uroczy_fenek
04.07.24, 17:00
Chyba wszystkie pary w uniwersum Harry'ego Pottera poznały się w szkole. I o ile nie było akurat żadnego Turnieju Trójmagicznego, albo nie mieszkało się w czarodziejskiej wiosce, możliwości flirtu ograniczały się do szkoły.
I tu sobie myślę o takich osobach, jaką ja byłam za czasów szkolnych, tak zwanych "przegrywach", albo po prostu dzieci nieradzących sobie w relacjach rówieśniczych. Brak przyjaciół z pewnością mógł być dokuczliwy, ale potrzebę kontaktów społecznych w jakiś tam sposób zaspokajało uczęszczanie na zajęcia i mieszkanie z innymi dziećmi.
Gdy jednak nadchodził wiek dojrzewania, postaci typu Neville, Crabbe, Goyle, Snape, Luna i pewnie inne niewymienione z nazwiska, musiały mieć totalnie przej*bane!
Pomyślcie tylko: poza szkołą, w której czas spędzasz 24/7, w obliczu braku jakiegoś "czarodziejskiego Tindera" i limitowanych wyjść ograniczających się zresztą do wioski Hogsmeade, osoby takie były pozbawione pierwszych nastoletnich miłości. "Zarywanie" też pewnie nie było najłatwiejsze, bo o tym, że dostałeś kosza, wiedziała cała szkoła. Nieśmiałej osobie w ogóle trudno rozpocząć znajomość, a co dopiero, kiedy jesteś pośmiewiskiem i na twoje potknięcie czekają wszyscy.
Swoją drogą ciekawe, że skoro do i z Hogwartu BYŁA możliwość podróżowania siecią Fiuu, nikt nie zdecydował się na nauczanie domowe.