • anna_mrozi Re: Wyniki 06.12.12, 21:38
            Z chęcią podyskutowałabym o nominacjach i nagrodach, ale padam na twarz.... Rzezucha.ma - trzeba czytać regulaminy ;)
            • modrooczka Re: Wyniki 06.12.12, 22:15
              Nagroda dla Marianny Oklejak w pełni zasłużona. Dla mnie "Jestem miasto Warszawa" to jest naprawdę książka obrazkowa roku. Oczywiście nie dziwi mnie nagroda dla Marty Ignerskiej, zdziwiłabym sie gdyby nie dostała. Rusinka tylko przeglądałam, czwartej książki nie znam, ale chyba czas poznać.
            • abepe Re: Wyniki 06.12.12, 23:57
              anna_mrozi napisała:

              > Z chęcią podyskutowałabym o nominacjach i nagrodach, ale padam na twarz.... Rze
              > zucha.ma - trzeba czytać regulaminy ;)

              Nie, nie dzisiaj;))
          • zona_mi Re: Wyniki 06.12.12, 23:24
            > czemu są tez zeszłoroczne książki brane pod uwagę?

            Książki wydane między 1 listopada poprzedniego roku a 30 października tego - jakoś tak.
        • agisek Re: Wyniki 07.12.12, 08:18
          Zaintrygowało mnie "Oro". Wcześniej okładka migała mi to tu to tam, ale nie poświęciłam jej uwagi, bo jakoś mi się uroiło w głowie, że to coś o PRL-u...
    • abepe Wyniki - uzasadnienia - noty jurorek 07.12.12, 08:33
      Bardzo mi się podoba, że wyniki głosowania jury graficznego mają takie rozbudowane uzasadnienia - to się nazywa analiza!!!

      Pozwolę sobie wkleić za Rymsem notki dotyczące poszczególnych książek.
      • abepe Michał Rusinek, "Wierszyki domowe" 07.12.12, 08:35
        KSIĄŻKA ROKU 2012 DLA DZIECI - kategoria literacka

        Michał Rusinek, "Wierszyki domowe", proj. okł. i opr. graf. Joanna Rusinek, wyd. Znak Emotikon, Kraków 2012

        https://ryms.pl/upload/okladki/wierszyki-domowe.jpg

        Z czego składa się dom? Dom składa się ze ścian, okien, drzwi, podłóg i sufitów. A może dom to pokoje, kuchnia, łazienka, piwnica i strych? Czy dom to wycieraczka, mydelniczka, widelec, telewizor oraz klucz? Dom to cały kosmos kształtów i przedmiotów, dużych i małych, skomplikowanych i prostych, przynajmniej taki obraz kreśli Michał Rusinek w "Wierszykach domowych". Poetycki portret domu zawarty w kilkudziesięciu krótkich wierszach ma zmienne tempo – skrzy się subtelnym humorem, by po chwili zatrzymać się na moment filozoficznej zadumy. Pomieszczenia oraz przedmioty nabierają życia i charakteru – dywan nie lata tylko dlatego, że stolik jest cięższy od Alladyna, narty zapadają w sen letni, a pudło po telewizorze byłoby pudłem, gdyby nie to, że umiejętnie wycięte dziury zamieniły je w miniaturowy dom. Wszystko to ujęte jest w karby świetnego warsztatowo rymu i rytmu, czyniąc z "Wierszyków domowych" tomik harmonijny pod każdym względem.

        Anna Maria Czernow
        • abepe Marcel A. Marcel, "Oro" 07.12.12, 08:38
          KSIĄŻKA ROKU 2012 DLA MŁODZIEŻY - kategoria literacka

          Marcel A. Marcel, "Oro", proj. okł. i i il. Krzysztof Ostrowski, wyd. Marginesy, Warszawa 2012

          https://ryms.pl/upload/okladki/oro.jpg
          Kiedy Lena doprowadziła się na skraj autodestrukcji, pomoc mogła przyjść już tylko spoza racjonalnych rejonów. I pojawił się Oro – jej alter ego albo wysłannik z innego wymiaru, przyjmujący cechy osoby potrzebującej ratunku. Oro – jak samo jego imię wskazuje – nie boi się nawet orki na ugorze, jest gotów do działania, do walki. Powieść to studium mozolnego wychodzenia z sieroctwa. Droga jest długa, gdyż trzynastoletnia bohaterka, która ma za sobą pięć nieudanych adopcji, nie chce już kolejny raz zaufać ludziom. Dla własnego bezpieczeństwa. Realizm przeplata się tu z potraktowaną z pewnym dystansem magią, a pełne napięć dyskusje między Leną i Oro każą się zastanowić czytelnikowi, gdzie przebiega granica między wścibstwem a zainteresowaniem czyimiś problemami. Bo od poszanowania cudzej prywatności do znieczulicy jest tylko mały krok. Mądra książka o krzywdzie dzieci, niosąca jednak pokrzepienie: empatyczny człowiek może się stać dla cierpiącego zewnętrznie istniejącym Oro.

          Małgorzata Kąkiel
          • abepe Marianna Oklejak, "Jestem miasto. Warszawa" 07.12.12, 08:40
            NAGRODA GRAFICZNA ZA KSIĄŻKĘ OBRAZKOWĄ

            Marianna Oklejak (ilustracje), "Jestem miasto. Warszawa", tekst Aleksandra Szkoda, wyd. Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2012


            https://ryms.pl/upload/okladki/jestem-miasto.jpg

            Tytuł sugeruje, i słusznie, że jest to książka napisana przez piękne dumne miasto, że to opowieść o ważnych sprawach i wydarzeniach, które rozegrały się w konkretnej przestrzeni, za sprawą konkretnych ludzi. Osobista opowieść skierowana do dzieci w formie książki obrazkowej, dająca nieograniczone możliwości dorosłemu pośrednikowi. Zagęszczony, dynamiczny, malarski charakter narracji, zastosowanie perspektywy z lotu ptaka przywodzą na myśl cykle obrazów "Warszawa" czy "Podróże autostopem" Edwarda Dwurnika. Wybrany przez ilustratorkę zabieg artystyczny obronił się w nowej interpretacji. Użyty w książce prosty sposób przekazu, bliski pismu obrazkowemu, pozwala śledzić wielowątkowe historie rozgrywające się na dużej powierzchni rozłożonych kart książki. Rysunkowa dwuwymiarowość sugestywnie wchodzi w przestrzeń wyobraźni, rozczłonkowane historyjki scalają się – powoli wyrasta przed naszymi oczami coraz większe, wspaniałe miasto. Spektakl historii. Następujące po sobie rozdziały książki – kolejne wybrane obrazy – wyodrębnione zostały odmienną kolorystyką i zaakcentowane obecnością rysunkowej scenografii łatwo rozpoznawalnych obiektów architektonicznych. Wielowątkowa akcja rozgrywa się w każdym zakątku miasta, lecz wspólna wszystkim kartom topografia pozwala prześledzić proces przemian, porównać z obejrzaną bądź przeczytaną już kartą dziejów. Ważne wydarzenia, skostniałe i nieczytelne w podręcznikowym przekazie, tutaj ożywają, pokazane jako efekt aktywności, zwykłej ludzkiej codzienności, tak odmiennej w każdej epoce.

            Książka obrazkowa z założenia jest samodzielną kreacją ilustratorki. Artystka przyjęła charakterystyczny kod rysunkowy dla komunikowania się z czytelnikiem. Dzięki spójnej narracji graficznej poszczególne obrazy możliwe są do odbioru w skali mikro i makro. Mnogość opowieści, zgodnie z zasadą horror vacui, buduje narastające napięcie. Postacie konkretnych bohaterów zostały potraktowane z dosłownością niezbędną do przyswojenia faktów przez dziecko. Wplecione anegdotki, powiedzonka, identyfikacja miejsc wpisane w obrazy miękkim, kaligraficznym pismem, wzbogacają klimat bezpośredniego przekazu. Jurorki (pochodzące z Gdańska, Lublina i Wrocławia) uwierzyły, że historie zilustrowane w książce opowiedziało samo miasto. Warszawa.

            Krystyna Rybicka
            • abepe Marta Ignerska, "Wszystko gra" 07.12.12, 08:43
              NAGRODA GRAFICZNA ZA ILUSTRACJE W KSIĄŻCE

              Marta Ignerska (ilustracje i oprac. graf.), "Wszystko gra", tekst Anna Czerwińska-Rydel, wyd. Wytwórnia, Warszawa 2011

              https://ryms.pl/upload/okladki/wszystko-gra.jpg

              To największe spełnione marzenie dziecka, by w jednym roku obchodzić urodziny więcej niż jeden raz… "Wszystko gra" doczekało w tym roku tej radości w Bolonii i u nas. Jest to niezwykle oryginalna literacko-graficzna forma edukowania muzycznego, ujęta w ramy przedstawienia orkiestry symfonicznej na kilka chwil tuż przed koncertem, przed którym instrumenty stroją się. Książka w całości wręcz hipnotyzuje niezwykłą siłą artystycznego wyrazu, bo już na okładce widzimy dość mocnego, muskularnego, ale frywolnego jednocześnie (w koszulce atlety z częściowo odkrytym torsem) puzonistę, rodem jakby z Nowego Orleanu. Ta jazzowa konotacja wiedzie odbiorcę do kontekstu rodzenia się kultury popularnej. Wprowadzenie wizualnych wzorców popkultury do świata muzyki klasycznej, wyłącznie do której w książce odnosi się tekst, to oryginalność stylu Marty Ignerskiej. Wizualizacje tego, co wyrażone słowem, przypominają awangardę z początku dwudziestego wieku, a szczególnie eksperyment filmowy pt. "Oko i ucho" Fr. i St. Themersonów z 1945 roku, gdzie synkretyzm abstrakcyjnego obrazu i pieśni Karola Szymanowskiego jest niemal idealny. W książce jesteśmy jakby krok dalej – dźwięku w ogóle nie słyszymy, ale możemy przynajmniej spróbować wyobrazić sobie (niczym osoby niesłyszące), jak brzmi i czym jest głos każdego instrumentu i co wnosi do orkiestry: czy ogień, czy lot ptaka, rzewną miłość…?

              Ta książka może zatem powiedzieć i pokazać, czym jest muzyka, również osobom niesłyszącym. Ukazane dzikie rumaki, grajkowie i bożki przywołują ducha kultury antycznej, malarstwa początku naszej cywilizacji. Wyraźne figury postaci, często profilowanych, jednobarwnych na skontrastowanym wyrazistym tle, są niczym te z antycznych waz. Tam widzimy czerń i pomarańcz, a tu ultranowoczesny oranż. Takie zestawienie kolorystyczne (oranż z magentą) jest zresztą ostatnio w dizajnie bardzo en vogue. Ale w tej książce intensywność barw doprowadzona jest do takiego punktu, że stają się fluorescencyjne, choć ciągle trzymają się klasycznych zasad. Mamy tu do czynienia z bardzo oryginalnym, a do tego niezwykle zabawnym, czasami nawet prześmiewczym stylem personifikacji instrumentów muzycznych, oddającej ich atrybuty (np. altówki to zazdrosne i dość łatwe do urażenia pańcie z zadartymi nosami, właśnie dlatego, że nie są tak ważne jak skrzypce), ale przede wszystkim poznajemy ich historię i kulturową proweniencję, np. flet, będący instrumentem bogów i pasterzy, przedstawiany jest jako bożkowo-pastuszkowy, brodaty mężczyzna z gęstą czupryną wijących się węży i łączką kwiatuszków na głowie – skąd wiemy, że ma moc zaklinania węży i pochodzi z krajów Azji, ale także umila pasterzom czas na całym świecie. Niezwykłą jest też trąbka – trębaczka z gąszczem płomieni i kłębami dymu zamiast włosów, czyli ta, której dźwięk jest jak jasność ognia i ma moc wołania na alarm. Takie portrety zdają się czerpać inspiracje z szesnastego wieku, głównie z manierystycznych, alegorycznych dzieł Arcimbolda, spełniających zasadę capriccio – dzieła niezwykłego oraz bizzarro – dziwacznego, zaskakującego odbiorcę i prowadzącego z odbiorcą grę umysłową i optyczną. Tak jak Arcimboldo projektował barwny system zapisu nutowego, z którego muzyk odróżniając tonację miał wygrywać dźwięki, tak Marta Ignerska komponuje obrazy z inwencją własną, zapisując dźwięki barwami drukarskimi i kształtami, ale też operując symboliką sprowokowaną przez tekst.

              Odbiorca może odnieść wrażenie, że uczestniczy w jakiejś niezwykłej, lecz przypisanej naszej kulturze „walce żywiołów”. Dla przykładu, w dwóch rozkładówkach narracji tak słownej, jak i wizualnej wszystkie instrumenty spotykają się. W pierwszej z nich są jeszcze „osobami’, które zdają się szaleć samopas jak na ogromnych igrzyskach i tańczyć (co oznacza etymologia słowa orcheisthai) w niczym nieograniczonej przestrzeni: trąbka i róg strzelają wprost dźwiękiem, szarżują po diagonalnych liniach, opowiadający sobie dowcipy fagot z puzonem pękają ze śmiechu, piszczą flety i skrzypią skrzypce, płaczą altówki, jeleń ryczy… słowem zgiełk taki, że aż z lasu uciekają wilki, dzik i wszystko, co żywe. W drugiej – już nie spotkamy osób, ale widzimy oddaną w równych pasach trzech barw harmonię samego, czystego współbrzmienia dźwięków, które wszystkie one jednocześnie wydają, ale tym razem już potulnie pod władzą batuty dyrygenta i partytury utworu koncertowego.

              Podstawowym tworzywem ilustratorki jest rysunek, często karykaturalny (niejednokrotnie dodaje „gębę” swoim protagonistom), czasem nawet komiksowy, wykonany ręcznie miękkim ołówkiem i poddany obróbce komputerowej. Te miękkie, czasem krągłe i rozmazane nieco kształty zderzane zostają z czyściutkim, zwielokrotnionym śladem komputerowego, sterylnego niemal sznytu (np. ilustracja wydobywania dźwięku „a” z oboju albo snucia się „a” cieniuteńkiego niczym pajęcza sieć wyskakująca spod smyczka).

              Książka "Wszystko gra" ma wartość artystyczną, pragmatyczną i edukacyjną, a jednocześnie charakter śmiałej, awangardowej plastycznej kreatywności. Jest ona pierwszą z serii tak oryginalnych i przede wszystkim nienudnych lekcji z teorii muzyki i stanowi chwalebny przykład książki edukacyjnej, o której śmiało można powiedzieć, że przekroczyła przepaść dzielącą współczesną polską produkcję książkową dla dzieci ostatnich dekad od najlepszych ilustrowanych książek edukacyjnych powstałych w Polsce w latach 60. i 70. ubiegłego wieku. Nie sposób nie dostrzec swego rodzaju odrębnej, ale jakże ważnej i niezwykle humorystycznej opowieści wizualnej, którą możemy śledzić na obu wyklejkach: początkowej i końcowej. Jest to nie tylko przegląd i typologia melomanów, ale przede wszystkim ukazanie bogactwa i różnorodności społecznej reakcji na sztukę, w przewadze entuzjazmu, głównie dlatego, że wszystko zagrało.

              Małgorzata Cackowska (Nota jest skróconą i zmienioną wersją recenzji książki napisanej dla Instytutu Książki i zamieszczonej na jego stronie internetowej)
              • abepe WYRÓŻNIENIA LITERACKIE 07.12.12, 08:46
                Anna Czerwińska-Rydel, "Ciepło – zimno. Zagadka Fahrenheita", il. Agata Dudek, proj. graf. Małgorzata Frąckiewicz/Poważne Studio, wyd. Muchomor, Warszawa 2011

                "Trylogia Gdańska" została zapoczątkowana przez opowieść "Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem". Druga część, "Ciepło – zimno. Zagadka Fahrenheita", stanowi kolejny dowód na możliwość połączenia poznawczych wartości utworu z wartościami artystycznymi i emocjami literackimi. Najpierw czytelnik śledzi losy głównego bohatera opowiadane przezeń na łożu śmierci, dalszą część historii poznaje zaś dzięki zapiskom notariusza, który przysiągł umierającemu odkryć tajemnicę fatum ciążącego nad rodziną Fahrenheitów. Tytułowa zagadka okazuje się naprawdę frapująca, a słynny naukowiec jest w ujęciu autorki człowiekiem z krwi i kości, mającym marzenia i problemy, radości i troski. Wzbudza podziw uporem i oddaniem swoim ideom, a przy tym nie jest pomnikową figurą. W wyodrębnionych graficznie fragmentach autorka przekazuje informacje o innych wielkich uczonych i twórcach, ich wynalazkach i dziełach. Każda część trylogii zawiera dopełniający całość aneks; w przypadku tej opowieści jest to "Dodatek młodego naukowca", który zawiera m.in. kalendarium naukowych dokonań Fahrenheita, informacje na temat skali Celsjusza i propozycje eksperymentów z temperaturą.

                Weronika Kostecka

                Grzegorz Kasdepke, "W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko", il. Tomek Kozłowski, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2012

                Co zrobić, kiedy brzuch znienacka zaczyna wydawać dziwne odgłosy? Do kogo się zwrócić? Do rodziców, brata, a może zupełnie obcych ludzi? Jak wytłumaczyć sobie to dziwne zjawisko? Opowieść Grzegorza Kasdepkego o dziewczynce, która pewnego dnia odkrywa, że w jej brzuchu zalęgło się tajemnicze zwierzątko, jest książką niezwykłą. Na niewielkiej liczbie stron czytelnik znajdzie magiczną wizję świata dzieciństwa, zabawnego i niepokojącego zarazem, a przy tym zupełnie niedostępnego ludziom dorosłym. Razem z główną bohaterką odkryje, że ogólnie dostępna, logiczna prawda, w którą nikt nie chce uwierzyć, staje się najzupełniej prywatną, fantastyczną tajemnicą. Oraz to, że czasami każdego potwora da się oswoić. Mimowolnie też zacznie zastanawiać się, czy zwierzątko, które sam ma w brzuchu, to piesek, kotek czy też może łakomy lew.

                Anna Maria Czernow

                Magdalena Kozłowska, "Zupa z jeża", proj. okł. Marcin Koszyński, wyd. Novae Res, Gdynia 2012

                Trzy doby czuwania głównej bohaterki przy zwłokach babci to fabularny punkt wyjścia do przybliżenia kultury oraz historii Romów. Trzynastoletnia Jaelle, opłakując zmarłą, przypomina sobie snute przez nią opowieści. Są to zarówno historie z życia rodziny, jak też baśnie czy przypowieści. Realizm łączy się z magią, z czego wyłania się fascynujący (ale też dramatyczny) obraz losu Cyganów. Autorka przypomina m.in. Porajmos – Zagładę (słabiej utrwaloną w powszechnej świadomości niż Holokaust), tłumaczy poczucie krzywdy wynikające z przymusu osiedlenia. Czytelnik, zafascynowany kulturą narodu romskiego (witalizmem i liryzmem), coraz wyraźniej uświadamia sobie jej równorzędność wobec kultury zachodnioeuropejskiej. Uzmysłowienie, iż odmienne nie znaczy gorsze, to istotna wartość książki. Gadziów ogarnia wielki wstyd, że babcia Jaelle zginęła w wyniku podpalenia domu przez polskich nastolatków (przy cichej aprobacie dorosłych). Kiedy literatura budzi sumienia – jest dobrze.

                Małgorzata Kąkol

                Marcin Pałasz, "Sposób na Elfa", il. Olga Reszelska, wyd. Skrzat, Kraków 2012

                "Wielkie to, bez ogona, człapie nieporadnie na tych dwóch nogach, ale to Mój Własny Człowiek" – mówi z miłością niedawno przygarnięty ze schroniska pies (Extraordinary Life Form – Bardzo Niezwykła Forma Życia, czyli Elf). Dwóch narratorów – pisarz, autor "Licencji na zakochanie", oraz wspomniany Elf – niezależnie od siebie opisuje proces wzajemnej uważnej obserwacji i obustronnego oswajania, zmierzającego prostą drogą do wielkiej miłości. Wybuchający co chwilę śmiechem czytelnik (bombarduje go komizm słowny i sytuacyjny) w miarę lektury jest coraz bardziej poruszony i wzruszony wrażliwością bohaterów. A w tle pierwsza ważna dziewczyna w życiu syna pisarza, niebezpiecznie wścibska sąsiadka, przyjazny policjant i poszukiwanie osiedlowego złodzieja. Do tego ujmująca prostotą literackiego wyrazu relacja ojca z synem.

                Małgorzata Kąkol

                Marcin Wicha, "Klara. Słowo na "Szy", proj. okł. Tomek Frycz/FRYCZ i WICHA, wyd. Czarna Owieczka, Warszawa 2012

                Używanie słowa na "Szy" w przededniu letnich wakacji jest dużym nietaktem w stosunku do ucznia. Tak przynajmniej uważa dziesięcioletnia bohaterka powieści "Klara. Słowo na "Szy". W swoim pamiętniku, będącym kontynuacją zapisków przedstawionych w poprzedniej książce Marcina Wichy ("Klara. Proszę tego nie czytać"), opisuje współczesną codzienność przeciętnego polskiego dziecka. A ta na każdym kroku roi się od absurdów i sytuacji niespodziewanych. W domu, gdzie oprócz mamy i taty mieszka młodszy brat, alergik, a nie ma upragnionego psa, w plenerze wakacyjnym, zwłaszcza kiedy rodzicom psuje się samochód, a koza zjada komórkę taty, a przede wszystkim w szkole, gdzie naukę kreatywności wspiera podręcznik o wdzięcznym tytule „Wesołe przygody Misia Kreatywnisia” oraz sprawdzian z pulpy. Marcin Wicha z talentem kreśli groteskową wizję rzeczywistości, przypominającą nieco tę z serii o Mikołajku Sempé i Goscinny’ego, z tym że naszą, świeżą i bardzo aktualną.

                Anna Maria Czernow
                • abepe WYRÓŻNIENIE ZA KSIĄŻKĘ OBRAZKOWĄ 07.12.12, 08:47
                  WYRÓŻNIENIE ZA KSIĄŻKĘ OBRAZKOWĄ

                  Ola Cieślak (książka autorska), "Złe sny", wyd. Bona, Kraków 2011

                  Oniryczny kalejdoskop dla wszystkich, choć im wiek dojrzalszy, tym większa przestrzeń znaczeń. Kolaż myśli, skojarzeń i aforyzmów wpisujący się w rejestr snów „nieuczesanych”. Ewidentnie zawieszony w estetyce i ikonosferze minionych epok: z zasobu XIX-wieczneji pierwszego trzydziestolecia XX w. ilustracji w publikacjach dla najmłodszych, już to fin-de-siècle’u (pocztówki, grafiki z żurnalów mód i reklamy), już to pierwszych dekad minionego stulecia (oleodruki, hafty z makatek, patronowe dekoracje wnętrz), lat 50. (fotosy aktorek). Melanż obrazkowy, który okiełznał komputer (wycinki, rysunki własne, przeróbki znalezionych fotografii). Zabawa typografią i samą strategią projektową. Fajerwerki wizualne, które zachęcają do tworzenia własnych obrazowych silvae rerum. Poligon typograficzno-ilustracyjny Oli Cieślak odkrywa się z rozbawieniem, dodatkowo śledząc związki obrazu z tekstem. Idiomatyczność wyrażeń językowych zyskuje formę graficzną o dodatkowym wydźwięku (np. „co z oczu, to z serca”, „robić wszystkich na szaro” itd.). Hitem autotematycznym w obszarze plastyki jest schizofrenia zieleni. Wydaje się też, że zahaczanie o „dorosłe” wątki w tej momentami przewrotnie dydaktycznej książce może ułatwić rozmowę na „te tematy”, a nawet wyjaśnić więcej niż nie zawsze udolne, pokrętne eksplikacje. "Złe sny" przypominają tu trochę swoim klimatem (także w jednym z wątków oprawy graficznej) kanonicznego "Struwwelpetera" (spolszczoną "Złotą różczkę") Hansa Hoffmanna. Mieszanka wybuchowa, jaką od okładki obiecuje wyszywany grzyb atomowy i srebrna, elegancka czcionka akcydensowa tytułu.

                  Anita Wincencjusz-Patyna

                  Paweł Pawlak (książka autorska), "Czarostatki i parodzieje", wyd. Tatarak, Warszawa 2012

                  Zosia mieszka z mamą, ma Tosię – umiłowaną pluszową owieczkę, którą dostała od taty, mama wychodzi na pół godzinki do apteki… plus oczywiście wiele znaczący tytuł – to właściwie jedyny tekstowy przekaz, który książka ta zawiera. Nad pozostałą narracją, stanowiącą niemal całość książki dominują obrazy. Jury doceniło, że z taką spójnością i doskonałym warsztatem malarskim, z oryginalną i cudowną, konceptualną naiwnością ma do czynienia po raz pierwszy pośród polskich książek obrazkowych (również beztekstowych). Tym samym oglądamy jedną z najlepszych książek, powstałych w naszym kraju, snujących narrację wizualną, której obrazy każą się czytać. Zatem czytamy w niej nie tylko historię zagubienia i odnalezienia, ale również (a może przede wszystkim) zapisy architektoniczne miast, począwszy od najbliższego bohaterce jej miasteczka położonego nad rzeką, z akweduktem, mostem zwodzonym, niewielkim i powolnym ruchem ulicznym, płynącymi spokojnie statkami, no i przede wszystkim autem z watą cukrową. Czytamy aurę tego miejsca: spokojną, leniwą – a czasem pełną zgiełku (tu matka niemal ciągnie za sobą w dzikim pędzie dziecko, tuż obok starsi państwo powolnie udają się na spacer i w takim samym tempie gospodarz domu zamiata ulicę...). Sprytne wtrącenie komiksowych okrągłych okienek, które pokazują sekwencję przykrego (tak przynajmniej się w pierwszej chwili mogłoby zdawać) zdarzenia, jest w konsekwencji okazją podjęcia niezwyczajnej podróży – odskoczni od tego, co najbliższe. Artysta oryginalnie wyodrębnia światy, umieszczając dziejącą się tu i teraz rzeczywistość już na kilku stronach przedtytułowych. Zabieg taki oraz przypis do tytułu, w którym zamieścił zapewnienienie, że oto odsłania się przed nami historia oparta na prawdziwych wydarzeniach, zdaje się być świadomym upełnomocnieniem potęgi dziecięcej wyobraźni, tak często postponowanej przez dorosłych… W tej niezwykłej podróży odbywanej niby w celu odnalezienia ukochanej maskotki Zosi wielu jest tych, których Paweł Pawlak angażuje. W magiczną akcję poszukiwawczą z Zosią na grzbiecie wyruszają tytułowe przekształcone czarostatki i parodzieje, które chuchają i buchają parą, zaglądają niemal wszędzie (w luk komina). W jednej z tych czaro/paro/dziejek odnajdujemy uderzające podobieństwo do Zosinej mamy. A jest to ekskursja w pogody i niepogody, dnie i noce, w czas wojny i pokoju, w kosmos, ponad miastami historycznymi i nowoczesnymi, w tropikalny las i na pustynię. Jest to niesamowite pole dla pracy z książką, dzięki której rozwijamy inspirujemy, rozwijamy słownictwo, uczymy patrzenia, komentowania, dochodzimy wraz z dzieckiem do ważkich refleksji… Jak każda sztuka drogi – i ta ma swój finał. Szczęśliwie dzięki czarostatkom docieramy z Zosią do jej miejsca, którego stałość wyznacza cukrowobarankowe auto. To na nim pośród trzech reklamowych baranków odnajduje się zakamuflowana owieczka Tosia (a to bestia jedna!). Jury urzekło ciepło bijące w tej książki, odczuwalne bardzo silnie, również dzięki wyborowi dużego formatu i nawet ciepłego w dotyku papieru.

                  Małgorzata Cackowska
                  • abepe WYRÓŻNIENIE ZA ILUSTRACJE 07.12.12, 08:49
                    Mikołaj Chylak (ilustracje), "Świat. Poema naiwne", Czesław Miłosz, wyd. Muchomor, Warszawa 2012

                    Jury uległo malarskości propozycji ilustracji Mikołaja Chylaka do małej antologii wierszy polskiego noblisty przeznaczonej dla młodego czytelnika, a nawet dla najmłodszego odbiorcy poezji. Tym krótkim wierszowanym utworom towarzyszą barwne ilustracje, niejednokrotnie wprost odnoszące się do tekstu. Powtarzający się motyw sylwetek dzieci (bez twarzy, co wskazuje na uniwersalność doświadczenia, pozwala każdemu utożsamić się z bohaterami, a jednocześnie sprawia wrażenie, jakbyśmy obserwowali te postacie od tyłu, co z kolei sugeruje ich odejście w przeszłość) jest klamrą dla całego zbiorku. Barwne kompozycje mają w większości ewidentnie malarski rodowód – z często pozostawionym śladem pracy pędzla, ukazanym wyraźnie nawarstwianiem farby i jej zacieków, reliefową fakturą. W ilustracjach zastosowano też zabiegi kolażowe, łącząc fragmenty graficzne z efektami uzyskiwanymi przy monotypii, wykorzystując możliwości współczesnego projektowania opartego na narzędziach cyfrowych. Liryka kompozycji pięknie współgra ze słowem, czasami ilustrując wers dosłownie ("Piwonie kwitną, białe i różowe; Między drzewami ślizga się na lodzie/Gromada ludzi"), czasem budując tylko wynikający ze strof Miłosza nastrój. Chylak stara się podążać za wskazówką poety co do koloru (piwonie, kolor liści lilii wodnych w głębinie, słońce różowe o zachodzie), jeśli jej nie ma, śmiało tworzy własne kompozycje, już to oparte o triadę barw podstawowych albo o inne ciekawe kontrasty, już to monochromatyczne (niekoniecznie w szarościach, zwłaszcza w scenach wspomnieniowych). Czasem wykorzystuje obraz utrwalony w powszechnej percepcji (Ziemia Ruszczyca), starą rycinę albo przetwarza fotografię. Za każdym razem mamy do czynienia z poetyckim obrazem stworzonym przez Chylaka plamą, konturem, smugą, cętkami, kolorem i kształtem. Ilustracje artysty współtworzą świat wykreowany frazą Miłosza, nie tłamsząc jego atmosfery dosłownością wyobrażenia. To raczej autorska piękna interpretacja odległej w czasie krainy.

                    Anita Wincencjusz-Patyna

                    Patryk Mogilnicki (ilustracje), "Brud", tekst Olga Woźniak, wyd. Hokus-Pokus, Warszawa 2012

                    Jury doceniło "Brud" za przekonującą koncepcję strony wizualnej książki. Warstwa kolorystyczna oparta na dwóch podstawowych, choć złamanych, „przybrudzonych” barwach – czerwonej i niebieskiej. Te zaś kojarzą się z kodem oznaczającym zimną i ciepłą wodę – najlepszego sprzymierzeńca w walce z brudem, ale także z przyjętą powszechnie symboliką czerwieni sygnalizującej sytuację alarmową i neutralizującym zagrożenie błękitem. Efekt wszędobylskiej obecności brudu i kurzu autor uzyskał także przez zastosowanie przecierki, graficznych filtrów „szumu”. Styl ilustracji jest kombinacją uproszczonego, acz o rodowodzie satyrycznym, rysunku w wyobrażeniach postaci i przedmiotów z codziennego otoczenia z quasi-podręcznikowym przedstawianiem drobnoustrojów, cząsteczek wirusów oraz całych zastępów innych, najczęściej niewidzialnych wrogów. Co więcej, wizerunki tychże wpływają na wyobraźnię młodego czytelnika. Dosadność ilustracji, przy zachowaniu przyjętego przez Mogilnickiego rejestru estetycznego, przynosi nam wzorzyste wydzieliny fizjologiczne – tyleż dekoracyjne, co obrazowo ukonkretnione, plama brudu na wyklejce także staje się motywem ornamentalnym. Ilustracje, od tych na rozkładówkach, całostronicowych, po małe obrazki w „okienkach”, kreują więc intrygujący, ale przecież atrakcyjny wizualnie świat. Ich konstrukcja przypomina layout stron internetowych, z odsyłaczami, dymkami, zbliżeniami, ilustracjami poglądowymi oraz tymi, które obrazują nasze środowisko. To decyduje o ich współczesnym charakterze, z drugiej strony natomiast mamy ładne stylizacje sprzed półwiecza, zwłaszcza w przedstawieniach strojów i urządzeń gospodarstwa domowego. Żywa mimika i gestykulacja postaci (przerażenie, obrzydzenie, konsternacja), komizm wyobrażeń (szkielet biorący kąpiel, postacie w galerii malarstwa) odciążają powagę przedstawionych problemów związanych z higieną. O zachowanie należytej dla tematu „naukowości” z kolei dbają wszędobylskie kratki i linijki – jakby rodem z zeszytów szkolnych: motyw wykorzystany we wzorze podłogi w muzeum, rzędach zębów, klawiaturze komputera, kafelkach na basenie, nie wspominając o samych kratkowanych wyklejkach. To naprawdę świetnie rozpoznawalne, przyjazne środowisko dla młodego odbiorcy, którego książka o brudzie może rozbawić, zaintrygować, przestrzec, nauczyć, a któremu przede wszystkim może się po prostu spodobać.

                    Anita Wincencjusz-Patyna
                    • abepe Podsumowanie M. Cackowskiej 07.12.12, 15:33
                      Dostałam właśnie od autorki z pozwoleniem na wrzucenie na forum:

                      Podsumowanie spostrzeżeń, werdyktu i i drogi do werdyktu
                      jury graficznego w konkursie Książka Roku 2012


                      Od kilku lat jury graficzne staje przed coraz trudniejszymi wyborami. Tym razem też nie było łatwo, choć dysponujemy merytorycznymi kryteriami uwzględniającymi przede wszystkim różne aspekty osobowości twórczej artystek i artystów, zróżnicowanych obszarów i walorów sztuki wizualnej. Bierzemy nade wszystko pod uwagę artystyczny poziom ilustracji, sztuki ilustratorskiej i typograficznej, w tym głównie projektów graficznych ujmujących książkę jako całość. Przez pryzmat tych wielu wymiarów oceniamy każdą zgłoszoną do konkursu książkę. Ale to nie z tego powodu jury nie ma łatwego wyboru, ale raczej z imponująco wzrastającej na polskim rynku książek rodzimej produkcji, które zajmują wysokie noty tej wieloaspektowej oceny. Opisową, bardzo staranną i wnikliwą, choć z konieczności skrótową ocenę wszystkich nominowanych przez nas książek znajdziecie Państwo w opublikowanych notkach dostępnych na stoisku z wystawą książek, i z pewnością wkrótce na stronie internetowej. Starałyśmy się ukazać w nich możliwe sposoby myślenia i pisania o książkach, które zasłużyły na nasze najwyższe uznanie.
                      Od paru lat daje się zauważyć, że dzięki zwrotowi w wizerunku polskich książek dla dzieci i młodzieży, zaczynają pękać silnie dystynktywne kategorie nagrody graficznej i literackiej. Oznacza to, że być może należy zastanowić się nad przeprowadzeniem sensownej zmiany kategoryzacji nagrody, w obrębie których będzie można oceniać książki tworzone jako całości, szczególnie te, które powstają dla dzieci już samodzielnie czytających i podejmują zagadnienia naukowe, dotyczące biografii sławnych postaci, wydarzeń historycznych, wypełniając kategorię książek popularyzujących naukę i szeroko pojętą wiedzę o świecie, a dodatkowo przemyślane jako doskonałe serie wydawnicze. Zauważyłyśmy, że liczba, a jednocześnie jakość takich właśnie książek przyrasta w imponujących rozmiarach. Należy do nich większość książek zgłoszonych przez wydawnictwo Muchomor, m. in. Trylogia Gdańska (której pierwsza z serii została nagrodzona nagrodą główną w ubiegłym roku, a dwie pozostałe będące na doskonałym poziomie artystycznym ujęły jury literackie w tym roku). Do nich należy też jeszcze niedokończona muzyczna seria wydawnictwa Wytwórnia z Wszystko gra na czele (czekamy na trzecią, ostatnią część), seria na którą również należałoby patrzeć holistycznie. Inne książki, również zapowiadające serie , np. Brud trzeba by zacząć oceniać nie wyłącznie pod względem graficznym, bo właśnie w całości, a nie tylko jednostronnie graficznie, stanowią niezwykle wartościowy potencjał edukacyjny, przypominający czasy rozkwitu polskiej książki dla dzieci i młodzieży, w której zawartość merytoryczna jest upełnomocniona właśnie w całościowym projekcie. Warto także podkreślić, że z wielu relacji z działań w pracy z tymi właśnie książkami wiemy, że pracują one doskonale na rzecz rozwoju szeroko pojętej wyobraźni dzieci i młodzieży.
                      Książki takie jak: Jestem miasto. Warszawa, czy Mapy właściwie należałoby oceniać bardziej wielowymiarowo, aniżeli wyłącznie pod względem ilustratorskim.
                      Chociaż nie nominowane w tym roku, ale zostały przez nas zauważone bardzo sensowne działania wielu zaangażowanych polskich artystów zarówno słowa i obrazu twórców serii (ponownie serii!!!) książek wspaniale zatytułowanej „Czytam sobie” (wydawnictwo Egmont), które są pierwszą świetną i udaną pod każdym względem próbą inicjowania do samodzielnego czytania już najmłodszych dzieci.
                      W tym roku zaobserwowałyśmy również, że więcej naszych nominacji przypadło raczej książkom dla starszych, niż młodszych dzieci. Zdaje się oznaczać to, że obserwujemy coraz większą troskę wydawców i artystów o rozwój estetyczny nie tylko maluchów. Malarstwo dla poezji Czesława Miłosza jest tą właśnie poezją wizualną. Podobnie też Złe sny, są niesamowitą próbą inicjacji kulturowej młodych czytelników.
                      Żywimy nieskromną nadzieję, że książki, które miałyśmy zaszczyt docenić staną się kamieniami milowymi w rozwoju kultury polskiego społeczeństwa.

                      Małgorzata Cackowska, 6 grudnia 2012r.


Inne wątki na temat:
Pełna wersja