Obowiązki dzieci

24.01.06, 10:13
Czy Wasze dzieci mają już jakieś obowiązki domowe? Czy robią to chętnie, czy
musicie przypominać? Czym się kierujecie oceniając, czy dziecko jest już
gotowe do takich zadań? Czy oceniacie to bardzo indywidualnie, czy np
wszystkie dzieci w rodzinie robią coś w danym wieku (np po ukończeniu 4 lat
powiedzmy wszyscy sami ścielą swoje łóżka).

Obowiązki moich dziewczyn to na razie samodzielne ubieranie się, ścielenie
łóżka, sprzątanie pokoju i zabawek po młodszym bracie.

Sporadycznie kiedy chcą pomagają przy praniu, składaniu rzeczy, wieszaniu,
ścierają kurze itp. No i staramy się je uczyć, że jak narozrabiają (np coś
rozleją, rozsypią, stłuką) to mają posprzątać po "katastrofie".

A jak to jest u Was?
    • glupiakazia Re: Obowiązki dzieci 24.01.06, 10:28
      Ja rozróżniam obowiązki na "obowiązki na rzecz rodziny" i "obowiązki
      oczywiste" - dotyczące bezpośrednio delikwenta.

      > Obowiązki moich dziewczyn to na razie samodzielne ubieranie się, ścielenie
      > łóżka, sprzątanie pokoju

      To są obowiązki oczywiste. Ale nie zmienia to faktu, że muszę się napracować,
      żeby je wyegzekwować, chociaż z ubieraniem się w zasadzie już nie ma problemu,
      no ale moje są trochę starsze od Twoichsmile
      I oczywiście pamiętanie o i odrabianie lekcji...


      Natomiast obowiązki na rzecz rodziny, owszem, też już mają. Nakrywają do stołu
      i pomagają sprzątać kocią kuwetę.

      Sprzątanie po siostrze idzie im chyba najbardziej opornie, ale w tym im
      pomagam, bo chcę im pokazać, że taki mały krążownik-niszczyciel to utrapienie
      nas wszystkich, a nie tylko ich problemsmile

      Oczywiście zdarza się, że złapią fazę i pomagają np. w składaniu ubrań,
      odkurzaniu, gotowaniu (uwielbiają kroić duże kawałki na małesmile), ale to
      bardziej na zasadzie robienia czegoś razem, a nie obowiązku.
      • olioliwa Re: Obowiązki dzieci 24.01.06, 12:32
        a ja z racji tego, ze mam jeszcze starsze dzieci mam do zaproponowania jeszcze
        większą listę obowiązków, zwłaszcza tych na rzecz rodziny
        bierze się to też z tego, ze w czasach kiedy pracowałam intensywnie - 10 godz
        poza domem (a czasy te dopiero się skończyły pół roku temu) na głowie moich
        nastolatków było niemalże wszystko, oprócz opieki nad młodszym rodzeństwem,
        pomocy średniemu w lekcjach i prasowania, bo mieliśmy od tego panią
        ale Jaśmina (obecnie 13 lat) i Kuba (obecnie prawie 15 lat) mają na głowie
        odkurzanie(Kuba), łazienkę i kuchnię (sanitarnie), lodówkę(Kuba), wieszanie i
        robienie własnego prania i wiesznie go na strychu (obydwoje), wieszanie bądź
        znoszenie prania rodzinnego ze strychu (Kuba), zmywanie (Jaśmina), kuweta
        (Jaśmina)
        do mycia okien ich nie zaganiam, nie jestem taką wredną matką, i przyznam, że
        od kiedy jestem już w domu to im trochę poluzowałam, albo współuczestniczę w
        niektórych czynnościach, albo ich wyręczam (zmywanie,lodówka,kibelek)
        a te obowiązki to tak 2-3x w tyg im się przydarzają, często gęsto przypominane
        młodsi : Mati (9 latek) i Mieszko (5 latek) w nakrywaniu stołu owszem i z
        chęcią uczestniczą, Mati pomaga czasem Jaśminie z kuwetą (bez chęci), Mieszko
        wyciąga mi różne rzeczy z lodówki - olej , jajka, mleko itp.
        po zakupy większe i mniejsze chodzą starsi, ale do najbliższego sklepu wysyłam
        już od roku Mateusza, kupuje takie oczywistosci jak chleb czy mleko, ale na
        ryneczek po warzywa go nie poślę, bo nie dość, ze trzeba mieć tam wyobraźnię co
        wybrać, żeby nie wcisnęli to jeszcze na pieniążkach trzeba sie znać nieco
        lepiej niż w zaprzyjaźnionym sklepiku
        ogólnie widze prawidłowość, że najstarszego dużo szybciej "obarczałam" różnymi
        obowiązkami, w wieku Mateusza miał 3x więcej obowiązków i co za tym idzie
        umiejętności
        a do przyjemności dla każdego z dzieci należy chyba pomoc w kucharzeniu
        najstarsi robią też z chęcią samodzielnie wiele rzeczy , łącznie z zupą
        ogórkową i naleśnikami smile)
        Ola
    • mama_kasia Re: Obowiązki dzieci 25.01.06, 10:17
      Sprzątanie po sobie, swoich pokoi, to jest oczywiste.
      Do tego są obowiązki z przydziału. Najstarszy ma opróżnianie zmywarki,
      robienie zakupów, w niektóre dni odprowadza i przyprowadza
      siostrę ze szkoły. Miał też ładowanie zmywarki, ale się
      zamieniliśmy. Za to ma sprzątać korytarzyk i przedpokój.
      Kiepska to była dla mnie zamiana, bo słabo mu idzie to sprzątanie.
      Trzeba będzie znowu się powymieniać wink
      Średnia ma wyrzucanie śmieci. Dodatkowo sama z siebie kąpie najmłodszą,
      tzn. kąpią się po prostu razem. Ale wygląda to tak, że znikają w
      łazience, a potem często mała wychodzi już ubrana w piżamę, wykapana,
      czyściutka (w dokładność mycia nie wnikam). Super jak dla mnie.
      Jeszcze cała trójka nakrywa do stołu.
      Poza tym są takie rzeczy, które robi się w międzyczasie. Kto tam akurat
      jest pod ręką. Nie są to przydziałowe obowiązki, a normalna domowa
      pomoc.
      Ale tak szczerze mówiąc, jeśli chodzi o sprzątanie, to jest to u nas
      w domu rzecz na ostatnim z ostatnich miejsc. Nikt tego u nas nie lubi
      robić i zawsze odsuwamy tę przykrą czynność. Jest tyle innych ważniejszych
      i ciekawszych rzeczy do zrobienia crying Obawiam się, że z naszego domu
      wyjdzie gromadka bałaganiarzy sad
      • zwiatrem Re: Obowiązki dzieci 25.01.06, 11:56
        Moi synowie maja obowiązki raczej te narzucone dawnymi ustaleniami ale z
        wiekiem coraz gorzej je wykonują lub coraz gorzej znoszą to wykonywanie.

        Do tych obowiązków należy:
        - sprzątanie ich pokoju (ścielenie łóżek, biurko, pod łóżkiem, regał itpwink
        - co drugi dzień (na zmianę z bratem)wieczorne mycie pozostałości w zlewie w
        kuchni
        - wyrzucanie smieci (tylko na moja Prośbę) ale jak chcą wyjść na momencik to
        sami proponują
        - sobotnie odgruzowywanie niedoskonałości tygodnia

        Jest jeszcze kilka innych pozycji, ale raczej to życie niż obowiązki:lekcje,
        higiena osobista, mycie zębów przed snem i rano, rąk po przyjściu do domu,
        ogarnięcie po sobie kuchni po posiłkach, nakrywanie do posiłków, pozostawienie
        toalety w stanie godnym po sobie, ład i porządek w kurtkolandii na ciasnym
        wieszaku w przedpokoju, suszenie mokrych butów, wynoszenie do prania brudnej
        bielizny (lub jej ręczne pranie- które ja potem pralka doprawiam)....

        10 letni syn potrafi się fantastycznie zajać najmłodszym braciszkiem i to tak
        skutecznie, że moge przygotować na przykład świeta. Czyli jest to pomoc
        solidna.Ale to dla Nigeo przyjemność -niekonieczie obowiazek.

        Raz w tygodniu robię zakupy na cały tydzień i tutaj o obowiązki młodzi się
        kłócą, jakoś sobie to tak zrobili , że to wg nich przywilej jechać z mamą na
        zakupy na rynek, do piekarni i stac w kolejce po gorące bułeczki...
        • harris.piano.jazz Re: Obowiązki dzieci 25.01.06, 20:29
          Córka lat 8
          Utrzymanie porządku w swoim pokoju, wynoszenie brudnych ubrań do kosza, i inne
          lekkie prace związane z domem, ale najwiekszy obowiązek i najbardziej
          odpowiedzialny to opieka nad młodszym bratem, wtedy kiedy ja nie mogę. Czasami
          nie lubi gdy ją odrywam od jej własnych spraw, ale jeśli powiem, że to jest ta
          chwila gdy bardzo mi zależy na jej pomocy nigdy nie odmawia i zajmuje sie nim
          bardzo dobrze. Świetnie potrafi wyczuć czy mama chce posiedzieć tylko przed
          kompem, czy rzeczywiście sprawa jest ważna.
          Sama się kąpie, myje włosy, obcina paznokcie a nawet lubi szykować ubranie na
          nastepny dzień, chociaż tutaj czasami pomagam.
          Aha i jeszcze mogę podyktować jej listę zakupów a ona sama ją napisze.
          I służy jeszcze jako notatnik, dyktafon lub kalendarz jak kto woli smile) proszę
          ją czasami o przypomnienie mi niektórych spraw, rzeczy do zrobienia itp.
          • rhynox Re: Obowiązki dzieci 26.01.06, 11:31

            U nas bylo sporo obowiazkow.
            Mycie naczyn obowiazywalo kazdego od bodaj 6 klasy. Byly tygodniowe dyzury. Ten
            kto myl naczynia mial jeszcze wieczorem zamiesc i wymopowac podloge.
            Moj brat mial za zadanie zajmowanie sie psem - bo to jego wiec go wyprowadzal,
            chodzil z nim do szczepienia.
            Do najfajniejszych obowiazkow nalezalo co jakis czas zbiorcze pastowanie butow.
            Kazdy niby mial swoje czyscic ale to sie zmienialo. Bo np maluchy same sobie
            butow nie czyscily (a na poczatku to nawet takowych przeciez nie mialy).
            Siedzielismy wiec w trojke starszakow w przedpokoju pol wieczora i o ilesmy sie
            nie poklocili to zabawa byla przednia. Malowalismy na podlodze pasta takie
            kratki do gry w klasy (potem bylo linoleum w kratke wiec juz tylko wystaryczlo
            wpisac cyfry ;wink)) ). Strasznie nam sie dostalo za wypastowanie bordow pasta
            butow ojca (brazowych, zamszowych)
            Dwa razy do roku bylo wielkie sprzatanie i wtedy pomagali wszyscy ktorzy
            potrafili stac na nogach o wlasnych silach. Bylo to takie sprzatanie z
            odsuwaniem wszystkich szafek i regalow, myciem podlogi za lodowka itd. wiec
            nawet 3-latki mialy za zadanie np plukac sciereczke od kurzu i podawac
            siostrze, ktora stala na krzesle. Ale to tylko dwa takie dni w roku.
            Potem, jak bylo wiecej straszych dzieciakow (bo ten podzial sie bardzo czesto
            zmienial z racji zmian ukladu sil) to jedno mialo za zadanie wszystkiego
            zwiazanego z lazienka - puszczanie pralki, zalewanie ubikacji domestosem,
            zakrecanie pasty wieczorem, rozwieszanie ubran...
            Byl okres kiedy wykupilismy na wakacje obiady w stolowce zakladowej, to
            nosilismy je na zmiane.
            Najgorsze bylo wywozenie starych ciuchow do kosciola. Nikt nie chcial isc przez
            cale miasto z kartonem po bananach (tak! wlasnie zawsze po bananach) na wozku
            niczym dziadek, ktory zbiera makulature. No ale takie obowiazki to nieczesto
            byly cale szczescie.
            Zasadniczo to mysle ze rodzice sie z nami nie patyczkowali i co bylo do roboty
            to robilismy. Przed obowiazkami w domu byla tylko nauka.
            Ale bylo i tak, ze jak ktos cale popoludnie sobie bimbal a potem sie zaslanial
            lekcjami to niestety - na drugi raz bedziesz pamietal, zeby sobie zaplanowac
            popoludnie. Co innego oczywisie jesli ktos rzeczywiscie zakuwal pol dnia i sie
            nie wyrobil (bo albo nie za kumaty ablo za duzo materialu)
            Troche jak to pisze to mysle sobie, ze troche moze niektorzy sie obrusza, ze
            sporosmy tyrali i ze nie dziwota skoro tyle bachorow wink ale z perspektywy czasu
            to takie zycie bardzo wiele dobrego mnie nauczylo. Chocby tego, ze jak cos
            zawale to potem sie nie zaslaniam ze jestem bardzo zajeta, nie mam czasu na nic
            i dlatego nie dalam rady - bo w domu na taki tekst - wszyscy wybuchaja
            smiechem. I ogolnie naprawde nauczylam sie sobie czas organizowac. I jakies
            poczucie odpowiedzialnosci... Tylko, ze nie wlewajac sobie to niewiele osob
            spotykam ktorzy maja w sobie takie poczucie obowiazku i strasznie mnie drazni.
            Juz wiele razy sobie uswiadamialam w kontaktach z ludzmi, ze oni myslalam o
            nich, ze sa 'jacys tacy rozpieszczeni'
            • jol5.po rhynoxie 26.01.06, 12:24
              > Moj brat mial za zadanie zajmowanie sie psem - bo to jego wiec go wyprowadzal,
              > chodzil z nim do szczepienia.
              Rhynoxie, a kto zajmował się nietoperzem (tym z lodówki)???
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16714&w=15889305&v=2&s=0
              • rhynox Re: rhynoxie 26.01.06, 12:51
                no wlasnie problemw tym, ze wszyscy chcieli sie nim zajmowac i dlatego zdechl.
                Kazdy chcial mu dawac jesc itd i bidok niewyrobil...
            • olioliwa Re: Obowiązki dzieci 26.01.06, 13:10
              > Najgorsze bylo wywozenie starych ciuchow do kosciola. Nikt nie chcial isc
              przez
              >
              > cale miasto z kartonem po bananach (tak! wlasnie zawsze po bananach) na wozku
              > niczym dziadek, ktory zbiera makulature. No ale takie obowiazki to nieczesto
              > byly cale szczescie.
              brzuch mnie rozbolał od śmiechu!smile))))
              u nas w tych kartonach letnie ciuchy w zimę w kanciapie a latem zimowe,super
              kartony!
              pozdrawiam,dzięki za dawkę śmiechu!
              • rhynox Re: Obowiązki dzieci 26.01.06, 14:28
                Ale przyznaj olioliwo, ze te dziury na dole i na gorze (nie wiem po co oen sa,
                zeby te banany nie gnily czy jak?) sa wybitnie niepraktyczne,. jedyna zaleta,
                ze karton duzy i dosc plaski...
                Najgorsza siara jak przez ten otwor wylatywal jakis kozak czy inna kamizelka.
                Rany, ale mialam dziecinstwo wink
                • olioliwa Re: Obowiązki dzieci 27.01.06, 18:18
                  zgoda,ale my wykładamy dziurę kawałkiem kartonu i nie wylatuje, górny wylot
                  zostawiamy dla wentylacji
                  a kartony o tyle fajne,że jak klocki jeden na drugi , takie same to nie ma
                  problemu,że coś nie pasuje
                  a z obowiązków
                  Mati 9 lat - chodzi po listy do skrzynki na dół, niby nic, ale przekręcić
                  kluczyk to nie lada sztuka
Pełna wersja